1
Nadinspektor Tom Douglas wyjrzał przez okno swojego mieszkania, szybko zbierając potrzebne mu rzeczy. Patrzenie na Greenwich na drugim brzegu szerokiej, mętnej rzeki zwykle sprawiało mu przyjemność, ale dziś musiał się skupić i nie marnować czasu na podziwianie widoków.
Głupio zrobił, że wypił dwa kieliszki wina do lunchu, ale z drugiej strony skąd miał wiedzieć, że jego pierwsza duża sprawa w policji metropolitalnej wypadnie akurat w jego wolny dzień? Pech, nie ma co. Jego praca w najbliższych dniach musiała być bez zarzutu, jeśli chciał zdobyć szacunek i zaufanie nowego zespołu. Prośba o wysłanie samochodu, bo pił w środku dnia, z pewnością nie była początkiem, o jaki mu chodziło.
Pospiesznie rozejrzał się dookoła, dla pewności, że niczego nie zapomniał, ale mantrę "telefon, klucze, portfel, notes, odznaka" miał tak wyrytą w pamięci, że nie przypuszczał, by było to możliwe. Mimo to jeszcze dwa razy sprawdził, czy wszystko ma. Zatrzasnął za sobą drzwi mieszkania, zbiegł sześć pięter w dół i stanął przed podwójnymi drzwiami prowadzącymi na zewnątrz w tej samej chwili, gdy zza rogu wyjechał ciemnoniebieski samochód i gwałtownie się przed nim zatrzymał. Tom rozpoznał za kierownica swoją nową sierżant Becky Robinson. Szybko otworzył drzwi od strony pasażera i wskoczył do środka. Zanim jeszcze zdołał zapiąć pas, samochód ruszył.
- Przepraszam, Becky, nie miałem zamiaru cię tu fatygować - powiedział Tom.
- Nie szkodzi, szefie. Niezłe lokum, jeśli mogę się tak wyrazić!
Tom lekko odwrócił się w stronę Becky. Nie wiedział, czy to była tylko luźna uwaga, czy może próbowała wyciągnąć z niego jakieś informacje, ale że twarz zasłaniały jej lśniące włosy, nie miał jak tego ocenić. Naprawdę nie chciało mu się tłumaczyć, jak policjant - i to w dodatku rozwiedziony - może sobie pozwolić na eleganckie mieszkanie w sercu Docklands. Zresztą to nie była ani pora, ani miejsce na wyjaśnienia.
Na szczęście Becky skupiła się na jeździe, która najwyraźniej wymagała wielu gwałtownych przyspieszeń przeplatanych ostrym hamowaniem. Z obawy o własne bezpieczeństwo wolał nie dekoncentrować policjantki.
- Możesz prowadzić i mówić w tym samym czasie, Becky?
- Bez problemu. Ruch na ulicach jest dość duży, ale jakoś sobie poradzę.
Tom nie miał co do tego wątpliwości i poczuł ulgę, że dziewczyna nie czuje potrzeby, by na niego spoglądać podczas mówienia.
- No dobrze, to co nam wiadomo? Przez telefon powiedziano mi tylko, że chodzi o "podejrzany zgon" i że mam się tym zająć. Rozumiem, że do zdarzenia doszło w centrum Londynu i tam właśnie zmierzamy.
- Tak. Do Knightsbridge. Ofiarą jest nie kto inny, jak Hugo Fletcher. Nie żyje. To już pan wie. Pierwsi funkcjonariusze, którzy pojawili się na miejscu zdarzenia, uznali, że może to być morderstwo, choć nie ma co do tego pewności. Na razie wiem tylko tyle.
Becky gwałtownie skręciła na lewo, by wyminąć czarną taksówkę, i walnęła w klakson. Taksówkarz pokazał jej środkowy palec i Tom wcale mu się nie dziwił.
Chcąc dojechać na miejsce w jednym kawałku, Tom zatrzymał swoje przemyślenia dla siebie. No proszę, Hugo Fletcher! To dopiero sposób na rozpoczęcie kariery w londyńskiej policji. Wiedział co nieco o publicznym życiu ofiary - kto nie wiedział. Gazety uwielbiały się o nim rozpisywać, kreując go wśród zwykłych ludzi na jakiegoś półboga. Mimo to Tom znał bardzo niewiele informacji na temat jego prywatnego życia. Z tego, co pamiętał, mężczyzna miał żonę, którą z dumą kilka lat temu przedstawił jako swoją "bratnią duszę", co u Toma wywoływało odruch wymiotny. Ale potem rozeszły się o niej jakieś plotki, choć nie do końca pamiętał, o co chodziło, i kobieta całkowicie zniknęła z życia publicznego.
Cholera. Ta sprawa zyska duży rozgłos i policja będzie się użerać z dziennikarzami i strumieniami ich bezmyślnych pytań. Ludzie często pytali, jak radzi sobie z przekazywaniem rodzinom złych wiadomości, ale on przynajmniej okazywał, jak mu przykro. Nie podtykał mikrofonu pogrążonym w żałobie bliskim ofiary i nie pytał, jak się czują.
Duży ruch zamienił się w korek, więc zadanie Becky dodatkowych pytań wydało się bezpieczniejsze.
- Kto go znalazł?
- Sprzątaczka. Czeka na miejscu, żeby z nami porozmawiać, choć z tego, co mi przekazano, plecie bez ładu i składu. Główny nadinspektor Sinclair jest na jakimś wystawnym weselu w Bath, ale wysłano już po niego auto. Przyjedzie bezpośrednio na miejsce zdarzenia. Poprosił, żebym została łącznikiem w kontaktach z rodziną, bo sprawa będzie miała duży rozgłos. Zanim awansowałam, często otrzymywałam takie zadanie, więc to nie problem.
- Udało się nam skontaktować z kimś z rodziny? - zapytał Tom.
- Obawiam się, że nie. Denata znaleziono w domu w Knightsbridge, gdzie zwykle mieszkał w ciągu tygodnia pracy, ale jego właściwy dom jest w Oxfordshire. Wysłano tam miejscowych funkcjonariuszy, lecz nikogo nie zastali. Ma córkę z poprzedniego małżeństwa i jak na razie więcej nie wiemy. Oddelegujemy kogoś do domu byłej żony, kiedy tylko ustalimy, co się dzieje z obecną. Będzie chryja, jeśli pierwsza żona dowie się przed drugą, prawda?
Becky zauważyła wolne miejsce w łańcuchu aut i wdepnęła gaz. Zmieniając pas, wcisnęła się między auta i znów ostro zahamowała. Choć mieszkanie Toma i dom Hugo Fletchera na Egerton Crescent dzieliło tylko trzynaście kilometrów, popołudniowy ruch w Londynie koszmarnie wydłużał podróż.
- Jeśli nie ma pan nic przeciwko, nadinspektorze, włączę syrenę. Musimy się pospieszyć. - Becky odgarnęła włosy za uszy i pstryknęła przełącznik na desce rozdzielczej. Na samochodzie, który dotąd wyglądał dość zwyczajnie, natychmiast pojawiły się mrugające światła i rozległa się syrena, dzięki którym zaczęli się przeciskać poprzez tłum guzdrających się sobotnich zakupowiczów.
Mając na uwadze swoje bezpieczeństwo i zdrowie psychiczne, Tom uznał, że milczenie to obecnie najlepszy wybór. Musiał jednak przyznać, że jest pod wrażeniem. Choć Becky zdawała się prowadzić w chaotyczny sposób, nie przegapiła żadnej okazji, by wcisnąć się w nawet najmniejszą przestrzeń w sznurze aut albo skręcić w kolejną uliczkę, kiedy pojawiła się choćby najmniejsza okazja. Na jej twarzy malowało się skupienie i determinacja.
Mimo że Becky bardzo się starała, i tak minęło dobre piętnaście minut, zanim dotarli na miejsce zdarzenia, które zostało już odgrodzone taśmami. Tom spojrzał na elegancki łuk białych kamienic, przed którymi rosły idealnie przystrzyżone żywopłoty. Było jasne, że pieniądze nie stanowiły problemu dla Hugo Fletchera - ale nawet to nie powstrzymało przedwczesnej śmierci znanego i szanowanego mężczyzny.
Tom z dezaprobatą zauważył, że na ulicy przed domem zebrał się już tłum ludzi z aparatami w pogotowiu.
- Cholera. Becky... jeśli jeszcze nie poinformowano żony, to musimy trzymać całą sprawę w tajemnicy. Pogadaj z nimi, co? Nie jestem mistrzem w rozmowach z prasą.
Od razu ruszył do drzwi, zanim ktokolwiek zdołał wykrzyczeć do niego jakieś pytanie.
- Ostatnie piętro, nadinspektorze - poinformował go funkcjonariusz przy drzwiach, kiedy Tom niezdarnie przebierał się w odzież ochronną. Ruszył w górę schodów, rozglądając się po wystawnym wnętrzu. W ciągu ostatnich miesięcy luksus przestał być dla niego obcy - jednak ten dom dawał w jakiś sposób poczucie bogactwa całych pokoleń. To akurat nie było już takie znajome.
Zatrzymał się przy drzwiach do łazienki. Ekipa kryminalistyków właśnie skończyła pracę i zaczynali pakować sprzęt. Patolog stał przy łóżku i wykonywał zwyczajowe czynności. Tom rozejrzał się dookoła. Pokój był jasny i przestronny, ale o dziwo tylko wykładzina zdawała się mieć jakikolwiek związek z dwudziestym pierwszym wiekiem. Jak na gust Toma wielkie łoże z czterema kolumnami pasowałoby lepiej do wiejskiej posiadłości, a meble z ciężkiego ciemnego drewna potęgowały przytłaczający nastrój, którego nie poprawiała obecność zwłok.
Zauważył dwa kieliszki szampana, z którego zdołał już ujść gaz, i dostrzegł, że z obu zdjęto odciski palców. Wiaderko, w którym stała butelka, wciąż pokrywały krople wody, co oznaczało, że lód stopniał dopiero niedawno.
To miejsce miało w swoim wyglądzie coś tragicznego. Okazja do świętowania zakończyła się zgonem i niekończącym strumieniem ludzi w białych kombinezonach ochronnych. Tom próbował sobie wyobrazić, jak to wyglądało: kieliszki uniesione w toaście, porozumiewawczy uśmiech pełen obietnicy, może pocałunek. Co więc poszło nie tak?
Młody technik kryminalistyki, blady i pryszczaty, podniósł wzrok znad pakowanego sprzętu i wsunął okulary głębiej na nos.
- Niewiele znaleźliśmy. Pobraliśmy kilka odcisków palców, ale nie ma ich z czym porównać poza odciskami ofiary, więc dopiero się okaże, czy coś z nich będzie. Jedyne, co znaleźliśmy i co może w czymkolwiek pomóc, to długi włos. Był w łazience. Jest rudy, ale nie wiem, czy to ma jakieś znaczenie. Sprawdzimy go i odezwiemy się. Jeśli dopisze szczęście, to na końcu znajdziemy cebulkę. No i jest jeszcze nóż.
Tom ponownie spojrzał na łóżko i trochę się zmieszał.
- Nie ma krwi, więc ofiara raczej nie została zasztyletowana?
- Zgadza się. Dlatego ten nóż jest nieco podejrzany. Leżał na nocnym stoliku. Żadnych śladów krwi, żadnych odcisków palców. Pochodzi z zestawu w kuchni i jest bardzo ostry. To chyba nóż do filetowania. Wygląda też na to, że został naostrzony bardzo niedawno.
- Jakieś pomysły, do czego został użyty?
- Niestety żadnych. Ale zabierzemy go do laboratorium i sprawdzimy, czy coś na nim znajdziemy.
Tom skinął głową do drugiego technika, który jak gdyby nigdy nic opierał się o ścianę, wyraźnie skończywszy robotę.
- Dzięki. Rozumiem, że pobraliście też odciski sprzątaczki.
- Jasne. Kobieta jest trochę roztrzęsiona. Wyciągnięcie z niej, kto zazwyczaj pojawiał się w tym domu, żebyśmy mogli wyeliminować niektóre odciski, zostawimy wam. - Zamknął swój magiczny kufer ze zdecydowanym trzaśnięciem. - No dobrze. Nic tu po nas. Musimy jeszcze tylko zapakować apaszki po pana oględzinach i możemy jechać.
Tom odwrócił się w stronę łóżka, gdzie wysoki mężczyzna o masywnej sylwetce pochylał się nad ciałem i patrzył na nie przez okulary o półksiężycowych szkłach. Ręce i nogi zmarłego przywiązano do czterech rogów łóżka szkarłatnymi apaszkami, a jego usta zakneblowano. Ciało denata, mimo jego wieku, świadczyło, że był zdrowy i w dobrej formie. Tom dalej przyglądał się zwłokom. Najpierw szampan, potem zabawy erotyczne. Nie wyglądało to jednak jak typowe sado-maso. Nie dostrzegł żadnych fizycznych oznak dominacji lub przemocy.
Nie miał jeszcze przyjemności poznać patologa, więc podszedł, żeby się przedstawić. Zawsze lubił patologów - nie znał żadnego, który nie byłby trochę ekscentryczny.
- Dzień dobry, jestem nadinspektor Douglas. Dziękuję, że staraliście się zachować miejsce zdarzenia w nienaruszonym stanie, ale myślę, że możemy już uwolnić ręce i nogi ofiary.
- Rufus Dexter. Nie mogę teraz podać ręki - powiedział, machając ubraną w rękawiczkę dłonią, która wcześniej znajdowała się Bóg raczy wiedzieć gdzie. Zaczął rozwiązywać supły po jednej stronie łóżka, a jeden z kryminalistyków to samo robił po drugiej stronie. - Dziwny przypadek. Gość jest związany, czyli mamy udział osób trzecich? Prawdopodobnie. Pobudki seksualne? Apaszki zdecydowanie to sugerują. Umarł w trakcie? Nie sądzę. Choć to możliwe. Nie ma dowodów na to, żeby do czegoś doszło. Penis czysty - powiedziałbym, że nie przebywał w żadnej kobiecie od ostatniego prysznica. Ale trzeba to potwierdzić. Stosunek mógł być oralny. Nie wiem.
Tom przerwał ten strumień informacji.
- To spore przypuszczenie, że chodziło o kobietę, nie sądzisz?
- Hmm. Chyba masz rację. W telewizji sprawiał wrażenie heteryka. Słyszałeś choćby pół plotki, żeby interesował się facetami? Uznałem, że małe na to szanse, choć chyba wszystko jest możliwe. Nie było śladów, by ktoś znajdował się na nim lub przy nim - czy to kobieta, czy mężczyzna. Łóżko jest czyste. Sprawdziliśmy ciało i nie znaleźliśmy żadnych włosów - ani łonowych, ani innych - które by do niego nie należały. Czysty jak łza.
Dziwne, pomyślał Tom. Wszystkie dowody wskazują, że w grę wchodził seks, ale wygląda na to, że do niczego nie doszło.
- Jakieś przypuszczenia co do przyczyny zgonu?
- Nie widać żadnych bezpośrednich śladów świadczących o tym, by coś mu zrobiono. Prawdopodobnie został skrępowany i tak pozostawiony, a napad paniki wywołał atak serca. No chyba że został w jakiś sposób otruty. Oczywiście przebadamy szampana. Nie poznamy żadnych odpowiedzi przed autopsją i wynikami toksykologii. Przykro mi.
Tom zapytał, czy mogą spróbować odwrócić ciało - żeby sprawdzić, czy istnieją jakieś ślady sugerujące preferencje seksualne, które można by połączyć z krępowaniem partnera. Plecy były czyste, ale sińce pozostawione przez apaszki na obu nadgarstkach sugerowały szamotaninę.
- Trudno ocenić, czy to coś znaczy - oznajmił młody, pryszczaty technik. - Ludzie, którzy bawią się w takie gierki, mają się podobno wić w ekstazie. Tak pokazują, że im się podoba. Ślady mogą wcale nie oznaczać, że próbował się uwolnić. I tacy ludzie nie zawsze uprawiają seks... no wie pan, w tradycyjny sposób. Ona mogła go masturbować.
Tom spojrzał na technika z zainteresowaniem, ale oparł się pokusie, by zapytać go, skąd tyle wie na temat BDSM. I choć te spekulacje były fascynujące, przyszła pora na fakty. Odwrócił się do Rufusa Dextera.
- Przypuszczalna godzina zgonu?
- Sprzątaczka jest w szoku - odpowiedział. - Nie wezwała policji przez ponad godzinę. Powiedziała, że spanikowała. Znalazła ciało jakiś kwadrans po przyjściu do domu. Jak długo już nie żył, kiedy się tu zjawiliśmy? Maksymalnie trzy godziny, choć raczej dwie i pół.
Kiedy patolog zamilkł, by zrobić wdech, Tom wszedł mu w słowo.
- Rozumiem, że zostaliśmy wezwani na miejsce tuż przed drugą, a ty dotarłeś tu około wpół do trzeciej. Czyli czas zgonu wypadł gdzieś pomiędzy jedenastą trzydzieści a dwunastą, tak?
Rufus pokiwał głową.
- Okej, Rufus, możecie zabrać ciało. Kiedy przeprowadzisz sekcję?
- Może być jutro rano? Wolę wcześnie wziąć się do pracy. Dziennikarze będą chcieli jakichś odpowiedzi. Nie wątpię, że premier pewnie też, biorąc pod uwagę, kim jest denat! Ósma rano pasuje?
Tom skrzywił się, gdy pomyślał o telefonie, który bez wątpienia będzie musiał wykonać.
- Ujmę to tak: już i tak mam wystarczająco dużo na karku, żeby spieprzyć sobie sobotę, więc nie sądzę, żeby niedziela mogła być gorsza. I tak zyskujemy dodatkową godzinę - dziś w nocy cofamy wskazówki. Pogadam z głównym nadinspektorem Sinclairem i dowiem się, czy do nas rano dołączy. Zresztą chyba już tu jest.
Przez otwarte drzwi, od strony schodów, do pokoju dolatywał cichy, ale stanowczy głos Jamesa Sinclaira. Tom znał jego styl - będzie wydawał rozkazy, jakby podsuwał sugestie, ale nikt nie będzie ich kwestionował. Przez dziwnie asymetryczną twarz dostał przydomek Izajasz, którym posługiwano się z sympatią, ale którego Tom, co przyznawał z zawstydzeniem, ni w ząb nie rozumiał, dopóki mu go nie wytłumaczono. Tom miał do tego człowieka ogromny się szacunek i choć nie znał go zbyt długo, poczuł się zaszczycony, kiedy przydzielono mu stanowisko jego zastępcy w zespole śledczym. Choć miał inne powody, by przeprowadzić się do Londynu, praca z Jamesem Sinclairem była absolutnym bonusem.
Pracownicy kostnicy zabrali zwłoki i Tom skorzystał z okazji, by po raz kolejny się rozejrzeć. Teraz zdał sobie sprawę, co jest nie tak z tym pokojem. Nie było w nim żadnych kobiecych akcentów. Nigdy nie widział kobiecej sypialni, w której nie znajdowałoby się przynajmniej kilka buteleczek perfum, kosmetyków lub kremów do twarzy. Tu niczego takiego nie znalazł. Otworzył szafę i spojrzał do środka. Nic poza eleganckimi garniturami. W komodzie podobnie: w jednej szufladzie idealnie złożone czyste koszule, a w drugiej bielizna i skarpetki.
Pozostawiając ekipę, by mogła wykonać swoją pracę, wyszedł na korytarz i skierował się do kolejnej sypialni. Stały w niej podobne meble jak w poprzedniej i była tak samo pozbawiona charakteru. Komoda była całkowicie pusta i tylko szafa, zawierająca kilka wieczorowych sukien, ale żadnych codziennych strojów, świadczyła, że w tej rodzinie jest jakaś kobieta. Najwyraźniej z mieszkania korzystał jedynie Hugo Fletcher i to tylko w dni powszednie. Nawet ktoś tak ważny jak ten człowiek nie włożyłby eleganckiego garnituru albo marynarki od smokingu, żeby relaksować się w weekend. A z tego, co można było zaobserwować, wynikało, że żona pojawiała się tu jedynie przy specjalnych okazjach.
Zamyślony zszedł na dół, gdzie Sinclair rozmawiał z Becky Robinson.
- Becky, jeden z posterunkowych próbuje wyciągnąć coś ze sprzątaczki, ale kobieta najwyraźniej w kółko mówi tylko o tym, jakie to było żenujące zobaczyć swojego pracodawcę, jak to określiła, "bez listka figowego". Mogłabyś spróbować? Doskonale wiesz, jakie to ważne... a zależy nam na czasie.
- Dobrze, zobaczę, co da się zrobić. - Becky ruszyła ku schodom prowadzącym do sutereny, najwyraźniej rozeznawszy się wcześniej w rozkładzie domu.
Tom szybko rozejrzał się dookoła. Nie zauważył zbyt wiele, kiedy wchodził do środka, ale teraz zdał sobie sprawę, że na parterze znajdowały się dwa eleganckie gabinety, które wyglądem bardziej przypominały elegancką domową bibliotekę niż miejsce pracy. Dwa kolejne piętra stanowiły prywatną przestrzeń mieszkalną.
Skoro zostali sami, Tom odwrócił się do swojego szefa i zrelacjonował mu rozmowę z patologiem. James Sinclair w skupieniu słuchał.
- Co myślisz na temat noża, Tom? Sądzisz, że Fletcher zmarł na zawał serca, a nóż leżał przy łóżku po to, by mu przeciąć więzy, kiedy, powiedzmy, "dobrnie do finału"?
- Możliwe, ale dowiemy się dopiero po sekcji zwłok. Supły mocno zaciśnięto, ale nie aż tak, żeby potrzebny był nóż. Każę komuś sprawdzić, skąd pochodzą te apaszki i czy jesteśmy w stanie namierzyć kogoś, kto był na tyle głupi, żeby kupić wszystkie pięć w jednym sklepie i zapłacić za nie kartą. Ale trochę w to wątpię. Denat bez wątpienia znał osobę, która tu z nim się zabawiała, nie ma śladu włamania, a szampan zdecydowanie sugeruje, że spotkanie zaplanowano. Musimy sprawdzić, czy cokolwiek zginęło, ale na pierwszy rzut oka nie widać, by ktoś splądrował dom, a jest tu sporo wartościowych rzeczy.
- Nie muszę ci chyba mówić, że przy tej sprawie będą na nas spoczywać oczy całego świata. Ale nie ma to jak głośna sprawa, żeby sprawdzić swoje kwalifikacje, co, Tom?
Tom rozglądał się dookoła i przyglądał zdjęciom, których wcześniej nie zauważył. Były to głównie zdjęcia ofiary z wysokimi rangą politykami i słynnymi filantropami. Myśl, że uśmiechnięty mężczyzna z fotografii, ubrany w nienaganny smoking, i skrępowane, zakneblowane ciało na łóżku to ta sama osoba, wydała mu się dziwna.
James Sinclair podążył za wzrokiem Toma.
- Stary Hugo może i był kochany przez opinię publiczną i media, ale w swoim czasie niejednej osobie zalazł za skórę. Jestem zaskoczony, że aż dotąd nikt porządnie nie obił mu gęby. Z tego, co wiem, miał ochroniarzy. Gdzie, do cholery, dzisiaj byli?
Tom zerknął w stronę drzwi frontowych.
- To miejsce jest bardzo dobrze chronione. Pewnie czuł się tutaj bezpiecznie, a być może nie chciał, żeby jego goryle wiedzieli, co planuje. Spróbujemy ich namierzyć i czegoś się dowiedzieć. Pójdę zobaczyć, co zdołała wskórać Becky. Przy tylu sępach czających się przed domem nie wiem, jak długo uda się nam utrzymać zdarzenie w tajemnicy.
Tom skierował się do sutereny, gdzie Becky siedziała na niskiej sofie w pokoju dziennym dla służby, delikatnie trzymając za rękę kobietę, która zapewne była tutejszą sprzątaczką. Choć Tom w żaden sposób nie wątpił w jej szczere zaniepokojenie, widział też, że kobieta jest zachwycona okazywaną jej uwagą. Posterunkowy robił jej herbatę w przylegającej do pokoju kuchni, a na stoliku przy niej stał kieliszek brandy.
Przez fartuch i brązową wełnianą czapkę o dziwnym kształcie wyglądała na jakieś sześćdziesiąt lat. Becky mówiła do niej kojącym tonem. Tom postanowił trzymać się na uboczu i pozwolić jej robić swoje.
- Bardzo nam pomogłaś, Beryl. Wiem, że przeżyłaś straszny szok. Ale musimy koniecznie znaleźć lady Fletcher. Przychodzi ci coś do głowy?
Tom poczuł chwilowe zaskoczenie, słysząc tytuł szlachecki. Zapomniał, że Hugo Fletcher otrzymał go za swoją działalność charytatywną. Ale nigdy szczególnie nie interesowały go tego typu obwieszczenia.
- Biedna Alexa. Bardzo kochała tatę.
- Beryl, nie chcę się naprzykrzać, ale nie możemy nic powiedzieć Alexie, dopóki nie powiemy lady Fletcher.
Tom zauważył, że ładna buzia Becky zaczynała rozbić się różowa z frustracji.
- Zapytajcie Rosie. Ona będzie wiedziała, gdzie jej szukać.
- Kim jest Rosie i gdzie ją znajdziemy? - zapytała Becky z nutą desperacji w głosie.
- Rosie Dixon. To jedna z sekretarek sir Hugona, zarządza jego kalendarzem i podobnymi sprawami. Jej numer znajduje się w czerwonym notatniku w gabinecie. Spróbujcie najpierw zadzwonić na komórkę, bo jeśli dobrze znam tę dziewczynę, to robi właśnie zakupy u Harveya Nicholsa. Z tego, co wiem, przesiaduje tam codziennie. Nigdy nie zrozumiem, dlaczego on znosi jej zachowanie. - Gdy zdała sobie sprawę z niewłaściwego użycia czasu teraźniejszego, wykrzywiła ze smutkiem usta.
Nie było jednak czasu na pocieszenia. Tom odwrócił się i skierował do głównego gabinetu. Becky poszła za nim, pozostawiając Beryl pod opieką posterunkowego.
- Jest. Numer Rosie Dixon - powiedział kilka minut później. - Możesz do niej zadzwonić, Becky, i szybko ją tu sprowadzić? I zapytaj, czy wie, jak możemy się pilnie skontaktować z Laurą Fletcher.
Tom ruszył do przedniej części domu, gdzie główny nadinspektor rozmawiał z policjantem, który pierwszy pojawił się na miejscu zdarzenia. Kilka minut później dobiegł go krzyk z gabinetu.
- Mamy to! - Becky biegła do niego, machając kartką papieru. - Rosie już tu jedzie, więc ktoś będzie musiał z nią porozmawiać. Ale dowiedziałam się, gdzie przebywa lady Fletcher. Wiem od Rosie, że dziś po południu ma wrócić z ich domu we Włoszech i lada moment wyląduje na Stansted. Musimy się z nią spotkać, zanim wyjdzie z lotniska.
Tom szybko przekazał Sinclairowi najnowsze informacje i wyszedł z domu za Becky.
- Okej, organizacją zajmiemy się w samochodzie. Jedźmy do niej, zanim sprawa wycieknie do mediów.