Przedmowa
Pewnej nocy wiele miesięcy temu liniowiec Karenia wypłynął z portu w peruwiańskiej Limie i wyruszył w długi rejs z Ameryki Południowej do Europy.
Nie było w tym nic szczególnego: Karenia regularnie przemierzała tę trasę, przewożąc na pokładzie wielu pasażerów oraz liczną załogę, czuwającą nad komfortem podróżnych.
Tym razem jednak, w całkowitej tajemnicy przed kapitanem, na okręt wślizgnął się pasażer na gapę. Na pokład przemyciła go ciocia, która ukryła go pod plandeką na jednej z łodzi ratunkowych.
- Obiecaj mi, że będziesz pisał! - poprosiła na pożegnanie, gdy syrena okrętowa dała sygnał do rozpoczęcia podróży. Jej głośne trąbienie odbiło się echem w całej zatoce.
- Napiszę, gdy tylko nadarzy się okazja - przyrzekł młody niedźwiadek.
- Spakowałam ci do walizki marmoladę na podróż - dorzuciła ciocia. - I przekupiłam jednego z członków załogi, by regularnie zaopatrywał cię w świeżą wodę.
Mówiąc te słowa, zawiesiła niedźwiadkowi na szyi jakiś kartonik.
- Zrobiłam podwójny supeł - oznajmiła - więc nie powinien się rozplątać. Ta tabliczka może ci się bardzo przydać, więc dobrze jej pilnuj.
- Dziękuję, ciociu Lucy - odpowiedział niedźwiadek i grzecznie uchylił kapelusza. - To bardzo miłe z twojej strony.
Prawdę mówiąc, wolałby dostać kakao, jednak był stanowczo zbyt uprzejmy, by głośno poruszyć ten temat.
I tak zresztą nie było na to czasu, gdyż odstęp między burtą Karenii a przystanią zaczął się już powiększać. Starsza niedźwiedzica ledwo zdążyła zeskoczyć z pokładu i opuścić się po linie na brzeg.
Cudem uniknęła kąpieli w zatoce. Zanim zdołała odzyskać równowagę i stanąć bezpiecznie na nogi, od łodzi ratunkowej oddzieliła ją ściana mroku.
Otarła łzę i ostatni raz w gęstej ciemności pomachała na pożegnanie.
- Mam nadzieję, że postąpiłam słusznie - westchnęła po powrocie do domu dla emerytowanych niedźwiedzi. - Czuję się, jakbym straciła cząstkę siebie.
- Oczywiście, że dobrze zrobiłaś - pocieszyła ją najstarsza pensjonariuszka. Na chwilę przerwała robienie na drutach i zakołysała się w bujanym fotelu, żeby nadać sobie więcej powagi. - Nasz dom to nie miejsce dla niedźwiadka w wiośnie życia. Młodzi powinni wyruszać w świat, szukać przygód. Niebawem o nim usłyszymy, wspomnisz moje słowa.
- Żałuję, że nie spakowałam mu nic do czytania. - Ciocia Lucy martwiła się dalej.
- To raczej tobie potrzebna będzie książka dla rozrywki, dopóki Karenia nie dotrze do celu - rzucił inny lokator.
- Najtrudniej jest zawsze tym, którzy zostają na miejscu...
Najstarsza niedźwiedzica miała rację. Ciocia Lucy szybko straciła rachubę, ile podkładek z rafii uplotła, oczekując na wieści. Na szczęście trwał akurat sezon turystyczny i wszystkie jej dzieła natychmiast sprzedawały się na stoisku przed budynkiem.
Wreszcie pewnego dnia listonosz wręczył jej kopertę opatrzoną mnóstwem niebieskich naklejek i obco wyglądających znaczków. Widniał na niej adres: "Ciocia Lucy, dom dla emerytowanych niedźwiedzi, Lima".
Zgodnie z życzeniem wszystkich niedźwiedzica odłożyła na bok podkładkę, którą właśnie wyplatała, i odczytała list na głos.
- "Kochana Ciociu Lucy... - zaczęła i urwała na moment, bo kolejne słowo zostało z jakiegoś powodu skreślone. - Krysię Kreślę te słowa, ażeby Cię powiadomić, iż dotarłem do Anglii i mam już nawet nowy adres!
Zatrzymałem się w domu przy Windsor Gardens pod numerem 32, który zupełnie nie przypomina domu dla emerytowanych niedźwiedzi. Wyobraź sobie, że to bardzo blisko Portobello Road, o której często mi opowiadałaś, kiedy mówiłaś, że powinienem odwiedzić Londyn.
Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej