Piątek - 25 lipca - Tokio
KENJI
To miał być udany dzień. Crevan od rana była w wydawnictwie. Poszła podpisać umowę, jaka zagwarantowałaby jej stałą pracę. Kupiłem szampana i z uśmiechem wróciłem do domu. Gdy robiłem
kawę, ktoś zapukał do drzwi. Zdziwiłem się ogromnie, gdy w progu
zobaczyłem Akio.
- Ohayo Ryusaki! Mogę?
Wpuściłem go do środka bardzo zdziwiony, czego może chcieć. O
tej porze i to akurat dziś!
- Jasne! Wchodź! Co cię tu sprowadza?
Akio wszedł i dopiero teraz zauważyłem, że trzymał coś w dłoni.
Nie wiedziałem, co to, dopóki nie wkroczył do pokoju i nie rzucił na
stół papierowej torby.
- Co to jest?
- Sam zobacz.
Ostrożnie, jakbym się spodziewał, że wyskoczy z niej jadowity
wąż, zajrzałem do środka i z mety mnie zmroziło. Zbladłem, usiadłem na tyłku i odsunąłem torbę jak najdalej od siebie.
- Skąd to masz?
Sato z dziwnym zadowoleniem na twarzy zabrał torbę ze stołu
i wyjął z niej czerwoną bieliznę, którą tak dobrze znałem. Przez
chwilę pomyślałem o czymś, jednak ta myśl wydała mi się tak irracjonalna, że parsknąłem śmiechem. Objaw nerwów? Zapewne!
- Jak mi teraz powiesz, że się z nią przespałeś, to cię chyba wyśmieję!
Roześmiał się tak, że aż dreszcze przeszły mi po plecach.
- Z ciebie to jednak straszny idiota. Nie gorszy od Koichiego. Obu
wam ta blond zdzira poprzewracała w głowach!
Zerwałem się.
- Uważaj co mówisz!
- W tej sytuacji raczej śmieszne jest, że mi grozisz.
Oklapłem.
- O czym ty gadasz?
Obracał w dłoniach bieliznę Ann. Strasznie mnie to wkurzało.
Czułem się tak, jakby dotykał jej, a nie skrawków czerwonego materiału.
- Chcesz wiedzieć, skąd to mam, czy nie?
Ton jego głosu powodował we mnie dziwne dreszcze. Jednak
ciekawość była silniejsza. Podobnie jak strach mrożący mi krew w
żyłach. Choć czego miałbym się bać?
- Jestem strasznie ciekaw! - bo byłem, a jednocześnie nie wiedziałem, czy chcę usłyszeć to, co ma do powiedzenia.
Założyłem nogę na nogę, by dodać sobie pewności, a tak na serio
serce o mało nie wyskoczyło mi z piersi. Goniłem myślami i usilnie
starałem przypomnieć sobie, kiedy ostatni raz Ann miała na sobie
ten komplet. Ku mojemu przerażeniu wyszło, że tej ostatniej nocy
w Kioto.
- Zaspokoję twoją ciekawość - powiedział rudy pochylając się
do przodu.
Rozłożył komplet na stole, przysuwając go tak, bym zobaczył rozdarcia na szwach. Bielizna była zniszczona jakby ktoś ją rozerwał. Ann? Nie, raczej nie! Dlaczego miałaby to robić? Jeśli nie ona, to kto w takim razie? Ból przeszył moje serce, bo i bez Sato już wiedziałem. Akio z satysfakcją przyglądał mi się ciekawie, po czym powiedział, potwierdzając moje przypuszczenia:
- Znalazłem to w koszu na śmieci, w ubikacji, w pokoju hotelowym, w Kioto. Czy muszę mówić czyj to był pokój?
Milczałem i nie mogłem z siebie wydobyć słowa. On tymczasem
wziął w dłonie czerwone skrawki materiału, bawiąc się nimi i gładząc palcami. To wywołało we mnie fale żalu i wściekłości.
- Przestań! - krzyknąłem.
Sam nie wiedziałem, czy chodzi mi o to, by przestał się bawić jej bielizną, czy przestał mówić do mnie.
- Przestań i wyjdź stąd natychmiast!
Nie oponował. Wstał i z chłodną miną stwierdził:
- Jak tam sobie chcesz. Zresztą nic tu po mnie! Sam musisz wykombinować, co teraz z tym zrobić. Nawet mi ciebie trochę żal - dodał i rzucił na stół podartą bieliznę.
- Sayo!
- Wyszedł trzaskając drzwiami.
Załamałem ręce i siedziałem patrząc tępo przed siebie, dopóki
ona nie wróciła do domu.
- Kenji, jestem już!
ANN
Wracałam właśnie od Yano z wydawnictwa. Trochę tam zeszło, bo
było to oficjalne spotkanie zapoznawcze, które rychło przeszło w
mniej oficjalne. Miałam całkiem niezły humor, choć wypiłam tylko
lampkę szampana. Pilnowałam się, mając na uwadze nie tylko mój
stan, ale i to, że po alkoholu zawsze coś nawyrabiałam. Sakei byłby
ze mnie dumny! Był jeszcze jeden aspekt, który kazał mi się hamować - Kenji! Mieszkałam teraz z nim, u niego, w małym mieszkanku,
w jednej z dzielnic Tokio - Ota.
Bardzo mi zależało, aby naprawić to, co zepsuło się między nami - obiecałam to przecież. Byłam pełna nadziei, że to mi pozwoli, jeśli
nie zapomnieć o wszystkim co wydarzyło się ostatniej nocy w Kioto,
to przynajmniej zagłuszyć ból w moim sercu. Miłość Ryu, jego bliskość, dobroć i czułość były tym, czego potrzebowałam najbardziej.
Szłam przez ulice Tokio ze stacji metra, z którego bardzo szybko
nauczyłam się korzystać, bo było szybsze i tańsze niż taksówki i
zastanawiałam się, kiedy i jak mam mu powiedzieć Wielką Prawdę. Przecież nie mogłam tego ukrywać wiecznie. Niedługo i tak się wyda, bo będzie widać. Nie wiedziałam jeszcze dokładnie, który to tydzień. Chciałam poprosić Yano o znalezienie dobrego ginekologa, najlepiej Europejczyka. Potem zdecyduję kiedy powiedzieć o tymRyusakiemu. Nie miałam tylko zielonego pojęcia jak to zrobić, by go nie zranić i jak na to zareaguje. Idiotą nie był, więc na pewno od razu dylemat ewentualnego ojcostwa wypłynie na wierzch. To była naprawdę poważna sprawa i nie umiałam sobie z nią poradzić. Zdawało mi się, że to był jedyny problem, dopóki nie przekroczyłam progu naszego już teraz mieszkania.
- Kenji! Jestem już - zawołałam, zdejmując buty.
Wiedziałam, że o tej porze powinien być w domu. Mieliśmy w
planach miłe t?te-a-t?te, aby uczcić podpisanie z wydawnictwem
Yano umowy, która wreszcie miała mi zagwarantować całkiem niezłe dochody. Umowa była długoterminowa, dzięki czemu mogłam zostać w Tokio. Trzeba było tylko złożyć odpowiednie dokumenty o pobyt stały i pozwolenie na pracę.
- Kenji? - krzyknęłam raz jeszcze, bo nie doczekałam się odpowiedzi. Dziwne! Odwiesiłam torbę i poszłam do pokoju. W progu
stanęłam jak sparaliżowana. Ryu tam był. Siedział przy stole, z głową schowaną pomiędzy opartymi na kolanach rękami. Już chciałam zapytać, co się stało, kiedy zauważyłam to, co leżało na stoliku przed nim. To był czerwony, porozrywany komplet bielizny. Mój komplet, który mi kupił, a który Koichi zerwał ze mnie tej ostatniej nocy, jaką spędziłam w jego ramionach. Tylko ja przecież wyrzuciłam go do kosza w hotelowej łazience u Taro. Skąd się tu znalazł?
Zbladłam, zrobiło mi się słabo i musiałam się oprzeć o framugę
drzwi. Przez dłuższy czas nic nie mówiliśmy oboje. Po chwili, która wydała się wiecznością, Kenji podniósł głowę i spojrzał prosto na mnie. Jego oczy były pełne łez, a spojrzenie puste i bolesne. Ten ból poczułam głęboko w sercu i już wiedziałam, że go straciłam, być może na zawsze. Jego spojrzenie powiedziało wszystko, jeszcze zanim się odezwał.
- Czy możesz mi powiedzieć co to jest? - zapytał, przenosząc
wzrok ze mnie na stół.
- Myślę, że już wiesz. - Odważyłam się powiedzieć, choć głos mi
drżał, a w żołądku poczułam nagły ścisk. Z trudem opanowałam nadchodzące mdłości.
- Tak, wiem - odpowiedział. - Dziś rano był u mnie Sato, przyniósł to ze sobą. Powiedział, że znalazł to w pokoju Taro, kiedy był u niego, w dniu naszego wyjazdu z Kioto. Ściśle mówiąc, znalazł to w ubikacji, w koszu na śmieci. Co ty sobie myślałaś? Że się nie dowiem - wybuchnął nagle, wstając. -Masz mnie za takiego idiotę? Jak mogłaś?!
Cofnęłam się odruchowo o krok. Najwyraźniej źle odebrał mój odruch, bo usiadł z powrotem, myśląc, że się go przestraszyłam.
Między nami znów zapanowała cisza. Nie wiedziałam co mam mu rzec, a ból rozsadzał mi serce. Nagle znowu zaczął mówić spokojnym, pękniętym głosem.
- Jak mogłaś? - powtórzył. - Jak mogłaś znów mi to zrobić? Czy
nic dla ciebie nie znaczę? Czy nic dla ciebie nie znaczy moja miłość? Jak możesz mnie tak ranić, Ann? Kochałem cię, wybaczyłem ci
wtedy w imię tej miłości. Starałem się to zrozumieć, naprawdę się
starałem! Zapomnieć... A ty, ty...
Przez chwilę potarł dłonią czoło, jakby zbierał słowa, ale nim się
odezwałam, kontynuował:
- Znów to zrobiłaś! Znów poszłaś do niego! Wykorzystałaś to, że
byłem pijany i poszłaś się z nim... zabawiać!
Ostatnie słowo wymówił z dziwnym wstrętem. Każde jego słowo raniło mnie, niczym nóż wbijany prosto w serce. W jego głosie była teraz, poza bólem, wściekłość, jakiej się po nim nie spodziewałam, choć miał do niej słuszne prawo. Spojrzał na mnie tak, że aż mnie odrzuciło a na plecach poczułam zimny dreszcz. Z jego oczu biła nienawiść.
- Myślałaś, że się nie dowiem? Że ostatnią noc spędzisz z nim, a potem spokojnie sobie pojedziemy do Tokio? Będziemy razem mieszkać, żyć i... - głos mu się załamał, ale po chwili zaczął z jeszcze większą wściekłością:
- Liczyłaś, że nigdy się nie dowiem, prawda? Ile razy to jeszcze zrobiliście? O czym jeszcze nie wiem?
Wstał i podszedł do mnie, wciąż zszokowanej i nie mogącej znaleźć słów.
- No mów! - krzyknął mi prosto w twarz.
Nie znałam go z tej strony. Być może nie znałam go wcale! Byłam w takim osłupieniu, że nie mogłam nawet płakać. Dziwne, zimne uczucie obezwładniało mnie i paraliżowało. Wreszcie odezwałam się cicho, a słowa jakby wychodziły same ze mnie, jakbym to nie ja je wypowiadała.
- Nie wiem, co ci Sato naopowiadał, ale...
Kenji drgnął. Dwoma szybkimi krokami znalazł się przy stole, złapał potarganą bieliznę i rzucił nią we mnie.
- Będziesz jeszcze zaprzeczać? Może teraz mi powiesz, że nie byłaś tam wtedy? W takim razie jak bielizna, którą JA ci kupiłem, znalazła się u niego w łazience, w koszu na śmieci? No!? - ponaglił mnie, podnosząc głos.
- Kenji... - powiedziałam cicho.
Nagle zupełnie niekontrolowane łzy zaczęły mi spływać po twarzy. Ryu oparł dłonie na stole i spuścił głowę.
- Wiem... - wyszeptał zupełnie innym tonem - wiem, że nie jestem w stanie dać ci tego, co on dał, ale... Crevan!
Podniósł głowę i spojrzał na mnie.
- Myślałem, że nasza miłość, to wszystko czego pragniesz! Że jesteś ze mną szczęśliwa, że mnie kochasz.
Milczałam, choć może powinnam coś powiedzieć. Potwierdzić, że tak faktycznie jest. Wyprostował się i dodał:
- Najwyraźniej się pomyliłem. Skoro wolisz jego, rozumiem. Nie rozumiem tylko jednego. Jeśli tak jest, jeśli on daje ci więcej niż ja, po jaką cholerę wróciłaś ze mną? Po co dajesz mi nadzieję, okłamując mnie, że chcesz być ze mną, że mnie kochasz? Powinnaś wybrać jego, nie mnie.
- Tak myślisz?
Spojrzał na mnie.
- Ja już dłużej tak nie mogę!
Zabolało! Zabolało jak cholera. Miał rację tak się wściekając. To co mu zrobiłam było nie do wybaczenia. Nie wiedziałam, co teraz. Co miałam zrobić, co powiedzieć. Każde słowo wydawało mi się nie na miejscu. Nic nie przychodziło mi do głowy. Absolutna pustka, którą wypełniał powoli narastający ból. Skrzywdziłam go. Bardzo. I nic już nie było w stanie tego cofnąć, czy zmienić. Mogłam się spodziewać, że tak to się skończy.
- Kenji...
Spojrzał na mnie smutno.
- I co teraz? Co teraz, Amai? Czego ty się spodziewałaś...?
Moje ulubione, urocze i dobrze mi znane zdrobnienie było dodatkową kroplą, która przepełniła czarę. Jego i moją. Pochylił się, by podnieść leżącą wciąż na podłodze, czerwoną, rozerwaną bieliznę. Stał przez chwilę, trzymając ją w ręku, a potem zapytał:
- To jego teraz kochasz?
Szarpnęło mną. Mógł nie pić wtedy z Sato! Mógł wrócić ze mną.
Jednak czy to by coś zmieniło? Milczałam, tylko łzy spływały powoli po mojej twarzy. To go chyba wkurzyło, bo wybuchnął nagle tak, że aż zadrżałam, tym razem serio ze strachu.
- Kochasz go, czy nie? A mnie? Czy jeszcze mnie kochasz? Czy kiedykolwiek mnie kochałaś? Czy to tylko ułuda?
Rozpłakałam się na dobre. Nie mogłam nic powiedzieć. Nie byłam w stanie. Wreszcie udało mi się opanować, choć z wielkim trudem. Był teraz tak blisko mnie, a jego oczy płonęły wściekłością, ale i były pełne bólu. Bólu, który ja mu zadałam.
- Powiedział, że mnie kocha... a ja... - wydukałam to, nie wiem czemu.
Nie wiedziałam, co chciałam tym osiągnąć. Czy wytłumaczyć siebie, czy Taro. Ryu zastygł. To chyba nie były teraz właściwe słowa, ale wymsknęło mi się i już nie dało się tego cofnąć.
- A więc świetne! Teraz spokojnie możecie być razem - wycedził
pozornie zimno, ale głos mu drżał od emocji. - Nie stanę wam na
drodze. Bądź z nim szczęśliwa! Powodzenia!
Nim zareagowałam wyszedł, łapiąc w biegu swoją kurtkę. Osunęłam się na podłogę, tam gdzie stałam i zaniosłam się szlochem.
Objęłam dłońmi kolana i pozwoliłam, by wszystko wyszło ze mnie razem ze łzami. Kiedy już zabrakło mi łez, siedziałam chwilę otępiała. Co teraz? Co mam zrobić? Nie wiedziałam. Odruchowo chwyciłam telefon i wykręciłam numer Yano. Tylko ona miała takie wtyki i możliwości, by mi pomóc! Krótka rozmowa nieco mnie uspokoiła.
Dlaczego tak się wszystko pomieszało? Sama sobie byłam winna!
Nie potrafiłam zatrzymać Kenjiego przy sobie! Mogłam tylko pozwolić mu wyjść, nie mówiąc ani przepraszam, ani wybacz mi. To by nic nie dało. Nie mogłam nawet go prosić, by został. Nie po tym, co się właśnie stało. Za bardzo go skrzywdziłam. Nie zasługiwałam na jego miłość i przebaczenie. A wszystko wskazywało na to, że tym razem on mi nie wybaczy. To był definitywny koniec! Właściwie, czego się spodziewałam? Tego? Położyłam się na łóżku i leżałam, patrząc przed siebie. Co ja mam teraz zrobić? Jest tylko jedno wyjście!