Jeszcze kilka lat temu, gdybym usłyszała takie słowa, nie byłabym w stanie ich zrozumieć, bo z czego powinnam była zrezygnować? Co sprawiło,
że zachorowałam? Jak miałam odnaleźć się w słowach, które jednoznacznie
wskazywały, że to ja jestem odpowiedzialna za stan swojego zdrowia?
Dzisiaj, z perspektywy tych siedmiu lat, zdobytego doświadczenia, walki
z chorobą, nauki, kursów, szkoleń, warsztatów, obserwacji osób
zmagających się z różnymi dolegliwościami hashimoto, prowadzeniu
unikatowych holistycznych warsztatów pokazujących drogę do uzdrowienia
siebie, te słowa w ogóle mnie nie dziwią. Mało tego, podpisuję się pod
nimi obiema rękami.
Gdy piszę tę książkę, moje życie, jak i zapewne twoje, stanęło w miejscu. Wszystko, co do tej pory znaliśmy, z dnia na dzień uległo
zmianie, a nasz świat się rozpadł. Ten bezpieczny, oparty na władzy,
sukcesie i pieniądzu złożył się jak domek z kart. Okazał się iluzją wraz
ze swoimi kolorowymi reklamami, pracą w korporacji, bogaceniem się,
podróżami do coraz to egzotyczniejszych miejsc i droższych hoteli. Przez
cały czas mamił nas obietnicami sukcesu. Wybierz mnie! - wołał. U mnie
znajdziesz szczęście, będziesz piękny, bogaty i zawsze zdrowy. Popatrz
tylko, jak łatwo możesz to wszystko osiągnąć. Tylko jeden krok i już. Ja
i ty. I nagle cięcie. Stop. Zostaliśmy zamknięci w domach, zaczęliśmy
analizować, nie wierząc w to, co nas spotkało, bo nasze umysły wciąż
tkwiły w starej rzeczywistości. Nadal wydawało się nam, że to jakiś żart
i że za chwilę wszystko wróci do normy.
Tak się jednak nie stało. Na Ziemi rozgościł się nieproszony gość.
Wirus, który w swej niepohamowanej zjadliwości i szybkości postanowił
opanować cały świat. Pierwsze przypadki zakażenia koronawirusem
SARS-CoV-2 pojawiły się w grudniu 2019 roku w mieście Wuhan, w Chinach.
W ciągu niespełna kilku miesięcy nowy patogen nie tylko rozprzestrzenił
się na inne kraje azjatyckie, lecz także przedostał się do Europy,
Ameryki Północnej i Południowej, Afryki i Australii. Bezwzględny w swoim
działaniu SARS-CoV-2 stał się nowym szczepem koronawirusa, który
wywołując zespół ostrej niewydolności oddechowej, prowadzi do ciężkiego
zapalenia płuc i zbiera żniwo, nie oglądając się na wiek (choć najwięcej
umiera ludzi starszych), status społeczny, kraj pochodzenia, wyznawaną
religię, zajmowane stanowisko czy majętność. Ani miejsce, ani władza,
pieniądze czy sława nie są dla niego przeszkodą. Wchodzi do każdego
kraju, zabierając kolejne istnienia ludzkie, szerząc lęk, strach,
depresję i niemoc człowieka.
Władze państw nakładają na obywateli nowe ograniczenia, aby zatrzymać
ten tragiczny w skutkach pochód. My natomiast wciąż próbujemy żyć jak
dawniej, ale przychodzi nam to coraz trudniej, bo izolacja nie jest
łatwa. Wyjście do sklepu raz w tygodniu czy krótki spacer z psem stały
się jedyną formą kontaktu z innymi. Kontaktu, który jest naznaczony
strachem przed zarażeniem. Okazało się, że nawet pracę możemy wykonywać
z domu. Mijają kolejne tygodnie i każdy z nas pragnie, by ciągle rosnące
słupki zakażonych i umierających ludzi zaczęły w końcu spadać.
Tak do głosu doszedł inny świat - duchowy. Nadszedł czas na przebudzenie
i wyjście z matni iluzji. Zatrzymani w domach musimy na nowo nauczyć się
żyć z bliskimi. W nowej rzeczywistości poznajemy nie tylko siebie, ale
także naszych partnerów, dzieci, rodziców, przyjaciół i znajomych...
Oczywiście świat materialny nie odpuszcza. Powoduje, że wiele rodzin nie
radzi sobie z nałożonymi ograniczeniami, ze strachem o zdrowie
najbliższych i o przyszłość. Boimy się, czy po tym wszystkim będziemy
mieli jeszcze pracę, czy będziemy mogli się utrzymać. Z kolei lęk przed
utratą pozycji, pieniędzy, władzy nakręca spiralę złości, gniewu, żalu i niepewności.
Umysł i nasze ego nie mogą zaakceptować tak wielkiej zmiany w tak
krótkim czasie, tym bardziej że nasze wyobrażenie szczęścia legło w gruzach, a my wciąż bijemy się z myślami, jak ten bezpieczny świat mógł
tak szybko się zmienić. Jaki będzie ten nowy, który wkrótce nadejdzie.
W tej smutnej i dziwnej rzeczywistości pojawiła się przestrzeń na
zachowania i czyny, o których wielu z nas zapomniało. Zaczynamy się
jednoczyć, być dla siebie mili. Sąsiad poznaje sąsiada i proponuje
pomoc, coraz więcej ludzi bierze udział w akcjach charytatywnych. Cała
pomoc skierowana zostaje do osób, które na co dzień walczą o nasze
zdrowie. Szyjemy w domach maseczki, robimy zrzutki na darmowe posiłki
dla lekarzy i pacjentów, spotykamy się na wirtualnych medytacjach i modlitwach. I tak z dnia na dzień kwitnie miłości do bliźniego,
zwierząt, roślin, do całej naszej planety.
Jest to też czas, w którym możemy zacząć wędrówkę w głąb siebie. Czas, w którym możemy przepracowywać nasze traumy, ułomności, odrobić zaległe
lekcje. Stając się świadomymi i kochającymi osobami, możemy ofiarować
innym światło miłości, spokoju i pojednania.
Ja swoją wędrówkę w głąb siebie zaczęłam siedem lat temu, dlatego
dzisiaj tym bardziej chcę wspierać innych w ich codziennym rozwoju. O swojej wewnętrznej podróży napisałam w książce Hashimoto. Droga do
uzdrowienia siebie. Czy była to łatwa podróż? Nie. Czy było warto? Po
stokroć tak.
Nie potrzebujemy złych wiadomości, które sieją w sercach lęk, strach i zniechęcenie. Potrzebujemy miłości, która jako jedyna może
przeciwstawiać się niskim wibracjom. Świat, który znaliśmy, był jak
rollercoaster. Ciągła praca i pęd, by zapewnić sobie dobrobyt,
całkowicie nas pochłonęły. Nie zostało już miejsca na kontemplację,
poznanie siebie, dbanie o zdrowie i odpoczynek. Zabrakło chęci na
słuchanie i rozwijanie świadomości oraz intuicji. Na ciszę, w której
moglibyśmy usłyszeć bicie własnego serca. Dlatego wykorzystajmy dany nam
czas na zmiany, na aktywność, odpoczynek i dbanie o siebie.
Tylko od nas zależy, jak wykorzystamy tę szansę.
Przez moment jeszcze te dwa światy, materialny i duchowy, będą się ze
sobą ścierać, aż przyjdzie wytchnienie. Wirus osłabnie, a my ze
zdobytymi doświadczeniami będziemy mogli wkroczyć w nową rzeczywistość.
Jak będzie wyglądała? To oczywiście zależy tylko od nas samych.
Pamiętajmy też, że to my przyczyniliśmy się do tego, że nasza planeta
się rozchorowała. To my ją zdewastowaliśmy, a ona upomniała się o swoje.
W tym samym czasie, gdy nasze życie się zatrzymało, Matka Ziemia zaczęła
się odnawiać. Sama - bez naszej pomocy, bez planów i pieniędzy. W kanałach Wenecji zaczęły pojawiać się ryby, dzieci w Chinach pierwszy
raz od bardzo dawna zobaczyły niebieskie niebo...
Przypomnijmy sobie czasy, kiedy człowiek nie zaśmiecał, nie dewastował,
nie kaleczył, nie truł, nie zabijał Ziemi każdego dnia. I pozwólmy
odrodzić się naszej planecie na nowo.
Dla nas, ludzi, to wielka lekcja do odrobienia. Przyjrzyjmy się naszym
działaniom. Zastanówmy się, dokąd podążamy i z jakimi intencjami.
Są wśród nas też tacy, którzy poczuli piękno tej nowej rzeczywistości -
bez pośpiechu, oczekiwań i wyzwań. Dom, rodzina, gorąca zupa na stole
oraz chwile dane najbliższym. Rozmowa, troska, opiekuńczość, zaufanie,
wsparcie, miłość, uśmiech i poczucie, że każdy z nas szanuje drugiego
człowieka.
Jak się wyciszyć i wejrzeć w głąb siebie? Ja od siedmiu lat codziennie
rano ćwiczę jogę, medytuję, modlę się. To mój rytuał, piękne otwarcie
nadchodzącego dnia. Zaczynam go w ciszy. Zastygam, siedząc po turecku, w tak zwanej łatwej pozycji jogi, i wsłuchuję się w swój organizm.
Wsłuchuję się w moje odczucia, myśli. Kieruję oddech do tych części
ciała, które są napięte. Rozluźniam je, aby się zrelaksować. Nie skupiam
się na dźwiękach z otoczenia czy przepływających komunikatach umysłu,
staram się skoncentrować na oddechu i wewnętrznej ciszy. Wtedy czuję
bicie serca i energię rozpływającą się po całym ciele. Wypełniam się
światłem i spokojem. Jestem gotowa na nowy dzień. Nieustannie uczę się
cieszyć chwilą, a każdą trudność przyjmować z wdzięcznością i uśmiechem.
Z ufnością i wiarą, dziękując Bogu za każdą sekundę życia i każdy mój
oddech.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki