Upadły diabeł #2 - Paulina Nowaczyk

Kup ebooka

36.90 zł
29.52 zł (20,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spis treści

Rozdział I

Rozdział II

Rozdział III

Rozdział IV

Rozdział V

Rozdział VI

Rozdział VII

Rozdział VIII

Rozdział IX

Rozdział X

Rozdział XI

Rozdział XII

Rozdział XIII

Rozdział XIV

Rozdział XV

Rozdział XVI

Rozdział XVII

Rozdział XVIII

Rozdział XIX

Rozdział XX

Rozdział XXI

Rozdział XXII

Rozdział XXIII

Rozdział XXIV

Rozdział XXV

Rozdział XXVI

Rozdział XXVII

Rozdział XXVIII

Epilog

Playlista Upadły diabeł #2

Podziękowania

Rozdział I

Paula

Od ślubu Olgi i Kima minęło kilka godzin. Jednak nie to mnie tak wzruszyło, a słowa piosenki, do której tańczyłam wraz z Pakiem. Było to tak realne, że czułam, jak moje ciało rozpada się na kawałki. Chciałam przy nim być, chciałam, żeby dotykał mnie, żeby ubóstwiał każdą cząstkę mnie. Pragnęłam, by to trwało, jednak czy to, co robiliśmy, można było nazwać zdrowym rozsądkiem? Tego nie wiedziałam. Gdy siedziałam w samolocie, jedna część mnie chciała go zatrzymać i uciec do swojego kochanka, ale druga była już dość zraniona, bała się kolejnego rozczarowania. Włożyłam słuchawki do uszu i rozbrzmiała Fergie, "Big Girls Don't Cry". Czułam, jak po moim policzku płynie samotna zła. Pragnęłam młodego Andersa, ale musiałam zacząć żyć po swojemu.

Droga mi się bardzo dłużyła, analizowałam każdy dzień swojej wizyty w Madrycie, każde zachowanie. Kiedy wylądowałam w Polsce, zrobiło mi się dość nieswojo, nie było tu Olgi, czułam się samotna. Wzięłam taksówkę i udałam się do swojego mieszkania. Po wejściu do środka ogarnął mnie smutek, usiadłam na kanapie pod oknem i przytuliłam do siebie poduszkę.

- Paulino Marianno Jankowska, jesteś mistrzem komplikowania sobie życia - powiedziałam.

Wstałam i nalałam sobie wody. Byłam tak spragniona, że całą szklankę wypiłam na raz. Spojrzałam na zegarek, dochodziło południe. W międzyczasie dostawałam wiadomości od Paca, który prosił o rozmowę. Ale czy wszystko nie zostało już wyjaśnione? Czy na ślubie nie było wszystko jasne? Poszłam do swojej sypialni i chwyciłam walizkę, by się spakować i wyjechać nad morze. Planowałam tam spędzić święta i sylwestra. Miałam znajomego, który wynajmuje domki w Kołobrzegu, nie robił problemów, abym została dłużej. Jeremi, bo tak miał na imię, bardzo cenił sobie moje towarzystwo. W czasach kiedy oboje bawiliśmy się na podwórku, byliśmy nierozłączni, to mój przyjaciel z dzieciństwa, gej. Zabrałam najpotrzebniejsze rzeczy i skierowałam się do auta, przerażała mnie podróż, bo na miejscu miałam być wieczorem. Zdecydowanie nie lubię tyle jeździć samochodem i to sama. Przede mną prawie siedem godzin za kółkiem, zajechałam na najbliższy CPN, dolałam do mojej audicy paliwa i kupiłam sobie kawę. Podążając autostradą, zastanawiałam się, co teraz dzieje się u mojej przyjaciółki, byłam dumna z tego, że tak dojrzała, że ostatnie jej przeżycia uczyniły ją silniejszą.

Słuchając ulubionej składanki, dotarłam do Kołobrzegu. Na miejscu czekał już na mnie Jeremi.

- Paula, jak dobrze cię widzieć, tyle czasu. Schudłaś, bella. - Wziął mnie w ramiona.

Jeremi był ode mnie wyższy, miał metr osiemdziesiąt, blond włosy zaczesane na bok, błękitne oczy, a na jego szyi widniał tatuaż z jakimś cytatem po łacinie. Nie chciał mi ujawnić, co oznacza. Miał na sobie spodnie dżinsowe i czarny sweterek, gdyby nie to, że lubił chłopców, pewnie niejedna panna zdjęłaby majtki dla niego.

- Jeremi, skarbie, ciebie też dobrze widzieć.

- Zjesz coś? Głodna jesteś? Siadaj, zrobię coś do jedzenia, a ty mi wszystko opowiesz. Skończyliśmy na przystojnym Hiszpanie.

Mimo że z Jeremim nie widziałam się kilka lat, zawsze do siebie dzwoniliśmy w ważnych sprawach. Z powodu jego interesów w Kołobrzegu rzadko widywałam go w Warszawie, ja znów ze względu na siebie rzadko byłam tutaj. Jednak w prawdziwej przyjaźni nie liczy się obecność fizyczna, ale to, że ten ktoś jest, bez względu na dzielące kilometry. Mój przyjaciel prócz domku nad morzem miał restaurację. Z wykształcenia był kucharzem, gotowanie zawsze było jego pasją. Przyrządził dla mnie makaron z pesto i boczkiem, postawił na stole wino i usiadł naprzeciw mnie.

- Co się dzieje? - zaczął.

Nie odpowiedziałam, spojrzałam tylko na niego i się rozpłakałam. Podszedł do mnie i przytulił do siebie, uspakajając.

- Jeremi, chodzi o to, że od rozstania z Norbertem minęło mało czasu, a ja swoje uczucia ulokowałam w Pacu, który panienki zmienia jak rękawiczki. Nie chcę znów żyć w jego cieniu, oddać się cała, a on powie, że sorry, to nie jest to. Może i biegał za mną przez mój cały pobyt tam, ale wiem o tym, że to nie jest nic stałego.

- Oj, skarbie, zapytałaś go o to? - mówił troskliwie Jeremi.

- O co?

- O jego uczucia.

- No jak? Między jednym a drugim numerkiem? - zażartowałam przez łzy.

- Oj, Paula, Paula.

Nie wiedziałam, co Paco do mnie czuł, wolałam wmawiać sobie, że raczej jestem jego zabawką seksualną niż tą jedyną. Cały czas chodziło mi po głowie nasze ostatnie spotkanie, jego oczy, które płonęły nienawiścią do instruktora skoków, i to, jak na mnie patrzył. Oddałam mu serce, zdecydowanie za szybko. To było pewne.

Obudziłam się z ogromnym kacem, leżałam na kanapie przykryta płaszczem, na stole stały poobalane flaszki po winie, Jeremi spał na krześle. Pamiętam, że rozmawialiśmy o uczuciach, a później film mi się urwał. Zerknęłam na zegarek, dochodziła dziewiąta rano. Postanowiłam wstać i się czegoś napić, niekoniecznie wina. Zabrałam butelkę wody, która stała w kuchni, i udałam się w stronę Jeremiego, szturchałam go, ale nic, polałam go wodą i się obudził.

- Paula, cześć - powiedział z lekką chrypką.

- Czy ty widzisz, jak wygląda lokum? Jak melina.

Jeremi rozejrzał się po pomieszczeniu, spojrzał na mnie i przytaknął.

- Boli mnie głowa, idę spać.

- Hola, kto to posprząta? - spytałam.

- Ty?

- Po moim trupie.

Jeremi wstał, wziął kurtkę i zostawił mnie z tym.

Obiecałam sobie, że kiedyś go zamorduję. Popatrzyłam ponownie na pomieszczenie i pokiwałam głową. Samo się nie zrobi. Szukałam właśnie worka na śmieci, gdy rozbrzmiał dźwięk mojego telefonu, zerknęłam na wyświetlacz i ujrzałam Olgę.

- Dzień dobry, pani Anders. - Odebrałam.

- Przestań, nie mogę w to uwierzyć, miałaś napisać, jak dojedziesz. Martwiłam się.

- Tak, wszystko OK, wczoraj z Jeremim poszalałam. - Przechyliłam ekran i pokazałam przyjaciółce stół. - A co u was? - spytałam ponownie.

Olga spojrzała na mnie wymownie i przechyliła się delikatnie. Na kanapie był Kimo, a obok niego siedział Paco. Miał schowaną twarz w rękach.

- Wiecie, że to jest niezdrowe?

- Ale co? Co ja takiego robię, Olga? Nie chcę być jego kolejną dupą? Czy to źle?

- Ale może to jest to? Może jesteście sobie pisani?

- A może nie? Chyba za dużo romansów, zobaczysz, przejdzie mu. Pewnie trzyma go wypity alkohol w klubie Ernesia, jego wielkiej miłości - zakpiłam.

- Żeby nie było, że nie mówiłam.

- Muszę kończyć, bo mam sprzątanie. Kocham cię.

- Ja ciebie też.

Rozłączyłam się i padłam na kanapę. Był tam, widziałam go. Bardzo zranił mnie ten widok. Może coś w tym jest, że oboje zachowujemy się jak dzieci. Rzuciłam workiem i ponownie wcisnęłam miniaturkę przyjaciółki, po kilku chwilach odebrała, koło niej siedział Paco.

Spojrzał w ekran i wyrwał telefon Oldze.

- Dlaczego mi to robisz, Paula? Dlaczego robisz to nam? - odezwał się z wielkim żalem.

- Ale co, Paco? Przecież to był tylko seks - zawahałam się przez moment.

- Dla ciebie był to tylko seks? Tak? - spytał zirytowany.

Na jego twarzy pojawił się gniew, który widziałam pierwszy raz, a który na pewno nie pasował do jego idealnych męskich rysów.

- Tak, to był seks.

- Dobrze, daję ci spokój, więcej mnie nie zobaczysz - powiedział.

Widziałam, jak rzucił telefon na sofę, a w pomieszczeniu, w którym się znajdował, rozbrzmiał huk tłuczonego szkła. Olga się rozłączyła, a ja znowu rzuciłam się na kanapę i zaczęłam płakać. W głowie brzmiały mi jego słowa: "Dobrze, daję ci spokój...".