Tych dwoje - Agnieszka Lingas-Łoniewska

Reflow text when sidebars are open.
Rozdział 1
KSENIA
Zaczął się rok szkolny, klasa maturalna, ale wcale się tym nie przejmowałam. Dziewczyny z klasy były podekscytowane, ale mi ich entuzjazm zupełnie się nie udzielał. Marta i Agata już czyniły plany odnośnie studiów, a ja nie brałam udziału w tych dyskusjach. Sabrina nie poruszała tego tematu, bo sama nie wiedziała, co ma dalej robić po skończeniu szkoły. Kamila miała ten problem z głowy, bo było wiadomo, że będzie studiować u nas, na Uniwersytecie Gdańskim. Teraz, kiedy na nowo zaczęła spotykać się z Kacprem, gdy on został pobity, a ona wyjechała na krótko, obydwoje zamknęli się jakby w osobistym kokonie. Nie dopuszczali nikogo do siebie i wydawali się być z tego powodu bardzo szczęśliwi. Zazdrościłam im tego. Miłości, siły, aby być razem, walki o siebie, o własny związek. To było coś niesamowitego.
Teraz zbliżał się listopad, urodziny Kacpra, które miały odbyć się w Dreamie. Kamila sama to zaproponowała i poprosiła mnie o pomoc w organizacji imprezy. Oczywiście się zgodziłam.
- Wiesz, po tym wszystkim, co na niego spadło, chciałabym, aby trochę odetchnął. Wyluzował. - Kamila złapała mnie przy wyjściu ze szkoły. Kacper prowadził korki z jakimiś laskami z młodszych klas. Widziałam, że mega się tym fascynowały. Ale on... On nie widział świata poza Kamilą. Tego im zazdrościłam. Chciałabym, aby ktoś kiedyś... też tak na mnie patrzył.
- No spoko, zrobimy urodzinowe party. Zajmę się tym. - Uśmiechnęłam się do rudowłosej dziewczyny, której kiedyś nie lubiłam, a która teraz była moją najbliższą, oprócz Sabriny, przyjaciółką.
- Pewnie będzie mnie chciał za to zamordować, ale co tam... - Kama westchnęła.
Uśmiechnęłam się.
- Nie sądzę. A kogo chcesz zaprosić?
- Ludzi z klasy. - Wzruszyła ramionami.
- Krzyśka też?
Kamila bawiła się przez chwilę paskiem od plecaka.
- Ksenia, nie wiem. On... Jego brat...
- Wiem, jego brat pobił Kacpra.
- Tak, ale Krzysiek nic o tym nie wiedział. W zeszłym tygodniu przyjechał ze swoimi starymi do Kacpra. Przeprosił go, jego starzy się kajali. Boją się, że wujostwo poda go do sądu z powództwa cywilnego.
- No tak, rozumiem. - Westchnęłam. - Ale czy wierzycie w jego szczere intencje? Teraz dupa im się pali, bo mogą mieć nieprzyjemności.
- Zapytam go i dam ci znać co do Krzyśka. Ale raczej nie. - Kamila skrzywiła się, jakby ją coś zabolało.
- On ostatnio chodzi jak zbity pies.
- Zasłużył sobie. - Kama zmrużyła oczy.
- Dokładnie tak - musiałam się zgodzić.
- No i oczywiście trzeba zaprosić Adriana, oni są bardzo blisko, znaczy Kacper i Adrian. - Kama wyjęła telefon. - Masz do niego numer?
- Jasne. - Uśmiechnęłam się, a na sam dźwięk imienia tego faceta moje serce zaczęło wyczyniać jakieś zwariowane harce.
- O dżizaz, przecież ty u niego pracujesz, sorki, jestem nieprzytomna ostatnio. - Kamila potrząsnęła głową, a kasztanowe pasma zatańczyły wokół jej twarzy.
- No właśnie, a ty zrezygnowałaś?
- Trochę popracowałam, ale teraz mamy pewien plan z Kacprem i muszę się zająć czymś innym - odpowiedziała nieco wymijająco Kamila.
- No problem. Planujemy to na listopad? Którego? - Nie zamierzałam naciskać. Jak będzie chciała, sama powie mi prawdę.
- Zróbmy to na początku, w pierwszy weekend.
- Okej. Ustalone.
- Dzięki, Ksenia. - Kamila spojrzała na mnie z wdzięcznością.
Dotknęłam lekko jej ramienia.
- Od tego ma się przyjaciół.
Widziałam, że coś błysnęło w jej zielonych oczach. Radość. O tak. Ja też się cieszyłam. Lubiłam ją i jej chłopaka. I wiedziałam, że na nich zawsze mogę liczyć.
Rozdział 2
ADRIAN
Zadzwoniła do mnie i zaprosiła na urodziny mojego kuzyna. Kiedy zobaczyłem jej imię na wyświetlaczu, poczułem się dziwnie. Jak zawsze w jej towarzystwie. Była koleżanką z klasy Kacpra, miała osiemnaście lat i odkąd ją poznałem... niestety wciąż o niej myślałem. Co było kompletnie popapraną sprawą. Bo nie powinienem nawet spoglądać w jej stronę. Byłem od niej sześć lat starszy i babrałem się w życiowym bagnie.
A ona... wciąż pojawiała się w moim otoczeniu. No, w sumie nie mogłem być szczególnie zdziwiony, w końcu zaproponowałem jej pracę. A kilka miesięcy temu... pomogłem jej i od tamtej pory doskonale wiedziałem, w jakim syfie przyszło jej dorastać. Pieniądze naprawdę nie załatwiały wszystkiego. Ksenia była córką bogatych starych, którzy mieli w Trójmieście sporo biznesów, ale to nie sprawiało, że potrafili być rodzicami dla swojej córki. A na pewno nie jej ojciec. Wiedziałem, jakie interesy łączą go z niejakim Jerzym Prusem. I wiedziałem, jakie ciągotki ma ten gnój. Niejeden raz widziałem go na imprezach z bardzo młodymi dziewczynami. Szlag mnie trafiał, ale tak było w tym chorym świecie. Pieniądze, dobre fury, drogie perfumy - i faceci myśleli, że mogą mieć każdą. One nie zawsze się zgadzały. I to było straszne. A Ksenia... była uwikłana przez zobowiązania swoich starych. Doskonale wiedziałem, że ten gnój zagiął na nią parol. Ale zamierzałem ją pilnować. A jednocześnie musiałem trzymać się od niej z daleka. Byłem dla niej i za stary, i zbyt... niebezpieczny.
Jednak gdy do mnie zadzwoniła, kiedy ujrzałem jej imię, coś ścisnęło mnie za gardło. Ale musiałem nad sobą panować. Jak zawsze, kiedy byłem w jej pobliżu. Nawet przez telefon. Ona nie mogła wiedzieć, że cholernie mi się podoba. I że o niej ciągle myślę. I że jej pragnę. I że...
Wziąłem głęboki wdech i przeciągnąłem palcem na wyświetlaczu iPhone'a, klikając na zieloną słuchawkę.
- Halo?
- Cześć, Adrian, tu Ksenia. Możesz gadać?
- Hm, średnio, a co? - Oparłem się o biurko w moim gabinecie w Dreamie i zapatrzyłem się na podwórko klubu.
- To będę się streszczać. Kamila organizuje urodziny Kacpra. Poprosiła mnie o pomoc. Pomyślałam, że moglibyśmy zrobić to w Dreamie. No i chciałam cię zaprosić, i... - Chyba ją zatchnęło.
- Spokojnie, oddychaj.
- Ech, bo się zdenerwowałam. Sorry. W każdym razie... zgadzasz się?
- Dlaczego się zdenerwowałaś? - Tylko to usłyszałem. Zmarszczyłem brwi i stukałem nerwowo w blat biurka.
- Mam iść ze starymi na jakiś biznesowy raut, gdzie tatuś pokaże, jaką ma happy rodzinkę. - Jej głos zabrzmiał ponuro.
- Kiedy?
- W sobotę. Nieważne. - Słyszałem, jak Ksenia wzięła głęboki wdech. - To co, zrobimy Kacprowi urodziny?
- Co? A tak, okej.
- Za dwa tygodnie.
- Wiem.
- No tak, przecież to twój kuzyn. - Ksenia uśmiechnęła się. Słyszałem to. I przed moimi oczami od razu pojawiła się jej uśmiechnięta twarz. - To dzięki, nie przeszkadzam już.
- Dzięki. Trzymaj się, mała.
- Dobrze, panie duży!
Kiedy się rozłączyła, uśmiechnąłem się kącikiem ust, ale zaraz spoważniałem. Otworzyłem laptopa i wstukałem nazwę firmy Pruskiego i ojca Kseni, Rafała Radkowskiego. Kiedy znalazłem to, czego szukałem, wybrałem odpowiedni numer na komórce.
- Siema, Karol. No, dzięki. Słuchaj, potrzebuję zaproszenie na jedną imprezę. Probud. Mówi ci to coś? Okej. Nie, dla jednej osoby.
Kiedy załatwiłem to, co musiałem, oparłem głowę o dłonie i westchnąłem, jakbym miał osiemdziesiątkę na karku. Patrzyłem na zegarek i czekałem. Bo wiedziałem, że ona za godzinę pojawi się w klubie. A wówczas... ja znowu będę zachowywał się jak dupek, a moje serce zacznie tańczyć sambę czy inne tango.
KSENIA
Leżałam na łóżku w moim pokoju, słuchałam Rihanny i wpatrywałam się w sufit. Za pół godziny miałam wychodzić do pracy. Słyszałam jakieś głosy dochodzące z dołu. Ojciec śmiał się głośno. Bałam się, że znowu ten gnój do nas przyszedł. Od tamtej pory... nie miałam z nim problemu. Przeprosił moich starych (nie mnie!), tłumacząc się wypitym alkoholem, stresem w firmie i tym, że pomylił mnie z jakąś inną dziewczyną. Ale mi wytłumaczenie! Mama zachowywała wobec niego uprzejmy dystans, natomiast ojciec... Ojciec i Jerzy Pruski zachowywali się jak najlepsi kumple. Mieli wiele wspólnych biznesów, Pruski był inwestorem ostatniej budowy firmy ojca i wiem, że tato bardzo go lubił. W stosunku do mnie Jerzy zachowywał się nienagannie, był uprzejmy i właściwie to starał się mnie unikać. Ale... Zawsze jest jakieś "ale". Czasami łapałam jego wzrok, którym obdarzał mnie w momencie, gdy nikt nie patrzył, a ja przechodziłam gdzieś obok. Kiedyś stał w gabinecie ojca, drzwi były otwarte. Zeszłam ze schodów i w holu zakładałam szpilki, pochyliłam się i zapinałam je. Kątem oka spojrzałam na niego, on nie zdawał sobie sprawy, że na niego patrzę. Z gabinetu dochodził głos ojca, który prowadził z kimś telekonferencję. Pruski wpatrywał się we mnie takim wzrokiem, że przeszedł mnie zimny dreszcz. Jak drapieżnik w ofiarę tuż przed atakiem. Kiedy się wyprostowałam i odwróciłam, on już mówił coś do ojca i ich telefonicznego rozmówcy. Ale wiem, co widziałam. I zdałam sobie sprawę, że to wszystko tylko poza. Pruski był chorym zbokiem, który miał na moim punkcie jakąś obsesję. Bałam się go i nienawidziłam. A dzisiaj dowiedziałam się, że muszę iść z rodzicami na ten głupi raut. Nie chciałam im podpadać, i tak mieli już do mnie pretensje, że pracuję w klubie. Robiłam dobrą minę do złej gry. Pójdę tam, pouśmiecham się, zrobią mi kilka zdjęć i zniknę, zanim ten idiota Jerzy Pruski zdąży mnie dostrzec.
Teraz wyszykowałam się i zmierzałam do Dreamu. Lubiłam tu pracować, dziewczyny były spoko, barmani też. Nikt się mnie nie czepiał, bo wszyscy wiedzieli, że kumpluję się z szefem. Kumpluję... On traktował mnie jak młodszą siostrę, której musi pilnować, natomiast to, co ja czułam do niego... Pokręciłam głową. O tak, z siostrą i bratem nie miało nic, ale to nic wspólnego!