Rozdział 3
Ben
Wpatruję się w dziewczyny i jestem pewien, że moje przyjście zaburzyło ich codzienny rytuał wymieniania się "uprzejmościami". Szkoda tylko, że nie siedzą na recepcji, która aktualnie stoi pusta, podczas gdy one piją kawę w biurze za nią, zamiast czuwać na stanowisku. Nic dziwnego, że w firmie nic nie działa, jak należy, skoro nikt nie zajmuje się wyznaczonymi obowiązkami.
Niech no wreszcie obejmę dowodzenie, a zrobię tu porządek.
- Prawda - rzuca wesoło Mia.
- Przepływ ludzi też mamy niezły. Poznaj naszą spóźnialską - wtrąca się z cwaniacką miną Vanessa, wskazując idealnie wymalowanym paznokciem nowo przybyłą koleżankę. - Ben, Emily - przedstawia nas sobie i upija łyk z kubka.
- Cześć. - Wspomniana Emily posyła mi ciepły uśmiech, po czym wlepia wzrok w monitor. Skupia się na pracy i tym samym ucina dalszą dyskusję.
Mia z Vanessą nie komentują jej zachowania, za to ta pierwsza kręci głową, patrząc na mnie, jakby chciała powiedzieć: Widzisz ją? Zatrudniają byle kogo, tra-ge-dia!
- Cześć - odpowiadam, następnie przyglądam się przez chwilę Emily, bo faktycznie odstaje od reszty. Nie tylko podejściem do pracy, ale też wyglądem.
Ciemne włosy, oczy i karnacja - zgaduję, że oddziedziczone po latynoskim przodku - sprawiają, że prezentuje się nietypowo przy dwóch platynowych blondynkach. W dodatku ma nienagannie odprasowany uniform, gładko zaczesany kok i buty wypastowane na błysk. Widać, że nieco za mocno wzięła sobie do serca biznesowy dress code. Aż nabieram ochoty, żeby podejść i chociaż przekrzywić jej plakietkę z imieniem, by zmącić ten starannie dopracowany styl. Biedaczka powinna się wyluzować, inaczej szybko się wykończy.
- Jesteście zajęte, więc nie będę przeszkadzał - mówię i chcę się wycofać z pomieszczenia, na co od razu reaguje Mia.
- Nieee, czekaj! Pomożesz mi z komputerem? - przywołuje mnie i przyciąga do siebie stojące obok krzesło, abym miał gdzie usiąść. - Zgłaszałam w IT już wielokrotnie, żeby naprawili, ale wciąż czekam.
Podchodzę do niej niepewnie. W końcu jestem takim samym specem od IT jak ona profesjonalną recepcjonistką - bezobjawowym. Mam przez to obawy, czy zdołam jej pomóc, a przecież nie chcę już pierwszego dnia dać się zdemaskować, że dyplom informatyka zdobyłem w innym wcieleniu.
- Pokaż, co się dzieje. - Siadam przy Mii i zerkam na monitor.
- Zobacz, tu nie działa. Jak klikam, wyskakuje błąd - wyjaśnia, kierując moją uwagę na podświetlony pasek wyszukiwarki.
Marszczę brwi.
Czy ona...?
- Nic się nie zepsuło, Mia. Mamy blokadę na większość stron internetowych niezwiązanych z naszą branżą. Dobrze o tym wiesz - tłumaczy Emily i jednocześnie potwierdza moje przypuszczenia: spryciula próbuje wykorzystać, że jestem nowy i mogę nie znać procedur. Ale znam. I to lepiej, niż jej się wydaje.
- Aj tam. Mój PRZYJACIEL Ben na pewno coś na to zaradzi. - Mruga zalotnie, zarzucając na mnie sidła. Nie twierdzę, że całkowicie bezskutecznie...
Przed pojawieniem się w siedzibie pobieżnie zapoznałem się z dokumentami osobowymi pracowników, zwłaszcza tych, których zamierzałem prześwietlić, oraz tych, z którymi miałem bezpośrednio współpracować. Podpytałem też o wszystkich Simona z IT - jedyną osobę w Obsydian Motors wtajemniczoną w tę całą akcję ze szpiegowaniem. Zainstalował dla nas oprogramowanie śledzące na komputerach, umożliwił mi dostęp do korespondencji i miał wyręczać mnie w trudniejszych zadaniach, żebym nie spalił przykrywki.
Dzięki niemu wiem, że Vanessa i Mia to największe plotkary i zołzy w tym budynku. W normalnych okolicznościach trzymałbym się od nich z daleka, bo zdecydowanie wolę inteligencję od cwaniactwa, ale w obecnej sytuacji muszę się z nimi zaprzyjaźnić. Z ich pomocą na pewno dotrę do kluczowych dla mojego przedsięwzięcia informacji. A nie ma do tego lepszej drogi niż poprzez wyświadczenie przysługi, którą potem z chęcią odbiorę.
- Pewnie, że zaradzi. - Puszczam jej oczko, wtedy ta chichocze w odpowiedzi. Następnie wchodzę w ustawienia systemu i wpisuję swoje prywatne hasło, aby obejść zabezpieczenia. Ojciec jakoś to przełknie, w końcu to dla dobra sprawy. Niech sobie panna ogląda ciuchy w godzinach pracy. I tak nie dostanie premii, za którą mogłaby je kupić...
- Nie chcę brać w tym udziału - oznajmia Emily i wstaje od biurka.
Vanessa głośno wzdycha, kiedy dziewczyna przechodzi do oddalonej o kilka kroków recepcji.
- Chryste - burczy półszeptem.
O spóźnialskiej Emily też nasłuchałem się od Simona. Jest piękna i bardzo miła, ale ponoć świętsza od papieża i łazi z kijem w dupie, ściśle trzymając się procedur. Jako jedyna z tej trójki ma imponujące kwalifikacje i z tego, co zdążyłem zauważyć, jako jedyna także stara się pilnować własnego nosa. Nie dało się również nie wyczuć, że obie gaduły nie przepadają za koleżanką. Odzywają się do niej w tak sztucznie słodki sposób, że od samego słuchania stężenie glukozy w mojej krwi osiąga krytycznie wysoki poziom.
Później zajmę się panną Saint, najpierw one.
Wyłączam blokadę przeglądarki, a Mia szczerzy się zadowolona, że przechytrzyła korporację. Idąc za ciosem, "naprawiam" też komputer Vanessy. Potem zostaję z nimi na kilka minut, żeby wykorzystać naszą nową przyjaźń i wyciągnąć od nich jakieś interesujące wiadomości. Gadają dużo, na wiele różnych tematów, niestety nie dowiaduję się niczego konkretnego, co naprowadziłoby mnie na trop sabotażysty. Nic w tym zresztą dziwnego. Nie spodziewałem się przecież, że to wszystko będzie takie proste i że rozwiążę zagadkę w parę godzin.
Ale próbować warto.
Kiedy opuszczam biuro, Emily jest zajęta na recepcji, więc jej nie przeszkadzam. Wracam do swojego tymczasowego gabinetu znajdującego się naprzeciwko tego dziewczyn i zajmuję biurko niedaleko Simona. Znamy się jeszcze z liceum i choć nigdy nie byliśmy przyjaciółmi, zawsze mieliśmy dobre relacje. Jakoś tak wyszło, że ojciec zwerbował go parę lat temu, nawet nie wiedząc, że to mój znajomy.
Mamy na etatach wielu informatyków - analitycy, architekci systemowi, spece od IT, cyberbezpieczeństwa, systemów produkcyjnych i tak dalej. Większość pracowała w innych działach, sporo osób wykonywało też usługi zdalnie. Aż cud, że w całym tym chaosie trafiłem akurat na kogoś, kto mnie znał. Gdy zgodziłem się na plan ojca, Simon okazał się zatem słabym ogniwem, bo mógł nas wydać. Musieliśmy zaryzykować i mu zaufać. Całkiem dobrze się złożyło. W końcu i tak potrzebowaliśmy informatyka, który by mi pomógł. A dzięki temu, że tata zrobił małe roszady z personelem, przydzielił nam osobne biuro i przyznał nieograniczony dostęp do danych, mogliśmy działać do woli. I bez patrzących na ręce kolegów po fachu.
- I jak idzie? - pyta kumpel, kiedy otwieram jedną z teczek leżących na blacie.
- Jakoś. - Wzdycham. - Na razie niewiele mam, ale dopiero się rozkręcam.
Simon kiwa głową. Gadamy przez chwilę, potem zabieram się za przeglądanie dokumentów i ustalanie strategii. Nie kłamałem, na razie niewiele mam. Firma zatrudnia mnóstwo osób - od działu produkcji, przez inżynierów, pracowników biurowych, adwokatów aż po zarząd, z czego wszyscy mają motyw, by nas zdradzić, i jednocześnie go nie mają. Zagadka na miarę Sherlocka Holmesa. Podejmując się tego zadania, wiedziałem, że nie znajdę odpowiedzi w kilka dni, ale im bardziej się w to zagłębiam, tym nabieram większej pewności, że utknę tu na całe tygodnie. Muszę coś wymyślić i jakoś zawęzić grono podejrzanych, inaczej nie zdążę namierzyć zdrajcy przed premierą nowego modelu.
A to nas zrujnuje.
W południe robię przerwę na lunch z Simonem i dziewczynami. Znów próbuję nieco pociągnąć je za język, a one chętnie dzielą się plotkami. Dowiaduję się między innymi, kto z kim ma romans, kto zrobił botoks, kto przytył i kto dzisiaj przyszedł w pogniecionej koszuli. Od nadmiaru tych rewelacji aż rozbolała mnie głowa. Albo Mia z Vanessą nie wiedzą nic przydatnego, albo nie zaufały mi na tyle, by podzielić się prawdziwymi sekretami. Powoli stawiam na to pierwsze, lecz jeszcze się łudzę, że nie mam racji.
Po jedzeniu nie wracam od razu do gabinetu. Dział jakości zgłosił awarię systemu, więc korzystam z okazji i zjeżdżam na najniższe piętro, żeby pokręcić się przy Sophie Grant, którą ojciec wpisał na listę podejrzanych. Dodatkowo chcę zobaczyć, jak idą prace nad testami nowego Obsydiana. Tata pokazywał mi projekty i zdjęcia z poszczególnych etapów produkcji, ale nie widziałem jeszcze samochodu na żywo.
A ten robi niesamowite wrażenie. Razem z nim w stałej ofercie mamy pięć modeli. Onyx, podstawowa, zmodernizowana wersja pierwszego samochodu, jaki wyjechał z naszej fabryki jeszcze za czasów dziadka. Blackstone to limitowana edycja, produkujemy ich tylko kilkanaście rocznie na specjalne zamówienie, bo jest piekielnie luksusowy i piekielnie drogi. Obscura to sportowe auto, dotychczas najszybsze ze wszystkich naszych wariantów. Może Formuły 1 by nie wygrał, ale na pewno zrobiłby zamieszanie na torze. Dalej jest Helix, czyli klasyk, nasz flagowiec, sprzedajemy ich najwięcej z racji tego, że to auto klasy premium, jednak w cenie, na którą można sobie pozwolić. I ostatni, najważniejszy - Night Pearl. Prestiżowa hybryda twin turbo o magicznej mocy minimum tysiąca siedmiuset siedemdziesięciu siedmiu koni mechanicznych, wyposażona w panoramiczny dach, zdalne sterowanie, wzmocniony GPS uniemożliwiający zakłócenia lokalizacji w razie kradzieży, a cała konstrukcja wykonana jest w całości z tytanu i włókna węglowego, dzięki czemu waga pojazdu nie przekracza tysiąca kilogramów. Zresztą to tylko ułamek jego cech i innowacyjnych dodatków.
Teraz, kiedy w końcu mam okazję mu się przyjrzeć, zerkając na niego podczas podłączania w komputerze zdalnego dostępu Simonowi, by mógł uruchomić diagnostykę, wiem, że naprawdę zrewolucjonizujemy rynek motoryzacyjny. Gdy Night Pearl wyjedzie na ulice, nasza konkurencja zapłacze z zazdrości. Cokolwiek by się działo, muszę zadbać, żeby ten dzień nadszedł bez zakłóceń.
Kiedy opuszczam dział jakości, niemalże zderzam się z Timothym, jednym z naszych inżynierów. Próbuję szybko go wyminąć, bo akurat on może mnie rozpoznać - trafialiśmy na siebie w klubach, gdy wpadałem z wizytą do NY, więc doskonale wie, kim jestem. Robię unik i ruszam w stronę wind, niestety nie udaje mi się uciec.
- Blackwell? - woła mnie po nazwisku, zatem od razu się cofam i do niego podchodzę, zanim wydrze się jeszcze głośniej. Nie potrzebuję uwagi. - No popatrz, nie wiedziałem, że jesteś w mieście. - Podaje mi dłoń. Ściskam ją mocno.
- Tylko przejazdem, zaraz znikam.
- O. - Uśmiecha się. - To może skoczymy wieczorem do Soho House na jednego... - urywa i mi się przygląda. - Wszystko u ciebie w porządku? Wyglądasz jakoś tak... marnie.
Wzruszam ramionami. Nic dziwnego, że tak pomyślał. Sam ledwie poznaję się w lustrze.
- Tak, jest okej, ale muszę uciekać. Niebawem przyjadę na dłużej, to nadrobimy, nie? - mówię i zaczynam się oddalać, by uciąć dyskusję. Tim na szczęście mnie nie zatrzymuje. Kiwa jedynie głową, po czym macha mi ręką i znika za drzwiami hali.
Oddycham z ulgą, że tak gładko się to potoczyło. Dodaję też dział jakości do nieformalnej listy miejsc, które powinienem zacząć obchodzić szerokim łukiem. Źle to wróży na przyszłość, skoro jestem tu tak krótko i już natknąłem się na kogoś mniej lub bardziej znajomego. Muszę bardziej uważać. A najlepiej wkrótce uporać się z zadaniem, bo takich sytuacji będzie więcej. W końcu ktoś połączy kropki i nie da się tak łatwo spławić.
Gdy wracam na swoje piętro, na recepcji kręci się zapracowana Emily. Nie wiem, czy udaje, czy naprawdę ma aż tyle obowiązków, lecz kiedy próbuję do niej zagadać, zbywa mnie i odbiera dzwoniący telefon. Nie przeszkadzam jej, a zamiast tego zaglądam do biura dziewczyn. Tyle że to okazuje się puste.
Wracam do panny Saint, uśmiecham się do niej i czekam, aż skończy rozmawiać. Odwzajemnia krótki uśmiech, jednak nieprędko odkłada słuchawkę, jakby liczyła, że sobie pójdę. Ale nie idę. Od rana nie było nam dane zamienić paru zdań, dlatego tym razem nie odpuszczam.
- Gdzie Mia z Vanessą? - pytam, gdy Emily wreszcie kończy rozmowę.
- Zaraz wrócą - odpowiada, nawet na mnie nie zerkając. Przekłada jakieś papiery w jednym z segregatorów.
Mrużę oczy i ponownie zaglądam do pokoju za recepcją. Pomieszczenie nie wygląda, jakby ktoś miał tam jeszcze dziś pracować. Komputery są wyłączone, a krzesła równo dosunięte do biurek. Spoglądam na zegarek. Ledwie minęło wpół do czwartej.
- Nie wrócą, prawda? - zwracam się ponownie do dziewczyny, wtedy ta niechętnie podnosi na mnie wzrok. Wydaje się zmieszana.
- Wyjątkowo musiały... wyjść wcześniej - wyjaśnia, niestety kłamanie wychodzi jej tragicznie źle. Gdybyśmy grali w pokera, od razu bym odgadł, że blefuje.
Podejrzewam też, albo raczej jestem niemal pewien, że to "wyjątkowo" to taki eufemizm słowa "codziennie", a Emily ciągle je kryje, mimo że szczerze za nimi nie przepada. Zanim zdążę wypowiedzieć swoje spostrzeżenia na głos, dziewczyna panikuje, orientując się, że za nic nie uwierzyłem w jej tłumaczenie.
- Nie mów nikomu - prosi. - Jeśli się dowiedzą, że wygadałam, niczego to nie zmieni oprócz tego, że wyjdą z nich jeszcze większe jędze. - Krzywi się.
Milczę przez moment.
- W porządku. Nie powiem, jeśli ty powiesz, za co tak cię nie lubią - uciekam się do niewinnego ultimatum.
Oczywiście i tak zachowam wszystko dla siebie, niezależnie od jej odpowiedzi. Przynajmniej na razie. Zwalnianie kogoś w tej chwili w niczym mi się nie przysłuży, a jedynie wprowadzi niepotrzebne zamieszanie. Mogłoby to spłoszyć zdrajcę, na którego poluję. Poza tym trochę też jestem ciekaw, czym podpadła dziewczynom.
Emily się rozgląda, jakby chciała się upewnić, że możemy swobodnie rozmawiać.
- Chyba za całokształt - stwierdza w końcu. - Zaczęło się od tego, że zostałam zatrudniona na miejsce ich przyjaciółki, choć przecież to nie moja wina, że ją zwolniono. Potem odmówiłam, kiedy zaprosiły mnie na pilates, a to ponoć zdrada sama w sobie. Ostatecznym gwoździem do mojej trumny okazał się fakt, że... zaczęłam tu naprawdę pracować, zamiast tylko udawać, że coś robię - mówi, po czym szybko zasłania usta dłonią i patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami. - Przepraszam, nie chciałam tego powiedzieć.
- Chciałaś. - Śmieję się.
- No dobra, chciałam - poddaje się i też zaczyna się śmiać. - Ale jeśli to komuś powtórzysz, wszystkiemu zaprzeczę. Żeby było jasne. - Celuje we mnie palcem, przybierając poważną minę, a ja ponownie parskam śmiechem.
- Obiecuję, że nie powtórzę.
- Dzięki.
Przygląda mi się przez kilka sekund, następnie podchodzi do jednej z szafek. Odkłada na miejsce segregator, w którym coś wcześniej uzupełniała, potem wraca do komputera, by zanotować jakąś rzecz w terminarzu. Zdaje się, że uznała naszą pogawędkę za zakończoną i liczy, że sobie pójdę, ale ja wcale nie zamierzam. Zamiast tego obchodzę recepcję i staję naprzeciwko Emily. Mam do niej jeszcze parę pytań, skoro już przełamaliśmy lody.
- Byłem dziś w dziale jakości zaktualizować system i zerknąłem na nowy model Obsydiana. Piękna maszyna - zagaduję dalej. A właściwie próbuję ją podpuścić, aby sprawdzić, czy pociągnie temat. Dziewczyna jest dość powściągliwa w rozmowie, jednak może zdołam z niej wydusić jakieś plotki. Skoro jako jedyna z całej trójki tak naprawdę tu pracuje, istnieje szansa, że wie więcej niż one.
- Dopiero teraz? - Zdziwiona patrzy na mnie znad monitora. - Pani Grant zgłaszała problem ze sprzętem już w zeszłym tygodniu. Mia twierdziła, że to załatwiła.
- Może to inna usterka? - podpowiadam, odsuwając na bok niekompetencję jej koleżanki. Nie o niej chciałem rozmawiać.
- Może. - Lekko przechyla głowę. - Ważne, że udało się naprawić.
Potakuję.
- A ty widziałaś już ten samochód? - podpytuję. - Czy zobaczysz dopiero na gali?
Emily przerywa stukanie w klawiaturę i przygląda mi się z rozbawieniem.
- Jeśli zatrudniłeś się tutaj dla aut i imprez, muszę cię zmartwić. Pracowników niskiego szczebla nie zapraszają, chyba że załapiesz się na roznoszenie szampana - wyjaśnia ze śmiechem. - Przykro mi.
Unoszę brwi.
- Poważnie? Mia z Vanessą wspomniały, że się wybierają.
- Tak, bo obie wkręciły się jako osoby towarzyszące z którymś z managerów. - Zaciska usta. - Ja nie zamierzam pchać się tam, gdzie mnie nie chcą. Ale tobie nie bronię.
Interesujące...
- Słyszałem, że podobno zaprosili jakieś sławy z Hollywood, w tym też Keanu Reevesa - kontynuuję. - I że pierwsze zamówienie złożył sam Stephen King.
Emily wpatruje się we mnie w taki sposób, jakbym przemawiał w obcym języku.
- Po pierwsze jeśli, JEŚLI, to prawda, że go zaproszono, w co szczerze wątpię, bo wszyscy wiedzą, że woli motocykle i unika takich wyjść, i tak nikt by o tym nie wiedział, bo pan Hale osobiście nadzoruje przygotowania do gali w ściśle zaufanym gronie. Po drugie lista klientów jest na razie niejawna, dział sprzedaży pilnuje, żeby nic nie wyciekło, więc to jakaś bzdura, zwolniono by ich za to. I po trzecie, Benjaminie, polecam mniej plotkować, a więcej pracować. Sio. - Przegania mnie ręką. - Przeszkadzasz mi.
Stoję jak wryty. Z całych sił staram się też nie zaśmiać, bo Emily ma tak wkurzoną minę, aż wydaje się niesamowicie urocza. Czuję, że z nią nie wygram. Cokolwiek bym powiedział, nie złamie swoich zasad - ona rzeczywiście szanuje regulamin i dyskrecję bardziej niż Biblię.
Zdaję sobie sprawę z jeszcze jednej rzeczy: popełniłem na starcie ogromny błąd. To nie do Mii i Vanessy powinienem się zbliżyć, jeśli chcę być ze wszystkim na bieżąco, ale do Emily. Ona chyba jako jedyna wie, kto tu za co odpowiada i co tak naprawdę odwala się w tej firmie.