Jak w każdą środę tego dnia zamierzałam się wybrać na większe zakupy. Wyszłam wcześniej z pracy, bo moja dziewczyna miała w tym tygodniu urodziny, i postanowiłam ją nieco zaskoczyć. Chciałam kupić dla niej piękną bieliznę, kwiaty i zabrać ją na weekend do hotelu ze spa. Obie ciężko pracowałyśmy i uważałam, że ten wypoczynek nam się zwyczajnie należy. Najpierw jednak musiałam iść na zakupy. W pracy wyszykowałam się do wyjścia na bieg po sklepach i odrobinę relaksu z kawą w mojej ulubionej kawiarni. Włożyłam sukienkę, bo wiedziałam, że wycieczka po sklepach wymaga ode mnie stroju, który łatwo będzie ściągnąć. Złapałam torebkę i już po chwili siedziałam w taksówce, która wiozła mnie do centrum handlowego.
W galerii poszłam do mojej ulubionej kawiarni na kawę i jeszcze raz przestudiowałam listę zakupów. Kwiaty, prezent, nowa bielizna i jakieś dobre wino, którego napijemy się w hotelu. Nagle zadzwonił mi telefon.
- Weroniko, hej, kochanie. - Usłyszałam w słuchawce głos mojej słodkiej ukochanej. - Słuchaj, niestety ten weekend odpada, nie będziemy mogły się spotkać. Mój szef zaplanował służbowy wypad do siedziby firmy w Warszawie i muszę na nim być jako jego asystentka, przepraszam cię, skarbie. - Słuchałam tego, co do mnie mówi. Nie wierzyłam w to, co słyszę, więc się odezwałam:
- Wiki, nie uważasz, że to nie fair? Jest środa, a delegację masz w piątek. Naprawdę niezły z niego cham, że informuje cię o czymś takim tak późno. Masz w sobotę urodziny! Tak się cieszyłyśmy na ten wyjazd. - Wściekałam się do słuchawki, bo wszystko miałam zaplanowane w najdrobniejszym szczególe.
- Weroniko, wynagrodzę ci to, spotkajmy się jutro - poprosiła.
- Jutro nie mogę. Wiesz o tym, mówiłam ci, że muszę odrobić godziny w pracy, żeby mieć wolny piątek, to naprawdę niemożliwe, a cały przyszły tydzień też pracuję. Wieczory oczywiście będą nasze, ale to nie to samo, tym bardziej że ty często zostajesz po godzinach w pracy. No i mamy zarezerwowany pokój w hotelu i zabiegi w spa, to wszystko przepadnie! - Byłam już zła nie na żarty.
- Przykro mi, kochanie. Nie mogę, nie złość się na mnie, proszę, jakoś to sobie odbijemy. Zostaję w Warszawie dwie noce, ale w niedzielę rano o szóstej mam pociąg, więc chociaż ten dzień spędzimy na przyjemnościach. Dobrze? - Mówiła to takim głosem, że nie mogłam się dłużej na nią gniewać. Zresztą to nie była jej wina. Obie miałyśmy pracę i obie musiałybyśmy się w swojej pracy wykazać.
Rozłączyła się, pożegnawszy się ze mną i przeprosiwszy jeszcze trzy razy. Ja nadal siedziałam w kawiarni, ale już wszystkiego mi się odechciało. Przede wszystkim nie chciało mi się już biegać po zakupach, bo i w sumie po co? Aczkolwiek prezent nadal chciałam jej kupić, no i przecież miała rację, mogłyśmy się spotkać w niedzielę, u mnie lub u niej w domu, najważniejsze, że razem. Z odrobinę zmienionym nastawieniem ruszyłam na bieg po sklepach.
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.