Unicorn Academy. Zaproszenie Sophii - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

19.99 zł
16.59 zł (13,99 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Tytuł oryginału: Unicorn Academy: Sophia's Invitation

Tłumaczenie: Marta Mortka

Redaktorka prowadząca: Justyna Jednoróg

Redakcja: Małgorzata Korbiel

Korekta: Teresa Zielińska, Olek Zawisza

Skład i opracowanie graficzne okładki: Marta Krzemień-Ojak

First published in the UK in 2023 by Nosy Crow Ltd

Wheat Wharf, 27a Shad Thames,

London, SE1 2XZ

Nosy Crow Eirann Ltd

44 Orchard Grove, Kenmare, Co Kerry, V93 FY22, Ireland

Nosy Crow and associated logos are trademarks and/or registered trademarks of Nosy Crow Ltd

Chapter book text ? Nosy Crow Ltd, 2023

Script for television - written by Adam Wilson and Melanie Wilson LaBracio Story adapted by Mandy Archer

? 2023 Spin Master Ltd. Unicorn Academy and all related titles, logos and characters, and SPIN MASTER logo are trademarks of Spin Master Ltd., used under license. All Rights Reserved.

Based on the Unicorn Academy books written by Julie Sykes and Linda Chapman, illustrated by Lucy Truman and published by Nosy Crow Ltd.

? Copyright for the Polish edition by Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z.o.o 2024

Warszawa 2024

All rights reserved

Niniejszy produkt objęty jest ochroną prawa autorskiego. Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku osobę, która wykupiła prawo dostępu. Wydawca informuje, że wszelkie udostępnianie osobom trzecim, nieokreślonym adresatom lub w jakikolwiek inny sposób upowszechnianie, upublicznianie, kopiowanie oraz przetwarzanie w technikach cyfrowych lub podobnych - jest nielegalne i podlega właściwym sankcjom.

M2299

ISBN: 978-83-8319-792-0

Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o.

02-671 Warszawa, ul. Domaniewska 48

tel. 22 828 98 08, 22 894 60 54

biuro@gwfoksal.pl

www.gwfoksal.pl

Rozdział pierwszy

- Brawo, mała! - wykrzyknęła Sophia, gdy Mary Lou poszybowała nad zwalonym pniem drzewa. Wysokość skoku przyprawiłaby niektórych jeźdźców o ciarki, lecz Sophia nie bała się ani trochę. Dlaczego miałaby się bać, skoro tak świetnie bawiła się ze swoją najlepszą przyjaciółką?

Mary Lou, piękna kasztanka Sophii, zarżała z zadowolenia, bo jej sprawiało to taką samą przyjemność. Klacz galopowała dalej wśród drzew, dudniąc kopytami o ziemię.

- Tędy - powiedziała dziewczynka, delikatnie kierując Mary Lou w stronę niskich gałęzi. - Dalej!

Sophia kochała Mary Lou, odkąd sięgała pamięcią. Jej ulubionym zajęciem było poznawanie okolicy. Przez lata życia na farmie, którą nazywała domem, stała się świetnym jeźdźcem. Trzymała się mocno w siodle nawet podczas cwału. Dziewczynka roześmiała się, gdy wiatr zaświstał w jej złotobrązowych włosach. Kryształowa gwiazda, którą nosiła zawieszoną na szyi, skrzyła się pięknie, gdy obie przyjaciółki przemykały wśród drzew.

Kiedy Sophia była na łonie natury, nie istniało dla niej nic innego. Wtedy myślała tylko o promieniach słońca ogrzewających jej plecy, o wodzach, które trzymała w rękach, i o Mary Lou, która niosła ją ku przygodzie. Mknęły przez zacienioną polanę i cierniste krzewy jeżyn, aż popołudniowe słońce zaczynało przygasać i przyszedł czas powrotu. Pogalopowały więc na łąkę, w stronę padoku otoczonego wysokim drewnianym płotem. Tam był dom.

- Ostatni skok - szepnęła Sophia, pochylając się nad szyją Mary Lou. - Niech będzie wspaniały!

Mary Lou odbiła się mocno od ziemi, kładąc uszy po sobie, i z łatwością przeskoczyła nad ogrodzeniem. Zarżała z zadowoleniem, po czym zwolniła do kłusa.

- Doskonale! - Sophia roześmiała się i ześlizgnęła na ziemię. - Jak zawsze! - dodała i pocałowała konia.

Klacz zarżała cicho i delikatnie trąciła dziewczynkę nosem. Sophia głaskała jej szyję i szeptała czułe słówka, kiedy Mary Lou nagle coś zauważyła. Co to za różowe migoczące światełko unosi się nad domem? Klacz zamrugała zaskoczona. Lecz kiedy ponownie spojrzała, świetlne zjawisko zniknęło.

Sophia nie zauważyła niczego dziwnego, bo bardziej zajmowało ją szybko zachodzące słońce. Chwyciła wodze i pośpiesznie poprowadziła konia przez padok.

- Robi się późno - odezwała się. - Muszę zaprowadzić cię do stajni, zanim...

- ...mama się dowie?

Sophia jęknęła. Jej młodszy brat Marco z promiennym uśmiechem wyskoczył zza stodoły. Miał dopiero dziewięć lat, ale już nauczył się śledzić siostrę.

- Mama się wścieknie, kiedy się dowie, że zabrałaś Mary Lou poza padok! - powiedział.

Sophia i jej klacz wymieniły spojrzenia.

- Oczywiście tylko się tego domyślam - ciągnął Marco - bo słyszałem, jak mówiła ci wcześniej: "Nawet nie myśl o wyprowadzaniu Mary Lou poza padok".

Sophia dała mu żartobliwego kuksańca w bok. Bardzo nie chciała zostać przyłapana na łamaniu zasad, ale tego popołudnia słońce świeciło tak cudownie... Byłoby grzechem nie wyjechać i nie zaznać odrobiny wolności.

- Na szczęście mama nie musi się o niczym dowiedzieć - odparła Sophia. Zastanowiła się pośpiesznie, jak wybrnąć z tej sytuacji. - Na kolację robi lasagne, a wiesz, że to zawsze ją przerasta.

Ku jej zaskoczeniu Marco nie odpowiedział. Uśmiech zniknął mu z twarzy, a jego duże brązowe oczy zrobiły się jeszcze większe. Wtedy Sophia poczuła, że ktoś za nią stoi.

- Cześć, mamo! - Przełknęła ślinę, odwracając się.

Mama Sophii przyglądała się jej z jedną ręką opartą na biodrze. W drugiej trzymała pudełko z pizzą.

- Nie zrobiłam kolacji - odezwała się stanowczo. - Zamówiłam ją.

Marco z szybkością błyskawicy przebiegł koło siostry, zabrał pudełko z rąk mamy i pognał do domu.

- Zaniosę to do środka. Na razie!

Sophia poczuła skręt w żołądku. Mary Lou spuściła łeb i wpatrywała się w ziemię. Znalazły się w poważnych tarapatach.

- Ile razy mówiłam, że nie wolno ci wyjeżdżać poza farmę? - zapytała mama Sophii.

- Mary Lou musiała rozprostować nogi - próbowała argumentować dziewczynka, ale w końcu westchnęła. Mama patrzyła na nią w taki sposób, że nie sposób było nie powiedzieć prawdy. - Jeździłyśmy tylko ścieżką - dodała cicho. - Tata i ja galopowaliśmy tamtędy mnóstwo razy.

Oczy kobiety złagodniały. Podeszła do Mary Lou, aby ją pogłaskać, po czym zaprowadziła klacz do stajni i zaczęła ją oporządzać.

- Chcę tylko, żebyś była bezpieczna - szepnęła ciepło.

- Potrafię jeździć - odpowiedziała Sophia, podając koniowi wiadro z wodą. - Nie musisz się o mnie martwić.

- Naprawdę? - Mama uniosła brwi. - W zeszłym tygodniu jeździłaś w czasie burzy, żeby złapać uciekającego kurczaka. Tydzień wcześniej przyłapałam was na grze w berka z bykiem.

- Masz rację, mamo.

Sophia zerknęła na Mary Lou, która miała już zdjęte ogłowie i pocierała szyję. Wcale nie było tak, że celowo robiły niebezpieczne rzeczy. To wszystko działo się jakby samo.

- Dlaczego nie zajmiesz się czymś bezpiecznym, typowym dla nastolatków? - zapytała mama. - Mogłabyś się z kimś zaprzyjaźnić, pójść do kina, zorganizować nocowanie z koleżankami. To byłoby fajne.

- Przyjaciele są przereklamowani - stwierdziła Sophia, tuląc Mary Lou na dobranoc. - Jestem raczej zbuntowaną samotniczką, która kocha przygody i ciągle doprowadza swoją mamę do rozpaczy.

Kobieta zachichotała, po czym przyłączyła się do uścisku.

- Dobrze to ujęłaś - zgodziła się. - Och, a w kwestii twojego wymykania się...

- ...mam szlaban? - dopowiedziała Sophia. - Tak myślałam.