Tylko nie mój szef. Niegrzeczna Kolekcja - Paulina Jurga

Reflow text when sidebars are open.
Pola
- Złożyłaś już tę aplikację o staż? - spytała Baśka.
Moja przyjaciółka wyglądała dokładnie tak, jak w tej kultowej piosence: miała fajny biust. I wytrenowaną pupę, na której zawieszali oko wszyscy kolesie na siłowni. Podczas gdy ja, choćbym nie wiem, ile ćwiczyła, mogłam co najwyżej cieszyć się z tego, że mój tyłek przynajmniej nie jest wklęsły. Dobrze, że chociaż cycki miałam w rozsądnym rozmiarze.
Z drugiej strony o mnie nikt piosenek nie śpiewał. A nie, przepraszam, Muniek Staszczyk się pokusił. Szkoda, że zostałam przedstawiona jako alegoria stanu umysłu Polaków. I samej Polski. Jak to leciało?
Chociaż nie jesteś najpiękniejsza
I na wybiegach masz gorsze miejsca...
No, zajebiście budujące. Już bym wolała, żeby śpiewał o mojej dupie...
- Pola!
- Hm...?
- Staż? Aplikacja...
- A tak, złożyłam... - Co jest? Rozejrzałam się wokół. Dałabym sobie głowę uciąć, że przed momentem leżały tu moje pięciokilowe hantle. - Jutro mam rozmowę w IT Creators.
- Brzmi... ciekawie - wydusiła z udawanym zainteresowaniem Baśka. Brakowało tylko, żeby ziewnęła.
- Jest ciekawe! - Przerwałam na moment poszukiwania, dobitnie podkreślając ostatnie słowo. - Na pewno bardziej ekscytujące niż ten twój cały BookTok.
- Ty się od książek odczep! - fuknęła, mrużąc oczy.
Gdzie są te pieprzone hantle?!
- Cholera, przecież jeszcze przed chwilą tu...
Nagle dostrzegłam typa, który trzymał jeden z moich ciężarków w ręce. Ruszyłam z impetem w jego stronę.
- Pola... - dobiegł mnie lekko przestraszony głos Baśki. Wiedziała, że mimo drobnej postury potrafię walczyć o swoje.
Napakowany buc, który zajumał mi hantle, stał w towarzystwie swojego samczego stada parę metrów dalej. I zużywał cenny tlen, zamiast ćwiczyć!
Zachciało mi się publicznej siłowni!
Wdech! Wydech! Spokój!
- Przepraszam - postukałam wypielęgnowanym paznokciem w bark wysokiego bruneta, w którego ręce tkwił jeden z pięciokilowych ciężarków - ale używałam tych hantli.
Koleś zerknął na mnie przez ramię, obczaił od góry do dołu, po czym z krzywym uśmieszkiem rzucił:
- Masz rację. Używałaś. Teraz ja ich używam.
Po czym, jak gdyby nigdy nic, odwrócił się do mnie plecami, a mnie dosłownie krew zalała. Postukałam go ponownie paznokciem, tym razem mocniej, celowo wbijając go w skórę. A niech go boli...
- Co znowu?
Tym razem zyskałam jego pełną uwagę. No i niestety - było na czym oko zawiesić. Szczególną uwagę przykuwały jego oczy o kocim kształcie, które zwężały się lekko podczas uśmiechu, a półprzymknięte powieki nadawały mu wygląd niegrzecznego łobuza.
Pola to lubi...
NIE!
Pola, stop!
Zwinął ci ciężarki sprzed nosa! Ogarnij się!
- Oddaj. Moje. Hantle - warknęłam ostrzegawczo, dźgając go palcem w środek klatki piersiowej, z drugą ręką opartą o biodro.
- Twoje hantle... - Zrobił minę, jakby się zastanawiał, po czym obejrzał każdy ze wszystkich stron i zapytał: - Jak masz na nazwisko?
- A co ci do tego? Obowiązuje RODO!
- Czyli nie nazywasz się PowerBlock?
- Nie...
- To wybacz, słonko, ale to nie są twoje hantle.
- Nie jestem twoim słonkiem! - odszczekałam, a wówczas on ostentacyjnie dotknął palcem mojego ramienia i z kpiącym uśmieszkiem dodał:
- Idź może lepiej, dziewczynko, na jakąś jogę, bo tutaj jeszcze sobie krzywdę zrobisz.
Znów chciał się odwrócić, ale wówczas złapałam hantel, który trzymał w ręce, i szarpnęłam.
Gość nawet się nie poruszył. Zaśmiał się, a banda otaczających go kumpli mu zawtórowała.
Przysięgam, zaraz go zabiję!
Facet zbliżył się tak, że nasze nosy niemal się stykały. Straciłam rezon, bo jego bliskość mnie odrobinę zmieszała. Miał brązowe tęczówki ze złotymi plamkami. I używał zdecydowanie ZBYT ładnych perfum, bo ich woń zaczęła mi robić z mózgu papkę. Jego spojrzenie pociemniało. Nadal ściskał w dłoniach MÓJ ciężarek, a wolną dłonią ujął mnie pod brodę. Skóra przyjemnie mnie zapiekła... Już prawie się rozmarzyłam, ale za moment całe dobre wrażenie szlag trafił.
Bo nawet jeśli od jego szeptu miękły kolana, to słowa, które usłyszałam, doprowadziły mnie do szału.
Bynajmniej nie z podniecenia.
- Jeśli tak desperacko chcesz się ze mną posiłować, to zapraszam po treningu. Do mnie. Sam na sam. Będziesz mogła ścisnąć tak mojego...
Puściłam hantel i z całej siły przywaliłam kolesiowi z liścia w twarz. W siłowni rozległo się głośne plaśnięcie.
Wszyscy zamilkli, skupiając się na nas. Jego kumple parsknęli niepohamowanym śmiechem, a pełen zaskoczenia okrzyk Baśki słychać było w całym pomieszczeniu.
- Pieprz się! - wysyczałam do tego idioty, chwyciłam swój ręcznik i ruszyłam do szatni.
Niech spierdala.
Prędzej zmienię siłownię, niż spędzę z tym kretynem kolejną minutę w tym samym pomieszczeniu.
Następnego dnia los dobitnie ze mnie zadrwił, bo nie tylko miałam spędzać z nim czas w jednym budynku, ale na dodatek został moim szefem.
Stan
Na moim biurku wylądowała sterta teczek. Uniosłem spojrzenie znad magazynu "Wired". Alan z działu HR, prywatnie mój najlepszy kumpel, oparł się o blat, wyszczerzył rząd śnieżnobiałych, równiutkich zębów i rzucił:
- Zostaw ten szmatławiec. Mamy tu ciekawsze rzeczy do roboty. - Kiwnął głową w kierunku teczek.
- Chyba ty masz. Zatrudnianie ludzi to twoja działka - mruknąłem, ponownie skupiając wzrok na dość interesującym artykule o wykorzystaniu sztucznej inteligencji w kodowaniu.
Niespodziewanie magazyn zniknął z moich rąk. Alan cisnął go za siebie i oznajmił:
- Ale tym razem to będą ludzie do twojego działu. A dokładniej jeden stażysta. Albo stażystka. Wiesz, ile lasek aplikowało na to stanowisko?
Westchnąłem. Nie znałem się na ludziach. Znałem się na programowaniu, komputerach i aplikacjach do telefonu, a najlepszym rozmówcą był dla mnie Claude Opus 4.7. Choć też bywały momenty, że mnie wkurwiał.
- Nie interesuje mnie płeć, tylko umiejętności.
- Ale wiesz - Alan wymownie poruszył brwiami - miło się pracuje, jak jest na co popatrzeć...
- Chcesz wybierać takimi kategoriami, to mnie w to nie mieszaj. I oddaj moje czasopismo...
- No weź, Stan! Nie bądź taki. O, zobacz. - Pokazał mi zdjęcie naprawdę ładnej brunetki. - Wiktoria Domańska... Java, Android Studio, REST API, podstawy projektowania UX/UI. Stworzyła nawet aplikację pogodową i planer treningowy na podstawie...
- Takie rzeczy to ja robiłem na pierwszym roku studiów - sarknąłem. - Następny?
- Może jednak dasz jej szansę, ma...
- Chcesz sam wybierać? - wciąłem się zdecydowanie zbyt ostro.
Alan uniósł ręce w obronnym geście i wziął do ręki następną teczkę.
- Igor Kamiński... nie... nieciekawa fotka. Uważam, że...
- Czytaj! Nie przyjmujemy kandydatów na wybieg, tylko do programowania.
- Swift, SwiftUI, Flutter, prototypowanie UI - wymieniał. - O, nawet stworzył aplikację wspierającą produktywność i apkę wellness.
- Spoko. Odłóż na stosik "do rozważenia".
- To mamy jakieś stosy? - zdziwił się Alan, drapiąc się po jasnej czuprynie.
Postukałem palcem z lewej strony blatu, a sam wziąłem kolejną teczkę, która wylądowała na podłodze, na stosie "odrzucone".
- To jest ciekawe - odezwał się niespodziewanie mój przyjaciel, kiedy ja już powoli traciłem nadzieję, że znajdzie się ktoś bardziej interesujący niż ten cały Kamiński. - Apolonia Kruk. Flutter, React Native, analiza zachowań użytkowników, projektowanie emocjonalnych ścieżek interakcji... - wymieniał mój przyjaciel, po czym nagle zamilkł i zaśmiał się cicho.
- Co cię tak bawi?
- "Dlaczego uważasz, że firma IT Creators powinna zatrudnić właśnie ciebie?" - przeczytał pytanie zamieszczone standardowo na końcu kwestionariusza. - Słuchaj tego: "Większość kandydatów potrafi kodować. Ja wierzę, że najlepsze produkty powstają wówczas, kiedy kodowanie spotyka się ze zrozumieniem ludzkich emocji i zachowań. Technologia bez zrozumienia psychologii użytkownika jest tylko półproduktem. Wiem, jak sprawić, by użytkownik uzależnił się od stworzonych przeze mnie aplikacji. W branży pełnej ludzi myślących algorytmami ja jestem waszym czarnym koniem".
Przewróciłem oczami, ale Alan był pod wrażeniem:
- Mnie kupiła!
- Zbyt pewna siebie. Pewnie dobra w pysku, a umiejętności na poziomie podstawowym. Im bardziej wyszczekana, tym...
- Tym bardziej stawiam na nią.
- Już wolę tego Kamionkę - mruknąłem.
- Kamińskiego. Widzisz, tak interesujący, że nawet nazwiska nie pamiętasz - podkreślił Alan.
- Bezpieczny. Jest wygodną opcją. A nie wyszczekaną, zbyt pewną siebie...
- Zaprośmy oboje! Na okres próbny. Dajmy im jakieś wyzwanie. Kto sprosta, ten dostaje angaż. Proste rozwiązanie. A my w razie czego zyskamy dochodowy produkt. - Przyjaciel zatarł ręce z zadowolenia.
Nie byłem do końca przekonany do tego pomysłu. Dwoje ludzi to generowanie podwójnych kosztów, podwójne problemy, rywalizacja... Chociaż ta akurat na niektórych wpływała motywująco.
- Może masz rację - mruknąłem, gładząc dłonią ogolony podbródek.
Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej