Upowszechnianie Animacja Komercjalizacja kultury - Józef Kargul

Kup ebooka

84.00 zł
67.20 zł (52,08 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przedmowa

Przedmowa

Książka jest w pewnym sensie kontynuacją opublikowanej pracy, którą napisałem kilkanaście lat temu Od upowszechniania kultury do animacji kulturalnej (Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń, trzy wydania: 1996, 1997, 1998), a która w tej chwili jest niedostępna. Zdecydowałem się spojrzeć na kwestie w niej poruszone ze współczesnej perspektywy.

Jest to książka zawierająca zupełnie nowe - w stosunku do cytowanej wyżej - ujęcie zmian, jakie zachodziły i zachodzą do dnia dzisiejszego, nie tylko w kulturze, ale przede wszystkim w jej doświadczaniu i "dystrybucji" w Polsce. Jest to jednocześnie rodzaj "przewodnika" dla tych wszystkich, którzy chcieliby swoją wiedzę na ten temat rozszerzyć. Starałem się wskazać odpowiednią literaturę, zawierającą - moim zdaniem - rozwinięcie licznych tez, ujętych tu skrótowo.

Książka ta, pisana przez pedagoga - podobnie zresztą jak wymieniona wyżej - jest adresowana do wszystkich zainteresowanych problematyką kultury zarówno w aspekcie historycznym, jak i współczesnym. Przede wszystkim do studentów specjalności animacja kulturalna, animacja społeczno-kulturalna na kierunkach pedagogicznych i studentów pomaturalnych studiów animacji społeczno-kulturalnej. Myślę, że zainteresuje także studentów na kierunku kulturoznawstwo pragnących spojrzeć na swoje studia z perspektywy "sąsiedniej" dyscypliny naukowej i słuchaczy innych - różnych - kierunków studiów, przygotowujących się do pracy w instytucjach związanych z upowszechnianiem kultury, animacją kulturalną, z dystrybucją kultury, z uprawianiem polityki kulturalnej na szczeblu lokalnym (a może i centralnym?). Książka może być przydatna - jako lektura pomocnicza - niektórym studentom historii. Sądzę również, że Koleżanki i Koledzy - nauczyciele akademiccy mogą w niej znaleźć fragmenty warte własnej refleksji nad ideami, nad zróżnicowanymi praktykami animacji, nad upowszechnianiem i dystrybucją kultury.

Jestem świadom, że selektywność ujęć i jedynie sygnalizacja problemów może budzić pewien niedosyt. Zdaję sobie również sprawę, że wiele jest w tej pracy intuicji, wiele prób oddania pewnego klimatu emocjonalnego panującego w czasach, kiedy rodziły się opisywane pomysły i inicjatywy, na czym może cierpieć ścisłość metodologiczna, ale kto wie, może przez to książka jest ciekawsza?

Józef Kargul

Wstęp

Wstęp

Gdziekolwiek pojawia się termin kultura, każdy czytelnik natychmiast stawia pytania o znaczenie, jakie temu pojęciu nadaje autor. Spieszę więc wyjaśnić, że w tej pracy używając terminu kultura, mam na myśli te wszystkie idee, wartości, a także byty symboliczne i materialne oraz zachowania ludzi z nimi związane, z których bezpośrednio nie czerpią korzyści materialnych. Jest to zgodne z najwęższym socjologicznym określeniem kultury1.

Kultura w tym rozumieniu dotyczy sfery człowieczego ducha. Niekiedy słyszy się metaforyczne określenie, że jej rolą jest "uczłowieczanie człowieka". W książce, mówiąc o kulturze, akcent kładę na to wszystko, co starożytni nazywali Pięknem, co upiększa życie ludzi, co przynosi przeżycia i wzruszenia estetyczne, radość, co wywołuje zadumę, co dla jednych jest wspaniałe, a w innych wywołuje odczucia buntu, oburzenia, a nawet wrogości, wreszcie to, z czym ma się do czynienia przede wszystkim w czasie wolnym od pracy zawodowej i przyjętych przez siebie innych koniecznych obowiązków, co wiążemy głównie z dniem świątecznym, to wszystko, co niektórym kojarzy się z sacrum, dzięki czemu różnimy się od innych ludzi - bo inaczej odczuwamy i przeżywamy kontakt z wytworami kultury artystycznej - to wszystko jest kulturą.

W zakres tak rozumianej kultury wchodzą także zachowania ekspresyjne ludzi w formach artystycznych, jak również rozładowywanie emocji wywołanych przez kontakt z wytworami kultury podczas uczestnictwa w znanych, we wszystkich społeczeństwach, specjalnie organizowanych spektaklach adresowanych do publiczności masowej. Były one organizowane już w starożytności, a w latach późniejszych zaniechane, lub są kontynuowane od czasów średniowiecznych do dnia dzisiejszego2. Elementami tak rozumianej kultury są zróżnicowane w poszczególnych społeczeństwach formy rozrywki i zabawy, jak i okazywanie żałoby. Nie pomijam wprawdzie wartości, które społeczeństwa przekuwają na ogólne cele wychowawcze i normy regulujące życie w zbiorowości, ale tej kwestii nie rozwijam.

Podsumowując, można powiedzieć, że takie rozumienie kultury jest niemal jednoznaczne z trzema "mniemaniami" o kulturze, które opisał Bogdan Suchodolski. W tym rozumieniu kulturą jest zatem to wszystko, co jednym ludziom upiększa życie, jako walor dekoracyjny, to, co innym kojarzy się z rozrywką i zabawą, i wreszcie to, co dla jeszcze innych stanowi rzeczywisty ich świat, prowadzący nawet do izolacji społecznej (Suchodolski, 1985).

Tak pojmowana kultura od zawsze towarzyszy człowiekowi, który od wieków ją tworzył, a ona kreowała jego tożsamość w sposób zróżnicowany, albowiem była gęsto spleciona z warunkami, jakie ludziom stwarzało środowisko przyrodnicze, z gospodarką, wykształcającą się strukturą społeczną.

Procesom kształtowania się społeczeństw i różnicowania się ich struktury wewnętrznej towarzyszyło różnicowanie się kultury. Tak zwane wyższe klasy, warstwy społeczne, tworzyły swoją kulturę przez to, że ich przedstawiciele mieli określony, wysoki status materialny, dostęp do edukacji i możliwość przemieszczania się. Stać ich zatem było na korzystanie z usług profesjonalnych artystów różnych dziedzin sztuki. Zatrudniali ich bądź wręcz kupowali u nich określone dzieła, niekiedy sami tworzyli byty, które miały sycić pięknem oko lub ucho, wzbudzać zróżnicowane przeżycia, wzruszenia, emocje ich oraz najbliższego otoczenia, tworząc w ten sposób wspólnotę kulturową3.

W ten sposób powstawała tak zwana kultura elitarna, wyższa, reprezentacyjna, w przeciwieństwie do tak zwanej kultury ludowej, którą tworzył szeroko pojęty lud, a więc nie tylko wieśniacy, lecz także rzemieślnicy wiejscy i inni "plebejusze" mieszkający na wsi lub na obrzeżach miast. Te nieuprzywilejowane warstwy społeczne, o niskim statusie materialnym, niemające dostępu do wykształcenia ani możliwości komunikowania się z innymi spoza społeczności lokalnej, z natury rzeczy kreowały inne dobra, inne wytwory kultury, które implikowały różniące się od klas wyższych zachowania.

W społeczeństwach tworzących organizmy państwowe, w których przez wieki władzę sprawowały warstwy wyższe, narastało poczucie, że to właśnie one w pewnym sensie są "właścicielami" własnej kultury, powstawała ona bowiem dzięki ich aktywności. Często ową "własność" wykorzystywali instrumentalnie dla swoich celów - na przykład wychowawczych, wskazując "właściwy" sposób życia poddanym. Służyło to zdobyciu ich przychylności, podtrzymaniu wysokiego prestiżu władzy itp. Innymi słowy, przedstawiciele tych warstw - jako dystrybutorzy dóbr kultury - decydowali, które z nich można udostępniać innym, a których nie, co można pokazać "plebsowi", a co tylko elicie, w czym może uczestniczyć "plebs", "gawiedź", a w czym tylko wysoko urodzeni. Decydowali o upowszechnianiu własnej kultury, przez co rozumiem intencjonalnie organizowaną działalność służącą kształtowaniu pozytywnych postaw wobec eksponowanych wzorów i wartości kulturowych. Staram się w tej książce w skrótowej formie pokazać przykłady tak rozumianego upowszechniania4.

Ważną rolę w rozwoju kultury odegrały także epokowe wydarzenia wstrząsające życiem kontynentu. W miarę demokratyzacji życia społecznego, do czego niewątpliwie przyczyniła się rewolucja francuska z 1789 roku, w Europie, w tym również w Polsce, zmieniał się kształt życia społeczno-politycznego, gospodarki i oczywiście kultury. Powoli następował zmierzch kultury feudalnej i nadchodziła nowa epoka - epoka rodzącego się kapitalizmu, a w świat kultury wiele zmian wniosła rewolucja przemysłowa, pociągająca za sobą gwałtowne zmiany techniczne, ekonomiczne i społeczne związane z powstawaniem wielkiego przemysłu fabrycznego. W sferze społeczno-ekonomicznej przemiany te polegały na odejściu od produkcji rękodzielniczej na rzecz produkcji maszynowej, na przejściu od gospodarki opartej na tradycji i rutynie do gospodarki dynamicznej podlegającej ciągłym zmianom, od społeczeństwa o przewadze ludności wiejskiej do społeczeństwa pracującego poza rolnictwem. Przystosowanie się do tych zmian wymagało od uczestniczących w nich ludzi zdobywania nowych kwalifikacji. Aby móc pracować w nowych wielkich fabrykach, przyszli pracownicy musieli podjąć edukację i zdobywać nie tylko umiejętności czytania i pisania, ale także poznać nową wiedzę techniczną i nabyć nowe umiejętności jej zastosowania. W ten sposób zmienił się sposób życia wielu tysięcy ludzi. Nastąpił proces proletaryzacji dotychczasowej ludności wiejskiej, a tym samym bardzo powoli dochodziło do "porzucania" przez nią dotychczasowej kultury ludowej, w której wyrastała. W jej miejsce zaczęła się kształtować kultura nazywana w latach późniejszych kulturą robotniczą, kulturą popularną i, co ważne, pojawiły się - wprawdzie niewielkie, ale jednak - możliwości korzystania przez nową klasę społeczną z kultury elitarnej. Rewolucja techniczna wprawdzie ominęła nasz kraj, jednak wielkie ożywienie oświaty i kultury na ziemiach polskich przyniósł pozytywizm z jego hasłami pracy u podstaw i pracy organicznej, które były rozmaicie rozumiane i w zróżnicowany sposób je realizowano.

W książce tej staram się obraz tych zróżnicowań pokazać, przedstawiając rodzące się wówczas idee upowszechniania kultury, jak również praktyczny wymiar realizacji niektórych z nich.

Jak powszechnie wiadomo, dla kultury polskiej wielkie znaczenie miało odzyskanie niepodległości w roku 1918. Władze odrodzonego państwa stanęły przed bardzo trudnym zadaniem konstruowania takiego Państwa Polskiego, w którym obywatele wezmą współodpowiedzialność za jego kształt. Problem tkwił w tym, że przez kilkadziesiąt lat Polacy żyli w trzech różniących się od siebie warunkach społecznych, politycznych i kulturowych. Jedni swoim bytowaniem związani byli, ogólnie rzecz biorąc, z narzucaną im bizantyjską kulturą Wschodu, inni z kulturą Zachodu. Polacy jako naród, pielęgnujący swoją kulturę, ale pozbawiony, pod rządami zaborców, możliwości jej manifestowania, musieli pod przymusem respektować narzuconą kulturę, dlatego, z natury rzeczy, ulegali wpływom, przejmowali idee, wzory kulturowe i sposoby manifestowania zachowań zaborców. I oto z takim bagażem kulturowym przyszło im budować Państwo Polskie.

Nic więc dziwnego, że po odzyskaniu niepodległości - co z perspektywy historycznej zasługuje na uznanie - intelektualiści, działacze polityczni, przywódcy Narodu podjęli trud konstruowania idei upowszechniania kultury nie byłych zaborców, a więc nie kultury "rosyjskiej", "pruskiej", czy "austriackiej", ale kultury polskiej, która byłaby nie tylko ważnym elementem określonej orientacji polityczno-ideologicznej, ale także spoiwem łączącym wszystkich jej wyznawców i umacniającym w ten sposób, powstałą na bazie interesów politycznych, wspólnotę. O tych koncepcjach upowszechniania kultury jest również mowa w tej książce.

Jednocześnie przyjęcie określonej idei upowszechniania kultury pociągało za sobą konieczność uruchamiania działań praktycznych, w których owe idee mogłyby znaleźć urzeczywistnienie. Pokazanie tego procesu i wybranych przykładów praktycznych też było moim zamiarem.

Umacnianie z trudem odbudowywanej w okresie międzywojennym wspólnoty Narodu Polskiego w sposób tragiczny przerwała II wojna światowa. Polska ograbiona przez hitlerowców z materialnych dóbr kultury, praktycznie bez elity kulturalnej z premedytacją wyniszczonej przez okupanta, ze zrujnowaną infrastrukturą kulturalną, została decyzją "Jałty" państwem satelickim Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. W ten oto sposób w kulturze polskiej otworzył się nowy rozdział, który można nazwać kulturą kolektywizmu5, w którym starano się upowszechniać kulturę "socjalistyczną" i jednocześnie realizować ideę kolektywizmu narzuconą Polakom wraz z nowym systemem społeczno-politycznym. Na pytania, jakie w PRL pojawiały się koncepcje teoretyczne owego upowszechniania i jakie praktyczne wymiary ono przybierało, staram się odpowiedzieć w kolejnej części tej książki. Jednocześnie trochę miejsca poświęcam jednemu z elementów kultury, jakim są wzory aktywności kulturalnej (uczestnictwa w kulturze), starając się scharakteryzować te, które zostały ukształtowane w okresie PRL.

Kolejną partię książki poświęciłem na przedstawienie, w moim przekonaniu, bardzo interesującego zjawiska w kulturze, jakie się pojawiło w związku ze ścieraniem się wspomnianej idei kolektywizmu z ekspansywnie wkraczającą, jeszcze w PRL, ideą indywidualizmu, której przyjęcie powoduje radykalne zmiany nie tylko w postrzeganiu, definiowaniu kultury, ale przede wszystkim w zachowaniach ludzi. Tym zjawiskiem są koncepcje animacji kultury, którym poświęcam sporo miejsca.

W ostatniej części książki opisuję ofertę, a może lepiej nacisk supermarketu kultury, czyli dominującej idei kultury indywidualizmu i konsumeryzmu6. Część tę podzieliłem na trzy "segmenty". Można sobie bowiem wyobrazić wielki sklep - supermarket, w którym są umieszczone rozmaite stoiska z towarami realnymi i symbolicznymi dotyczącymi kultury. Są więc stoiska z książkami, czasopismami, nośnikami elektronicznymi - odbiornikami TV, komputerami itp., ale z treści, jakie zawierają te realne "nośniki" kultury, można w wyobraźni utworzyć symboliczne "stoiska" - z książkami zawierającymi opisy idei, projektów, pomysłów, zapisy elektroniczne dyskusji nad ideami "naprawy" aktywności kulturalnej Polaków. Wszystko to jest adresowane do tych odbiorców, którzy poszukują nie zawsze opisu praktycznych rozwiązań, tylko właśnie idei, pomysłu, co zrobić, aby zaproponować komuś (sobie?) określony sposób partycypacji kulturalnej. Na innym symbolicznym "stoisku" jest oferta zupełnie odmienna - opis instytucji kultury adresowany zarówno do tych, którzy zajmują się jej organizacją, jak i do tych, którzy zamierzają z niej korzystać. Czytelnik znajdzie więc charakterystykę zróżnicowanych typów placówek kultury. Na trzecim stoisku "wyłożone" zostały opisy niszowych praktyk - a więc wprawdzie nietypowych, efemerycznych, ale wartych odnotowania z wielu powodów - wydarzeń i zjawisk.

Tak więc część trzecią książki, rozpoczynającą się rozdziałem wstępnym, dzielą wspomniane segmenty, opatrzone tytułami: Idee "naprawy" aktywności kulturalnej Polaków, Instytucjonalne oferty uczestnictwa w kulturze, "Niszowe" formy aktywności kulturalnej.

Książkę kończy charakterystyka wzorów aktywności kulturalnej, które ukształtowały się w kulturze indywidualizmu.

W tym miejscu pragnę dodać, że książka w tej postaci powstała dzięki życzliwym uwagom i sugestiom pierwszych jej Czytelniczek, którym składam serdeczne podziękowania. Pani Prof. zw. dr hab. Katarzynie Olbrycht, która opiniując pracę do druku zwróciła uwagę na pewne uchybienia merytoryczne i błędne ujęcia językowe. Dr Sylwii Słowińskiej, która cierpliwie usuwała, rzucające się w oczy, techniczne usterki, sugerując zmiany merytoryczne niektórych ujęć, a jednocześnie była uprzejma zgodzić się na napisanie do niej jednego rozdziału. Prof. UZ dr hab. Elżbiecie Siarkiewicz, która pozytywną opinię okrasiła bardzo cennymi wskazówkami dotyczącymi poszerzenia niektórych kwestii. Prof. zw. dr hab. Alicji Kargulowej (prywatnie mojej Żonie) za niesłychanie trafne sugestie merytoryczne, cierpkie "uwagi ogólne" i kąśliwe metafory, które obnażały trafiające się mielizny w myśleniu. Mgr Annie Bilon dziękuję natomiast za przeczytanie i "młodzieńczą" opinię o książce, przez co podtrzymała mnie na duchu i przekonywała o przydatności tej książki dla młodych Czytelników.

Osobne podziękowanie składam Pani Redaktor Marii Magdalenie Ziarkiewicz za benedyktyńską pracę w tropieniu błędnych ujęć językowych, trafiających się pominięć, pomyłek i usterek technicznych.

ROZDZIAŁ 1

Praktyki upowszechniania kultury feudalnej

1.1. Upowszechnianie(?) kultury staropolskiej

Polska średniowieczna mniej więcej do końca wieku XV nie wytworzyła ani typowo polskich wartości i wzorów kultury, ani idei, poglądów, działań w zakresie upowszechniania kultury. Zarówno w Polsce, jak i w innych krajach europejskich to duchowieństwo dominowało w zakresie tworzenia dóbr kultury i w swoisty sposób je przekazywało. Mecenat Kościoła wykreował określone działania związane z uroczystościami religijnymi, które można kwalifikować jako formy upowszechniania kultury. Niewątpliwie trzeba do nich zaliczyć wszystkie obrzędy religijne, które pozwalały szerokim rzeszom wiernych nie tylko recypować określone treści, lecz także przybierać wobec nich czynną postawę (wspólne odmawianie modlitw, śpiewanie pieśni religijnych, wykonywanie symbolicznych gestów - od znaku krzyża począwszy). Uroczystości religijne mające charakter swoistego "teatru", w którym aktorami byli duchowni, a aktywnymi uczestnikami wierni biorący udział w tych swoistych spektaklach, jak można się zorientować z przekazów historycznych, wywierały ogromne wrażenie na wszystkich jego uczestnikach i dostarczały wielu głębokich przeżyć rozmaitej natury. Od estetycznych - dzięki udziałowi różnych dziedzin sztuki: retoryki, muzyki, architektury, sztuk plastycznych, do moralnych - na skutek przyjmowania określonych treści.

To właśnie średniowiecze wytworzyło takie formy upowszechniania kultury religijnej, w których wzbogacano kulturę religijną poprzez włączanie "pospólstwa" do pełnienia ról podobnych do odgrywanych przez kapłanów. Mam tu na myśli misteria średniowieczne, czyli odtwarzane sceny z życia Chrystusa i Męki Pańskiej. Misteria angażowały emocjonalnie wszystkich uczestników - "aktorów" i "widzów" - a owe przeżycia emocjonalne były niekiedy tak silne, że wywoływały zbiorową histerię1. Nie można jednak pominąć faktu, że na ziemiach polskich w średniowieczu ukształtowała się pewna tradycja kulturalna, na którą składały się dwa wskazania wychowawcze: podtrzymywanie prawowierności katolicko-kościelnej oraz podtrzymywanie ducha rycersko-chrześcijańskiego dla obrony katolicyzmu. Te dwa wskazania realizowane były w procesie wychowawczym przede wszystkim rycerstwa polskiego, na dworach książąt i oczywiście na dworze królewskim, co skrzętnie odnotowali nasi kronikarze. Ważną rolę w tym zakresie odgrywało również szkolnictwo, od szkół elementarnych aż do wyższych.

Podtrzymywaniu i upowszechnianiu tych wartości kultury służyły również typowo świeckie formy upowszechniania kultury dworskiej i rycerskiej, które powstały w Europie Zachodniej, a znane i kultywowane były również w Polsce. Mam tu na myśli turnieje rycerskie, odbywające się na dworach książęcych lub królewskich. Turnieje rycerskie to nie tylko rywalizacja rycerska, pokazy siły, sprytu i nowoczesnej techniki walki, lecz także miejsce upowszechniania elementów kultury życia codziennego, wzorów rozrywki i zabawy, jak również upowszechniania kultury artystycznej ówczesnego okresu. Jeżeli przyjąć, że owe turnieje w Polsce były organizowane na wzór turniejów Europy Zachodniej, to trzeba powiedzieć, że były to wielkie festyny kulturalne. Michel Pastoureau pisze:

Turniej bowiem zawsze przyciągał tłumy. W walkach uczestniczyli tylko rycerze, lecz widzowie rekrutowali się ze wszystkich warstw społeczeństwa. Ten wielki festyn był zarazem jarmarkiem i zapewniał byt rzeszom żonglerów, kucharzy, kupców, kuglarzy, żebraków i rzezimieszków (1983, s. 56).

Do innych form upowszechniania kultury na dużą skalę - szczególnie w średniowiecznych miastach - można zaliczyć publiczne egzekucje. Powszechnie wiadomo, że miały one na celu przede wszystkim być wymiarem kary za popełnione czyny naganne, a więc pełnić funkcje kontrolne i wychowawcze, to znaczy odstraszać od popełniania przestępstw, jednakże opisy kaźni stanowią przesłankę do postawienia tezy, że były to jednocześnie formy upowszechniania kultury - z dwóch powodów. Po pierwsze, poprzez masowe w nich uczestnictwo wszystkich warstw społecznych konfrontowano tam wzory kultury życia codziennego i wzory komunikacji kulturowej między ludźmi. Być może na skutek zetknięcia się ludzi z różnych warstw społecznych następowała także dyfuzja kulturowa - proces przenikania niektórych wzorów kulturowych z jednej warstwy do drugiej. Po drugie, samą egzekucję traktowano jako widowisko. Hanna Zaremska opisuje:

Łamanie kołem, ścięcie czy powieszenie, każda egzekucja odbywa się jak prawdziwe widowisko. Rusztowanie jest sceną, kat i skazaniec aktorami pierwszego planu, a gapie tworzą widownię. (...) Rygorystyczny podział na działających i obserwujących, na grupy przeciwstawne pod względem emocji czyni to widowisko właśnie teatrem. Tak jak w nim następuje zespolenie scen tragicznych z komediowymi. Średniowieczny dramat zna przecież zabieg polegający na wprowadzeniu replik o charakterze komediowym do ról wybitnie poważnych. O tych analogiach nie wolno zapominać, stanowią bowiem klucz do zrozumienia atrakcyjności i mechanizmów społecznego odbioru widowiska, jakim jest egzekucja. (...) Widownia karmiona ponurymi ceremoniami nie zgłasza przeciw nim sprzeciwu. Przeciwnie, daje dowody swego zainteresowania i aktywnie w egzekucjach uczestniczy (1986, s. 70-71).

Bohdan Baranowski, przedstawiając problematykę wymiaru sprawiedliwości w Polsce w wiekach późniejszych, również potwierdza tę tezę, pisząc między innymi:

Nie można jednak zapominać, że publiczne wykonanie wyroku stanowiło dla mieszkańców miasta i okolicznych wsi wspaniałe widowisko. Ludzie pozbawieni jakichkolwiek rozrywek kulturalnych tłumnie zbiegali się na tego rodzaju makabryczne spektakle. Nieraz odbywali kilkumilowe podróże, aby móc uczestniczyć przy widowisku bardziej wyrafinowanych męczarni. Nic więc dziwnego, że sądy miejskie, wydając wyroki, zwracały uwagę na widowiskową stronę wykonania kary. Już sama obecność kata dodawała splendoru groźnemu spektaklowi. I przy oszczędnościowej polityce małych miasteczek można było dać mieszkańcom niezłe widowisko bez udziału mistrza sprawiedliwości. Chłosta złoczyńcy pod pręgierzem, następnie naigrawanie się z niego gawiedzi miejskiej, czy wreszcie uroczyste przepędzanie go z miasta przez tłum mieszkańców uzbrojonych w rózgi lub prowadzenie go w pseudouroczystym orszaku z zapalonymi świecami, który na kpiny towarzyszył delikwentowi odzianemu w śmiertelną koszulę - wszystko to stwarzało teatralne efekty (1962, s. 54-55).

Ta widowiskowa postać publicznych egzekucji, które miały charakter swoistych imprez kulturalnych, przetrwała w Polsce jeszcze bardzo długo. Procesy czarownic, odbywające się pod koniec XVII wieku w Polsce, również odgrywały ważną rolę kulturalną. B. Baranowski pisze:

Wiadomość o osądzeniu czarownicy rozchodziła się błyskawicznie. Na miejsce stracenia wspólniczki diabła schodziły się tłumy ludności, by wziąć udział w niecodziennym widowisku. Reakcją ludności była radość, że jeszcze jedna pomocnica szatana zginęła w płomieniach. Wyrok uwalniający domniemaną czarownicę spotykał się z ogólnym niezadowoleniem (1962, s. 58).

Trzeba jednak z mocą podkreślić, że formy upowszechniania kultury, o charakterze zarówno religijnym, jak i świeckim, miały na celu upowszechnianie wartości kultury klas wyższych, kultury rycersko-szlacheckiej. Nie natrafiłem na opis form upowszechniania kultury ludowej czy mieszczańskiej. Owszem, już w średniowieczu następowało wprowadzanie w kulturę tych warstw młodego pokolenia, a wejście na przykład w społeczność rzemieślników wiązało się z przyjęciem określonych wzorów i wartości kulturowych, ale owe rytuały, obrzędy - często o charakterze magicznym - nie obejmowały szerszych grup, dotyczyły tylko członków określonego cechu rzemieślniczego. Trzeba jednak stwierdzić, że "pospólstwo", a więc mieszczanie i chłopstwo, które stanowiło zawsze na ziemiach polskich znaczny odsetek ludności, wytwarzało swoją kulturę, a więc własny system wartości i wzorów kulturowych, a te były przekazywane następnym pokoleniom, przede wszystkim w pierwszym układzie kultury2 - w rodzinach, grupach sąsiedzkich i społecznościach lokalnych.

Warto wspomnieć o instytucji, która upowszechniała kulturę ludową, a więc określone obyczaje, a przede wszystkim wzory rozrywki i zabawy. Taką instytucją była karczma. Karczmy były wyjątkowo często spotykane na wsi, a w późniejszych czasach ich sieć była gęstsza niż kościołów (parafii), dworów czy szkół3. Tadeusz Aleksander podaje na jej temat kilka interesujących szczegółów:

Karczma służyła miejscowym i przyjezdnym nie tylko jako miejsce spożywania gorzałki, miodu i piwa. W pierwszym rzędzie była miejscem zebrań ludności wiejskiej, rozmów, zabaw różnego typu - głównie jednak tańców z muzyką (stąd jej inna nazwa - pohulanka). W każdej prawie karczmie przygrywała przy różnych okazjach orkiestra, toteż wielu chłopów przesiadywało w nich z lubością (1994, s. 48).

W karczmie spotykała się jednak głównie społeczność lokalna danej miejscowości i ewentualnie przyjezdni czy żebracy, którzy raczej nie uczestniczyli w zabawach.

Innymi słowy - w wiekach średnich zarówno wzory kulturowe wykreowane w hermetycznych kręgach zawodowych, jak i kultura ludowa nie były udostępniane szerszemu społeczeństwu.

1.2. Instytucje i formy upowszechniania kultury w Polsce w okresie odrodzenia i baroku

Polskie tradycje kulturalne i wychowawcze krystalizują się bardziej wyraziście na przełomie wieków XV i XVI, kiedy pod wpływem licznych przemian wewnętrznych i ruchu odrodzeniowego zaczyna się w Polsce wyłaniać - jak pisze Stanisław Łempicki:

z mgławicy nowa wielka masa szlachty niższej, wielki blok szlacheckiego demosu, niewiele różniącego się dotąd od chłopa. Z chwilą organizowania się i konsolidowania polskiej demokracji szlacheckiej i polskiego państwa szlacheckiego o charakterze demokratyczno-republikańskim, można mówić o urastaniu tego, co nazwać należy wychowaniem szlachecko-polskim, decydującym dla całej staropolskiej przeszłości co najmniej do czasów Komisji Edukacji, a właściwie aż do upadku dawnego państwa polskiego (1936, s. 10).

Okres odrodzenia to powstanie polskiej literatury narodowej i jednocześnie okres przełamywania prymatu Kościoła w dziedzinie kultury i jej upowszechniania. Wtedy to powstawały dzieła sztuki, których mecenasami byli ludzie świeccy, a także działali nie tylko księża czy mnisi, ale również artyści świeckiej proweniencji. Jest to czas - co prawda jeszcze nieśmiałego, ale jednak, dostrzegania kultury ludowej przez artystów, okres budowania całości kultury narodowej zawierającej elementy kultury wszystkich warstw społecznych - pierwsza zapowiedź integracji kulturowej narodu zróżnicowanego społecznie, ale tworzącego jedną kulturę narodową.

Do instytucji upowszechniania kultury odrodzenia należał przede wszystkim dwór królewski, który był ważnym ośrodkiem życia kulturalnego, intelektualnego i literackiego. Wiele dzieł literackich powstało pod wpływem samego króla Zygmunta Augusta, którego dwór był przesycony wpływami kultury renesansowej. Na dworze Jagiellonów - gdzie rezydowali nie tylko urzędnicy królewscy i funkcjonariusze dworu, ale również artyści, członkowie kapeli, sztukmistrze i kuglarze, którzy uświetniali swymi występami uroczystości królewskie - rodziły się idee upowszechniania kultury europejskiego renesansu. Wawel był wielokrotnie widownią uroczystych wjazdów i wyjazdów królewskich, przyjmowania orszaków poselskich, co miało charakter wielkich imprez kulturalnych, w których chodziło nie tylko o podkreślanie czynów bohaterskich, przepychu i dostojności władzy królewskiej, lecz także o upowszechnienie kultury artystycznej ówczesnego okresu. A oto przykładowy opis wjazdu królewskiego pióra Stanisława Cynarskiego:

27 sierpnia 1538 roku po dokonaniu lustracji wojsk pod Lwowem wjechał Zygmunt August na czele 400 uzbrojonych jeźdźców. Na zamku powitała go kapituła królewska piękną mową napisaną przez Hozjusza. W czasie uroczystości organizowano też turnieje i różne gry rycerskie. Przed królem występowali kuglarze, sztukmistrze, niedźwiednicy, śpiewacy i muzycy (1989, s. 80).

Uroczyste powitania wjazdów królewskich odbywały się nie tylko w stolicy, ale i, gdy monarcha przybywał do mniejszej miejscowości. Były one bardzo ważnym - na skalę lokalną - wydarzeniem i miały charakter imprez kulturalnych, o których wieść się rozchodziła po całej okolicy. Jednocześnie dawały możliwość wygłaszania przemówień lokalnej szlachcie, przedstawienia jej zasług dla kraju i zbliżenia się do dworu królewskiego, a także zyskania określonych przywilejów4.

Drugą instytucją upowszechniania kultury dworskiej były dwory magnackie, gdzie życie kulturalne było organizowane i przebiegało na wzór życia kulturalnego na dworze królewskim. Tak jak król na swoim dworze utrzymywał rozmaite zespoły artystyczne, które uświetniały jego panowanie, tak również magnat zatrudniał kapele, trupy teatralne, grupy kuglarzy i sztukmistrzów, którzy umilali czas podczas biesiad i uroczystości, jakich nie brakowało na dworach magnackich. Tadeusz Aleksander - badacz kultury muzycznej w Polsce - stwierdza, że magnaci szczególnie upodobali sobie rozmaite zespoły muzyczne. Autor wywodzi utrzymywanie kapel dworskich od obyczajów panujących na dworach możnych u progu państwowości polskiej:

Za Piastów możni panowie utrzymywali ludzi grających na lutni i kotłach. Grali oni, gdy ich panowie wracali do zamków z dalekiej wyprawy. Już wtedy był zwyczaj, że biesiadnicy z tych środowisk przyśpiewywali grającej kapeli dworskiej. (...) Gdy w dawnej Polsce szlachcic przyjeżdżał do szlachcica, wizyty takie składano sobie często, to albo grano mu na lutence, albo mu śpiewano piosenki, albo wreszcie proszono, by się "przysiadło" do muzyki, którą panny na lutni wykonywały (1994, s. 13).

W wieku XVI i XVII prawie wszyscy magnaci utrzymywali na swoich dworach kapele. Władysław Czapliński, opisując życie codzienne magnaterii, twierdzi zaś, że muzyka towarzyszyła uroczystościom takim, jak chrzty, śluby, pogrzeby oraz iż żadna uczta magnacka nie odbywała się bez kapeli. Śpiew i muzyka towarzyszyły magnatowi od wczesnej młodości do późnej starości, przy czym wedle autora nie chodziło tylko o modę, ale w słuchaniu produkcji śpiewaków czy muzyków znajdowano "rzetelną uciechę" (1976, s. 141). Magnaci poświęcali czas również na oglądanie przedstawień teatralnych, przede wszystkim na dworze królewskim podczas rozmaitych uroczystości, ale także na własnym dworze, gdzie utrzymywali lub wynajmowali trupy teatralne. Tak więc dwory magnackie były instytucjami upowszechniającymi określone wzory kultury szlachecko-dworskiej, utrwalały określone systemy wartości tejże kultury. Jednakże owo upowszechnianie miało charakter bardziej elitarny, to znaczy, że z kulturą artystyczną stykali się i przeżywali jej wartości przede wszystkim członkowie wielkich rodów magnackich, do którego dostępu nie miało "pospólstwo".

Kościół jako instytucja kultury - w dobie renesansu wprawdzie nie stracił swojego znaczenia, ale ono znacznie osłabło - w dalszym ciągu upowszechniał wartości kultury religijnej poprzez nabożeństwa, a także rozmaite imprezy religijne stanowiące kontynuację średniowiecznych misteriów. Trzeba jednak dodać, że dodatkowe szanse upowszechniania kultury religijnej Kościół zdobył dzięki tworzeniu szkolnictwa. Kolegia jezuickie były tymi instytucjami, w których uczniowie nie tylko pobierali nauki, ale do tradycji tych szkół należało na przykład wystawianie sztuk teatralnych, przeważnie w końcu roku szkolnego, które były oglądane nie tylko przez uczniów. W tych spektaklach brali udział również ich rodzice - uczestnicząc w uroczystościach szkolnych brali oni udział w imprezach kulturalnych, upowszechniających treści religijne.

Dwór królewski, dwory magnackie, kolegia jezuickie, karczma - to instytucje upowszechniania kultury, w których organizowano określone imprezy kulturalne, ale prócz tego zachodził przekaz kultury w pierwszym układzie kontaktów kulturowych. Jak czytamy u M. Wolskiego:

Wymiana kulturalna odbywała się także przy okazji sesji sądowych, na sejmikach, popisach oraz różnego typu zjazdach obywatelskich, w tym z okazji świąt kościelnych, nie wspominając już o peregrynacjach, pielgrzymkach, wyprawach wojennych czy handlowych (2005, s. 324).

Zgromadzenia zwoływane w celu wybrania posłów na sejm, wyboru deputatów trybunału lubelskiego, elekcji poszczególnych urzędników ziemskich, rozwiązywania spraw skarbowych, podatkowych i samorządowych, odbywały się wedle wykształconych wzorów kulturowych o charakterze rytuałów. Elementami owych wzorów były zrytualizowane formy wynajmu kwater, wydawanie przyjęć dla szlachty przez magnatów biorących udział w sejmikach, paradne wjazdy magnata do miejscowości, w której sejmikowano (aby zaimponować szlachcie, ewentualnie pognębić przeciwnika), uczestnictwo w nabożeństwie (często w celach propagandowych). Podczas samego sejmiku ważnym elementem było wygłoszenie odpowiedniej mowy, mającej przekonać i pozyskać szlachtę dla magnata, który starał się o mandat poselski (Czapliński, 1976). Kultywowanie tych zwyczajów, podporządkowanie się normom regulującym życie społeczne podczas sejmików, podtrzymywanie tradycji szlacheckiej, wedle której nie tylko urządzano określone zabawy, ale i wygłaszano mowy sejmikowe, przyczyniało się do utrwalania obyczajowości i kultury szlacheckiej, obfitującej i w inne formy jej upowszechniania.

Kulturę szlachecką upowszechniano również w czasie polowań, które były istotnym składnikiem zarówno działalności gospodarczej, jak i obyczaju szlachty i magnaterii w dawnej Polsce. Było ono ulubioną rozrywką tych klas społecznych, a jednocześnie sprawdzianem męstwa i rycerskiej odwagi. Polowanie było wielką imprezą kulturalną, podczas której następowało upowszechnianie określonych wzorów i rytuałów, przestrzeganych podczas wielkich polowań w dobrach magnackich oraz podobnych imprez w małych dworach szlacheckich. Warto przypomnieć podział na myśliwych, czyli właścicieli lub użytkowników terenów łowieckich traktujących polowanie jako zabawę, przyjemne spędzenie czasu wolnego, i myśliwców - zawodowców wykorzystujących swe umiejętności w służbie u możnych. Myśliwiec to osoba wyspecjalizowana w organizowaniu polowań, charakteryzująca się bardzo specyficznymi umiejętnościami: tropienia zwierzyny, obchodzenia się z bronią myśliwską, praktycznego rozpoznawania śladów, wabienia zwierząt, ptaków, łapania ryb itp. Ponieważ szlachta była bardzo dumna z posiadania prawa do polowań, traktując je jako jeden z przejawów wolności i jednocześnie możliwości kultywowania obyczajów myśliwskich, polowania urządzano dość często, z lubością przestrzegając określonego porządku (jak np. puszczania w knieje ogarów, a chartów na pola, rytualnego dzielenia zdobyczy po polowaniu najczęściej według zasady: "mięso na stół, nogi psom, skóra w kożuch chłopu"; Bielawski, 1985). Polowania przetrwały do czasów międzywojennych i potomkowie ziemian z nostalgią wspominają je jako trwały element kultury dworskiej - ziemiańskiej (której elementy zachowały się do dnia dzisiejszego w malarstwie, muzyce, rozmaitej natury bibelotach, ozdabianiu mieszkań itp.). Tadeusz Chrzanowski we wstępie do albumu Ziemianie opracowanego przez Agatę Wolską (1998) sporo miejsca poświęca myślistwu i deklarując swoją do niego niechęć pisze między innymi:

Mimo wszystko, same polowania były malownicze, jako pewien rytuał, jako moment powszechnej radości i krzepy, kiedy to spod podjazdu wyruszał korowód sań i wśród salw śmiechu, rżenia i chrapania koni, skrzypienia płóz, nawoływań furmanów wjeżdżał w zaczarowany świat bezbrzeżnej bieli i delikatnych okiści (Chrzanowski, 1998, s. 7).

Upowszechnienie kultury szlacheckiej zarówno w opisywanych formach, jak i poprzez wymienione instytucje spowodowało powstanie i ukształtowanie się specyficznego typu szlacheckiej kultury w Polsce zwanej sarmatyzmem. Zdaniem Tadeusza Chrzanowskiego:

Sarmatyzm rozlał się bardzo szeroką falą po rozległej Rzeczypospolitej, sięgał nawet do tych części społeczeństwa, dla których nie był przeznaczony, gdyż silne jego wpływy znajdujemy pośród mieszczaństwa, a przesiąknięcie - wraz z innymi elementami kultury szlacheckiej - w kulturę ludową (to znaczy chłopską) czeka jeszcze na obszerniejsze i głębiej sięgające opracowanie. Sarmatyzm dotknął bardzo wielu przejawów życia dawnej Polski (1988, s. 9).

Ukształtowane wśród szlachty zamiłowanie do przepychu (w pomieszczeniach, strojach, wydawanych ucztach) harmonizowało z przepychem wznoszonych w ówczesnym okresie świątyń i magnackich pałaców. Niektórzy badacze formułują pogląd, że kultura epoki sarmatyzmu to:

kultura demonstracji, kultura konsumpcji, kultura chwili, jej blask był nietrwały w tej samej mierze co porywy narodowe, co ogień zapału, była to ponadto kultura zahamowana, która sama siebie usiłowała petryfikować w samozadowoleniu, gdy spichrze były pełne, i w mesjanistycznym smętku, gdy dach płonął nad głową (Chrzanowski, 1988, s. 150).

Specyficzne elementy kultury sarmackiej manifestowane w życiu codziennym wraz z przyswojonymi wartościami tejże kultury jednocześnie tworzyły charakter narodowy Polaków. Polaka zaczęły charakteryzować: skłonność do życia towarzysko-społecznego, skłonność manifestowania własnych odczuć na zewnątrz, okazałość gestu, rozmowność, "obfitość i pompa wyrazu", a te cechy manifestowane były przy okazji rozmaitych zgromadzeń publicznych, jak i podczas spotkań towarzyskich organizowanych na dworach szlacheckich.

Elementy kultury szlacheckiej wyrażały się też w kulturze artystycznej - w charakterystycznych tylko dla ówczesnej Polski dziełach, jak na przykład portret trumienny; w architekturze - budowa dworków szlacheckich wedle określonej koncepcji architektonicznej; w codziennych, a przede wszystkim odświętnych strojach - kontusze, pasy i karabela u boku, przede wszystkim zaś w przekonaniach, że polska szlachta jest potomkiem słynnych rodów rzymskich.

Badacze kultury staropolskiej podkreślają, że pod koniec wieku XVI i na początku XVII, a nawet wiele lat później, wśród polskiej szlachty można było zauważyć rysy megalomanii narodowej. Można wyróżnić co najmniej dwie przyczyny owej megalomanii. Pierwsza z nich to niewątpliwie sytuacja polityczna. Polska w pierwszej połowie XVII wieku była drugim co do wielkości państwem w Europie. Terytorium Rzeczypospolitej rozwijało się w kierunku wschodnim, a problematyka zagospodarowania, zaludnienia i ubezpieczenia kresów wschodnich angażowała publicystów, artystów, wychowawców narodu, którzy tworząc określone dzieła, kreowali jednocześnie pewne wzory kulturowe - mity, stereotypy np. kresowych stanic i rycerzy, mity szlachcianek wyćwiczonych w sztuce wojennej, wzory surowego i cnotliwego życia w krajobrazie stepów i żyznej, acz niebezpiecznej ziemi. Te wzory niejako sprzęgły się z wartościami kulturowymi polskiego Kościoła katolickiego, harmonizowały z jego misyjnością skierowaną właśnie na tereny wschodniej Europy, a nie na podbój krajów zamorskich. Każdy więc polski szlachcic, przekonany o wyższości swojej kultury nad kulturą pohajńców5, akceptował to wszystko, co w dziedzinie upowszechniania kultury szlacheckiej podejmowali artyści i publicyści, te wartości i wzory kulturowe, które upowszechniały dwory magnackie i dwór królewski6.

Drugim czynnikiem wpływającym na kreację megalomanii narodowej były wspomniane już subiektywne przekonania o wyjątkowości stanu szlacheckiego i jego starożytnej genealogii, wzmacniane przez historyków ówczesnych i wcześniejszych, którzy identyfikowali Polaków ze szczepem Sarmatów. Niektórzy z nich, jak na przykład Stanisław Sarnicki (1587), wierzyli, że dzieje Sarmatów datują się od czasów biblijnych, że naród sarmacko-szlachecki wywodzi się z rodów starożytnych. Upowszechniano więc poglądy, że szlachta jako potomek znamienitych rodów rzymskich winna podtrzymywać stare wzory kulturowe. Stąd rodził się kult dziedzictwa i towarzyszący mu tradycjonalizm, w których objawiały się również elementy religijne. Znane były bowiem dość szeroko poglądy i przekonania ówczesnych, nawet oświeconych warstw społecznych, że ustrój Rzeczypospolitej był bezpośrednio kreowany przez Boga, a obyczaje szlacheckie kultywowane na dworach są dziedzictwem kulturowym starożytnych plemion. Zdaniem Tadeusza Mańkowskiego poszukiwanie tradycji historycznych świadczyło o tym, że naród poczuł się na siłach i chciał coś znaczyć, poszukiwał więc swojego miejsca wśród innych narodów, które odwoływały się do własnych korzeni w odległej przeszłości (1946).

Stąd właśnie niesłychanie ważną funkcję założoną i rzeczywistą w przekazywaniu owych tradycji pełniły dwory magnackie i szlacheckie. Powstała jakby dworska szkoła, której celem było kształtowanie i podtrzymywanie dworskiej kultury. Jednakże w dworską kulturę przenikały elementy kultury ludowej, z której barok czerpał wzory prostoty i swojskości, a z chłopskiego folkloru wydobywano lirykę miłosną i żart, co nie było sprzeczne z arkadyjskim obrazem wsi. Podobnie, jak podkreśla Czesław Hernas, niejeden motyw kulturowy przenika na wieś (1972), jednakże trudno byłoby postawić tezę, że na skutek dyfuzji kulturowej między dworem a wsią nastąpiło wykształcenie jednolitej, polskiej kultury barokowej. Otóż było inaczej - takie instytucje kulturotwórcze, jak dwory magnackie dokonywały selekcji wartości i wzorów kulturowych. C. Hernas stwierdza, że:

omijanie społecznego i moralizatorskiego nurtu pieśni ludowej ukazuje granice narodowej kultury baroku: rozwija się ona wokół więzi i opozycji między pałacem i dworkiem, posiłkuje się folklorem wsi i miasta, wzorami obcymi, ale o wyborze decydują tradycje i świadomość społeczna, a także wewnętrzne kolizje jednego stanu (Hernas, 1972, s. 9).

Niechęć do kultury innej niż szlachecka, demonstrowanie szlacheckiego stylu życia przez magnatów, silne, obustronne zbliżenie się kultury zaścianków szlacheckich z kulturą chłopską z jednej, a kulturą magnacką z drugiej strony, niechęć do kultury elitarnej i obcej, wkraczanie do dworów muzyki ludowej, poezji ludowej - to cechy charakteryzujące polski dwór magnacki. Jednakże wskutek kontaktów, często bardzo bliskich, z dworami magnackimi innych krajów europejskich, cudzoziemskie wzory kulturowe pozornie potępiano, ale jednak - aby się zbytnio od nich nie różnić - najpierw kopiowano, a później upowszechniano. Zauważalne to było szczególnie w literaturze, ale nie tylko, stroje balowe magnaterii polskiej, tańce tego okresu nie różniły się bowiem niczym od tych, które proponowały dwory arystokratyczne Europy Zachodniej.

W okresie baroku pojawiają się także pomysły uruchomienia nowych instytucji upowszechniania kultury artystycznej, jak na przykład stałej sceny dworskiej. Pomysły takie rodzą się w latach dwudziestych XVII wieku, a Władysław IV długo nosił się z zamiarem wzniesienia budynku teatralnego. Nie powstał jednak w tym czasie teatr dworski, co nie znaczy, że nie upowszechniano sztuki dramatycznej. Kolegia jezuickie w dalszym ciągu wystawiały widowiska przede wszystkim o treści religijnej: opery, widowiska pasyjne, misteria bożonarodzeniowe. Czesław Hernas opisuje, że:

rozwinął się w tym czasie swoisty typ dramatu o Narodzeniu i Męce Pańskiej. Dramatyczne, śpiewane pastorałki wyraźnie wiążą się ze sceną ludową, natomiast opery o Męce Pańskiej mogły być raczej wystawiane na scenie szkolnej, lub przygotowanej do tego scenie przy kościele (Hernas, 1972, s. 443).

Przy parafiach wystawiano również misteria, często ułożone w ludowym dialekcie, a głównymi aktorami w tych przedstawieniach byli chłopi, którzy czasami brali również udział w inscenizacjach szopkowych.

Warto wspomnieć, że w świątyniach urządzano nie tylko inscenizacje z okazji narodzin Chrystusa, ale w okresie Bożego Narodzenia urządzano także "szopki" - stałe figurki przedstawiające najważniejsze postacie biblijne. W czasach baroku pojawiły się wokół centralnej sceny Narodzenia prócz figurek pasterskich także polskie figurki: panów w karecie, chłopów, szynkarki przy ladzie, handlujących Żydów itp. Powstawały pomysły animacji tych statycznych figurek, dzięki temu ruchome, farsowe kukiełki odgrywały niekiedy jakieś przedstawienia.

Badacze kultury podkreślają, że późny barok jakby wymiótł ze sceny ludowej widowiska świeckie, a upowszechnił rozmaitość teatralnych i parateatralnych widowisk o charakterze religijnym przeznaczonych dla szerszej publiczności. Najwspanialszymi obrzędami religijnymi w ówczesnym okresie były procesje do miejsc świętych i koronacje cudownych obrazów i posągów Matki Boskiej. Julian Bartoszewicz - znawca kultury i obyczajów baroku - wspomina:

Najsławniejsze processje były bractwa świętego Kazimierza na święto nawiedzenia (2 lipca) i święto różańcowe (25 sierpnia). Za przykładem Wilna szły pomniejsze miasteczka litewskie. Ciągnęły do Trok bractwa i processje z Kowna i Merecza. I otóż co rok, kiedy lody stopnieją, a słońce ziemię rozgrzeje, Litwa cała w poruszeniu; na wszystkich drogach do Trok rozlega się pieśniami, których echo biegnie aż do stóp królowej Polski w Częstochowie. Chorągwie i krzyże prowadzą te ogromne zbiorowiska narodu (1880, s. 202).

Tenże autor pisze, że od roku 1717 w Polsce zaczynają się koronacje świętych obrazów. Data ta jest datą koronacji obrazu Matki Boskiej w Częstochowie.

Różnemi językami sławiono tutaj na odpustach Marię. Łatwo się domyśleć, z jaką wystawnością, wśród jakiego zgromadzenia ludu odbyła się koronacja częstochowska, 159-ta w świecie, a pierwsza w Polsce. Obozowiska ogromne na całej przestrzeni, jak oko zasięgło, otoczyły Jasną Górę i oblegały ją dwa, trzy tygodnie. Ziemia się trzęsła od pieśni, niebo płakać musiało z rozrzewnienia, od modlitw poczciwego ludu. (...) Trzech biskupów (msze) celebrowało. W dawnym kościele jasnogórskim rozdano 148 300 komunikantów, a ileż ich wyszło na placach, na których lud pod namiotami wystawił sobie kościoły, ile na cmentarzu, ile w kościele nowicjackim, można przypuścić, że drugie tyle. Mszy odprawiono 3252. Był to w całem znaczeniu świetny zjazd religijny. Biskup wileński Brzostowski był w Częstochowie i zaraz powróciwszy na Litwę pomyślał o podobnej uroczystości w swojej diecezji. Odbyła się rok później. (...) Sześć koronacji za Augusta II były dopiero początkiem. (...) zwyczaj ten rozwinął się na piękne za następnego panowania, za owych błogich czasów swobody żołądka i głowy. (...) Obrzędy koronacji się mnożą. Processje wszędzie w Polsce (s. 206).

Bartoszewicz opisuje szczegółowo owe koronacyjne uroczystości i podkreśla, jakie elementy stale w nich się powtarzały: drukowanie ich opisów i panegiryków, wygłaszanie bardzo długich kazań, wybijanie okolicznościowych medali, które lud nazywał mentalikami, a szlachta koronatkami:

które niedosyć, że były poświęcone w Rzymie i z tego względu zasługiwały na cześć pobożnych, ale Ojciec święty przywiązywał do nich odpust na ostatnią chwilę życia. Dlatego koronatki wszyscy nosili na piersiach, dlatego umierali z niemi, brali je z sobą pobożni; dlatego te mentaliki są dzisiaj takie rzadkie7 (s. 206).

W wyniku przemian społecznych w późniejszych czasach takie obrzędy były postrzegane i identyfikowane z fanatyzmem i ich zaprzestano. Ostatnia, już nie tak uroczysta koronacja, odbyła się na Żmudzi, w roku 1786, ale korony do obrazu Szydłowskiego sporządził własnym kosztem biskup Tadeusz Bukaty.

Do obrzędów religijnych można zaliczyć również pojawiający się w tym czasie zwyczaj wystawiania przez ubogich żaków na ulicach bądź w domach mieszczan w okresie od Bożego Narodzenia do Matki Boskiej Gromnicznej przedstawień składających się z pieśni i dialogów religijnych. Aktorzy korzystali z prymitywnych kostiumów, bez scenografii poza jakimś rekwizytem, całe widowisko było bowiem oparte na dialogu i śpiewach. Tego rodzaju zwyczaje są kultywowane jeszcze w niektórych regionach do czasów współczesnych z tą różnicą, że "ubogich żaków" zastępuje młodzież pochodząca z różnych warstw społecznych.

Epoka sarmatyzmu nie kierowała się ideą upowszechniania kultury, ale wytworzyła określone instytucje i formy, dzięki którym upowszechniała się kultura szlachecka i kultura religijna. Utrwalano więc takie elementy kultury szlacheckiej, jak swoiste systemy wartości, jak stereotypy w postrzeganiu pochodzenia i roli szlachty polskiej, jak wzory uprawiania rozrywki i spędzania czasu wolnego. Spowodowało to upowszechnienie się sarmatyzmu jako powszechnego i charakterystycznego dla szlachty polskiej stylu życia. Inną przyczyną przyjęcia i realizacji ideologii sarmatyzmu była jej atrakcyjność, za sprawą sławnej wolności i równości szlacheckiej, co wyrażało się między innymi w tym, że "dobrze urodzony", mimo że jego stan majątkowy często był mizerny, czuł się człowiekiem równym w stosunku do magnata, co oczywiście miało i takie następstwa, że w stylu życia pragnął dorównać największym magnatom.

Do upowszechniania kultury sarmackiej przyczyniła się grupa ludzi, których w dzisiejszym języku można by nazwać intelektualistami. Za pośrednictwem kazań, sejmowych czy sejmikowych oracji, wykładów, określonych pism w znacznym stopniu przybliżali i promowali ideologię sarmatyzmu szerokim kręgom szlachty polskiej.

1.3. "Nowe" w upowszechnianiu kultury w oświeceniu

Społeczno-polityczne skutki panowania Rzeczypospolitej Szlacheckiej były katastrofalne, wielekroć opisywane w literaturze przedmiotu. Rozkład państwowości, osłabienie pozycji króla, wzrost znaczenia magnaterii prowadzącej własną politykę zagraniczną i wewnętrzną, anachronizm stosunków społeczno-ekonomicznych, pauperyzacja mieszczan i chłopów, ubożenie drobnej szlachty - to najczęściej podkreślane negatywne zjawiska epoki sarmatyzmu.

Badacze kultury na ogół zgodnie podkreślają, że kultura szlachecka baroku ulega na początku XVIII wieku degeneracji (por. Klimowicz, 1973), a w konsekwencji zespół jej cech zwany sarmatyzmem stał się przedmiotem ostrych ataków działaczy Oświecenia. W rezultacie sam termin sarmatyzm nabrał pejoratywnego znaczenia, ale ten typ kultury, którego emanacją są Nowe Ateny8 Benedykta Chmielowskiego, dominował zwłaszcza na prowincji do końca panowania Augusta II, a zdaniem M. Klimowicza jako nurt drugorzędny trwał jeszcze w całym okresie stanisławowskim.

Tak więc działacze oświeceniowi stanęli przed poważnym - w ich mniemaniu - zadaniem burzenia feudalnych mitów i przywilejów szlacheckich, uwolnienia człowieka spod dominacji autorytetu teologicznego, kształtowania kultu rozumu wyzwolonego ze scholastycznych dogmatów oraz upowszechniania opracowywanych zasad sprawiedliwego systemu społecznego.

W kulturze literackiej pojawiają się nowe wartości. W dzieła literackie wprowadzano nowe postacie rekrutujące się spośród mieszczaństwa, niemające charakteru jedynie marginesowego, ewentualnie komicznego, do tej pory przedstawiane jako niezdolne do przeżywania wielkich i szlachetnych uczuć. Zakwestionowano tym samym wzory kultury feudalnej, w której jedynie wyżej urodzony miał prawo egzystować jako bohater dzieł literackich. Działacze oświeceniowi atakowali również Kościół jako instytucję sprawującą - dzięki rozmaitym formom oddziaływania (system kultu, szkolnictwo) - kontrolę nad życiem kulturalnym i umysłowym społeczeństwa, co w dzisiejszym języku można określić symboliczną przemocą (Bourdieau, np. 1990).

Idee głoszone przez encyklopedystów francuskich zostały przyswojone przez polskich oświeconych przedstawicieli szlachty i magnaterii, którzy dzięki wykształceniu zdobytemu we Włoszech, Francji i Niemczech dostrzegli konieczność rozbudzenia umysłowego i kulturalnego w Polsce. Reformatorzy ci, w imieniu własnym czy też małej grupy "postępowców", zaczęli się zmagać ze staropolską tradycją kulturalną i wychowawczą, co przychodziło im z wielkim trudem. Tradycyjnie bowiem myślący, nie bez racji, wyczuwali w nich zagrożenie dla ich dotychczasowych wzorów i wartości kulturowych Polski szlacheckiej.

W okresie oświecenia pojawiają się nowe, nieznane do tej pory formy upowszechniania kultury - czasopisma. Wprawdzie Oświecenie nie wykształciło jeszcze określonych idei upowszechniania kultury, ale starano się upowszechniać inne do tej pory niedostrzegane. Do nich należała przede wszystkim idea demokratyzacji społeczeństwa, dalej - zwrócenie uwagi na wartości kultury ludowej, następnie na rolę klas niższych w życiu społecznym.

Między innymi te właśnie idee propagowano na łamach czasopism, spośród których na uwagę zasługuje "Monitor", jako czasopismo obozu królewskiego (pierwszy numer ukazał się w roku 1765), a przez trzy pierwsze lata organ obozu reform. Redaktorzy "Monitora" reagowali na głosy opinii publicznej i jednocześnie starali się wpływać na procesy zachodzące w życiu społecznym, politycznym i kulturalnym. W nowoczesnych - jak na owe czasy - formach publicystycznych (esej, felieton, artykuł, reportaż, list do redakcji i odpowiedź nań, portret, diariusz) krytykowali negatywne cechy wykreowanego przez siebie "JMć Pana Sarmackiego" - jego ciemnotę, zabobon, nietolerancję, pijaństwo, rozrzutność, zamknięcie na innowacje. Tej postaci przeciwstawiano i upowszechniano typ europejskiego szlachcica wyznającego poglądy oświeceniowe.

"Monitor" propagował również cnoty mieszczańskie (uczciwość, ocenę ludzi wedle nie urodzenia, ale zasług i pracy, użyteczność, a nie życie pasożytnicze), a także doktrynę fizjokratyzmu9, co nobilitowało chłopa i jego pracę. Wzywał do ulżenia doli chłopskiej i podejmował próbę ukazania jego cnót jako równych cnotom szlacheckim. Nawet w jednym z artykułów można było wyczytać myśl, że "pospólstwo ma więcej rozumu niż godnie urodzeni" ("Monitor", czerwiec, 1767).

"Monitor" był czasopismem obejmującym szeroką problematykę ekonomiczną, demograficzną, polityczną i kulturalną, w którym - jak pisze Mieczysław Klimowicz - "uderza zwłaszcza pasja krytyczna wobec sarmackiego stylu życia obok dość niesprecyzowanych i kompromisowych postulatów pozytywnych" (1973, s. 91). W tym względzie odbiegał od "Gazety Warszawskiej" ocenianej przez badaczy jako czasopismo konserwatywne i wrogie ideologii oświecenia, programowi reform, które było przede wszystkim adresowane do szlachty i wśród niej miało najwięcej czytelników.

W oświeceniu powstały jeszcze inne, nowe instytucje upowszechniania kultury - biblioteki. Pierwsza z nich, która w zamyśle miała stanowić ośrodek naukowy promieniujący na cały kraj, została założona przez braci Józefa i Andrzeja Załuskich. Otwierając bibliotekę w roku 1747, fundatorzy przewidywali założenie towarzystwa naukowego, które miałoby prowadzić działalność przy owej bibliotece i byłoby ważnym instrumentem w dziele reform państwa polskiego. Biblioteka ta w ówczesnym okresie była jedną z największych na świecie10.

Do upowszechniania kultury oświecenia przyczyniło się zreformowane szkolnictwo. Jak powszechnie wiadomo, szkolnictwo opanowane w całej Europie przez zakony przeżywało w pierwszej połowie XVIII wieku poważny kryzys ze względu na scholastyczną metodę nauczania11, a co za tym idzie - na niski poziom przedmiotów ścisłych. Konieczność reformy szkolnictwa postrzegana była zarówno w kręgach kościelnych, jak i wśród świeckich działaczy oświeceniowych. Stanisław Konarski - jeden z głównych reformatorów szkolnictwa polskiego - rozpoczął od założenia w roku 1740 w Warszawie elitarnej szkoły dla synów magnackich i bogatej szlachty pod nazwą Collegium Nobilium. Istotne było tu nie tyle samo założenie tej szkoły, ile opracowanie dla niej nowoczesnego programu nauczania. Konarski wprowadził naukę języków nowożytnych, a w starszych klasach język polski jako język wykładowy, w szkole tej nie korzystano z dawnych podręczników. Zasadniczym jednak celem reformy programowej była próba powiązania kształcenia z potrzebami życia publicznego i obywatelskiego wychowania.

Z jeszcze większym rozmachem reformę szkolnictwa w Polsce zaprojektowała Komisja Edukacji Narodowej, która powstała z inicjatywy króla Stanisława Augusta i działaczy oświeceniowych, jako pierwsza centralna władza oświatowa (1773). Komisja dysponowała sporym majątkiem pozostałym po zniesionym przez papieża Klemensa XIV zakonie jezuitów, który to majątek postanowiono przeznaczyć na cele edukacyjne, dlatego też reformatorzy mieli szansę przeobrażenia świadomości sarmackiego społeczeństwa i zaszczepienia mu ideałów oświeceniowych dzięki reformie edukacji. Świadomi tego byli członkowie Komisji Edukacji Narodowej - najwybitniejsi i najbardziej światli ludzie tamtej epoki. Jedno z zasadniczych zadań KEN (prócz reformy szkolnictwa), na które zwrócił uwagę M. Klimowicz, miało na celu: "pozostawiając szlachcie rolę kierowniczą i uprzywilejowaną zmieniać jej poglądy na istotę szlachectwa, wyposażyć ją w wartości postulowane przez etykę oświecenia" (1973, s. 108).

Komisja Edukacji Narodowej upowszechniała w polskim społeczeństwie idee Polaka - obywatela, ale jak podkreślają badacze, musiała pójść na kompromisy, ponieważ - zdaniem Stanisława Łempickiego - "sarmatyzm stanął ławą naprzeciw wykłuwającej się polskiej nowoczesności" (Łempicki, 1936, s. 18). Na wielu polach działacze Komisji musieli skapitulować. "Zwarty blok staroszlachecki widział w KEN tylko uzurpatorów, bojkotował jej szkoły i rozporządzenia, udaremniał reformy szkolnictwa ludowego" (tamże). Jednakże zasługi w postaci upowszechniania wychowania patriotycznego, przypomnienia obywatelowi jego obowiązków wobec państwa, podniesienia do cnoty poszanowania prawa, zaszczepienia dbałości o siłę i powagę Rzeczypospolitej były niewątpliwe. Zasługą było to, że - jak to pięknie ujął S. Łempicki - "obywatelowi kazano dla ojczyzny nie tylko umierać po rzymsku, ale umieć żyć i pracować dla niej po rzymsku" (1936, s. 19). Idee i pomysły KEN głęboko zapadły w świadomość oświeconych warstw społecznych, były zaś upowszechnianie w pierwszych latach w myśli oświatowej Księstwa Warszawskiego i Królestwa Kongresowego, jak również w Księstwie Poznańskim i Galicji.

Jeżeli chodzi o kulturę artystyczną, to oświecenie - prócz rozwijania tejże na dworach magnackich - przyniosło powstanie i rozwój sceny narodowej. Stały teatr narodowy powstał z inicjatywy Stanisława Augusta w roku 1765. Nowością w sztuce teatralnej było wprowadzenie do niej nurtu mieszczańskiego. Było to zgodne z ideologią oświecenia, aby wprowadzić na scenę postaci "stanu trzeciego". W roku 1778 wystawiono na scenie narodowej pierwszą polską operę komiczną12. W teatrze narodowym wystawiano również tak zwane dramy mieszczańskie i opery komiczne, w których upowszechniano wartości moralne kultury ludowej.

Oświecenie przynosi powstanie, ale nie rozwój, przeszczepionej z Francji Ludwika XIV, nieznanej do tej pory instytucji, jaką był salon artystyczno-literacki. Janina Kamionka-Straszakowa pisze, że z tamtych lat wywodzi się styl życia towarzyskiego arystokracji, która odsuwając się coraz bardziej od spraw publicznych i politycznych, potrafiła sprawy zarówno błahe, jak i wielkie, stanowiące o losie państwa, zamknąć w salonowych dowcipach, epigramatach i śpiewkach. Tam właśnie zaczęto traktować życie jako barwny karnawał, nieustanną sjestę, ucztowanie połączone z wystawianiem oper, komedii, a taniec, gra, wdzięk, dobre ułożenie, galanteria, dar błyskotliwej konwersacji i umiejętności układania madrygałów - stawały się wartościami uznawanymi i realizowanymi (1967, s. 14). Mimo że świat salonów we Francji został zburzony podczas rewolucji, to jednak francuski model salonu upowszechnił się w całej Europie, również wśród polskiej burżuazji, o czym będę pisał w następnym rozdziale.

Stanisław August - wielki mecenas sztuki - pragnąc, aby jego dwór nie tylko nie ustępował, ale wręcz przewyższał inne europejskie dwory królewskie w dziedzinie kultury, postanowił zorganizować salon francuski na Zamku Królewskim. Niełatwo było jednak zmienić dwór polski na salon, od wieków bowiem były znane zebrania polityczne, naród żył życiem politycznym na dworach królów, biskupów, hetmanów, na których zdobywano ogładę obyczajową i dworską, ćwiczono się w wymowie, debatowano z powagą na tematy ważne dla Rzeczypospolitej. Stanisław August zapoczątkował zatem w 1770 roku, nierozerwalnie związane z jego imieniem, obiady czwartkowe, które były jednocześnie formą mecenatu królewskiego w dziedzinie literatury i sztuki. Jak pisze Marek Borucki - trudno jest określić datę precyzyjnie, należy ją jednak kojarzyć z powstaniem w tym czasie czasopisma "Zabawy Przyjemnie i Pożyteczne", związanym ideowo z obiadami czwartkowymi (Borucki, 1984). Tak opowiada o nich Paul Casin:

Obiady czwartkowe był to rodzaj towarzyskiej akademii, klubu w stylu angielskim13, jako że król był zdecydowanym anglofilem. Początkowo odbywały się na Zamku Królewskim w Warszawie, potem w Pałacu Łazienkowskim. Dyskutowano tam o literaturze, o wytwornym języku, historii, archeologii; recytowano wiersze nierzadko libertyńskie (1983, s. 56)14.

W obiadach nie brały udziału kobiety, ponieważ na spotkaniach panowała swobodna, a czasami frywolna atmosfera. Niekiedy wierszyki, dowcipy i śpiewki biesiadne mogłyby ranić uszy nadobnych dam. W towarzystwie męskim zawsze uchodziły, a nawet - jak podaje M. Borucki - atrakcyjnym i oczekiwanym punktem programu stały się tak zwane wierszyki "desertowe", które miały frywolną treść, więc nie czytano ich głośno, lecz przepisywano na kartkach i podkładano na stole pod serwetkami. Każdy je czytał sam, komentowano po sąsiedzku, a następnie wybuchały salwy śmiechu (s. 149). Stanisławowskie "czwartki" były zajęciami "przyjemnymi i pożytecznymi". Przyjemne były dla króla i wszystkich, którzy mogli się popisywać, pożyteczne - ponieważ były klubem dyskusyjnym, szkołą dobrych manier, a przy okazji kuźnią nowych ustaw. W historii obiadów bywały okresy dobre i złe - chwile wzlotów twórczości i owocnych dysput, ale też okresy jałowe, a nawet przerwy. Kryzys obiadów nastąpił po roku 1780. Nie jest znana data ostatniego spotkania, ale odbyło się ono w ciągu trwania Sejmu Czteroletniego (1788-1792). Niezależnie od trudniejszych chwil to właśnie w obiadach czwartkowych należałoby doszukiwać się wzoru dla polskiej odmiany salonów literacko-artystycznych.

Można zatem powiedzieć, że w okresie oświecenia narodziły się nowe instytucje upowszechniania kultury. Powstała biblioteka narodowa, teatr narodowy, na dworze królewskim zapoczątkowany został pierwszy salon artystyczno-literacki. Czasopisma zaczęły wywierać duży wpływ na kształtowanie świadomości społecznej. Jednocześnie pojawiły się nowe idee. Jedna z nich głosiła, że dla dobra Rzeczypospolitej konieczne jest upowszechnianie nowego sposobu myślenia o relacji: wysoko urodzony Polak - państwo. Poddany krytyce - w rozmaitych formach: od poważnych rozpraw po utwory satyryczne - został przede wszystkim sarmatyzm jako konserwatywna ideologia i styl życia odróżniający na niekorzyść szlachcica polskiego od szlachcica europejskiego, który myśli i działa nowocześnie, z pożytkiem dla siebie i państwa. Kolejna idea została zaczerpnięta od fizjokratów: należy upowszechniać oświatę wśród ludu, czyli chłopstwa, od jej upowszechnienia bowiem zależy poziom życia nie tylko jego, ale całego narodu. Rozpoczęto również reformę szkolnictwa, tworząc jego bardzo nowoczesną koncepcję na skalę europejską, a utworzenie szkoły z oryginalnym programem - Collegium Nobilium - przeznaczonej dla ówczesnej elity postawiło Polskę w szeregu państw, które w tym czasie przodowały w kulturze europejskiej.

Warto zauważyć, że mieszczaństwo, mimo że zaczęło odgrywać ważną rolę w polityce, nie było adresatem propagatorów ideałów oświeceniowych ani też twórców kultury artystycznej tego okresu. Stało się tak prawdopodobnie dlatego, że - jak pisze Mieczysław Jerzy Adamczyk (2011):

Europa Środkowa nie wytworzyła silnego stanu trzeciego (...). Społeczeństwa te nie przeżyły rewolucji burżuazyjnej. Zmiany, jakie ona niosła ze sobą, były więc tam importowane z zewnątrz (np. łódzki ośrodek przemysłowy). Miały w związku z tym przez dłuższy czas charakter dwubiegunowy, tj. ziemiańsko-chłopski i mieszczański (s. 104).

W przeciwieństwie do chłopstwa mieszczaństwo było bardziej wykształcone, ale praca zawodowa nie pozwalała na to, by "nieść kaganek oświaty wśród ludu". Nadto można przypuszczać, że nie miało jeszcze ukształtowanych potrzeb uczestniczenia w życiu artystycznym, a przede wszystkim mieszczanie nie dysponowali jeszcze takimi możliwościami finansowymi jak magnateria, aby być organizatorami aktywności kulturalnej.

Chłopstwo natomiast w dalszym ciągu trwało w przedpiśmiennej kulturze feudalnej, zaspokajając swe potrzeby kulturalne w kościele i karczmie, mimo głoszonych przez członków Komisji Edukacji Narodowej haseł o konieczności powszechnej oświaty ludowej.

Pytania i polecenia

Opisz, w jaki sposób upowszechniano kulturę w średniowieczu. Scharakteryzuj instytucje upowszechniania kultury w dobie odrodzenia i baroku. Omów nowe instytucje i nowe idee w dziedzinie upowszechniania kultury w oświeceniu.

Przypisy

Przypisy

Wstęp

1 Kultura w najwęższym znaczeniu - "system trwałych, autotelicznych wartości duchowych związanych ze sztuką, nauką, religią czy filozofią, tworzonych bezinteresownie, dla nich samych, ze względu na cele wyższe, a nie dla realizacji potrzeb materialnych" (Olechnicki i Załęcki, 1999, s. 106).

2 Typowym przykładem takich masowych imprez, które były organizowane dla "gawiedzi" od wielu wieków i przetrwały do dnia dzisiejszego, są rytualne spektakle związane z zaślubinami angielskich potomków królewskich. Ostatnio (29 kwietnia 2011 r.) taką imprezę kulturalną mogli oglądać zainteresowani nie tylko w telewizji, ale również w komputerach podłączonych do Internetu lub w telefonach komórkowych.

3 Socjologowie wspólnotą określają "typ zbiorowości społecznej: a) której członkowie odczuwają silną więź psychiczną; b) powstałej na gruncie związków obiektywnie uwarunkowanych (np. związków pokrewieństwa), także wspólnoty przekonań, uczuć, akceptowanych wartości; c) do której przynależność pozwala na zaspokojenie wielu zróżnicowanych potrzeb jej członków; d) w której stosunki społeczne opierają się na przyjaźni, sąsiedztwie, więzach pokrewieństwa" (Olechnicki i Załęcki, 1999, s. 249). Scott Lash określa bliżej wspólnoty kulturowe, pisząc: "(...) wspólnoty kulturowe, kulturowe my, to zbiorowości podzielające wspólne podstawowe praktyki, wspólne znaczenia i wspólne rutynowe działania podejmowane w celu wypracowania tych znaczeń" (Lash, 2009, s. 194).

4 Przez termin upowszechnianie kultury rozumiem popularyzowanie idei i umożliwianie szerokiej publiczności kontaktów z dziełami kultury wysokiej, a także oddziaływania służące kształtowaniu i rozwijaniu potrzeb i zainteresowań kulturalnych pojedynczych osób i małych grup społecznych. Jest to ujęcie zbieżne z klasycznym określeniem upowszechniania sztuki - tak zwanych trzech "U" (udostępnienie, uprzystępnianie i upowszechnianie) autorstwa Stefana Szumana. Autor pisał: "upowszechnianie sztuki polega na zbliżaniu jej szerokim masom społeczeństwa, zarówno przez udostępnianie licznych najlepszych dzieł sztuki wielu odbiorcom, jak też uczynienie ich przystępnymi, co powinno w rezultacie rozwinąć umiłowanie sztuki, umiejętność radowania się nią, rozumienia jej oraz zapotrzebowanie na nią u coraz szerszej rzeszy odbiorców" (Szuman, 1962, s. 29-30).

5 Ideologia kolektywizmu zakłada nadrzędność interesów zbiorowości nad interesami poszczególnych jednostek. W Słowniku Socjologicznym czytamy: "Kolektywizm - antyindywidualistyczna ideologia i uzasadniany przez nią sposób działania, polegający na kontrolowaniu wszystkich dziedzin życia jednostki przez społeczeństwo, także na wspólnej pracy grupy ludzi (kolektywu) w imię wspólnych celów i wartości oraz dla wspólnego dobra. W państwach socjalistycznych zasada kolektywizmu obejmowała społeczną własność środków produkcji, społeczne wytwarzanie oraz społeczny podział dóbr" (Olechnicki i Załęcki, 1999, s. 96).

6 Indywidualizm jest opozycyjną wobec kolektywizmu ideologią, która "głosi nadrzędność jednostek nad zbiorowością i postuluje nadanie im możliwości samodzielnego wybierania celów i środków do ich realizacji. Cele te mogą być zarówno sprzeczne, jak i zbieżne z celami i interesami pozostałych jednostek, jednakże dla indywidualisty nie ma to żadnego znaczenia - najważniejsze, by były one wyznaczone przez każdego z osobna" (Belczewski, 2007). Politolodzy dodają, że: "Cechą wyróżniającą indywidualizmu jest w tym rozumieniu prymat woli jednostki (jej praw, potrzeb, interesów) nad wolą/interesem społecznym. Podstawą więzi społecznych jest kontrakt, natomiast samo społeczeństwo jest z reguły pojmowane jako zbiór jednostek. Celem organizacji społecznej typu indywidualistycznego jest przede wszystkim ochrona wolności jednostki przed ingerencją ze strony innych jednostek lub instytucji" (Antoszewski, Herbut, 1999, s. 175-176). Z kolei Magdalena Środa pisze, że termin indywidualizm: "służy zarówno jako określenie dla pewnego typu postaw, sposobów życia, stosunku do wartości, jak i nazwa dla określonych teorii. W pierwszym wypadku indywidualizm to skoncentrowanie na sobie, na budowaniu własnej tożsamości, na własnych cechach i wartościach, niekoniecznie egoistycznych, często perfekcjonistycznych lub związanych z samorealizacją. W wypadku drugim indywidualizm to rodzaj teorii politycznej, socjologicznej lub metafizycznej, zgodnie z którą jednostka stanowi podstawową kategorię bytu, niezależną całość taką, że każda inna całość większa niż ona jest jedynie zbiorem jednostek" (Środa, 2003, s. 19). W tej książce terminu indywidualizm używam w znaczeniu rozumianym przez politologów.

Rozdział 1

1 Podobne zjawisko występuje podczas współcześnie odgrywanych misteriów, które można potraktować dwojako: jako relikty kultury średniowiecznej, które przetrwały do dnia dzisiejszego, lub - na co zwróciła uwagę Katarzyna Olbrycht w recenzji tej książki - jako elementy trwania przez wieki żywej kultury religijnej, przeżywane są bowiem nie jak obrzędy kulturowe, ale właśnie jako religijne misteria (np. Kalwaria Zebrzydowska z misterium Męki Pańskiej czy Zaśnięciem Matki Bożej). W misteriach tych uczestniczą, zmotywowani potrzebą podtrzymywania bliskiej im tradycji religijnej, mieszkańcy Podbeskidzia.

2 Antonina Kłoskowska (1972) przez pierwszy układ kultury rozumie takie sytuacje, w których komunikacja kulturowa zachodzi w bezpośrednich kontaktach interpersonalnych - "twarzą w twarz". Jest on charakterystyczny dla kultury ludowej. Drugi układ kultury (komunikacji kulturowej) rozumie taką sytuację, w której spotykają się nadawca treści i jego odbiorca w sytuacjach sformalizowanych, na przykład w teatrze, operze, filharmonii itp. Trzeci układ kultury to komunikacja kulturowa za pośrednictwem mediów.

3 W "Tygodniku Ilustrowanym" czytamy o spostrzeżeniu jednego z korespondentów, który donosił, że w przejeździe przez pewną okolicę spotkał wieś, w której "na 119 dymów istnieje już 5 karczem" (Kronika tygodniowa..., 1862).

4 Oto fragment opisu takiego wydarzenia przy okazji przyjazdu Stefana Batorego do Tarnowa, przytoczony przez Mariana Wolskiego (2005) na podstawie dokumentu z epoki: "Po oficjalnej przemowie, Trzecieski zwrócił się do króla mówiąc: Ja też jako ubogi szlachcic i też stary dziad, słysząc o waszej królewskiej mości przyjeździe, będąc tu niedaleko Tarnowa pragnąłem tego, abym też wymości te sławne oblicze oglądał (...) A pan też marszałek (Andrzej Zborowski) tego pana Trzecieskiego z osobna jego królewskiej mości zalecił i sekretarzem królewskim go mianował, na co król jegomość czapki uchylił, będąc tego wdzięczen. (s. 222).

5 Samuel Bogumił Linde (1858) w Słowniku języka polskiego, t. 5 podaje dwa znaczenia tego terminu. Pierwsze, poganin (poganiec, pohaniec). Drugie, plugawiec, nieczysty. Pisze, że "Turków i Tatarów osobliwie pogranicznych tak nazywano" i podaje przykład użycia tego słowa zaczerpnięty od Samuela Twardowskiego (Miscelanea, Kalisz 1681): "już tu nie żarty, ostatnim tu szańcem, ostatnim przyszło ścierać się z pohajńcem". Tward. Misce. 65. (s. 262).

6 Warto w tym miejscu wspomnieć, że bogate polskie ziemiaństwo stylem życia, aktywnością kulturalną, uznawaniem określonych wartości nie ustępowało magnaterii. Cytowany już Marian Wolski w monografii poświęconej Trzecieskim (2005) - małopolskiej rodzinie szlacheckiej - bardzo szczegółowo opisuje aktywność literacką członków tej rodziny, kolekcjonerstwo i działalność fundacyjną. Jednocześnie dodaje, że oprócz tego "istotne jest partycypowanie w życiu kulturalnym, tworzenie wokół siebie środowiska kulturalnego czy wreszcie udział w transmisji wzorców kulturowych i wiedzy. (...) Młodzi Trzeciescy przebywający na dworze królewskim czy magnackim uczestniczyli w życiu kulturalnym we wszystkich jego aspektach. Ich udziałem były uroczystości rodzinne patrona, wizyty najwybitniejszych aktorów sceny politycznej kraju, towarzyszyli pryncypałowi w jego podróżach. (...) Na wzór dworu pańskiego kształtowali niektórzy wychowankowie swój dom rodzinny, promieniujący na uboższych krewnych czy sąsiadów" (Wolski, 2005, s. 323). Potwierdza to spostrzeżenie jeden z członków rodu Trzecieskich w wydanej na początku XX wieku książce (Trzecieski, 1907).

7 Sądzę, że warto w tym miejscu przytoczyć opis jednej z koronacji obrazu u Dominikanów we Lwowie: "Miasto tymczasem wznosiło bramy tryumfalne, ratusz i wieże cudownie przyozdabiało; wszędzie widać było malowidła, obicia piramidy i godła. Każdą bramę, których było ośm [osiem], kto inny własnym nakładem wystawił. Co trzecia kamienica była Najświętsza Panna w przeźroczach. Wizerunki znakomitości polskich w innych miejscach gęsto świeciły. Zaczęli się nareszcie schodzić ludzie. Zbierały się wojska koronne w Białohoszczy i obozem rozłożyły się na błoniu pode Lwowem; w tem miejscu kiedyś odbywały się sejmiki. Było 12 chorągwi husarskich i 12 pancernych, pułk dragonów buławy wielkiej koronnej i pułk piechoty, chorągwie janczarskie buławy wielkiej koronnej i załoga lwowska. Rozbito w polu namioty, jeden na ołtarz, drugi na koronatora, którym oczywiście mógł być tylko miejscowy pasterz Mikołaj Wyżycki arcybiskup lwowski, jednakże dla wyższej powagi miał na to upoważnienie z Rzymu, inne namioty rozsypane na błoniu były dla panów. Wszystkie przybrały się w perszczyznę, makaty i kobierce. (...) Uroczystość zaś sama w następujący się sposób odbywała. Przeor dominikański oddawał w mieście korony rzymskie wnukom zmarłego hetmana Potockiego, (...) dzieci przy trąbach i kotłach, wśród nieustannego bicia z dział, otoczone gronem senatorów, rycerstwa i tłumami ludu, niosły te korony do kościoła dominikanek, w którym czekał arcybiskup, z licznem duchowieństwem wobec także kilku senatorów duchownych to jest biskupów, rycerstwa i ludu. Dzieci oddając arcybiskupowi korony przemawiały stosownie do niego, arcybiskup znowu do dzieci. Zaśpiewano następnie T e D e u m i zaczęła się procesja pod namioty na pole. Tam wśród nabożeństwa złożył arcybiskup korony i zostawił je pod strażą sześciu księży i wojska. Taki był przeddzień koronacji.

Nazajutrz mająca się odbyć uroczystość była naprawdę święta, rzewna i familijna. (...) W dzień koronacji 2 lipca 1751 roku arcybiskup pod namiotami zaśpiewał radośnie: Regina coeli laetare, Alleluja! Na to hasło ozwały się dzwony całego Lwowa, po nich zaraz wszystkie działa zagrzmiały, ryknęły trąby i kotły i zaczęła się uroczystość. Potoccy rozrzucali garściami pomiędzy lud pamiątkowe medale złote, srebrne i miedziane, czterech różnych wielkości. Dominikanie ze swojej strony rozrzucali medaliki w Rzymie poświęcone przez papieża z koronami razem przywiezione. Arcybiskup błogosławił na cztery strony świata, a protonotariusz apostolski akt koronacji spisywał. Następnie ruszyła procesja do miasta. Wszystkie cechy szły z chorągwiami, jedne w pancerzach, drugie w zbrojach, inne w skórach lamparcich. Bractwa i processje z okolic poprzedzały duchowieństwo. Po kilkadziesiąt par było księży każdego zakonu. Dalej wojsko różnej broni i mundurów. Niesiono relikwie 152 świętych z Rzymu przysłane. Potem szła arka z karmazynowego aksamitu, suto złotem ozdobiona, na niej spoczywał obraz cudowny, który niosło 12 księży. Książęta, wojewodowie, senatorowie prowadzili pod rękę księży i pomagali nieść ciężar. Orszak panów, których niezmiernie było wiele, otaczał zewsząd święty obraz. Processja rozciągnęła się na tak szerokiej przestrzeni, że początek jej wstępował do kaplicy Bożego Ciała, a obraz jeszcze nie ruszył z miejsca pod namiotami. Dla nabożnych nie wystarczały ulice i place, zalegali piętrami wszystkie okna i dachy. Nareszcie kiedy obraz stanął w swoim kościele, arcybiskup zaśpiewał T e D e u m, po którym nastąpiło kazanie. W południe ucztę dla ludu w czterech miejscach sprawiali panowie. Nieszpory dzień zakończyły.

Tak całą oktawę święcono koronację Najświętszej Panny we Lwowie. Mnóstwo odprawiono przez ten czas mszy, kazania bywały rano i po południu. Nie można przecisnąć się było od tłumów do spowiedzi i komunii. Ludność roztrychała się pomiędzy 55 kościołów, a wszędzie jej było pełno. Co noc palono iluminacje. Łuny biły tak szeroko, że zdawały się jednym ogniem: myślałby kto z daleka, że Lwów gorzał. Co dzień po ulicach Lwowa snuły się procesje bractw i cechów, każdy cech niósł swoje ofiary, wyroby złote lub srebrne. Palestra, sieroty od szarytek, dzieci, służące, wszystko to zbierało się na osobne processje. Takie wspaniałe obrzędy nie mogły prędko się ulotnić z pamięci narodu" (Bartoszewicz, 1880, s. 212).

8 Jest to rodzaj encyklopedii powszechnej, zatytułowany zgodnie zresztą z panującą modą w okresie baroku: Nowe Ateny, albo akademiia wszelkiej sciencyi pełna, na różne tytuły jak na classes podzielona, mądrym dla memoryjału, idiotom dla nauki, politykom dla praktyki, melankolikom dla rozrywki erygowana. Alias o bogu, bożków mnóstwie, słów pięknych wyborze, kwestyj cudnych wiele, o sybillów zbiorze, o zwierzu, rybach, ptakach, o matematyce, o cudach świata, ludzi rządach, polityce, o językach i drzewach, o żywiołach, wierze, hieroglifikach, gadkach, narodów manierze, co kraj który ma w sobie dziwnych ciekawości, cały świat opisany z gruntu w słów krótkości. Co wszystko stało się wielką pracą autora tu enigmatice wyrażonego: imię wiosna zaczyna wielkiej nocy blisko, głowę w piwie i miodzie zawraca nazwisko. To jest przez xiędza Banedykta Chmielowskiego dziekana rohatyńskiego, firlejowskiego, podkamienieckiego pasterza. Praca ta stała się przysłowiowym przykładem obskurantyzmu charakterystycznego dla epoki sarmatyzmu, zarówno ze względu na niekompetentne redagowanie poszczególnych haseł (przysłowiowe: "KOŃ jaki jest, każdy widzi" lub "CAMELO PARDUS zaś, albo Wielbłądo-Ryś, tak wielki i wysoki jest, że mu pod brzuch Rycerz na koniu rosłym wjedzie, nie schylając się"), jak również na utrwalanie potocznych w ówczesnym okresie poglądów, np. "Na pieszczałce grania sposób wynalazł niejaki Pan, Bożek Pastuchów. Koło Chleba chodzenia nauczyła Ceres, stąd Chleb Dona Cereris, po Słowieńsku Caryna zowie się. APOLLO wymyślił Medycynę, jakom wyżej namienił" (www.literat.ug.edu.pl).

9 Fizjokraci wychodzili z założenia, że źródłem prawdziwego bogactwa jest tylko praca na roli, wydobywająca owoce z ziemi, stawiali też rolnictwo ponad wszelkie inne gałęzie produkcji i zawody, rozwijali i szerzyli wiedzę rolniczą, wydawali czasopisma, i zawiązywali towarzystwa rolnicze. Nie będąc wcale demokratami, szerzyli poszanowanie dla rolnika jako głównego dobroczyńcy, żywiciela ludzkości. Obmyślając sposoby wzmożenia i ulepszenia produkcji rolnej, do najskuteczniejszych zaliczali podniesienie statusu społecznego i gospodarczego chłopa. Oświatę uważali dlań za konieczną w interesie gospodarki prywatnej i narodowej. "Chłop światły będzie zdolny do intensywniejszej pracy, poprawi swoje położenie, łatwiej podniesie się z nędzy i pijaństwa, prędzej nauczy się stosować wynalazki rolnicze". Z takich względów fizjokraci byli zwolennikami zakładania szkółek ludowych o programie praktycznym (Kot, 1931, s. 170).

10 Po upadku powstania kościuszkowskiego w roku 1795 wywieziono zbiory do Petersburga, gdzie stały się podstawą nowo założonej Cesarskiej Biblioteki Publicznej; po I wojnie światowej zbiory w części rewindykowano i włączono do zbiorów Biblioteki Narodowej. W okresie II wojny światowej zostały prawie doszczętnie zniszczone (Wielka Encyklopedia Powszechna PWN, 1962).

11 S. Kot charakteryzował scholastykę w ten sposób: "Pochłonięci wyłącznie rozwijaniem pojęć filozoficznych, uczeni scholastyczni zatracali poczucie formy i piękna, wzgardzili dbałością o język i jasność wyrażania, wprowadzili styl ciemny i napuszony, język urągający prostym zasadom gramatyki; wraz z ciekawością faktów zatracili zainteresowanie dla historii, zadowalając się zapisywaniem legend i cudownych zdarzeń. A już całkiem nie rozwinęło się zaciekawienie do nauk przyrodniczych: umysł zwrócony do zagadnień wewnętrznych i pozaświatowych z pogardą odwracał się do przyrody, badania jej dziwów kryło się gdzieniegdzie tylko w szkołach tajemniczych alchemistów (poszukujących kamienia mądrości, eliksiru życia itp.), niewpływających na ogólny pogląd na świat" (1931, s. 62). Pogląd Stanisława Kota powtarzany i upowszechniany przez wiele lat został zakwestionowany w ostatnich latach przez Stanisława Wielgusa. Badacz średniowiecza - w rzeczowy sposób argumentując swoje tezy, stara się obalić stereotypy, którymi się posługujemy w ocenie scholastyki. Pisze między innymi: "Scholastyka nauczyła Europę myśleć. To średniowiecze ukuło niesłychanie ważne pojęcia, bez których nie może się obejść żaden nowożytny kierunek filozoficzny, takie jak: natura, substancja, przyczynowość, realność, finalność uniwersalność, indywidualność, rozum, intelekt, dusza, duch, świat, Bóg, prawo natury, istota państwa. (...) Scholastycy dążyli uparcie i konsekwentnie do najściślejszego określenia związków między nazwą, jej treścią oraz bytem" (Wielgus, 1995, s. 14, 15).

12 Nędza uszczęśliwiona - libretto Wojciecha Bogusławskiego, muzyka Macieja Kamieńskiego. Pierwsze publiczne przedstawienie operowe odbyło się na dworze królewskim w roku 1748.

13 W następnym rozdziale szczegółowo omówionym.

14 Autor dalej pisze: "Panowała moda na subtelne wyrafinowanie; nie wycierano się już obrusem, jak za nie tak odległych czasów saskich. Dwanaście nakryć było zazwyczaj na stole, ustawionym w podkowę; zebraniom przewodniczył król, noszący swe insygnia. Wśród wazonów i kandelabrów alabastrowe statuetki wyobrażające dziewięć muz stały na lustrach odbijających światło. Król zawsze pozostawał wierny tradycyjnej pieczeni baraniej; pił tylko wodę, jego goście raczyli się węgrzynem" (tamże).