Rozdział I. Dziecko i rekonstruowanie świata
Rozdział I
Dziecko i rekonstruowanie świata
Książka ta jest jednym z ogniw w rozwoju naszej myśli i pracy w obronie
wielkiej siły dzieciństwa.
Dziś, gdy myślimy o stwarzaniu platform do przyszłej odbudowy naszego
podzielonego świata, edukacja jest powszechnie uważana za jeden z najskuteczniejszych sposobów owej rekonstrukcji, gdyż nie ulega
wątpliwości, że pod względem psychicznym rodzaj ludzki znalazł się
poniżej poziomu, który nasza cywilizacja miała rzekomo osiągnąć.
Sądzę również, że ludzkości daleko jeszcze do osiągnięcia stopnia
przygotowania niezbędnego do ewolucji, do jakiej aspiruje, tj. do
zbudowania pokojowo nastawionych i zgodnych społeczeństw oraz eliminacji
wojen. Ludzie nie są jeszcze w stanie kontrolować wydarzeń i kierować
nimi, raczej bywają ich ofiarami.
Choć edukacja uznawana jest za jeden ze sposobów podnoszenia ludzkości
na wyższy poziom, nadal rozumie się ją jako kształcenie umysłu oparte na
dawnych koncepcjach, zamiast czerpać z niej siłę odnowicielską i rekonstruktywną.
Nie ulega kwestii, że w odnowę człowieka ogromny wkład muszą wnieść
filozofia i religia. Ale ilu filozofów jest w dzisiejszym
ultracywilizowanym świecie, a ilu ich było wcześniej i ilu będzie
jeszcze w przyszłości? Szlachetne idee i wzniosłe uczucia istniały
zawsze, zawsze też były przekazywane przez nauczanie, mimo to wojny
nigdy nie ustały. Jeśli edukacja miałaby nadal opierać się na dawnych
zasadach przekazywania wiedzy, nie byłoby już żadnej nadziei co do
przyszłości świata. Jakie znaczenie ma przekazywanie wiedzy, jeśli
zaniedbuje się ogólne kształtowanie człowieka? A przecież istnieje -
choć ignorowany - byt psychiczny, społeczny, ogromny przez wielość
składających się nań jednostek, stanowiący potęgę, której nie należy
lekceważyć. Jeśli skądś miałyby nadejść pomoc i ratunek, to tylko od
dzieci, gdyż to właśnie dziecko buduje człowieka.
Dzieci są obdarzone nieodkrytą jeszcze mocą, która może doprowadzić
ludzkość do świetlanej przyszłości. Jeśli naprawdę chcemy dążyć do
odbudowy, celem edukacji musi stać się rozwój ludzkiego potencjału.
Psychiczne życie noworodka wzbudziło ostatnio olbrzymie zainteresowanie.
Niektórzy psychologowie obserwację rozwoju dziecka od narodzin uczynili
przedmiotem swych badań. Inni na podstawie wnikliwej pracy badawczej
doszli do wniosku, że pierwsze dwa lata życia są najważniejsze dla
rozwoju człowieka.
Wielkość osobowości człowieka zaczyna się kształtować już w chwili
narodzin. Owo niezwykłe, wręcz metafizyczne stwierdzenie prowadzi do
pozornie dziwnego wniosku, że edukację należy zaczynać tuż po przyjściu
dziecka na świat. Lecz czy w praktyce jest możliwe uczenie noworodka lub
dziecka w pierwszym czy drugim roku jego życia? Jak można udzielać
lekcji maleńkiej istotce, która nie tylko nie rozumie naszych słów, lecz
nawet nie potrafi się poruszać? A może, mówiąc o uczeniu najmłodszych
dzieci, mamy na myśli jedynie nawyki higieniczne? Z pewnością nie.
Edukację w tym okresie życia należy rozumieć jako pomoc w rozwijaniu
wrodzonych predyspozycji psychicznych jednostki ludzkiej. Oznacza to, że
nie można korzystać z powszechnie znanego sposobu nauczania, tj.
przekazywania wiedzy za pomocą słów.
Niewykorzystane bogactwo
Ostatnie badania jasno pokazały, że dzieci są obdarzone szczególną, im
tylko właściwą naturą psychiczną; otwiera to przed nami całkiem nową
ścieżkę edukacyjną, nową formę, która dotyczy istoty człowieczeństwa, a która nigdy dotąd nie była brana pod uwagę. Autentyczna energia
konstruktywna dzieci, żywotna i dynamiczna, przez całe tysiąclecia
pozostawała nieznana. Tak jak kiedyś ludzie po ziemi tylko stąpali, a potem uprawiali jej powierzchnię, nie zastanawiając się, jakie ogromne
bogactwa ukrywają się w jej wnętrzu ani o nie się nie troszcząc, tak
ludzie współcześni rozwijają cywilizację, nie zdając sobie sprawy, jakie
skarby skrywa świat psychiki dziecka.
Od zarania ludzkości człowiek stale tłamsił i niszczył ową energię.
Dopiero dziś niektórzy zaczynają wyczuwać jej istnienie. I tak na
przykład Carrel pisze: "Czas wczesnego dzieciństwa jest bez wątpienia
najbogatszy. Należy go wykorzystywać na wszelkie możliwe i wyobrażalne
sposoby w procesie edukacji. Czas ów, raz utracony, jest nie do
odzyskania. Zamiast lekceważyć pierwsze lata życia, winniśmy pielęgnować
je z największą starannością"1.
Ludzkość zaczyna uświadamiać sobie znaczenie owego niewykorzystanego
bogactwa, rzeczy cenniejszej niż złoto: ludzkiego umysłu.
Pierwsze dwa lata życia otwierają nowe horyzonty, odsłaniają przed nami
nieznane dotąd prawa konstrukcji psychicznej. To właśnie dziecko
odsłania przed nami owe rewelacje i prowadzi nas na ścieżkę nowego typu
psychologii, całkowicie odmiennej od psychologii dorosłych. Przed nami
nowa droga! To nie uczony ma stosować psychologię wobec dzieci, lecz
same dzieci będą ujawniać swą psychologię przed badaczem.
Wszystko to może wydawać się niejasne, jednak natychmiast się wyjaśni,
gdy zagłębimy się w szczegóły: dziecko posiada umysł zdolny chłonąć
wiedzę i uczyć się; aby to stwierdzić, wystarczy powierzchowna
obserwacja. Syn mówi językiem rodziców, a przecież nauka języka stanowi
ogromne osiągnięcie intelektualne; dziecko potrafi bezbłędnie nazywać
przedmioty, a także posługiwać się czasownikami i przymiotnikami, choć
nikt go tego nie uczył.
Śledzenie rozwoju języka u dziecka jest niezwykle interesujące i wszyscy, którzy się temu poświęcają, są zgodni co do tego, że nabywanie
umiejętności używania słów i nazw, czyli podstawowych elementów języka,
przypada na określony okres życia, tak jakby tym przejawem dziecięcej
aktywności rządziła jakaś ścisła reguła czasowa. Wydaje się, że dziecko
dokładnie realizuje program narzucony mu przez naturę, i to z taką
punktualnością, jakiej nie zdołałaby zapewnić nawet najlepiej zarządzana
szkoła. Dziecko kontynuuje realizowanie owego programu, ucząc się
nieregularności i konstrukcji syntaktycznych danego języka z nienaganną
pilnością.
Najważniejsze lata
W każdym dziecku mieszka, by tak rzec, czujny nauczyciel, który potrafi
osiągać takie same rezultaty z każdym dzieckiem, gdziekolwiek na świecie
ono mieszka. Jedynym językiem, którym człowiek włada perfekcyjnie, jest
niewątpliwie ten, którego znajomość nabył we wczesnym dzieciństwie,
kiedy jeszcze nikt nie mógł go uczyć. Mało tego, jeśli w późniejszym
wieku człowiek zechce nauczyć się innego języka, żaden nauczyciel nie
sprawi, by mówił w owym języku równie doskonale, co w tym, który poznał
we wczesnym dzieciństwie. Tak więc musi istnieć jakaś psychiczna siła
sprzyjająca rozwojowi dziecka. I to nie tylko w sferze językowej. W wieku dwóch lat potrafimy już rozpoznawać wszystkie osoby i rzeczy ze
swego otoczenia. Gdy się nad tym zastanawiamy, zaczynamy wyraźnie
dostrzegać, jak imponującego dzieła dokonuje umysł dziecka oraz że
wszystko, czym dysponujemy, zostało zbudowane w dzieciństwie przez to
dziecko, którym sami byliśmy przez dwa pierwsze lata życia. I nie idzie
tu wyłącznie o to, że dziecko musi poznać swe otoczenie i nauczyć się je
rozumieć i do niego przystosowywać, ale również o to, że w okresie, gdy
nie ma jeszcze żadnego nauczyciela, formuje się całokształt jego
inteligencji, rysują się podstawy uczuć religijnych, narodowych i społecznych. To tak, jakby sama natura chroniła każde dziecko przed
wpływem ludzkiej inteligencji, dając pierwszeństwo inspirującemu je
wewnętrzne-mu nauczycielowi, a przez to dając mu możliwość zbudowania
kompletnej konstrukcji psychicznej, zanim inteligencja człowieka zdoła
wejść w kontakt z jego stroną duchową i wywrzeć na nią wpływ.
W wieku trzech lat dziecko zbudowało już fundamenty swej osobowości i teraz potrzebuje wsparcia w postaci edukacji szkolnej. Dzięki jego
olbrzymim dokonaniom można rozpoczynającego przedszkolną naukę trzylatka
uważać za uformowanego człowieka. Psychologowie twierdzą, że jeśliby
porównać nasze możliwości jako dorosłych z możliwościami dziecka,
okazałoby się, że dla osiągnięcia tego, czego dziecko dokonało w ciągu
trzech lat, potrzebowalibyśmy sześćdziesięciu lat ciężkiej pracy. I mówią podobnie jak ja: w wieku trzech lat dziecko jest już człowiekiem w pełnym znaczeniu tego słowa, choć w owym pierwszym okresie jego
szczególna zdolność chłonięcia z otoczenia nie jest jeszcze całkowicie
wyczerpana.
Do naszych przedszkoli przychodziły trzyletnie dzieci. Nie mogliśmy ich
uczyć, gdyż nie były gotowe do przyjmowania; za to same ofiarowywały nam
pole do zdumiewających obserwacji na temat wielkości ludzkiego umysłu.
Nasze placówki nie są tradycyjnie rozumianymi przedszkolami, lecz raczej
"Domami dziecięcymi", tj. środowiskiem przygotowanym specjalnie dla
dziecka, z którego może ono chłonąć rozproszone w nim zjawiska
kulturowe, bez potrzeby intencjonalnego nauczania. Dzieci z naszych
pierwszych placówek pochodziły z najniższych warstw społeczeństwa, a ich
rodzice byli analfabetami. Mimo to w wieku pięciu lat umiały już czytać
i pisać - choć nikt ich tego bezpośrednio nie uczył. Gdy wizytatorzy
szkolni pytali czasem: "Kto nauczył cię pisać?", zaskoczone dziecko
odpowiadało: "Kto mnie nauczył? Nikt".
Wówczas wydawało się to cudem, że czteroipółletnie dzieci potrafią pisać
i że osiągnęły tak wiele, zupełnie nie odczuwając, że podlegają
procesowi nauczania.
Prasa zaczęła pisać o "spontanicznym podboju kultury", psychologowie
zastanawiali się, czy te dzieci nie różniły się czymś od innych, a my
sami przez dłuższy czas odczuwaliśmy pewne zakłopotanie. Dopiero
powtarzalność owego eksperymentu dała nam pewność, że wszystkie bez
wyjątku dzieci posiadają ową zdolność "wchłaniania" kultury.
Powiedzieliśmy sobie wówczas: jeśli tak się rzeczy mają, jeśli można
chłonąć kulturę bez wysiłku, pomóżmy dziecku przyswajać także inne jej
elementy. I przekonaliśmy się, że dzieci przyswajają botanikę, zoologię,
matematykę czy geografię równie łatwo, spontanicznie i bez wysiłku, jak
czytanie i pisanie.
W ten sposób odkryliśmy, że edukacja nie jest tym, co przekazuje
nauczyciel, lecz naturalnym procesem zachodzącym spontanicznie w każdym
człowieku, że wiedzy nie nabywa się, słuchając słów, ale przez
doświadczenie przeprowadzane w środowisku. Zadaniem nauczyciela nie jest
mówienie, tylko przygotowanie i zorganizowanie cyklu ćwiczeń
tematycznych prowadzących do aktywności w odpowiednio dostosowanym
środowisku.
Moje doświadczenia z różnych krajów obejmują ponad czterdzieści lat;
niejednokrotnie, mimo iż dzieci dorastały, rodzice prosili mnie, bym
kontynuowała pracę z nimi. Odkryliśmy w ten sposób, że jedynie
indywidualna aktywność stymuluje i powoduje rozwój i że dotyczy to
zarówno maluchów w wieku przedszkolnym, jak i dzieci ze szkół
podstawowych i starszych.
Powstaje nowy człowiek
Naszym oczom ukazał się nowy obraz i nie był to obraz szkoły czy
edukacji. Oto wyłonił się Człowiek, który dopiero w warunkach swobodnego
rozwoju ujawnił swój prawdziwy charakter, który pokazał swoją wielkość,
gdy jakakolwiek opresja przestała ograniczać jego umysł i wewnętrzną
pracę oraz ciążyć na jego duszy.
Dlatego twierdzę, że wszelka reforma edukacji powinna opierać się na
rozwoju osobowości człowieka. To jednostka ludzka powinna stać w centrum
edukacji. Warto też przypomnieć, że człowiek nie rozwija się umysłowo
dopiero na uniwersytecie, lecz już od chwili narodzin, a najintensywniej
w ciągu pierwszych trzech lat życia. Dlatego w tym okresie, bardziej niż
w jakimkolwiek innym, niezbędna jest czujna opieka. Jeżeli będziemy
postępować zgodnie z tym imperatywem, dziecko, zamiast być powodem
zmęczenia, stanie się dla nas największym i najcenniejszym cudem natury.
Przestaniemy traktować je jak bezsilną istotę albo jak puste naczynie,
które mamy napełnić naszą wiedzą. Na naszych oczach będzie rosła jego
godność, gdy dostrzeżemy w nim budowniczego naszej inteligencji, istotę,
która pod kierownictwem wewnętrznego nauczyciela niestrudzenie i z radością pracuje dokładnie według ustalonego programu nad budową owego
cudu natury, jakim jest Człowiek. My, nauczyciele, możemy jedynie
pomagać przy tej pracy, podobnie jak służący pomagają swemu panu.
Staniemy się wówczas świadkami rozwoju ludzkiej duszy; powstawania
Nowego Człowieka, który nie będzie już bierną ofiarą wypadków, lecz
dzięki jasnemu oglądowi sam będzie potrafił wpływać na przyszłość
ludzkości i ją kształtować.
Rozdział II. Wychowanie do życia
Rozdział II
Wychowanie do życia
Szkoła i życie społeczne
Trzeba od razu na początku powiedzieć sobie, co rozumiemy przez
"wychowanie do życia" odbywające się od urodzenia, a także zagłębić się
w szczegóły tego zagadnienia. Niedawno Gandhi jako przywódca pewnego
ludu powiedział o konieczności nie tylko rozszerzenia edukacji na całe
życie, lecz także o uczynieniu "obrony życia" centrum edukacji. Po raz
pierwszy podobne stwierdzenie padło z ust politycznego i duchowego
lidera. Nauka zaś nie tylko od dawna wskazywała na taką konieczność,
lecz od początku naszego stulecia wykazywała także, że zamysł
rozciągnięcia edukacji na całe życie ma szansę być pomyślnie
zrealizowany. Mimo to koncepcja owa jak dotąd nie znalazła się w polu
zainteresowania ministerstwa edukacji w żadnym kraju.
Dzisiejsza edukacja korzysta z rozmaitych metod i stawia sobie cele
społeczne, jednak nie można powiedzieć, by brała pod uwagę życie samo w sobie.
Żaden spośród oficjalnych systemów edukacji w różnych krajach nie stawia
sobie za cel wspomagania jednostki od jej narodzin i ochrony jej
rozwoju. Edukacja w takim kształcie, w jakim funkcjonuje dzisiaj,
ignoruje całkowicie życie biologiczne i społeczne. Ktokolwiek znajdzie
się w świecie edukacji, zostaje odseparowany od społeczeństwa. Studenci
są zmuszeni przestrzegać zasad obowiązujących w instytucie, w którym
pobierają nauki i dostosować się do programów zalecanych przez
ministerstwo oświaty. Śmiało można powiedzieć, że jeszcze bardzo
niedawno warunków społecznych i fizycznych studentów nie traktowano jako
ewentualnego przedmiotu zainteresowania szkoły, a co za tym idzie, nie
brano ich w ogóle pod uwagę. I tak student niedożywiony albo mający wadę
wzroku lub niedosłyszący, które to cechy zmniejszały jego zdolność
uczenia się, był po prostu niżej klasyfikowany. Z biegiem czasu wady
fizyczne zaczęły być brane pod uwagę, ale jedynie pod względem zdrowia
fizycznego. Do dziś nikt nie zastanawia się nad tym, że umysł studenta
może być zagrożony lub ucierpieć przez wadliwe i niedostosowane metody
nauczania. Przedstawiciele kierunku Nowa Edukacja, którym interesował
się Clapar?de, zajmowali się głównie liczbą przedmiotów, które
przewidywał program, i dążyli do jej ograniczenia w celu uniknięcia
zmęczenia umysłowego uczniów. Nie zastanawiali się natomiast nad
sposobami, dzięki którym uczniowie mogliby wzbogacać swą wiedzę bez
zmęczenia. W większości państwowych szkół liczy się jedynie realizacja
programu. Jeśli młodzieńczy umysł zafascynują problemy niedostatków
społecznych albo sprawy związane z polityką, budząc potrzebę
poszukiwania prawdy, usłyszymy, że młody człowiek nie powinien się
zajmować polityką, lecz całkowicie poświęcić się nauce, dopóki nie
skończy studiów. Dlatego zdarza się, że inteligencja opuszczającego
uczelnię absolwenta jest tak ograniczona, że nie jest on w stanie
zidentyfikować i ocenić problemów swojej epoki.
Mechanizmy rządzące szkolnictwem są tak wyobcowane ze współczesnego
życia społecznego, jak owego życia problemy są dalekie od sfery
edukacji. Edukacja wydaje się wyspą, na której oderwane od świata
jednostki przygotowują się do życia, w którym są całkiem obcymi
istotami. Może się na przykład zdarzyć, że student zachoruje na gruźlicę
i umrze. Czy to nie smutne, że uniwersytet, uczelnia, w której żył, nie
wiedziała nic o jego chorobie, a potem nagle przysyła oficjalnego
przedstawiciela na jego pogrzeb?2 Bywają osoby wyjątkowo
nerwowe, których przyjście na świat jest zbędne dla nich samych, a rodzinie i przyjaciołom sprawia ból. Od władz szkolnych nie oczekuje się
jednak, by interesowały się poszczególnymi przypadkami psychologicznymi.
Zresztą ich obojętność jest całkowicie usprawiedliwiona przepisami,
które nakazują szkole zajmowanie się wyłącznie nauczaniem i egzaminowaniem. Ci, którzy zdadzą, otrzymają dyplom lub stopień naukowy.
Oto, co jest celem szkoły w naszych czasach. Badacze problemów
społecznych alarmują, że absolwenci szkół i uczelni nie są przygotowani
do życia, co więcej, w większości przypadków ich potencjał zostaje
ograniczony. Statystyki pokazują zatrważający przyrost liczby jednostek
z problemami psychicznymi, przestępców i osób "dziwnych". Socjologowie
domagają się od szkół zaradzenia temu złu; tymczasem szkoła jest
odrębnym światem, zamkniętym na problemy społeczne. Nie oczekuje się od
niej, by je znała i by się nimi zajmowała. Jest instytucją społeczną o zbyt długiej tradycji, aby można było obalić rządzące nią zasady na
drodze urzędowej. Jedynie zewnętrzna siła mogłaby je zmienić, odnowić i znaleźć lekarstwo na niedomagania edukacji na wszystkich poziomach,
podobnie jak i na te, z którymi borykają się, niestety, osoby chodzące
do szkoły.
Wiek przedszkolny
Co się dzieje z dzieckiem od urodzenia do szóstego, siódmego roku życia?
Szkoła się nim nie interesuje, jako że jest ono jeszcze w wieku
przedszkolnym, czyli niepodlegającym oficjalnemu nauczaniu. Cóż zresztą
szkoła mogłaby dać niemowlętom? Nawet tam, gdzie tworzone są placówki
dla dzieci w wielu przedszkolnym, rzadko podlegają one centralnym
władzom oświatowym czy ministerstwu edukacji. Zazwyczaj pozostają w gestii gmin lub instytucji prywatnych, które na ogół stawiają sobie
pragmatyczne, użyteczne cele. Ochrona życia psychicznego dzieci nie
istnieje jako problem społeczny. Zresztą społeczeństwo jest zdania, że
dziecko należy do rodziny, a nie do państwa.
Przypisanie nowego znaczenia pierwszym latom życia człowieka nie
pociągnęło za sobą nowych sposobów działania. Myślenie o rodzinie uległo
jedynie takiej zmianie, że obecnie uznaje się konieczność edukowania
matek. Tymczasem rodzina nie jest przecież częścią szkoły, lecz
społeczeństwa. Skutkiem tego osobowość czy też ochrona osobowości
człowieka została rozczłonkowana: z jednej strony rodzina będąca częścią
społeczeństwa, od którego jednak jest odizolowana i przez które jest
zaniedbywana lub ignorowana, z drugiej szkoła, także odseparowana od
społeczeństwa, i wreszcie uczelnia. Nie istnieje żadna jednolita
koncepcja, ogólnospołeczna troska o życie, ale tylko jej oderwane
fragmenty, wzajemnie nic o sobie niewiedzące i zajmujące się kolejno lub
na zmianę szkołą, rodziną lub uczelnią pojmowaną jako szkoła dotycząca
ostatniego etapu edukacji. Zresztą nowe dziedziny nauki, takie jak
psychologia społeczna czy socjologia, które piętnują negatywne aspekty
owej izolacji, same również pozostają odseparowane od szkoły. Tak więc
nie istnieje prawdziwy system wspomagania rozwoju życia. Tak rozumiana
koncepcja edukacji nie jest dla nauki, jak już wspominałam, niczym
nowym, jednak w sferze społecznej nadal nie jest realizowana. I krok ten
nasza cywilizacja będzie musiała wkrótce zrobić: droga została
wytyczona, krytycy ujawnili obecne błędy, a inni wyjaśnili, w jaki
sposób można im zaradzić na różnych etapach życia. Wszystko gotowe, czas
przejść do budowania nowego systemu. Wkład nauki można porównać do
ociosanych kamieni przeznaczonych do tej budowy, które czekają na kogoś,
kto ich użyje, układając je w taki sposób, by powstał nowy gmach
potrzebny naszej cywilizacji.
Cel edukacji a społeczeństwo
Koncepcja edukacji, która w centrum swego działania stawia życie,
zmienia wszystkie dotychczasowe pojęcia związane z tym zagadnieniem.
Odtąd edukacja ma opierać się nie na z góry ustalonym programie, lecz na
znajomości ludzkiego życia. Przy takim podejściu edukacja noworodka
natychmiast zyskuje na znaczeniu. To prawda, że noworodek nie może nic
zrobić, że nie można go niczego nauczyć w potocznym rozumieniu tego
słowa i że może być jedynie przedmiotem obserwacji i badań zmierzających
do odkrycia jego potrzeb życiowych. Przeprowadziliśmy takie właśnie
obserwacje, aby dowiedzieć się, jakie są prawa życia, gdyż jeśli
pragniemy to życie wspomagać, musimy przede wszystkim poznać rządzące
nim prawa. I nie tylko poznać, bo gdyby naszym celem była tylko wiedza,
pozostalibyśmy na polu psychologii i nie wkroczylibyśmy na pole
edukacji.
Owa wiedza o rozwoju psychicznym dziecka powinna być szeroko
rozpowszechniona, gdyż jedynie wówczas edukacja będzie mogła zyskać nowy
autorytet i uświadomić społeczeństwu: takie są prawa życia; nie wolno
ich ignorować, należy działać zgodnie z nimi, gdyż wyrażają one prawa
człowieka obejmujące całą ludzkość i są wspólne dla wszystkich ludzi.
Jeśli społeczeństwo uzna obowiązkową edukację za konieczną, będzie to
oznaczać, że powinna ona być przekazywana w sposób praktyczny, a gdy
przyzna, że edukacja musi zaczynać się od urodzenia, wtedy społeczeństwo
powinno poznać prawa rozwoju dziecka. Społeczeństwo, zamiast ignorować
edukację, musi uznać jej autorytet, a mechanizm społeczny powinien
dostosować się do potrzeb nowej koncepcji mówiącej, że życie należy
chronić. Wymaga to współpracy wszystkich - ojcowie i matki muszą wziąć
na siebie odpowiedzialność; gdy jednak rodzina nie ma wystarczających
możliwości, społeczeństwo jest zobowiązane nie tylko zapewnić
kształcenie, lecz także dostarczyć środki niezbędne do wychowania
dzieci. Jeśli edukacja oznacza troskę o jednostkę, jeśli społeczeństwo
za konieczne do rozwoju dziecka uznaje środki, których rodzina nie jest
w stanie mu zapewnić, jest rzeczą społeczeństwa mu je dostarczyć, a państwu nie wolno zostawić go samemu sobie.
Tak więc edukacja musi narzucić swój autorytet społeczeństwu, od którego
długo była odseparowana. O ile jest oczywiste, że społeczeństwo powinno
sprawować dobroczynną kontrolę nad jednostką, i o ile jest prawdą, że
edukację należy traktować jako pomoc w życiu, kontrola ta nigdy nie może
być ograniczająca ani opresyjna, powinna natomiast dostarczać fizycznego
i psychicznego wsparcia. Oznacza to, że pierwszym krokiem, jaki
społeczeństwo musi wykonać, jest przeznaczenie większych środków na
edukację.
Potrzeby dziecka w okresie wzrastania są badane, a wyniki owych badań są
podawane do wiadomości społeczeństwa. Społeczeństwo musi świadomie
przyjąć odpowiedzialność za edukację, a ta ze swej strony obdarzy
społeczeństwo wszelkimi dobrami wynikającymi z jej rozwoju. Tak pojęta
edukacja przestaje być przedmiotem zainteresowania wyłącznie dzieci i ich rodziców; jest ważna dla państwa i międzynarodowych finansów; staje
się bodźcem dla każdego członka społeczeństwa, stymulatorem wielkiej
odnowy społecznej. Czy istnieje coś bardziej statycznego i obojętnego,
znajdującego się w stanie większej stagnacji niż dzisiejsza edukacja?
Gdy jakiś kraj musi oszczędzać, z pewnością edukacja będzie pierwszą
ofiarą. Jeśli zapytać męża stanu o opinię w kwestii edukacji, odpowie,
że to nie jego działka, że sprawę wykształcenia własnych dzieci
powierzył żonie, aby ta z kolei przekazała ją szkole. No cóż, w przyszłości żaden mąż stanu nie będzie mógł udzielić podobnej
odpowiedzi, dając w ten sposób dowód obojętności.
Dziecko budowniczym człowieka
Zastanówmy się nad wynikami badań psychologów, którzy zajmowali się
dziećmi od pierwszego roku ich życia. Jakie wnioski możemy z nich
wyciągnąć? Otóż takie, że jeśli chcemy osiągnąć lepsze rezultaty, nie
wolno nam powierzać rozwoju dziecka przypadkowi; przeciwnie - należy nim
kierować naukowo i z największą starannością. Wszyscy zgadzają się co do
tego, że z dziecka, o które dbano i które wspierano, wyrośnie jednostka
silniejsza, bardziej zrównoważona psychicznie i pełna energii. Innymi
słowy, ostateczny wniosek jest taki, że poza higieną fizyczną dziecko
potrzebuje także higieny psychicznej. Nauka poczyniła jeszcze inne
odkrycia dotyczące pierwszego okresu życia: ujawniła mianowicie
drzemiące w dziecku energie o niespodziewanej sile. Pod względem
psychicznym noworodek jest niczym; nie tylko zresztą psychicznym - nie
potrafi wykonywać skoordynowanych ruchów, a niesprawność kończyn
uniemożliwia mu robienie czegokolwiek; nie potrafi mówić, choć widzi, co
się dzieje wokół niego. Po upływie określonego czasu dziecko zaczyna
mówić, chodzić i nabywa kolejno nowe umiejętności, aż ukształtuje się z niego człowiek z całą jego wielkością i inteligencją. I tutaj przebija
się pewna prawda: dziecko nie jest pustym bytem, który my niejako
wypełniamy i który wszystko, co umie, zawdzięcza nam. Nie, dziecko jest
budowniczym człowieka. Nie istnieje człowiek, którego nie ukształtowało
dziecko, jakim kiedyś był. Wielka konstruktywna energia dziecka, o której nieraz już wspominaliśmy i która zainteresowała naukowców,
pozostawała dotychczas w cieniu idei związanych ze zjawiskiem
macierzyństwa. Mówiło się, że to matka ukształtowała dziecko, nauczyła
je mówić, chodzić itd. Tymczasem okazało się, że wszystko to nie jest
zasługą matki, lecz osiągnięciem dziecka. Matka jest twórczynią
noworodka, ale to noworodek staje się twórcą człowieka. Nawet gdy matka
umrze, dziecko nadal rośnie i buduje w sobie człowieka. Dziecko
pochodzące z Indii, przywiezione do Ameryki i oddane pod opiekę
Amerykanów, nauczy się języka angielskiego, a nie hindi. Widać więc, że
to nie od matki pochodzi znajomość języka. Dziecko przyswaja sobie
język, podobnie jak zwyczaje i obyczaje panujące wśród ludzi, między
którymi przyszło mu żyć. Tak więc nie ma tu znaczenia czynnik
dziedziczenia; dziecko kształtuje w sobie przyszłego człowieka, chłonąc
bodźce z otoczenia.
Dostrzeżenie owej ogromnej pracy, jaką wykonuje dziecko, nie oznacza
podważania autorytetu rodziców. Gdy zdadzą sobie oni sprawę, że nie są
budowniczymi, lecz osobami współpracującymi przy budowaniu człowieka,
będą potrafili lepiej wykonywać swe zadanie, wspomagając dziecko swym
szerszym oglądem świata. Jedynie pomoc udzielona we właściwy sposób
umożliwi dziecku zbudowanie mocnej konstrukcji. Widać więc, że autorytet
rodziców nie opiera się na godności samej w sobie, lecz na wsparciu,
jakiego udzielają dziecku, i na tym właśnie polega ich prawdziwy
autorytet i godność.
Spójrzmy teraz z innego punktu widzenia na dziecko w społeczeństwie.
Ideologia marksistowska wykreowała postać robotnika, która zakorzeniła
się już w naszej świadomości, jako wytwórcy dobrobytu i bogactwa,
najważniejszego współtwórcy wielkiego dzieła życia obywatelskiego,
uznawanego za takiego przez społeczeństwo ze względu na wartości moralne
i ekonomiczne, jakie wnosi, i mającego moralne i ekonomiczne prawo do
posiadania środków i materiałów, jakich potrzebuje do wykonywania swej
pracy.
Przenieśmy ową myśl na nasze poletko. Wyobraźmy sobie dziecko jako
robotnika i uświadommy sobie, że celem jego pracy jest wyprodukowanie
człowieka. Co prawda, rodzice dostarczają mu podstawowych środków do
życia i konstruktywnej pracy, jednak tutaj problem społeczny wydaje się
o wiele ważniejszy, gdyż wytworem pracy dziecka nie jest materialny
przedmiot, lecz samo człowieczeństwo - nie żadna konkretna rasa, kasta
czy grupa społeczna, ale cała ludzkość. Gdy weźmiemy pod uwagę ten fakt,
widzimy jasno, że społeczeństwo nie powinno lekceważyć dziecka, lecz
przeciwnie - uznawać jego prawa i zaspokajać potrzeby. Jeśli przedmiotem
naszej uwagi i naszych badań uczynimy samo życie, będziemy mogli dotknąć
tajemnicy człowieczeństwa i zyskać moc wpływania na ludzkość i wspomagania jej. My również, mówiąc o edukacji, przepowiadamy rewolucję,
dzięki której wszystko, co dzisiaj znamy, ulegnie przemianie. W moim
przekonaniu byłaby to ostatnia rewolucja, rewolucja bez przemocy, nie
tylko bezkrwawa, ale wykluczająca wszelką przemoc, gdyż nawet
najmniejszy cień przemocy śmiertelnie rani psychikę dziecka.
Powinniśmy strzec konstrukcji ludzkiej normalności. Czyż wszystkie nasze
wysiłki nie zmierzały do usunięcia przeszkód z drogi rozwoju dziecka,
oddalenia niebezpieczeństw i uniknięcia wszelkich możliwych błędów?
Tak wygląda edukacja rozumiana jako pomoc w życiu, edukacja od
urodzenia, która zakłada wolną od wszelkiej przemocy rewolucję i która
jednoczy wszystkich we wspólnym celu i przyciąga ich do jednego
wspólnego centrum. Matki, ojcowie, mężowie stanu, wszyscy razem
postanowią szanować i wspomagać ową delikatną konstrukcję, wypracowaną w tajemniczych okolicznościach psychicznych pod kierunkiem przyszłego
mistrza. Oto nowa, świetlana nadzieja ludzkości. Nie rekonstrukcja, lecz
pomoc w dziele budowy, do którego dokonania ludzka dusza została
powołana; budowy rozumianej jako rozwój całego ogromnego potencjału,
którym obdarzone jest dziecko - potomek człowieka.
Rozdział III. Okresy wzrastania
Rozdział III
Okresy wzrastania
Według niektórych psychologów, którzy towarzyszyli dziecku i młodemu
człowiekowi w jego rozwoju od chwili narodzin aż do wieku studenckiego,
w procesie tym można wyróżnić kilka etapów. Wywodzącą się od W. Sterna
ową koncepcję szybko przejęli inni, m.in. Ch. Bühler i jego zwolennicy,
a wychodząc z innego punktu widzenia, w znacznym stopniu rozwinęła ją
szkoła freudowska. Jest to koncepcja odmienna od dotychczasowej, według
której w pierwszych latach życia jednostka ludzka ma dość ubogą
umysłowość, która wzbogaca się dopiero w miarę wzrastania. Zgodnie z ową
koncepcją przychodzący na świat człowiek jest czymś małym, co dopiero ma
się rozwinąć, powiększyć, cały czas zachowując swój kształt. W dzisiejszej psychologii zarzucono ową dawną koncepcję i obecnie uważa
się, że każdy okres życia charakteryzuje się innym typem psychiki i umysłowości3. Okresy te wyraźnie się od siebie różnią i co
ciekawe, odpowiadają poszczególnym fazom rozwoju fizycznego. Różnice te
są tak znaczące z punktu widzenia psychologii, że niektórzy badacze, aby
je wyjaśnić, uciekają się do przesady, opisując rozwój jako "serię
kolejnych narodzin". W pewnym okresie życia dany typ psychiki ustępuje i rodzi się inny. Pierwszy etap trwa od urodzenia do sześciu lat. W tym
okresie, który zresztą może wyglądać bardzo różnie, typ umysłowości nie
ulega zmianom. W czasie od zera do sześciu lat wyróżniamy dwa odrębne
podokresy. Pierwszy - od zera do trzech lat - charakteryzuje taki rodzaj
umysłowości, do której człowiek dorosły nie ma dostępu, dlatego nie może
wywierać na nią bezpośredniego wpływu i dlatego też nie istnieją szkoły
dla dzieci w tym wieku. Druga faza obejmuje lata od trzech do sześciu.
Typ umysłowości pozostaje ten sam, lecz dziecko w szczególny sposób
zaczyna podlegać wpływom. Okres ów cechują wielkie przemiany zachodzące
w człowieku. Aby się o tym przekonać, wystarczy porównać noworodka z sześcioletnim dzieckiem. W tej chwili nie interesuje nas, jak dochodzi
do owych przemian, ważne, że w wieku sześciu lat człowiek, mówiąc
prostym językiem, jest już wystarczająco inteligentny, aby pójść do
szkoły.
Kolejny etap obejmuje lata od sześciu do dwunastu. Jest to okres
wzrostu, jednak bez przemian. To czas spokoju i pogody ducha, a z punktu
widzenia psychologii - zdrowia, siły i pewnej stabilności. "Owa fizyczna
i umysłowa stabilność - mówi Ross, mając na myśli dzieci w tym wieku -
jest najbardziej charakterystyczną cechą późnego dzieciństwa. Istota z innej planety, nieznająca ludzkiej rasy, mogłaby z łatwością wziąć takie
dziesięcioletnie dzieci za dorosłych przedstawicieli gatunku, gdyby nie
miała okazji zobaczyć prawdziwych dorosłych"4. Jeśli zaś
idzie o stronę fizyczną, pojawiają się oznaki wyznaczające granice
między owymi dwoma etapami psychologicznymi. Przemiany zachodzące w ciele wprost rzucają się w oczy; najprostszym przykładem niech będzie
to, że dziecko gubi mleczne zęby, na których miejsce wyrastają mu zęby
stałe.
Trzeci etap, lata dwanaście-osiemnaście, ogromem przemian przypomina
etap pierwszy. Można w nim wyróżnić dwa podokresy: pierwszy, trwający od
dwunastego do piętnastego roku życia, i drugi, obejmujący lata
piętnaście-osiemnaście. Na tym etapie zachodzą także przemiany w ciele,
które osiąga wówczas dojrzałość. Po tym czasie człowiek może się uważać
za w pełni rozwiniętego, nie zachodzą w nim już żadne znaczące zmiany.
Przybywa mu jedynie lat.
Ciekawe, że oficjalna edukacja uwzględnia owe odmienne typy psychiki.
Wydaje się, że zawdzięcza to niejasnej intuicji. Pierwszy etap, od
urodzenia do sześciu lat, został wyraźnie wyróżniony i nie jest objęty
obowiązkowym nauczaniem, zauważono natomiast, że w wieku sześciu lat
następuje przemiana, dzięki której dziecko staje się wystarczająco
dojrzałe, by pójść do szkoły. W istocie, gdyby sześcioletnie dziecko nie
potrafiło się orientować, chodzić czy rozumieć, co mówi nauczyciel, nie
byłoby w stanie uczestniczyć w życiu grupy. Możemy stwierdzić, że
zostało to sprawdzone w praktyce. Jednak wychowawcy nigdy wcześniej nie
pomyśleli o tym, że skoro dziecko może chodzić do szkoły, orientować
się, rozumieć przekazywane mu pojęcia, to znaczy, że musiało się
umysłowo rozwinąć, gdyż w chwili narodzin tego wszystkiego nie umiało.
Takie nieświadome rozpoznanie dotyczyło także widocznie drugiego etapu,
gdyż w wielu krajach dzieci dwunastoletnie kończą szkołę podstawową i zaczynają średnią. Dlaczego okres między szóstym a dwunastym rokiem
życia został uznany za odpowiedni do przekazywania dzieciom pierwszych i podstawowych pojęć z zakresu kultury? Skoro dzieje się tak wszędzie na
świecie, więc bez wątpienia nie może tu być mowy o przypadku. Jedynie
psychologiczne podstawy wspólne wszystkim dzieciom mogą uzasadniać
ustanowienie takiego systemu edukacji, opartego na rozumowaniu
wynikającym z doświadczenia. W istocie doświadczenie pokazuje, że w tym
okresie życia dziecko potrafi już sprostać wymaganiom szkoły dotyczącym
pracy umysłowej: rozumie to, co mówi nauczyciel i ma dość cierpliwości,
by słuchać i uczyć się. Przez cały ten okres wykazuje się stałością w pracy i cieszy dobrym zdrowiem: dlatego uważa się ten czas za odpowiedni
do przyswajania wiedzy. Po dwunastym roku życia rozpoczyna się szkoła
średnia, co oznacza, że oficjalny system oświaty uznaje, iż w tym wieku
zmienia się typ psychiki człowieka. Zaobserwowano również, że typ ów
dzieli się na dwie fazy, co znajduje odzwierciedlenie w podziale szkół
średnich na dwie części - niższą i wyższą; niższa trwa prawie trzy lata,
a wyższa niekiedy nawet cztery. Nieważne jednak, na jakie dokładnie
okresy jest podzielona edukacja, ważne, że okres, na który przypada
szkoła średnia, również składa się z dwóch etapów. Podsumowując: okres
ten nie jest tak łatwy i spokojny jak poprzedni. Psychologowie, którzy
interesowali się przebiegiem edukacji w wieku dojrzewania, uważają, że
jest to czas przemian psychologicznych porównywalnych z tymi, jakie
zachodzą w najwcześniejszym okresie, tj. od urodzenia do szóstego roku
życia. Na ogół charakter w tym wieku nie jest jeszcze stabilny, co
przejawia się m.in. brakiem zdyscyplinowania i skłonnością do buntu.
Zdrowie fizyczne także nie jest tak stabilne i pewne, jak w drugim
okresie. Tymczasem szkoła nie zaprząta sobie tym głowy. Opracowano
program i młodzież musi go realizować, chce czy nie chce. Także w tym
okresie młody człowiek musi siedzieć i słuchać nauczyciela, być
posłuszny i poświęcać czas na uczenie się na pamięć przekazywanej mu
wiedzy.
Ukoronowaniem życia szkolnego jest wyższa uczelnia. Nie różni się ona
zresztą znacznie od szkół, które ją poprzedzają, może tylko
intensywnością nauki. Jednak również tam profesor mówi, a studenci
słuchają. Kiedy ja byłam na uniwersytecie, mężczyźni nie mieli zwyczaju
się golić. Ciekawy widok przedstawiała aula pełna młodych ludzi z mniej
lub bardziej imponującymi brodami i prezentującymi najróżniejsze rodzaje
wąsów. A jednak owi dojrzali mężczyźni byli traktowani jak dzieci:
musieli siedzieć i słuchać, podporządkować się profesorom, w sprawie
palenia papierosów czy posiadania środków transportu byli uzależnieni od
hojności mniej lub bardziej liberalnych rodziców, zawsze gotowych ich
ukarać za niezdany egzamin. A byli to przecież dorośli ludzie, którzy
dzięki swej inteligencji i doświadczeniu mieli kiedyś kierować światem,
których narzędziem pracy był umysł i którzy mieli wykonywać najbardziej
prestiżowe zawody: lekarza, inżyniera, adwokata. Zastanówmy się, jaki
jest dzisiaj pożytek ze stopni naukowych? Czy zapewniają utrzymanie ich
posiadaczom? Czy pacjenci pchają się do świeżo dyplomowanych lekarzy?
Kto powierzyłby budowę swego domu młodemu inżynierowi tuż po studiach?
Albo sprawę adwokatowi, który dopiero co uzyskał prawo wykonywania
zawodu? Jak więc wytłumaczyć ów brak zaufania? Powodem jest to, że ci
młodzi ludzie spędzili całe lata na słuchaniu słów mistrzów, a samo
słuchanie nie tworzy jeszcze człowieka. Młody człowiek osiąga dojrzałość
jedynie dzięki praktyce i doświadczeniu. Dlatego młodzi lekarze muszą
długo praktykować w szpitalach, młodzi adwokaci w kancelariach
doświadczonych prawników, a inżynierowie muszą zdobywać doświadczenie,
by pewnego dnia móc samodzielnie wykonywać swój zawód. Dodajmy, że
absolwenci uczelni, aby znaleźć miejsce odbywania praktyki, muszą szukać
wsparcia i rekomendacji i pokonywać niebagatelne przeszkody. I tak,
niestety, dzieje się w każdym kraju. Typowy przypadek wydarzył się w Nowym Jorku, gdzie odbył się marsz intelektualistów, w którym wzięły
udział setki osób niemogących znaleźć pracy. Nieśli transparenty z napisem: "Nie mamy pracy, nie mamy co jeść. Co mamy robić?". Nic się nie
zmieniło. Edukacja jest niekontrolowana i trzyma się swych utartych
zwyczajów. Przyjęto jedynie do wiadomości, że w trakcie wzrastania
człowieka występują różne typy jego rozwoju i zależą one od okresu
życia.
Okres twórczy
W czasach mojej młodości w ogóle nie zajmowano się edukacją dzieci w wieku od dwóch do sześciu lat. Obecnie istnieją już placówki
przedszkolne różnego rodzaju, przyjmujące maluchy od trzech do sześciu
lat, ale i dziś, tak jak kiedyś, za najważniejszą część edukacji uważa
się studia wyższe, gdyż to z uczelni rekrutują się ci, którzy w najwyższym stopniu rozwinęli tę wybitnie ludzką cechę, jaką jest
inteligencja. Jednak teraz, gdy psychologowie zajęli się badaniem samego
życia, wyłoniła się tendencja wręcz przeciwna. Wielu - jak ja - uważa,
iż najważniejszy nie jest czas studiów, ale okres najwcześniejszy - od
narodzin do szóstego roku życia, gdyż to właśnie wtedy kształtuje się
inteligencja, owo najważniejsze narzędzie człowieka. Nie tylko zresztą
inteligencja, lecz także cały zestaw zdolności psychicznych. To nowe
podejście zainteresowało wszystkich, którzy dysponowali jakąkolwiek
wrażliwością na sprawy psychiki. Wielu poświęciło się badaniom nad
noworodkami, dziećmi rocznymi, tymi budowniczymi osobowości człowieka.
Zafascynowani odkrywaniem tajników życia uczeni musieli odczuwać podobne
emocje jak starożytni próbujący zgłębić tajemnicę śmierci. Co się
dzieje, gdy nadchodzi śmierć? Pytanie owo powodowało niegdyś refleksję i pobudzało wrażliwość, dzisiaj natomiast to człowiek od chwili przyjścia
na świat stał się przedmiotem pogłębionej refleksji. W noworodku
odkrywamy Człowieka. Dlaczego dzieciństwo musi być tak długie i bolesne?
U żadnego zwierzęcia okres ten nie jest tak trudny. Co się dzieje w tym
czasie?
Dzieciństwo jest niewątpliwie okresem twórczym. Na początku nie ma nic,
a oto już po roku dziecko umie wszystko. Dziecko nie rodzi się z odrobiną inteligencji, odrobiną pamięci czy odrobiną woli, które są
gotowe rosnąć i rozwijać się w kolejnym okresie życia. Mały kotek od
urodzenia umie miauczeć, choć jeszcze niedoskonale, a ptaszek czy cielak
też od razu dysponują głosikiem, który choć na razie słaby, jest jednak
tym samym głosem, którym przemawiają dorośli przedstawiciele jego
gatunku. Człowiek po urodzeniu dysponuje tylko jednym środkiem wyrazu:
płaczem. Widać więc, że w przypadku istoty ludzkiej nie idzie o rozwój,
lecz o budowanie od zera. Cudowny krok, jaki wykonuje dziecko, prowadzi
je od niczego do czegoś, i cud ów jest trudny do pojęcia dla naszego
umysłu.
Do wykonania tego kroku potrzebny jest dziecku inny typ umysłu niż ten,
który posiadamy my, dorośli. Dziecko jest obdarzone innymi możliwościami
i jego zdolność twórcza jest niemała: to zdolność stworzenia
wszystkiego. Nie tylko tworzy język, również kształtuje organy, dzięki
którym może mówić. Jest twórcą każdego ruchu fizycznego, każdego
elementu naszej inteligencji, wszystkiego, czym obdarzona jest jednostka
ludzka. Cudowne osiągnięcie, w dodatku niebędące dziełem świadomego
umysłu. Dorośli mają świadomość: jeśli chcą lub potrzebują czegoś się
nauczyć, świadomie starają się to uczynić. Dziecko nie ma ani
świadomości, ani woli, dopiero musi je wytworzyć.
Jeśli uważamy umysł dorosłego człowieka za świadomy, to umysł dziecka
powinniśmy nazwać nieświadomym, co nie znaczy, że gorszym. Nieświadomy
umysł może być obdarzony znaczną inteligencją. Jest to ten rodzaj
inteligencji, który można znaleźć w każdym stworzeniu, nawet u owadów. I choć nie jest ona świadoma, niekiedy wydaje się rozumna. Dziecko
nieświadomie dokonuje wspaniałych odkryć, poczynając od poznawania
własnego środowiska, gdyż jest obdarzone takim właśnie typem
umysłowości. W jaki sposób jego umysł może chłonąć otoczenie? Właśnie
dzięki jednej z cech, które w nim odkryliśmy: ogromnej wrażliwości,
sprawiającej, że otaczające je rzeczy budzą w nim zainteresowanie i entuzjazm, który zdaje się przenikać jego życie. Dziecko chłonie
wszystkie wrażenia nie tyle umysłem, ile samym życiem. Najlepszym
przykładem jest tu nauka języka. Jak to się dzieje, że dziecko uczy się
języka? Mówi się, że będąc obdarzone słuchem, słyszy głosy innych ludzi
i w ten sposób uczy się mówić. Nie negując tego faktu, zadajmy sobie
pytanie, dlaczego spośród milionów rozmaitych dobiegających je dźwięków
i odgłosów słyszy i wychwytuje właśnie głos człowieka. Jeśli dziecko
rzeczywiście słyszy i jeśli rzeczywiście uczy się tylko języka innych
istot ludzkich, oznacza to, że ludzki język musi na nim wywierać ogromne
wrażenie. Wrażenie owo musi być na tyle silne, by wywoływać tak
intensywne emocje i tak wielki entuzjazm, że uruchamiają one niewidoczne
włókna w jego ciele, włókna, które zaczynają wibrować, aby odtworzyć
słyszane dźwięki. Przypomnijmy sobie, co się z nami dzieje, gdy słuchamy
koncertu; wkrótce na naszych twarzach pojawia się wyraz zachwytu, a głowy i ręce zaczynają się poruszać. Cóż innego wprawiło je w ruch,
jeśli nie wrażenie, jakie wywiera muzyka? Coś podobnego musi się dziać w nieświadomym umyśle dziecka. Głos musi wywierać na nim wrażenie, którego
nie da się porównać nawet z emocjami, jakie budzi w nas muzyka. U dziecka niemal widzimy ruchy języka i policzków, wibracje strun
głosowych; wszystko drga i napina się, przygotowując się w ciszy do
odtworzenia dźwięków, które spowodowały tak głębokie emocje w nieświadomym umyśle. Jak to się dzieje, że dziecko uczy się języka z całym jego skomplikowaniem i to tak dokładnie i trwale, że staje się on
częścią jego psychiki? Język, którego nauczyliśmy się w dzieciństwie,
jest uważany za język macierzysty i wyraźnie się odróżnia od wszystkich
innych, których możemy uczyć się później, mniej więcej tak jak sztuczna
szczęka różni się od naszych naturalnych zębów.
Jak to się dzieje, że owe dźwięki, z początku pozbawione znaczenia,
nagle zaczynają wnosić do umysłu dziecka zrozumienie i myśli? Dziecko
przyswoiło sobie nie tylko słowa, lecz także "frazę", umiejętność
budowania zdań. Nie rozumiejąc budowy zdania, nie zrozumiemy języka.
Kiedy na przykład mówimy: "Szklanka stoi na stole", sens tych słów
wynika z kolejności, w jakiej je ułożyliśmy. Jeślibyśmy powiedzieli:
"Stole stoi szklanka na", trudno byłoby się domyślić, o co chodzi. To
układ i kolejność słów pozwalają nam rozumieć sens. Dziecko przyswaja
sobie konstrukcje językowe.
Chłonny umysł
Jak to się dzieje? Mówi się, że dziecko zapamiętuje; ale żeby
zapamiętywać, trzeba mieć pamięć, a dziecko jej nie ma, musi ją dopiero
zbudować. Trzeba posiadać zdolność rozumowania, aby zdać sobie sprawę,
że budowa zdania decyduje o tym, czy będzie ono zrozumiałe. Tymczasem
dziecko nie posiada zdolności rozumowania, musi ją dopiero zbudować.
Umysł, jakim dysponują dorośli, nie mógłby osiągnąć tego, co staje się
udziałem umysłu dziecka. Osiągnięcie takie, jak przyswojenie sobie
języka, wymaga innego rodzaju umysłu. Takim właśnie typem umysłu,
rodzajem inteligencji całkowicie odmiennym od naszego, obdarzone jest
dziecko.
Można powiedzieć, że my, dorośli, zdobywamy wiedzę za pomocą
inteligencji, natomiast dziecku służy do tego jego życie psychiczne. Po
prostu żyjąc, dziecko uczy się mówić językiem swojego gatunku. Działa w nim coś w rodzaju umysłowej chemii. Jesteśmy naczyniami, do których
wlewają się wrażenia, a my je zapamiętujemy i przetwarzamy w naszych
umysłach, nie stajemy się jednak nimi. Pozostajemy od nich oddzieleni
jak woda od szklanki. Tymczasem dziecko ulega transformacji: wrażenia
nie tylko dostają się do jego umysłu, ale również go kształtują.
Ucieleśniają się w nim. Dziecko tworzy własne "ciało mentalne" przy
pomocy rzeczy, które je otaczają. Jego typ umysłu nazwaliśmy "chłonnym".
Trudno nam pojąć zdolności umysłu dziecka, jednak nie mamy wątpliwości
co do tego, że jest to umysł uprzywilejowany.
Wyobraźmy sobie, jak by to było wspaniale móc zachować cudowną zdolność
dziecka, które żyjąc beztrosko, bawiąc się i figlując, potrafi
równocześnie przyswoić sobie język z całą jego skomplikowaną gramatyką.
Jak by to było cudownie, gdyby cała wiedza wchodziła do naszego umysłu
mimochodem, po prostu w trakcie życia, bez wysiłku większego niż wymaga
oddychanie albo odżywianie się. Z początku nie czulibyśmy nic
nadzwyczajnego, a potem nagle nabyta wiedza objawiałaby się w naszym
umyśle niczym lśniąca gwiazda. Zaczynalibyśmy sobie uświadamiać jej
obecność, obecność wszystkich przyswojonych pojęć, które bez naszego
wysiłku stały się naszym udziałem.
Gdybym wam powiedziała, że istnieje taka planeta, na której nie ma szkół
ani nauczycieli i nie trzeba się uczyć; której mieszkańcy, po prostu
żyjąc, poruszając się, nabywają wszelką wiedzę, a ta bez najmniejszego
wysiłku z ich strony utrwala się w ich mózgach, pomyślelibyście pewnie,
że to piękna bajka? Otóż to, co brzmi tak fantastycznie, że wydaje się
być wytworem czyjejś wybujałej wyobraźni, jest faktem, najprawdziwszą
rzeczywistością. W taki właśnie sposób nieświadomie uczą się dzieci.
Taką drogą podążają. Wszystkiego uczą się mimowolnie, stopniowo
przechodząc od nieświadomości do świadomości, i podążając ścieżką
radości i miłości.
Świadomość wydaje się nam wielką zdobyczą ludzkości. Być świadomym,
posiadać umysł człowieka! Niestety, za tę zdobycz musimy płacić. Gdy
tylko stajemy się świadomi, każda nowa wiedza czy umiejętność musi być
opłacana ciężką pracą i wysiłkiem.
Umiejętność poruszania się jest kolejnym cudownym osiągnięciem dziecka.
Po urodzeniu miesiącami leży niemal bez ruchu w łóżeczku. Lecz po
upływie pewnego czasu zaczyna chodzić, penetrować otoczenie, robić różne
rzeczy, radosne i szczęśliwe. Żyje dzień po dniu i z każdym dniem coraz
sprawniej się porusza. Język w całej swej złożoności zamieszkuje jego
umysł, podobnie jak umiejętność kierowania własnymi ruchami zgodnie z potrzebami życia. To jeszcze nie wszystko: dziecko uczy się wielu innych
rzeczy z zadziwiającą szybkością. Przyswaja sobie wszystko ze swego
otoczenia: nawyki, zwyczaje, religia zakorzeniają się w jego umyśle.
Ruchy, których dziecko się uczy, nie są dziełem przypadku; czas, w którym dziecko je opanowuje, jest zdeterminowany określonym etapem
rozwoju. W chwili, gdy dziecko zaczyna się poruszać, jego chłonny umysł
zdążył już przyswoić sobie otoczenie. Zanim zaczęło się ruszać, dokonał
się w nim nieświadomy rozwój psychiczny, a kiedy wykonuje pierwsze
ruchy, budzi się jego świadomość. Obserwując trzyletnie dziecko,
zauważamy, że zawsze bawi się jakimś przedmiotem. Oznacza to, że bada
ono rączkami i "wprowadza" do swej świadomości to, co już wcześniej
wchłonął jego nieświadomy umysł. Przeprowadzając w formie zabawy takie
doświadczenia ze środowiskiem, bada rzeczy i wrażenia, które wcześniej
zarejestrował jego nieświadomy umysł. Wykonując taką pracę, zyskuje
świadomość i buduje Człowieka. Dzieckiem kieruje tajemnicza siła,
cudownie potężna, którą ono stopniowo ucieleśnia. Staje się człowiekiem,
samo tworzy owego człowieka za pomocą własnych rąk i poprzez własne
doświadczenie - z początku za pomocą zabawy, później pracy. Ręce są
narzędziem ludzkiej inteligencji. Dzięki doświadczeniu dziecko przybiera
określoną, a więc ograniczoną formę, gdyż świadomość jest zawsze
bardziej ograniczona niż nieświadomość i podświadomość.
Wchodzi w życie i rozpoczyna swą tajemniczą pracę. Po trochu kształtuje
cud osobowości dostosowanej do czasów i środowiska, w którym żyje. Krok
za krokiem konstruuje swój umysł, aż uda mu się zbudować pamięć,
zdolność rozumienia i rozumowania. Wreszcie kończy sześć lat. I oto
nagle my, wychowawcy, odkrywamy, że rozumie, że ma cierpliwość, by
słuchać, co do niego mówimy, podczas gdy jeszcze niedawno trudno nam
było do niego dotrzeć. Żyło na innej planecie. W naszej książce zajmiemy
się tym pierwszym okresem. Badanie psychologii dziecka w pierwszych
latach jego życia odkrywa przed nami tak cudowne zjawiska, że jeśli
tylko pochylić się nad nimi ze zrozumieniem, trudno nie być pod wielkim
wrażeniem.
Zadanie dorosłych nie polega na nauczaniu, lecz na wspieraniu
dziecięcego umysłu w jego pracy rozwojowej. Byłoby cudownie, gdybyśmy
mogli dzięki naszej pomocy, inteligentnemu podejściu, zrozumieniu
życiowych potrzeb dziecka wydłużyć okres działania jego chłonnego
umysłu. Jakąż przysługę oddalibyśmy ludzkości, gdybyśmy potrafili
sprawić, by człowiek przyswajał wiedzę bez wysiłku, niejako mimochodem,
nie zdając sobie nawet sprawy, kiedy i jak ją posiadł, niczym za
skinieniem czarodziejskiej różdżki. Przecież natura pełna jest magii i cudów!
Odkrycie, że dziecko obdarzone jest chłonnym umysłem, wywołało rewolucję
w dziedzinie edukacji. Od razu stało się zrozumiałe, dlaczego pierwszy
okres rozwoju człowieka, w którym kształtuje się jego charakter, jest
najważniejszy. Na żadnym innym etapie życia człowiek tak bardzo nie
potrzebuje inteligentnego wsparcia, a każda przeszkoda, jaką dziecko
wówczas napotyka, zmniejsza jego zdolność doskonalenia twórczej pracy,
którą wykonuje. Pomagajmy zatem dziecku nie dlatego, że jest małą i słabą istotą, lecz dlatego, że posiada ogromną moc twórczą, tak jednak
delikatną i podatną na zranienia i uszkodzenia, że potrzebuje
inteligentnej i pełnej miłości ochrony. To ową energię musimy wspierać,
a nie samo dziecko, dlatego że jest małe i słabe. Gdy zrozumiemy, że
energia ta wypływa z nieświadomego mózgu, który zyskuje świadomość
dzięki pracy i doświadczeniu nabytemu w środowisku, kiedy zdamy sobie
sprawę, że umysł dziecka różni się od naszego, że nie możemy do niego
dotrzeć za pomocą słownego uczenia, że nie możemy bezpośrednio
uczestniczyć w procesie przechodzenia od nieświadomości do świadomości
ani w budowaniu zdolności człowieka, wówczas zmieni się cała koncepcja
edukacji, która będzie odtąd polegała na wspieraniu dziecka w życiu, na
rozwoju psychicznym człowieka, a nie na narzucaniu myśli, faktów i naszych słów do zapamiętania.
Oto nowa droga, jaką powinna podążać edukacja, a jest nią pomaganie
umysłowi w różnorodnych procesach rozwojowych, wspieranie jego energii i wzmacnianie jego rozmaitych zdolności.
Rozdział IV. Nowy kierunek
Rozdział IV
Nowy kierunek
Ostatnio obserwujemy zupełnie nową tendencję w badaniach biologicznych.
Wcześniej badania takie obejmowały jedynie dorosłych. Badając zwierzęta
czy rośliny, uczeni interesowali się wyłącznie osobnikami dojrzałymi. To
samo działo się w odniesieniu do ludzi - czy to w dziedzinie
obyczajowości, czy socjologii - brano pod uwagę tylko dorosłych. Dlatego
ulubionym tematem rozważań uczonych była śmierć, co wydaje się logiczne,
gdyż człowiek dorosły, żyjąc, zbliża się do śmierci. Podobnie badanie
obyczajów polegało na zgłębianiu obowiązujących zasad i stosunków
społecznych panujących wśród dorosłych. Dzisiaj myśl uczonych podąża w przeciwnym kierunku, zarówno w badaniach nad człowiekiem, jak i innymi
istotami. Nie tylko pochylają się nad najmłodszymi osobnikami, lecz
także zgłębiają początki ich istnienia. Biologia zwróciła się ku
embriologii i badaniu życia komórkowego. Z tego ukierunkowania na
pochodzenie wyrosła nowa, pozbawiona idealizmu filozofia. Możemy ją
określić raczej jako naukową, gdyż zrodziła się z obserwacji, a nie z abstrakcyjnych rozważań myślicieli. Rozwój owej filozofii idzie w parze
z postępem odkryć dokonywanych w laboratoriach.
Gdy próbujemy zgłębić początki jednostki ludzkiej, czyli zajmujemy się
embriologią, odkrywamy rzeczy, które nie występują w dorosłym życiu, a nawet jeśli tak, to są zupełnie inne. Obserwacja naukowa pozwoliła na
stwierdzenie istnienia rodzaju życia całkowicie odmiennego od tego,
którym ludzkość miała dotąd zwyczaj się zajmować, i na odkrycie
osobowości dziecka.
Oto banalna obserwacja pokazująca, że dziecko nie zmierza, tak jak
dorosły, ku śmierci, lecz ku życiu: jego zadaniem jest zbudowanie
człowieka w całej pełni jego życiowych sił. W chwili, gdy pojawia się
dorosły, dziecko przestaje istnieć. Całe życie dziecka jest dążeniem do
doskonałości, do jak najpełniejszej realizacji dzieła. Ta obserwacja
wystarczy, by zrozumieć, że dziecko może czerpać radość z realizacji
celu, jakim jest rozwój i doskonalenie się. W tego rodzaju życiu, jakim
jest życie dziecka, sama praca i realizacja zadań dają radość i szczęście, podczas gdy dla dorosłego praca na ogół bywa niemiłym
zajęciem.
Sam fakt życia oznacza dla dziecka rozwój, powiększanie samego siebie -
wraz z wiekiem przybywa mu inteligencji i siły. Jego praca i wszelka
aktywność służą rozwojowi inteligencji i siły, tymczasem w przypadku
dorosłych upływ lat oznacza raczej coś wręcz przeciwnego. Ponadto w życiu dziecka nie istnieje rywalizacja, gdyż nikt nie może za nie
wykonać zadania polegającego na budowaniu człowieka, którego ono ma
zbudować. Innymi słowy, nikt nie może za nie dorastać.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki