Unwholly. Podzieleni. Tom 2 - Neal Shusterman

Reflow text when sidebars are open.
Unwind i UnWholly przedstawiają świat wywrócony do góry nogami - nie ma więc lepszego sposobu na przypomnienie jego zasad niż podanie odpowiedzi przed pytaniem jak w pewnym teleturnieju. Przeczytaj odpowiedzi i sprawdź, ile ułożysz poprawnych pytań! Zrób to jak należy, a może zdołasz podrzeć zlecenie na własne rozszczepienie! (Uwaga! Pominięcie tego fragmentu może spowodować, że podczas czytania książki poczujesz się nieco rozbity...).
Proces, w którym osoba zostaje podzielona. Zgodnie z prawem 99,44 procent jej ciała musi zostać zachowane przy życiu.
Czym jest rozszczepianie?
Druga wojna domowa w Ameryce, znana również jako wojna obyczajowa, zakończyła się, gdy Armia Życia i Brygada Wyboru doszły do kompromisu, dzięki któremu życie stało się chronione od poczęcia do ukończenia przez dziecko trzynastu lat. Umowa zezwalała jednak na tak zwaną wsteczną aborcję sprawiających kłopoty nastolatków.
Czym jest porozumienie podziału?
Kiedy matka nie chce zatrzymać noworodka, prawo pozwala jej, żeby pozostawiła go pod drzwiami domu, którego mieszkańcy stają się za niego odpowiedzialni. To potoczne określenie tego zjawiska.
Co to znaczy odwalić bociana?
Jeśli ktoś zostaje rozszczepiony, a jego części ciała wciąż żyją, tym mianem określa się jego stan.
Co to jest stan rozszczepienia?
Licencjonowane ośrodki, w których nastolatkowie przygotowywani są do procedury rozszczepienia. Każdy z nich ma swój odrębny charakter, choć wszystkie zaprojektowano tak, żeby zapewniać młodzieży pozytywne doznania.
Czym są ośrodki transplantacyjne?
Ośrodek transplantacyjny w północnej Arizonie położony jest w miasteczku nazwanym po wesołych drwalach, którzy je założyli, a niedawno został zamknięty z powodu ataku terrorystycznego.
Gdzie znajduje się ośrodek transplantacyjny Happy Jack?
Potoczne określenie oddziału chirurgicznego w ośrodku transplantacyjnym, gdzie dokonywane są rozszczepienia.
Co to jest rzeźnia?
Młodzi terroryści, którzy wprowadzają do krwiobiegu niewykrywalną substancję chemiczną, sprawiającą, że ich krew staje się wybuchowa. Ich nazwa wzięła się od metody detonacji, ponieważ aby ją wywołać, muszą gwałtownie złączyć ręce w głośnym aplauzie.
Kim są klaskacze?
Potoczne określenie funkcjonariuszy z Wydziału do spraw Nieletnich odpowiedzialnych za nadzór nad rozszczepieńcami.
Kim są gliniarze z Wydziału do spraw Nieletnich?
Strzela się do kogoś nabojami ze środkiem uspokajającym, żeby pozbawić go przytomności. To preferowana metoda, którą stosują policjanci z Wydziału do spraw Nieletnich, ponieważ strzelanie do rozszczepieńców prawdziwymi kulami jest nielegalne, bo mogłoby uszkodzić ich narządy i zmniejszyć w ten sposób ich wartość.
Czym jest uśpienie?
Powszechne określenie młodego żołnierza lub muskularnego nastolatka, który pragnie wstąpić do wojska.
Kim jest rekrut?
Słowo to zaczerpnięto z terminologii wojskowej, a oznacza osobę oddalającą się bez pozwolenia. Ostatnio używane jest na określenie uciekających rozszczepieńców.
Kim są dezerterzy?
Organizacja walcząca przeciwko procedurze rozszczepiania, ratująca dezerterów, która jednak nie jest tak dobrze zorganizowana, jak by się mogło wydawać.
Czym jest Ruch Przeciwko Podziałowi?
To (niezbyt) tajne miejsce dla dezerterów, gdzie na pustyni w Arizonie składuje się zezłomowane samoloty.
Czym jest cmentarzysko?
Znany jako Connor Lassiter dezerter z Ohio oskarżony o wywołanie buntu w ośrodku transplantacyjnym Happy Jack i uznany za zmarłego.
Kim jest dezerter z Akron?
Nazwa ta została zaczerpnięta z terminu oznaczającego dziesięć procent, a wskazuje na dziecko, które od urodzenia przeznaczone zostało do rozszczepienia, zwykle ze względów religijnych.
Czym jest dziesięcina?
Był dziesięciną, klaskaczem, który nie zaklaskał i w ten sposób nadał twarz ruchowi oporu.
Kim jest Lev Calder?
Nazwisko to przydzielane jest dzieciom bez rodziców, wychowywanym w stanowych sierocińcach.
Komu nadaje się nazwisko Ward?
To osoba, która mieszkała w stanowym sierocińcu, następnie przeżyła bunt w ośrodku transplantacyjnym Happy Jack i pozostała sparaliżowana od pasa w dół, ponieważ odmówiła transplantacji pobranego od rozszczepieńca kręgosłupa.
Kim jest Risa Ward?
Życzę Wam wciągającej, spędzającej sen z powiek i skłaniającej do rozmyślań lektury!
Neal Shusterman
Przyszli po niego, gdy walczył z koszmarem, w którym świat zalał wielki potop, a on pośrodku tego chaosu został poturbowany przez niedźwiedzia. Był jednak bardziej zirytowany niż przerażony. Jakby powódź nie była wystarczająca, jego mroczny umysł podesłał mu również rozwścieczonego grizzly, by zwierz rozerwał go na strzępy.
Zaraz potem został wyciągnięty ze szczęk śmierci i wodnego Armagedonu.
- Wstawaj! Natychmiast! Idziemy!
Otworzył oczy i zobaczył jasno oświetloną sypialnię, która powinna być ciemna.
Dwaj gliniarze z Wydziału do spraw Nieletnich chwycili go pod ręce. Uniemożliwili mu walkę, na długo zanim wybudził się na tyle, żeby w ogóle jej spróbować.
- Nie! Przestańcie! O co chodzi?!
Zakuto go w kajdanki. Najpierw prawy nadgarstek, potem lewy.
- Wstawaj!
Pociągnęli go do góry, jakby się opierał - co by zapewne zrobił, gdyby był nieco przytomniejszy.
- Zostawcie mnie! Co się tu dzieje?
W tej samej chwili rozbudził się na tyle, by zdać sobie sprawę z tego, co się właściwie dzieje. To porwanie. Tyle że nie można nazwać tego w ten sposób, kiedy podpisano zlecenie w trzech kopiach.
- Potwierdź, czy nazywasz się Mason Michael Starkey.
Przyszli po niego dwaj funkcjonariusze. Jeden niski i muskularny, drugi wysoki i równie dobrze umięśniony. Zapewne byli rekruci, którzy po wyjściu z wojska dostali się do policji. Żeby pracować w Wydziale do spraw Nieletnich, trzeba być wyjątkowo bezdusznym, a już na pewno nie można mieć sumienia, gdy jeździ się po rozszczepieńców. Starkeya przeraził fakt, że miał zostać odwieziony do ośrodka transplantacyjnego. Jednak nie miał zamiaru tego po sobie pokazać. Wiedział, że ci gliniarze czerpali przyjemność ze strachu nastolatków.
Niższy i bardziej wygadany z tych dwóch stanął tuż przed nim.
- Potwierdź, że nazywasz się Mason Michael Starkey! - powtórzył.
- Dlaczego miałbym to zrobić?
- Młody - westchnął drugi gliniarz - może być albo łatwo, albo niełatwo, ale tak czy inaczej pojedziesz z nami. - Funkcjonariusz mówił ciszej i to ustami, które wyraźnie nie należały wcześniej do niego. Tak naprawdę wyglądały na dziewczęce. - Procedura wcale nie jest trudna, więc się jej podporządkuj.
Powiedział, jakby Starkey się ich spodziewał, ale czy rozszczepieńcy mieli świadomość, że przyjedzie po nich policja? Każdy dzieciak całym sercem wierzył, że jego to nie spotka. Że niezależnie od sytuacji rodzice wykażą się mądrością i nie nabiorą się na reklamy w internecie, telewizji czy na billboardach z napisami w stylu: "Rozszczepienie - jedyne rozsądne rozwiązanie". Ale kogo chciał oszukać? Nawet bez podpowiedzi mediów Starkey stał się potencjalnym kandydatem do rozszczepienia od momentu, w którym pojawił się pod drzwiami. Być może nawet powinien się zdziwić, że rodzice czekali z tym aż tak długo.
Policjant jeszcze bardziej wtargnął w jego przestrzeń osobistą.
- Powtarzam po raz ostatni, potwierdź, że nazy...
- Tak, tak, Mason Michael Starkey. A teraz spieprzaj, śmierdzi ci z ust.
Po uzyskaniu potwierdzenia gliniarz o dziewczęcych wargach wyciągnął zlecenie w trzech kopiach: białej, żółtej i różowej.
- To tak to robicie? - zapytał drżącym głosem Starkey. - Aresztujecie mnie? Co takiego zrobiłem? Zawiniłem tym, że mam szesnaście lat? A może tym, że w ogóle tu jestem?
- Zamilcz albo cię uśpimy - powiedział wygadany tak szybko, jakby to było jedno słowo.
Starkey częściowo chciałby zostać uśpiony, by po prostu zamknąć oczy i przy odrobinie szczęścia już nigdy się nie obudzić. Wtedy nie musiałby się mierzyć z ogromnym upokorzeniem, jakim było wyrwanie go z życia w środku nocy. Jednak nie, bo chciał zobaczyć twarze rodziców. A raczej, żeby to oni zobaczyli jego oblicze. Jeżeli zostałby uśpiony, cała akcja byłaby dla nich zbyt łatwa. Nie musieliby patrzeć mu w oczy.
Gliniarz o damskich ustach przytrzymał przed sobą zlecenie rozszczepienia i zaczął czytać niesławny paragraf dziewiąty, czyli klauzulę negacji.
- Masonie Michaelu Starkey, podpisując to zlecenie, twoi rodzice i/lub opiekunowie prawni z mocą wsteczną do sześciu dni po poczęciu unieważnili twój status osoby, przez co naruszasz w tej chwili punkt trzysta dziewięćdziesiąty Kodeksu egzystencjalnego. W świetle powyższego zostajesz przeniesiony pod opiekę kalifornijskiego Wydziału do spraw Nieletnich i skierowany na rozszczepienie.
- Bla, bla, bla...
- Wszelkie prawa przyznane ci wcześniej przez władze hrabstwa, stanu czy rząd tego kraju zostają z tą chwilą oficjalnie i trwale cofnięte. - Funkcjonariusz złożył zlecenie i wsadził do kieszeni.
- Gratulacje, panie Starkey - powiedział ten bardziej wygadany. - Już nie istniejesz.
- W takim razie dlaczego ze mną rozmawiasz?
- To już długo nie potrwa. - Popchnęli go w kierunku drzwi.
- Mogę przynajmniej włożyć buty?
Umożliwili mu to, ale zachowali czujność.
Starkey nie spieszył się z wiązaniem sznurowadeł. Kiedy skończył, gliniarze wyciągnęli go na korytarz i popchnęli w kierunku schodów. Łomocząc na stopniach, cała trójka brzmiała jak stado bydła.
O trzeciej nad ranem w pełni odziani rodzice stali w przedpokoju. Być może nie rozebrali się przez całą noc, czekając na to, co miało się stać. Starkey dostrzegł na ich twarzach cierpienie, a może ulgę. Nie potrafił stwierdzić. Zadbał o własne emocje, ukrywając je za drwiącym uśmieszkiem.
- Cześć, mamo! Tato! - przywitał się radośnie. - Nie zgadniecie, co mi się właśnie przytrafiło. Strzelajcie, macie dwadzieścia szans!
Ojciec odetchnął głęboko, przygotowując się do wygłoszenia wielkiej mowy na odchodne, którą miał ułożoną każdy rodzic niesfornego nastolatka. Nawet jeśli nigdy jej nie wygłaszali, ona i tak istniała. Wielokrotnie w duchu odtwarzali słowa podczas lunchu, stojąc w korku czy słuchając kretynizmów szefa o cenach, sprzedaży i innych bzdurach, o jakich nawijają ludzie na spotkaniach w biurowcach.
Jakie były statystyki? Starkey widział je pewnego razu w serwisie informacyjnym w telewizji. Co roku myśl o rozszczepieniu swojego dziecka pojawiała się w głowie co dziesiątego rodzica. Spośród nich co dziesiąty rozważał to na poważnie, a z nich co dwudziesty naprawdę to robił. Odsetek ten się podwajał z każdym kolejnym dzieckiem w rodzinie. Wystarczyło przeanalizować te liczby, żeby wiedzieć, że co roku jedno na dwa tysiące dzieci w wieku od trzynastu do siedemnastu lat zostanie rozszczepione. Większe szanse trafienia niż na loterii - i to nawet nie biorąc pod uwagę dzieciaków ze stanowych sierocińców.
Ojciec, zachowując dystans, rozpoczął swoją przemowę:
- Masonie, nie widzisz, że nie pozostawiłeś nam wyboru?
Gliniarze z Wydziału do spraw Nieletnich trzymali Starkeya mocno przy schodach, ale nie wyciągali go jeszcze na zewnątrz. Wiedzieli, że musieli pozwolić na rodzicielski rytuał przejścia, werbalne wyrzucenie z domu.
- Bójki, narkotyki, kradzież samochodu, a teraz wydalenie z kolejnej szkoły. Co dalej, Masonie?
- Rety, no nie wiem, tato. Mogę jeszcze podjąć parę kiepskich decyzji.
- Już nie. Zależy nam na tobie na tyle, że postanowiliśmy położyć kres twoim złym wyborom, zanim one położyłyby kres tobie.
Słowa te sprawiły, że parsknął głośnym śmiechem.
A potem ze szczytu schodów rozległ się głos:
- Nie! Nie możecie tego zrobić!
Siostra Starkeya, Jenna - biologiczna córka rodziców - stanęła na korytarzu w piżamie i z misiem, na którego wydawała się za duża, skoro miała trzynaście lat.
- Wracaj do łóżka, Jenno - poleciła matka.
- Oddajecie go do rozszczepienia, bo był podrzucony przez bociana, a to niesprawiedliwe! I to tuż przed świętami Bożego Narodzenia! Co, jeśli ja zostałabym podrzucona? Mnie też byście rozszczepili?
- Nie będziemy o tym rozmawiać! - krzyknął ojciec, a matka zaczęła płakać. - Wracaj do łóżka!
Dziewczyna jednak została. Skrzyżowała ręce na piersi i usiadła na górnym stopniu, pozostając świadkinią całej sytuacji. I dobrze.
Matka zalała się szczerymi łzami, chociaż Starkey nie wiedział, czy płakała nad losem jego, czy reszty rodziny.
- Wszyscy nam mówili, że to, co wyprawiałeś, to tylko wołanie o pomoc - wyznała. - Dlaczego więc nie pozwoliłeś sobie pomóc?
Chciało mu się wrzeszczeć. Jak niby miał im to wyjaśnić, skoro nie potrafili tego dostrzec? Nie wiedzieli, jak to jest przetrwać szesnaście lat ze świadomością, że nie było się potrzebnym. Tajemnicze dziecko o nieokreślonej rasie podrzucono pod drzwi pary sjenoskórej i to tak bladej, że mogliby uchodzić za wampiry. Czy pamiętali dzień, gdy miał trzy lata, a matka zawiozła go na posterunek straży pożarnej? Nafaszerowana środkami przeciwbólowymi po cesarskim cięciu, po przyjściu na świat jego siostry, błagała, żeby się nim zaopiekowali albo oddali do stanowego sierocińca. A może wiedzieli, jak się czuł w każdy bożonarodzeniowy poranek, mając świadomość, że jego prezent nie pojawił się pod choinką z radości, ale z poczucia obowiązku? Data jego urodzin nie była nawet prawdziwa, bo nikt nie mógł stwierdzić, kiedy przyszedł na świat. Jedyne, co dało się określić, to kiedy młoda matka zostawiła go na wycieraczce tej pary, odwalając im bociana.
Nie zdawali sobie sprawy, jak dzieci wyśmiewały go w szkole?
W czwartej klasie rodziców wezwano do gabinetu dyrektora, bo Starkey zrzucił chłopaka z najwyższej drabinki na sali gimnastycznej. Kolega doznał wstrząśnienia mózgu i złamał rękę.
- Dlaczego, Masonie? - pytali rodzice, stojąc przed dyrektorem. - Dlaczego zrobiłeś coś takiego?
Odpowiedział, że przezywano go Bociek, a zaczął to robić ten właśnie chłopak. Naiwnie sądził, że rodzice staną w jego obronie, ale zbyli go, jakby drwiny z przybranego syna zupełnie nie miały znaczenia.
- Mogłeś zabić tego chłopca - skarcił go ojciec. - I dlaczego? Przez słowa? Słowa nie ranią - pouczył. Stanowiło to jedno z najcięższych kłamstw dorosłych wobec dzieci na tym świecie, ponieważ słowa raniły bardziej niż jakikolwiek fizyczny ból. Starkey chętnie zamieniłby się na wstrząśnienie mózgu i złamaną rękę, gdyby nigdy więcej nie wyzywano go od podrzuconych dzieci.
Ostatecznie przeniesiono go do innej szkoły i wysłano na obowiązkową terapię.
- Przemyśl swoje zachowanie - powiedział mu dawny dyrektor.
Spełnił więc polecenie jak grzeczny, mały chłopiec. Porządnie przemyślał sprawę i stwierdził, że powinien znaleźć wyższą drabinkę.
Jak więc miał zacząć im to wyjaśniać? Jak wytłumaczyć całe życie pełne niesprawiedliwości i zrobić to w chwili, w której gliniarze wyciągali go z domu? Odpowiedź była prosta: nawet nie próbować.
- Przykro mi, Masonie - powiedział ze łzami w oczach ojciec. - Ale to rozwiązanie będzie najlepsze dla nas wszystkich. Włącznie z tobą.
Starkey wiedział, że rodzice nigdy tego nie zrozumieją, postanowił więc mieć ostatnie słowo.