Plotki o tym, że Hania zauroczyła się Jankiem, roznosiły się w klasie z podwójną siłą. Poranne przytulenie na powitanie z Gabrysią i to, że teraz już nie jest tylko Janek i Gęba, ale Janek, Gęba i... Gabi, spowodowały, że Hania ze wstydu uciekała od Janka jak od ognia. Wybrał tę szarą myszkę zamiast jej? Jako mistrzyni podrywu wiedziała, że źle rozegrała intrygę. "Który zdobywca chciałby odkryć zdobyty już ląd? To nawet nielogicznie brzmi..." - myślała zrezygnowana. Nie chciała więc nawet patrzeć na Janka. Docierały do niej tylko nowe plotki o tym, co i do kogo powiedział. Imponowała jej jego odwaga i zasady, którymi się kierował. Postanowiła sobie jednak, że już nigdy sama się do niego nie odezwie.
Problem pojawił się tuż po wyjściu ze szkoły, ponieważ Janek sprawdzał koła w swoim rowerze, który stał zaraz obok jej skutera.
- Ajajaj! - mówił do siebie i przyciskał klatką piersiową kierownicę ku ziemi. Koła wyglądały tak, jakby ktoś wyjął z nich dętkę.
Hania, zgodnie z planem, postanowiła nie odzywać się do Janka i jak najszybciej chwyciła za skuter.
- O, Haniu... - usłyszała ciepłe brzmienie jego głosu.
Odwróciła się nieśmiało.
- Tak?
- Słuchaj, mógłbym skorzystać z uprzejmości?
- Zależy, co to znaczy.
- Podwiozłabyś mnie do domu? Ktoś mi przebił opony w obu kołach, a potrzebuję dziś szybko wrócić do domu...
- No jasne, wsiadaj! - odpowiedziała głośniej, niż powinna, a to dlatego, że zauważyła, że sytuacji przygląda się nie kto inny niż Kacper. - Ale pod warunkiem, że wstąpisz do mnie na chwilkę.
Widząc minę Kacpra, zapomniała o wstydzie przed Jankiem. Liczyło się tylko to, żeby zadać cios leżącemu. Kacper zagotował się tak, jak się tego spodziewała. Nie słyszał już odpowiedzi, bo włączony silnik stłumił wypowiedź Janka. A może to widok cudzych dłoni spoczywających na biodrach Hani tak go otumanił?
- Mogę wstąpić, ale dopiero jak dostarczę coś do domu. - To tych słów nie dosłyszał już Kacper.
Hania nie dopytywała o szczegóły. Upajała się jazdą z Jankiem, której dziś zupełnie się nie spodziewała. "Ach! Życie jest takie przewrotne!" - myślała, mijając znajomych ze szkoły. Uwielbiała dostarczać takich powodów do plotek, w których to ona pełniła rolę zwycięzcy. Poza tym podświadomie wiedziała, że wiezie swoje zwycięskie berło, które zaraz pokaże wymagającej mamie. To ona powiedziała jej jako pierwsza, że do jej klasy będzie uczęszczał kolega z szanowanej rodziny lekarzy, którzy niedawno przeprowadzili się do Zamościa.
Gdy Janek zawiózł tajemniczy stos dokumentów do własnego domu, w łazience rozmierzwił włosy przy grzywce i odruchowo złapał za dezodorant. Chwila moment i Hania zobaczyła go ponownie. Teraz była już pewna, że Iza musiała podkoloryzować rzeczywistość. Nie starałby się dla dwóch naraz i nie spotykałby z nimi obiema, prawda? Postanowiła o to zapytać, gdy zdejmowali kaski pod jej szarobiałym domem.
- Wiesz, co dzisiaj słyszałam?
- Co takiego?
- Natalia mówiła mi, że spotykasz się z Izą.
- A mi mówili, że zrobiłaś biednej dziewczynie o to awanturę - powiedział, mrugając okiem.
Hania nabrała rumieńców, ale atmosfera luzu i bezpieczeństwa, którą stwarzał Janek, spowodowała, że ośmieliła się dać mu kuksańca. Nie wiedziała nic więcej prócz tego, że coraz bardziej lubi tego chłopaka i powoli to przestaje być grą we flirtowanie. Zaprosiła go na kawę na tarasie, ale żeby ją zrobić, musieli wejść do kuchni. Tak oto Janek poznał mamę Hani, piękną i zgrabną kobietę, która była elegancko ubrana nawet w domowym zaciszu, gdy nie oczekiwała gości. Po kilku pytaniach grzecznościowych do Janka, skierowała się do córki, zadając jej standardowe pytania:
- Dostałaś dziś jakieś oceny?
- No, czwórkę.
- O jeny, a Sara piątkę? - zapytała, jakby to powtarzało się codziennie. - A z czego?
Janek tylko przez chwilę przysłuchiwał się tej rozmowie. Szczerze współczuł Hani i naraz wszystko ułożyło mu się w całość. Te sprzęty do ćwiczeń poustawiane w całym salonie, dom nawet w dzień powszedni wysprzątany na błysk, wręcz z podłogi można by jeść. W takim domu trzeba być nieskazitelnym, idealnym. Spojrzał na wystające kości policzkowe Hani, lekko sinawe usta i całą posturę.
- Jadłam już - powiedziała do matki. - Weźmiemy tylko kawę i idziemy na taras.
Po zamknięciu drzwi balkonowych Hania zachłysnęła się powietrzem i odetchnęła. Przez chwilę zapomniała, że nie jest sama. Janek patrzył na nią uważnie i z coraz większym podziwem.