ZŁOTY PAŁAC. WNĘTRZE. RANO
W świecie Czerni i Bieli każdy zaczyna jako Typowy Azjata. W każdym razie każdy, kto wygląda tak jak ty. Chyba że jesteś kobietą, wtedy zaczynasz jako Ładna Azjatka.
Wszyscy pracujecie w Złotym Pałacu - dawniej znanym jako Jadeitowy Pałac, a jeszcze wcześniej jako Pałac Smoka. Przy wejściu jest akwarium z rybkami, a w głębi takie mętniejsze, z krabami i kilogramowymi homarami, które włażą sobie na grzbiety. Na laminowanych kartach czeka menu lunchowe. Do każdej pozycji miseczka puszystego białego ryżu i zupa do wyboru, jajeczna albo ostro-kwaśna. Za barem wisi neon z logiem piwa Tsingtao, bzyczy i mruga w półmroku sali z podwieszanym sufitem i misternie zdobionymi meblami z laki (albo z imitacji laki), wszystko zaś marynuje się w ciepłym, nędznym czerwonym blasku lampionów ze sklepu za dolara, porozpinanych nad stolikami. Wiele z nich upstrzyły martwe ćmy, papier pożółkł, trochę się podarł, pofałdował.
Bar jest solidnie zaopatrzony. Najdroższe alkohole stoją na górnej półce, na wysokości wzroku średnie, a poniżej te rozlewane podczas happy hour, których człowiek zawsze potem żałuje. Ostatnio weszła nowość, którą wszyscy się podniecają - margaritatini z syropem liczi, co brzmi jak bardzo dużo smaków w jednym drinku. Nie żebyś próbował. Kosztuje czternaście dolców. Czasami klienci zostawiają odrobinę na dnie kieliszka, więc jak będziesz dość szybki, to możesz go kiedyś spić, przeszedłszy przez drzwi wahadłowe dzielące front od zaplecza. Widziałeś, jak inni Typowi Azjaci tak robią, ale to ryzykowne. Kierownik zawsze ma na was oko i jest gotów wywalić każdego za najmniejsze wykroczenie.
Masz na sobie restauracyjny uniform: białą koszulę, czarne spodnie. Czarne kapciowate mokasyny o zerowej przyczepności. Ostrzyżony jesteś kiepsko - delikatnie rzecz ujmując.
Czarny i Biała zawsze wyglądają dobrze. To w dużej mierze zasługa oświetlenia. Oni są tu bohaterami, więc mają zapewnione stosowne światło, ustawione tak, żeby padało na ich twarze pod idealnym kątem. Albo przynajmniej na twarz Białej.
Marzy ci się, żeby padało tak kiedyś na ciebie. Żebyś też mógł wyglądać jak bohater albo nawet rzeczywiście się nim na chwilę stać.
ROLE
Najpierw musisz wspiąć się w górę. Hierarchia w porządku rosnącym wygląda tak:
5. Statysta o azjatyckim wyglądzie
4. Martwy Azjata
3. Typowy Azjata Numer Trzy / Dostawca Jedzenia
2. Typowy Azjata Numer Dwa / Kelner
1. Typowy Azjata Numer Jeden
a jeśli zajdziesz tak daleko (mało komu się to udaje), utkniesz na jakiś czas na pozycji Numeru Jeden i będziesz się modlić, aby kiedyś padło na ciebie światło i żebyś miał coś do powiedzenia, gdy ta chwila nadejdzie, a jak już powiesz, to wypadnie idealnie, a wszyscy w Czerni i Bieli się odwrócą i powiedzą wow, a to kto, przecież nie jakiś Typowy Azjata, to jest gwiazda, nie taka prawdziwa, normalna gwiazda, aż tak to nie, w końcu jesteśmy w Chinatown, ale może Gwiazda Odcinka, Gość Specjalny - bo dla twoich to sufit, ostatnia stacja, najwyższa, najbajeczniejsza pozycja dla każdego Azjaty w tym świecie, szczyt marzeń, majaczący Mężczyznom o Orientalnym Wyglądzie na horyzoncie, oglądany z perspektywy Tła, w które należy się wtopić.
Gość od Kung-Fu.
Gość od Kung-Fu nie wpisuje się w porządek hierarchii - ta pozycja nie zawsze jest przez kogoś zajmowana, to nie tak, że kiedy trzeba się trochę ponawalać, to wołają tego, który akurat jest na szczycie porządku dziobania. Tylko bardzo wyjątkowy Azjata jest godzien tego tytułu. Zdobycie go wymaga wielkiej determinacji i lat poświęceń, a i tak zaledwie garstka najlepszych ma choćby cień szansy się załapać. A jednak mimo tak niesprzyjających statystyk wszyscy bez wyjątku od dzieciństwa trenujecie wyłącznie z myślą o tym. Setki chuchrowatych skośnookich chłopców z całej dzielnicy śnią ten sam sen.