MÓZG ELEKTRONOWY
Mózgi elektronowe osiągnęły ostatnio wysoki poziom intelektualny. Rozwiązują zawikłane problemy, komponują utwory muzyczne, rozmawiają w obcych językach, a pewien mózg amerykański nawet zwariował od nawału myśli. Są tacy, którzy twierdzą, że mózgi elektronowe mają duszę, ale tej kwestii rozważać nie będziemy, by nie zaplątać się zbytnio w sprawy religijne.
Jeden z mózgów elektronowych odwiedził w tych dniach Warszawę. Na lotnisku czekała oczywiście delegacja z kwiatami, radio, telewizja. Profesor, członek regularny, korespondent PAN, przywitał gościa w języku esperanto, na co mózg w krótkich serdecznych słowach odpowiedział czystą polszczyzną:
- Niech mi wolno będzie pozdrowić polską ziemię i jej bohaterskich syyyyyyyyynnnnnnn... sssssyyyyyynnnnn...
- Psiakrew, spadek napięcia! - powiedział profesor członek do swego asystenta.
Mózg, jąkając się bezradnie, patrzał z konsternacją na kabel, który biegł w kierunku elektrowni lotniska.
- Wrzucić mu trzecią fazę - radził szofer delegacji.
- Panie Kowalik, co jest, do jasnej cholery - krzyczał szef elektryków - dawaj pan prąd na gościa!
- Nie da rady - wołał Kowalik - siódemka wysiadła... Mówiłem, że szprajsy zglejowane przysłali, do d... z taką robotą!
Wobec tego wiceminister zaczął bić brawo, mózg wniesiono do samochodu i wszyscy odjechali w stronę miasta.
- Oto mijamy nowe osiedla robotnicze - tłumaczył asystent.
- Nie wysilajcie się, kolego, on jest głuchy jak pień - rzekł profesor. - Przecież nie podłączony.
Mózg dzwonił lampami podskakując na kocich łbach.
W hotelu postawiono gościa w korytarzu, delegacja zaś rozpoczęła rozmowy w sprawie pokoju.
- Było zamawiane, ale nic wolnego nie mamy. Może być łóżko w dwunastoosobowym.
- Ależ to jest mózg elektronowy! - oburzał się profesor. - Wybitne osiągnięcie nauki!
Portier był uparty.
- Nie urodzę. Poza tym uprzedzam, że w hotelu nie wolno używać grzejników...
- Jak pan śmie obrażać! - wołał asystent.
- Ależ panowie, proszę sobie nie robić kłopotu, jakoś przestoję do rana na korytarzu - wtrącił się mózg, który tymczasem podłączono do sieci.
Ponieważ sytuacja pachniała skandalem, wiceminister wsunął do ręki portiera dwieście złotych i pokój się znalazł.
Winda była akurat nieczynna, więc mózg należało wnieść po schodach.
- Za wniesienie tej lodówki szefunio musi beknąć trzy stówy - oświadczyli ludzie do noszenia. Asystent zapłacił, a profesor wytarł rękawem na tylnej ścianie mózgu napis "Cesiek gówniarz", umieszczony tam, nie wiadomo kiedy, przez chuliganów.
W pokoju znów włączono mózg do prądu i zjedzono kolację, bo do wieczornego bankietu było jeszcze parę godzin. Kelner przyniósł rachunek: 376 złotych i 75 groszy.
- 242 złote i 25 groszy - poprawił go mózg.
Kelner powiedział, że jest człowiekiem omylnym i musi się mylić, żeby żyć.
Wkrótce zaniesiono mózg na salę bankietową, pełną już ludzi.
- Oj, jaki luksusowy, jaki zagraniczny - zachwycali się obecni obmacując mózg rękami.
- Ile jest 87 643 x 75 498? - spytał pewien naukowiec.
Pytania zaczęli zadawać wszyscy.
- Ile jest 98 567 453 748 223 x 888 345 227? Ile jest pierwiastek z 453 852 577?
Mózg czuł się lekko zażenowany tym egzaminem, ale odpowiadał grzecznie i wyczerpująco. Zgromadzeni dziwili się głośno, jedynie pewien przyjezdny malkontent zauważył:
- U nas w Skarżysku jest księgowy, to ten dopiero liczy w pamięci...
- Co on może mieć w środku? - zainteresował się kierownik ośrodka badawczego w Białymstoku.
Odkręcono mózgowi przednią ściankę i zaczęto wydobywać na wierzch katody.
- Ależ, proszę, nie przy paniach... - bronił się oszołomiony mózg. W zamieszaniu zginęły dwie lampy, które ktoś wziął sobie na pamiątkę i mózg zaczął seplenić.
- Ależ, pfoszę, nie pfy paniach...
Kiedy podano napoje, nastrój ożywiał się stopniowo.
- No to siup, panowie, pod mózg!
Towarzystwo odnosiło się do mózgu ze stale wzrastającą przychylnością. Niektórzy głaskali go po ściankach, inni szarpali za druty w celu zwrócenia na siebie uwagi.
- Panie mózg! Co? Ze mną się pan nie napijesz?
- Pfoszę pfanów, ja nie piję - opierał się gość.
- Co? Gardzi pan mną? No, móżdżek, cyk, jednego, nie zaszkodzi! Wlać mu w elektrody!
Nad ranem w pustej sali bankietowej stał pomazany sosem tatarskim i oblany wódką pijany mózg elektronowy i śpiewał:
- Więc przepijmy naszej babci domek cały!
Podobno po powrocie do swego kraju zagląda coraz częściej do kieliszka, mówi od rzeczy, a my będziemy musieli płacić odszkodowanie w dewizach.