ROZDZIAŁ 165
Alojzy usiadł w samochodzie powoli.
Drzwi zamknęły się ciężko, odcinając ich od lodowatego powietrza lotniska.
Silnik zawarczał.
Ruszyli.
Przez chwilę nikt się nie odzywał.
Alojzy patrzył przez okno na Leningrad i próbował poukładać sobie w głowie fakt, że naprawdę tutaj dotarł.
Miasto wyglądało inaczej niż wszystko, co widział wcześniej.
Surowiej.
Ciężej.
Wojna nie była tutaj czymś wiszącym w tle.
Ona była wszędzie.
Na ulicach przesuwali się żołnierze w grubych płaszczach, ciężarówki ciągnęły zaopatrzenie, ludzie szli szybko z opuszczonymi głowami, a większość budynków wyglądała na zmęczoną samym istnieniem.
Nad miastem wisiała zimna mgła.
I coś jeszcze.
Napięcie.
Jakby wszyscy tutaj wiedzieli, że śmierć znajduje się bardzo blisko.
Vogt zauważył jego spojrzenie.
- Inne niż Europa Zachodnia, prawda?
Alojzy skinął lekko głową.
- Tutaj wojna wygląda... bardziej prawdziwie.
Vogt przez chwilę milczał.
- Bo tutaj nikt już nie udaje, że to tylko konflikt państw.
Samochód przejechał obok długiej kolejki ludzi stojących przed budynkiem przypominającym magazyn żywności.
Niektórzy trzymali metalowe naczynia. Inni worki.
Wszyscy wyglądali na wyczerpanych.
Alojzy zmarszczył brwi.
- Głód?
Vogt skinął głową.
- Coraz większy.
To uderzyło Mlenta mocniej, niż się spodziewał.
W III Rzeszy widział propagandę. Kontrolę. Strach.
Tutaj widział przetrwanie.
Samochód wjechał głębiej w miasto.
Minęli pomnik Lenina. Kilka ogromnych budynków administracyjnych. Zakłady przemysłowe.
Wszędzie wisiały radzieckie hasła i czerwone flagi.
Alojzy próbował czytać napisy.
Część rozumiał.