Uniesienia i rozczarowania - Agnieszka Bryła

Kup ebooka

18.17 zł
15.08 zł (15,44 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Liczby

od kiedy

litery nie układały się w coś znaczącego

ani nawet w kogoś

postanowił skupić się na liczbach

dzielił na procenty dobro i zło

mnożył wątpliwości

sumował porażki

potęgował strach

wyciągał pierwiastki z obłędu

rozliczał czas

ostatecznie wyszło mu zero

jakby nigdy się nie narodził

a przecież żył

rany, które zadał sobie były tak realne

jak zimne światło gwiazd

które świecą, ale nie ogrzewają

jak Twoja miłość, mamo

Modlitwa

w grudniowe poranki

życie przecieka przez palce

jak woda sącząca się ze skały

która orzeźwia

lecz pragnienia nie gasi

nawet aromat kawy

nie rozpala jak dawniej

gdy

razem zanurzaliśmy usta

w strumieniu marzeń rozbłysłych

niczym promień słońca

który zwyciężył ołowianą groźbę chmur

znane słowa

już nie są w stanie

zaczarować świata jeszcze raz

bo czas bezlitośnie wymierzył policzka

po którym czerwony ślad na długo

rozpalił żal czający się w oczach

niech mnie już nie pali

smak tego wina

proszę cię Boże

oddal ode mnie ten głód

Nocą

męczą mnie

zdania, które nic nie znaczą

ludzie, którzy przychodzą za późno

listy, które nie dochodzą na czas

przekreślam słowa czerwonym długopisem

zamykam drzwi i wtapiam się w nieobecność

palę listy przed wysłaniem

rozumiesz?

jestem zmęczona

Tobą

sobą

powietrzem ciężkim od samotności

nikt nie wpisze dziś recepty

witaj wódko

moja urocza towarzyszko

lej

lej się we mnie dziś

Smak życia

Pamiętasz, ten wieczór, ten czas?

Otwierałaś nową wina butelkę.

Było zimno, jak dziś, więc dodałaś

dla rozgrzania niepewności kropelkę.

Potem lizałem ją na twych ustach

tak najczulej i dosyć nieśmiało,

a twój język wibrował przy moim

i szeptałaś, że mało, że mało.

Mrużyliśmy oczy, rozchylałaś wargi

jakby świat się kończył w tym całowaniu

Tchu brakło. To dziwne, bo przecież

wprawieni byliśmy w kochaniu.

Do dziś pamiętam smak wina

ten pierwszy raz z ciebie spijany.

To drżenie w twym czułym głosie,

gdy szeptałaś do ucha: kochany...

Dzisiaj szukam tamtego wspomnienia

tego wieczoru i butelki wina.

Jeśli czytasz, wznieś toast, kochana,

gdyż coś się kończy, a coś zaczyna.

Złożę cię z dawnych słów

Gdy w alkowie gdzieś o świcie

zatrzymałem niegdyś czas,

piersi nabrzmiałe tęsknotą

unosiłaś raz po raz.

Szeleściło podówczas

giezło zdjęte, rozsupłane,

otwierało ciało się

ciepłą dłonią dotykane.

Zawżdy zagryzałaś palce:

czuła była ta rozpusta,

przymykałaś oczy swe,

a jam patrzył na twe usta.

Fidrygałki wstydu znikły,

byłaś moja calusieńka,

usnęłaś cicho w ramionach

moja mała, Maluteńka...

Nocne niebo

gdy mija czas

fotografie blakną

nie rozświetla ich czuły pocałunek

ani pieszczotliwie spojrzenie

zaciera się granica

między tym co było

a tym, co mogłoby się wydarzyć

czuję ulgę gdy patrzę na Księżyc

który znika

by za chwilę przyoblec się w pełnię

towarzyszy mu Wenus

kochanka z przeszłości

która błyszczy i trzyma dystans

niezmiennie od lat

przecież między spojrzeniem w gwiazdy

a spojrzeniem w twoje oczy

minęło już tyle czasu

więc stawiam tezę

(a jestem dobra w stawianiu tez)

że może to się nie wydarzyło

niestety

argumentów mi brak