ROZDZIAŁ 2. SKRAJNE ZŁO
Maria Jarymowicz
Poszukiwania źródeł rozmaitych form wrogości i szkód wyrządzanych światu warto poprzedzić uzmysłowieniem sobie, do jak skrajnie złych postaw i czynów jesteśmy zdolni. Ich repertuar jest nader szeroki, więc możemy przywołać jedynie wybrane przykłady. Warto je dobrać w taki sposób, by podjąć intrygującą kwestię: dlaczego mimo szczególnej ludzkiej wrażliwości na sygnały zagrożenia i zła pewne jego - nawet najbardziej skrajne - postacie niektórych ludzi pociągają, a innych pozostawiają obojętnymi wobec ich zakusów?
2.1. SUBIEKTYWNE SKALE ZŁA
Ocena "skrajne zło" może się pojawić w czyjejś skali znaczeń w odniesieniu do czegoś mniej lub bardziej błahego czy poważnego. Ktoś mówi "koszmar", wspominając zeszłoroczne opady mokrego śniegu. Bez większych emocji zaś przyjmie wiadomości o skutkach tajfunu u wybrzeży Japonii. Mówimy "koniec świata" na wieść, że pewien obywatel, podejrzewany o związki ze światem przestępczym, został w Polsce szefem Najwyższej Izby Kontroli. Cierpimy, bo nie kończą się kłamstwa i nepotyzm rządzących w naszym kraju. Ale nie reagujemy podobnie na takie same poczynania władców Turcji, Białorusi czy Węgier. Jesteśmy gotowi stanowczo się domagać, by ludzie władzy ponieśli konsekwencje swych nagannych czynów. A wyraźnie słabiej domagamy się tego, by pociągnąć do odpowiedzialności - mających znaczny wpływ na ludzkie dusze - grzesznych księży, którzy mimo dowodów winy pozostają bezkarni.
Bywamy głusi na zło - z bezmyślności, z nieuwagi, z egoizmu, z nieznajomości sytuacji innych ludzi czy niezdolności do jej oceny. "Syty głodnego nie zrozumie". Co wiemy o stresie ludzi bezdomnych czy bezrobotnych i o ich losach w Polsce po transformacji 1989 (Klonowicz, 2001)? Czy zdajemy sobie sprawę z tego, że (jak szacują eksperci) sposób, w jaki zużywamy w Polsce zasoby wody, powinien być zastraszający? (A niestety nie jest). Obliczono, że każdego roku zużycie wody - proporcjonalne do zasobów, jakie posiadamy - kończy się w sierpniu, a przez pozostałe miesiące żyjemy na kredyt, pozbawiając tych zasobów przyszłe pokolenia.
Jak to możliwe, że nie przejmują się tym nawet ci, którzy o tym słyszeli, a kochają własne dzieci (i nigdy nie byliby zdolni do pobicia ich na śmierć, jak to się zdarza innym) i wnuki (małe, delikatne istoty budzące czułość swoich bliskich)? Jest to możliwe dlatego, że dotyczy przyszłości, której ogarnianie jest dane tylko niektórym ludziom. Czy oni są ulepieni z innej gliny? Nie, ale droga od potencjalnych zdolności przewidywania do ich rozwinięcia i wykorzystania w myśleniu, słowach i czynach jest długa i skomplikowana. I nie każdy chce w nią wyruszyć.
Można żyć długie lata w niepokoju o własną starość, zdrowie i śmierć, a nigdy nie odczuć przerażenia czymś tak okrutnym jak to, że ludzie umierają z głodu. Czy poruszają nas informacje, że marnujemy niezliczone tony żywności, a rzesze ludzi głodują? Czy informacje o głodowej śmierci milionów mieszkańców Ukrainy w latach 1931-1932 lub obywateli Chin w latach sześćdziesiątych XX wieku przejmują nas grozą? A przecież te wielkie zbrodnie reżimów komunistycznych mogą nie tylko szokować i przerażać, lecz także zawstydzać nas wszystkich tym, że coś może skłaniać nas, ludzi, do działań tak strasznych w skutkach dla innych.
Jak reagujemy na fakt, że wytwarzamy narzędzia służące zabijaniu? W różnych ośrodkach naukowych świata rzesze wykształconych i kompetentnych ludzi pracowały i nadal pracują, codziennie i systematycznie, nad wymyślaniem broni masowego rażenia - broni chemicznej czy bomb wodorowych - aby za jednym zamachem można było zabić jak najwięcej ludzi.
W opublikowanym na łamach "Tygodnika Powszechnego" artykule Geniusz bez doktoratu Tomasz Miller (2020) przybliża postać genialnego brytyjskiego fizyka z Princeton University w USA, Freemana Dysona (1923-2020): "W wieku 15 lat samodzielnie nauczył się rosyjskiego, aby móc czytać najlepszy ówczesny podręcznik z zaawansowanej teorii liczb. [...] Gdy miał 19 lat, przydzielono go do cywilnej pracy w RAF-ie, gdzie zajmował się optymalizacją nalotów bombowych - czyli, jak stwierdził po latach, obliczaniem najekonomiczniejszych sposobów mordowania. Po wojnie został zagorzałym pacyfistą".
Ale prace nad wyposażeniem wojsk w nowe, coraz bardziej skuteczne narzędzia zabijania ludzi lub niszczenia tego, co ludzie stworzyli czy po prostu zgromadzili, wciąż trwają. I nadal się zdarza, że żołnierze czy policjanci, strzelający do bezbronnego tłumu, po fakcie mają poczucie dobrze spełnionego obowiązku (jak ostatnio wyznali w wywiadach młodzi żołnierze izraelscy po ostrzałach marszów protestacyjnych mieszkańców Gazy - por. Glazer, 2020).
Opisy przebiegu II wojny światowej (i doświadczeń przechowywanych w pamięci żyjących jeszcze w Polsce generacji) przybliżają to, co niewyobrażalne - czasy istnej apokalipsy (Janko, 2015). Dziesiątki milionów zabitych. Zniszczenie pomników cywilizacji, arcydzieł kultury (jak spalenie przez Niemców gromadzonego od średniowiecza księgozbioru Uniwersytetu w Leuven). Niespotykana skala grabieży - zarówno w wersji zorganizowanej z precyzją hitlerowskiego reżimu, jak i spontanicznej, indywidualnej (por. Perechodnik, 1943/2017). Brutalne gwałcenie kobiet, na niewyobrażalną skalę. Tragedie okupowanych. Ale też straszliwe straty najeźdźców.
Kogo porusza to, jak ucierpieli Niemcy? Zapewne nie zdarza się to tym, którzy podjęli atak na Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, bo nie spodobała im się idea pokazania cierpień ludzi na całym obszarze działań wojennych - nie tylko w Polsce. Przytłaczają dane dotyczące wielości ofiar i rodzajów cierpień na naszych i innych "skrwawionych ziemiach" (Snyder, 2010/2011). Ale czy ktoś może pozazdrościć losu Niemcom w wojnie, którą rozpętali? Warto zapytać nie tylko o to, co się z nimi stało w zmaganiach wojennych, po klęsce i migracjach, lecz także o to, jak toczy się czyjeś dalsze życie z bagażem sprawstwa tak strasznego, jak hitlerowskie.
Po dziesięcioleciach wciąż nie możemy pojąć ludzkiego zamysłu i dokonania Holokaustu. Odmówienie innym ludziom człowieczeństwa i realizacja programu wymordowania wielomilionowego narodu - to fakty wciąż nie do ogarnięcia umysłem zwykłego człowieka. Z powodu skrajności zamierzeń i realizowanego na masową skalę bestialstwa? A może z braku zainteresowania, z obojętności? Zaskakuje to, że w powojennej Polsce nie pojawił się - na bazie współczucia - filosemityzm. A wciąż są widoczne trwałe formy antysemityzmu. W kraju, w którym nie ma Żydów - jako populacji wyodrębnionej socjologicznie, religijnie i kulturowo - a tylko nieliczni nasi rodacy mogą się doszukać swych żydowskich korzeni.
W pamięci historycznej, którą tak lubią pobudzać populiści, mowa jest na ogół o naszym, polskim bohaterstwie w walkach za ojczyznę. Uporczywie unikamy czy zaprzeczamy przywoływaniu własnych bestialskich czynów, w tym - również powojennych - antyżydowskich pogromów. I jeszcze dziś pozostawiamy swobodę ekspresji nacjonalistom (orzekając sądownie, że są bez winy). To dramatyczne - nie tylko dla naszych atakowanych współobywateli, lecz dla nas wszystkich, bezradnych wobec chromej mentalności. Rozpowszechniają się postawy, które opóźniają nasz rozwój moralny o kolejne pokolenia.
Więcej niż niegdyś mówimy dziś o cierpieniach istot całkowicie bezbronnych: zwierząt - ofiar polowań i okrutnych hodowli. Więcej też mówimy o stanie środowiska, bezrefleksyjnie niszczonego przez długie lata. Dzięki temu uwrażliwiamy się na pewne postacie zła. Ale komu zawdzięczamy zwrócenie uwagi na tę czy inną jego postać ? Dzięki czemu jednym ludziom przyszło to do głowy, a innym nie?
Zło dziejące się w różnych miejscach na Ziemi opisywane jest przez mass media każdego dnia. Pod jakimi warunkami ułatwia nam to orientację w rozróżnieniu tego, co złe, a co dobre? Wyrażający veto wobec władz obywatele Białorusi jesienią 2020 roku są bici i torturowani (na przykład zmuszani do stania pod ulicznym murem przez osiem godzin z podniesionymi rękoma). W tym samym czasie polski minister edukacji grozi rektorom, że może wstrzymać im dotacje na badania naukowe, o ile nie powstrzymają studentów od udziału w manifestacjach antyrządowych.
Czy z tych doświadczeń płyną jakieś nauki na przyszłość? Zapewne - dla wielu ludzi. Wątpliwe jednak, czy dla większości. Do tego, by móc rozpoznać różne formy zła, a zwłaszcza do tego, by móc cokolwiek uczynić dla jego wyrugowania, potrzebna jest bowiem własna wnikliwość i dociekania, analizy, oceny i wnioski oraz - co najtrudniejsze - konstruowanie programów i podejmowanie działań.
2.2. ZŁO ZNANE ZE SŁYSZENIA
Historię świata znamy powierzchownie. Słyszeliśmy o wiekach brutalnego niewolnictwa. Co nieco o rzezi Indian. Zapewne także o wymordowaniu Ormian. I pewnie nie za wiele o kuriozalnych formach rasizmu w długim okresie apartheidu w RPA (Noah, 2016/2018). Ale te wielkie tragedie ludzi z innych obszarów świata i z innych epok pozostają poza naszą uwagą, namysłem, a nade wszystko - poza konkluzjami. Bez zgłębienia tych historii nie zrozumiemy jednak natury człowieka, ani też samych siebie.
Nam, Polakom, stosunkowo obca jest skala nowożytnego handlu ludźmi i kolonializmu. Co przeżywali dręczeni? Co z sumieniami dręczycieli? To nie do wiary, ale te procedery trwały przez całe wieki. Wilson i Grim (1991, cyt. za: Cacioppo i in., 2001) przebadali dostępną dokumentację transoceanicznego handlu niewolnikami od XVI do XIX wieku. W tym czasie z Afryki do Nowego Świata wywieziono (nieszczególnie rozwiniętym transportem) ponad 12 milionów młodych kobiet i mężczyzn. Ponad 1/3 tych osób umierała w okresie od porwania do wylądowania za oceanem. Wśród tych, którzy pozostali przy życiu, płodność była niska, a śmiertelność niemowląt - zbliżona do 50%.
To był początek skrajnego tragizmu, poniżenia i podległej do dziś pozycji Afroamerykanów. Pokłosiem tej części dziejów ludzkości i tak okrutnego zderzenia ludzi różnych kultur stały się rasistowskie podziały, krzewienie rasistowskiej ideologii oraz długofalowe zarzewie zła: wykreowane "na zawsze" uprzedzenia, które - choć sporo w USA się zmieniło - trwają do dziś (Markus i Moya, 2010).
Co pozwalało ludziom podzielającym wiarę w Boga wykrzykiwać "Boże dopomóż!" czy wypisywać na bagnetach Got mit uns i katować innych? Jak w umyśle tej samej osoby mogą współistnieć Opatrzność, słowa Ewangelii i niepohamowana żądza zabijania czy skrajnego, niewolniczego wyzysku? Jak to możliwe, by swoje intelektualne zdolności i kompetencje naukowe poświęcić pracy przyczyniającej się do rozwoju technologii służących zabijaniu? Czy choćby do bogacenia się bogatych? Szwankują sposoby oceniania stanów rzeczy, a źródłem ich ułomności jest niedorozwój systemu wartości. To pojęcie, które wciąż pozostaje poza zakresem nadrzędnych celów systemów edukacji.
Czy spontanicznie z tych lekcji historii czerpiemy jakieś nauki i czujność na nadchodzące zło? Jak się zdaje, wciąż nie przyciąga uwagi większości Polaków ani historia europejskiego kolonializmu w Azji i Afryce, ani iberyjskie podboje i grabieże Ameryki Południowej na niewyobrażalną skalę. A przecież dostępne są coraz liczniejsze książki, których lektura wywołuje wstrząsające wrażenia - jak historia bestialskich wyczynów króla Belgów Leopolda I w Kongu (Hochschild, 1998; Szejnert, 2011).
Czy wszyscy wiemy, że w XX wieku wprowadzone zostały pojęcia "zbrodnia przeciwko ludzkości" i "ludobójstwo" (Sands, 2016/2018)? Czy pojmujemy ich sens? Czy wyznaczają go liczby pomordowanych? A co się działo i co się stało z tymi, którzy przeżyli rewolucje, wojny, przymusowe kolektywizacje, wędrówki narodów? Jaka jest waga tych kwestii dziś, pod rządami polskich populistów?
Jak pisze noblistka Swietłana Aleksijewicz (2009/2014, s. 7-8): "Komunizm miał szalony plan - zmienić starego człowieka, starotestamentowego Adama. I to się udało [...]. Może ta jedna jedyna rzecz mu się udała. Przez siedemdziesiąt z górą lat w laboratorium marksizmu-leninizmu wyhodowano odrębny gatunek - homo sovieticus. [...] Mieszkamy teraz w różnych państwach, mówimy różnymi językami, ale nie sposób nas z nikim pomylić. [...] Mamy własny słownik, własne wyobrażenia o tym, co dobre i złe, o bohaterach i męczennikach. W opowieściach, które zapisuję, nieustannie atakują mnie słowa: "strzelać", "rozstrzelać", "wyeliminować", albo takie radzieckie warianty zniknięcia, jak "aresztowanie", "dziesięć lat bez prawa do korespondencji", "emigracja"".
"Niech emigrują" - powiedziała jedna z demokratycznie wybranych reprezentantek narodu w Sejmie RP o upominających się o lepsze warunki pracy pielęgniarkach. Oto sposób "rozwiązywania" problemów społecznych typowy dla homo sovieticus: nie tolerować sprzeciwu, nie negocjować, nie tłumaczyć się, lecz żądać i nie ustępować. Jesienią 2020 roku można było obserwować przejawy policyjnej przemocy zaczerpnięte z puli sposobów tłumienia buntów w PRL. Narastający despotyzm rządzących skłonił ich do czerpania z metod sprawowania władzy w czasach, gdy dzisiejsi politycy dorastali - mimo że wtedy mogli nie być nimi zachwyceni, w stosunku do własnych oponentów dawne metody wydały im się adekwatne. Homo sovieticus może tkwić w mentalności długo, czaić się i wyznaczać relacje między władzą a obywatelami.
2.3. ZŁO, KTÓREGO (PODOBNO) NIE MÓGŁ SOBIE WYOBRAZIĆ TOMASZ MANN
W Dzienniku współczesnym pisze Józef Hen (2020): "Gdyby ktoś w latach trzydziestych (ubiegłego wieku) wieszczył przy stoliku kawiarnianym, w Niemczech czy w Polsce, że będzie organizowane wymordowanie całego narodu. Że będzie się zapędzać dzieci do komór gazowych. A zwłoki spopielać w krematoriach. Pola zasłane trupami, u których żywi będą szukać złotych zębów". Nie do pomyślenia. A jednak wszystko to - niewyobrażalne - zostało "zrealizowane w posłuszeństwie wobec chorego zbrodniarza".
Nie tylko zwykli, lecz nawet szczególnie oświeceni obywatele nie przewidzieli tego, co nastąpiło. Również dziś nauka wciąż stoi przed wielkim wyzwaniem - przed znalezieniem odpowiedzi na pytanie, jak to było możliwe, że mieszkańcy położonego w centrum Europy kraju masowo opowiedzieli się za nazistowską ideologią i wzięli udział w realizacji bezprecedensowych zbrodniczych projektów. Zaskakuje, że tak wiele ważnych pytań nie zaprząta uwagi badaczy.
Janusz Rudnicki (2014), pisarz, opublikował list Tomasza Manna, napisany w odpowiedzi na prośbę autora Mein Kampf o komentarze. Eugeniusz Cezary Król, historyk, autor krytycznego opracowania polskiej wersji tego "dzieła" (Król, 2020), wybitny znawca procesu indoktrynacji niemieckiego narodowego socjalizmu, po konsultacji z niemieckimi ekspertami nie sądzi, by ten list był autentyczny. Ktoś jednak kiedyś ów tekst przytoczony przez Rudnickiego napisał, wyrażając cudzą czy własną opinię na temat tego, co lęgło się w głowie wodza i na jakie skutki mógł on liczyć.
Oto fragment tekstu przypisanego Tomaszowi Mannowi (Rudnicki, op. cit., s. 136-138):
"[...] Przekartkowałem, czyniąc to z rosnącym, przyznam, zdumieniem. [...] Pański stosunek do Żydów graniczy z patologią, przerażeniem napawa mnie myśl, że miałby on trafić na dobrą glebę. Upiorny scenariusz, jak ze złego snu, na szczęście granic tego snu nigdy on nie przekroczy. [...] Nie docenia Pan wpływu literatury, kultury i niemieckiego ducha. Niemcy to tradycja, to wielka przeszłość i, jestem pewien, wielka przyszłość. [...] Pan i Panu podobni jej na drodze nie staną. Myśli Pan, że Niemcy są narodem tak ograniczonym i niewykształconym, że dadzą się porwać Pańskim politycznie niedorzecznym i literacko grafomańskim tyradom? Że pójdą za Panem? Że rezygnując dobrowolnie z demokracji zdecydują się na państwo totalitarne? Pod wodzą jednostki? [...] W Panu pali się wodzowski obłęd i całe szczęście, powtarzam całe szczęście, że nie zajmie się od niego nic i skończy się on, dotli na Panu i paru Panu podobnym [...]".
Czy wykształcenie, kultura, oczytanie rzeczywiście tak przekształcają umysł, że oddalają człowieka od zła, bo możliwe staje się pokonanie własnych ograniczeń i odróżnienie niedorzeczności od racjonalności, a co za tym idzie - odrzucenie zła i opowiedzenie się za dobrem? To wysoce prawdopodobne, że dość liczni obywatele Niemiec, centralnego państwa Europy, o świetnych tradycjach intelektualnych, myśleli w ten właśnie sposób. I nie byli w stanie ani sobie wyobrazić, ani przewidzieć tego, do czego doszło zaledwie kilkanaście lat później od wydania złowieszczego Mein Kampf.
2.4. APOGEUM WROGOŚCI: HOLOKAUST
Użycie słowa "apogeum" nie oznacza, że dysponujemy jakąś mądrością, która pozwoliłaby na zważenie i porównanie skrajnych cierpień rzesz ludzi, zadanych im przez innych ludzi i nazywanych ludobójstwem. Kiedy myślimy o ofiarach - poniesionych przez Ormian, Żydów, Tutsi - ich cierpienia nie są stopniowalne, bo na końcu każdej z dróg niedoli czyha wymordowanie narodu. Słowo "apogeum" chcemy tu odnieść do źródła zła. I argumentować, że autorami zła najwyższego poziomu byli nazistowscy Niemcy.
We wspomnianej wcześniej książce Steven Pinker wyraził opinię, że Holokaust nie jest niczym nowym w dziejach świata. Nie sposób zaprzeczyć, że podobieństwa do innych przejawów ludobójstwa można by długo mnożyć: masowa skala, nacjonalistyczne podłoże zbrodni, deptanie ludzkiej godności, bezmiar cierpień, morderstwa, grabieże. Mimo tych podobieństw wypowiedź profesora psychologii zaskakuje. Pod wieloma względami bowiem Holokaust nie wydaje się porównywalny z innymi przejawami antysemityzmu i ludobójczymi działaniami.
Świadkowie antysemickich czynów mówią o niezliczonych prześladowaniach, o atakach powodowanych nienawiścią i zachłannością, dokonywanych pod presją tłumu, propagandy, własnych uprzedzeń czy oszalałych prowodyrów (Grupińska, 2013; Engelking i Grabowski, 2018; Frister, 2020; Kornblum, 2020). Antysemicka nienawiść doprowadzała do antyżydowskich pogromów. Wiele z nich wydarzyło się w Polsce (Gross, 2000; Bien, 2019), z udziałem ludu i inteligencji (Chmielewska, 2018). Ich anatomię można poznać dzięki precyzyjnie udokumentowanym opisom niepohamowanych zbrodni w czasie pogromu we Lwowie 22-23 listopada 1918 roku (Gauden, 2019).
A jednak nawet daleko idące podobieństwa myśli, emocji i czynów różnych sprawców zbrodni oraz summa summarum większe czy mniejsze liczby ofiar nie oznaczają, że mamy do czynienia z tą samą kategorią ludobójstwa. Mylne wydaje się nawet wrażenie szczególnego podobieństwa do innych masowych "rozwiązań", dokonywanych w sowieckich łagrach (Sołżenicyn, 1973/2010; Better, 2017). Likwidowanie ludzi w Gułagu odbywało się wypróbowanymi przez lata metodami. A Holokaust został zaprogramowany i zrealizowany sposobami bez precedensu. Zastępy ludzi wzięły udział w wymyśleniu specyficznych metod oraz w ich systematycznym i skrupulatnym zastosowaniu wobec milionów ofiar - pod wpływem obłąkańczej idei całkowitego unicestwienia Żydów.
Rozwój morderczych technologii w ciągu dziejów przynosił stopniowe ulepszanie metod zabijania. Ale w wieku XX dokonał się szczególny postęp: przesunięcie od narzędzi tortur i napaści wymagających rękoczynów do metod, które nie wymagały brudzenia sobie rąk i narażania własnego życia. Gułag to szczyt piramidy agresywności. Obozy zagłady to wynik głowienia się nad narzędziami zbrodni totalnej i doskonałej.
2.5. KONCEPCJA "OSTATECZNEGO ROZWIĄZANIA" I OPERACJONALIZACJE
Jak uchwycić przyczyny i etapy myśli i działań, które doprowadziły do Zagłady? Pytania te są często pomijane, nieuwzględniane w programach edukacji. I chociaż wielu myślicieli reprezentujących różne dyscypliny nauki poświęciło tym kwestiom wiele uwagi, wnikliwości, analiz i debat (Janion, 2000; Bauman, 2009), wciąż niezbędna jest pogłębiona debata w obrębie psychologii.
Jej dorobek wydaje się nader skromny. Częste skojarzenie dotyczy upatrywania przyczyn Zagłady w uległości wykonawców wobec autorytetów - na podobieństwo zachowań zwykłych ludzi uczestniczących w eksperymentach Milgrama. Uległość nie jest jednak tak wielkim i tajemniczym wyzwaniem, jak pobudki i projekt Zagłady, którym trzeba było zarazić innych. Narodził się on w umysłach konkretnych ludzi i sprawą najwyższej wagi jest analiza tego, jakie procesy zaszły w tych umysłach.
Powszechnie wiadomo, że wdrożenie tego projektu wymagało udziału licznych uczestników: od naukowców po krematoryjnych palaczy. Było to bowiem przedsięwzięcie wyjątkowo złożone - koncepcyjnie i wykonawczo. Ale jak opisać predyspozycje psychiczne i kompetencje ludzi angażowanych na każdym etapie realizacji?
Roy Baumeister (2002/2020) wymienia cztery korzenie zła i konfrontuje je z Holokaustem. Chodzi o (1) idealizm, (2) zagrożony egotyzm, (3) cele instrumentalne i (4) sadyzm. Zdaniem Baumeistera dwa pierwsze czynniki miały znaczenie pierwszoplanowe (a dwa pozostałe nie wyróżniały programu Zagłady od innych programów napaści i zabijania). Powstaje pytanie: czy te czynniki stanowią jakiś syndrom decydujący o specyfice Holokaustu?
Nie ulega wątpliwości, że niemiecki nazizm podbudowany został uporczywym upowszechnieniem własnych teorii. Propaganda okazała się skuteczna, ponieważ była ściśle powiązana nie tylko z zachwianym egotyzmem (w wyniku drastycznego upadku pozycji Niemiec po I wojnie światowej), lecz także z narcyzmem podszytym poczuciem klęski i poniżenia. Te dwa ogniwa nie dotyczą jednak środków, jakimi podbudowuje się własne ego.
Ważne stało się myślenie o odbudowaniu potęgi narodu. Chodziło o to, by "nasz naród" brzmiało szczególnie dumnie i odnosiło się do wspólnoty jednorodnej biologicznie. Cel ten został powiązany (w głowie pewnego Führera) z ideą najwyższej wagi - z koniecznością zbudowania Wielkogermańskiej Rzeszy.
Nad kogo się wywyższyć? Po wywołaniu wojny aspiracje dotyczyły połowy świata. Ale już kilkanaście lat wcześniej pobudzano frustrację skierowaną przeciwko Żydom. Pobudką było znienawidzone hasło rewolucji francuskiej: równouprawnienie Żydów. Ich dokonania, udział w rewolucji przemysłowej i kształtowaniu bankowości były dla elit niemieckich trudne do zniesienia. Führer mógł zatem liczyć na rezonans.
Motywacja do wywyższenia własnego narodu ponad inne (Deutschland über Alles) zaowocowała więc (1) opętańczą "diagnozą": wskazaniem źródeł zła (narodu żydowskiego), (2) projektem "ostatecznego rozwiązania" (zagładą całego narodu) oraz (3) kolosalną pracą koncepcyjną nad technologią realizacji projektu. To ostatnie wymagało udziału naukowców.
Gdy chodzi o niezrównaną pozycję własnego narodu (über Alles), musiały ucierpieć zarówno inne narody, jak i mniejszości we własnym kraju. Niemieccy naziści uznali, że własną potęgę trzeba osiągnąć na drodze wojny, a Żydów - jako głównego wroga - całkowicie unicestwić. Ukształtowany został specyficznie niemiecki "kulturowy wzór poznawczy Żydów" (Janion, op. cit.): ich ostro zarysowany wizerunek, powtarzany bezustannie, tak by zagnieździł się w umysłach szerokich rzesz obywateli.
Aby zrealizować ideę, trzeba było energicznie i umiejętnie poszukiwać zwolenników, a także zarażać nią ludzi dotychczas obojętnych. Perspektywa wielkości własnego narodu była pociągająca. Jej przekaz okazał się mieć wielką siłę przyciągania. W ślad za ideową indoktrynacją pojawiły się niezwykłe - doprawdy unikatowe - problemy operacyjne. Jak zlikwidować naród żyjący w rozproszeniu? Jak wymordować miliony ludzi? Skąd wziąć rzesze sadystów, amunicji i kopaczy dołów do pozbycia się milionów ciał?
A jednak udało się zbudować program działania. Wymagał on wyjątkowych, prototypowych rozwiązań technologicznych, by w końcu mógł powstać scenariusz Zagłady. Należało Żydów: (1) poszukiwać, nagradzać donosicieli, karać śmiercią za ukrywanie, wyłapywać; (2) zamykać w gettach, a pozbawionych godności i bezbronnych głodzić, wyzyskiwać, osłabiać; (3) wywozić do obozów koncentracyjnych; (4) użyć wobec nich trującego gazu o szybkim działaniu; (5) spalać ciała w piecach lub grzebać w masowych grobach.
Skutków tego programu nie da się opisać liczbami zamordowanych. Ten program naznaczył życie wielu ofiar, które przetrwały, i wypełnił dręczącą treścią naszą ludzką samoświadomość (Grynberg, 2015, 2018; Frister, 2020). Bez względu na stopień udręki trzeba podjąć trud jego psychologicznego rozpracowania.
2.6. SPECYFIKA HOLOKAUSTU
Co odróżnia scenariusz Zagłady od niezliczonych planów napaści i zbrodni wojennych, jakie wydarzyły się w dziejach świata? Oto próbka uchwycenia specyfiki czegoś, co przekracza możliwości objęcia rozumem. Bo z niepohamowanych żądz i bezbrzeżnej wrogości wyniknęły niespotykane pomysły. I czyjś rozum potrafił wygenerować cele i przysłużył się opracowaniu programu Zagłady.
Cel nadrzędny
NIE: grabież terytoriów (choć Niemcy nie gardzili żadnym łupem), LECZ: zabijanie dla zabicia.
Motyw zabijania
NIE: zwalczenie przeciwnika,
LECZ: zabijanie ludzi niemających zamiaru atakować.
Zasięg zabójstw
NIE: usunięcie określonych przeciwników,
LECZ: wymordowanie całego narodu.
Wykonawcy "ostatecznego rozwiązania"
NIE: zwykli oprawcy, żądni mordów i łupów,
LECZ: funkcjonariusze wyposażeni w techniki obywające się bez rękoczynów.
Metody realizacji
NIE: walki frontowe,
LECZ: operacje mordowania dla oprawców bezkrwawe - załadunek ludzi do wagonów, dowóz na miejsce egzekucji, przekazanie innym, doprowadzenie do komór gazowych.
To próbka rejestru elementów bezprecedensowego scenariusza zbrodni ludobójstwa. Za każdym z nich kryje się pomysł, który powstał w umyśle określonego człowieka. A do tego, by ów pomysł mógł się zrodzić, konieczne były określone predyspozycje psychiczne.
2.7. MEMENTO
Czy nazwa Treblinka pobudza nasze wyobrażenia tego, co działo się w tej wiosce i co stało się z setkami tysięcy (750 000) osób dowożonych tam każdego dnia po to, by doprowadzić je wprost do komór gazowych? Czy można sobie wyobrazić ludzi zmuszanych do tego, by wykonywać ten proceder? Było ich wielu. A niespalone ciała przeszukiwano - dla rabunku.
Niewykluczone, że gdyby poprosić respondentów w polskiej próbie reprezentatywnej o spontaniczne wyliczenie najbardziej tragicznych wydarzeń w dziejach Polski, tylko niewielki procent wymieniłby wśród okropności II wojny światowej to, co stało się w Treblince w latach 1942-1943 z osobami narodowości żydowskiej, głównie naszymi rodakami.
Kłopoty z wrażliwością? Ale czyż można być wrażliwym na całe zło świata? Gdyby na wszelkie przejawy zła reagować emocjonalnie, życie zamieniłoby się w koszmar. Przecież wiele osób o wrażliwych sercach skarży się i marzy o pozbyciu się tej empatycznej "przypadłości", by nie cierpieć.
Wrażliwość to jeden z najwspanialszych darów natury. A radzić sobie z nadmiarem bodźców możemy za pomocą innych zdolności. Należy do nich wybór własnej hierarchii wartości, możliwość sterowania swoją uwagą i angażowania się w wybrane sprawy - te, które uznamy za szczególnie ważne.
Czy Treblinka, choć godna specjalnej uwagi, stanowi zbyt duże wyzwanie? Bo nie sposób wyobrazić sobie tego, co się tam wydarzyło? A jednak trzeba, ponieważ to szczególna prawda o nas, ludziach. Bez tej prawdy nasza wiedza o ludzkiej naturze jest ułomna.
"Auschwitz nie spadł z nieba" - jak to podkreślił Marian Turski (2020) w czasie obchodów 75. rocznicy zatrzymania okrutnej machiny. Do budowania fabryk śmierci oraz do ich uruchomienia prowadziły stopniowo kolejne kroki. Ani ich kierunek, ani poszczególne etapy i cele nie zostały dostrzeżone z dostateczną czujnością i wrażliwością "zwykłych ludzi".