P r o l o g
Niemożebnie dziwacznie świat wykombinowano, pod względem seksu i miłości, choćby. Jeśli dziewczyna traci cnotę, od razu znaczy, że puszcza się, paskudnica. Lecz jeżeli chłopak zostaje rozprawiczony, oznacza jedynie, iż zdobywa konieczne mężczyźnie, doświadczenia miłosne. Później on, nadal wytrwale zdobywa niezliczone doświadczonka wyrkowe, zaś ona, kurwi się, głupia dziwka. Niby, to samo wyczyniają na mebelku, ale milusio w określnikach, już nie jest. Pannie dziwce, oczywiście. Określenie dziwkarz, dla wielu ludzi, w ogóle nie brzmi pejoratywnie. Nierzadko, wręcz pozytywnie, cholera. Czemu? Idiotyczne uwarunkowania kulturowe, stale obowiązują. Zero uwspółcześnionego myślenia, psia krew!
No, i ona, jeżeli już koniecznie musi, lub nie daj boże chce, wyłącznie z miłości powinna się nielegalnie, czyli przedmałżeńsko łajdaczyć. On, niekoniecznie musi się zakochiwać. Dla sportu oraz dbania o swą kondycję fizyczną, także bzykać może. Czyli wygląda, że gimnastyka na siłowni, albo na dziewczynie, to jeden czort. A skoro tak, może w szkolnych salach gimnastycznych powinno się właśnie to, robić. A nie, ustawicznie napieprzać w siatkówkę, albo fikać koziołki na materacu. Nie wiem.
Cóż, w ogólnym rozumieniu podstawowego zagadnienia, sama miłość, także jest zdrowo popieprzona.
Czy da się kochać r o d z i c ó w?
Jejku... Nie wiem!
Zaraz, zaraz. Cosik nie tak. Źle chyba wyszło. Momencik!
Matkę, na pewno można pokochać. Bo tak się, kuźwa, po prostu jakoś dzieje! Choć nie bardzo wiem, czemu...
Lecz czy ojca, da się? Jeja, pojęcia nie mam... Naprawdę!
Przecież tak do końca, przenigdy nie wiadomo, kto nim naprawdę jest. Jedynie, na relacjach lub zeznaniach mamci, można próbować polegać. Albo czasami i nie, cholerka. Różniście, kurna, bywa. Nie wszystko przewidzisz...
Takie wszak mamy życie oraz nieco fikuśne obyczaje, rodem, jeszcze z zamierzchłej Epoki Lodowcowej. Pan Homo Sapiens, niewiele zmienił się pod tym względem przez minione tysiąclecia. Hormonki biedaczkowi nie pozwalają i sperma w jajeczkach bezustannie buzuje. Neandertalczyk, miał podobnie. Inne humanoidy, również. O poczciwym, łaciatym Azorze sąsiadki, albo czarnym Mruczku upadłego prezesa, nie wspomnę. Widać taka już nieustająca, samcza tradycja! Najwyraźniej biologia ma inne zdanie w kwestii swobodnego krycia (lub jak kto woli, ciupciania) samiczek, aniżeli tak zwana ludzka kultura, wydumana przez zarozumiałą człeczynkę oraz całą jej, niby cywilizację. Cóż, Mamcia Naturka, jednak górą! Wiadomo, ludziska, to mizeroty...
Acha, dla ścisłości. Czasem, daje się również pokochać drobny, pseudo rodzinny maratonik. Czyli kolejno poznawane ciotki, cioteczki, tudzież zestawik szybko następujących po sobie wujków, wujaszków, względnie śmiesznych wujeczków. Z reguły cioteczki, czort wie czemu, wolniej zazwyczaj przemijają, aniżeli wujkowie. Tak, przynajmniej wynika, z mego doświadczenia.
Dlaczego akurat ów nieco rozbudowany, ludzki zestawik, czasami się miłuje?
Jeja, prościna przecie! Kogoś, jak powszechnie pieprzą pieprzeni psycholo-pedagodzy, musowo, choć ciupkę, kochać trzeba. Inaczej, niedorozwój jakiś z tego zaraz wyjdzie. Taka to proza żyćka, dziecięcia poczętego w amoku przypadkowej chuci, protoplastów rodu. Rady nie ma. Cholerny amorek konkretnej parce się przypadkowo objawił, nabroił nicpoń, i ewidentnie zawinił w sprawie! Potem uboczny produkcik owych miłych amorków, upierdliwie beczy w becie, nieszczęsnym ludziskom. Koszmar w dzień i w noc, kuźwa! A rady nań, nie ma. Urodziłaś babo w męczarniach, więc teraz, również się pomęcz. Względnie sceduj toto, na dom niechcianego dzieciaka.
Ale co tam, do wszystkiego można przecie przywyknąć. Wszak w końcu kiedyś, zrobi się z przykrej sprawy, no problem. Lecz dopiero wtenczas, kiedy się przez wszystko przebrnie, jakimś cudem, cholerka.
Zaś potem? Ojej... Wyłącznie już tylko problemy, pozostają...
I to jakie, kuźwa!
A do tego niektóre uczucia, jest potem niezwykle trudno... zresetować. Albo odwołać, czy choćby wykasować w sobie, na amen. Trwają czortostwa, w nieskończoność! Więc podobne zadanko, bywa czasem nawet kompletnie niewykonalne, niestety. Jeja, w ogóle niereklamowalne, takowe cholerstwa bywają. Nierzadko nawet gdzieś hen, na drugim krańcu świata, potrafi toto trzymać człowieka i za nic, nie odpuszczać, psia mać. Tak właśnie mam aktualnie, od pewnego czasu! Pieroński los oraz wielce pechowy przypadek wszystkiemu, kurna, zawiniły. Zero winy w tym, z mojej strony. Naprawdę! Jedynie do dziś, nie jestem pewna, czy wówczas się nie zakochałam.
Szkopuł nagle mi powstał, kurwa!
Sorki za niesforne słóweczko, z końcowym wykrzyknikiem. Wyrwało mi się, czortostwo. Nie dziwota, toż każdy człek swobodnie owego swojskiego ozdobniczka używa. Nawet, pospolity menel. O zacnym panu rektorze byle jakiej uczelni, nie wspomnę. Więc co? Nie wolno mi z niego korzystać, zanim się nie stoczę patologicznie? Względnie kiedyś przypadkowo, bezsensownie nie awansuję na uczelnianego urzędasa, kuźwa?
Bez przesady z wszechobecną dziś, pieprzoną i ostro zakłamaną poprawnością polityczną. Durnota, moim zdaniem! Zawsze, w każdej sytuacji wolę być sobą i gadać co, o kim mi się podoba. O sobie, w szczególności! Takać, szczera prawda, psia mać!
- Kurde, nie filozofuj mi tu jakoby od rzeczy, jeno nawijaj nieco bardziej treściwie, młodziutka, mocno sparzona uczuciowo, albo i zwęglona pod tym względem, kobiecinko! - skonstatowała ma łepetyna.
- Spoko. Za momencik, wszyściuśko zrelacjonuję, jak należy. Po kolei będzie i momentami, z pikantnymi momentami, nawet! Bo tak, akurat się zadziało, cholera. A prawdomówna i szczera zazwyczaj jestem - odparłam jej, czyli sobie.
Ojej, ciut więcej cierpliwości, zacni czytelnicy, kuźwa. I zapamiętajcie, błagam. Pod koniec historyjki zaczerpniętej wprost z mego życia, spora niespodziewanka, cierpliwie na Was oczekuje. Wytrwajcie, mimo wszystko. Warto!
Mnie, nieźle przytkało, a nawet ostro zamurowało, kiedy wszystko przeżyłam. Sprawa, nie do pozazdroszczenia, bynajmniej. Lecz spoko, współczuć mi nie musicie. Obejdzie się!
Psychicznie, patologicznie silna czasem bywam Zaś tylko z rzadka, zwiewam fizycznie, gdzie pieprz rośnie. Jedynie pojęcia nie mam wówczas przed czym, albo przed kim, uciekam. Nieważne...