Tyle dobrego - Michał Matejczuk
Kup ebooka
30.27 zł
25.12 zł
(25,73 zł najniższa cena z 30 dni)
«
»
Słowo wstępne
Poeci mają dar opisywania rzeczy zwyczajnych w sposób absolutnie niezwykły, piękny czy poruszający. Czasem do bólu wręcz odzierają wyobrażenia czytelnika z wszelkich złudzeń, by innym razem rozpalić nadzieje, niby od niechcenia, używając przy tym tak niewielu słów. Powiedzieć o poezji Michała, że jest kwintesencją powyższej sentencji, to nic nie powiedzieć.
Od wielu, wielu lat zajmuję się promocją czytelnictwa. Robię to na poły zawodowo i w pełnym wymiarze z pasji i dla nieskrywanej przyjemności. Od kiedy jednak prowadzę społeczną kampanię "Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka!", mógłbym śmiało postawić tezę, że widziałem już wiele i nie ma niemalże szans na to, by na rodzimym podwórku ktokolwiek zaskoczył mnie swoją twórczością. Zwłaszcza w dziedzinie poezji, gdzie szanowani przeze mnie giganci przenieśli się już do wieczności...
Próbowałem sięgnąć pamięcią, by odnaleźć ten moment, w którym po raz pierwszy zetknąłem się z wierszami Michała. Z całą pewnością wiem, że czułem się wówczas oczarowany trafnością przekazu. Ów czar nie ustępuje do dziś. Nasza znajomość rozpoczęła się jeszcze w 2019 roku od propozycji zorganizowania wieczoru poetyckiego. Jego gościem honorowym miał być autor tomiku, który - Droga Czytelniczko i Drogi Czytelniku - trzymasz w swoich dłoniach. W swej asertywności Michał pozostał niewzruszony i... do naszego spotkania ostatecznie nie doszło. Można by rzec, że takie prawo gwiazdy i ja to doskonale rozumiem. Co więcej - szanuję. Pragnę wyjaśnić, dlaczego zależało mi na tym, aby odbyć nietuzinkową rozmowę z poetą. Wcześniej bowiem, w sierpniu tego samego roku przygwoździł mnie dwoma wierszami: "Za nic" oraz "Ciut, ciut", obydwa umieszczając w zamkniętej grupie fanów kampanii. Tytuł o tyleż niefortunny, co i skierowany do niepokornych. Upatruję w nim tej samej przekory, jaka kieruje działaniami "nieczytasza". Bo przecież obojętnie nie da się przejść obok karteczki z jednym i drugim hasłem.
Zasiadając do lektury, przygotujcie się na potężne dawki emocji, które nie pozostawią Was niewzruszonymi i z całą pewnością uderzą w nuty, o których brzmienie nie podejrzewacie swojej wewnętrznej wrażliwości. Artysta sięga głęboko do wnętrza naszego ego i z chirurgiczną precyzją wysnuwa wątek po wątku, szarpiąc najczulsze nerwy. Mówi o miłości, tęsknocie, okrucieństwie wojny, radości i euforii. Czyni to z charakterystyczną dla siebie lekkością, a my, czytelnicy, pragniemy ciągle więcej. Taka jest poezja Michała Matejczuka.
Pozwólcie mi na tę oczywistą parafrazę: przecież to nieprawda, że poezję Michała kocha się za nic. Przecież jest piękniej, gdy się tęskni w zamian. I ja też tęsknię do kolejnych, lirycznych uniesień. Wierzę, że dzięki temu zbiorowi kilkudziesięciu przepięknych utworów pokochacie poezję miłością prawie że fizyczną. Powiem więcej - jestem absolutnie pewien, że obcując z poezją Michała, do czynienia ma się z twórcą kompletnym, pełnoprawnym spadkobiercą spuścizny najwspanialszych polskich liryków. To dla mnie ogromny zaszczyt móc wprowadzić Państwa do tomiku, w którym czeka Was "Tyle dobrego"! Zwłaszcza że wstępy mało kto czyta... i trudno się w tym przypadku dziwić.
Artur Kawa, "Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka!"
Kraków, sierpień 2023
Może kiedy okrążymy Ziemię,
Sercem dotkniemy wszystkich
Krańców świata,
Zgodnie stwierdzimy: "znaleźliśmy siebie".
(O ile przetrwamy przez te wszystkie lata).
W nawyk
Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia.
Nie byłem chyba w swoim guście.
Gdybym miał włosy proste, nie kręcone.
Może wtedy?
(Reszta jakoś ujdzie).
Mógłbym jeszcze urosnąć o głowę
Albo o pół głowy.
Wtedy na pewno brałbym siebie w ciemno
I byłbym tak w pełni na miłość gotowy.
Plan nieoczekiwanie uległ pewnej zmianie.
Była to miłość od entego wejrzenia.
Włosy miałem kręcone, nie proste.
(O gustach się nie dyskutuje - ponoć).
Ani ciut, ciut nie urosłem.
Przytuliłem się do siebie pewnego poranka.
Kawa na ławę, ciasto i te sprawy.
"Jest miło - stwierdziłem -
Moja pierwsza randka".
A potem ta miłość weszła chyłkiem w nawyk.
Nie pytaj, czy masz prawo kochać
Nie pytaj,
Czy masz prawo kochać.
O takie rzeczy nie pyta nikt wolny.
Lecz nim po czyjąś miłość
Raczysz sięgnąć,
Pokochać siebie nie zapomnij...
Przecież żyć bez miłości własnej,
To jak budować dom z papieru.
To iść we dwoje, lecz naprawdę
Nie widzieć drogi ani celu.
Przecież żyć bez miłości własnej,
To żyć bez świateł, w zimnych wnętrzach.
To wciąż odwracać się od siebie,
Innych przeceniać i upiększać.
Nie pytaj,
Czy masz prawo kochać.
Miłość jest ponoć sensem wszystkiego...
Lecz zanim w ręce weźmiesz
Czyjeś serce,
Przytul się do swojego.
Do słoja życia
Za każdym człowiekiem stoi historia
I nie każdemu spada wszystko z nieba.
Gdzieś silne mosty płoną jak pochodnie,
Gdzieś czyjeś usta cicho szepczą "przebacz".
Jednym wiatr w żagle i wygładza fale,
Drugim wiatr w oczy i strąca ze szczytów.
Ktoś wręcza komuś słodką czekoladę,
Ktoś wiesza komuś tabliczkę z granitu.
Jutro na odwrót...
Los da trochę pożyć
Tym, którzy wczoraj doświadczali chłodu.
Do słoja życia wleje czystą gorycz
Tym, którzy dotąd znali posmak miodu.
Za każdym człowiekiem stoi historia -
Ile w niej światła, wie on sam, nikt więcej.
Szczęście - gdy jeszcze cieszy cię melodia.
Życie - gdy wzdychasz potłuczonym sercem.
Swan on a frosty lake
Lody zmierzają w ujścia rzek.
Topi się świat w przebiśniegach.
"Pięknie być teraz, w tym miejscu" -
Ktoś rzekł, bo kochać życia się nie bał.
Wiatr czule czesze wierzby płaczące.
Trawy, choć nagie, nie boją się chłodu -
Śmielej podnoszą łodyżki ku słońcu.
A jeśli to tylko obraz z tafli wody?
"Boję się życia" - ktoś rzekł.
"Jak ciężko z kolan jest powstać,
Gdy zamiast płynąć, haczysz wciąż
O brzeg - choć mają mnie za wędrowca."
Może gdy w barwy ubierze się szarość,
Może gdy śniegi ostatnie stopnieją,
Może gdy wiatry z północy ustaną,
Powieje nadzieją...
Swan on a frosty lakeMichał Matejczuk
Śnieg na chodnikach Paryża
Paryż jest ponoć
Zawsze dobrym rozwiązaniem.
Przemierzając Pola Elizejskie,
Brukowane uliczki Montmartre
Aż po Sacre - Coeur,
Ludzie ratują swoje związki.
Nasz Paryż poszedł na marne.
Nie cieszy poezja w języku miłości
I kruchość croissantów.
Z atelier płynące słowa:
Je vais je vais et je viens
Entre tes reins
Straciły sens.
Zmysłowy anturaż
Serc naszych nie zbliża.
Pośród kwitnących magnolii i wiśni
Śnieg na chodnikach Paryża.
Kołysz, ukołysz
Życzyłem ci, synku, snów pełnych słońca,
Życzyłem ci, synku, nocy spokojnej.
Chciałem cię chronić najdłużej jak można...
Rozpętali wojnę.
Kiedyś dorośniesz.
Kiedyś przeczytasz o tym w książkach:
Jak ważne było to przedwiośnie,
Czemu nie niosłem cię na rączkach,
Kiedy płonęło jak żywe ognisko
Twoje słodkie dzieciństwo.
Kiedyś zrozumiesz,
Kiedyś już będziesz wiedział więcej:
Że bardzo łatwo zginąć w tłumie,
I jak pękało moje serce,
Gdy uciekałeś i szukałeś dłoni,
A ja nie mogłem cię ochronić...
Życzę ci, syneczku, dni pełnych lata,
Życzę ci, syneczku, nocy spokojnych.