tylko haj. Opowiadania inspirowane płytą Dawida Podsiadło i Kaśki Sochackiej - Szczepan Twardoch, Natalia Fiedorczuk, Sylwia Chutnik, Jul Łyskawa, Katarzyna Kubicka, Wojtek Friedmann, Edward Pasewicz, Jakub Żulczyk

Kup ebooka

55.99 zł
37.51 zł (37,51 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Projekt okładkiKarolina Żelazińska-Sobiech

Zdjęcie na okładceOlga Sokal

PostprodukcjaPlatige Image, Paweł Derkacz Art-direction & design: OSOM Studios

Redaktorzy prowadzącyBartłomiej Kaftan, Monika Koch

RedakcjaMirosław Grabowski, Joanna Mika (opowiadanie Mosty Jakuba Żulczyka)

KorektaAnna Burger, Teresa Zielińska

Teksty piosenek copyright ? Dawid Podsiadło & Kaśka Sochacka dla Pur Pur, 2025

JAKUB ŻULCZYK, Mosty, copyright ? Jakub Żulczyk by arrangement with Syndykat Autorów - Agencja Literacka i Scenariuszowa, 2025

JULIUSZ ŁYSKAWA / KATARZYNA KUBICKA, Przez lata będę zmieniać wersje, copyright ? Juliusz Łyskawa / Katarzyna Kubicka, 2025

SZCZEPAN TWARDOCH, Ty i mała, i świat, i ja, copyright ? Szczepan Twardoch, 2025

WOJTEK FRIEDMANN, W jakim wieku będziesz w niebie?, copyright ? Wojciech Friedmann, 2025

EDWARD PASEWICZ, Chłopcy z prawej, chłopcy z lewej i pośrodku też, copyright ? Edward Pasewicz, 2025. by arrangement with Beata Stasińska Literary Agency

SYLWIA CHUTNIK, Anhedonia, copyright ? Sylwia Chutnik, 2025

NATALIA FIEDORCZUK, Anegdoty, które zawsze opowiadam nowo poznanym osobom, copyright ? Natalia Fiedorczuk, 2025

Copyright ? by Wielka Litera Sp. z o.o. / Pur Pur Sp. z o.o., Warszawa 2025

Żaden fragment tej książki nie może być wykorzystywany do szkolenia systemów sztucznej inteligencji.

ISBN 978-83-8360-299-8

Wielka Litera Sp. z o.o. ul. Wiertnicza 36 02-952 Warszawa

Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.

Jakub Żulczyk

MOSTY

* numer

- Najwięcej samobójstw w Warszawie ma miejsce na moście Poniatowskiego. Nawet tabliczkę dali, z numerem alarmowym. Żeby zadzwonić, powiedzieć, że ma się dość. Po co taka tabliczka? To gówno daje, moim zdaniem. Mi się wydaje, że jak tam jesteś, to już tam jesteś. Umocowałeś się w nicości. To trochę jak z wynajęciem albo kupnem mieszkania. Podpisałeś papiery, przelałeś wkład własny, czy tam kaucję, jeszcze tam nie mieszkasz, ale już tam jesteś. I tak samo jest z samobójstwem. To podjęta decyzja, podpisany glejt. I co, i masz gdzieś dzwonić?

- To chyba nie jest takie proste.

- Nic nie jest proste, a może wszystko jest proste, a może chuj...

- A poczekaj, czemu na moście Poniatowskiego?

- Bo jest najbliżej centrum? Skąd mam wiedzieć?

- Gdy coś się mówi...

Resztę rozmowy przykrył szum przejeżdżającego autobusu. Wszystko jest na chwilę, gdy raz się czegoś nie usłyszy, nie usłyszy się tego już nigdy. Nieważne, kto był słyszącym.

* kamil

Dzień jest nie do przeżycia, noc przynajmniej ma swój dramatyzm. W nocy cierpienie ma więcej sensu, nabiera mistycyzmu i stylu. W dzień jest po prostu stukilowym plecakiem pełnym cegieł.

Miał ochotę zniszczyć wszystko, bo wszystko było przeciwko niemu. Każdą rzecz po kolei. Własne przedmioty, własne naczynia, własne buty. Biorąc prysznic, chciał wyrwać słuchawkę i walić nią o lustro, zbić je na drobne kawałki. Oczywiście tego nie zrobił. Chciał wziąć kosz na śmieci, ten na bioodpady, i wywalić jego zawartość z tarasu starej babie na łeb. To była jego wściekłość.

Rozstali się przedwczoraj i od tamtej pory było coraz gorzej. Wyprowadziła się na tydzień, żeby dać mu czas, ale ostatecznie to on miał się wyprowadzić.

Zamiast obsypać jakąś starszą panią konfetti z rozmiękłych skorupek jajek, fusów, skórek bananów i zużytych chusteczek do nosa, poszedł do pracy. Teraz, będąc tam, chciał zniszczyć automat do kawy. Był bardzo blisko, bo czuł się usprawiedliwiony moralnie. Zniszczenie byłoby samoobroną. Ale automat do kawy wybrał sobie akurat jego, aby wyświetlić komunikat: PROSZĘ WYCZYŚCIĆ SZUFLADĘ NA FUSY.

Nie było się co oszukiwać, automat do kawy był kurwą jebaną.

Zamiast cokolwiek zniszczyć, Kamil tylko rozłożył ręce, jakby się poddawał.

- Nie masz jaj - mówiła mu często i powiedziała to też wczoraj. Taki właśnie podała główny powód odejścia.

Zapytał, czy chciałaby, aby ktoś ją w takim razie bił; w odpowiedzi uderzyła go w twarz, lekko, jakby przyznając mu rację.

Byli ze sobą dwa lata.

Kochał ją, przynajmniej często jej to mówił. Nie zadawał sobie pytań, czy jego miłość to naprawdę miłość. Po prostu bardzo bał się ją stracić i utożsamiał ten lęk z miłością.

Teraz fantazjował o niszczeniu rzeczy, a nawet niszczeniu ludzi. Miał te fantazje za dowód złamanego serca.

- To się wyciąga tak - poinstruowała go Najmądrzejsza Olga.

Najmądrzejsza Olga miała kształt głazu i brzydkie zielone włosy. To nie była zieleń drzewa ani rośliny, tylko jakiegoś detergentu, płynu do naczyń. Najmądrzejsza Olga poza pracą w dziale kreacji zajmowała się promowaniem inkluzywnego języka na Instagramie. Feminatywy Nie Bolą, tak nazywało się jej konto.

- Dziękuję, Olga - odpowiedział.

Kamil trenował kiedyś MMA, krótko, pół roku. Zraził się po złamaniu nosa; złamanie nosa wiązało się z okropnym dyskomfortem. Życie, w którym jesteś przyzwyczajony do złamanego nosa, nie jest warte żadnych pieniędzy, myślał. No i to upokorzenie, kiedy schodził z maty z tamponami wciśniętymi w obie dziurki. Choć przez te pół roku nauczył się paru rzeczy. Najlepiej szły mu łokcie - idealnie bezwzględne. Dobrze wyprowadzony łokieć nie miał w sobie nic sportowego. Dobrze wyprowadzony łokieć kruszył kość policzkową, zabierał przytomność, był czystą i piękną przemocą.

Pewnego wieczoru, gdy siedzieli u znajomych (scrabble, jointy, ekologiczne wino o smaku kompotu ze stołówki przeciśniętego przez starą skarpetkę i pozostawionego na parapecie na kilka upalnych dni), opowiedziała o tym jego zejściu z maty z tamponami w nosie. Nawet jej przy tym nie było, ale relacjonowała każdy szczegół, i jeszcze głośno się śmiała, jakby opowiadała najśmieszniejszą anegdotę.

A potem zrobiła coś jeszcze gorszego - położyła mu łagodnie dłoń na plecach, jakby chciała go udobruchać, i rzuciła:

- Z Kamila to jest taki facecik.

Scrabble. Jointy. Ekologiczne wino. Psy ze schroniska, śmierdzące psy zżerające buty gości. Facecik. Tampony w nosie. Dobrze, że nie w dupie.

Dobrze wyprowadzony łokieć. Dobrze wyprowadzony łokieć przywróciłby mu godność. Dobrze wyprowadzony łokieć sprawiłby, że Najmądrzejsza Olga przestałaby pouczać wszystkich dookoła, przynajmniej na jakiś czas.

- Coś nie tak? - Najmądrzejsza Olga była w dodatku troskliwa, i tego już naprawdę nie dało się znieść.

- Wszystko w porządku.

- Hm.

"Hm". Dobrze wyprowadzony łokieć pozbawiłby ją tego "h". Pozbawiłby ją...

- Rozumiem, że nie chcesz o tym mówić, ale to widzimy. Wszyscy widzimy. To zmienia aurę w zespole.

Szuflada była rzeczywiście pełna fusów. Zbite fusy tworzyły czarny krajobraz, model pustyni na obcej planecie. Przypomniały mu mapę o nazwie "Jihad" z Heroes of Might and Magic III. Tak dawno w nic nie grał, również w Heroes, chociaż ta gra była jego największą słabością, bezpiecznym schronieniem. Heroes była dzieciństwem, stacjonarnym komputerem w rodzinnym domu, talerzem kanapek z serem i pomidorem, słodką herbatą. Nie chciał się kłócić z Kingą, w najlepszym wypadku uważała granie za stratę czasu, w najgorszym - za przejaw złośliwości, jakby grając, robił jej na złość, aby upokorzyć ją swoją obojętnością.

Kilkutygodniowa kolekcja fusów, a trafiło akurat, kurwa, na niego.

Wyrzucił fusy do pojemnika na bio. Był precyzyjny, mimo to część fusów wylądowała mu na butach.

- Masz trochę na butach - powiedziała Olga.

A on lekko stuknął butem o szafkę, tak aby fusy spadły na podłogę, i popatrzył jej głęboko w oczy. Patrzył tak, dopóki kawa nie zaczęła tryskać do kubka czarną strużką, i w końcu powiedział:

- Już nie.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki