Ultra. Podziemny świat włoskiego futbolu - Tobias Jones

Kup ebooka

47.99 zł
35.99 zł (33,59 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

TERAŹNIEJSZOŚĆ, Pescara, Siena - Cosenza, finał Lega Pro (Serie C)

Ciccio Conforti patrzy na trybunę w kształcie podkowy, na której znalazło się 12 tysięcy fanów Cosenzy. Jest po pięćdziesiątce, ma kręcone siwe włosy i okulary przeciwsłoneczne. Obok stoi jego partnerka w ciąży. We wspaniałych latach 80. był jednym z liderów ultrasów Cosenzy. W każdym innym mieście miałby pozycję capo, tylko że kibice Cosenzy są zbyt anarchistyczni i egalitarni, żeby mogli wśród nich funkcjonować jacyś szefowie. Mówią na niego Zu Ciccio (Wuj Ciccio).

Na mecz przyszli niemal wszyscy jego dawni kumple. To wielki finał, mający dać ich drużynie przepustkę do ziemi obiecanej, czyli Serie B. Cosenza nie grała na drugim poziomie rozgrywkowym od kilkunastu lat. Jest upalny czerwcowy wieczór, a na trybunach panuje przekonanie, że tym razem wreszcie szczęście będzie po stronie kalabryjskiego miasteczka. Na mecz przyjechali również ultrasi Genui i Ancony, mający układ z Cosenzą. Brakuje tylko diffidati, zakazowiczów, na których nałożono wieloletnie kary.

Przez cały mecz słychać skandowanie, któremu towarzyszą oklaski w rytm kolejnych sylab: "Diffidati sempre presenti!" (Zakazowicze zawsze obecni!).

Ciccio należał do grupy Nuclei Sconvolti (Obłąkane Komórki). Jej nazwa celowo ma się kojarzyć z jakąś uśpioną komórką ćpunów wewnątrz organizacji. Symbolem tych kibiców był zielony listek, dobrze znany miłośnikom trawy. Pomimo tych wszystkich prowokacji jej członkowie mieli poczucie, że w ich działalności jest coś naprawdę doniosłego.

"Dla mnie ultra było słowem świętym - mówi Ciccio tonem ociekającym nostalgią. - Zrobiłbym dla tego świata wszystko i jeszcze trochę. Ultrasem byłem na długo przed tym, nim zostałem kibicem".

Słowo ultra oznaczało początkowo "inny" lub "poza", jak włoskie wyrazy altro oraz oltre. Ultras jest powstańcem, rozbójnikiem, rewolucjonistą, partyzantem, bandytą, radykałem i szują. Dla mieszczaństwa ultras to nie tylko ktoś z gorszej dzielnicy, lecz istota zdecydowanie gorszego sortu.

Marco Zanoni, jedna z głównych postaci w Brigate Gialloblu (Żółto-Niebieskiej Brygady) z Werony, powiedział kiedyś: "Moim zdaniem ktoś, kto regularnie bywa na curva, jest idealistą. Jakkolwiek na to spojrzeć, chodzi dopingować zespół ze swojego miasta. A jak wszyscy wiemy, w pewnych okolicznościach idealiści stają się nieustępliwi, mogą nawet iść w stronę ekstremizmu". To kolejne znaczenie słowa ultra - "skrajny", jak we frazie "skrajne poglądy polityczne". Ultrasi są ekstremistami i partyzantami włoskiego futbolu.

Z 12 tysięcy osób, które tego wieczoru znalazły się na curva, zapewne tylko kilkaset jest ultrasami (z oficjalnych, acz szacunkowych danych wynika, że w całych Włoszech działa około 40 tysięcy ultrasów, lecz sami przedstawiciele tych środowisk utrzymują, że prawdziwa liczba jest znacznie wyższa). To oni zajmują centralne miejsce na curva i bezustannie śpiewają dla zmniejszenia napięcia: "Oh, la vinciamo noi" (Wygramy to).

Zaczyna się mecz. Rywale momentalnie cisną Cosenzę, grającą w białych strojach z czerwonymi i niebieskimi akcentami. Pomocnicy Sieny biegają wokół swego brodatego środkowego napastnika, nie dając obrońcom Cosenzy chwili wytchnienia.

"Sono puliti, cazzo" (Kurwa, ale są dokładni), mówi Ciccio.

Rzut oka na ubrania pozwala od razu stwierdzić, kto jest ultrasem. "Nigdy nie będziemy tacy, jak chcecie" - głosi napis na ich koszulkach. Najzagorzalsi fani utrzymują, że przeciwstawiają się brutalnej opresji ze strony państwa, a ich sprzeciw jest działaniem na wpół świętym - na wielu innych koszulkach widnieje napis "la fede non si diffida" (wierze nie można nie ufać). Większość haseł trafiających na ich transparenty jakoś dziwnie kojarzy się z duchowością: "kongregacja", "ofiara", "obecność".

Co ciekawe, ultrasów można poznać również po tym, że wielu z nich nie zwraca uwagi na mecz. Chudzielec, który trzyma mikrofon i prowadzi doping, ma ksywę Lastica (Elastyczny). Stoi tyłem do boiska, podobnie jak większość jego pomocników. Przyglądają się swoim żołnierzom. Co bardziej doświadczeni ultrasi poruszają się po curva niczym gospodarze na przyjęciu. Rozmawiają i tłumaczą różne rzeczy w przejściach, by tylko od czasu do czasu obejrzeć się przez ramię i spojrzeć na boisko - sprawdzają, o co cały ten hałas. Ultras nie ogląda meczu, ultras ogląda innych ultrasów - cieszy się świętem, które właśnie odbywa się na curva, a nie rozgrywanym meczem.

Trudno o większy kontrast między tym, jak ultrasi widzą samych siebie, a tym, jak postrzegają ich dyletanci. Zdecydowana większość Włochów uważa ultrasów za zdegenerowanych pojebów, którzy nie mają społeczeństwu nic sensownego do zaoferowania. Często nazywa się ich podludźmi (padają również takie obelgi jak "zwierzęta" czy "pezzi di merda", czyli "gnoje"). Enrico Preziosi, prezydent zespołu Genoa, w trakcie jednej ze swoich dłuższych tyrad powiedział, że "niektórych ultrasów należałoby zmieść z powierzchni ziemi". Trener Fabio Capello skarżył się niegdyś: "We włoskiej piłce wszystko kontrolują ultrasi". Krytycy tego środowiska mówią, że kibole to zamaskowani i brutalni przestępcy, którzy od 50 lat demolują miasta przy okazji meczów wyjazdowych. Charakteryzują ich podejrzane i groźne cechy: ślepa lojalność, poczucie plemiennej przynależności, omerta w kontaktach z policją, mentalność jaskiniowców i skłonność do sięgania po chamską siłę fizyczną. W najgorszym ujęciu przedstawia się ich jako dobrowolne ramię zbrojne zorganizowanych grup przestępczych oraz źródło ponownego nasilania się nastrojów faszystowskich we Włoszech.

Środowisko ultrasów jest do tego stopnia sprzeczne, że wszystkie te cechy są prawdziwe. Sprzeczności widać w nim zresztą nieustannie. To przecież kibice piłki nożnej, których niespecjalnie interesuje futbol. Twardo stoją na stanowisku, że trybuny powinny być wolne od polityki, a mimo to na wielu curve bardzo dobitnie wyraża się poglądy polityczne. To świat pełen narkotyków, który mimo to pomaga wielu osobom trzymać się z dala od nałogu. Ultrasi często mają związki ze środowiskami mafijnymi, ale zdecydowanie częściej stanowią sanktuarium wolne od wpływów przestępczości zorganizowanej. Ultras jest brutalny i agresywny, ale to również altruista. Tam, gdzie włoskie państwo nie staje na wysokości zadania, to często właśnie fanatycy pokazują wielkie serca. Przejawiają sporo cech, które intrygują nas wszystkich: mają obsesję na punkcie przynależności i lojalności, są solidarni i zespoleni, ale przejawiają także skłonność do przestępczości, przemocy i chciwości. Zdają się nieustannie zadawać pytanie o to, jak to jest być mężczyzną w świecie, w którym męskość i mięśnie są - z całkiem zrozumiałych powodów - traktowane podejrzliwie.

Nagle pada bramka. Stadion szaleje. Ludzie zaczynają na siebie napierać, lecą do przodu, więc ci niżej podtrzymują tych wyżej, jednocześnie ściskając się z nimi z radości. Gola strzelono po drugiej stronie boiska. Tutino (wypożyczony z Napoli) zagrał ze skrzydła do tyłu, a Bruccini umieścił piłkę w siatce. Ludzie podskakują i śpiewają.

"Che bello ?, quando esco di casa per andare allo stadio, a tifare Cosenza" (Och, jak pięknie jest wyjść z domu, iść na stadion, dopingować Cosenzę) - śpiewamy. Ta prosta, poruszająca melodia została zaczerpnięta z refrenu popowej piosenki wykonywanej przez włoską wokalistkę Noemi.

W Cosenzy działa kilkanaście grup ultrasów, łączą się one jednak w dwie duże organizacje: Curva Sud 1978 oraz Anni Ottanta (Lata 80. - nazwa nawiązuje do czasów pełnych chwały). Przez cały sezon spierają się ze sobą i walczą. Claudio, jeden z miejscowych mędrców, który ma znajomości w obu tych obozach, uważa, że ultra oznacza superunismo (superjedność, nadjedność). W praktyce jednak niemal wszystkie włoskie stadiony są podzielone na sektory należące do różnych grup wojujących ze sobą ultrasów. Dochodzi do tego z najróżniejszych powodów, ale najważniejszym z nich jest po prostu podstawowa cecha ultrasów - nieprzejednanie, bezkompromisowość i nieugiętość. Ani kroku w tył. Kolejnym hasłem ultrasów jest "Mai in ginochhio" (nigdy na kolanach). Tak oto co chwilę rodzą się tam jakieś nowe grupy, które ze sobą walczą - dokładnie jak we włoskiej polityce. Dzisiaj obowiązuje jednak zawieszenie broni. Ze względu na wagę meczu rywalizujące ze sobą grupy zawarły rozejm.

Po przerwie dzieje się coś zaskakującego. W drugim końcu boiska piłkarze Sieny wykonują rzut wolny. Nic im z tego nie wychodzi, Tutino przyjmuje piłkę zewnętrzną częścią lewej stopy i pędzi z nią w naszym kierunku. W pobliżu nie ma nikogo innego. Biegnie, dotyka piłkę dwa, trzy razy, ale nadal żaden rywal nie próbuje go zatrzymać. Jeszcze dwa trącenia piłki, Tutino jest już przed polem karnym, lecz postanawia zaryzykować i strzela. Uderza zewnętrznym podbiciem, dzięki czemu podkręca piłkę tak, że ta odchodzi od bramkarza Sieny i wpada w samo okienko bramki. Jest 2:0.

Następuje wielki wyrzut miłości i adrenaliny. Chill potrząsa pięścią w moim kierunku, jak gdyby chciał mnie skarcić za brak wiary. Wszyscy się obejmują i śpiewają, sięgają po telefony, żeby zadzwonić do przyjaciół albo wysłać filmik. Usiłują uwiecznić ten wyjątkowy moment, który zdarza się może raz na pokolenie. Los właśnie uśmiecha się do zespołu skazywanego w tym starciu na pożarcie.

Ekstaza nie trwa jednak długo. Nikt nie zdążył jeszcze złapać tchu, gdy sędzia dyktuje rzut karny dla Sieny i robi się już tylko 2:1. Facet za nami mówi, że te kurwy zdradziły nas już wiele razy i wiadomo, jak to się dalej potoczy. Piłkarze Sieny w czarnych koszulkach atakują bramkę na drugim końcu boiska z takim zapałem, że ledwie widzimy, co się tam w ogóle dzieje.

Nagle atmosfera robi się napięta, choć nie aż tak, jak można by przypuszczać. Ultrasi nie przestają śpiewać. Widzę, że Rimasto, czyli Maruder, drze się, jak gdyby to miał być jego ostatni dzień na ziemi. To sposób na odepchnięcie od siebie obaw, że ich sen właśnie dobiega końca. Naprawdę wierzyli, że tym razem może się udać. Teraz jednak wielka szansa wymyka im się z rąk, a oni mogą jedynie przyglądać się temu wszystkiemu i śpiewać na całe gardła.

Przyśpiewka to w sumie jakiś klasyk, ułożyli ją podobno ultrasi Torino (choć miejsce i czas powstania różnych przyśpiewek to w tym środowisku wyjątkowo kontrowersyjny temat). Na melodię utworu Sloop John B zespołu Beach Boys śpiewamy słowa, które przez cały ten rok były naszym hymnem: "Aż trudno uwierzyć, że nadal jestem tu z wami, to jak choroba, która nigdy nie mija. Chciałbym stąd odejść, odejść jak najdalej, ale nie umiem żyć z dala stąd". Te słowa dość dobrze oddają życie ultrasów - to choroba albo nałóg, bez którego nie mogą istnieć. Przy czym owo "tu" dotyczy nie tyle klubu, ile raczej trybun.

Wszyscy powtarzają, że bycie ultrasem to styl życia. Warto jednak dodać, że to styl życia, który się zmienia, mutuje, odnawia i definiuje na nowo. To właśnie ewolucja kibicowskiej rzeczywistości powoduje, że Ciccio wpada w tak melancholijny nastrój.

"Naprawdę bardzo mi przykro na widok tego, co dzieje się dzisiaj na trybunach - mówi, nie zwracając uwagi na mecz. - Bardzo mnie to boli. To my stworzyliśmy ten świat, ale potem wymknął nam się z rąk. Doszło do eskalacji. Od bójek na pięści przeszliśmy do noży, od noży do flar, od flar do zasadzek, koktajli Mołotowa, bomb i pistoletów. Jest coraz gorzej".

Słowniczek

CasaPound: ruch neofaszystowski założony w 2003 roku, nazwany tak na cześć Ezry Pounda.

Krzyż celtycki: krzyż równoramienny w okręgu, często używany przez skrajną prawicę.

Curva: trybuny za bramką (zwykle w kształcie łuku), stanowiące duchowy dom (niemal wszystkich) ultrasów. Często ich nazwy odnoszą się do kierunków geograficznych: Curva Nord (trybuna północna), Curva Est (wschodnia), Curva Sud (południowa) oraz Curva Ovest (zachodnia). Samo słowo nabrało mitologicznej głębi: zaokrąglony kształt kojarzy się ludziom z pogańskimi symbolami płodności (piersią lub łonem), a kształt podkowy ma sugerować inkluzywność w odniesieniu do wszelkich poglądów politycznych.

Daspo: zakaz stadionowy (od: Divieto di Accedere alle manifestazioni SPOrtive), wprowadzony w grudniu 1989 roku środek prawny. Zakazy mogą być nakładane na okres do ośmiu lat. Nazwę często wiąże się z czasownikiem - daspare (zakazać) oraz przymiotnikiem - daspato (objęty zakazem).

Derby: mecz dwóch zespołów z tego samego miasta albo dwóch drużyn, których siedziby dzieli nieduża odległość (na przykład Cosenzy z Catanzaro).

Diffidato: dosłownie - ktoś, kto otrzymał oficjalne ostrzeżenie. Dla uproszczenia używam w tym tekście określenia "zakazowicz", czyli ktoś, na kogo nałożono zakaz stadionowy.

Duce/Dux: słowo to oznacza "wodza", "pana życia i śmierci" lub "przewodnika". Początkowo określano w ten sposób Giuseppe Garibaldiego i Gabriele D'Annunzio, obecnie słowo to utożsamiane jest wyłącznie z Benito Mussolinim.

Faszyzm: termin bardzo trudny do zdefiniowania. Taką nazwę nadano totalitarnemu ruchowi, którego założycielem był Benito Mussolini. "Fascia" to topór obwiązany rózgami, dawniej symbol liktorów, urzędników w starożytnym Rzymie. Ma się to kojarzyć z siłą płynącą z jedności, a wystające z wiązki rózg ostrze symbolizuje władzę nad życiem i śmiercią poddanych. Michael Mann definiuje faszyzm jako "pogoń za transcendentnym i oczyszczającym etatyzmem narodowym poprzez paramilitaryzm". Robert Paxton nazwał faszyzm "formą zachowań politycznych charakteryzujących się obsesyjnym skupieniem na upadku społeczności, upokorzeniu lub byciu ofiarą, a także obowiązkowym kultem jedności, energii i czystości, w ramach którego masowa partia złożona z zadeklarowanych narodowych bojówkarzy, podejmujących niełatwą, ale efektywną współpracę z tradycyjnymi elitami, porzuca dążenia i wartości demokratyczne, by dokonać odwetu w drodze przemocy oraz wewnętrznego oczyszczenia i ekspansji, bez granic etycznych ani prawnych".

FIGC: Federazione Italiana Giuoco Calcio, Włoski Związek Piłki Nożnej.

Forza Nuova: partia neofaszystowska, założona w 1997 roku przez Roberto Fiore i Massimo Morsello.

Fossa: "rów", słowo to ma się jednak kojarzyć również z okopami, grobem i piekłem. Początkowo określano nim często grupy ultrasów.

Goliardia: optymizm, transcendencja, satyra, zabawa i rozrywka. Tym słowem ultrasi określają swoje wybryki.

Gradinata: dosłownie "klatka schodowa". Czasami w ten sposób określa się trybuny. Najbardziej znany przykład to Gradinata Nord Genoi.

Lupi: Wilki (piłkarze i fani Romy i Cosenzy, ale także innych klubów).

Maglia: koszulka, przedmiot mitycznej czci.

Mentalita: mentalność - słowo to często pojawia się w kontekście szczególnego nastawienia psychicznego ultrasów.

Movimento Sociale Italiano-Destra Nazionale: Włoski Ruch Społeczny, szerzej znany jako MSI. Partia faszystowska w powojennych Włoszech, założona w 1946 roku i rozwiązana w 1995 roku.

Nuclei Armati Rivoluzionari: NAR, "Zbrojne Komórki Rewolucyjne". Faszystowska grupa terrorystyczna, aktywna w latach 1977-1981.

Nostalgico: nostalgik - ktoś pragnący powrotu reżimu Mussoliniego.

Predappio: miejsce urodzenia Benito Mussoliniego, miejscowość w regionie Emilia-Romania. Obecnie cel pielgrzymek tych, którzy pragną odwiedzić jego rodzinny dom, szkołę lub grób.

Questura: główny komisariat policji.

RSI: Włoska Republika Socjalna, znana również jako Republika Sal?. Marionetkowe państwo utworzone we wrześniu 1943 roku przez Benito Mussoliniego i nazistowskie Niemcy, które funkcjonowało do kwietnia 1945 roku. W centralnym miejscu flagi znajdowały się pazury orła trzymające wiązkę rózg liktora.

Runy: litery przedłacińskiego alfabetu runicznego, którym posługiwano się wśród ludów germańskich. Obecnie powszechnie używane jako symbole lub kod grup skrajnie prawicowych.

Scontri: bójki, rozróby, starcia itp.

Scudetto: tytuł mistrzowski w Serie A (dosłownie "mała tarcza", noszona na koszulkach zespołu mistrzowskiego).

Serie A: pierwsza liga we włoskiej piłce.

Serie B: druga liga we włoskiej piłce.

Serie C: trzecia liga we włoskiej piłce, nazywana również Lega Italiana Calcio Professionistico albo po prostu Lega Pro. Jest podzielona na trzy dywizje według kryterium geograficznego: północną, centralną i południową.

Sfott?: obelga lub nabijanie się.

Squadre d'Azione: Drużyny Czynu, złożone głównie z weteranów pierwszej wojny światowej. Później stanowiły część ruchu faszystowskiego Mussoliniego. Stosowana przez te jednostki przemoc - rzekomo w obronie własności oraz prawa i porządku, zagrożonych falą bolszewizmu - była szczególnie dotkliwa w latach 1919-1920 i dała początek słowu squadrismo.

Striscione: transparent, zwykle z jakimś hasłem, żartem lub obelgą (liczba mnoga: striscioni). Może oznaczać również flagę z nazwą grupy ultrasów. Pragnienie zdobycia tego trofeum prowokuje wiele starć.

Tessera del Tifoso: znienawidzona "karta kibica", wprowadzona, by zapobiec wpuszczaniu na mecze awanturujących się fanów.

Tifo: doping; il tifo era piatto - "doping był słaby".

Tifoseria: ogólne określenie na kibiców.

Tifoso: kibic (liczba mnoga: tifosi). Tifoso Milanu to milanista; Interu to interista itd.

Tribuna: główna trybuna na stadionie (dłuższy bok prostokąta albo owalu), gdzie bilety są droższe, a zasiadający na niej fani wykazują większą ogładę. Obecnie niektóre grupy ultrasów zasiadają na tribuna, zdecydowana większość zajmuje jednak miejsca za bramkami.

Ventennio: okres mniej więcej 20 lat, gdy Benito Mussolini był u władzy (lata 1922-1943, potem lata 1943-1945 w północnych Włoszech opanowanych przez nazistowskie Niemcy).

Wybrane miasta i kluby piłkarskie występujące w książce

Wstęp

26 grudnia 2018 roku

Dede siedział w swoim ulubionym pubie Cartoons przy Via Emanuele Filiberto w Mediolanie. To typowa knajpa w angielskim stylu, z ciemną boazerią i oprawionymi w ramki plakatami na ścianach. Było tam pełno ultrasów Interu. Do meczu mediolańczyków z Napoli pozostawały zaledwie dwie godziny.

Dede nie był ultrasem Interu. Miał 39 lat, pracował jako płytkarz i mieszkał w Varese, miejscowości leżącej 60 kilometrów na północny zachód od Mediolanu. Miał żonę i dwoje dzieci, pracował w klubie sztuk walki, w którego barwach wygrał kilka turniejów w "szermierce na noże", takiej z wykorzystaniem sztyletów. Miał już za sobą dziesięć lat zakazów stadionowych. Ostatnio trochę mu się przytyło, ale w razie potrzeby pamiętał jeszcze, jak się bić. Przyjechał razem z grupą innych ultrasów z Varese, jako członek grupy nazywającej się Blood & Honour, która śmigała wraz z ultraską Interu.

Nie byli jedynymi ludźmi z zewnątrz, których różne grupy ultrasów Interu - Boys SAN, Irriducibili, Vikings - zaprosiły do udziału w ataku. W pubie znajdowali się również członkowie grupy Ultras Populaire Sud, ponieważ kibice Nice od czasu rozróby sprzed kilku lat mieli kosę z neapolitańczykami.

Blood & Honour, czyli Krew i Honor, to jednocześnie organizacja neonazistowska. Powstała w 1987 roku w Anglii z inicjatywy Iana Stuarta Donaldsona, wokalisty rockowego zespołu Skrewdriver, wykonującego muzykę z kręgu White Power. Nazwa organizacji wywodzi się od hasła Hitlerjugend - Blut und Ehre. Po tym, jak w 1993 roku Donaldson zginął w wypadku samochodowym, Krew i Honor stała się organizacją międzynarodową, z oddziałami w całej Europie i Ameryce. W 1998 roku w Varese powstała nowa grupa, która posłużyła się tą nazwą, tym razem w wersji anglojęzycznej - Blood & Honour. W logo wykorzystała runę Othala, tę samą, którą wcześniej posługiwały się Waffen-SS oraz zdelegalizowana włoska organizacja faszystowska Avanguardia Nazionale.

Blood & Honour odznaczała się bezwzględnością, jaką rzadko spotykało się na włoskich trybunach. Już wcześniej w ustawkach w ruch szły młotki, siekiery, kije baseballowe i noże, teraz jednak grupa podparła się ideologią nazistowską, w której wszystko osiąga się siłą. W trzy lata członkowie grupy Blood & Honour wyparli innych, tradycyjnych ultrasów z Varese i zaczęli rządzić na trybunie dla najbardziej fanatycznych kibiców. W praktyce oznaczało to między innymi, że ich transparent - białe litery na czarnym tle - zajmował centralne miejsce, a inne wisiały po bokach.

Grupa miała liczne zatargi z prawem. Wielu jej członków zatrzymano za przestępstwa związane z narkotykami i bronią, napadami na banki i pobiciami. Jeden z liderów przeżył strzelaninę, inni mieli jednak mniej szczęścia. Niejaki Claudino został śmiertelnie dźgnięty nożem przed barem, gdzie pracował. Saverio zbiegł do Hiszpanii, ale zginął również od ciosu nożem w Torremolinos. Jeden z członków grupy, pomieszkujący w Maroku i Hiszpanii, nawiązał relacje z 'Ndranghetą, mafią kalabryjską, i zajmował się importem haszyszu na tony przez port w Genui.

Grupa Blood & Honour miała powiązania polityczne z ultrasami Interu. SAN w nazwie Boys SAN - ultrasów Interu, jednej z najstarszych takich grup we Włoszech - oznacza Squa­dre d'Azione Nerazzurre, co nawiązuje do Squadre d'Azione Mussoliniego. Na lidera Boys SAN wołali Il Rosso (Rudy). To on wraz z liderami innych grup dokładnie zaplanował atak na ultrasów Napoli. Ludzie z jego ekipy już od wielu tygodni przeglądali profile neapolitańczyków w mediach społecznościowych. Na zjeździe z obwodnicy wystawiono czujki na skuterach, które miały przypilnować konwoju gości. Inni ultrasi Interu siedzieli w pubie Baretto. Mieli odwrócić uwagę działających incognito policjantów.

Gdy zadzwonił telefon - "Właśnie skręcają w Via Novara" - około 100 facetów w 20 samochodach ruszyło w kierunku Via Fratelli Zoia, ulicy prostopadłej względem Via Novara. Miejsce na zasadzkę wybrano idealnie. Leżało niedaleko stadionu i znajdowały się tam dwa duże, ciemne parki, w których łatwo było zgubić trop i porzucić broń w jakichś krzakach. Żaden z ultrasów nic przy sobie nie miał. Całą broń - zakrzywione noże, młotki i łomy - schowano w pobliżu miejsca wybranego do ataku.

Ultrasi Napoli jechali trzema dziewięcioosobowymi busami i dwoma samochodami osobowymi. Atak rozpoczął się od rzutu granatem domowej roboty, przez Włochów nazywanym "papierową bombą". Trafił w pierwszy pojazd. W tym momencie na ulicę wybiegło około 100 ultrasów Interu. Na dwupasmowej drodze wylądowały czerwone race. W jaskrawej poświacie pojawiły się sylwetki mężczyzn uzbrojonych w łomy i pałki, z twarzami zasłoniętymi kominiarkami, szalikami lub kapturami, którzy biegiem ruszyli w kierunku pojazdów.

"Napierdalaj!" - krzyczało wielu z nich, wymachując uniesionymi rękami. Brzmiało to jak okrzyk wojenny wyrażający pogardę. Poleciały kolejne papierowe bomby. Zawyły alarmy samochodów, wprowadzając w ten chaos pewien rytm. Zaczęły szczekać psy.

Neapolitańczycy wyskoczyli z pojazdów i wtedy się zaczęło. Zakapturzone postaci ruszyły na siebie pędem, posypały się ciosy, dźgnięcia, kopniaki i wyzwiska. Upadające łomy i metalowe rurki toczyły się z łoskotem po asfalcie.

Trudno było cokolwiek dostrzec. Dym z rac i petard spowił ulicę gęstą mgłą. Jeden z pojazdów neapolitańczyków zjechał na drugi pas i w coś uderzył. Wyglądało to, jakby bus przejechał po dwóch miękkich spowalniaczach. Ludzie zaczęli krzyczeć, walić dłońmi w burty busa.

- To ktoś od was! Ktoś od was! - krzyczeli neapolitańczycy do ultrasów Interu.

- Basta, basta! - krzyczeli inni.

Nagle wszystko się zatrzymało. Kibole przestali się bić, jak gdyby całe to starcie było zwykłą zabawą. Neapolitańczycy się rozstąpili i przepuścili kilku interisti, by zabrali ciało. Ofiarę wzięło trzech facetów, ale wyglądało to tak, jakby podnosili z ziemi nasiąknięty karton. Coś, co powinno być sztywne, okazało się zbyt miękkie, by dało się to sensownie nieść.

Dede zmarł jeszcze tego samego wieczoru w mediolańskim szpitalu San Carlo. Tym samym na ultrasów spadła jeszcze jedna śmierć. Historia ta idealnie nadawała się do tego, by przedstawiać te grupy jako kwintesencję zła. Handlujący narkotykami neonaziści przygotowali niemalże wojskową zasadzkę. Fakt, że podczas późniejszego meczu obrońca Napoli Kalidou Koulibaly był bezustannie lżony na tle rasowym, tylko dodatkowo wpisywał się w narrację, że ultrasi to zwykłe szumowiny.

Całe to wydarzenie okazało się jednak zdecydowanie bardziej zniuansowane. Gdy policja analizowała nagrania ze starć (z kamer monitoringu oraz z filmików kręconych przez ludzi na balkonach), okazało się, że między członkami obu grup niemalże nie było kontaktu. Przez większość czasu stali naprzeciwko siebie, wyzywali się i rzucali metalowymi łomami. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że stawiła się tam setka interisti uzbrojonych w ciężkie i ostre narzędzia używane w leśnictwie i budowlance, to lista ran i obrażeń wydawała się wyjątkowo krótka. Jedyna ofiara śmiertelna była zupełnie przypadkowa. Wielu świadków zeznało wręcz, że ultrasi Interu wyrażali uznanie dla neapolitańczyków z powodu przekazania rannego. Przypominało to trochę rytuał odgrywany z podziałem na role - rytuał, który można w każdej chwili przerwać, gdy w grę zaczyna wchodzić prawdziwe życie (albo śmierć).

Wyolbrzymianie przemocy i agresji odpowiadało wszystkim. Wyszła z tego wspaniała historia dla dziennikarzy. Akcja ładnie wpisała się w narrację policji, zgodnie z którą ultrasi to samo zło. Nawet kibole przedstawiali te zdarzenia w kategoriach wspaniałej, wielkiej konfrontacji, w której okazali się - jak ujął to jeden z nich - "ludźmi honoru". Opowieści o "pochlastaniu twarzy wrogów" miały budzić grozę. W rzeczywistości ultrasi cieszą się, gdy obwinia się ich o czyny, których nie popełnili, ponieważ buduje to ich wizerunek w oczach innych grup kibicowskich, a tylko ich opinia jest dla nich ważna.

Im bardziej się w to zagłębiałem, tym bardziej dostrzegałem zmowę dezinformacji wszystkich stron. Nic nie jest takie, jakie się wydaje. Wersja policji za każdym razem stanowi dokładne przeciwieństwo wersji ultrasów. Dziennikarzom znacznie łatwiej i bezpieczniej rozmawia się z organami władzy, dlatego do opinii publicznej trafia zwykle tylko wersja oficjalna. Ultrasi stają się kozłem ofiarnym, więc całą winę i odpowiedzialność zrzucają na policję i media. Robią wrażenie renegatów, którzy niczym się nie przejmują, ale tak naprawdę mają serdecznie dość tego, że są opacznie rozumiani i postrzegani. Sonny Barger, lider Hells Angels, powiedział kiedyś w rozmowie z Hunterem S. Thompsonem: "Nikt nigdy nie napisał o nas choćby jednego dobrego słowa. Ale faktem jest, że nigdy nic dobrego nie zrobiliśmy". Ultrasi jednak - choć nie wypierają się zła i chaosu, które powodują - uważają, że robią wiele dobrego. Żeby to jednak dostrzec, trzeba wejść między nich i żyć razem z nimi. "Nigdy nas nie zrozumiesz, dopóki nie zostaniesz jednym z nas" - powtarzają nieustannie.