ROZDZIAŁ 2
Julian
KOŁYSZĘ SZKLANKĄ, A JOHNNIE WALKER BLUE ZATACZA KRĘGI PO JEJ ŚCIANCE. Powietrze w palarni Alego, w której wnętrzu opieram się o bogato zdobiony drewniany stół, wypełnia zapach książek i tytoniu. Zegar po lewej stronie wybija jedenaście razy. Jest późno i wszyscy już poszli. Wypuszczam powietrze, biorę łyk whisky, a w skroniach czuję pulsujący ból po tym, jak musiałem udawać energicznego gospodarza.
Choć to nie jest moja posiadłość i nie była to moja kolacja, wszyscy wiedzą, że gdziekolwiek widnieje nazwisko Alego Karama, tam ja działam z cienia i pociągam za sznurki. Organizowanie wieczorów takich jak dzisiejszy jest naprawdę nudne, ale są one niezbędne. I nie mają końca.
W tym tygodniu padło na gubernatorów i prezesów z całego świata. W przyszłym tygodniu możemy siedzieć przy jednym stole z capo i innymi liderami w zależności od tego, czyjej przychylności będziemy w danej chwili potrzebować. To bardzo subtelna gra, bycie panami wszechświata, ale akurat ja ją bardzo lubię.
Kontrolowanie większości rynku diamentowego na świecie oznacza kontrolę większości świata, a diament nigdy nie jest po prostu diamentem.
Nie chodzi o to, że Sultans nie jest poważaną firmą. Bo jest.
Pracujemy w wyjątkowy sposób. Większość sprzedawców diamentów znajduje się na samym końcu łańcucha pokarmowego, ale Sultans zbudowała sobie silną pozycję w każdym segmencie tego przemysłu. Prowadzimy sklepy z biżuterią w niemal każdym dużym mieście w Stanach Zjednoczonych, kilka w innych krajach, a każdego roku poszerzamy działalność.
Tyle że żeby dotrzeć do prawdy, trzeba odsłonić kotarę, którą są wszystkie te sklepy i wyniki sprzedaży. A prawdą pozostaje to, że kontrolujemy większą część czarnego rynku.
Nikt nie może zaprzeczyć, że przez ostatnie osiem lat zrobiłem więcej, by polepszyć naszą pozycję polityczną oraz społeczno-ekonomiczną, niż Ali przez całe swoje życie. Przejęcie Sultans jest moim celem, odkąd byłem młodym chłopakiem, kiedy patrzyłem na Alego Karama w telewizji, gdzie po śmierci ojca i zajęciu jego miejsca, został okrzyknięty najpotężniejszym człowiekiem na ziemi.
Jest tym, kim ja chciałbym być.
Istnieje jeden kłopot.
Jeden powód, dla którego nie chce, żebym przejął stery. W każdym razie nie oficjalnie, co jest w ogóle jakimś cholernym żartem, bo nikt nie włożył w jego dziedzictwo więcej pracy niż ja.
W obliczu jego pogarszającego się stanu zdrowia - o którym całą prawdę znają tylko jego najbardziej zaufani ludzie - w powietrzu unosi się niepokój, zwłaszcza gdy mówi o swojej córce, Yasmin. Wróciła sześć miesięcy temu, świeżo po skończeniu studiów, gdziekolwiek to było, a on zaczął sprowadzać kandydatów na jej męża. Tak jakby to był osiemnasty wiek, a jemu kończył się czas.
Jakaś część mnie niemal współczuje biednemu głupkowi, który skończy uwiązany do tego rozpieszczonego bachora. Nie ma żadnych zalet poza urodą i tym, że jest dziedziczką wielomiliardowej fortuny, a wszystko to psuje jej desperacja, by zwrócić na siebie uwagę tatusia.
Gdy Ali powiedział, że zacznie sprowadzać kandydatów, zrobiłem się podejrzliwy. Po krótkiej wizycie u jego prawnika i jednym machnięciu kijem poznałem szczegóły testamentu Alego. Zostawia wszystko swojej córce, ale ta musi wyjść za mąż za kogoś "odpowiedniego".
Co za głupota.
Nie wątpię, że bez namysłu rzuci się na rodzinną fortunę, bo to uszczęśliwi jej tatusia, nawet jeśli przez to zostanie zmuszona wyjść za mąż za kogoś, kim w ogóle nie jest zainteresowana. Nigdy nie stanie się osobą, która sprzeciwi się woli ojca, szczególnie jeśli dzięki temu jeszcze bardziej zyska w jego oczach.
Ona go zrujnuje. I jednocześnie zrujnuje mnie.
Chyba że to mnie poślubi.
Na samą myśl skręca mnie w żołądku.
Samuel, głupek, który myślał, że zostanie dzisiaj przedstawiony Yasmin, był pierwszym z - jak mniemam - wielu trupów. Po ostrożnym rozważeniu tego wszystkiego postanowiłem, że tak długo, jak mam gotowy plan, nikt nie zbliży się do Yasmin Karam.
Ali wzdycha i zatapia się głębiej w burgundowej skórze wielkiego fotela. Kaszle nagle, rzucając się do przodu. Dźwięk jest ostry i dudniący, jakby ktoś siłą wyciskał go z jego płuc i musiał przedrzeć się przez drut kolczasty w jego gardle.
Marszczę czoło, coś ściska mnie w mostku.
- Podać ci wodę, staruszku?
Macha ręką, a oczy zachodzą mu łzami.
- Nie, nie. Nic mi nie będzie. - W końcu się uspokaja i przesuwa palcem po krótko przystrzyżonej, przetykanej siwizną brodzie. Patrzy gdzieś niewidzącym wzrokiem. - Dowiedziałeś się, co się stało z Samuelem?
Staram się przybrać współczującą minę.
- Nigdy nie dotarł na pokład samolotu. Próbowałem się z nim skontaktować, ale mi się nie udało.
- Hmm - mruczy, garbiąc się. - A lampa? Jakieś wieści?
Frustracja przeszywa moje wnętrze i rozlewa się niczym melasa. Ta cholerna lampa szybko staje się moim przekleństwem, zwłaszcza że dosłownie wszyscy jej szukają, a nikt nie wie, czy tak naprawdę istnieje.
Jeśli tak, to muszę ją zdobyć. Wejście w posiadanie tego zaginionego artefaktu, który jest rzekomo czarodziejską lampką starożytnego egipskiego faraona, może dać ogromną władzę, dlatego bardzo wielu chce ją odnaleźć.
Sam pomysł, że jest czarodziejska, to jakiś absurd, ale mit połączony z historią wystarczy, by stała się bezcenna. A jeśli ja zdobędę lampę, wtedy w końcu będę mógł zagwarantować, że Sultans stanie się potęgą nie tylko w handlu diamentami, lecz także antykami, a jest to jedna z części czarnego rynku, na którą nie weszliśmy. Nie wystarczy mi być jednym z graczy. Chcę kontrolować wszystko.
Przekonanie Alego o ważności tej lampy było łatwe. Problem sprawia odnalezienie tego cholerstwa.
Zaciskam usta, a palcami stukam o brzeg szklanki.
- Wciąż szukamy.
Ali wychyla się do przodu, ale nieruchomieje, gdy dostaje kolejnego napadu kaszlu.
Wypuszczam oddech, odstawiam szklankę z whisky i podchodzę do niego, wyciągając rękę.
- Chodź, staruszku. Przy mnie nie musisz udawać. Zaprowadzę cię do pokoju, żebyś mógł odpocząć. Wszystko inne może poczekać do jutra.
W jego oczach pojawia się błysk, a po pogłębionych zmarszczkach na jego czole widzę, że go uraziłem. Ale wtedy znowu zaczyna kasłać, aż wychodzą mu żyły.
Sięgam do kieszeni na piersi, wyjmuję chusteczkę i mu ją podaję. Szybko po nią sięga i przyciska do ust, oczy ma zmrużone w kącikach, a wolną rękę przyciska do brzucha.
Stoję obok w milczeniu, patrząc z zaciśniętymi szczękami na człowieka, który od dziecka był dla mnie wzorem, a teraz rozpada się na moich oczach.
W końcu kaszel ustaje, a on opuszcza chusteczkę na kolana.
Jest poplamiona krwią.
Na ten widok skręca mnie w żołądku.
Wyciąga rękę i wykorzystuje moje ramię jako podparcie, by wstać. Kręci głową i mija mnie, po czym wychodzi na korytarz. Nie podążam za nim, bo wiem, że musi zachować resztki godności. Na jego miejscu zrobiłbym to samo.
Rozglądam się po pomieszczeniu, wracam do mojej szklanki i dopijam jej zawartość, po czym ruszam skąpanym w półmroku korytarzem, klucząc w wielkiej posiadłości, którą znam jak własną kieszeń, bo w końcu mogę jechać do domu.
Budynek jest naprawdę potężny, ma ponad tysiąc osiemset metrów kwadratowych, a ja zaparkowałem na prywatnym parkingu koło części mieszkalnej dla służby, bo nie chciałem, żeby ktokolwiek widział, jak tu przyjeżdżam, a potem odjeżdżam.
Właśnie skręcam w korytarz prowadzący do mojego samochodu, gdy słyszę stłumiony jęk.
Nieruchomieję.
Obracam się na pięcie z przekrzywioną głową, bo staram się namierzyć, skąd dochodzi dźwięk. Kolejny jęk, tym razem nieco głośniejszy, a mój brzuch napina się w rozkosznym uczuciu. Bez namysłu ruszam w stronę źródła dźwięku, bo chcę zobaczyć, kto jest odpowiedzialny za pożądanie, które nagle się we mnie obudziło. Ostatnie drzwi na końcu korytarza są zamknięte, ale wyciągam rękę i sprawdzam gałkę. Serce bije mi przy tym szybciej. Przekręcam powoli, aż zamek puszcza, a między drzwiami i framugą powstaje malutka szpara, przez którą na ciemny korytarz wylewa się smuga światła.
Przyglądam się rozgrywającej przede mną scenie, kutas drga na widok profilu nagiej kobiety rozciągniętej na małym podwójnym łóżku ustawionym na końcu pokoju. Potrzebuję chwili, by zrozumieć, kto to, a wtedy jestem zbyt zainteresowany, by odejść. Perwersyjna przyjemność przepływa przeze mnie i sprawia, że mój kutas staje się twardy jak skała.
Yasmin.
Ma duże i pełne piersi, ciemne sutki sterczą sztywno i błagają o to, by je ssać, gdy młody mężczyzna w nią wchodzi.
Cóż, interesujące.
Znowu jęczy, a kutas sztywnieje mi jeszcze bardziej, gdy chłonę wygłodniałym spojrzeniem każdy skrawek jej skóry. W tej chwili dostrzegam ją w zupełnie innym świetle niż wcześniej.
Oczywiście w przeszłości nie interesowała mnie nastolatka, która się we mnie durzyła.
Teraz nie jestem jednak w stanie nie podziwiać miękkich krągłości jej ciała i wyrazistych rysów twarzy, mimo obrzydzenia, które się w to wszystko wplątuje, kiedy myślę o tym, kim jest.
Rozpieszczona bogata dziewczynka z wygodnym życiem, w którym nie musiała nawet kiwnąć palcem, by cokolwiek osiągnąć.
Mam na wyciągnięcie wystarczającą liczbę osób, które mnie zadowalają seksualnie, więc nigdy nawet trochę mnie nie kusiło, choć wyrosła na oszałamiającą kobietę.
Mężczyzna nad nią chrząka, jego ruchy stają się nieskoordynowane, aż nieruchomieje, a mnie przepełnia rozbawienie na widok niezadowolenia na twarzy Yasmin.
- Doszłaś, księżniczko? - pyta.
Skoro musisz o to pytać, odpowiedź brzmi "nie".
Yasmin uśmiecha się lekko i kręci głową.
- Nic się nie stało.
- Pozwól, że o ciebie zadbam - mruczy, wyciągając z niej okrytego fioletowym kondomem kutasa i klękając z twarzą między jej udami.
Yasmin sapie lekko, ale nawet stąd widzę, że to są ruchy chłopca, nie mężczyzny.
Ona nie ma pojęcia, że mogłoby być lepiej. Że przyjemność mogłaby zostać wydobyta z jej ciała. Kutas mi pulsuje, gdy przez głowę przetacza mi się jej obraz, skrępowanej w moim łóżku, z obrzmiałą i siną cipką na widoku, błagającej o litość.
Tłumię jęk i chwytam za przód spodni, przyciskając dłoń do erekcji. Ten ruch wywołuje we mnie impuls przyjemności, a w piersi aż mnie ściska, gdy Yasmin obraca głowę w moją stronę. Powinienem się schować, zanim mnie zauważy.
I może bym to zrobił, gdybym był lepszym człowiekiem.
Ale nigdy nie byłem dżentelmenem.
Zamiast tego stopą otwieram drzwi szerzej, wystarczająco, by widziała, że stoję w progu, patrzę i czekam, pocierając ręką kutasa, który napiera na rozporek.
Nasze spojrzenia się spotykają, a ona otwiera oczy, policzki jej różowieją, usta rozchylają się szeroko, aż tworzą idealne "o".
Czuję napięcie w jądrach, gdy mnie dostrzega, przepełnia mnie chęć, by wejść do tego pokoju i dać jej ustom coś, do czego mogłoby się przyssać, a jest to tak silny impuls, że kręci mi się w głowie, jednak stoję w miejscu i postanawiam chwycić się przez spodnie i zacząć poruszać ręką.
Kurwa.
Patrzę jej intensywnie w oczy, czuję wyciekający ze mnie preejakulat, a dzieje się to dlatego, że jest taka odsłonięta, rozłożona przed innym mężczyzną, zdecydowanie niepewna tego, co zrobić z faktem, że ich obserwuję.
Spodziewam się, że zacznie krzyczeć. Że przerwie żałosne próby robienia jej dobrze i się przykryje.
Ale tego nie robi.
Zamiast tego wygina plecy i przewraca oczami z rozkoszy, oddycha ciężko i z trudem chwyta powietrze. Przygryzam wnętrze policzka, bo jestem tak kurewsko twardy, że obraz mi się rozmazuje.
Czy podnieca ją to, że ktoś trzynaście lat starszy od niej, ktoś, kto jest najbliższy pozycji najlepszego przyjaciela jej ojca, patrzy, jak ktoś ją posuwa? Owszem, to ten chłopiec trzyma w niej teraz język, ale to o mnie teraz myśli, czy tego chce, czy nie.
Znowu otwiera oczy i natychmiast na mnie patrzy, jakbyśmy byli dwoma przyciągającymi się magnesami. Wtedy wiedzie wzrokiem wzdłuż mojego ciała, aż dociera do miejsca, gdzie się pocieram, obserwując ją.
Uśmiecham się pod nosem, a ona oblizuje dolną wargę.
Ściska mnie w żołądku, gdy wyobrażam sobie, jakby to było, gdyby tym samym językiem przesuwała po moim fiucie, patrząc na mnie z klęczek.
Jestem dwie sekundy od tego, by powiedzieć "jebać to", rozpiąć rozporek i pozwolić jej zobaczyć, co mogłaby mieć, ale gdy przesuwam palcami po sprzączce palca, mój mózg w końcu zaczyna funkcjonować, a ja się zastanawiam, co wyprawiam.
Zabieram rękę, obracam się na pięcie i odchodzę, moje ciało domaga się spełnienia, ale obrzydzenie tym nagłym brakiem kontroli tłumi całe podniecenie.
Nie interesuje mnie córka Alego, ani seksualnie, ani emocjonalnie, i zawsze była niczym więcej jak niuansem, głupią dziewczynką, która stoi mi na drodze, myśląc, że zasługuje na cały świat tylko dlatego, że się urodziła.
Tylko że teraz jej obraz został wypalony w mojej głowie.
I nie jestem pewien, jak się go stamtąd pozbyć.