Tygrysica i Akrobata - Susanna Tamaro

Reflow text when sidebars are open.
Promyk światła
Mała Tygrysica przyszła na świat w kryjówce: dywan z liści i mocna woń lasu zmieszana z ostrym zapachem matki powitały ją na ziemi.
Mała Tygrysica nie była tygrysem Sandokana ani Shere Khan, nie znała więc ciepłych, tropikalnych mgieł i ociężałej łagodności, która kojarzy się z takim klimatem. Urodziła się bowiem blisko granic Dalekiego Wschodu, wśród zaśnieżonych lasów Tajgi, tam, gdzie od początku czasów wschodzi Słońce. Znała więc raczej chaty Szamanów, niż zaklinaczy węży.
Jej Matka miała długie i gęste futro, wąsy nadzwyczajnej długości oraz miękkie i ciepłe ciało. Nie było się czego bać, dopóki w pobliżu dało się czuć jej głęboki i regularny oddech.
Przez pierwsze dni życia Mała Tygrysica nie robiła nic innego, tylko ssała mleko matki, zwinięta pod wibrującym brzuchem. Obok niej był ktoś jeszcze, też przyssany do matczynej piersi, w kogo można było się wtulić nocą we śnie.
Gdy obudziła się któregoś ranka, stało się coś nadzwyczajnego. W ciemności, która otaczała ją od urodzenia, pojawił się promyk światła. Choć delikatny i niepewny, świecił wystarczająco jasno, by uświadomić jej, że poza tym, co w środku, znajdowało się też coś na zewnątrz. To coś składało się z cieni oraz ciemnych i jasnych konturów.
Na zewnątrz coś się też poruszało.
Wkrótce kontury nabrały kształtów, a kształty otrzymały oblicze. Było to oblicze Matki, która lizała ją, przewracając szorstkim językiem.
- Gdzie ja jestem? - to było pierwsze pytanie, jakie zadała Mała Tygrysica.
- W naszej kryjówce - odpowiedziała Matka.
- A wcześniej gdzie byłam?
- W moim brzuchu, razem z twoim bratem.
W kryjówce wszystkie rzeczy były znajome. Kłody powalonych drzew, które tworzyły dach, miękki dywan z liści rozciągający się pod brzuchem i światło prześwitujące między wyrwanymi z ziemi korzeniami. Liście i kłody były cały czas, światło zaś robiło to, co mu się podobało. Raz było, innym razem znikało.
- Dlaczego tak robi? - zapytała Matkę Mała Tygrysica.
- Ponieważ jest czas dla Słońca i jest czas dla Gwiazd.
- Czy Słońce jest tygrysem?
Matka milczała przez chwilę.
- Tak - odpowiedziała po chwili - ponieważ Słońce jest Królem Nieba.
- Czy my także jesteśmy królami? - zapytała Mała Tygrysica.
- Tak, jesteśmy Królami i Królowymi. Słońce panuje na Niebie, a my panujemy nad Tajgą.
- Co to znaczy? - wtrącił Tygrysek.
- Wszyscy się nas boją, a my nie boimy się nikogo.
Trzecią rzeczą, jaką odkryła Mała Tygrysica, były uszy. Pewnego poranka, gdy słońce przepływało między korzeniami, jej uwagę przyciągnęły jakieś cudowne dźwięki.
Aby zrozumieć, skąd pochodzą, stanęła na łapach i przybliżyła się niepewnie do źródła światła. Już prawie wyszła na zewnątrz, gdy nagle potężne ciało Matki zablokowało wyjście.
- Dlaczego nie jesteś w środku ze swoim bratem? - zaryczała, przytrzymując ją za kark i przenosząc z powrotem do środka jamy. - Beze mnie się nie wychodzi!
Mała Tygrysica odeszła przygnębiona i zwinęła się w kłębek wśród liści.
Nie minęło wiele dni, gdy Matka postanowiła jednak, że wreszcie nadszedł czas, by kocięta wyszły na zewnątrz. Tego ranka serce Małej Tygrysicy biło bardzo mocno. Wreszcie miała zobaczyć, wreszcie miała się dowiedzieć!
Ustawili się kolejno, najpierw Matka, potem braciszek i na końcu ona.
- Nie oddalajcie się od mojego ogona! - zagrzmiał głos Matki nim opuścili kryjówkę.
Wreszcie wyszli na zewnątrz.
Słońce świeciło wysoko na niebie i nieomal raniło oczy tygrysków. Szły do przodu ostrożnie, mrużąc je. Był to piękny wiosenny dzień, na najwyższych gałęziach drzew zaczynały otwierać się zalążki liści, a u podnóża pni pojawiały się pierwsze kwiaty. Ziemia pod łapami była miękka i mokra, ptaki śpiewały nad ich głowami, gdy tymczasem inne mniejsze zwierzęta uciekały w pośpiechu na ich widok.
W pewnej chwili, najpierw w oddali, a później coraz bliżej, dał się słyszeć dziwny hałas. Oba kocięta zatrzymały się niepewne, wyprężyły ogony, a wąsami i nozdrzami próbowały badać powietrze.
- To rzeka - powiedziała Matka, odwracając się w ich stronę. - Zaraz ją zobaczycie.
Rzeczywiście po chwili pojawiła się przed nimi wielka świetlista przestrzeń w bezustannym ruchu. Białe, błyszczące tafle lodu uderzały z trzaskiem o wielkie pnie drzew, wydając dźwięk, który chwilę wcześniej tak je wystraszył.
- Niech w waszym Królestwie zawsze będzie rzeka! - rzekła Matka. - My, tygrysy, musimy pić dużo wody. Zapamiętajcie to sobie!
Gdy tygryski przybliżyły się bojaźliwie, by się napić, Matka mówiła dalej:
- Spójrzcie, rzeka jest zrobiona z wody, jednak kiedy Gwiazdy pozostają na niebie dłużej niż Słońce, woda zmienia się w twardą powierzchnię, zwaną lodem. Lodu nie da się pić i może on stać się waszym wrogiem.
- Nie boi się nas? - zapytał Tygrysek.
- Nie możemy go zjeść - odpowiedziała spokojnie Matka.
- Ale on nas też nie może!
- Może cię skrzywdzić, chociaż nie ma zębów. Jeśli pęknie, gdy po nim stąpasz, wpadniesz do wody. A gdy w pobliżu nie będzie przepływała akurat żadna kłoda, to wyrwanie się z jego uścisku stanie się nie lada wyzwaniem.