Tylko bądź przy mnie - Laura Kneidl

-
Proszę czekać

Rozdział 1

Stałam przed zniszczonymi drzwiami z łuszczącym się lakierem i bałam się przekręcić klucz w zamku. Jak do tego doszło, że się tu znalazłam? Jeszcze parę godzin temu byłam szczęśliwa, a teraz stoję tutaj. Sama. Zrozpaczona. Załamana. W motelu, w jakimś obskurnym korytarzu, gdzie ze ścian odpada tynk. Z oddali dobiegało skomlenie psa, w odpowiedzi na jego skargę ktoś podkręcił dźwięk w telewizorze, słyszałam metalicznie brzmiące głosy tak wyraźnie, jakbym siedziała tuż obok.

Wesołych Świąt, Sage.

Łzy znowu napłynęły mi do oczu, ale pozbyłam się ich, mrugając. Nie chciałam już płakać, byłam wyczerpana. Kilka razy musiałam zjechać na pobocze w drodze z Brinson do Melview, ponieważ łzy zalewały mi oczy, a łkanie nie pozwalało utrzymać kierownicy. I na każdym postoju zastanawiałam się, czy nie zawrócić i nie pojechać do Luki, żeby prosić go o przebaczenie. Ale jego lodowate spojrzenie i ostre słowa wżarły się w moją pamięć i serce jak kwas. Wynoś się.

Nie chciał mnie widzieć. Już nigdy. Pragnęłam, by jego słowa wynikały ze zranionej dumy, ale tak naprawdę chyba był zadowolony, że się mnie pozbył, po tym, jak go oszukałam. Pewnie teraz siedział w którymś z tych swoich znienawidzonych klubów, próbując raz na zawsze wyrzucić mnie ze swojej pamięci.

Na myśl, że jego ręce mogłyby teraz wędrować po ciele innej kobiety, natychmiast zrobiło mi się słabo. Nagle poczułam tak przemożną potrzebę zwymiotowania, że gwałtownie przekręciłam klucz w zamku, gotowa w razie czego szybko dotrzeć do łazienki.

Od razu uderzył mnie zwietrzały zapach papierosowego dymu i chińskiego jedzenia. Wspaniale. Zaczęłam oddychać przez nos. Zasłony były zaciągnięte, pomacałam ścianę, wyklejoną szorstką i lepką w dotyku tapetą, szukając włącznika. Znalazłam. Lampa pod sufitem zapaliła się, migocząc, i oświetliła skromny pokój, niewiele większy od transportera. Naprzeciwko łóżka, przykrytego kocem w kolorze wymiocin, stała komoda, która sprawiała wrażenie, że za chwilę rozpadnie się pod ciężarem starego kineskopowego telewizora. Na dywanie leżały drobne brązowe ziarenka, podejrzewałam, że to mysie odchody.

Pomieszczenie wyglądało strasznie i nie mogłam już dłużej powstrzymywać napływających do oczu łez. Jak zamroczona weszłam chwiejnym krokiem do pokoju. Kiedy pięć miesięcy temu przyjechałam do Melview, nawet bez dachu nad głową i z pustym kontem, miałam poczucie, że zdarzyło się coś niewiarygodnie dobrego i uwalniającego. Przyszłość jawiła mi się wtedy jak czysta karta, którą miałam nadzieję zapisać zgodnie z własnymi życzeniami i wyobrażeniami. Dziś znowu stanęłam przed wielką niewiadomą, ale tym razem pustka była przytłaczająca.

Zamknęłam za sobą drzwi na kłódkę. Gdyby ktoś chciał tu wejść, nie byłabym w stanie mu przeszkodzić, nie przy tych cienkich tekturowych ścianach, które prawdopodobnie można by rozwalić jednym mocnym kopnięciem. Byłam jednak zbyt zrozpaczona, żeby przejmować się obleśnym facetem, siedzącym przy wejściu do motelu. Najważniejsze, że Alan mnie tutaj nie znajdzie. Zapłaciłam gotówką i podałam fałszywe nazwisko. W tym miejscu nie zadawano zbyt wielu pytań.

Rzuciłam plecak na podłogę, podeszłam do łóżka i osunęłam się na wyleżany materac. Kiedy wpełzłam pod koc i zwinęłam się w kłębek, łóżko zaskrzypiało, choć jestem raczej drobnej budowy. Nie zważając na śmierdzącą kurzem pościel, zanurzyłam się w ciemność, która mnie otoczyła i ukryła przed światem. Szkoda że nie przed uczuciami.

Chyba powinnam się martwić Alanem i jego groźbami sprowadzenia mnie siłą do Maine. Ale nie mogłam przestać myśleć o Luce i jego zimnym spojrzeniu, kiedy wyrzuciłam mu, że po naszej wspólnej nocy odczuwam wstręt. Co ja sobie wtedy myślałam? Jak mogłam pozwolić, by uwierzył, że żałuję wspólnie spędzonego czasu?

Z mojego gardła wydobył się szloch. Szybko zacisnęłam usta, żeby stłumić jęk. Na próżno. Cała się trzęsłam i płakałam, aż nie mogłam już oddychać przez nos. Bolał mnie brzuch, z trudem łapałam powietrze. Pod kocem było ciepło i duszno, dźwięki, jakie z siebie wydawałam, zdawały się bardzo głośne. Tak głośne, że ledwo usłyszałam dzwonek telefonu, który tkwił gdzieś w plecaku.

Gwałtownie odrzuciłam koc i wyciągnęłam rękę, żeby chwycić pasek plecaka. Ledwo widząc przez łzy, wyjęłam telefon, ale w tej samej chwili przestał dzwonić. Serce waliło mi jak szalone, miałam ogromną nadzieję, że to był Luca, że chciał ze mną porozmawiać i naprawić wszystko między nami. Jednak to nie imię Luki pojawiło się na wyświetlaczu, lecz April.

Ponownie naciągnęłam koc na głowę, telefon trzymałam w dłoni. Oślepiło mnie jaskrawe światło ekranu. Zmrużyłam oczy i zanim się zorientowałam, co właściwie robię, otworzyłam listę kontaktów i odnalazłam Lukę. Mój kciuk zadrżał nad zieloną słuchawką. Dzielił nas tylko jeden ruch, jedno jedyne kliknięcie. Ale co miałabym mu powiedzieć? A przede wszystkim: czy w ogóle chciałby mnie wysłuchać? Raczej nie. Po tym wszystkim, co mu wygarnęłam, nie mam na co liczyć.

Nim podjęłam decyzję, telefon ponownie się rozdzwonił. To była April, po raz drugi próbowała się ze mną skontaktować.

Nie byłam jeszcze gotowa na jej pytania, a może też wyrzuty, bo stało się dokładnie to, przed czym mnie ostrzegała. Nie ułożyło się między mną a Luką i teraz będzie musiała stanąć po jego stronie. Telefon wypadł mi z ręki, jakby plastikowa obudowa parzyła. Ukryłam twarz w dłoniach. Myśl o tym, że straciłam nie tylko Lukę, ale być może i April, była nie do zniesienia.

Nie wiem, jak długo leżałam pod kocem i płakałam i jak często w tym czasie odzywał się mój telefon, w końcu zapadłam w niespokojny sen, z którego budziłam się co pięć minut tylko po to, by po chwili znowu dopadły mnie koszmary. Ostatecznie do rzeczywistości przywrócił mnie ponowy dźwięk dzwonka. Po omacku sięgnęłam po komórkę, z na wpół przytomnym spojrzeniem i z posklejanymi od łez rzęsami.

Luca.

Jeszcze nigdy cztery małe litery nie wywarły na mnie takiego wrażenia. Zerwałam się z łóżka i mrugając, szybko odpędziłam resztki snu, gotowa na odebranie połączenia. Kiedy jednak przyjrzałam się uważniej ekranowi, wszelka nadzieja we mnie umarła. Tak jakby była zestrzelonym ptakiem, który spadł mi prosto pod nogi.

Nora.

Jak ON śmie znowu do mnie dzwonić? Musi przecież wiedzieć, ile złego już zrobił. Jeszcze mu mało? A może poczuje się szczęśliwy dopiero, gdy całkowicie pozbawi mnie woli życia? Właściwie nie powinnam odbierać, trzeba było zablokować ten numer. Ale ON wiedział o Luce, znał jego adres, więc nie mogłam GO zignorować. Dreszcz przebiegł przez moje ciało i chociaż wszystko we mnie krzyczało, żeby tego nie robić, przejechałam kciukiem po ekranie.

- Czego chcesz? - syknęłam.

Przez moment panowała cisza.

- Ja... chciałam ci życzyć wesołych świąt - wyjąkała niepewnie Nora.

Jej głos tak mnie zaskoczył, że przez chwilę nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Byłam pewna, że Alan dzwoni do mnie z telefonu Nory i nawet nie przyszło mi do głowy, że to może być moja siostra.

- Przepraszam - odparłam, zacinając się. - Ja też ci życzę wesołych świąt. Dopiero co wstałam.

- No tak. Sorry. Zawsze zapominam o różnicy czasu. - Nie brzmiało to tak, jakby naprawdę było jej przykro. - Nudzi mi się po prostu. Czekam, aż mama z tatą wstaną i będę mogła rozpakować swoje prezenty.

Mama z tatą. Tata. Tata. Tata. Znowu poczułam zimny dreszcz, powrócił też strach przed Alanem, który z powodu rozstania z Luką zszedł na dalszy plan. Czy ja dobrze zrozumiałam Norę?

- Alan i mama jeszcze śpią?

- Tak - sapnęła niecierpliwie. - Przecież mówiłam przed chwilą.

- Jasne. - Zaśmiałam się nerwowo i potarłam ręką czoło. Alan nie jechał tutaj. Napięcie i troska zniknęły jak ręką odjął. Jednocześnie poczułam pulsowanie w skroniach, zwiastujące nadciągający ból głowy. - Prezenty ode mnie dotarły na czas? - zapytałam pospiesznie, starając się, by Nora nie zauważyła, jak wielką ulgę poczułam.

- Tak, leżą pod choinką.

- Świetnie. Bałam się już, że za późno je wysłałam.

Prezenty zaniosłam na pocztę na początku tygodnia - oczywiście nie podając adresu nadawcy. Dla Nory kupiłam notes z motywem ptaków kiwi, dla mamy zrobiłam naszyjnik, a żeby nie wzbudzać podejrzeń, Alanowi wysłałam jakąś tanią wodę po goleniu.

- Naprawdę mi smutno, że cię tu nie ma - powiedziała Nora.

- Mnie też - odparłam i ze zdziwieniem uświadomiłam sobie, że nie było to tak do końca kłamstwo. Gdybym pojechała do Maine, zamiast z Luką do Brinson, może nadal bylibyśmy razem. Musiałabym wprawdzie wytrzymać kilka dni z Alanem, ale potem wróciłabym do swojego nowego życia.

Nie, wcale by tak nie było.

Załamałabym się, gdybym znowu musiała go znosić, wiedząc, jak beztroskie może być życie. I byłoby to nie fair wobec Luki. Zasłużył na kogoś lepszego, na kobietę, która nie jest aż tak obciążona i która będzie z nim całkowicie szczera. Tak długo, jak będzie istniał Alan, który szantażuje mnie dobrem Nory, będzie tak, jakby w naszym związku był ktoś trzeci, o kim Luca nie wie i o kim nie mogę mu powiedzieć. Każdego dnia, w którym milczałam o Alanie, wciskałam Luce nowe kłamstwo.

- Muszę kończyć - powiedziała nagle Nora. - Mama i tata się obudzili. Na pewno potem do ciebie zadzwonią. Pozdrów ode mnie Lukę.

Nora rozłączyła się, zanim zdążyłam się pożegnać albo powiedzieć o sytuacji z Luką.

Oszołomiona i nadal sparaliżowana słowem "tata", wpatrywałam się w ekran. Pokazywał, że rozmawiałam z Norą trzy minuty i dwadzieścia sekund. Przyglądałam się tej informacji tak długo, aż przestała się wyświetlać. Jakaś część mnie zauważyła, że powinnam poczuć ulgę, bo Alan nie jechał do mnie. A inna część była po prostu wściekła. Wściekła na Alana. Wściekła z powodu tej sytuacji. Ale przede wszystkim wściekałam się na samą siebie. Jak mogłam być tak głupia i myśleć, że przyjedzie po mnie do Brinson? Kłamał. Jasne, że tak. Dlaczego wcześniej na to nie wpadłam?

Nigdy nie zostawiłby mamy i Nory samych w Wigilię i Nowy Rok. Przez te wszystkie lata, kiedy dominował nade mną, zawsze się kontrolował. Był świadomy tego, co robi, i dokładał wszelkich starań, by nasza tajemnica pozostała tajemnicą. Zostawić biologiczną córkę, żeby niespodziewanie odwiedzić dorosłą pasierbicę - to mogłoby się wydać podejrzane. Powinnam była o tym wiedzieć, ale strach odebrał mi jasność myślenia.

Zacisnęłam palce na telefonie. Najchętniej rzuciłabym nim o ścianę, ale na razie był to jedyny sposób kontaktu z Luką. Przejechałam palcem po wyświetlaczu i znowu chciałam wybrać jego numer, gdy zauważyłam czerwoną słuchawkę. Siedemnaście nieodebranych połączeń, ostatnie późno w nocy. Większość od April, ale Megan również kilka razy próbowała się do mnie dodzwonić. Było też wiele powiadomień o oczekujących na odczytanie wiadomościach.

Wybrałam numer poczty głosowej.

Hej, Sage - powitał mnie głos April. - Zadzwoń do mnie.

Rozległ się piszczący dźwięk, a po nim druga wiadomość, nagrana zaledwie kilka minut później.

Najwyraźniej nie tylko z Luką nie chcesz rozmawiać. Nie wiem, co się między wami wydarzyło. Chciałabym to zrozumieć. Co się stało? Zadzwoń do mnie, proszę.

Piiiii.

Następna wiadomość.

Hej, to jeszcze raz ja, April. Dzwoniłam przed chwilą na nasz domowy numer i albo znowu nie odbierasz telefonu, albo się wyprowadziłaś. Nie mogę uwierzyć, że Luca cię wyrzucił. Jeśli już cię tam nie ma, mam tylko nadzieję, że nie śpisz w transporterze. Jest za zimno. Aaron został w Melview na święta, ale jego współlokator wyjechał. Jeśli potrzebujesz jakiegoś pokoju, zadzwoń do niego. Masz chyba numer Aarona? Jeśli nie, daj znać. Nie, czekaj, odezwij się, nawet jeśli masz jego numer.

Piiiii.

Jeśli nie chcesz ze mną rozmawiać, rozumiem. Ale przynajmniej powiedz, że wszystko z tobą okej. Martwię się.

Z każdą wiadomością w głosie April było słychać coraz więcej zwątpienia. Żałowałam, że chociaż raz nie odebrałam telefonu od niej. Nie zrobiła nic złego i nie zasłużyła na takie zmartwienia z mojego powodu.

Znowu rozległ się piszczący dźwięk. Miałam już przestać odsłuchiwać wiadomości i oddzwonić do April, ale nagle zamarłam, słysząc niski męski głos.

Hej, Sage.

Luca.

Łzy same zaczęły płynąć. Nie spodziewałam się, że tu i teraz usłyszę jego głos. Jak urzeczona wstrzymałam oddech, by usłyszeć każde słowo.

Mam nadzieję, że bez problemu dojechałaś do Melview. April nie może się z tobą skontaktować. Megan też nie może się do ciebie dodzwonić. Obie się o ciebie martwią, odezwij się do nich.

"Obie się o ciebie martwią". Megan i April. On nie. Wiem, że to egoistyczne, ale chciałam, żeby on też się o mnie martwił. Chciałam nie być mu obojętna.

Wbrew rozsądkowi odsłuchałam wiadomość od Luki po raz drugi i trzeci, i czwarty, tylko po to, by usłyszeć jego głos. Moje serce biło jak szalone. Już tęskniłam za Luką. Zmęczona oparłam się o ramę łóżka i po raz piąty odtworzyłam nagranie. Dopiero gdy znowu rozbrzmiało "Hej, Sage", dałam radę wyłączyć pocztę.

Właściwie zamierzałam zadzwonić do April, skoro nawet Lukę zmusiła do sięgnięcia po komórkę, ale mimowolnie zatrzymałam kciuk przy imieniu Megan. Trudno przełamać stare przyzwyczajenia.

Odebrała od razu.

- Sage! - krzyknęła tak głośno, że aż się wzdrygnęłam. - Gdzie się, do diabła, podziewasz? Co u ciebie? Tylko mi nie mów, że leżysz w jakimś szpitalu ze złamaną nogą. Mam przyjechać do Nevady?

W jej głosie pobrzmiewały złość i troska.

- Nie, nie musisz przyjeżdżać. Wszystko ze mną dobrze - zapewniłam od razu, chociaż chętnie bym się z nią teraz zobaczyła. - Przepraszam, że się wcześniej nie odezwałam, ale potrzebowałam trochę czasu dla siebie.

- Wystarczyłaby jakaś krótka wiadomość.

Westchnęłam.

- Masz rację. To było samolubne z mojej strony.

- I to jeszcze jak!

Megan rzadko przybierała taki poważny ton. Słuchając jej pełnego wyrzutu głosu, poczułam się winna.

- Przepraszam - powtórzyłam i na kilka sekund zapadła cisza.

- Gdzie jesteś? - zapytała po raz drugi Megan.

- W motelu w Melview. Chciał, żebym się wyprowadziła.

- Luca?

- Tak.

- Co za dupek - stwierdziła Megan. - Mam przyjechać i obić mu za to gębę?

Kiedy indziej wizja Megan bijącej Lukę pewnie by mnie rozśmieszyła, ale teraz ogarnął mnie tylko smutek. Westchnęłam ciężko i zamknęłam oczy.

Wynoś się. Nie chciałam o nim myśleć, ale jednocześnie nie potrafiłam przestać. I tak miałam już dosyć stanu, w jakim się znalazłam. Kto mógł przypuszczać, że miłość potrafi sprawiać fizyczny ból?

- Możemy nie rozmawiać o Luce?

Megan westchnęła ciężko. Czułam, że chce mi pomóc. Ja też tak miałam, kiedy ona się z kimś rozstawała. Tyle że Megan godzinami opowiadała o swoim cierpieniu i dzieliła się emocjami z całym światem. Ja wolałam wyprzeć uczucia i uporać się z nimi w samotności.

- Niech ci będzie - powiedziała Megan po chwili milczenia. - Ale jedno musisz mi powiedzieć.

Kiwnęłam głową. To akurat byłam jej winna.

- Okej.

Nabrałam powietrza w płuca.

- Czy on cię skrzywdził? Albo zmuszał do czegoś, czego nie chciałaś? Bo jeśli tak, to...

- Nie! - rzuciłam. Rozumiałam, dlaczego Megan o to pyta, w końcu wiedziała o moich lękach i wcześniejszych obawach związanych z Luką, ale on nigdy nie zrobiłby czegoś tak obrzydliwego. - On... on nie ma z tym nic wspólnego. - Starałam się mówić tak przekonująco, jak tylko się dało. - W ogóle nic. Nie zrobił nic złego.

- Skoro tak mówisz... - Megan nie była przekonana.

- Potrzebuję jeszcze tylko trochę czasu - zapewniłam. Miałam nadzieję, że usłyszała, że mówię serio. - A teraz porozmawiajmy o czymś innym. Jak tam święta?

Z ust Megan wyrwał się jakiś pełny frustracji dźwięk.

- Powiem tak: oddałabym teraz wszystko za samotny pobyt w jakimś motelu.

- Aż tak źle?

- Tak. Rodzina przyjechała dopiero wczoraj, a ja już zadaję sobie pytanie, czy jest szansa, by ktoś zaadoptował dziewiętnastolatkę. Przede wszystkim wujek mnie dobija. Przyjechał z żoną i jej idealną córeczką. Jego pasierbica ma idealne blond włosy, idealny uśmiech i od pół roku jest na idealnych studiach na Uniwersytecie Browna. Wszyscy wykładowcy ją uwielbiają, a ona oczywiście nadal jest ze swoim pierwszym chłopakiem z liceum, który też studiuje na Uniwersytecie Browna, i bardzo możliwe, że w Nowy Rok da jej pierścionek zaręczynowy. - Megan wydała dźwięk podobny do tego, jaki się słyszy, gdy ktoś wymiotuje. - Melanie to, Melanie tamto... Melanie jest taka wspaniała. Przysięgam, moi rodzice na pewno planują ją porwać i podmienić mnie na jej miejsce. W końcu mieliby taką córkę, o jakiej zawsze marzyli.

Nie zdziwiło mnie, że Megan porównuje się z Melanie. Od kiedy jako piętnastolatka postanowiła zerwać z konwencjami, wbrew rodzicom przekłuć nos, zaczęła farbować włosy i przyprowadzać do domu swoją pierwszą dziewczynę, musiała się przyzwyczaić do takich porównań.

- Przesadzasz. Twoi rodzice nigdy nie zamieniliby cię na Melanie. Kochają cię.

Megan jęknęła ze złością. Słyszałam, jak schodzi do pracowni w piwnicy.

- Wiem. I to jest właśnie problem. Gdyby byli po prostu konserwatywnymi dupkami i nie zgadzali się z moimi decyzjami... - westchnęła - ale oni szczerze się martwią o moją przyszłość.

- A ty się o nią nie martwisz?

- Nie. Zamartwianie się jest bezsensowne, donikąd nie prowadzi. Albo człowiek bierze sprawy w swoje ręce i próbuje coś zmienić, albo godzi się na to, co jest, i uczy z tym żyć. Zamartwianie się niczego nie zmieni.

Rozdział 2

Przypomniałam sobie słowa Megan, kiedy dwa dni później po raz pierwszy wyszłam z motelu, i to nie tylko po to, by kupić w automacie przeterminowany czekoladowy baton. Zamartwianie się niczego nie zmieni. Ma rację. Chciałabym być taką kobietą jak ona, która natychmiast się zbiera i rusza w świat. Ale ja nie dałam nawet rady wyjść z łóżka w święta. Miotałam się między strachem przed Alanem, żałobą po Luce i pragnieniem, by znów go zobaczyć, i byłam tym tak wykończona, że zapominałam nawet o wzięciu prysznica. Przewracałam się tylko w łóżku z boku na bok, przerażona, na granicy paniki, zapłakana i zastanawiałam się, co dalej. Znowu byłam sama. I nie miałam gdzie mieszkać. Wprawdzie pieniędzy zaoszczędziłam trochę więcej niż po przyjeździe do Nevady, ale oddałabym ostatniego centa za możliwość odzyskania Luki. Nie znaliśmy się zbyt długo, ale ponieważ już wiedziałam, jak to jest mieć u boku kogoś, kto jest kimś więcej niż przyjacielem, nie wyobrażałam sobie, jak będę żyła bez niego. Mimo wszystko musiałam spróbować.

Od kobiety w recepcji dowiedziałam się, że dziesięć minut jazdy samochodem od motelu jest kawiarenka internetowa. Udałam się tam pieszo, żeby zaoszczędzić na benzynie, ale szybko pożałowałam tej decyzji. Padał śnieg, a ja zaczęłam się pocić ze strachu. Na ulicach było pełno ludzi, którzy szli oddawać prezenty, realizować karty upominkowe albo wydawać podarowane im na Gwiazdkę pieniądze. Poprawiłam pasek torebki i przyspieszyłam kroku, żeby wyminąć grupę stojącej na środku chodnika młodzieży.

Nie boję się.

Ten lęk nie jest realny.

W końcu dotarłam do kafejki, na szczęście powstrzymałam prawdziwy atak paniki i nie zalałam się łzami na widok czegoś, co przypominałoby mi o Luce i naszym związku. Kafejka była nieduża. Znajdowała się w wąskim budynku upchniętym między jakimś butikiem a sklepem typu "Wszystko za dolara". Przed drzwiami stała tablica z ładnie wykaligrafowanym kredą napisem informującym o gratisowej godzinie surfowania w Internecie pod warunkiem zamówienia latte macchiato i kawałka tortu.

Kiedy weszłam do środka, zrobiło mi się tak ciepło, że na plecach poczułam przyjemny dreszcz. Zaczęłam rozcierać zmarznięte palce i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Kawiarnię urządzono w nowoczesnym stylu. Była większa, niż się spodziewałam. Podłużną salę utrzymano w jasnych kolorach. Przy wejściu stało kilka stolików z gniazdkami. Na prawo znajdowała się lada ze szklanymi witrynami i kasa, dalej stanowiska komputerowe, ale i tak większość gości miała własne laptopy i siedziała w przedniej części kawiarni. Byli tak wpatrzeni w ekrany, że nawet nie podnosili głów, kiedy przechodziłam obok nich w stronę lady.

Oparłam się o biały blat i popatrzyłam na brązowe włosy baristy, który kucał przed regałem i coś w nim układał.

- Przepraszam? - odezwałam się z wahaniem.

Mężczyzna z przestrachem odwrócił głowę, tak jakby w ogóle nie słyszał, że przyszłam. Kiedy jego wzrok zatrzymał się na mnie, lekko przymrużył oczy.

- Sage?

- Connor? - roześmiałam się nerwowo. - Nie wiedziałam, że tu pracujesz.

Niby skąd miałam wiedzieć? Rozmawialiśmy ze sobą tak naprawdę, pomijając zajęcia, tylko raz, w stołówce po egzaminach śródsemestralnych, a i wtedy to głównie Aaron z nim rozmawiał. Ja byłam wówczas za bardzo skupiona, by nie jęczeć głośno z rozkoszy, kiedy Luca potajemnie głaskał moją szyję.

- Dopiero od paru tygodni. Kiedy człowiek chce się wyprowadzić od rodziców, potrzebuje kasy. - Przechylił głowę i poprawił zsuwające się z nosa okulary. - U ciebie wszystko gra? Nie wyglądasz za dobrze.

Wiedziałam, o czym mówi, w końcu widziałam się w lustrze za jego plecami. Nie płakałam już od jakichś dwóch godzin, ale i tak oczy i skóra wokół nich były lekko opuchnięte. Nos miałam zaczerwieniony od ciągłego wycierania, a na brodzie wyskoczyło mi kilka pryszczy. To chyba zasługa tej zakurzonej pościeli, w której spędziłam ostatnie dni.

- Byłam chora - skłamałam i szybko zmieniłam temat. - Znalazłeś już jakieś mieszkanie?

Potrząsnął głową.

- Na kawalerkę mnie nie stać, a większość wspólnie wynajmowanych mieszkań jest już zajęta. Złożyłem podanie o akademik i mam nadzieję, że po tym semestrze zwolni się jakieś miejsce.

Ktoś inny może odebrałby słowa Connora jako znak od losu. Jego nie było stać na samodzielne mieszkanie. Mnie też nie było na nie stać. Ale chociaż już od dawna nie czułam w jego obecności lęku, nie byłam gotowa, by z nim zamieszkać.

- Ja też czegoś szukam.

- Chcesz się wyprowadzić od April i Luki? - zapytał Connor, opierając ręce o ladę.

Kiwnęłam głową.

- Śpię w ich salonie, to nie jest rozwiązanie na dłuższą metę.

- Jasne. - Connor zmarszczył czoło. - Przypomniało mi się... Nie powinnaś być teraz w Brinson? Myślałem, że spędzasz święta z rodziną April.

Ze zdziwieniem ściągnęłam brwi.

- Skąd o tym wiesz?

- Od Aarona.

- Rozumiem - mruknęłam. Nie byłam zadowolona z faktu, że Connor tyle wie. Ale nie mogłam zabronić April rozmawiania o mnie z przyjaciółmi. Wydawało mi się, że Connor przynajmniej jeszcze nie słyszał o moim rozstaniu z Luką. Nie wyobrażałam sobie zdawania raportu z całej sprawy. Nie chciałam o tym rozmawiać nawet z Megan.

- Przyjechałam wcześniej, żeby się rozejrzeć za jakimś mieszkaniem.

- Nie będę cię więc dłużej zatrzymywał. - Connor wskazał gestem tablicę z ofertą napojów, która wisiała nad jego głową. - Co ci podać?

Przestudiowałam menu. Ceny były tu bezwstydnie wysokie, chyba przez hipsterów okupujących przednią część lokalu. W innym wypadku chyba trudno byłoby utrzymać kafejkę internetową.

- Małą gorącą czekoladę i dwie godziny przy komputerze.

- Czekolada zaraz będzie, a czas przy komputerze rozliczymy później. Jak skończysz, podejdź po prostu do lady.

Zapłaciłam za czekoladę, a Connor podał mi dane do logowania do jednego z komputerów w tylnej części sali. Potem zaniosłam filiżankę na miejsce i zdjęłam płaszcz.

Byłam trochę rozbita rozmową z Connorem i najpierw zajęłam się szukaniem nowego lokum. Przejrzałam mejle i odkryłam cztery odpowiedzi w sprawie mieszkań, o które pytałam jeszcze przed świętami.

Droga Sage,

bardzo dziękuję za zainteresowanie naszym mieszkaniem. Niestety wynajęliśmy właśnie pokój komuś innemu. Powodzenia w dalszych poszukiwaniach i Wesołych Świąt!

Pozdrowienia

Nadine

Cholera.

Skasowałam wiadomość i otworzyłam następną. Niestety jej treść była mniej więcej taka sama jak tej pierwszej, w trzeciej też ktoś mi odmówił. Nadzieja, której i tak od początku nie miałam zbyt dużo, topniała coraz bardziej, a kiedy otworzyłam czwartego mejla, nie czułam jej prawie wcale. Pragnęłam jak najszybciej mieć za sobą kolejne rozczarowanie.

Cześć, Sage,

miło, że się odzywasz. Bardzo się ucieszyłam, widząc Twojego mejla. To fajnie, że sprzedajesz swoją biżuterię na Etsy. Myślę, że dobrze byśmy się dogadywały. Jeśli nadal szukasz pokoju, odezwij się do mnie po świętach. Chętnie Cię poznam.

Pozdrowienia

Olivia

Dzięki wiadomości od Olivii uśmiechnęłam się po raz pierwszy od trzech dni - a chwilę później uświadomiłam sobie, że bardzo chciałabym podzielić się tym z Luką. Prawdopodobnie ucieszyłaby go ta wiadomość, ale raczej tylko dlatego, że dłużej nie zajmowałabym jego sofy.

Ponownie przeczytałam odpowiedź od Olivii i obejrzałam zdjęcia mieszkania. Znajdowało się tylko parę przecznic od kampusu. Olivia chciała skompletować grupę współlokatorów i szukała dwóch dziewczyn z pierwszego albo z drugiego semestru. Odpowiedziałam na mejla i podałam swój numer telefonu, żebyśmy mogły umówić się na spotkanie. Potem przejrzałam kilka portali i przeczytałam kolejne ogłoszenia w sprawie mieszkań do wynajęcia. Nie chciałam poprzestać tylko na jednej ofercie, zwłaszcza że według Connora na rynku mieszkań pod wynajem trwała prawdziwa walka.

W końcu zalogowałam się na Etsy i przejrzałam zamówienia z ostatnich dni. Nie będę mogła ich jeszcze zrealizować, bo wiele moich rzeczy, w tym biżuteria, zostało w mieszkaniu Luki, a ja na razie nie byłam w stanie tam pójść. Może kiedy April wróci z Brinson, poproszę ją, żeby przywiozła mi je do motelu. Jeśli w końcu zdobędziesz się na to, by do niej zadzwonić, tchórzu.

Poprosiłam Megan, aby przekazała jej, że mam się dobrze. Sama nie miałam jeszcze odwagi zadzwonić do April, bałam się, że zacznie mówić o Luce rzeczy, których nie chciałam słyszeć. Albo że oznajmi koniec naszej przyjaźni, bo przecież już przedtem zapowiedziała, że jeśli między mną a Luką nie będzie się układać, stanie po stronie brata. Wprawdzie ignorowanie jej nie zmieniłoby tej decyzji, ale przynajmniej na krótki czas dałoby mi złudzenie, że mam w Melview jeszcze choć jedną przyjaciółkę.

Kiedy odczytałam wszystkie mejle i powiadomienia i przejrzałam ogłoszenia z mieszkaniami, najrozsądniej byłoby, gdybym się wylogowała i przestała korzystać z internetu, oszczędzając tym samym trochę pieniędzy. Ale ponieważ od kilku dni nie kierowałam się rozumem, lecz sercem, wpisałam do wyszukiwarki adres instagramowego konta Luki. Ostatnie wrzucone zdjęcie było z pierwszego świątecznego poranka. Luka miał na głowie świecącą świąteczną czapkę i obejmował ramieniem April. Na jego ustach błąkał się krzywy uśmieszek.

Żołądek mi się ścisnął - z tęsknoty, rozczarowania i ze złości. Jak może być tak szczęśliwy? Zdjęcie powstało niecałą dobę po naszym rozstaniu i kiedy ja leżałam w tym ohydnym motelowym łóżku i wyłam, on beztrosko rozpakowywał prezenty ze swoją rodziną. Kliknęłam na zdjęcie i przeczytałam podpis: Merry Christmas and happy Holidays! A potem cały rządek emotek i hasztagów. Na następnym zdjęciu nie było Luki, tylko książka, którą ostatnio czytał. Zdjęcie podpisano Polecam (5/5).

Nie byłam w stanie przestać przeglądać jego profilu. Najczęściej wrzucał zwykłe zdjęcia z codziennych sytuacji. Rozpaczliwie próbowałam powstrzymać łzy, które napływały mi do oczu. Ale kiedy doszłam do jego urodzin i zobaczyłam, że skasował nasze wspólne zdjęcie, nie mogłam już wytrzymać. Z mojego gardła wydobył się szloch. Szybko zatkałam sobie usta dłonią, aby stłumić pełne żalu dźwięki.

Zerknęłam przez ramię, by się upewnić, że Connor niczego nie usłyszał. Wydawało się, że w ogóle nie zwraca na mnie uwagi. Kiedy odzyskałam panowanie nad sobą, wróciłam do przeglądania profilu Luki. Wiedziałam, że powinnam przestać, ale nie potrafiłam. Jego zdjęcia dawały mi poczucie, że jeszcze nie całkiem go straciłam. To było żałosne, ale i tak nie mogłam się powstrzymać i raz po raz klikałam w prawy górny róg.

W końcu zatrzymałam się przy jakiejś starej fotografii, opatrzonej przez Lukę tytułem Throwback Thursday. Dużo młodszy Luka i Joan z dumnymi uśmiechami trzymali razem tabliczkę z wydrukowanym napisem Joan Gibson - Planowanie imprez i przyjęć weselnych. Pod spodem widniał numer telefonu i adres strony internetowej.

Nagle w mojej głowie rozległ się dzwonek alarmowy. Pospiesznie otworzyłam nowe okno w przeglądarce i wpisałam adres z tabliczki. Strona szybko się załadowała. Była zaprojektowana w prosty sposób, utrzymana w bieli i fiolecie, zdecydowanie skierowana do kobiet. W menu, obok strony głównej, na której widniało zdjęcie Joan w czarnym garniturze, były jeszcze tylko trzy zakładki: O mnie, Moja oferta i Kontakt. Kiedy weszłam w zakładkę Kontakt, od razu stało się jasne, skąd Alan wziął adres Luki w Brinson. Oprócz formularza do wysyłania wiadomości podano również adres biura Joan w ich domu.

Opadłam z powrotem na krzesło, czułam jednocześnie ulgę i niedowierzanie. Nora musiała opowiedzieć wszystko Alanowi. Z jednej strony cieszyłam się, że Alan w taki sposób zdobył adres Luki, bo to by oznaczało, że aby mnie odnaleźć, nie musiał uciekać się do swoich policyjnych znajomości. A z drugiej strony wizja Alana, z nienawiścią przeglądającego profil Luki i wyobrażającego sobie nas razem, była odrażająca. Poczułam mdłości i szybko pozamykałam wszystkie okna i wykasowałam historię przeglądania. Nagle ogarnęła mnie przemożna potrzeba wzięcia prysznica.

Słaby strumień wody, który rozpryskiwał się na wszystkie strony, miał co najwyżej letnią temperaturę, ale po spacerze na zimnym powietrzu było to lepsze niż nic. Poza tym prysznic pomagał pozbyć się z głowy tych wszystkich obrazów, na których Alan siedzi przy komputerze i przegląda instagramowy profil Luki, szukając informacji o nim i o mnie.

Wytarłam się i włożyłam jakieś wygodne ciuchy. Nie zamierzałam już tego dnia wychodzić z motelu, choć po powrocie z miasta wydał mi się jeszcze paskudniejszy niż wcześniej. Tak jakbym podświadomie uważała ten pokój za ładniejszy niż w rzeczywistości, by móc wytrzymać w nim jeszcze parę dni. Byłam jednak zbyt wykończona, żeby sobie tym zaprzątać głowę.

Zmęczona padłam na łóżko i sięgnęłam po telefon. Kolejne nieodebrane połączenie od April. Przez ostatnie trzy dni próbowała się do mnie dodzwonić ze dwadzieścia razy. Wstyd mi było, że tak długo nie oddzwaniałam, jednak za bardzo się bałam, co mogłaby mi powiedzieć. Ale nie da się przecież wiecznie uciekać, więc zanim znowu dopadły mnie wątpliwości, zadzwoniłam do niej.

W przeciwieństwie do Megan nie odebrała od razu. Dzwoniłam, dzwoniłam i dzwoniłam, i kiedy już miałam się rozłączyć, odebrała.

- Sage? - zapytała z niedowierzaniem.

Nic więcej nie powiedziała, więc zapytałam cicho:

- Przeszkadzam?

- Żartujesz? Oczywiście, że nie! Robię sobie tylko coś do jedzenia. To może poczekać. Co u ciebie?

Sama nie wiedziałam, jak mam odpowiedzieć na to pytanie, dlatego postanowiłam je zignorować.

- Przepraszam, że odzywam się dopiero teraz. Mam nadzieję, że nie martwiłaś się tak bardzo. Megan do ciebie dzwoniła?

- Tak, ale to wcale nie pomogło. - Zatrzymała się na chwilę i znowu zapytała: - Co u ciebie?

Wstałam z łóżka, byłam zbyt przejęta, by prowadzić tę rozmowę na leżąco. Krążyłam po pokoju, przystając przy brudnym oknie, z którego rozciągał się widok na zabałaganione podwórko. W śniegu tarzał się pies, który po przyjeździe przywitał mnie szczekaniem.

- Mogło być gorzej.

Alan mógłby się pojawić.

April westchnęła z ulgą.

- Cieszę się, że to mówisz.

Ku mojemu zdumieniu nie była tak wzburzona jak Megan.

- Powiesz mi, co zaszło między tobą a Luką? On tylko powtarza, że jeśli chcę się dowiedzieć czegoś więcej, mam porozmawiać z tobą. Co takiego odwalił?

Pokręciłam głową.

- Nic nie odwalił. To tylko... - Zawahałam się. Co miałam zrobić? Nie mogłam powiedzieć prawdy, nie wspominając o Alanie, a kolejnych kłamstw nie chciałam jej wciskać. - Nie wydaje mi się po prostu, że na dłuższą metę pasowalibyśmy do siebie. To...

To był błąd, że pozwoliłam mu tak bardzo się do siebie zbliżyć.

Pewnie to była nawet prawda, ale i tak nie odważyłam się wypowiedzieć tych słów na głos. Gdybym mogła cofnąć czas, niczego bym nie zmieniała, nie odebrałabym tylko tamtego telefonu od Nory. Gdybym wtedy nie podeszła do aparatu i po prostu dalej piekła ciasteczka, to wszystko by się nie wydarzyło, a przynajmniej jeszcze spędziłabym święta z Luką. Miałabym ostatnie piękne wspomnienia.

- Przykro mi, że to wszystko tak się potoczyło.

- Mnie też - odpowiedziała cicho April.

W oczach stanęły mi łzy. Zaczęłam szybko mrugać, żeby się ich pozbyć. Nie chciałam płakać, nie po raz kolejny, ale w ostatnich dniach moje ciało tylko w taki sposób radziło sobie z emocjami.

Westchnęłam ciężko.

- Wiem, że mnie ostrzegałaś przed związkiem z Luką i mówiłaś, że nie chcesz mnie stracić jako przyjaciółki. I że gdy nam się nie ułoży, staniesz po jego stronie. Ja...

- Zapomnij o tym, co mówiłam - przerwała mi April. - Jak długo byliście razem? Tydzień? Dwa? Mój lakier do paznokci wytrzymuje dłużej, więc jeśli tylko nie będziesz dostawać świra, kiedy wspomnę o Luce, to między nami nic się nie zmieni.

- Mówisz poważnie?

- Jasne.

W tej chwili niczego nie pragnęłam tak bardzo, jak tego, by przeklęte jezioro Tahoe nie stało nam na drodze, bo poczułam nieodparte pragnienie, by mocno przytulić April, kupić jej wielką porcję sushi i powiedzieć, że jest najlepszą przyjaciółką, jaką mogłam sobie wymarzyć i że właściwie na nią nie zasługuję - tak samo jak na Megan.

- Wyprowadziłaś się już od nas? - zapytała. Słyszałam, jak wysuwa jakąś szufladę. Zaraz potem rozległ się brzęk sztućców.

- Tak. - Z trudem przełknęłam ślinę. - Ja... nie mogę tam zostać.

- Jesteś u Aarona?

- Nie.

April zamilkła.

- Proszę, tylko nie mów, że śpisz w samochodzie.

- Nie śpię w samochodzie.

- Nie kłamiesz?

Uśmiechnęłam się. Podobny dialog przeprowadziłyśmy podczas naszego drugiego spotkania w kampusie, kiedy April przez przypadek zajrzała do mojego volkswagena.

- Nie, jestem w motelu.

- W którym? - W głosie April nadal słychać było nieufność.

- Nie kłamię.

- To powiedz, w którym motelu jesteś.

Przewróciłam oczami.

- Onho Motel.

- Znalazłaś go przed chwilą w internecie?

- Niby na czym?

- Okej, jest to jakiś argument. Ale i tak lepiej bym się czuła, wiedząc, że u Aarona... - April urwała zdanie.

W tle słychać było czyjeś kroki, a po chwili niski głos mruknął "hej". Poznałabym go zawsze i wszędzie.

Serce zaczęło mi bić szybciej, przygryzłam dolną wargę, żeby nie zdradzić się żadnym dźwiękiem. Nie chciałam przegapić słów Luki. Wprawdzie słyszałam już jego głos na nagraniu, ale świadomość, że właśnie stał obok April, sprawiła, że moje tętno przyspieszyło.

- Z kim rozmawiasz?

- Z nikim.

- Dla zabawy trzymasz komórkę przy uchu?

- Tak.

Nastąpiła cisza. Oczyma wyobraźni widziałam, jak patrzą na siebie z wyczekiwaniem.

- Chcę z nią porozmawiać.

Nogi się pode mną ugięły, a wstrzymywany oddech z jękiem wydobył się z mojej krtani.

- Nie - powiedziała April.

- Muszę z nią porozmawiać.

- Zapomnij.

- Daj mi tę komórkę - zażądał i usłyszałam krótką szamotaninę.

- Sage, muszę kończyć! - krzyknęła April i zanim zdążyłam odpowiedzieć, połączenie zostało przerwane.

W osłupieniu trzymałam telefon przy uchu jeszcze przez parę sekund, próbując pojąć, co się przed chwilą wydarzyło. Luka chciał ze mną porozmawiać. On. Chciał. Ze. Mną. Porozmawiać. A ja myślałam, że powiedzieliśmy sobie już wszystko.

Muszę z nią porozmawiać.

Najwidoczniej nie wszystko.

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji ebooka.