U-Booty. Podwodna armia Hitlera - Philip Kaplan

Kup ebooka

39.99 zł
31.99 zł (18,00 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wprowadzenie

Podwodniacy to poniekąd "odrębna rasa" żołnierzy, odmienna nawet od marynarzy załóg okrętów nawodnych. W początkowej fazie drugiej wojny światowej elitarne niemieckie siły podwodne, zwane Ubootwaffe, doprowadziły niemalże do perfekcji taktykę bojową okrętów podwodnych z czasów pierwszej wojny, i skutecznie atakowały brytyjskie transatlantyckie szlaki zaopatrzeniowe. Z perspektywy aliantów ci nieprzyjacielscy marynarze stanowili uosobienie zła.

Rozpowszechniony jest mit, jakoby wszyscy członkowie załóg U-Bootów byli ochotnikami; to nieprawda. Jednak, znalazłszy się w składzie Ubootwaffe, każdy szybko pojmował i akceptował, że będzie odtąd przynależał do niezwykłego bractwa. Było to czymś koniecznym; człowieka takiego czekał rejs - w klaustrofobicznych, niehigienicznych, piekielnych warunkach; wyprawa, która wiązała się z zaangażowaniem wszelkich sił umysłowych i fizycznych i której można było nie przeżyć. A jeśli nawet udało się z niej wrócić, to spotkanie z rodziną i przyjaciółmi dawało niewielką pociechę, wobec świadomości, że czeka nań kolejny morski patrol, z którego może już nie powrócić. Ludzi z Ubootwaffe łączyło braterstwo broni, nieustanne zagrożenie ze strony wroga i pogody, a poczucie wspólnego celu było silniejsze niż u innych marynarzy.

Wszyscy podwodniacy odznaczali się odwagą, bez względu na to, o co walczyli. Ludzie z Ubootwaffe ostatecznie ulegli przytłaczającej przewadze przemysłowej i technologicznej aliantów. Z 39 000 tych, którzy wyszli w morze na pokładach U-Bootów w latach drugiej wojny światowej, 27 491 zginęło w walkach, a kolejnych 5000 trafiło do niewoli. Z 863 niemieckich okrętów podwodnych, które prowadziły działania operacyjne w czasie tej wojny, aż 754 zostało zatopionych.

Ci, którzy przechodzili szkolenie na marynarzy jednostek podwodnych, musieli liczyć się z tym, że w każdej chwili czeka ich rejs; nie mogli cierpieć na klaustrofobię i musieli znosić trwające do trzech miesięcy patrole morskie w ciasnocie, w nieustannym towarzystwie czterdziestu innych marynarzy; musieli trwać na czterogodzinnych wachtach, smagani przez lodowate wichry, mrużąc oczy drażnione przez słoną, rozpryskującą się morską wodę, przypasani albo przymocowani łańcuchami do poręczy na szczycie kiosku, aby nie zmyła ich fala, i przekonywali się, ile jest prawdy w starym marynarskim powiedzeniu o "okrucieństwie morza".

Do życia na okrętach podwodnych najlepiej nadawali się ci, którzy sypiali dobrze na koi, ciepłej jeszcze i przesiąkniętej wonią kolegi, który niedawno na niej leżał; ci, których nie przerażało syczenie zaworów wlotowych, osobliwy bulgot pomp zęzowych czy też dudnienie tłoków, oraz ci, których wyrywały ze snu tylko eksplozje bomb głębinowych i alarmowy klakson. Byli to ludzie, którzy potrafili błyskawicznie wyskoczyć z koi i pobiec na rufę lub w kierunku dziobu okrętu w roli żywego balastu, gdy kapitan wydawał rozkaz alarmowego wynurzenia albo zanurzenia, którzy zawsze byli gotowi do działania i umieli godzinami stać bez ruchu i w milczeniu, gdy wokoło rozrywały się bomby głębinowe i wstrząsały okrętem, którzy nie przejmowali się tym, że z braku ruchu zanikają im mięśnie.

Gdy mijały kolejne dni, poznawali swoich kolegów oraz oficerów, i zaczynali sobie uświadamiać, że choć wszyscy byli ludźmi, to każdy stanowił też element czegoś więcej - załogi uczestniczącej w wojnie. Był to ów probierz, który sprzyjał kształtowaniu ich na takich ludzi, jakimi musieli się okazać - nie tyle z miłości do ojczyzny i swoich bliskich, ile pod wpływem lojalności wobec towarzyszy broni, razem z którymi szkolili się, jadali posiłki i pływali, z którymi dzielili życie i los.

Słowniczek

Aal ("Węgorz") - nieformalne niemieckie określenie torpedy

Abt (Abteilung) - wydział lub oddział

Adressbuch - księga kodów na pokładzie U-Boota, wykorzystywana do szyfrowania pozycji okrętu podawanych w meldunku radiowym

AGRU Front (Ausbildungsgruppe Front) - wydział, zajmujący się testowaniem okrętów podwodnych i ich załóg przed skierowaniem ich do działań bojowych

Aphrodite - niemieckie urządzenie do zakłócania nieprzyjacielskich radarów

ASDIC (asdyk; echosonda) - nazwa urządzenia służącego do wykrywania zanurzonych okrętów podwodnych, umieszczanego w specjalnej kopule pod kadłubem jednostek nawodnych

ASV (ang.) - lotniczy radar mikrofalowy (pracujący na falach 10 i 3 cm)

Athos - antena radiowego detektora

Bachstelze - żyroskopowe urządzenie ciągnięte na kablu za U-Bootem, ułatwiające wykrywanie obiektów na pobliskich wodach

Bali - antena radarowego urządzenia detekcyjnego

Bauwerft - stocznia; miejsce budowy okrętów podwodnych

B-Dienst (Funkbeobachtungsdienst) - niemiecka służba nasłuchu radiowego i deszyfracji

BdU (Befehlshaber der Unterseeboot) - głównodowodzący broni podwodnej (tytuł używany najczęściej w odniesieniu do admirała Karla Dönitza, ale także do jego sztabu i kwatery głównej)

Betasom - dowództwo włoskich wojsk broni podwodnej z komendą w Bordeaux (w okupowanej Francji)

Bletchley Park - brytyjski rządowy ośrodek deszyfracyjny, zorganizowany w rozległej posiadłości wiejskiej w hrabstwie Buckinghamshire na północ od Londynu

Bold - urządzenie stosowane na U-Bootach, zakłócające impulsy asdyku

Bombe ("Bomba") - system skopiowanych maszyn szyfrujących Enigma, opracowany w Bletchley Park

Boot - niemieckie określenie okrętu (także łodzi); dowódca okrętu nie był oficerem sztabowym, a jego zastępcę na okręcie podwodnym nazywano pierwszym oficerem wachtowym

Bootskanone - działo na pokładzie dziobowym (przednim) U-Boota

Bunkry - nazwa nadawana zewnętrznym zbiornikom paliwa na U-Bootach

Centrala - pomieszczenie, z którego dowódca kierował działaniami okrętu podwodnego

Chrapy (niem. Schnorchel lub Schnorkel) - urządzenie umożliwiające czerpanie powietrza przez zanurzony na głębokości peryskopowej okręt podwodny i doprowadzanie powietrza do pracujących silników wysokoprężnych

Cypern - typ detektora radarowego

DD - amerykańskie określenie niszczyciela

DE - amerykańskie określenie niszczyciela eskortowego

Dienst - służba

Dienstelle - kwatera główna

Dienstgrad - ranga służbowa

D-maschine - silnik wysokoprężny

Dräger Tauchretter - podwodny aparat ratunkowy dla członków załóg U-Bootów (produkowany przez wytwórnię Dräger)

Dziób - przednia część kadłuba okrętu

EK (Eisernes Kreuz) - Krzyż Żelazny (niemieckie odznaczenie wojenne)

E-maschinen - silniki elektryczne

Enigma - maszyna kodująca Schlüssel M (nazwa Enigma odnosiła się także do szyfrów kodowanych z użyciem tego urządzenia)

Fächerschuss - salwa; równoczesne odpalenie co najmniej dwóch torped

Fähnrich zur See - chorąży marynarki

Fangschuss - salwa powodująca ostateczne zatopienie okrętu

FAT (Federapparat Torpedo) - torpeda używana do zwalczania konwojów, która początkowo zmierzała do celu po linii prostej, a następnie zygzakowała

FdU (Führer der Unterseeboote) - dowódca niemieckiego okrętu podwod­nego

Feindfahrt - patrol bojowy

Flak (Fliegerabwehrkanone) - działo przeciwlotnicze

Flege ("Mucha") - radarowe urządzenie detekcyjne

Flotylla - zgrupowanie mniejszych okrętów

Flugboot - wodnosamolot

Fregattenkapitän - komandor porucznik

Freya - radarowe urządzenie detekcyjne

Frontboot - określenie U-Boota wpływającego w strefę działań bojowych

Funker - łącznościowiec Kriegsmarine

Funkmess - detekcja z użyciem urządzeń radarowych

Funkpeilgerät - namiernik radiowy

Funk-Telegraphie (FT) - niemieckie określenie łączności radiotelegraficznej

Grossadmiral - admirał floty; najwyższy stopień w Kriegsmarine (brak polskiego odpowiednika)

GRT - wyporność całkowita

Gruppe - grupa; jednostka taktyczna

HE (efekt hydrofoniczny) - rozchodzące się pod wodą odgłosy, wzbudzane np. przez śruby okrętów nawodnych

Hedgehog ("Jeż") - typ alianckiej bomby głębinowej do zwalczania okrętów podwodnych, miotanej przed dziób uzbrojonego w wyrzutnię okrętu nawodnego

HF/DF - urządzenie detekcyjne, pracujące na falach wysokiej częstotliwości

Hundekurve ("Psi łuk") - tor, po którym U-Boot przeprowadzał atak na jednostkę nawodną, pozwalający na ukradkowe podejście do celu

Hydra - system kodowy stosowany na U-Bootach, wyznaczający ustawienie maszyny szyfrującej Enigma (Schlüssel M) na dany dzień

Hydrofon - podwodny detektor dźwięków

Kadłub miękki - zewnętrzna warstwa poszycia okrętu podwodnego, pod którą znajdowały się zbiorniki balastowe i kadłub ciśnieniowy ("twardy")

Kaleu (Kaleunt) - zdrobnienie od Kapitänleutnant (kapitan marynarki)

Kaliber - średnica lufy działa lub ręcznej broni strzeleckiej oraz pocisków do tychże, najczęściej podawana w milimetrach

Kalipatrone - potażowy respirator, pochłaniający dwutlenek węgla

Kapitänleutnant - kapitan marynarki

Kąt kursowy - niezgodność między danymi obserwacyjnymi a wskazaniami kompasu dotyczącymi położenia celu

Keroman - niemiecka nazwa bazy schronów dla U-Bootów w Pointe de Keroman w pobliżu wejścia do portu w Lorient

Kiosk - rodzaj wieży lub platformy obserwacyjnej na okręcie podwodnym; na U-Bootach w kiosku znajdowały się wskaźniki urządzeń pomiarowo-kontrolnych; na U-Bootach Typu IX także wziernik (okular) peryskopu bojowego oraz przelicznik odchylenia toru biegu torpedy

Kleine Boot - niewielki szkolny okręt podwodny, np. Typu IID

KM (Kriegsmarine) - nazwa niemieckiej marynarki wojennej w latach 1935-1945, będącej częścią Wehrmachtu

Komendy - sformalizowane polecenia wydawane na pokładzie okrętu

Konteradmiral - kontradmirał

Konwój - zgrupowanie statków transportowych, zorganizowanych w kolumny i eskortowanych przez okręty nawodne

Korweta - zwrotny okręt eskortowy, mniejszy od niszczyciela

Kriegstagebuch (KTB) - niemiecki dziennik wojenny, prowadzony na okrętach i statkach lub przez personel sztabowy baz morskich

Krzyż biskajski - nieoficjalna nazwa jednego z wczesnych radiowych urządzeń detekcyjnych stosowanych na U-Bootach

Kurzsignale - krótki meldunek pozycyjny, nadawany przez radio z U-Boota

Leutnant zur See - podporucznik marynarki

LI (Leitender Ingenieur) - starszy mechanik (szef maszynowni)

Löwe ("Lew") - przydomek Karla Dönitza

Luftwaffe - niemieckie siły powietrzne

M.A.N. (Maschinenfabrik Augsburg-Nürnberg AG) - zakłady produkujące silniki wysokoprężne, stanowiące napęd okrętów podwodnych Typu VII i IX

Metox - typ niemieckiego detektora sygnałów radarowych

Milchkühen ( "Mleczne krowy") - nieoficjalna nazwa U-Bootów zaopatrujących okręty podwodne w paliwo i inne zapasy

Naxos - radarowe urządzenie detekcyjne

Niszczyciel - Niemcy określali tym terminem wszystkie niewielkie okręty wojenne używane w walce do osłony innych jednostek pływających; często zaliczali do tej kategorii fregaty i korwety

ObdM (Oberbefehlshaber der Marine) - głównodowodzący Kriegsmarine

Oberfähnrich zur See - starszy chorąży marynarki

Oberleutnant zur See - porucznik marynarki

Paukenschlag - kryptonim pierwszej fazy niemieckiej ofensywy podwodnej przeciwko Stanom Zjednoczonym

Peryskop - wysuwany przyrząd optyczny, złożony z pryzmatów, zwierciadeł i soczewek, umożliwiający załodze zanurzonego okrętu podwodnego obserwację powierzchni morza

Radar - urządzenie radiolokacyjne

Rechen ("Grabie") - określenie szyku kilku U-Bootów przecinających kurs nieprzyjacielskiego konwoju

Reichsmarine - niemiecka marynarka wojenna w latach 1919-1935

Ritterkreuz - Krzyż Rycerski (niemieckie odznaczenie wojenne)

Rohr - niemiecka nazwa wyrzutni torpedowej

Rudel ("Wilcze stado") - taktyka ataku opracowana przez admirała Karla Dönitza

Rudeltaktik - taktyka zmasowanych, koordynowanych przez radio ataków "wilczych stad" U-Bootów na nieprzyjacielskie konwoje

Schlüssel M - używana przez Kriegsmarine wersja maszyny szyfrującej Enigma

Schussmeldung - "raport bojowy", którego złożenia wymagano po każdej akcji

Seekühe ("Syrena") - nieoficjalna nazwa większych U-Bootów

Siła wiatru - prędkość wiatru, odnotowywana w KTB U-Boota w skali od zera do dziesięciu

Skala Papenberga - wskaźnik ciśnienia wokół zanurzonego okrętu

Sonar - urządzenie namiarowe (skrót od Sound Navigation and Ranging)

Spargel ("Szparag") - nieoficjalne określenie peryskopu na U-Bootach

Spychacz - gruba stalowa lina, rozciągnięta od dziobu do rufy ponad kioskiem okrętu podwodnego, służąca do przecinania podwodnych zapór, takich jak stalowe sieci

Squid - aliancki system uzbrojenia do zwalczania okrętów podwodnych

Stan morza - odnotowywany w pokładowych KTB na U-Bootach w skali od zera do dziesięciu

Standzielsehrohr - podwodny atak przeprowadzony z głębokości peryskopowej

Szyfr - system kodów stosowany w łączności kodowanej

Tetis - szyfr wykorzystywany w meldunkach radiowych przez załogi ćwiczebnych U-Bootów

Tiefenmesser - wskaźnik ciśnienia głębokościowego na U-Bootach

Torpex - ładunek wybuchowy, mieszanina cyklonitu (heksogenu), trotylu (TNT) i skrawków aluminium

Trymowanie (wyrównanie przegłębienia) - utrzymywanie w poziomie (lub odpowiednim położeniu) zanurzonego okrętu podwodnego

U-Boot - okręt podwodny

Ubootwaffe - niemiecka flota podwodna

USAAF - lotnictwo wojskowe Stanów Zjednoczonych

Verloren - utracony, zatopiony

Vernichtet - zniszczony

Versenkt - zatopiony

Vorhaltrechner - produkowany przez koncern Siemens elektromechaniczny licznik odchyleń kursu, zainstalowany w kiosku U-Boota i przesyłający odpowiednie koordynaty do żyrokompasowych mechanizmów sterujących w torpedach

Wabos - nieformalne niemieckie określenie bomb głębinowych

Wanze - radarowe urządzenie detekcyjne

Wapno sodowane - związek chemiczny, pochłaniający wilgoć i dwutlenek węgla wydychane przez załogę okrętu podwodnego pozostającego przez dłuższy czas w zanurzeniu

Wasserbombe - bomba głębinowa

Wehrmacht - niemieckie siły zbrojne

Werft - stocznia

Weyer - podręcznik na pokładzie U-Boota z sylwetkami okrętów wojennych wszystkich flot

Węzeł - prędkość statku lub okrętu: mila na godzinę

Wintergarten ("Ogródek zimowy") - nieformalna nazwa ograniczonej relingiem platformy w tylnej części mostku U-Boota

Wyporność - ciężar okrętu lub statku, wyrażany tonażem wody wypieranej przez daną jednostkę pływającą

Wyrzutnie rufowe - wyrzutnie torpedowe na rufie okrętu podwodnego

Zapalnik uderzeniowy - detonator torpedy, powodujący wybuch po zderzeniu z obiektem

Zatoka Biskajska - akwen Atlantyku, rozciągający się od brzegów północno-zachodniej Francji do północnej Hiszpanii; nad tym akwenem znajdowały się główne bazy U-Bootów

Zaunkönig - nazwa niemieckiej torpedy akustycznej, znanej także jako T5

Zentrale - sterownia U-Boota, umiejscowiona poniżej kiosku i mostka kapitańskiego

Zentrale ("Centrala") - sterownia U-Boota, znajdująca się bezpośrednio pod kioskiem i mostkiem, w której znajdowały się wszystkie urządzenia pomiarowe i wskaźniki

Rozdział 1

"Lew"

Karl Dönitz przyszedł na świat w pruskiej rodzinie, mieszkającej na berlińskim przedmieściu Grünau. Urodził się w grudniu 1891 roku i przejął wiele cech swego ojca - wymaganych i oczekiwanych od oficera cesarskiej floty, do której wstąpił jako kadet w wieku osiemnastu lat. Sumienny i kochający ojczyznę, lojalny i pracowity młody Dönitz szybko doczekał się nagrody za entuzjazm, pilność i okazywane poświęcenie - wszedł w poczet kadry oficerskiej marynarki wojennej.

Od początku pierwszej wojny światowej pełnił służbę w dywizjonie lot­nict­wa morskiego jako obserwator pokładowy, ale przed 1916 rokiem zainteresował się poważnie okrętami podwodnymi, i uzyskał przeniesienie do Ubootwaffe, by wreszcie w marcu 1918 roku awansować na dowódcę okrętu UB-68. W październiku tego samego roku jego jednostka, operująca w zanurzeniu na Morzu Śródziemnym, musiała awaryjnie wyjść na powierzchnię morza z powodu usterki. Znalazła się wśród brytyjskiego konwoju statków handlowych osłanianych przez kilka okrętów eskortowych, które niemal natychmiast zatopiły U-Boota. Dönitza wraz z większością członków jego załogi wyłowiono z morza, wzięto do niewoli i internowano. Kolejnych dziesięć miesięcy przyszło mu spędzić w obozie jenieckim w odludnym regionie Szkocji. Ostatecznie uznano go tam za osobnika niepoczytalnego i niepełnosprawnego - w istocie z pewnością udawał tylko takiego - i został odesłany do Niemiec.

Dönitz, zdolny taktyk, nie stracił wiary w siłę broni podwodnej i większość czasu w niewoli poświęcił opracowywaniu planów rozwijania i zastosowania taktyki Rudel ("wilczych stad") - koncepcji, którą poznał w czasie wojny, a która polegała na wykorzystaniu grupy U-Bootów do przeprowadzania skoordynowanych ataków. Teoria ta od dawna go frapowała i zainspirowała do podjęcia prób wprowadzenia jej w życie. Rudeltaktik obmyślono w latach pierwszej wojny światowej jako nową i oryginalną metodę działań zaczepnych, w której z kilku okrętów podwodnych tworzono "wilcze stado", zdolne do pokonania nieprzyjacielskiej eskorty nawodnej i rozbicia wrogiego konwoju. W trakcie pierwszej wojny światowej metodę tę trudno było stosować wskutek niedoskonałości ówcześnie dostępnego sprzętu radiowego. Później jednak Niemcy skonstruowali wiele typów nadajników pracujących na ultrawysokich częstotliwościach, których wykorzystanie, jak uważali, uniemożliwiało potencjalnemu przeciwnikowi zakłócanie łączności radiowej. A to, wraz z nader sprawną maszyną kodującą typu Enigma, sprawiało, że Niemcy coraz bardziej wierzyli w swoje U-Booty. Ponadto Dönitz popierał ideę atakowania konwojów w nocy, w wynurzeniu lub w nieznacznym zanurzeniu, co minimalizowało zdolność brytyjskiego sonaru do wykrywania U-Bootów.

W okresie międzywojennym, czyli w latach 20. i 30., Karl Dönitz podkreślał zalety i możliwości bojowych okrętów podwodnych, przekonując o nich wszystkich w niemieckiej marynarce wojennej i nie tylko. We wrześniu 1933 ro­ku uzyskał awans na Fregattenkapitäna (komandora porucznika), a w następnym roku został dowódcą krążownika Emden, wykorzystywanego podówczas w roli okrętu szkolnego.

W 1935 roku, w rezultacie zawarcia nowego brytyjsko-niemieckiego traktatu morskiego, który przyniósł rewizję niektórych postanowień waszyngtońskiej konferencji morskiej z 1922 roku, Niemcom zezwolono na podjęcie ograniczonej produkcji okrętów podwodnych, a ówczesny naczelny dowódca niemieckiej marynarki wojennej Grossadmiral (admirał floty) Erich Raeder powierzył Dönitzowi zadanie odbudowy flotylli podwodnej Kriegsmarine. Dönitz energicznie wziął się do pracy i zaangażował się w planowanie nowych sił podwodnych zdolnych do realizacji Rudeltaktik, niezbicie przekonany o tym, że w przyszłym konflikcie zbrojnym główną rolę będą odgrywały morskie szlaki zaopatrzeniowe, którymi dostarczano z całego świata do Wielkiej Brytanii żywność, paliwo i inne surowce. Doszedł do wniosku, że U-Booty to jedyna dostępna dla Niemców metoda prowadzenia zmagań na morzach z Brytyjczykami, zmuszonymi do transportu zaopatrzenia przez konwoje, eskortowane i chronione przez nawodne okręty wojenne. Te ostatnie radziły sobie z zagrożeniem ze strony pojedynczych U-Bootów, ale Dönitz wierzył mocno, że jego nowe "wilcze stada" mogą wymanewrować osłonę konwojów i niszczyć statki zaopatrzeniowe przeciwnika. Wymagało to, jego zdaniem, stworzenia floty złożonej z co najmniej trzystu okrętów podwodnych: szybkich, bardzo zwrotnych jednostek średniej wielkości, z których setka operowałaby na otwartych morzach, kolejnych sto zmierzałoby w kierunku tras konwojów lub wracało z patrolów, a pozostałe znajdowałyby się w bazach, gdzie przechodziłyby przeglądy i naprawy, uzbrajane i zaopatrywane w paliwo.

Do listopada 1937 roku Dönitz zdecydowanie opowiadał się za przeobrażeniem niemieckiej floty w siły morskie złożone niemal wyłącznie z U-Bootów. Optował za atakowaniem tylko nieprzyjacielskich transportowców i statków handlowych, stanowiących cele stosunkowo łatwe do zatopienia. Wskazywał, że zniszczenie floty brytyjskich tankowców pozbawiłoby Royal Navy paliwa dla okrętów i w praktyce sparaliżowałoby siły nawodne Wielkiej Brytanii i wyeliminowałoby zagrożenie z ich strony.

Dönitz chciał powierzyć taką misję głównie U-Bootom Typu VII, okrętom o wyporności około 750 ton, wyposażonym w pięć wyrzutni torpedowych. Jednostki takie nadawały się do działań na Atlantyku lepiej niż okręty większe czy też mniejsze, 250-tonowe, których przydatność ograniczała się do operowania na Bałtyku i Morzu Północnym. Jednak przywódca państwa niemieckiego, Adolf Hitler, inaczej wyobrażał sobie przygotowania do wojny morskiej. Uważał, że Brytyjczycy i Francuzi nie wejdą w konflikt zbrojny z Niemcami, póki Rzesza nie zagrozi ich zamorskim posiadłościom. Określił rok 1945 jako czas, w którym jego flota nawodna i Ubootwaffe miały być gotowe na przystąpienie do takich działań zaczepnych, o jakich myślał Dönitz.

Sam Dönitz uważał z kolei, że może współpracować z nazistowskim reżimem, jeśli ten pomści upokorzenie doznane przez Niemcy w narzuconym im po pierwszej wojnie światowej traktacie wersalskim i ostatecznie poprowadzi do zwycięstwa jego niemiecką ojczyznę. "Jestem gorącym zwolennikiem idei edukacji ideologicznej. Do czego się ona sprowadza? Wykonywanie rozkazu jest żołnierską powinnością. Ale liczy się to tylko wtedy, gdy w kwestii tej dochodzą do głosu serce i duchowe przekonania. Rezultaty wywiązywania się z obowiązku są wówczas zupełnie inne niż wtedy, gdy wykonuje się swoje zadania tylko ściśle, posłusznie i wiernie. Zatem konieczne jest, aby żołnierz zaangażował w wypełnianie obowiązku całą swą umysłową i duchową energię, a do tego niezbędne są przekonania, ideologia. A zatem musimy szkolić żołnierza w sposób jednolity, pełny, ażeby podporządkować go ideologicznie naszym Niemcom. Wszelka dychotomia, każde odstępstwo, niezgodność w tej materii, albo też nieprzygotowanie okazują się słabością we wszelkich okolicznościach. Ten, kto wzrasta i rozkwita bez zakłóceń, jest lepszy od innych. Tak więc liczą się jego przekonania, to, w co wierzy. Nonsensem jest stwierdzenie, że żołnierz czy oficer musi być apolityczny. Żołnierz ucieleśnia państwo, w którym żyje; jest jego reprezentantem, żywym wykładnikiem. Musi zatem stać po stronie tego państwa niewzruszenie. Musimy podążać ową drogą, wynikającą z naszych najgłębszych przekonań. Rosjanie nią podążają. Uda nam się przetrwać w tej wojnie tylko wtenczas, kiedy przystąpimy do niej ze świętym zapałem, z całym naszym fanatyzmem".

Dönitz kontynuował przygotowania do przyszłych akcji bojowych swoich "wilczych stad", wysyłając najlepszych z młodych dowódców U-Bootów na ćwiczebne rejsy patrolowe wokół Szetlandów i wzdłuż francuskich wybrzeży Atlantyku.

W chwili wybuchu wojny w 1939 roku admirał floty Raeder powierzył Dönitzowi zadanie zorganizowania blokady wszystkich portów w Wielkiej Brytanii. Dönitz podjął się tej misji, ale już wkrótce udało mu się przekonać Raedera, że U-Booty, które operują na wodach przybrzeżnych, są skrajnie narażone na ataki samolotów z baz na lądzie, i że jego okręty byłyby dużo skuteczniejsze na otwartym Atlantyku, gdyż atakowałyby brytyjskie szlaki zaopatrzeniowe poza zasięgiem nieprzyjacielskiego lotnictwa. W owym czasie Dönitz miał do dyspozycji zaledwie 22 pełnomorskie okręty podwodne i rzadko więcej niż sześć mogło prowadzić działania bojowe na wyznaczonych akwenach przez pół roku po otrzymaniu stosownego zadania. Koncepcja "wilczych stad" musiała jeszcze trochę zaczekać na jej wypróbowanie.

Niemieccy podwodniacy nie chcieli sprawić zawodu "Lwu", jak nazywano Dönitza, i mimo że było ich niewielu, zdołali wytropić i zatopić od stycznia do kwietnia 1940 roku brytyjskie statki handlowe o łącznej wyporności 300 000 ton, przy stracie 13 U-Bootów. W tej fazie wojny niemieckie stocznie nie były w stanie odpowiednio szybko uzupełniać tych strat. Ale Dönitz, w owym czasie już BdU (Befehlshaber der U-Boote, czyli naczelny dowódca broni podwodnej) widział to bardziej optymistycznie z racji kapitulacji Francji, gdyż uzyskał dzięki temu dostęp do głównych portów nad Zatoką Biskajską i kanałem La Manche, gdzie robotnicy przymusowi Organizacji Todt (OT) przystąpili do budowy kilku potężnych schronów dla U-Bootów. Korzystanie z tych baz skróciło równo o połowę czas dojścia niemieckich okrętów podwodnych na akweny, wyznaczane im na Oceanie Atlantyckim.

Wraz z rozbudową schronów w bazach nad Zatoką Biskajską skuteczność niemieckich podwodnych łowów na Atlantyku wzrosła niepomiernie. W okresie od czerwca do października - znanym w Ubootwaffe jako die glückliche Zeit, czyli "szczęśliwe czasy" - U-Booty zatopiły 274 brytyjskie statki handlowe o łącznym tonażu prawie 1 400 000 GRT, przy stracie tylko sześciu okrętów podwodnych. Dla Brytyjczyków był to oczywiście poważny cios.

Kapitänleutnant Herbert Kuppisch patrzy przez peryskop podczas rejsu patrolowego.

W trakcie następnych dwóch lat wojny niemiecki minister uzbrojenia i amunicji Albert Speer zdołał uruchomić produkcję prefabrykowanych części w rozrzuconych po całej Rzeszy wytwórniach, co z kolei znacznie przyspieszyło wodowanie nowych U-Bootów. Na początku 1942 roku w działaniach bojowych mogło wziąć udział 91 U-Bootów, a pod koniec wspomnianego roku już 212. Do kwietnia 1943 roku ich liczba doszła do 240. W 1941 roku zatopiły one jednostki o łącznej wyporności ponad dwóch milionów ton (432 statki handlowe). Ogólne straty alianckie na morzu w owym roku wynosiły ponad 4 300 000 ton; w sumie 1299 zostało zatopionych przez okręty podwodne i na­wodne oraz lotnictwo lub zatonęło po wejściu na miny.

Płonący, tonący tankowiec, storpedowany przez U-Boota na północnym Atlantyku.

Hitler zabronił Dönitzowi podejmowania działań przeciwko Stanom Zjednoczonym, które we wspomnianym okresie udzielały wszelkiej możliwej pomocy Wielkiej Brytanii, mimo że oficjalnie zachowywały neutralność. Wreszcie 1 września 1941 roku głównodowodzący amerykańskiej marynarki wojennej admirał Ernest King rozkazał amerykańskim okrętom wojennym wzmocnić eskortę brytyjsko-kanadyjskich konwojów. Kilka dni później USS Greer, niszczyciel płynący w kierunku Islandii, odebrał ostrzeżenie od samolotu RAF-u o operującym w pobliżu niemieckim okręcie podwodnym. Niszczyciel podjął trzygodzinny pościg, a starcie z użyciem bomb głębinowych i torped nie przyniosło rozstrzygającego rezultatu. Dönitz uważał, że Greer rozpoczął działania zaczepne, natomiast prezydent Roosevelt oświadczył amerykańskiej opinii publicznej, że to dowódca U-Boota dopuścił się aktu piractwa.

7 grudnia, wraz z przystąpieniem USA do wojny, Dönitz mógł wreszcie dać upust swej tłumionej wściekłości na Amerykanów; załogom pięciu dalekomorskich U-Bootów Typu IX oraz szesnastu operujących w rozproszeniu U-Bootów Typu VII wydał rozkaz zaatakowania amerykańskich statków i okrętów. Nadał tej akcji kryptonim "Paukenschlag" - "Uderzenie w kocioł" - a na temat podwodnych działań ofensywnych prowadzonych wzdłuż Wschodniego Wybrzeża Stanów Zjednoczonych wyraził się tak: "Plażowicze, a niekiedy cała ludność miast na wybrzeżu, stali się świadkami dramatu wojny, którego wizualną kulminację stanowią czerwone łuny płonących zbiornikowców". W miesiącach poprzedzających czerwiec 1942 roku poszło na dno ponad 300 alianckich jednostek, w tym wiele tankowców. Stały się one ofiarami niemieckich torped, odpalanych z U-Bootów na wodach od portu nowojorskiego po południową Florydę i Karaiby. Straty te skłoniły amerykańskiego generała George'a Marshalla do stwierdzenia: "Bardzo się obawiam, że jeszcze miesiąc lub dwa czegoś takiego na tyle osłabi nasz transport [morski], iż nie będziemy zdolni do wystawienia do walki z wrogiem dostatecznej liczby ludzi i samolotów na kluczowych arenach wojennych, aby rozstrzygająco wpłynąć na przebieg tej wojny".

Szalupa z rozbitkami ze statku handlowego zatopionego przez niemiecki okręt podwodny w czasie drugiej wojny światowej.

Gdy wzdłuż amerykańskiego Wschodniego Wybrzeża trwała operacja "Paukenschlag", wielkie alianckie konwoje na Atlantyku płynęły prawie nieatakowane, co świadczyło o tym, że Dönitz rzucił wtedy przeciwko Amerykanom niemal wszystkie swoje jednostki. Sam przebywał w willi Kernével w pobliżu wielkiej bazy U-Bootów w porcie Lorient i wydawał przez radio rozkazy załogom swoich okrętów podwodnych, rozstawiając je jak szachowe figury; polecał dowódcom U-Bootów stale meldować o zajmowanych pozycjach i panujących warunkach pogodowych. W swej wspaniałej siedzibie zaznaczał położenie okrętów na wielkiej mapie ściennej i kierował ich atakami, grupując U-Booty we flotylle po zauważeniu nieprzyjacielskiego konwoju. Niecierpliwie wyczekiwał na raporty bojowe, zgłaszane zatopienia i meldunki z danymi na temat przybliżonego tonażu storpedowanych jednostek. Był to dla "Lwa z Lorientu" czas największych sukcesów. Jednakże Brytyjczycy przechwytywali wiele z takich radiowych komunikatów i szybko je odczytywali w swoim ośrodku łamania szyfrów w Bletchley Park.

Dönitz był przekonany, że jego U-Booty są w stanie zatapiać miesięcznie co najmniej 800 000 ton nieprzyjacielskiej żeglugi, co zagłodziłoby Wielką Brytanię i uniemożliwiłoby jej dalsze prowadzenie wojny. W istocie jego okręty zatapiały co miesiąc statki o łącznej wyporności około 650 000 ton, a więc zadawały Brytyjczykom straszliwe ciosy. Jak na ironię admirał King, który bynajmniej nie był anglofilem i nie miał dobrego zdania o Royal Navy, wdał się w długotrwały spór z generałem Henrym "Hapem" Arnoldem, szefem amerykańskich sił powietrznych. Po drugiej stronie wojennej barykady podobne spory wiódł Dönitz ze zwierzchnikiem Luftwaffe, marszałkiem Rzeszy Göringiem.

W niemieckiej marynarce wojennej miało też miejsce nader ważne wydarzenie: 30 stycznia 1943 roku Hitler wyznaczył na jej dowódcę Karla Dönitza w miejsce admirała floty Raedera. Führer nie skrywał wcześniej niezadowolenia, gdy pancernik kieszonkowy Lützow i ciężki krążownik Hipper zostały 31 grudnia 1942 roku, podczas ataku na konwój płynący do ZSRR, odparte przez pięć niszczycieli Royal Navy, a potem odrzucone przez dwa brytyjskie krążowniki, i nie zatopiły ani jednego statku. Uznał te dwa wielkie okręty wojenne za nieprzydatne dla Rzeszy, udzielił reprymendy Raederowi, a potem go zdymisjonował. Notowania broni podwodnej w Kriegsmarine poszły w górę, ale także do pewnego stopnia osłabiło to bezpośredni nadzór jej nowego głównodowodzącego nad dowódcami U-Bootów na pełnym morzu, gdyż obowiązki te zostały przejęte przez szefa sztabu Dönitza, kontradmirała Eberharda Godta, energicznego i pracowitego, ale mniej zdolnego taktyka. W trakcie tych przetasowań na szczycie co miesiąc wchodziło do służby bojowej 17 nowych U-Bootów, a Dönitz naciskał Speera na zwiększenie ich produkcji. W kwietniu 1943 roku w zmaganiach mogło wziąć udział ponad 400 U-Bootów i wydawało się, że niemieckie zwycięstwo na Atlantyku jest bliskie.

Wtedy właśnie admirał Dönitz popełnił być może jedyny poważniejszy błąd taktyczny w trakcie tej wojny: rozkazał kapitanom swoich okrętów dopływanie na powierzchni morza na wyznaczone akweny i powracanie z nich również w wynurzeniu, a także podejmowanie walki z nieprzyjacielskimi samolotami przeprowadzającymi ataki. Decyzję taką uzasadniał faktem, że okręty podwodne przemieszczają się znacznie szybciej na powierzchni, a marynarze prowadzący obserwację wypatrywali wrogich jednostek lepiej od zawodnego detektora typu Metox, który okazał się dość nieskuteczny w wykrywaniu fal emitowanych przez nowsze alianckie radary lotnicze. Ponadto nieprzyjacielskie lotnictwo zapanowało w powietrzu nad Atlantykiem. Cataliny, Sunderlandy i Liberatory alianckiego lotnictwa morskiego zapuszczały się coraz dalej nad Ocean Atlantycki, samoloty pokładowe, które nie musiały już wspierać kampanii sprzymierzonych w Afryce Północnej, mogły osłaniać konwoje na całych trasach. Efekt: 28 U-Bootów zostało zatopionych przez samoloty, których alianci stracili w tych starciach 57. Oznaczało to koniec "szczęśliwych czasów" dla Ubootwaffe i zwrot w przebiegu wojny na Atlantyku. W maju Niemcy stracili 41 U-Bootów, najczęściej wraz z marynarzami; wśród ofiar znalazł się też Peter Dönitz, młodszy syn admirała. Był to szczególnie ciężki okres dla tych, którzy służyli na okrętach podwodnych, a ponoszonych strat nie udawało się uzupełniać. Admirał Godt poważnie rozważał ściągnięcie wszystkich U-Bootów z powrotem do baz, ale oznaczałoby to otwarte przyznanie się do klęski. Poza tym, w schronach nad Zatoką Biskajską było miejsce dla zaledwie 110 okrętów podwodnych. W tej sytuacji Godt i Dönitz dokonali strategicznego przegrupowania, przemieszczając podwodne "wilcze stada" na względnie bezpieczne wody wokół Azorów.

Kapitänleutnant Günther Krech, dowódca U-558, zatopionego koło hiszpańskiego przylądka Ortegal 20 lipca 1943 roku przez bomby głębinowe zrzucone z bombowca RAF-u Halifax i amerykańskiego bombowca Liberator.

Dönitz zaczął wtedy pokładać nadzieje w nowoczesnych urządzeniach wprowadzanych do wyposażenia Ubootwaffe - ulepszonych sonarach, elektronicznej kompresji sygnałów radiowych, chrapach, kierowanych torpedach oraz w okrętach podwodnych nowej generacji, Typu XXI i XXIII. Dysponując takim nowym sprzętem, mógł wznowić walki na Atlantyku. Tymczasem próbował namówić Hitlera do skierowania okrętów podwodnych do zwalczania alianckich jednostek wysadzających desanty na północnoafrykańskich wybrzeżach lub do zaminowywania podejść do egipskich portów. Wzburzony Führer zareagował z furią na takie sugestie admirała: "Atlantyk to niemiecka pierwsza linia obrony na Zachodzie. Nasze U-Booty wiążą kolosalne nieprzyjacielskie siły, mimo że nie zadajemy im już wielkich strat. Nie mogę dopuścić do uwolnienia tych sił przez przerwanie operacji U-Bootów". Kiedy U-Booty zaczęły wracać na wody Atlantyku, częściej same stawały się celem ataków. I coraz częściej musiały prowadzić działania defensywne. Techniczne nowinki, tak niecierpliwie wyczekiwane przez "Lwa", zaczęły wchodzić do użytku, ale nim do tego doszło, alianci już opracowali przeciwśrodki. Coraz liczniejsze statki handlowe alianckich konwojów bezpiecznie docierały do docelowych portów i stawało się jasne, że Niemcy przegrywają bitwę o Atlantyk.

Dönitz zaprzestał osobistego gratulowania dowódcom okrętów, gdy powracali z rejsów patrolowych. Skończyły się uroczyste powitania w portach, skończyło się wręczanie odznaczeń i kwiatów. Orkiestry dęte już nie oczekiwały na przystaniach, a niemieccy marynarze nie widywali już w portach uroczych, uśmiechniętych pielęgniarek.

Pod koniec kwietnia 1945 roku Trzecia Rzesza pogrążyła się w zupełnym chaosie. Hitler rządził ze swojego bunkra pod ogrodami Kancelarii Rzeszy w Berlinie. W tych ostatnich dniach Rzeszy ci, którzy byli blisko niemieckiego wodza, usiłowali odsunąć go od władzy. Heinrich Himmler, szef SS (Schutzstaffel), potajemnie chciał wynegocjować złożenie broni przez niemieckie wojska przed zachodnimi aliantami - jego oferta została odrzucona. Tymczasem zwierzchnik Luftwaffe Hermann Göring miał czelność skontaktować się z Hitlerem przez radio i poprosił Führera o zgodę na przejęcie przez niego samego rządów w Rzeszy. Hitler niezwłocznie usunął obydwu z partii nazistowskiej. Do tych nielicznych, którym jeszcze ufał, należał Karl Dönitz, którego wyznaczył na swego następcę i przyszłą głowę państwa. Po samobójstwie Hitlera "Lew" na krótko objął rządy i szybko pozbył się ze swojego otoczenia takich ludzi jak Himmler, minister propagandy Josef Goebbels czy też Martin Bormann, były sekretarz Führera. Tydzień później niemiecki generał Alfred Jodl, reprezentujący Naczelne Dowództwo Sił Zbrojnych (OKW), oraz Grossadmiral Dönitz podpisali akt bezwarunkowej kapitulacji niemieckich wojsk lądowych, morskich i lotniczych w Europie w obecności przedstawicieli armii alianckich, w tym radzieckiego dowództwa.

W okresie od listopada 1945 roku do października 1946 roku w Norymberdze odbywały się procesy zbrodniarzy wojennych, a wśród głównych oskarżonych znalazł się admirał floty Karl Dönitz, któremu zarzucano między innymi prowadzenie nieograniczonej wojny podwodnej przeciwko żegludze państw neutralnych. Oficjalny akt oskarżenia wspominał o: 1) zbrodniach przeciwko pokojowi, zbrodniach wojennych i zbrodniach przeciwko ludzkości; 2) planowaniu, wywołaniu i prowadzeniu wojen zaborczych; 3) łamaniu zasad prowadzenia wojen. Dönitza uznano za winnego w świetle punktów 2 i 3 aktu oskarżenia i skazano na dziesięć lat więzienia, jednak nie został ukarany za prowadzenie nieograniczonej wojny podwodnej, ponieważ Stany Zjednoczone i Wielka Brytania także ją prowadziły. Dönitz odsiedział zasądzony wyrok w Spandau, podówczas na obszarze Berlina Zachodniego.

Po wyjściu na wolność spędził w spokoju resztę życia w miasteczku Aumühle w Szlezwiku-Holsztynie w północnych Niemczech, gdzie zajmował się pisaniem wspomnień i listów; korespondował głównie z entuzjastami historii wojen morskich z Ameryki i innych krajów. Zmarł tamże w grudniu 1980 roku. Obaj jego synowie zginęli podczas drugiej wojny światowej. Peter, młodszy z synów, był oficerem na okręcie U-954. Poległ, gdy jego U-Boot został zatopiony na północnym Atlantyku 19 maja 1943 roku. Starszy brat Petera, Klaus, zginął 13 maja 1944 roku, kiedy torpedowiec, na którym służył, S-141, uległ zniszczeniu w czasie ataku na okręt HMS Selsey opodal wybrzeży Anglii.

Dla Dönitza jego podwładni, młodzi dowódcy U-Bootów, byli najdzielniejszymi z dzielnych: "Byłem zafascynowany tym jedynym w swoim rodzaju duchem braterstwa broni, zrodzonego przez los i trudy znoszone wspólnie przez załogi U-Bootów, gdzie dobro każdego znajdowało się w rękach wszystkich, i gdzie każdy stanowił nieodłączną część całości. Jestem przeświadczony, że każdy z marynarzy okrętów podwodnych, zaznawszy w sercu piękna otwartego morza i wagi zadania, jakie mu powierzono, czuł się tak bogaty jak król i nie zamieniłby się z nikim".

"Jakaż to rozkosz nakaz Wszechmocnego wypełniać, na wichrach się unosić i burze okiełznać".

The Campaign (Joseph Addison)

Rozdział 2

Załogi

Jak to było należeć do załogi U-Boota podczas drugiej wojny światowej? Rozpowszechnione jest przekonanie, że wszyscy podwodniacy rekrutowali się spośród ochotników. A to nieprawda. Wielu młodych Niemców stało się marynarzami na okrętach podwodnych za sprawą starej wojskowej praktyki selekcyjnej: "Potrzebuję trzech ochotników - ciebie, ciebie i ciebie". Jednak taki "ochotnik" szybko się przekonywał, że trafiał do elitarnego grona zżytej ze sobą braci, w którym służba stawała się zaszczytem.

Załogom U-Bootów przyszło żyć i działać w klaustrofobicznym, cuchnącym i nieprzyjemnym wnętrzu okrętu podwodnego. Operacje bojowe często prowadzono na nieprzyjaznych wodach, a wdychane na pokładzie toksyczne opary chloru, potasu, magnezu, fluoru i strontu szkodziły zdrowiu. Na morzu panowały nieprzewidywalne, nieustannie zmienne warunki: w jednej chwili były spokój i cisza, lecz zaraz potem mógł się rozpętać sztorm, a zmieniająca się temperatura stale wpływała na wyniki pracy i zachowanie ludzi. Marynarze z okrętów podwodnych o wiele częściej niż inni stykali się na co dzień z mrocznymi, śmiertelnie groźnymi tajemnicami mórz. I jeśli zależało im na zachowaniu życia, szybko uczyli się traktowania z respektem wodnego żywiołu, w którym się poruszali i pośród którego bytowali.

Parafrazując słowa brytyjskiego wojennego przywódcy Winstona Churchilla, można powiedzieć, że alianccy podwodniacy byli dzielnymi poszukiwaczami morskich przygód, natomiast ci, którzy walczyli po stronie wroga, to bezlitośni mordercy, zaczajeni pod wodą, aby zabijać bezbronnych marynarzy. W rzeczywistości członków załóg okrętów podwodnych we wszystkich flotach szkolono tak, aby uniemożliwili przeciwnikowi dalsze prowadzenie wojny. Dotyczy to także lotników z załóg bombowców, których często potępiano jako "powietrznych terrorystów" i "skrzydlatych zabójców". Rekruci wstępujący do Ubootwaffe przechodzili ostre, rygorystyczne przeszkolenie, które początkowo, w pierwszych miesiącach, miało formę wyczerpującej zaprawy fizycznej, marszów i wykładów, potem zaś przychodził czas na specjalistyczny trening w zakresie sztuki żeglarskiej i techniki okrętów podwodnych. W trakcie tego szkolenia musieli zdawać wiele egzaminów, które pozwalały na odsianie wszystkich kandydatów, uznanych za nieodpowiednich do znoszenia zagrożeń i trudności związanych z prowadzeniem wojny podwodnej.

Pomyślnie przechodzili taki trening ci, których nie odstręczała uciążliwa ciasnota wnętrza okrętu podwodnego, swąd i życie w stalowej skorupie wraz z czterdziestoma innymi ludźmi przez co najmniej dziewięćdziesiąt dni z rzędu, stanie na warcie w "ogródku zimowym" na kiosku, w porywistym wietrze i wśród rozprysków lodowatej wody, będąc przywiązanym stalową liną albo pasami do relingu, aby nie zostać zmytym z pokładu. W książce Bloody Winter John Waters pisał: "Na północnym Atlantyku marynarz zdaje egzamin dojrzałości z odporności na warunki pogodowe, a egzamin to surowy". Poddawanych takiej próbie nie mogło zrażać korzystanie wraz z innymi z tych samych koi, sypianie w miejscu wygrzanym przez człowieka, który niedawno je zajmował... Musieli spać mocno mimo dudnienia tłoków i syku zaworów oraz bulgotu pomp zębowych. Musieli trwać w milczeniu i bezruchu przez długie godziny, gdy zanurzony okręt kołysał się i skrzypiał pod wpływem wybuchów bomb głębinowych wokoło kadłuba.

Musieli przywyknąć do nieświeżego jedzenia, wszechobecnej wilgoci, mokrej, zatęchłej odzieży, której nigdy nie dało się należycie wysuszyć, czekania w kolejce do jedynej toalety na pokładzie i nieustannego zmagania się z nieuchronnymi wysypkami i wszami.

Kandydaci na marynarzy okrętów podwodnych po raz pierwszy wchodzili do "ciasnego bębna", w którym mieli pływać i pracować, a pewnie i zginąć, w jednej ze stoczni, gdzie budowano U-Booty - w Kilonii, Bremie, Hamburgu lub Wilhelmshaven. Tam zapoznawali się bezpośrednio z urządzeniami kontrolnymi, przekładniami, miernikami i systemami, których działanie musieli znać i rozumieć. Potem poznawali swoich kolegów z załogi oraz oficerów i dowódcę okrętu, a od decyzji podejmowanych przez tego ostatniego zależeć miało ich życie. Tuż przed ostatecznym wyposażeniem okrętu i przysposobieniem go do żeglugi, stoczniowcy urządzali dla marynarzy oficjalne przyjęcie, a następnie przekazywali jednostkę na ćwiczebne rejsy.

Nauka obsługi okrętu obejmowała testowanie sterów głębokościowych, zbiorników trymujących i balastowych oraz wytrzymałości kadłuba ciśnieniowego na dopuszczalnej głębokości. W trakcie żeglugi po Morzu Bałtyckim poświęcano godziny na ćwiczenia z załadunku torped i pozorowanego ich odpalania, próby sprawności silników wysokoprężnych i elektrycznych, urządzeń radiowych i sonaru oraz uzbrojenia U-Boota. Podczas tych intensywnych ćwiczeń praktycznych młodzi marynarze zaczynali pojmować, jak naprawdę wyglądają działania wojenne na morzu - i to, w jakiej sytuacji się znaleźli. Zaczynali rozumieć podstawową prawdę, że każdy z nich stanowi organiczny element całego zespołu, a zadzierzgnięte więzi mogą przesądzać o śmierci albo zachowaniu życia. Poznawali i doceniali kluczowo ważny fakt wzajemnej zależności marynarzy z całej załogi i respektowali to.

Nie wszyscy marynarze z U-Bootów przeżywali dwanaście patrolowych rejsów, wymaganych przed wyznaczeniem innych zadań, niezwiązanych z działaniami bojowymi. Ale jeśli odznaczenia i inne wyróżnienia mogłyby stanowić wyznacznik tego, jak oceniano w Kriegsmarine udział oficerów z Uboot­waffe w wysiłku wojennym, to faktem jest, że niespełna pięć procent całego personelu kadry oficerskiej służącej na okrętach podwodnych udekorowano prawie połową Krzyżów Rycerskich w całej niemieckiej flocie wojennej. W Uboot­waffe Krzyż Rycerski zazwyczaj przyznawano dowódcy okrętu podwodnego po zatopieniu alianckich transportowców o łącznej wyporności powyżej 100 000 ton. Próg zatopionych 150 000 ton oznaczał dla kapitana U-Boota dodatek w postaci Liści Dębu, a ci nieliczni, którzy posłali na dno jeszcze więcej statków - dostawali również Miecze do Krzyża Rycerskiego. Tylko dwaj ludzie z Ubootwaffe zostali podczas drugiej wojny światowej udekorowani takim krzyżem z Brylantami - kapitan marynarki Albrecht Brandt i komandor Wolf­gang Lüth.

Pomimo wszelkich zachęt: wyższego żołdu, najlepszych racji żywnościowych, perspektywy orderów, męskich przygód i chwały - do udziału w wojnie podwodnej na pewno nie każdy się nadawał. Pewien podwodniak z okresu drugiej wojny wspominał: "Zalegaliśmy w głębinach Atlantyku, dysząc z trudem, jednocześnie trzęsąc się ze strachu i pocąc się jak świnie, nasłuchując dźwięków asdyku odbijających się od kadłuba coraz głośniej i szybciej, słysząc, jak zanikają, kiedy niszczyciel wroga znalazł się prawie tuż nad nami, i wiedząc, że lecą ku nam bomby głębinowe..." - horror taki wymagał skrajnie mocnych nerwów i wielkiego hartu ducha; podobnym musieli się wykazywać alianccy lotnicy w lodowatym powietrzu ponad Niemcami, huśtani w samolotach przez wybuchy pocisków przeciwlotniczych, oślepiani przez reflektory i ścigani przez myśliwce. Nagle ktoś mógł uznać, że tego nie zniesie. Stan taki w RAF-ie określano mianem "braku moralnego kręgosłupa", a w USAAF, nieco mniej dosadnie, "nerwicą frontową". Interes załóg bombowców, jak i członków załóg U-Bootów wymagał w takiej sytuacji jednego: usunięcia takiego człowieka ze składu, zanim "zarazi" swoją słabością pozostałych.

Większość marynarzy okrętów podwodnych znosiła niebezpieczeństwa, niewygody, klaustrofobię, w jakiś sposób przyzwyczajając się do śmiertelnego strachu, który co rusz ogarniał ich podczas rejsów patrolowych, po napotkaniu nieprzyjaciela, którego rzadko się widziało na własne oczy. Czepiali się myśli, że robią to wszystko dla Niemiec, i szukali pociechy w oglądaniu trzymanych przy sobie zdjęć swoich bliskich oraz narzeczonych. Czerpali nadzieję z ufności pokładanej w dowódcy okrętu i poleganiu na niezawodnych kolegach z załogi oraz z wiary, że dzięki ich staraniom ta wojna nie zakończy się tak jak poprzednia, w której walczyli ich ojcowie, lecz triumfem ich niemieckiej ojczyzny.

Jednak wobec coraz dotkliwszych strat, coraz większego zapotrzebowania na uzupełnienia i wobec faktu, że dziesiątki tysięcy Niemców ginęło na froncie wschodnim, "Lew" nie był już w stanie zapewnić Ubootwaffe najlepszych ludzi. Gdyby to było możliwe, wybierałby wielu wykwalifikowanych rzemieślników, metalurgów i maszynistów, czyli tych, którzy znali działanie mechanizmów U-Bootów i potrafili dokonywać napraw na pełnym morzu, ale w tym czasie takich było w Rzeszy jak na lekarstwo i pracowali w niemieckim przemyśle zbrojeniowym.

Wielu spośród młodych rekrutów nie spełniało wymogów stawianych służącym w broni podwodnej. Często byli to smarkacze, którzy nie rozumieli zbytnio, co ich czeka - tego, że znajdą się na łasce żywiołów, nie mając pojęcia o realiach walk na morzu. Większość oficerów szkolonych na nowych dowódców niemieckich okrętów podwodnych od początku 1944 roku przeniesiono z jednostek nawodnych, które w zasadzie były już niepotrzebne Kriegsmarine w tym okresie. Niemal żaden z nich nie miał doświadczenia w prowadzeniu działań podwodnych. Gros tych, którzy powinni byli stanowić kolejną generację dowódców U-Bootów - czyli ci, którzy pływali wraz z dawniejszymi podmorskimi asami jako pierwsi lub drudzy oficerowie - już nie żyło.

Z kolei oficerowie niższych rang na U-Bootach bywali coraz częściej fanatycznymi nazistami, którzy odnosili się z pogardą do ulubionych przez załogi jazzowych płyt gramofonowych, ponieważ muzyka taka była niearyjska, a - co gorsza - amerykańska. Oficerowie ci nierzadko robili marynarzom wykłady na tematy takie jak przyszłość narodowego socjalizmu, które nie zdawały się na wiele, kiedy w pobliżu zjawiały się prowadzące pościg alianckie okręty wojenne albo samoloty. Młodzi marynarze rychło uświadomili sobie to, w jak trudnym położeniu się znaleźli: pokonany żołnierz mógł się poddać albo wycofać, lotnicy mieli spadochrony, a członkowie załóg tonących okrętów nawodnych mogli liczyć na szalupy, jednak w U-Bootach tratwy ratunkowe miały miejsce na połowę ludzi, a osobisty ekwipunek ratunkowy na otwartym Atlantyku był mniej więcej tak samo przydatny jak dobre zrozumienie celów politycznych nazizmu.

Optymiści uważali, że w walce uda im się jakoś zachować życie, choć niektórzy z ich kolegów zapewne zginą. Od czasu łuków i strzał takie podszyte euforią przeświadczenie dodawało otuchy niemal wszystkim wojownikom - poza tymi, którzy wyruszali na wojnę w okrętach podwodnych. Ci wiedzieli bowiem, że gdy ich okręt zostanie zniszczony na pełnym morzu, czeka ich wszystkich jednaki los.