Wstęp
Tajemnica układu immunologicznego, najważniejszego mechanizmu obronnego naszego ciała
Roku 2020 nie zapomnimy z wielu powodów. Dla mnie, immunolożki i ekspertki w obszarze medycyny integracyjnej i funkcjonalnej, będzie on
zawsze tym, w którym zaczęły się toczyć gremialne dyskusje o układzie
odpornościowym. Terminy takie jak "cytokiny", "antygeny" czy "odporność
stadna" na dobre weszły do języka rozmów prowadzonych przez osoby dotąd
zupełnie nieznające tej tematyki.
Przed pandemią COVID-19 większość z nas zapewne nie zastanawiała się nad
własnym układem odpornościowym -?inaczej immunologicznym -?jeśli nie
liczyć faktu, że pomaga on nam przezwyciężyć zwykłe przeziębienie i trochę szybciej wrócić do pracy. Nagle zaczęliśmy postrzegać go jako
koło ratunkowe organizmu -?kwestię życia lub śmierci. Niestety dla wielu
ludzi, podczas pandemii COVID-19 to od sprawności układu odpornościowego
zależało, co weźmie górę.
Nikomu nie życzyłabym tego, co wydarzyło się w roku 2020. Nie mogę się
jednak oprzeć wrażeniu, że miał on ten pozytywny skutek, iż wszyscy
zaczęli szanować układ odpornościowy i zwracać uwagę na jego rolę w naszym życiu. Jest to wszak najpotężniejszy mechanizm obronny organizmu.
Bezsprzecznie to on każdego dnia utrzymuje ciebie i mnie przy życiu.
Niestety, układ odpornościowy od dawna jest uważany za coś oczywistego,
a wręcz lekceważony i wyzyskiwany.
Wystarczy sobie uświadomić, że właściwie co roku poddajemy się testom
przesiewowym pod kątem różnych schorzeń. Robimy sobie kolonoskopie i mammogramy, by wykluczyć raka; kontrolujemy poziomy cholesterolu i ciśnienia krwi, aby zbadać kondycję układu sercowo-naczyniowego;
niektórzy poddają się nawet testom na niedobór składników odżywczych i robią badania krwi, by sprawdzić, jak się mają ich wątroba i nerki. Ale
nikt nie idzie do lekarza po to, by zbadać sprawność układu
odpornościowego. Słysząc taką prośbę, doktor zapewne zrobiłby dziwną
minę i podrapał się po głowie.
Dlaczego tak się dzieje? Układ odpornościowy jest przecież bardzo ważny
-?czemu więc nie dbamy o jego sprawność i go nie pielęgnujemy?
Po części wynika to z faktu, że układ immunologiczny człowieka wciąż
stanowi zagadkę dla większej części środowiska medycznego, z wyjątkiem
specjalistów i naukowców z tej dziedziny. Jeśli mam być szczera,
domyślam się przyczyn. Jest to niezwykle złożony system, składający się
z niezliczonych komórek, receptorów i przekaźników chemicznych, a każdy
z jego elementów ma budzące obawy nazwy, złożone z zagadkowych ciągów
liczb, liter i symboli.
Nie wspomnę nawet o tym, że większość lekarzy nie zdobywa na studiach
wielu informacji na ten temat. Ja sama wzięłam udział tylko w jednym
kursie poświęconym immunologii -?było to na drugim roku medycyny -?i zapamiętałam jedynie tyle, by zdać egzaminy. Gdybym później sama nie
zdecydowała się na specjalizację w dziedzinie immunologii, większość tej
wiedzy trafiłaby do osnutych pajęczynami zakamarków mojego mózgu, tuż
obok szczegółowych informacji o sekwencji rozwoju serca płodu oraz
złożonych reakcjach chemii organicznej, które wkułam na blachę i szybko
wyrzuciłam ze świadomej pamięci.
Kolejną przeszkodą w zrozumieniu układu odpornościowego jest ogromna
liczba badań na ten temat, jakie pojawiły się w ciągu kilku ostatnich
dekad. Dziedzina immunologii rozwija się w zawrotnym tempie, nieustannie
przesuwając granice naszej wiedzy. W tej stosunkowo młodej nauce -?za
jej początki można uznać prowadzone od 1883 roku badania rosyjskiego
naukowca Ilji Miecznikowa -?większość lekarzy zniechęca sam ogrom nowych
informacji, które należy przyswoić.
Uwarunkowania te przejawiały się w sposobie, w jaki społeczeństwa -?czy
raczej populacje na całym globie -?próbowały pojąć działanie wirusa
SARS-CoV-2 i uzbroić układ odpornościowy tak, by nas przed nim ochronił.
Wszyscy zastanawialiśmy się, jakie kroki należy podjąć, by uniknąć
infekcji. Zakładaliśmy maseczki, litrami kupowaliśmy środki do
dezynfekcji dłoni i zdystansowaliśmy się społecznie do tego stopnia, że
zamykaliśmy firmy, odwoływaliśmy wakacje i przez ponad rok pracowaliśmy
zdalnie. Szukaliśmy w internecie informacji o suplementach i lekach
(wątpliwej skuteczności), które mogłyby nas ochronić, a także pilnie
śledziliśmy wiadomości o ogólnoświatowym wyścigu po szczepionkę.
Dowiadywaliśmy się, że pewne choroby współistniejące stanowią czynnik
ryzyka, i martwiliśmy, czy to właśnie my jesteśmy w gronie osób
narażonych na powikłania. Chcieliśmy "wzmocnić" nasz układ
odpornościowy, lecz okazało się, że u większości osób umierających na
COVID-19 dochodzi do zbyt silnej odpowiedzi immunologicznej organizmu,
zwanej burzą cytokinową. Prawda, że to skomplikowane? Tyle pytań, tak
mało odpowiedzi. To wystarczyło, żebyśmy poczuli się przytłoczeni i wystraszeni całkowitym nieprzygotowaniem dzisiejszego świata do radzenia
sobie z niewidocznym mikrobem, który rozprzestrzenia się lotem
błyskawicy.
Faktem jest, że wspieranie układu odpornościowego we właściwy sposób i w odpowiednim czasie wymaga szczypty finezji. W szczególności dotyczy to
nowych zagrożeń, takich jak wirus SARS-CoV-2. Nie ma bowiem jednego
wiarygodnego badania przesiewowego, które pozwalałoby ocenić kondycję
skomplikowanego i tajemniczego układu strzegącego naszej odporności. Z tej książki dowiesz się, że elementy układu odpornościowego znajdują się
w każdym zakamarku naszego ciała. W pewnym sensie jest on nieuchwytny -
nie ma rzeczywistych granic ani określonych narządów, w których można
byłoby go odizolować i zbadać. Nie da się zobrazować tego układu na
prześwietleniu rentgenowskim, wykonać biopsji ani określić jego
sprawności bądź jej braku przy użyciu jednego testu.
I choć udało się szybko opracować skuteczne szczepionki przeciwko
SARS-CoV-2, nasz układ odpornościowy przez całe życie będzie nadal
zmagać się z różnorodnymi wyzwaniami, takimi jak pojawiające się nowe
wirusy! Na tym nie kończą się zagrożenia dla układu odpornościowego -?w żadnym razie. Bo choć powszechnie kojarzymy go ze zwalczaniem bakterii i wirusów, prawda jest taka, że jego rola jest znacznie ważniejsza.
Działanie tego układu -?dobre lub złe -?wpływa na przebieg prawie każdej
znanej ludzkości choroby lub ją powoduje. Owszem, układ immunologiczny
na skomplikowane sposoby odpowiada na choroby wywołane przez
drobnoustroje, takie jak przeziębienie czy grypa, ale odgrywa też bardzo
ważną rolę w chorobach serca i płuc, cukrzycy, chorobie Alzheimera oraz
nowotworach, będących głównymi przyczynami zgonów na całym świecie.
Żaden inny system organizmu nie jest tak rozbudowany i wszechstronny.
Integralność układu odpornościowego jest zasadniczo Świętym Graalem
jakości życia. W ostatecznym rozrachunku to właśnie jego sprawność
decyduje o tym, czy zachorujemy i umrzemy z powodu danej choroby, czy
będziemy się cieszyć długowiecznością. Gdy zaczynałam swoją karierę jako
prowadząca prywatną praktykę alergolożka i immunolożka, sumiennie
starałam się ujarzmiać układ odpornościowy pacjentów, najlepiej jak
umiałam. Tego mnie nauczono. Codziennością było dla mnie leczenie
egzemy, pokrzywki, astmy, zapalenia zatok, a niekiedy powikłanych
zaburzeń czy spadku odporności. Prowadziłam standardową terapię -
przepisywałam zastrzyki przeciwalergiczne i sterydowe, kremy, leki na
alergię, inhalatory na astmę i antybiotyki. Metody te na ogół przez
jakiś czas okazywały się skuteczne. Ale pacjenci, którzy wychodzili ode
mnie ze stosem recept, po trzech czy czterech miesiącach prawie zawsze
wracali. Z upływem lat zauważyłam, że stawiano im nowe diagnozy; że
chorowali ciężej i ostatecznie przyjmowali zbyt wiele leków,
przepisywanych głównie w celu złagodzenia skutków ubocznych innych
farmaceutyków. Wielu, już w dorosłym wieku, skarżyło się na nowe alergie
pokarmowe, choroby autoimmunologiczne, objawy zespołu jelita drażliwego,
wysypki, przewlekłe zapalenie zatok i bóle stawów. Zaczęłam otrzymywać
skierowania od lekarzy specjalistów -?gastroenterologów, reumatologów i dermatologów -?którzy nie wiedzieli, jak dalej postępować z pacjentami.
(Do alergologa często trafiają te skomplikowane przypadki, z którymi
nikt inny nie wie, co zrobić). Problem polegał na tym, że pomimo wielu
lat tradycyjnego kształcenia w zakresie chorób wewnętrznych, alergii i immunologii byłam zbita z tropu. Miałam jednak przeczucie, że wszystkie
te nowe problemy zdrowotne są w jakiś sposób powiązane.
Zaczęłam więc po prostu zadawać pytania. Pytałam moich pacjentów o sposób odżywiania się, poziom stresu, codzienne zajęcia, emocje, nawyki
i sen. Wielu z nich nie sypiało najlepiej -?cierpiało na bezsenność albo
pracowało na nocną zmianę. Niektórzy żywili się ubogimi w składniki
odżywcze posiłkami w fast foodach, a w ciągu minionego roku przyjmowali
antybiotyki i inne leki na receptę. Inni byli przygnębieni i zestresowani albo mieli poczucie kryzysu w związkach osobistych bądź
niespełnienia w pracy zawodowej.
W owym czasie nie czułam się jeszcze ekspertką w obszarze immunologii
integracyjnej, którą definiuję jako połączenie twardej, laboratoryjnej
wiedzy dotyczącej odporności ze zrozumieniem czynników wpływających na
zdrowie, takich jak odżywianie, stres, relacja umysł-ciało, bodźce
środowiskowe oraz duchowość, by wymienić tylko niektóre. Wyraźnie
widziałam, że układ odpornościowy moich pacjentów szwankuje z powodu ich
stylu życia oraz zachowań. Cierpieli oni też na jakże powszechne
schorzenia, na przykład nadciśnienie tętnicze, choroby serca i cukrzycę,
które zgodnie z moją wiedzą miały znaczące podłoże immunologiczne. Nie
miałam pojęcia, co mogę dla nich zrobić, poza wypisywaniem coraz
większej liczby recept. Potrzebowałam lepszego zestawu narzędzi.
Przez kilka następnych lat tworzyłam własny zbiór takich narzędzi.
Postanowiłam ukończyć kurs medycyny integracyjnej w ramach programu Dr
Weil Integrative Medicine w Tucson, aby zapoznać się z korzyściami
płynącymi z różnorodnych interwencji, takich jak ziołolecznictwo, dieta
i troska o połączenie między umysłem a ciałem. Brałam udział w konferencjach dotyczących medycyny funkcjonalnej, na których nauczono
mnie, by nie skupiać się na nazywaniu chorób i maskowaniu ich objawów
przy użyciu leków, lecz by szukać pierwotnej przyczyny schorzenia dzięki
wnikliwym testom i analizom, a także wskazywać pacjentom zmiany w stylu
życia sprzyjające uzdrowieniu. Poświęciłam wiele weekendów i urlopów na
udział w sympozjach na terenie całych Stanów Zjednoczonych, szukając
odpowiedzi na to, co tak naprawdę decyduje o zdrowiu lub chorobie, a ostatecznie otrzymałam dyplom z medycyny funkcjonalnej. W końcu zdałam
sobie sprawę, że nie mogę połączyć świeżo zdobytej wiedzy z wykonywaną
pracą zawodową, dlatego zrezygnowałam z niej i zaczęłam działać na
własną rękę -?założyłam Moday Center, gabinet medycyny funkcjonalnej w Filadelfii.
Od tamtej pory pracowałam z tysiącami pacjentów, starając się odwrócić
bieg ich procesów chorobowych, obejmujących objawy chorób
autoimmunologicznych, alergii, infekcji i stanów przewlekłych. Stosując
wypróbowane metody, znane mi z doświadczenia, pomogłam im odstawić leki
i poczuć się lepiej dzięki korzystnym zmianom w otoczeniu, odżywianiu,
kondycji mikrobiomu, wzorcach snu i poziomach stresu. Wspierałam
pacjentów w łagodzeniu schorzeń i zwiększaniu odporności na wirusy w trakcie pandemii. Stworzyłam własny, jedyny w swoim rodzaju zestaw
narzędzi, którymi nauczyłam się sprawnie posługiwać.
Zestaw ten został opisany w tej książce w takiej formie, by mógł z niego
korzystać każdy i wszędzie. Na następnych stronach znajdziesz sporą
porcję wiedzy, którą gromadziłam przez lata, wyłożonej w postaci, w jakiej moim zdaniem najbardziej ci się przyda. Skupiłam się na tym, co
rzeczywiście musisz wiedzieć o skomplikowanym układzie odpornościowym
oraz o metodach postępowania, które pomogą ci odzyskać zdrowie i dobre
samopoczucie. Bo -?jak zapewne się ze mną zgodzisz -?właśnie to zawsze
mamy na celu.
Przez kilka ostatnich lat przeczytałam chyba wszystkie porady dotyczące
zwiększania skuteczności układu odpornościowego, jakich udzielają
pracownicy służby zdrowia -?na konferencjach, w mediach
społecznościowych i na stronach internetowych poświęconych zagadnieniom
medycznym -?i zdałam sobie sprawę, że wszyscy idą tą samą, utartą
ścieżką. Jako ktoś, kto od dziesięcioleci bada układ odpornościowy, mogę
z całą pewnością stwierdzić, że to podejście nie jest właściwe. Układ
odpornościowy nie jest prostą strukturą liniową, a chorobę może wywołać
wiele czynników -?rzecz nie sprowadza się do "wzmacniania" odporności.
Mogą się u ciebie pojawić przewlekłe stany zapalne, choroby
autoimmunologiczne czy alergie, wywołane i tak już nadgorliwą ochroną
immunologiczną, której nie pomoże dalsze "wzmacnianie".
Na czym więc polega właściwe podejście? Pomagając setkom pacjentów,
przekonałam się, że o zaburzeniach układu odpornościowego i doświadczanych objawach decyduje brak równowagi biochemicznej na
poziomie komórkowym. W ciągu wielu lat badań zauważyłam u moich
pacjentów kilka powtarzających się schematów -?stały się one wzorcami
dla tego, co nazywam czterema immunotypami: tlącym się, zbłąkanym,
hiperaktywnym i słabym. Aby doprowadzić do porządku niezrównoważony
układ odpornościowy, musisz poznać swój immunotyp, a następnie
wprowadzić konkretne zmiany w stylu życia i terapie, które pozwolą ci
wrócić na właściwe tory.
Z tego względu większa część tej książki skupia się na czterech
immunotypach. Zacznę od omówienia kryzysu, jaki dotknął w dzisiejszych
czasach układ odpornościowy, oraz od wprowadzenia do niektórych
mechanizmów decydujących o dobrej kondycji tego układu. Następnie
przejdę do podstaw immunologii. Jeśli chcesz zrozumieć swój immunotyp,
powinieneś poznać kilka mądrych słów. Nie martw się! To nic trudnego;
przy najbliższym obiedzie z przyjaciółmi będziesz mógł im zaimponować
wiedzą. Gdy już zapoznasz się z fundamentami, przekonasz się, że reszta
tej książki sprowadza się do kwestii czterech immunotypów. Opracowałam
quiz ułatwiający określenie własnego immunotypu (albo kilku, możesz
bowiem pasować do więcej niż jednego wzorca!) i przedstawiłam studia
przypadków z życia wziętych, które pomogą ci zrozumieć, co dzieje się w naszych organizmach. Wyjaśniłam, jak czynniki takie jak sen, stres,
zdrowie jelit, kontakt z toksynami oraz sposób odżywiania się wpływają
na zdrowie układu odpornościowego i jak mogą one prowadzić do zaburzeń
jego równowagi. Dzięki tym informacjom oraz znajomości własnego
immunotypu będziesz mógł stworzyć indywidualny plan odbudowy odporności,
wpisujący się nie tylko w twój immunotyp, ale też we własne preferencje
i styl życia. Plan odbudowy odporności jest tą częścią książki, w której
możesz opuścić salę lekcyjną, zakasać rękawy i podjąć działania na rzecz
przywracania immunologicznej harmonii.
Realizując plan odbudowy odporności, złagodzisz niepożądane stany
zapalne i przekierujesz wysiłki układu odpornościowego z walki przeciwko
własnym komórkom i nieszkodliwym alergenom na bitwę z prawdziwymi
wrogami. Wykształcisz odporność na nowe wirusy i bakterie oraz zyskasz
potężną moc w zmaganiach z komórkami nowotworowymi. Właściwym celem tej
książki jest osiągnięcie przez ciebie dobrego samopoczucia i zaufania do
własnego ciała. Bo gdy układ odpornościowy działa harmonijnie, czujesz
się fantastycznie! Rzadko chorujesz, a jeśli już ci się to przydarzy,
szybko wracasz do zdrowia. Jesteś wolny od uciążliwych alergii i nie
cierpisz na schorzenia autoimmunologiczne. Nie walczysz z cukrzycą,
otyłością ani chorobami serca; nie zmagasz się z przewlekłymi stanami
zapalnymi. Twój układ odpornościowy jest mocny, a co za tym idzie -?ty
też taki jesteś.
Niezależnie więc od tego, czy chcesz zwalczyć przewlekłe choroby,
skuteczniej kontrolować objawy schorzeń autoimmunologicznych, czy też
uwolnić się od irytujących sezonowych alergii, ciągłych przeziębień albo
infekcji zatok, w książce tej znajdziesz zestaw narzędzi, które ci w tym
pomogą.
Wielokrotnie miałam okazję obserwować skutki niezwykłych zdolności
ludzkiego organizmu do uzdrawiania się. Wiem też, że ty także możesz
tego doświadczyć. Twój układ odpornościowy chce cię chronić, ale jak
dowiesz się z dalszej części tej książki, może to robić tylko dzięki
twojej pomocy.
Co o tym wszystkim sądzisz? Jesteś gotowy zostać ekspertem w dziedzinie
własnego układu odpornościowego? Przewróć kartkę -?zaczynamy.
Rozdział 1
Kryzys zaburzeń immunologicznych
Latem 1906 roku w ekskluzywnej enklawie Oyster Bay w stanie Nowy Jork
pewien bankier i jego rodzina spędzali wakacje na plaży, pływali,
opalali się i urządzali pikniki. Ale w połowie lata dopadła ich
straszliwa choroba. Sielankowe wczasy zakłóciły gorączka i biegunka, a 6
spośród 11 mieszkańców domu zachorowało na zakaźne zapalenie przewodu
pokarmowego. Sprawcę zidentyfikowano nieco później -?była to bakteria
Salmonella typhi, odpowiedzialna za dur brzuszny (tyfus).
Lokalne epidemie tyfusu, choć początkowo dotykały tylko tych mieszczan,
którzy mieli kontakt ze skażoną wodą i bytowali w złych warunkach
sanitarnych, w ciągu kilku kolejnych lat zaczęły nawiedzać również
zamożne gospodarstwa domowe. Po przeprowadzeniu wielu badań ustalono, że
źródłem choroby jest jedna osoba -?najemna kucharka, niejaka Mary
Mallon, której nadano niechlubne miano Tyfusowej Mary1. Okazało się, że Mary była bezobjawowym
nosicielem choroby i rok po roku skutecznie rozprzestrzeniała tę
śmiertelną w niektórych przypadkach infekcję pośród niczego
niepodejrzewającej klienteli w różnych domach.
W Ameryce była to epoka przed nadejściem antybiotyków, szczepionek i dbałości o warunki sanitarne, przed publicznym uzdatnianiem wody i higienicznym obchodzeniem się z żywnością oraz właściwym odprowadzaniem
ścieków. Prawda jest taka, że wcale nie działo się to dawno temu! Na
przełomie XIX i XX wieku najczęstszymi przyczynami zgonów były choroby
zakaźne, takie jak zapalenie płuc i grypa, gruźlica oraz wirusowe
zakażenie przewodu pokarmowego. Co więcej, w 1900 roku oczekiwana
długość życia w Stanach Zjednoczonych wynosiła tylko 47 lat2. Zastanówmy się nad tym przez chwilę. Zaledwie
nieco ponad sto lat temu nie mieliśmy bezpiecznych i niezawodnych
szczepionek, Alexander Fleming nie wynalazł jeszcze penicyliny i nie
dysponowaliśmy rzetelną wiedzą o faktycznym mechanizmie infekcji. Mało
tego, mycie rąk weszło do chirurgicznej rutyny postępowania dopiero pod
koniec XIX wieku, a zakładanie masek i rękawiczek podczas operacji
upowszechniło się dopiero na początku następnego stulecia.
W wyniku tego wiele infekcji, którym dziś zapobiegamy przy użyciu
szczepionek lub które leczymy serią antybiotyków, kończyło się śmiercią,
zwłaszcza w przypadku dzieci. Obecnie za pewnik przyjmujemy niesamowite
postępy medycyny, których owoce mamy na wyciągnięcie ręki, ale dawniej
jedyną ochroną w walce z potencjalnie śmiertelną infekcją był silny
układ odpornościowy.
Choroby zakaźne ustąpiły przewlekłym
W ciągu ostatnich stu lat dokonaliśmy zwrotu o 180 stopni. Miałeś
przyjaciela lub członka rodziny, który zmarł na wirusowe zakażenie
żołądka, kiłę albo gruźlicę? Nie oznacza to, że choroby zakaźne należą
do przeszłości -?daleko im do tego, jeśli wziąć pod uwagę epidemię AIDS
w latach 80., niedawną globalną pandemię COVID-19 czy pojawianie się
opornych na antybiotyki "superbakterii" -?ale współczesne społeczeństwo,
przemysł spożywczy, technologie medyczne i ludzkie zachowania radykalnie
wpłynęły na przyczyny chorób i śmierci. Jeśli nie liczyć majaczącego w nieokreślonej przyszłości widma nowych wirusów, zagrożenie związane z chorobami zakaźnymi po prostu zupełnie zmieniło swoje oblicze.
W dużej mierze jest to zasługa szczepień. Jeszcze w 1960 roku w USA nie
było ogólnokrajowego programu szczepień, a dzieci dostawały tylko pięć
szczepionek: przeciwko błonicy, tężcowi, krztuścowi, polio i ospie. Od
tamtej pory doszło do ogromnego rozwoju w obszarze szczepień i dziś w ciągu 18 lat życia młodemu człowiekowi rutynowo podaje się 16
szczepionek w formie 56 zastrzyków. Bez względu na twoje zapatrywania w kwestii szczepień przełom ten znacząco zmniejszył śmiertelność dzieci z powodu infekcji, co niewątpliwie warto uszanować, teraz jednak, jak się
wydaje, stoimy w obliczu innego kryzysu -?gwałtownego wzrostu
występowania chorób przewlekłych. Żyjemy znacznie dłużej niż kiedyś, ale
jesteśmy bardziej przewlekle chorzy niż kiedykolwiek wcześniej. Można
powiedzieć, że przyczyniliśmy się do kryzysu dysfunkcji układu
odpornościowego.
Realia przedstawiają się tak, że u dzieci stwierdza się astmę, alergie
pokarmowe, cukrzycę, nadciśnienie tętnicze, autyzm i ADHD w stopniu
nieporównywalnym do historycznych poziomów. W Stanach Zjednoczonych i na
całym świecie choroby serca, płuc, cukrzyca, choroba Alzheimera i nowotwory plasują się na samym początku listy przyczyn zgonów.
Statystyki nie kłamią. Oto garść aktualnych danych:
Choroby sercowo-naczyniowe -?obejmujące chorobę wieńcową, zastoinową
niewydolność serca, udar, arytmię, nadciśnienie tętnicze i chorobę
tętnic obwodowych -?dotykają 48 procent populacji Stanów Zjednoczonych
i są główną przyczyną zgonów na całym świecie3.
U mniej więcej 34,5 miliona Amerykanów stwierdzono cukrzycę typu II -
chorobę, która może prowadzić do ślepoty, niewydolności nerek, udaru
mózgu, chorób serca i amputacji kończyn4.
Co gorsza, jeśli dodać do tego osoby ze stanem przedcukrzycowym lub
nierozpoznaną cukrzycą, może być mowa nawet o 100 milionach
Amerykanów5. Oznacza to, że co trzecia
osoba ma problem z poziomem cukru we krwi.
Choroba Alzheimera dotyka prawie 6 milionów mieszkańców Stanów
Zjednoczonych, a zgodnie z przewidywaniami liczba ta w 2050 roku
wzrośnie do ponad 15 milionów6. Innymi
słowy, chorych na alzheimera będzie więcej niż mieszkańców Nowego
Jorku, Chicago i Los Angeles razem wziętych.
Odsetek otyłych dorosłych Amerykanów w 2018 roku wynosił 42,4 procent,
czyli w przybliżeniu dwukrotnie więcej niż wtedy, gdy trzydzieści lat
temu zaczynałam studia. Sama otyłość zwiększa ryzyko chorób serca,
cukrzycy, demencji i zapalenia stawów7.
Drastycznie rośnie też liczba cierpiących na zaburzenia lękowe i depresję. Problemy te jeszcze przed pandemią COVID-19 dotykały aż 18,5
procent dorosłych. Obecnie odsetek ten prawie na pewno jest
wyższy8.
Według danych przekazanych przez Narodowe Instytuty Zdrowia (NIH) na
choroby autoimmunologiczne cierpi 23,5 miliona Amerykanów (czyli ponad
7 procent populacji), a Amerykańskie Stowarzyszenie Chorób
Autoimmunologicznych (AARDA) szacuje, że liczba ta jest w rzeczywistości bliższa 50 milionom9.
Z najnowszych statystyk Centrum Kontroli i Prewencji Chorób (CDC)
wynika, że 47 procent Amerykanów cierpi na co najmniej jeden rodzaj
choroby przewlekłej, co łącznie kosztuje kraj 3,7 biliona dolarów
rocznie.
Odnoszę wrażenie, że znieczuliliśmy się na tego rodzaju informacje. Nie
szokują już nas, bo stały się normą. Uwierz mi jednak, że są dalekie od
normalności.
Choroby przewlekłe są o tyle podstępne, że w odróżnieniu od tych
zakaźnych, które przykuwają nas na wiele dni do łóżka z gorączką,
dreszczami czy biegunką, często znacznie trudniej je wykryć. Pomyśl o bliskich ci ludziach: ilu cierpi na chroniczne schorzenia, takie jak
łuszczyca, nadciśnienie, zespół jelita drażliwego czy endometrioza? Być
może nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy, bo nie zostałeś o nich
poinformowany. Zaskakuje mnie, jak często podczas rozmowy z przyjacielem
czy członkiem rodziny słyszę, że ma reumatoidalne zapalenie stawów,
astmę czy wrzodziejące zapalenie jelita grubego. O, naiwności, wciąż
myślę wtedy: "Dlaczego dowiaduję się o tym dopiero teraz?".
Odpowiedź jest prosta: dzisiejsze choroby wyglądają inaczej. Te
przewlekłe nie zawsze da się wykryć na pierwszy rzut oka, zwłaszcza
biorąc pod uwagę mnogość farmaceutyków, za pomocą których czasami można
je "kontrolować". Nie zawsze oznacza to jednak, że czujemy się dobrze
czy zdrowo żyjemy. Tak naprawdę zasadniczy kierunek starań w walce z chorobami przewlekłymi nie polega na eliminowaniu ich pierwotnych
przyczyn, lecz na topieniu miliardów dolarów w opracowywanie coraz
silniejszych leków.
Statystyki dotyczące farmaceutyków przepisywanych na receptę też nie
kłamią:
W ciągu ostatnich 30 dni 45,8 procent populacji USA zażywało leki
wydawane z przepisu lekarza, przy czym 24 procent Amerykanów brało ich
trzy lub więcej, a 12,6 procent -?pięć lub więcej11.
W ciągu ostatniego miesiąca 18 procent dzieci w wieku od 0 do 11 lat
przyjmowało lek na receptę.
Według CDC 73,9 procent wizyt u lekarza kończy się przepisaniem
leków12.
W ciągu ostatnich 30 dni mniej więcej 13,2 procent Amerykanów powyżej
roku życia przyjmowało leki przeciwdepresyjne.
Częstotliwość stosowania NLPZ (niesteroidowych leków przeciwzapalnych,
czyli dostępnych w większości bez recepty leków przeciwbólowych) u pacjentów powyżej 65. roku życia w niektórych przypadkach sięga nawet
96 procent14.
W 2018 roku wypisano ponad 16 milionów recept na opioidy, a 21-29
procent pacjentów ich nadużywa; u 12 procent rozwija się
uzależnienie15.
W ogólnym ujęciu stosowanie statyn przeciwko podwyższonemu poziomowi
cholesterolu wśród dorosłych Amerykanów w wieku 40 lat i starszych
wzrosło o 79,8 procent -?z 21,8 miliona osób w latach 2002-2003 do
39,2 miliona w latach 2012-2013 (to 221 milionów recept)16.
Ponad 15 milionom Amerykanów są przepisywane inhibitory pompy
protonowej -?leki powszechnie stosowane w celu obniżenia poziomu
wydzielania kwasu żołądkowego i mające łagodzić zgagę (jeszcze
bardziej zdumiewa fakt, że według badań aż 10,5 miliona osób zażywa
je, nawet jeśli nie są potrzebne)17,18.
Według CDC aż 16 milionów dorosłych przyjmuje leki przeciwalergiczne,
a liczba Amerykanów kupujących tego rodzaju medykamenty rośnie każdego
roku19.
Farmaceutyki przepisywane przez lekarza i te bez recepty nie są z natury
złe -?w rzeczywistości mogą być bardzo pomocne -?lecz prawda jest taka,
że jeśli chodzi o rozwiązanie problemu chorób przewlekłych, ich
skuteczność jest ledwie marginalna. Choć wiele z tych leków ratuje życie
i może łagodzić objawy, niektóre mają też szkodliwe skutki uboczne oraz
właściwości uzależniające i zwykle nie rozwiązują pierwotnego problemu
ze zdrowiem, co oznacza, że po pewnym czasie nieuchronnie wrócisz do
lekarza, potrzebując większej dawki albo innego leku. Mnóstwo osób
egzystuje w stanie permanentnej choroby, bólu, niepełnosprawności i niskiej jakości życia.
Być może zastanawiasz się, dlaczego piszę o tych chorobach i lekach.
Przecież wszystkie one nie mogą mieć związku z układem odpornościowym! A jednak. Posunęłabym się nawet do stwierdzenia, że większość chorób
przewlekłych jest wołaniem o pomoc ze strony naszego układu
immunologicznego. Wołaniem, które przybiera postać chronicznego
zapalenia ogólnoustrojowego.
Obosieczny miecz stanu zapalnego
Niedawno do mojego gabinetu zawitała pacjentka, która stwierdziła: "Nie
wiem, co mi jest. Po prostu czuję się jakaś rozbita". Choć nie miała
postawionej konkretnej diagnozy, wiedziała, że coś jej dolega. Jak już
wspomniałam, wszystkie schorzenia -?od depresji przez choroby serca,
chorobę Alzheimera aż po zespół jelita drażliwego -?są wywoływane przez
problem dotyczący układu odpornościowego, a problemem tym prawie zawsze
jest zapalenie. Przypuszczam, że będziesz mieć dość tego słowa, bo w dalszej części książki padnie ono jeszcze wielokrotnie, lecz nie bez
powodu -?stan zapalny jest podstawowym środkiem działania układu
odpornościowego. Ilekroć się skaleczymy albo złapiemy infekcję, układ
odpornościowy zaczyna kontratak od wywołania kaskady zapalnej.
Stan zapalny cieszy się złą sławą, zwłaszcza w świecie wellness, lecz
jest nieco źle rozumiany. W rzeczywistości nie ma w nim nic złego!
Gdybyśmy nie mieli stanów zapalnych, umieralibyśmy z powodu nawet
łagodnych infekcji, takich jak zwykłe przeziębienie czy grypa, a także
wskutek odniesienia niewielkich ran, bo organizm nie byłby w stanie
chronić się i naprawiać.
Wyjaśnię, do czego zmierzam: gdy się zranimy albo zakazimy, układ
odpornościowy wyzwala reakcję zapalną, by wysłać do danego obszaru ciała
armię komórek odpornościowych i przekaźników chemicznych, które mają za
zadanie ochronić ów obszar i go wyleczyć (o komórkach tych i przekaźnikach szerzej napisałam w rozdziale 2). Gdy zrobimy sobie
krzywdę, to właśnie zapalenie wywoła obrzęk, zaczerwienienie skóry i podwyższoną temperaturę; to ono jest też powodem nadprodukcji śluzu, gdy
jesteśmy przeziębieni. Wszystkie te objawy denerwują i pogarszają
samopoczucie, lecz w istocie ich zadaniem jest wyleczenie nas i usunięcie zarazków z organizmu. Opuchnięta, bolesna kostka powstrzymuje
nas od chodzenia i pogłębienia urazu; śluz wytwarzany i odkasływany w czasie przeziębienia ma na celu przechwycenie i wydalenie
drobnoustrojów, które wywołały chorobę.
W idealnym świecie stan zapalny spowodowany urazem albo chorobą byłby
krótkotrwały oraz adekwatny do skali zagrożenia, z jakim się zmagamy, i skutecznie zainicjowałby obronę i leczenie, a potem wygasł, by
przywrócić zwykłe funkcjonowanie organizmu. Niestety, nie zawsze tak się
dzieje. Czasami reakcja zapalna jest zbyt silna, wtedy zaś może okazać
się groźniejsza niż pierwotna choroba czy uraz -?tak się dzieje na
przykład w przypadku burzy cytokin wyzwalanej przez infekcję wirusem
SARS-CoV-2. Kiedy indziej z kolei zapalenie nie ustępuje prawidłowo po
minięciu zagrożenia. To zła wiadomość dla organizmu, może to bowiem
doprowadzić do -?tak, zgadłeś! -?przewlekłego stanu zapalnego, a ten do
chronicznej choroby. Przytłaczająca większość dzisiejszych chorób wynika
z nieustannego podsycania stosunkowo łagodnych stanów zapalnych, a mamy
ich mnóstwo.
Oto kilka przykładów:
Gromadzenie się blaszek miażdżycowych, prowadzące do zwapnienia serca
i naczyń krwionośnych, jest wynikiem prób wywołania przez układ
odpornościowy stanu zapalnego w celu naprawy uszkodzeń tych naczyń.
Blaszki powstają wskutek palenia tytoniu, infekcji, wysokiego
ciśnienia krwi, kontaktu z toksycznymi chemikaliami oraz obecności
uszkodzonego cholesterolu.
Depresja została powiązana z podwyższonym poziomem stanu zapalnego
rzutującego na funkcjonowanie neuroprzekaźników w mózgu20.
W cukrzycy stan zapalny wymyka się spod kontroli, gdy nadmiar glukozy
"przykleja się" do komórek krwi i naczyń krwionośnych, uszkadzając
narządy, które organizm gorączkowo próbuje naprawić.
Jeśli chodzi o chorobę Alzheimera, ryzyko zapadnięcia na nią rośnie
wskutek wstrząśnień mózgu, wysokiego poziomu glukozy we krwi, braku
snu oraz kontaktu z toksynami środowiskowymi. Wszystko to jest paliwem
-?znowu zgadłeś! -?dla zapaleń, których skutkiem jest nadgorliwe
naprawianie mózgu, prowadzące do jego uszkodzenia.
Astma jest stanem zapalnym górnych dróg oddechowych, egzema -?komórek
skóry, artretyzm powstaje wskutek zapalenia stawów, a choroba
Leśniowskiego-Crohna to stan zapalny przewodu pokarmowego. Tę listę
można wydłużać.
Reakcja zapalna, która wymknęła się spod kontroli, jest najwyraźniej
przyczyną wielu powszechnie występujących chorób. Dotyczy to w szczególności grupy stanów zwanych chorobami autoimmunologicznymi.
Tolerancja immunologiczna i choroba autoimmunologiczna
Jak już pisałam, choroby autoimmunologiczne stanowią rodzinę
przewlekłych, wyniszczających, a niekiedy zagrażających życiu schorzeń.
Ich wspólnym mianownikiem jest szaleństwo układu odpornościowego.
Prowadzi ono nie tylko do wielu przewlekłych stanów zapalnych, ale także
do zaburzenia inteligencji tego układu, który zaczyna atakować tkanki
własnego organizmu, tak jakby były niebezpiecznymi intruzami z zewnątrz.
W immunologii nazywamy to zjawisko utratą tolerancji -?jest to jedno z najważniejszych pojęć z tego obszaru. Tolerancję można opisać jako
zdolność komórek odpornościowych do rozpoznawania własnych tkanek i nieatakowania ich w żadnym przypadku. Utrata immunotolerancji sprawia,
że komórki odpornościowe zaczynają atakować organizm gospodarza. Jest
ona jednym z czynników rozwoju choroby autoimmunologicznej
(autoimmunizacji) oraz tego, co nazwałam immunotypem zbłąkanym, o którym
przeczytasz później.
Autoimmunizacja może wystąpić wszędzie, ale najczęstszymi lokalizacjami
są naczynia krwionośne, tkanka łączna, gruczoły dokrewne takie jak
tarczyca lub trzustka, stawy, mięśnie, czerwone krwinki oraz skóra.
Niektóre z najczęstszych chorób autoimmunologicznych to:
choroba Addisona,
celiakia (enteropatia glutenozależna),
zapalenie skórno-mięśniowe,
choroba Gravesa-Basedowa,
choroba Hashimoto,
stwardnienie rozsiane,
miastenia,
anemia złośliwa,
reaktywne zapalenie stawów,
reumatoidalne zapalenie stawów,
zespół Sjögrena,
toczeń rumieniowaty układowy,
cukrzyca typu I.
Zapewne znasz kogoś cierpiącego na którąś z wymienionych chorób i być
może nigdy nie przyszło ci do głowy, że jest to choroba
autoimmunologiczna. Przyjrzyjmy się na przykład reumatoidalnemu
zapaleniu stawów (RZS). Może się wydawać, że chodzi tylko o ból i sztywność stawów, lecz problem jest znacznie poważniejszy. RZS pojawia
się, gdy komórki odpornościowe błędnie atakują zdrowe stawy organizmu,
powodując ból, deformację i obrzęk. Zapalenie jest zarówno podstawową
przyczyną, jak i skutkiem ubocznym autoimmunizacji, co przyczynia się do
powstania błędnego koła: zapalenie -?autoimmunizacja -?silniejsze
zapalenie, które może szybko zawładnąć naszym życiem. O autoimmunizacji
opowiem później, przy okazji omawiania kwestii immunotypu zbłąkanego,
tymczasem zaś warto zapamiętać, że bardzo ważnym aspektem planu odbudowy
odporności będzie stłumienie przewlekłego stanu zapalnego. Dlaczego?
Ponieważ przewlekłe zapalenie może być wywoływane przez wiele aspektów
naszego środowiska wewnętrznego i zewnętrznego -?zwłaszcza te zbyt
błahe, abyśmy byli w stanie je dostrzec. W następnej części tego
rozdziału przejdę do mikroskali, aby opowiedzieć o tym, jak
drobnoustroje nadal rządzą naszym życiem i zdrowiem, choć epokę tyfusu
zostawiliśmy daleko za sobą.
Omówienie hipotezy "starych przyjaciół"
Pamiętasz to, co napisałam o dokonaniu zwrotu o 180 stopni, polegającego
na zamianie dominacji chorób zakaźnych na epidemię chorób przewlekłych?
Cóż, wiele osób uważa, że nasza obsesja na punkcie zabójczych zarazków
poszła o wiele za daleko i doprowadziła do niewiarygodnego wzrostu
występowania chronicznych schorzeń. W opublikowanym w 1989 roku
niepozornym artykule naukowym autorstwa epidemiologa D.P. Strachana
pojawiło się ważne stwierdzenie. Naukowiec powiązał katar sienny i egzemę u dzieci z mniejszą liczebnością rodziny oraz mniejszą liczbą
infekcji w dzieciństwie. Zasadniczo teoria Strachana przedstawiała się
następująco: im mniej infekcji miałeś jako dziecko, tym więcej alergii
nabywasz później. Koncepcja ta zyskała ogromną popularność zarówno wśród
naukowców, jak i w mediach -?i szybko została nazwana hipotezą
higieniczną21. Hipoteza higieniczna, oprócz
tego, że jej nazwa łatwo wpada w ucho, skupia się na idei, iż nasze
środowisko -?coraz bardziej antyseptyczne dzięki środkom dezynfekującym,
antybiotykom, płynom antybakteryjnym do rąk oraz inwestycjom w czystą
wodę i urządzenia sanitarne, a także popularyzacji higieny osobistej -
naraża nas na większe ryzyko alergii oraz powstanie immunotypu, który
nazwałam hiperaktywnym, cechującego się przesadną reakcją alergiczną.
W hipotezie higienicznej jest ziarno prawdy -?do tego stopnia skupiliśmy
się na zapobieganiu chorobom zakaźnym wywoływanym przez patogenne
drobnoustroje oraz na leczeniu ich, że zaszliśmy trochę za daleko i przyniosło to odwrotne skutki. Zgodnie z hipotezą higieniczną brak
ekspozycji na drobnoustroje ułatwia sprawę układowi odpornościowemu,
który do tego stopnia przyzwyczaja się do nadmiernie wysterylizowanego
środowiska, że atakuje wszystko, co stanie na jego drodze -?nawet
czynniki nieszkodliwe, takie jak pyłki roślin czy kurz. Istnieją dowody
na poparcie tej teorii, takie jak fakt, że w ciągu ostatnich 30 lat
nastąpił ogromny wzrost liczby zachorowań na astmę i alergie. Prawdą
jest też, że do wzrostu tego doszło niemal wyłącznie w krajach
zachodnich, bogatszych i bardziej zaawansowanych technologicznie, które
zarazem stały się "higieniczniejsze". Pozwolę sobie jednak wyrazić
własną opinię: hipoteza higieniczna nie jest stuprocentowo trafna.
Dlaczego? Ponieważ, jak widzieliśmy w przypadku pandemii COVID-19, nie
powinniśmy w najbliższym czasie wyzbywać się mydła i chusteczek
dezynfekujących. To po prostu nie jest takie oczywiste. Bardziej
miarodajnym i wyczerpującym wyjaśnieniem obecności alergii jest hipoteza
"starych przyjaciół", wysunięta przez lekarza i mikrobiologa dr. Grahama
Rooka22.
Zgodnie z tą pokrewną hipotezie higienicznej teorią nasz układ
odpornościowy rozwijają nie tyle niebezpieczne drobnoustroje, ile
mikroorganizmy komensalne -?w tym pożyteczne bakterie, grzyby,
pierwotniaki i wirusy -?które współistnieją w naszych organizmach od
tysiącleci. Te korzystne drobnoustroje wpływają na nasze zdrowie na
trudną do wyobrażenia liczbę sposobów. Przypuszczalnie wiesz o tym, że w przewodzie pokarmowym bytują bakterie, które często określa się mianem
mikrobiomu jelitowego lub mikroflory, prawda jest jednak taka, że wiele
innych pożytecznych mikrobów zasiedla także naszą skórę, usta, zatoki,
płuca i inne części ciała. Są ich biliony; dość powiedzieć, że liczba
genów bakterii tworzących mikrobiom jest 200 razy większa od liczby
genów samego człowieka.
Skąd więc biorą się wszyscy ci "starzy przyjaciele"? Zanim przyjdziemy
na świat, funkcjonujemy w sterylnym środowisku organizmu matki, lecz gdy
tylko wydostaniemy się z macicy (czy to przez kanał rodny, czy dzięki
cesarskiemu cięciu), gromadzimy owych mikroskopijnych przyjaciół i nasz
mikrobiom zaczyna się rozwijać. Wkrótce potem otrzymujemy pożyteczne
mikroby z mlekiem matki, a także dzięki przytulaniu rodziców, potem zaś
dzięki leżeniu na trawie, posiadaniu psa czy kota, zabawom w błocie, a nawet dzięki rodzeństwu (więcej ludzi to więcej bakterii!). Jeśli
kiedykolwiek zastanawiałeś się, dlaczego lekarze zalecają poród pochwowy
i karmienie piersią, spieszę z wyjaśnieniem -?chodzi im o to, by jak
najszybciej wystawić dziecko na działanie pożytecznych drobnoustrojów,
sprzyjających zdrowemu rozwojowi mikrobiomu.
Korzystne drobnoustroje pomagają w prawidłowym kształtowaniu układu
immunologicznego i pobudzają komórki odpornościowe nazwane limfocytami T
regulatorowymi. O działaniu tych komórek napiszę szerzej w następnym
rozdziale, tymczasem zaś powiem tylko tyle, że przyjazne mikroorganizmy
uczą limfocyty T regulatorowe większej tolerancji dla naszego
środowiska, co pomaga nam uniknąć alergii, autoimmunizacji oraz
przewlekłych stanów zapalnych. Wiedząc o tym, łatwiej zrozumieć,
dlaczego wielu naukowców obawia się, iż zbyt sterylne poród i dzieciństwo -?pozbawione czasu na zabawę w błocie i kontakty ze
zwierzętami, a przy tym pełne środków do dezynfekcji rąk oraz
powierzchni mytych płynami bakteriobójczymi -?mogą sabotować rozwój
immunotolerancji. Na szczęście, o czym będziesz mógł przeczytać w rozdziale 7, nie musimy spędzać dzieciństwa w totalnym brudzie, przez
cały czas chorować ani nigdy więcej nie myć rąk, by wspierać pożyteczne
mikroby. Możemy skupić się na ochronie przed groźnymi zarazkami poprzez
rozsądne praktyki sanitarne -?zwłaszcza w sytuacjach takich jak pandemia
COVID-19, kiedy to zmierzyliśmy się z nowym wirusem, na który nie
jesteśmy uodpornieni -?jednocześnie dbając o to, by mieć dużą styczność
z korzystnymi drobnoustrojami.
Jednym z największych wyzwań związanych z przywracaniem równowagi układu
immunologicznego -?bez względu na to, czy masz immunotyp tlący się,
zbłąkany, hiperaktywny czy słaby -?jest nawiązanie zdrowej relacji z 38
bilionami obecnych w organizmie bakterii. Jako ludzie powinniśmy zacząć
okazywać tym drobnoustrojom szacunek i pozwalać im na wykonywanie swoich
zadań, bo w przeciwnym razie nasz układ odpornościowy nie ma szans! Mam
dobrą wiadomość: w dalszej części tej książki zawarłam osobny rozdział o tym, jak żyć w lepszej symbiozie z mikroorganizmami zamieszkującymi
nasze ciała.
Aksjomat wzmacniania odporności
Jak już wiesz, przyjęcie zbyt uproszczonego podejścia do drobnoustrojów
-?polegającego po prostu na próbie zabicia wszystkich zarazków -
obróciło się przeciwko nam. Niestety często padamy ofiarą podobnego
sposobu myślenia w kwestii optymalizowania zdrowia układu
odpornościowego. Gdybym dostawała dolara za każdym razem, gdy zapoznam
się z artykułem czy wpisem na blogu o produkcie mającym wzmacniać układ
odpornościowy albo reklamą takiego środka, w przyszłym roku mogłabym
przejść na emeryturę i przeprowadzić się na luksusową tropikalną wyspę.
Powiem wprost: w pewnych sytuacjach wzmocnienie odpowiedzi
immunologicznej może być korzystne -?na przykład w przypadku immunotypu
słabego -?lecz powinieneś wiedzieć, które części układu wzmacniasz, w jakim stopniu i w jaki sposób. Samo skupienie się na pobudzaniu układu
immunologicznego do większej aktywności nie zawsze jest pożądane. Jeśli
na przykład masz alergię lub astmę, twoje objawy są skutkiem
nadpobudliwego układu odpornościowego, a ostatnią rzeczą, jakiej w tej
sytuacji potrzebujesz, jest jego wzmocnienie. U niektórych z nas układ
odpornościowy reaguje tak gwałtownie, że atakuje tkanki gospodarza,
wtedy zaś większe korzyści mogłoby przynieść zahamowanie aktywności
immunologicznej, a nie jej nasilenie. Zmierzam do tego, że nie ma
jednego uniwersalnego podejścia do optymalizowania układu
odpornościowego -?byłoby to poważną zniewagą dla spektakularnej wręcz
złożoności funkcjonowania tego aspektu ludzkiego organizmu. Oznaczałoby
ono również zbagatelizowanie indywidualnych i charakterystycznych dla
każdego człowieka zaburzeń. Aby móc ruszyć we właściwym kierunku, trzeba
najpierw wiedzieć, gdzie się jest.
Potrzeba indywidualnego podejścia i podejmowania bardziej świadomych
decyzji przyświeca większej części tej książki. Moim celem jest pomóc ci
się dowiedzieć, gdzie na spektrum dysfunkcji autoimmunologicznych się
znajdujesz, czyli innymi słowy -?określić swój immunotyp. Dopiero po
zidentyfikowaniu immunotypu zyskasz lepszą orientację co do tego, czy
powinieneś wzmocnić, wyciszyć, czy przekierować reakcje układu
odpornościowego. Na tym etapie sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej:
twój układ odpornościowy nie zawsze ulega tym samym zaburzeniom. Gdy w dalszej części książki wykonasz quiz czterech immunotypów, może się
okazać, że cechujesz się więcej niż jednym immunotypem. Jest to nie
tylko normalne, ale i powszechne. Dysfunkcja układu odpornościowego jest
podobna do efektu domina -?utrata równowagi w jednym obszarze często
rzutuje na inne.
Dobra wiadomość -?pielęgnacja jest ważniejsza niż natura
Do tej pory w tym rozdziale przedstawiłam wiele budzących grozę
statystyk, trudnych realiów oraz -?bądźmy szczerzy -?złych wieści. Bez
wątpienia żyjemy w epoce kryzysu dysfunkcji układu odpornościowego.
Ale nie wszystkie wieści są złe. Dlaczego? Ponieważ -?podobnie jak w przypadku większości układów ciała -?nasz układ odpornościowy
nieustannie się zmienia. W każdej sekundzie powstają, umierają i przekształcają się miliardy komórek odpornościowych, to zaś oznacza, że
codziennie (nawet co godzinę!) mamy możliwość korzystnego wpływania na
spójność i hart naszego zdrowia immunologicznego. Robimy to, dokonując
zmian w stylu życia, jadłospisie, nawykach i otoczeniu. Wielu moich
pacjentów podchodzi do tych słów ze sceptycyzmem. Rozumiem to! Jeśli
odkąd pamiętasz cierpisz na alergię, masz chorobę autoimmunologiczną lub
inny przewlekły stan chorobowy, możesz odnosić wrażenie, że nie jesteś w stanie nic zrobić. Po dotychczasowej lekturze tego rozdziału mogłeś też
dojść do wniosku, że typowe dla naszego społeczeństwa nadmierne
odkażanie, nadużywanie leków i wzmacnianie odporności oznacza, że musimy
oduczyć się wielu rzeczy i równie wiele nadrobić. Zapewniam cię jednak,
że nawet jeśli już przyszedłeś na świat z jakimś upośledzeniem układu
immunologicznego; nawet jeśli cierpisz na chorobę, która nie pozwala ci
żyć pełną piersią; nawet jeśli dotychczas postępowałeś względem tego
układu wyłącznie źle -?nadal możesz ponownie ukształtować i zrewidować
swoje zachowania immunologiczne.
Skąd ta pewność? Bo nie tylko obserwowałam setki pacjentów, którzy
przywracali równowagę działania układu odpornościowego dzięki zmianom
diety i stylu życia, lecz zapoznałam się też z wieloma badaniami, w których powiązano wszystkie rodzaje problemów dotyczących tego układu z czynnikami pozostającymi w dużej mierze pod naszą kontrolą. Jeśli
dotychczas obracałeś się głównie w świecie medycyny konwencjonalnej, być
może dowiadujesz się o tym po raz pierwszy -?i rozumiem twój ewentualny
sceptycyzm. Wielu lekarzy, nawet specjalistów, wciąż jest żałośnie
niedoinformowanych na temat znaczenia zmian w stylu życia. Program
dotyczący żywienia przewidziany na cztery lata studiów medycznych w USA
mieści się w zaledwie 25 godzinach zajęć, a wymóg ukończenia kursu
żywieniowego funkcjonuje w niecałych 20 procentach akademii
medycznych23. Jako osoba, która ukończyła
medycynę i w praktyce nie była w stanie wspierać swoich pacjentów w tym
obszarze, zdaję sobie z tego sprawę lepiej niż ktokolwiek inny.
Jeden z zasadniczych problemów polega na tym, że odżywianie się,
ćwiczenia fizyczne oraz interwencje dotyczące powiązania umysł-ciało
zostały zdegradowane do rangi szamanizmu medycznego i zarezerwowane dla
praktyków tak zwanej medycyny alternatywnej. Uwielbiamy nabijać się z joginów, zwolenników zielonych soków i miłośników magicznych kryształów,
lecz wierz mi, że w prawdziwej medycynie dotyczącej stylu życia nie ma
nic, co zakrawałoby na szamanizm, absurd czy nieuzasadnione teorie.
Badania nie kłamią: w jednym z przełomowych eksperymentów stwierdzono,
że zaledwie cztery aspekty zdrowego stylu życia -?niepalenie papierosów,
utrzymywanie prawidłowej wagi ciała, regularne ćwiczenia i przestrzeganie zdrowej diety -?mogą łącznie ograniczać ryzyko rozwoju
najczęstszych i śmiertelnych chorób przewlekłych o 80 procent.
Przeczytaj to raz jeszcze: tak, osiemdziesiąt procent.
Poza tym:
Spożywanie 10 porcji owoców i warzyw dziennie mogłoby rocznie zapobiec
mniej więcej 7,8 miliona przedwczesnych zgonów na całym świecie24.
Podłożem nawet 75-90 procent ludzkich chorób jest stres25.
Substancje chemiczne występujące w naszym otoczeniu mogą przyczyniać
się do nowotworów jajników, prostaty i piersi, przedwczesnego początku
menopauzy, spadku jakości nasienia, problemów z płodnością oraz chorób
serca, otyłości i cukrzycy (i nie jest to pełna lista)26.
Osoby czerpiące 17-21 procent kalorii z cukru dodawanego do posiłków
są o 38 procent bardziej narażone na ryzyko śmierci z powodu chorób
układu krążenia niż te, które z cukru czerpią 8 procent energii
kalorycznej27. W badaniach powiązano też
większe spożycie cukru -?zwłaszcza ze słodkich napojów -?z wyższym
ryzykiem rozwoju chorób autoimmunologicznych, takich jak reumatoidalne
zapalenie stawów28.
Zaledwie kwadrans aktywności fizycznej dziennie może przedłużyć życie
o trzy lata; w badaniach dowiedziono też, że trening może złagodzić
alergiczne stany zapalne29.
To tylko kilka przykładów ogromnego wpływu stylu życia i otoczenia na
codzienny dobrostan. Czynniki te mogą w istocie być nawet ważniejsze niż
predyspozycje genetyczne. W ostatnich latach rozwinęła się popularna
obecnie dziedzina -?epigenetyka -?która bada, jak środowisko i zachowanie mogą włączać i wyłączać różne geny. Epigenetyka (której nazwę
można w przybliżeniu rozumieć jako czynniki wykraczające ponad kwestie
genetyczne) pokazuje, że dzięki zmianie stylu życia da się oddziaływać
na ekspresję DNA. Modyfikacje te mogą wpływać na sposób dzielenia się
komórek i powstawanie białek, a nawet na rodzaj materiału genetycznego
przekazywanego potomstwu. (Owszem, skutki niezdrowego stylu życia mogą
się przenosić na dzieci!) Wszyscy rodzimy się z niezmiennym DNA, lecz z badań epigenetycznych dowiadujemy się, że czynniki związane ze stylem
życia mają realny wpływ na rozwój ewentualnych chorób przewlekłych. To
doskonała wiadomość. Oznacza ona, że nawet jeśli masz predyspozycje
genetyczne do określonego schorzenia -?na przykład otyłości, raka piersi
czy choroby Alzheimera -?możesz w dużej mierze sam decydować o tym, czy
na nie zapadniesz. Modyfikacje wprowadzane w środowisku mogą dosłownie
zmienić sposób ekspresji genów i przywrócić prawidłowe działanie układu
odpornościowego.
Bezpośrednie podejście do kryzysu zaburzeń immunologicznych
Niewątpliwie istnieje wiele książek, z których można się dowiedzieć, jak
zapobiegać chorobom przewlekłym i jak je leczyć. Pod pewnym względem
książki te jednak nie zdają egzaminu: ich autorzy zapominają, że
przyczyny choroby są różne u różnych ludzi, a same choroby prawie zawsze
mają związek z układem odpornościowym. W wielu poradnikach zaleca się
tylko jedną zmianę stylu życia (na przykład trening jogi, medytację albo
czasowe głodówki) czy jedną dietę (niskotłuszczową, ketogeniczną, paleo,
bezzbożową czy śródziemnomorską) jako panaceum i najlepszy sposób na
zdrowe życie dla każdego. A choć każde z tych rozwiązań ma poparte
badaniami atuty, żadne nie musi być tym uniwersalnie dobrym czy złym. Ze
względu na istnienie różnych immunotypów dany styl życia czy jadłospis,
który znakomicie sprawdza się u jednych, u innych może mieć negatywne
następstwa.
W tej książce przyjęłam ulepszone, bardziej zindywidualizowane
podejście. W trakcie dalszej lektury dowiesz się, jak wprowadzać
określone zmiany w nawykach, otoczeniu i diecie, a także jak stosować
ukierunkowane, naturalne terapie, aby przywrócić równowagę układu
odpornościowego. Ułatwi ci to osiągnięcie zdrowego poziomu stanów
zapalnych oraz nawiązanie lepszych relacji z patogenami środowiskowymi,
nadto zaś pozwoli zyskać pewność, że otoczenie sprzyja optymalnej
ekspresji twoich genów.
Dążenie do zdrowia układu odpornościowego jest niezwykle ważne, bo jeśli
działa on prawidłowo, może ratować życie, lecz w przeciwnym razie staje
się szalenie nieskuteczny i destrukcyjny. W skład układu
immunologicznego człowieka wchodzą komórki o działaniu silniejszym niż
jakiekolwiek farmaceutyki. Niektóre z nich mogą na przykład niszczyć
bakterie przez wstrzykiwanie im określonych chemikaliów; inne
identyfikują pasożyty i pochłaniają je w całości. W pewnych sytuacjach
te same komórki mogą jednak doprowadzić do odrzucenia przeszczepionych
narządów, niszczyć czerwone krwinki gospodarza lub wywołać wstrząs
anafilaktyczny. Imponujące, jak na grupę komórek, których nie widać
gołym okiem... Nasz układ odpornościowy ma mnóstwo pracy. Każdego dnia
bada wszystko, z czym stykamy się skórą, co wdychamy przez nos i połykamy. Codziennie mamy kontakt z mniej więcej 100 milionami wirusów i bakterii, którym nie możemy pozwolić na wywołanie zakażenia organizmu,
dlatego układ odpornościowy uzbraja się, wywołuje stan zapalny, zabija
to, co musi zabić, a potem się wyłącza -?wszystko to dzieje się zupełnie
dla nas niepostrzeżenie.
Kryzys zaburzeń immunologicznych stał się tak poważny głównie dlatego,
że dogłębne zrozumienie działania układu odpornościowego wymaga wielu
lat badań. Podobnie jak w przypadku hormonów czy mózgu, musimy się o nim
jeszcze wiele dowiedzieć. Na przestrzeni kilku ostatnich dekad
poznaliśmy już bardzo wiele ruchomych elementów układanki, jaką jest
nasz układ immunologiczny, ich wzajemne dopasowanie oraz wpływ na
zdrowie. Warunkiem przywrócenia równowagi jest zdobycie podstawowej
wiedzy na jego temat, w następnym rozdziale zapraszam więc na
instruktaż.