0.
Od
czego zacząć?
Z
tym pytaniem zasiadłem wygodnie przed ekranem, a ten, jako zdolny
wygenerować dowolną liczbę czystych kartek, które wytrzymają
niejedno, cierpliwie przyglądał się mojej niemocy. Myślę, że
musi zadać je sobie każdy, kto postanowił scalić rozproszone
strzępy pamięci, by je wreszcie nie tylko uporządkować, ale i
ostatecznie usunąć - czasem z nadzieją pozbycia się sennych
koszmarów. A w moim przypadku chodzi o historię zawiłą i
częściowo własną, choć do dziś nie wiem, na ile swym udziałem
wpłynąłem na jej przebieg. Po latach przeszłość wygląda
inaczej, wszystko zaczyna przylegać w logicznych związkach, ale
niekiedy staje się panoramą splątanych ścieżek, którym
samowolnie przydzielamy status przyczyn i skutków.
Przypuszczam,
że jednym z powodów tak długiej zwłoki w spisywaniu tych wydarzeń
był wybór właściwej metody. A może była ważniejsza przyczyna:
bałem się prawdy? Prawdy, która wyłoni się ze ślepych zaułków
fragmentarycznych wspomnień, ułożona niespodzianie w nieco żałosny
autoportret kronikarza?
Tak
czy inaczej, postanowiłem to wreszcie zrobić i zajęło mi to sześć
tygodni. "Dla kogo?", zapewne spytasz Drogi Nieznajomy
Czytelniku. Odpowiedzieć potrafię tylko wykrętnie: nie wiem i
piszę w ciemno. Z nikłą nadzieją, że może się komuś przydać.
Na pewno nie mam gwarancji, że moja opowieść w jakimkolwiek
stopniu zrównoważy krążące w plotce alternatywne wersje
relacjonowanych faktów, posłuży za ich sprostowanie i stanie się
odtrutką dla zainfekowanej legendą historiografii. Uznałem jednak,
że w końcu powinienem to uczynić, nawet jeśli, jako współsprawca,
nie odkupię tym swojej domniemanej winy.
Piszę
głównie wieczorami. Tymczasem najbliżsi potencjalni czytelnicy o
moim przedsięwzięciu nie wiedzą. A zresztą i ja nie wiem, czy im
to w końcu pokażę. Może kiedyś. Na razie na pewno nie. Przejrzę,
dyskretnie zrobię wydruk i schowam w najgłębszej czeluści
najwyższej półki, gdzieś za Arystotelesem albo Borgesem. Żona
przelotnie zerka na ekran, więc pewnie już odgadła, że rośnie w
nim tekst znacznie dłuższy od przeciętnego artykułu, a nawet
reportażu do gazety, więc chyba coś podejrzewa.
Niepiśmienny
jeszcze syn częściej zagląda ciekawsko przez uchylone drzwi
gabinetu, zawsze znajdując jakiś pretekst, a najczęściej
przypominając o bajce na dobranoc, którą co wieczór muszę
opowiedzieć. Ale opowiedziałem już wszystkie, jakie znam, a kiedy
nieopatrznie którąś zaczynałem powtarzać, malec to natychmiast
zauważał, przywołując mnie do porządku piskiem: "Już było!
Nie chcę, Tato!". By sprostać jego wymaganiom próbowałem więc
to i owo modyfikować, posuwałem się do bezczelnych kompilacji
starych fabuł, czerpałem obficie z Perraulta, Andersena, unikałem
Grimmów, a z Księgi
Tysiąca i Jednej Nocy
wybierałem
te cenzuralne i mniej drastyczne. Przetwarzałem, wypełniając
konfabulacją luki w pamięci, ale niekiedy świadomie wzbogacałem
klasykę o najbardziej nieprawdopodobne apokryfy. Początkowo były
to niewinnie rozbudowywane rysopisy wszystkich czterdziestu
rozbójników (zwykle zasypiał już przy trzydziestym), którym
przydzielałem najwymyślniejsze stroje, fryzury i brody w całej
gamie kolorów i kształtów; z końmi było gorzej, bo liczba maści
ograniczona. Bywałem jednak powstrzymywany protestem słuchacza, gdy
zabierałem się do konstruowania portretów psychologicznych
przestępców. Aż wreszcie musiałem fabuły całkiem zmyślać,
wysnuwać z niczego i prędko poczułem, że wysychają źródła mej
wyobraźni. Potrzebowałem pilnie baśni nowej, tak dużej, by
starczyła na resztę wieczorów przedszkolnego dzieciństwa syna.
Ale tymczasem nie nadążam za jego rozwojem, bo wykazuje wciąż
większą bystrość i staje się coraz bardziej wymagający.
Ostatnio nawet zakwestionował konwencję baśni: "Tato, czemu
zawsze musi być dawno, dawno temu?". "Nie zawsze", odparłem
skonsternowany, bo rzeczywiście ma rację, przecież równie dobrze
akcja może się toczyć w całkiem niedawnej przeszłości. Tak się
jednak składa, że w swoim bogatym repertuarze żadnej takiej nie
znałem. Jak z tego wybrnąć? Jak mu to wytłumaczyć? Przecież nie
powiem, że to podwójne "dawno, dawno" to pasy bezpieczeństwa
dla najbardziej karkołomnego kłamstwa. Na pewno jeszcze na to za
wcześnie, a kiedyś sam to odkryje.
Wreszcie
skończyłem spisywanie swojej historii. Uznając, że nic więcej
nie mam do dodania, wystukałem słowo KONIEC wersalikiem, kliknąłem
"zapisz" i zaraz plik zamknąłem, żeby nie zauważyli. Ale
wciąż nie wiem, czy istnieje coś takiego jak koniec, nawet gdyby
go złożyć czcionką najmniejszą? Więc to słowo zaraz usunąłem
backspacem. A POCZĄTEK? No, ten trzeba zawsze ustalić arbitralnie,
bo naprawdę nigdy go nie ma. Albo jest kilka możliwych, zawsze
tylko domniemanych?
Tak
oto umieszczam we wstępie uwagi, które pojawiły się dopiero po
zakończeniu niewdzięcznej pracy kronikarza, i do wielu innych
wątpliwości, które nachodziły mnie w jej trakcie, dołączam
właśnie te - chyba największe, choć pewnie jeszcze nie
ostatnie. Jeśli zgodnie z konwencją zapewnię, że starałem się
spisać wszystko szczerze i zgodnie z prawdą, to i tak wciąż nie
wiem, na ile po latach możliwa jest szczerość, a opowiadana
historia pozostaje prawdziwa raz na zawsze.
1.
- Stóóóój!
- próbował przekrzyczeć silnik, a że ten w kabinie nie
reagował, wyciągnął przed siebie dłonie i zamachał, a jeszcze
zza pleców zyskał wsparcie, też krzykiem i oburęcznym gestem od
Ukraińca w żółtym kasku:
- Nazad,
nazad, skasuwati!
- Cofnij
i podnieś łyżkę - wyjaśnił ten pierwszy i operator wreszcie
zrozumiał, cofnął pojazd cztery metry, aż pod stok wykopu i
zgasił silnik. Zbiegło się pięciu, potem więcej, aż nadbiegł z
pakamery majster:
- Co
tam znowu?
- Szczo
ce? Kabel? Możliwo bomba!
- Nie
strasz, Ołeksij. Jaki tam kabel? Rura też nie. Widzę, że cegła.
Coś większego. Ruina jakby. Tak czy inaczej, trza przerwać,
skieruję was do innej roboty - zarządził majster, bezradnie
rozglądając się wokół, choć wiedział, że na razie innej
roboty nie znajdzie. - Czekajcie.
Odszedł
pod blaszany parkan, zadzwonił z komórki. Dość długo nie wracał
do brygady, która tymczasem przekształcała się w klub dyskusyjny.
Wreszcie skończył i w odzyskanym majestacie władzy przykucnął
nad bruzdą, pogrzebał palcem, powstał i ogłosił:
- Słuchajcie,
dzwoniłem gdzie trzeba, w środę będzie decyzja. Tymczasem niczego
mi tu nie ruszać, ale można ostrożnie odgarniać to... Znalezisko.
Mam pozwolenie. To nie jest metal, nie żaden niewybuch, a pewnie
fundament. Nie ma strachu, ale ktoś od saperów też będzie, to
sprawdzi. No to można odgrzebywać, są chętni?
Zgłosili
się wszyscy, aż nie starczyło łopat i trzeba było brać z
kanciapy. Majster dawno nie widział tak powszechnego zapału. Po
kwadransie na plac wjechał niebieski volkswagen kierownika budowy.
Majster coś mu wyjaśniał, gestykulując i usłużnie podprowadził
do wykopu, gdzie rozwijała się już debata przy akompaniamencie
dzwoniących szpadli.
- Mówiłem:
cegła, coś jakby mur.
- Delikatnie
odgarniać, k... - upominał majster, ale przełknął wykrzyknik,
bo musiał się hamować przy kierowniku odnoszącym się zawsze z
niesmakiem do żargonu budowlanego, taki delikatny, jakby pracował w
filharmonii. - A jak trzeba, to paluchami!
- Ja
stawiam, że to zamek, tego, no jak mu... Głodzimira.
- Grodzimira,
głąbie!
- No
przecież mówię!
- Ale
przez "er", od "grodu"!
- Jeden
pies. Uczony się znalazł! Jak zwał, tak zwał. Niech ci będzie,
że Gryzimura, a nawet Gryzipióra...
- Zakład?
A ja obstawiam klasztor tych no... Cytrusów.
- A
ja tych... Różnych Krzyżowców.
- Dobra,
panowie, nie wymądrzać się, tylko do roboty. W razie czego, w
dokumentacji nic takiego nie było, teren czysty. Odgarniecie, ile
się da, przyjedzie komisja, to się wyjaśni... Tylko mi kaski
pozakładać! A ty, młody, gdzie z tym kilofem? Mówiłem:
ostrożnie!
Może
przebiegało to trochę inaczej, dziś trudno ustalić, ale mniej
więcej tak zrelacjonował niezwykłe odkrycie kierownik na podstawie
zeznań pierwszych świadków, chociaż szczegóły utrwaliła
najpierw plotka, a potem krążąca po Budopiaście i podwykonawcy
Inwest-Budzie legenda budowlana. Pojawiły się też wersje
konkurencyjne, zwłaszcza że kierownik nie nacieszył się długo
sławą Kolumba, bo już po tygodniu stracił stanowisko, co prócz
utraty źródła zarobku poskutkowało jeszcze tym, że niechętnie
słuchano jego sensacyjnych opowieści, które zresztą zaczęły żyć
własnym, niekontrolowanym przez bezpośrednich świadków, życiem.
Zupełnie inaczej zdarzenie to wyglądało w narracji wściekłego
(co zrozumiałe) dewelopera, ale to źródło na ogół ignorowano
jako niewiarygodne, więc i ja mam powód, by je pominąć.
Wiadomość
w różnych wersjach błyskawicznie rozpowszechniły media,
antycypując powszechną euforię z doniosłego odkrycia. Powstały
dwa w miarę rzetelne, ale skąpe faktograficznie reportaże w
ogólnopolskich tygodnikach. W internecie huczało, ale wobec
niedostatku informacji przeważały najśmielsze i niezbyt wiarygodne
interpretacje i hipotezy, inkrustowane ciekawostkami krajoznawczymi i
doprawiane plotką zależnie od koniunktury.
Teraz,
po latach, kiedy zabliźniły się rany po katastrofie i po długiej
rekonwalescencji, życie lokalne powróciło w koleiny spowolnionego
czasu prowincji, nazwa miejsca akcji zatarła się w pamięci i nawet
zniknęła z indeksów najbardziej szczegółowych atlasów Polski.
Mogę więc już swobodnie i bez niczyjej krzywdy przypomnieć ten z
pewnością osobliwy epizod, zapewne jedyny, który był wart
uwiecznienia w spowitych nieprzeniknionym mrokiem dziejach
Niemieścina.
w
serii kwadrat
ukazały się:
"2008",
"2011", "2014", "2017", "2020" - antologie
współczesnych polskich opowiadań
Andrzej Ballo
"Made in Roland"
Marcin
Bałczewski
"Eva Morales de Nacho Lima", "Malone"
Wenanty Bamburowicz "Masy
powietrza"
Waldemar
Bawołek
"To co obok"
Kostia
Berezin (Paweł Laufer)
"Buty Mesjasza"
Jacek
Bielawa "Kościelec"
Maciej Bieszczad "Ultradźwięki"
Dariusz
Bitner
"Książka"
Jarosław
Błahy "Rzeźnik
z Niebuszewa", "Zaklęty w szerszenim gnieździe"
Roman
Ciepliński
"Diabelski młyn" , "Ukryte myśli" , "Schyłek", "Życie
zastępcze"
Tomasz
Dalasiński
"Dzień na Ziemi", "Nieopowiadania", "Przystanek kosmos"
Jerzy
Franczak
"Święto odległości"
Krzysztof
Gedroyć
"Przygody K"
Adrian
Gleń
"I"
Andrzej
Grodecki
"Iluzje"
Brygida
Helbig
"Anioły i świnie. W Berlinie!!", "Enerdowce i inne ludzie"
Lech
M. Jakób
"Ciemna materia"
Jarosław
Jakubowski
"Ciemna Dolina", "Koń", "Wojna"
Bogusław
Kierc
"Bazgroły dla składacza modeli latających"
Jarosław
Księżyk
"Hydra"
Wojciech
Klęczar
"Wielopole"
Bogusława
Latawiec
"Ciemnia"
Ryszard
Lenc
"Chimera"
Artur
Daniel Liskowacki
"Capcarap", "Eine kleine", "Hotel Polski", "Mariasz",
"Skerco", "Spowiadania i wypowieści"
Miłka
O. Malzahn
"Fronasz", "Kosmos w Ritzu"
Agnieszka
Masłowiecka
"Pyszne ciało", "Splątanie"
Jarosław
Maślanek
"Ferma ciał"
Piotr
Michałowski
"Światy równoległe", "Urbs ex nihilo"
Anna
Maria Mickiewicz
"Listy z Londynu"
Dariusz
Muszer
"Homepage Boga", "Niebieski", "Wolność pachnie wanilią"
Krzysztof
Niewrzęda
"Czas przeprowadzki", "Poszukiwanie całości", "Second
life", "Wariant do sprawdzenia", "Zamęt"
Ewa
Elżbieta Nowakowska
"Apero na moście"
Cezary Nowakowski,
Jakub Nowakowski
"Błogosławieni"
Paweł
Orzeł
"Arkusz [^pi^gmalion]", "Nic a nic", "Ostatnie myśli (sen
nie przyjdzie)"
Paweł
Przywara
"Ricochette",
"Zgrzewka Pandory"
Gustaw
Rajmus
""Dwie Historie" i inne historie"
Krystyna
Sakowicz
"Księga ocalonych snów", "Praobrazy"
Alan
Sasinowski
"Pełna kontrola", "Rupieć", "Szczery facet"
Grzegorz
Strumyk
"Kra", "Nierozpoznani", "Wyjście"
Łukasz
Suskiewicz
"Egri bikaver", "Mikroelementy", "Zależności"
Leszek
Szaruga
"Dane elementarne", "Podróż mego życia", "Zdjęcie"
Izabela
Szolc
"Śmierć w hotelu Haffner"
Łukasz
Szopa
"Kawa w samo południe"
Michał Trusewicz "Przednówki"
Andrzej
Turczyński
"Bruliony Starej Ziemi", "Brzemię", "Czasy i obyczaje",
"Koncert muzyki dawnej", "Zgorszenie", "Żywioły"
Anatol
Ulman
"Cigi de Montbazon i Robalium Platona"
Emilia
Walczak
"Hey,
Jude!"
Miłosz
Waligórski
"Kto
to widział"
Henryk Waniek "Miasto
niebieskich tramwajów"
Marek
Warchoł
"Bezdzień"
Maciej
Wasilewski
"Jednodniowy
spacer po dwudziestu kilku głowach", "Rozmowy młodej Polski w
latach dwa tysiące coś tam dwa tysiące coś"
Bartosz
Wójcik
"Christiania. Historie z tamtej strony dobra"
Grzegorz
Wróblewski
"Nowa Kolonia"
Maciej
Wróblewski
"Historie Jakuba Blottona z widokiem na Toruń"
Tadeusz Zubiński "Rzymska
wojna"