rozdział 3
- Cześć. Tu Martin. Oddzwoń do mnie. To ważne - nagrał się na automatyczną sekretarkę i odłożył telefon na biurko. -Kurwa, wszystko idzie jak po grudzie. Potrzebuję jakiegoś punktu zaczepienia - myślał intensywnie.
- Powiedz, że coś masz - powiedział do komisarza Bolka, który akurat wszedł do biura.
- Nic. Przepytałem resztę jej sąsiadów i nic. Potem pojechałem do Malinki. Rozpytałem kogo się dało, czy coś widzieli, słyszeli. Cokolwiek i nic. Sejf nienaruszony, jego zawartość też. Monitoringu brak. Jedyny jaki był w sklepie na rogu, nie działał od tygodnia, a w pogrzebowym mają tak ustawione kamery, że nic nie złapały.
- A może trzeba znaleźć ojca tego chłopaka? Mamy jeszcze klucze do ich mieszkania? Przecież tam gdzieś musi być akt urodzenia młodego - komisarz Zdenek rozpaczliwie łapał się każdej myśli, którą podsunęła mu podświadomość.
- Świetny pomysł, tyle że za włamanie stary urwie ci jaja. Wszystko już przeszukane.
- Mam to w dupie. Jedziesz ze mną? - zapytał zakładając marynarkę.
- Jedź sam, a ja ogarnę raporty.
- Cykor. A jak przesłuchanie pani Alicji? - zapytał łapiąc już za klamkę. Partner uśmiechnął się tajemniczo.
- Potwierdziło się jej alibi.
- Tylko tyle? Słaby z ciebie zawodnik.
- Odwal się co? Jestem z nią umówiony na randkę - dodał.
- Brawo. Nareszcie stary. Lecę. Kryj mnie, jakby co - powiedział i wyszedł na korytarz.
Mieszkanie denatki mieściło się na drugim piętrze starej, przedwojennej kamienicy, która dwa lata temu przeszła renowację i na tle pozostałych wyglądała świetnie. Komisarz zaparkował po drugiej stronie ulicy. -Nieciekawa okolica - pomyślał wysiadając z samochodu. Kilkoro młodych chłopaków stało przy trzepaku i słuchali rapu. Głośno dyskutowali o jakiejś imprezie. Zdenek postanowił wykorzystać okazję i podpytać ich o ofiarę. Podszedł do nich spokojnie i zapytał czy znali Kingę Marciniak. Na widok odznaki jeden z nich uciekł.
- Spokojnie. Nie interesuje mnie co macie w kieszeniach. Przynajmniej na razie. Potrzebuję informacji na jej temat. No. To który z was ją znał?
- Każdy ją tu znał. Normalna kobieta. Dobrze się prowadziła. Jej syn też porządny - odezwał się chłopak w kapturze.
- Spotykała się z kimś?
- Nie. Nigdy nie widziałem jej z facetem - odpowiadał dalej.
- A wy? - komisarz zwrócił się do pozostałych. Tamci pokiwali głowami.
- Słyszeliście coś może o ojcu młodego? - znowu kiwnięcie głowami.
- Dobra. Dzięki - komisarz stwierdził, że niczego więcej się od nich nie dowie. Jak tylko odszedł od nich kawałek, jeden z nich zgłośnił z powrotem głośnik i wrócili do przerwanej im rozmowy.
Zdenek poszedł na górę. Wyjął klucze z kieszeni marynarki i włożył do zamka. Drzwi były otwarte. Zamknięte tylko na klamkę. -Co jest do cholery? - pytał sam siebie. Sięgnął po broń i powoli otworzył drzwi. Słyszał jakieś odgłosy. W mieszkaniu ewidentnie ktoś był. Wszedł powoli z bronią wyciągniętą przed siebie. Po cichu sprawdził pomieszczenie po prawej stronie. W łazience nikogo nie było. Potem zajrzał do kuchni. Też pusto. Kiedy był pewien, że ktoś jest w pokoju, tuż za kuchnią, kopnął z impetem w drzwi i wparzył do środka.
- Stój, policja - zawołał na całe gardło. Zosia aż podskoczyła i krzyknęła z przerażenia. -Co pani tu robi?! - zdziwił się na jej widok. Natychmiast schował broń do kabury. -Nie powinno pani tu być.
- Syn Kingi potrzebuje ubrań i książek do szkoły - kobieta powoli się uspokajała. -A pan co tu robi? Policja chyba już przeszukała mieszkanie? - zapytała, pokazując bałagan, jaki po sobie zostawili.
- Muszę jeszcze coś sprawdzić. Nie wie pani, gdzie pani pracownica trzymała ważne dokumenty?
- Nie mam pojęcia. Aż tak blisko nie byłyśmy ze sobą. Ale mogę zapytać Bartka.
- Nie trzeba. Sam znajdę.
- Po co panu jej dokumenty? - była ciekawa i chciała wyciągnąć od niego jakiekolwiek informacje. Komisarz wahał się przez chwilę, aż w końcu stwierdził, że pani Zosia może okazać się pomocna.
- Szukamy aktu urodzenia młodego. Czuję, że ta sprawa ma związek z jego ojcem.
- Szukamy? -dopytała.
- Pani poszuka w tamtych szufladach, a ja zajrzę do tych teczek, które leżą na biurku.
- A co z telefonem i laptopem - postanowiła pójść za ciosem, lecz Zdenek był czujny. Pogroził jej tylko palcem i wrócił do wertowania dokumentów.
- Chyba coś mam. Znalazłam - podeszła do niego i wręczyła mu akt urodzenia. Zdążyła go przeczytać i wiedziała, że to co za chwilę zobaczy komisarz, absolutnie mu się nie spodoba.
- Ojciec nieznany - powiedział bardziej do siebie, niż do Zosi.
- Przykro mi - powiedziała i wróciła do pakowania rzeczy Bartka. Komisarz w międzyczasie odebrał telefon od patologa. -Powiedz lepiej, że coś masz.
- Niestety stary. Zmarła wskutek pęknięcia czaszki. To od uderzenia. Na ramieniu ma ogromnego krwiaka, tak jakby ktoś bardzo silny ścisnął ją w tym miejscu albo walnął lub popchnął z całą mocą.
- Czyli mogła się z kimś kłócić?
- Niewykluczone, ale od razu uprzedzę twoje następne pytanie i nie. Nie ma żadnych śladów dna. Tak, jakby sprawca zrobił to w rękawiczkach. Już na miejscu zbrodni podejrzewałem udział osób trzecich. Przewrócone krzesło w pomieszczeniu socjalnym. Denatka nie mogła tego zrobić sama podczas upadku. Stało za daleko. Na stole był przewrócony kubek, a notes leżał na podłodze. Ale to już ci mówiłem wcześniej.
- Czyli mógł to zaplanować? Skoro miał rękawiczki.
- Można przyjąć taką wersję.
- Dobra. Dzięki - rozłączył się zrezygnowany. -Tutaj musi coś być - rozmyślał i gorączkowo rozglądał się po pomieszczeniu.
- Pójdę już. Proszę zamknąć mieszkanie na klucz - oznajmiła Zosia, która trzymała w ręku dużą turystyczną torbę. Komisarz tylko kiwnął głową, na znak, że w ogóle jej słuchał. Odwróciła się więc na pięcie i wyszła z mieszkania. Dotaszczyła jakoś bagaż do samochodu i ruszyła w stronę domu.