Rzeczpospolita na geopolitycznej szachownicy Europy
Przyjrzyjmy się Rzeczypospolitej szlacheckiej na mapie XVII-wiecznej Europy. I jednocześnie zadajmy pytanie: czy biorąc pod uwagę ówczesną sytuację geopolityczną, system sojuszy i przewagi sąsiadów, wykorzystano wszystkie szanse rozwoju i możliwości budowania naszej siły? Jakie w ogóle w układzie politycznym tamtych czasów były kierunki prowadzenia geopolityki Polski? I jakie mogły być?
Klejnoty Korony i Litwy
Spróbujmy najpierw ustalić, gdzie znajdowały się ziemie o kluczowym znaczeniu. Takie, mówiąc dzisiejszym językiem: rdzenie, a staropolszczyzną: klejnoty Korony i Litwy, prowincje będące najważniejszym źródłem bogactwa i siły Rzeczypospolitej, jej rodowe srebra, bez których stawała się żałosnym, okaleczonym przez wrogów kikutem. Posłużmy się źródłami ekonomicznymi, to znaczy rejestrami podatków, i wykorzystajmy prace Anny Filipczak-Kocur Skarb koronny za Zygmunta III Wazy i Romana Rybarskiego Skarb i pieniądz za Jana Kazimierza, Michała Korybuta i Jana III. W dawnej Polsce o zamożności prowincji świadczyły bowiem wpływy z dwóch podatków. Pierwszym z nich był podatek łanowy, płacony przez szlachtę, chłopów i duchownych. Jego wysokość pokazuje zamożność danej ziemi - im więcej odprowadzała do skarbu, tym więcej było tam folwarków, zagród, łanów, a więc zagospodarowanych gruntów. Drugą z tych danin było podymne - podatek od nieruchomości, domów, dworów, kuźni, młynów itd., mówiący wiele o uprzemysłowieniu badanego terytorium.
Spróbujmy porównać ze sobą regiony Korony i Litwy, korzystając na przykład z informacji o wpływach podatkowych z 1629 roku. Rezultaty są ciekawe: najbogatsze ziemie to rejony naszej współczesnej Polski! Województwo krakowskie płaciło 23 tysiące łanowego i 36 tysięcy podymnego, poznańskie i kaliskie (dzisiejsza Wielkopolska) - 29 tysięcy łanowego i 39 tysięcy podymnego. Sandomierskie - odpowiednio 26 i 28 tysięcy. W tym samym czasie województwo ruskie, obejmujące prawie całe dzisiejsze Podkarpacie, ziemie lwowską, halicką i chełmską, dawało tylko 7,7 tysiąca łanowego i 21 tysięcy podymnego.
Im dalej na wschód, tym województwa są biedniejsze. Wołyńskie, większe dwukrotnie od sandomierskiego, płaci 15 tysięcy łanowego i aż 54 tysiące podymnego. Podolskie - odpowiednio 5 i 16 tysięcy, a bracławskie jeszcze mniej. Ciekawe, że w 1629 roku najwięcej podatków zapłaciło... Mazowsze w dzisiejszych granicach geograficznych. Województwo mazowieckie razem z płockim i rawskim zasiliło skarb ponad 40 tysiącami łanowego i 52 tysiącami podymnego; zapłaciło więcej niż wołyńskie, podolskie, a nawet Wielkopolska; pamiętajmy też, że w XVII wieku Warszawa nie zawyżała jak dziś statystyk!
Porównanie wydatków Korony na przygotowanie wojny ze Szwecją w 1635 roku wygląda podobnie. Najwięcej wprawdzie zapłaciło województwo ruskie, po nim kijowskie z czernihowskim, jednak następne są: poznańskie, krakowskie, sandomierskie. Wpływy z geograficznego Mazowsza, liczonego z rawskim i płockim, przewyższają te z kijowskiego: 167 tysięcy złotych, podczas gdy Kijowszczyzna dała 164 tysiące, przy czym, co warte podkreślenia, była ona większa niż Wielkopolska, Kujawy i Mazowsze razem wzięte, ogromny kawał ziemi, od Kijowa sięgający na południe aż po Dzikie Pola i chanat krymski, a na wschodzie - do granicy z Moskwą.
Kresowych województw Rzeczypospolitej nie można nie doceniać - w latach spokoju rozwijały się szybko. Co chwila jednak doświadczały wojen, tatarskich najazdów i kozackich powstań, co powodowało zniszczenia i spadek zamożności. Jak podaje Roman Rybarski, na początku XVII wieku udział tych województw w wydatkach państwa wynosił nawet 41 procent, podczas gdy w drugiej połowie stulecia, po zagarnięciu części tych terenów przez Moskwę i Turków, spadł do 23 procent. Jak sytuacja przedstawiała się na Litwie? Pobory podymnego i pogłównego pokazują, że najbogatsze były: gęsto zaludniona Żmudź, okolice Nowogródka, Brześcia Litewskiego i Grodna. A więc dzisiejsza zachodnia Białoruś.
Wspomniane dzisiejsze prowincje Polski, zachodniej Białorusi i obecna Litwa stanowiły w XVII wieku rdzeń Rzeczypospolitej, niezniszczony, gęsto zaludniony i cieszący się spokojem. Nikt tu nie wpadał z ogniem i mieczem, czasem trafił się zajazd, częściej rąbanina szlachecka, pojedynek lub zwada. W Wielkopolsce i Małopolsce nie prowadzono dużych działań wojennych od czasu wojny domowej Grzymalitów z Nałęczami w 1385 roku aż do potopu szwedzkiego w roku 1655! Dlatego spustoszenie tych klejnotów - na Litwie w czasie wojny polsko-moskiewskiej w 1655 roku, a pozostałych w okresie szwedzkiego najazdu - oznaczało cios zadany całej Rzeczypospolitej.
Ten schemat pokazuje też niezbicie, że najważniejszym obszarem spajającym dawne państwo polsko-litewskie nie były mityczne Kresy, ale tereny dzisiejszej Polski. To Wielkopolska z Małopolską i Mazowszem płaciły najwięcej do wspólnej kasy, dostarczały wielu zawodowych żołnierzy, były ostoją państwa. I jego ostatnią opoką.
Klucze do Korony i Litwy
Na geopolitycznej mapie istniały punkty i regiony o znaczeniu strategicznym. Ich strata oznaczała ograniczenie polityki dyplomatycznej i militarnej na różnych obszarach. Nazwijmy je "kluczami" do Korony i Litwy. Idąc od zachodu, najważniejszym kluczem były Prusy Królewskie i Gdańsk - tamtędy przechodził eksport zboża, drewna i innych surowców. A pamiętajmy, że wszystkie wymienione wcześniej "klejnoty" Korony leżały nad Wisłą i były związane ze wspomnianym obszarem szlakami handlowymi. Pod koniec XV wieku wywożono przez Gdańsk 10 tysięcy łasztów rocznie, a na początku XVII - już ponad 200 tysięcy! Tu znajdował się więc klucz do skrzyni ze szlacheckimi i mieszczańskimi dostatkami.
Gustaw Adolf, król Szwecji, wiedział doskonale, że zajmując Inflanty w 1621 roku i atakując Prusy Królewskie pięć lat później, chwyta Rzeczpospolitą za gardło. Przejęcie przez wroga tej prowincji stwarzało zagrożenie dla klejnotów Korony. Co więcej: ponieważ droga wiślana do spławiania zboża, drewna i innych towarów była niemożliwa do ominięcia, pojawiało się niebezpieczeństwo, że agresor będzie bogacił się na handlu kosztem Rzeczypospolitej - jak Szwecja po rozejmie w Starym Targu, przyznającym jej prawo pobierania cła w Prusach. Kolejnym zagrożeniem dla Gdańska zaczęło się stawać Księstwo Pruskie, które po 1657 roku uniezależniło się od Rzeczypospolitej.
Jak Gdańsk był kluczem dla Korony Polskiej od północy, tak dla Litwy była nim Ryga, dająca kontrolę nad Dźwiną - rzeką odcinającą Inflanty od Korony i Litwy. Zdobyta w wyniku paktu wileńskiego w 1561 roku, została utracona w 1621 roku na rzecz Szwecji i nigdy nieodzyskana; jednak nie oznaczało to jeszcze upadku Rzeczypospolitej.
I wreszcie najważniejszym miejscem był Smoleńsk, klucz do całej polityki wschodniej. Gród położony we "wrotach smoleńskich", gdzie ramiona Dniepru i Dźwiny tworzą charakterystyczny przesmyk. Ten, kto miał miasto-twierdzę w ręku, zyskiwał kontrolę nad drogą do Moskwy, odpychał i zatrzymywał jej siły na granicach. Spoglądając zaś od strony państwa carów, widzimy, że Smoleńsk otwierał drogę na przestrzenie Litwy (dzisiejszej Białorusi) i dalej - Polski. Litwa straciła go w 1514 roku, a odzyskała już jako Rzeczpospolita w 1611. Niestety, miasto to stracono znowu, już na zawsze, w 1654 roku, a to dało moskiewskim carom łatwy dostęp do znacznej części Niziny Wschodnioeuropejskiej; do Przedpolesia złożonego z równin: Nadbużańskiej, Środkowoberezyńskiej i Orszańsko-Mohylewskiej.
A to wszystko wrota do Wilna i Warszawy.
Kolejnym kluczem była Ukraina - zapewniająca kontrolę nad szlakami biegnącymi do wybrzeży Morza Czarnego, odsuwająca na wschód granicę z Moskwą i przyjmująca większość ataków Tatarów. Ziemia obiecana dla szlachty, Żydów i śmiałych ludzi, jednocześnie, niestety, obszar o ograniczonych szlakach handlowych. Dniepr, czyli naturalna droga spławu towarów, był zablokowany - najpierw przez porohy w dolnym biegu, a potem przez obecność Turków, obsadzających Tawań i Oczaków u jego ujścia, i Tatarów. Podobnie miała się rzecz z Dniestrem - przegradzanym licznymi skałami, kończącym się w pobliżu Akermanu, pozostającego pod kontrolą chanatu krymskiego.
Ukraina nie była kluczowym obszarem operacyjnym dla wojen z Moskwą, gdyż w XVII wieku, jak i dzisiaj, błota poleskie dzieliły wschodnie ziemie państwa na dwa teatry - białoruski i ukraiński. Główne ataki Moskwy szły przez "wrota smoleńskie", tak jak uderzenie na Smoleńsk w 1632 roku, późniejsze w 1654 oraz wielka wyprawa w 1660. Szlak południowy, przez Ukrainę, był o wiele dłuższy i bardziej niebezpieczny. Jedynie Dymitrowi Samozwańcowi udało się tędy przejść, miał on jednak poparcie mieszkańców Wielkiego Księstwa Moskiewskiego. Klęskę poniósł tu Jan Kazimierz w wyprawie z lat 1663-1664, szukając sposobu na ominięcie Smoleńska.
W kampaniach wojennych połowy XVII wieku Ukraina była o wiele ważniejszym kluczem dla strony polsko-litewskiej niż dla moskiewskiej. Jej zajęcie dawało bowiem duże dochody i unicestwiało państwo kozackie Chmielnickiego, które powstało nad Dnieprem. Stąd brały się w kampaniach 1654 i 1655 roku duże rozbieżności - większość sił skierowano na południe, nad Dniestr, a nie na pomoc Litwie. Spowodowało to utratę Smoleńska i wielu miast w Wielkim Księstwie.
I wreszcie klucz do zawładnięcia południem kraju: Kamieniec Podolski, strzegący szlaków handlowych na południe - do Mołdawii, Wołoszczyzny i Turcji. Arcyważna twierdza zapewniająca panowanie nad dorzeczem Dniestru i blokująca drogę w głąb Rzeczypospolitej. Klucz do południa kraju numer cztery, po Gdańsku, Rydze i Smoleńsku.
Po 1654 roku pojawił się jeszcze jeden umocniony punkt na mapie Ukrainy - Kijów. Moskwa, zawarłszy z Chmielnickim ugodę perejasławską, obsadziła to miasto wojskiem i przekształciła je w potężną twierdzę, mającą nie tylko bronić okolicy przed atakiem Polaków, ale także panować nad zhołdowaną Kozaczyzną zaporoską.
Kierunki geopolityki
Kontrolując ogromne obszary Niziny Wschodnioeuropejskiej, Rzeczpospolita mogła prowadzić politykę na trzech wielkich teatrach operacyjnych i kilku małych, którymi były Rzesza, Węgry i Śląsk. Na początek zajmiemy się tylko największymi. Pierwszym obszarem było wybrzeże Bałtyku - polityka zdobycia portów, kolejnych strategicznie ważnych kluczy do Korony i Litwy. Zapoczątkowano ją w XV wieku po likwidacji zakonu krzyżackiego i przyłączeniu Gdańska, a 100 lat później - po przejęciu państwa zakonu kawalerów mieczowych i zajęciu Inflant. Rzeczpospolita zderzyła się na tym kierunku z polityką Szwecji, a także Moskwy i - częściowo - Danii. Były dwie główne przyczyny wojny ze Szwedami. Po pierwsze dążenie Szwecji do uczynienia z Bałtyku własnego "jeziora" - dla kontrolowania przepływu towarów z Rzeczypospolitej i Moskwy. Po drugie rywalizacja obu gałęzi rodu Wazów, z których Zygmunt III Waza i jego synowie władali Rzecząpospolitą, a syn Karola IX Sudermańskiego, który odebrał mu tron, i jego następcy - Szwecją.
Jakkolwiek Rzeczpospolita do połowy XVII wieku mniej lub bardziej skutecznie zdobywała ziemie zakonu kawalerów mieczowych i broniła swoich zdobyczy, to niewiele mogła, niestety, uczynić samej Szwecji, a przede wszystkim nie była zdolna zagrozić jej terenom odgrodzonym Morzem Bałtyckim. Powód był prosty: brak floty i funduszy na nią. Podczas gdy Szwecja posiadała nawet do 100 okrętów wojennych i pomocniczych, Rzeczpospolita z trudem wystawiała 10-15. Przyczyna leżała w tym, że budowa okrętów kosztowała ogromne pieniądze, które były potrzebne na wojsko utrzymywane na innych teatrach. Galeon wojenny o pojemności 200-270 łasztów kosztował przed połową XVII wieku od 40 do 60 tysięcy złotych, czyli równowartość rocznego żołdu dobrej chorągwi husarskiej. Tyle że 10 chorągwi husarskich stanowiło znaczną siłę w boju (19 miał pod Tczewem hetman Stanisław Koniecpolski w 1627 roku), podczas gdy 10 okrętów wojennych nie miało szansy z flotą szwedzką, pomijając sytuacje, kiedy działano z zaskoczenia, jak bitwa pod Oliwą, gdzie 10 polskich galeonów, pinas i fluit zaatakowało i pobiło 6 większych okrętów szwedzkich.
Niestety, był i drugi powód sprawiający, że szlachta nie widziała sensu w utrzymywaniu floty. Bałtyk stanowił zamknięty i bardzo niebezpieczny akwen morski. Zamknięty - bowiem wyjście z niego blokowała Dania, pobierająca cła na cieśninach i panująca niepodzielnie nad Sundem. Był to zresztą powód długotrwałych i krwawych wojen ze Szwecją. Flota polska, droga, świeżo sformowana, byłaby zamknięta jak w butelce z silniejszą i bardziej doświadczoną armadą szwedzką, a dodatkowo wystawiona na działanie sztormów i burz, które co roku zbierały swoje żniwo. Dość powiedzieć, że kiedy w sierpniu 1598 roku król Zygmunt III Waza, chcąc odzyskać Szwecję, gdzie jego stryj Karol Sudermański podniósł bunt, zgromadził znaczną, jak na północne warunki, armadę - 85 statków - najpierw na skutek sztormów stopniała ona do 50 jednostek, a potem została rozproszona, rozbita na skałach lub poddała się Szwedom. Nigdy już żaden władca Polski i Litwy nie zdołał zebrać nawet w połowie tak dużych sił morskich.
Od początku XVII wieku Rzeczpospolita w kilku wojnach o Inflanty i Prusy Królewskie obroniła część posiadłości: Kurlandię, Żmudź i Prusy, jednak straciła Inflanty z Rygą. Nie była też w stanie zapobiec szwedzkiemu zagrożeniu od końca wojny trzydziestoletniej. Bałtycki teatr operacyjny był piętą Achillesa Korony i Litwy - stanowił niejako tylne drzwi, za którymi mogła się zebrać znaczna potęga szwedzka; jej gromadzeniu się nie sposób było zapobiec, a w każdej chwili mogła zadać cios w plecy - jak w roku 1655, kiedy król Karol X Gustaw uderzył od tyłu na Rzeczpospolitą zajętą wojną z Moskwą i Kozakami. Korona poniosła wielkie straty; w czasie potopu zniszczone zostały klejnoty nad Wisłą - obszar rdzeniowy nietknięty wojną od ponad 200 lat!
Starcie z Moskwą
Najważniejszym kierunkiem był jednak wschód, gdzie polityka naszego państwa zderzała się z dążeniem Księstwa Moskiewskiego do zjednoczenia ziem dawnej Rusi, z których zachodnia ich część została zajęta przez Litwę, a potem wchłonięta przez Rzeczpospolitą. Dla Moskwy Litwa była największym wrogiem, gdyż po pokonaniu ostatnich chanatów tatarskich carowie realizowali doktrynę przebicia się na Zachód, będący źródłem nowinek technicznych i bogactwa.
Porównanie Rzeczypospolitej z Moskwą wypada ciekawie. Pierwsza była państwem wieloetnicznym, szlachecką republiką, otwartą na Zachód, znaną z wolności i tolerancji. Moskwa, jak pisze Richard Pipes w Rosji carów, stanowiła samowładną monarchię wzorowaną na ustroju Złotej Ordy, z zamkniętymi granicami, rynkiem wewnętrznym i nieograniczoną władzą carów. Aż do połowy XVII wieku w Rzeczypospolitej Obojga Narodów pojawiały się plany podporządkowania sobie Moskwy. Po pierwsze jako ogromnego obszaru zbytu towarów oraz handlu. Po drugie jako sojusznika w walce ze Szwecją i Turcją, a zwłaszcza w pozbyciu się Tatarów, blokujących drogi ekspansji handlowej ukraińskich ziem. Rzeczpospolita jednak nie zamierzała bezpośrednio wcielić Moskwy do swego państwa. Widać to po ponawiających się propozycjach unii lub sojuszu obu państw, jak unia Lwa Sapiehy, po próbach wsparcia Dymitrów Samozwańców i wreszcie - projektach sojuszu z czasów Władysława IV. Wszystkie zakładały zmuszenie Moskwy do otwarcia się na wpływy z zachodu. W najlepszych okolicznościach - osadzenie na tronie moskiewskim przychylnego Polsce cara, jak Dymitrowie Samozwańcy czy młody Władysław IV. W mniej przychylnych okolicznościach - stworzenie wspólnej armii, floty, skarbu, a także umożliwienie poddanym cara i króla Rzeczypospolitej nabywania włości w obu krajach. Jak widać, usiłowano zastosować tę samą metodę asymilacji sąsiada co w przypadku unii z Litwą. Jednak Moskwa za wszelką cenę broniła się przed niebezpiecznymi kulturowymi wpływami Polski. Służyło temu zamknięcie granic, brak przywilejów dla katolików, bezustanna wrogość w kontaktach.
Projekt unii między oboma państwami wywodził się od propozycji Lwa Sapiehy herbu Lis, hetmana i kanclerza wielkiego litewskiego, twórcy jednej z najbardziej unikalnych koncepcji połączenia dwóch krajów - unii polsko-moskiewskiej, która na wzór lubelskiej miała doprowadzić do powolnego zjednoczenia narodów. Ciekawe, że był to projekt zawierający wiele propozycji, które wyprzedzały o 400 lat podobne rozwiązania obowiązujące dziś w Unii Europejskiej.
Wspomniana propozycja unii zakładała wspólny związek suwerennych państw, z których każdy miałby osobnego władcę. Królowie mieli być koronowani przez posłów (polskiego i moskiewskiego), następcami tronu stawali się zaś ich synowie. Gdyby jeden z władców zmarł bezpotomnie, drugi mógł dziedziczyć jego koronę, o ile tylko zostałby wybrany w wolnej elekcji. Najważniejsze byłoby jednak wprowadzenie swoistej unii wschodnioeuropejskiej, na mocy której zaczęłyby obowiązywać takie postanowienia, jak: wspólnota handlowa, zniesienie granicy, wolność małżeństw i zamieszkania. Moskale, Polacy i Litwini mogliby dowolnie nabywać włości, dziedziczyć je i zamieszkiwać na terenie Wielkiego Księstwa lub Rzeczypospolitej. Ponadto bez żadnych ograniczeń mogliby również podejmować służbę w wojskach i na dworach władców obu państw. Zakładano całkowitą wolność wyznania - prawosławia i katolicyzmu, włącznie z budową cerkwi i kościołów na terytorium sąsiada. Dodatkowo Sapieha postulował, aby car zezwolił na budowę szkół przycerkiewnych na wzór polskich kolegiów.
Jeszcze ciekawszym projektem politycznym stała się unia handlowa, dokładnie taka sama jak we współczesnej UE. Zniesione miały zostać bariery celne, a mieszkańcy Moskwy uzyskaliby całkowitą swobodę wyjazdów zagranicznych i poruszania się po terytorium Rzeczypospolitej, co już w XVI wieku było w Wielkim Księstwie zakazane. Co więcej, miano zunifikować wagi i miary, aby ułatwić handel, a nawet wspólnie ustalać ceny najważniejszych towarów. Kolejne punkty unii dotyczyły wprowadzenia prawa o obowiązku wydawania przestępców i ustanowienia współpracy wojskowej. Propozycje Sapiehy szły w tym względzie daleko: przewidywały one utworzenie wspólnej armii składającej się zarówno z Polaków, jak i Moskali dla obrony południowych kresów przed Tatarami, odlewanie dział i budowę polsko-moskiewskiej floty wojennej. Zakładano, że jeśli w rezultacie wspólnych działań militarnych zdobyte zostaną jakieś ziemie, to będą one podzielone sprawiedliwie między oba państwa. Najważniejsze jednak było nadanie moskiewskim bojarom wolności osobistej podobnej do tej, jaką cieszyła się szlachta polsko-litewsko-ruska, co potwierdzaliby władcy Moskwy i Rzeczypospolitej osobnymi przywilejami.
Projekt unii poselstwo Lwa Sapiehy przedłożyło carowi Borysowi Godunowowi 3 lub 4 grudnia 1600 roku w czasie rozmów o podpisaniu pokoju w Moskwie. Trzy dni później upoważnieni przez cara negocjatorzy przedstawili odpowiedź na polskie propozycje. Kategorycznie nie zgadzali się na nadanie mieszkańcom Wielkiego Księstwa przywilejów i wolności, jak również na mieszane małżeństwa i nabywanie przez Polaków dóbr ziemskich na terenach Moskwy. Dodatkowo podnosili kwestię zwrotu Inflant, do których rzekomo zyskali prawo w czasach... Jarosława Mądrego. Pozytywnie jednak odnieśli się do planów sojuszu wojskowego i wprowadzenia wolnego handlu. Ostatecznie, po długich pertraktacjach, w których obie strony groziły sobie i odrzucały kolejne propozycje, 11 marca 1601 roku zaprzysiężono tylko rozejm na 20 lat. Do niezaaprobowanych wówczas inicjatyw wracano wielokrotnie w czasach wielkiej smuty - z podobnymi warunkami przybyło w 1606 roku poselstwo do Dymitra Samozwańca.
Z dzisiejszego punktu widzenia wydaje się, że Lew Sapieha był politycznie naiwny i myślał raczej kategoriami wzniosłego humanizmu niż moskiewskiego pragmatyzmu, a jego propozycje nie mogły mieć szans powodzenia. Nic bardziej mylnego. W 1587 roku, po śmierci Stefana Batorego, poselstwo moskiewskie samo zaproponowało podobny sojusz - oczywiście w razie wyboru na tron cara. Tym razem za inicjatywą stał wszechwładny bojar Borys Godunow, który rządził w zastępstwie psychicznie chorego Fiodora, a po jego śmierci sam został władcą Moskwy.
Aż do końca XVII wieku armia Rzeczypospolitej górowała nad moskiewską doskonałą jazdą, a także piechotą typu zachodnioeuropejskiego. Moskwa uczyła się jednak na błędach i słabościach przeciwnika. Już za ostatnich lat rządów Iwana Groźnego, w latach 80. XVI wieku, pojawili się w jej wojsku najemnicy, a w latach 20. kolejnego stulecia wprowadzono pułki nowogo stroja, wzorowane na zachodnioeuropejskich. Rozwijała się carska artyleria, a po okresie wielkiej smuty tak bardzo udoskonalono sztukę fortyfikacji miast, że w czasie wyprawy carewicza Władysława w 1617 roku i wojny o Smoleńsk w roku 1633 zdobycie Moskwy i innych miast okazało się niemożliwe.
Piętą achillesową Rzeczypospolitej Obojga Narodów był stały problem ze skarbem i finansami, a co za tym idzie - niezdolność do szybkiego stawienia czoła atakowi, atutem z kolei pozostawała ogromna siła wojsk w boju. Carscy wodzowie atakowali zatem z zaskoczenia, aby jak najszybciej zająć klucze do Korony i Litwy, umocnić się w nich i następnie odeprzeć kontratak. Tak postąpili, uderzając na Smoleńsk w 1632 roku, co wtedy jeszcze skończyło się klęską. Jednak w 1654 roku zawarli unię perejasławską, biorąc pod ochronę zrewoltowanych Kozaków Chmielnickiego i wykorzystując ich do realizacji własnych celów. Na Ukrainę wysłali nieliczne posiłki, natomiast główne uderzenie skierowali na Smoleńsk, który tym razem zdobyli. Odparli potem kontratak wojsk Rzeczypospolitej i w 1655 roku zajęli prawie całą Litwę. Zgodnie z postanowieniami traktatu w Niemieży car Aleksy Michajłowicz miał zostać wybrany na króla Polski po śmierci Jana Kazimierza. Niedotrzymanie tego układu spowodowało odnowienie wojny i doprowadziło do moskiewskich porażek pod Połonką, Cudnowem i nad rzeką Basią w 1660 roku, po których car Aleksy Michajłowicz zrezygnował chwilowo z marszu na zachód. Rzeczpospolita ocaliła niepodległość, lecz poniosła klęskę. Nie tylko nie podbiła kulturowo Moskwy, ale na dodatek straciła "wrota smoleńskie", połowę Ukrainy, ziemie czernichowską i siewierską.
Wyjście nad Morze Czarne
Rzeczpospolita odniosła sukces przynajmniej na jednym kierunku geopolitycznym - prowadzącym do Mołdawii i Wołoszczyzny, gdzie jej interesy zderzały się z Turcją. Pod koniec XVII wieku, przyjąwszy pod władzę hetmana Piotra Doroszenkę i zdobywszy klucz do Korony - Kamieniec Podolski, państwo sułtanów stało się dla unii polsko-litewskiej zagrożeniem. Dzięki zwycięstwom Jana III Sobieskiego pod Wiedniem i Parkanami zostało ono jednak pokonane. W 1699 roku Podole wróciło do Rzeczypospolitej, co otwierało nam ponownie drogę do ekspansji w rejonie Morza Czarnego. Największym zwycięstwem było złamanie ofensywnej siły Turcji, która od pokoju w Karłowicach nigdy już militarnie nie zagroziła Rzeczypospolitej.
Niepowodzeniem zaś skończyły się próby rozciągnięcia wpływów Rzeczypospolitej na księstwa naddunajskie - Mołdawię i Wołoszczyznę; podobnie jak utrzymanie całości Ukrainy, którą zbuntowaną przeciwko Koronie w 1648 roku i podzieloną na mocy rozejmu w Andruszowie w 1667 roku, ostatecznie przepołowiono w myśl postanowień pokoju Grzymułtowskiego w roku 1686. Nie była to jednak nieodwracalna porażka, bo Rzeczpospolita i tak nie była na siłach odzyskać całego województwa kijowskiego, a rezultaty pokoju przynajmniej określiły granicę polsko-moskiewską na najbliższe 86 lat.
Świt nowej epoki
Rozpoczynając rządy w 1697 roku, król August II Mocny przejął państwo, które choć nie było już niezwyciężonym imperium, to nie stało się bezwolną marionetką w ręku sąsiadów. Miało okrojone, ale ustabilizowane granice, traktaty pokojowe z rywalami - Szwecją, Moskwą i Turcją. Największą jego słabością był jednak upadek parlamentaryzmu i konflikt pomiędzy szlachtą a magnaterią, który na Litwie przekształcił się w wojnę domową z Sapiehami. Obawą mógł napawać zmieniający się układ geopolityczny: zamiast dwóch starych przeciwników, Szwecji i Turcji, pojawiły się potężniejące Prusy i Austria.
Kraj potrzebował reform, aby stworzyć sprawny ośrodek rządów w trójkącie król - sejm - senat, oraz spokoju, by odbudować klejnoty, a więc prowincje będące źródłem siły i bogactwa Rzeczypospolitej, a także zniszczoną naddnieprzańską Ukrainę, która w ciągu jednego czy dwóch dziesięcioleci mogła stać się rdzeniem państwa. Niestety, August II Mocny, atakując Szwecję, wplątał osłabioną Rzeczpospolitą w nową wojnę, która kolejny raz zrujnowała kraj i pozbawiła króla całej władzy i chwały.
A teraz najpierw sprawdźmy, co niosło ze sobą bycie obywatelem Rzeczypospolitej szlacheckiej. Co I Rzeczpospolita dała światu? Czym mu zaimponowała? Wszak już pierwsze kontakty cudzoziemców z ówczesną Polską pokazywały, że w wielu dziedzinach kultury i prawa przewyższała ona europejskie królestwa.
A zatem - co straciliśmy?
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.