Rozdział 5
Wyczuwam, że ktoś delikatnie dotyka mnie po ramieniu. Otwieram oczy, chyba musiałam się zdrzemnąć.
- Jesteśmy na miejscu - oznajmia Wiktor, bacznie mnie obserwując.
- Przepraszam, że zasnęłam - mówię zawstydzona.
- Nic nie szkodzi. Miło jest patrzeć na ciebie we śnie, mógłbym zawsze to robić. Chociaż jesteś taka krucha, uwielbiam cię taką.
- Nie jestem krucha. - Tylko na to reaguję zaprzeczeniem.
- Jesteś. Tak łatwo cię zranić. - Wyczuwam jak boi się zbliżyć do mnie, aby nie zdać mi cierpienia.
- To przez to, co przeszłam. - Wiem, że mnie rozumie.
- Obserwując cię w czasie snu, coś sobie uświadomiłem, że pomimo iż nie będę chciał cię zranić mogę to zrobić, a wiem że tego nie zniosę. Nadia nie wiem co z nami będzie, ale nie zniknę z twojego życia, nie mogę tego zrobić po raz kolejny. - Bierze mnie za rękę, już wiem, że chcę, aby był przy mnie zawsze. Pomimo trudności, wielkich przeszkód, chcę tego.
- Nie chcę żebyś znikał. - Patrząc mu w oczy wyczuwam, że jestem tą najważniejszą. - Wejdziesz ze mną na górę? - pytam nieśmiało. Czuję się jak na pierwszej randce.
- Z przyjemnością. Chyba i tak nie umiałbym się jeszcze z tobą rozstać. - Gładzi mnie po twarzy.
- To tak jak ja. - Ściągam z siebie koc, od razu robi się chłodniej.
Wiktor wysiada z samochodu i otwiera mi drzwi, tym razem wyczekuję tego. Lubię, gdy zachowuje się wobec mnie jak dżentelmen. Chociaż tego, że jest źle wychowany nie mogę mu zarzucić. Pierwszy raz zastanawiam się jacy są jego rodzice. Wspomniał w parku o ojczymie, a nie ojcu. Ale to nie rozmowa na teraz.
Chłodne nocne powietrze przeszywa ostro nagrzane moje ciało.
- Przepraszam, że tu zaparkowałem, ale nie było bliżej miejsca. - Tłumaczy się, widząc jak dygocze.
- Nie przyjmuj się mną. Całkiem nie zamarznę. - Chyba - dodaję w myślach, gdyż czuję jak ciepło ustępuje miejsca mroźnej aurze, która się we mnie wkrada.
O tej porze, nigdy nie ma miejsca blisko wejścia. Wiktor przytula mnie. Wiem, że stara się mnie uchronić przed chłodem, ale to daremne zabiegi, chociaż miło jest być blisko niego.
Po chwili dochodzimy do wejścia. Zdrętwiałymi palcami wystukuje kod i drzwi się otwierają. W środku jest lepiej. Nie ma tu wiatru, który chce mną zawładnąć. Ze splecionymi palcami wędrujemy razem po schodach, szybko dochodząc na trzecie piętro i w końcu znajdujemy się w moim mieszkaniu. Na mniejszej przestrzeni czujemy się zdenerwowani przy sobie. Przynajmniej ja tak mam. Ściągam szybko buty i płaszcz, przez co jeszcze bardziej drżę. Wiktor też pozbawił się obuwia i kurtki.
- Nic dziwnego, że zmarzłaś, skoro nic pod spodem nie miałaś. - Patrzy na mnie karcąco, przez co kulę się pod tym spojrzeniem.
- Szybko się ubierałam - tłumaczę. Głupio mi za moja lekkomyślność.
- Idź do salonu, zrobię ci coś ciepłego do picia zanim się cała roztrząśniesz. - Kieruje mnie w stronę kanapy, a sam idzie do kuchni.
- To ja powinnam ci zaproponować coś. Nie jestem zbyt gościnna. - Ale w sumie nie będę nalegać, cieszę się, że ma się kto o mnie zatroszczyć.
- Przeze mnie zmarzłaś to pozwól mi się sobą zająć.
- Strasznie się rządzisz - odgryzam się mu.
- Lubię to. - Posyła mi łobuzerskie spojrzenie. - Poczekaj przyniosę ci koc z sypialni.
- Sama mogą sobie przynieść - wołam za nim, gdy znika mi z oczu. Po chwili pojawia się przy mnie z narzutą, którą mnie okrywa. Od razu mi lepiej.
- Potrafisz być kochany - wyrywają mi się te słowa. Dziś nie mam do końca wpływu na to, co mówię.
- Zdarza mi się od czasu do czasu takim być. - Całuje mnie w czoło i odchodzi do kuchni, gdzie woda skończyła się już gotować.
- Słodzisz herbatę? - pyta. Nadal nie wiemy o sobie dużo, ale mamy nadal czas, aby się poznać.
- Nie. - Pasuje mi to jak krząta się po moim mieszkaniu. Przyjemny widok dla oka. Po chwili zjawia się z dwoma kubkami gorącego napoju, które kładzie na stoliku kawowym i siada obok mnie.
- Taki był twój niecny plan, aby odmrozić mi tyłek, żeby móc później wprosić się do mnie. - Szczerze się do niego.
- Przejrzałaś mnie - odpowiada mi uśmiechem, który rozgrzewa me wnętrze momentalnie, jest to lepsze niż każdy inny gorący napój. - Chodź tu bliżej. Ogrzejesz się. - Zachęca mnie i przyjmuję chętnie tą propozycję. Przysuwam się do niego, aby znaleźć się w jego objęciach. Czy rzeczywiście, już tyle czasu nie było go obok mnie? Wydaje się jakby zawsze tu był.
- Ach, ten twój przebiegły plan. - Cieszę się, że jednak zmarzłam.
Podaje mi herbatę. Przyjmuję ją z ochotą. Wiktor plus herbata, gwarancja globalnego ocieplenia mego wnętrza. Jak najbardziej mi to pasuje.
- Oglądniemy coś? - pyta z pożądaniem w oczach.
- Jak masz ochotę to owszem. - Każda forma spędzenia z nim czasu mi odpowiada.
- Powiedzmy, że potrzebuję czymś rozproszyć myśli. - Tajemniczy uśmieszek błąka się na jego zmysłowych ustach.
- Od czego rozproszyć? - dopytuję się, gdy Wiktor włącza jakieś przypadkowy film w telewizorze.
- Nie od czego, tylko od kogo - ciebie. - Posyła mi wygłodniałe spojrzenie.
- Ode mnie powiadasz. - Rozpływam się ze szczęścia słysząc ten komplement. Mrużę lekko oczy i posyłam mu niewinny uśmieszek.
- Uwierz twoja bliskość mnie dekoncentruje i mam ochotę z niej skorzystać, ale wiem że potrzeba ci przestrzeni. Zrozumiałem, że nie możemy się spieszyć, żeby tego znów nie schrzanić - mówi bardzo poważnie.
- Wiem - odpowiadam cicho i mocniej się wtulam w niego. - Dobrze mi przy tobie - mówię szeptem i chyba mnie nie usłyszał, ale pod kocem odnajduje moją dłoń, którą splata ze swoją.
I czego chcieć więcej? W końcu mogę odprężyć się tak naprawdę. Nie przejmując się tym, co będzie. To nie w tej chwili. Na to przyjdzie czas. Oboje oglądamy jakiś kiepski film, tak po prostu napawając się swym towarzystwem. Przez brak akcji w filmie, szybko zaczyna dopadać mnie zmęczenie i głośno ziewam.
- Połóż się - proponuje mój towarzysz.
Zbyt zmęczona nie protestuję i kładę się mu na kolanach. W momencie wyczuwam to jak nie jestem mu obojętna, co sprawia, że chichoczę.
- Mówiłem, że mnie rozpraszasz. - Puszcza do mnie oczko i się uśmiecha. Przykrywa mnie narzutą. Jest mi zdecydowanie za dobrze. Gładzi mnie delikatnie po twarzy. Czuję, że z czeluści piekła wpadłam wprost do raju. Teraz zaczynam wyczekiwać, aż coś zakłóci ten spokój, gdyż zawsze ktoś nam przeszkadza. Teraz też tak będzie. Nieraz myślę sobie, że nie mam prawa do szczęścia, że to nie dla mnie. Obym tylko teraz się myliła.
Lokuję się wygodnie na jego kolanach i poddaję zmęczeniu.
Nie wiem po jakim czasie się budzę, ale czuję, że ktoś mnie obejmuje. Ostrożnie się odwracam i w świetle lampki widzę obok mnie śpiącego Wiktora. Został ze mną. Miło jest spoglądać na tą przystojną twarz, gdzie nie widać zmartwień. Jest taki beztroski. Nie mogę się powstrzymać i delikatnie gładzę go po twarzy. Pod wypływem mego dotyku zaczyna się poruszać.
- Nie śpisz? - Pyta mnie sennie z zamkniętymi jeszcze oczami.
- Nie chciałam cię zbudzić - mówię i na powrót pieszczę go łagodnie po policzku. Jest to silniejsze ode mnie.
- Tak możesz mnie budzić - mruczy sennie.
- Nadal tu jesteś. - Mój głos wyraża niedowierzanie.
- Owszem jestem. - Nadal nie otwiera oczów.
- Nie musiałeś zostawać - oznajmiam, chociaż cieszę się, że to zrobił.
- Zostałem, bo chciałem. Zrobiłem to zarówno dla ciebie, jak i dla siebie. Spanie obok ciebie to czysta przyjemność. - Tym razem spogląda na mnie i wiem, że mówi szczerze.
- Szkoda, że aż w tak niewygodnych warunkach. W sypialni mam większe łóżko.