Rocznik 1999
2 stycznia 1999 roku
Modlimy się we czworo. Przedstawiamy też różne nasze troski i prośby. Gdy, mówiąc o sytuacji w szkolnictwie, prosimy też za tych, którzy szkodzą, Pan mówi:
-?Nie wiedzą, co czynią.
Szczepan dziękuje za opiekę Bożą i pomoc i prosi o siły, a także o to, żeby skończył się okres tak ciężki, jak do tej pory.
Pan pyta go:
-?Synu, powiedz, czy nie uważasz, że po przejściu tego wszystkiego jesteś bardziej umocniony w tym, że to, co chcesz robić, jest słuszne, i że bardziej okrzepłeś?
Szczepan mówi o bolesnym doświadczeniu niemocy wobec przeciwności powodowanych przez (ujawniające się) potężne żywioły prowadzące ku złu, ku samozniszczeniu kultury umysłowej, w tym kultury poznawczej. Przekonanie o słuszności własnych działań znajduje potwierdzenie i umacnia się; myśl ogarnia więcej i duch okrzepł, ale siły fizyczne są na wyczerpaniu.
-?Ciało, synu, zregeneruje się, ale nic nie podniesie ducha, który zrezygnuje z walki i podda się. Cieszę się, żeście - ty i twoi bliscy - tę próbę wygrali. Masz rację, że czujesz się bezsilny w walce z siłami zła i nienawiści. Nieprzyjaciel jest o wiele potężniejszy niż ludzie; przy tym niewidzialny dla was i niesłychanie podstępny. Najczęściej ci, którzy mu służą, nie wiedzą, komu służą.
Szatan ma teraz już mało czasu i spieszy się. W jego planach jest przecież zawładnięcie całą ludzkością i zniewolenie was. Ja was wspomagam, abyście nie zginęli, ale walczyć musicie wy. Jednakże ten okres kończy się już, a zwycięstwo będzie moje. Wtedy będziecie mogli wprowadzać reformy słuszne i prawidłowe. I nie będzie oporu, dlatego że otworzę wasze oczy i umysły. Wszyscy zobaczycie w prawdzie to, co jest dobrem, a co jest złem. Teraz chodzicie niby w gęstych oparach trującego dymu. Jesteście jak gdyby zaczadzeni i jeżeli nie kierujecie się sumieniem, a odrzuciliście Mnie i najlepsze tradycje swojego narodu, nie wiecie, dokąd idziecie i co robicie. Często idziecie wprost do źródła zła, sądząc, że unikacie.
Nadchodzi czas, kiedy zło struchleje i zamilknie. Wtedy rozpocznie się budowa nowych fundamentów świata, opartych na moich prawach - ponieważ zrozumiecie, że Ja i tylko Ja mogę was uratować. I to stanie się wam widome, tak jak teraz widome, a nawet wprost namacalne staje się istnienie zła.
Wy, dzieci, jesteście jak doświadczeni żołnierze, którzy brali udział w wielu bitwach i potrafią łatwo rozeznać działanie nieprzyjaciela.
Chcę ci powiedzieć, Szczepanie, że jestem szczęśliwy z powodu waszej postawy. Nawet nie wiecie, ile te lata wyrobiły w was męstwa, wytrwałości i zawierzenia. A te wartości (cnoty) stały się waszą własnością już na wieczność.
Jesteście moją radością. Pragnę, abyście liczyli na Mnie i wiedzieli, że nie schodzicie z moich oczu, chociaż nie mogę was zapewnić, że obecnie wszystko ułoży się już świetnie. Wciąż idziecie pod wiatr, a nawet walczycie z burzą, ale macie moją pomoc i osłonę; a niebo powoli będzie się rozjaśniać.
Moi drodzy, teraz pozwólcie, że Ja wam złożę życzenia (na nowy rok). Pragnę dla was (Polaków) coraz większego zbliżenia ku Mnie, pełni zawierzenia i ufności w moją miłość do was, bo to da wam więcej nadziei i radości, której tak bardzo wam brakuje. Wszystkich was tu obecnych wezwałem do służby światu. Pragnę, abyśmy pełnili ją wspólnie, bo sami nie przełamiecie sił nieprzyjaciela. Daję wam samego siebie za przyjaciela i przewodnika. Daję wam też pomoc waszych bliskich z mojego domu. Aniołowie moi służą wam z radością, wspomagając was w modlitwie dziękczynienia i uwielbienia, i strzegą was przed nieprzyjacielem.
To, co mówiłem, dotyczy całego mojego Kościoła w Polsce i wszystkich ludzi dobrej woli. Wspólnie dokonamy dzieła, które Ojciec niebieski nam zleca. Trzeba położyć podwaliny pod królestwo Boże na ziemi. Polegam na was, dzieci, bo wiem, że ci, którzy doświadczyli ogromu zła, najbardziej tęsknią do życia w pokoju i miłości wzajemnej. (Ze zrozumienia: Bóg zleca to zadanie nam, Polakom, nie dlatego, że mielibyśmy być lepsi od innych narodów, bo tak nie jest, lecz ze względu na to, że zostaliśmy do niego przygotowani, gdy przez 200 lat znosiliśmy prześladowania, stawiając opór zaborcom i okupantom, ponosząc cierpienia, ofiary, wyrzeczenia, a przy tym nie złorzeczyliśmy Bogu, lecz ufaliśmy Mu, zawierzając losy Polski Jego sprawiedliwości i miłosierdziu).
Przyjmijcie błogosławieństwo Boga Nieogarnionego w całej potędze, świętości, miłości i miłosierdziu Trójcy Świętej - miłosierdziu dla was, moje ludzkie dzieci. ?
Prosimy aniołów stróżów o wspomożenie nas w modlitwie dziękczynienia i uwielbienia. Gdy prosimy naszych bliskich i przyjaciół o jeszcze silniejszą współpracę, ktoś mówi w ich imieniu:
-?Kochamy was.
6 stycznia 1999 roku
Rozważając znaczenie dzisiejszej uroczystości Trzech Króli, Anna zauważa, że hołd mędrców był wyrazem hołdu rozumu ludzkiego poszukującego Boga.
-?Chcę Ci oddać, Panie, swój intelekt (rozum); i strzeż mnie, Panie, żebym nie odchodziła od Ciebie.
Grzegorz dołącza się. Czynimy to również w intencji naszych bliskich i różnych osób, o których sądzimy, że wiele obejmują swoją wiedzą, a przy tym chcą służyć Bogu i Polsce.
-?Strzeż, Panie, naszych umysłów jako Twojej własności. Składamy je w Twoim Sercu...
-?Moi kochani, cieszę się, że oddaliście Mi swoje umysły. Ale chciałbym jeszcze, żebyście poddali Mi pod kontrolę swoje uczucia i emocje. Nie myślcie, że tymi trzema mędrcami nie kierowała również pasja poznania i ciekawość, czyli emocje. Chcieli uzyskać potwierdzenie tego, do czego doszli, kierując się swoim rozumem i intuicją.
-?Oddajemy Ci, Panie, także nasze uczucia i emocje.
-?Będzie nam łatwiej panować nad sobą...
-?W takim razie teraz odwołuję się do waszych umysłów. Zaczniemy pisać następny rozdział.
13 stycznia 1999 roku
Kończąc korektę tekstu z poprzedniego dnia (rozdziałów 44 i 45), pytamy Pana, czy zgadza się na proponowane przez nas zmiany sformułowań na bardziej precyzyjne. Zastanawiamy się jeszcze nad jednym pytaniem i prosimy o wyjaśnienie, jak ścisła jest zgodność orędowania Maryi z wolą Boga. Pan tłumaczy:
-?Posłuchajcie, dzieci. Maryja wie i rozumie, co jest zgodne z moją wolą. Czasami jednak błaga o zmianę mojej woli - a zawsze jest to prośba bezinteresowna, płynąca z Jej macierzyńskiej miłości i współczucia. Tak było w 1920 roku, kiedy broniliście Warszawy.
Poza tym, dzieci, aprobuję wasze uściślenia.
Chcąc przygotować się do zapisania kolejnego rozdziału, przeglądamy ostatnie teksty. Pan zauważa:
-?To już będzie 46. rozdział, czyż nie? Myślę, że ucieszycie ojca Jana. Dziś jednak chciałbym z wami porozmawiać.
Pan prosi nas, żebyśmy spróbowali określić, jakie cechy (cnoty i dary) są teraz nam, Polakom, najbardziej potrzebne. Szybko dochodzimy do tego, że najważniejsze jest "zakochanie się w Panu", życie w bliskiej więzi z Nim i kierowanie się Jego wolą. Potrzebne jest nam więc pragnienie poznawania Boga i Jego nauki, pragnienie szukania celu i sensu naszego życia - aby móc wybierać świadomie. Będziemy wówczas mogli uznać Boga za Najwyższe Dobro, zarazem zachwycić się Nim, Jego miłością do nas i zapewne zapragniemy na nią odpowiedzieć. Nasza odpowiedź powinna znajdować wyraz zarówno w osobistej więzi z Bogiem, jak i w relacjach społecznych. Poznawszy Boga, zechcemy postępować w sposób, który Go nie zasmuca, będziemy ufać Mu w każdych okolicznościach, kierować się Jego wolą w naszych wyborach i oddawać Mu cześć; wzrośnie nasza więź z Kościołem.
W rezultacie stwierdzamy, że potrzebne jest nam kierowanie się rozumem i prawym sumieniem w oparciu o prawa Boże. Wówczas w stosunkach społecznych będziemy odnosić do Boga tworzone prawa i plany działań, starając się wybierać prawdziwe dobro; w świetle praw Bożych oceniać będziemy różne propagowane ideologie, na przykład liberalizm, takie ruchy jak New Age, style życia lansowane przez świat i nie będziemy ulegać im tak bezkrytycznie, jak ma to miejsce obecnie, lecz odrzucać samemu i bronić innych przed ich wpływem.
Jeśli potraktujemy na serio miłość Boga do każdego człowieka, to jej świadomość będzie nas prowadzić do szacunku dla ludzkiej godności, do pragnienia służenia bliźnim, do jedności, której tak bardzo nam brakuje, i do pokoju. Powinno to znaleźć wyraz w wychowaniu młodzieży, a także w "reedukacji" społeczeństwa; będą potrzebne też rzetelność w pracy i wytrwałość w podejmowanych działaniach dla dobra wspólnego.
Usiłujemy podsumować nasze długo trwające rozważania, mówiąc o pilnej potrzebie odbudowania więzi z Bogiem i więzi braterskiej.
Pan na to odpowiada:
-?Wysłuchałem was, dzieci, i jestem wzruszony waszym stosunkiem do mojego pytania. Otóż na wszystkie braki patrzycie jako na przeszkody w wiernej służbie waszego narodu - służbie Mnie i moim planom. Pozwólcie, że jeszcze dodam. Wy widzicie, że najbardziej pożądana przyszłość Polski leży w wypełnianiu mojej woli. I macie rację. Przecież Ja pragnę waszego szczęścia i nad tym się trudzę. Zrozumieliście, że wespół ze Mną - i tylko tak - uda wam się utworzyć państwo będące królestwem pokoju, wolności i miłości społecznej, państwo dynamiczne, dążące do usprawnienia rządów, do sprawiedliwości prawa, do powszechnego braterstwa i radości. W takim państwie nastąpi spontaniczny zryw twórczy we wszystkich dziedzinach wiedzy, kultury, sztuki, ekonomii. Wzrośnie szacunek dla tradycji, historii, dla własnej ziemi i jej zasobów. Wszystko, co czynione będzie w Imię moje, błogosławić będę, bo wy macie być przykładem współpracy Boga z całym narodem pragnącym żyć w miłości i przyjaźni ze swoim Stwórcą.
16 stycznia 1999 roku
Po zrobieniu korekty tekstu z 13 stycznia Anna stwierdza, że ma chyba dość sił, żebyśmy mogli spróbować napisać następny rozdział.
Pan mówi:
-?Witajcie, dzieci! Piszemy rozdział 46.
"Ponieważ sami określiliście, czego wam brak...".
Grzegorz zauważa, że słowa Pana odnoszą się do rozmowy z Panem z 13 stycznia, która - jak dotąd - nie była traktowana jako część książki. Czyżby należało ją włączyć?
Pan odpowiada:
-?Zastanawiacie się, co zrobić z naszą rozmową. Jeżeli uwzględnicie, że sam zapytałem was, jakie cnoty uważacie za niezbędne dla waszego narodu, o czym była już mowa w rozdziale 45., nie mówiąc już o tym, jak bardzo pożyteczna dla was jest moja odpowiedź, uważam, że należy włączyć ją jako początek rozdziału 46.
Po tym wyjaśnieniu powracamy do treści (dalszego ciągu) rozdziału 46. Po zakończeniu pisania Pan udziela błogosławieństwa:
-?Dzieci, obejmuję wasze głowy, przytulam was do serca. Cieszę się wami. Zawierzcie Mi i bądźcie pewni, że moje słowa będą czytane i będą wam służyły. Przyjmijcie błogosławieństwo Ojca kochającego was, Syna, który was zbawił i jest z wami zawsze, oraz Ducha Świętego, który was prowadzi, obdarza mądrością i oświeca. ?
20 stycznia 1999 roku
Anna zwraca uwagę ojcu Janowi na zawieszony niedawno w pokoju ładnie oprawiony wizerunek oblicza Jezusa. Gdy ojciec Jan zwraca się do Pana, mówiąc, że będzie teraz widzialnie obecny, Pan zauważa z uśmiechem:
-?Zawsze byłem obecny.
Rozmawiamy przez pewien czas na różne tematy. Chcąc zwrócić się do Boga, zaczynamy od odmówienia modlitwy:
-?Ojcze, oddajemy Tobie wspólnie z Maryją w imieniu całego narodu naszą dobrą wolę służenia Tobie w Twoich planach odrodzenia świata.
Pan odpowiada:
-?Moje kochane dzieci. Wysłuchałem was i chcę wam powiedzieć, że Ja nie wymagam ślepej wierności. Przeciwnie, pragnę, aby każdy z was, odnalazłszy Mnie i postawiwszy na pierwszym miejscu ponad wszystkimi innymi wyborami, pamiętał, dlaczego wybiera właśnie Mnie. Przecież oprócz posłuszeństwa przy przyjmowaniu Pisma Świętego i nauki Kościoła macie prawo do osobistego zdania. A Ja pragnę, aby odpowiadał Mi wasz rozum, który kieruje waszą wolą.
Mówicie, że pragniecie być Mi wierni w swojej służbie dla wypełnienia się moich planów... - Pan zawiesza głos, chcąc, byśmy się wypowiedzieli.
-?Wiemy, że to robisz dla naszego dobra. Czy można swoje życie przeżyć bardziej sensownie, niż kiedy się wybiera służbę Tobie? A powołanie do niej jest i zaszczytem, i taką szansą jak w przypowieści o perle.
-?Czyli nie kierują wami emocje, a logika rozumu?
-?Logika potwierdza, że to jest właściwy wybór, i łatwiej jest wówczas kierować wolą. Uczucia jednak też są obecne i nawet mogą być bardzo silne, ale same nie wystarczyłyby na długo.
Zaczynamy rozmawiać o otrzymanym przez ojca Jana poprawionym angielskim tłumaczeniu Pozwólcie ogarnąć się miłości z bardzo dobrą i mądrą opinią jakiegoś kapłana. Rozmawiamy też o sprawach związanych z naszym wiekiem (ojciec Jan zaczął 80. rok życia), zauważając pomoc Pana, ale też niepokojąc się, że za kilka lat może nam zabraknąć sił. Pan nawiązuje do tego:
-?Moi kochani, mojej córce (chodzi o osobę, która wykonała poprawione tłumaczenie) przekażcie błogosławieństwo. Dziękuję jej za wkład włożony w tłumaczenie.
Wiecie, że nigdy was nie przynaglam. Znam porę właściwą na wszystko, czym was obdarzam. Dlatego proszę, niech was nie trapi niepokój. Moje zamiary dostosowuję zawsze do waszych sił. Gdy trzeba, potrafię was wzmocnić. Przyznaj, Janie, że 20 lat temu byłeś bardziej zatroskany i martwiłeś się, czy zdołasz dokonać tego, co planowałeś.
-?Dziękuję bardzo.
-?Synu, Ja cię bardzo wspomagam.
-?Myślę, że ja nie dożyję tych 80 lat... - mówi Anna.
-?Nie kłopocz się o to. Ja się o to troszczę - odpowiada ciepło Pan.
-?Dzisiaj, sądzę, że zakończymy rozmowę. Pozwólcie, że będę się wami cieszył w milczeniu i towarzyszył wam przy agapie. Zaproszenie, abym stał się tu gospodarzem, traktuję bardzo poważnie. Ponadto dobrze Mi z wami, dzieci, a to dlatego, że panuje pomiędzy wami zgoda.
Zaczynamy rozmawiać o powstającej teraz książce Pana i o jej ewentualnym drukowaniu. Zapytany przez Annę, czy nie ma w niej powtórzeń, ojciec Jan odpowiada, że jedno centralne zagadnienie jest w niej naświetlane z różnych stron, zawsze inaczej i oryginalnie. Dodaje, że ze stanowiska teologii nie ma problemów z tą książką, bo poprawki mają jedynie charakter stylistyczny (ewentualnie chodzi o bardziej precyzyjne sformułowanie myśli wyrażonej zbyt skrótowo), a nie merytoryczny. Anna potwierdza, że były usterki językowe, na co Pan dodaje:
-?Ale jakże byliście zmęczeni, pisząc. Pracowaliście z Grzegorzem - jak ty to, Anno, mówisz - "pomimo wszystko", no i nasza praca posunęła się.
Teraz, kochani, przygarniam was do serca, błogosławię w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.
Gdybyście wiedzieli, jak bardzo jesteście Mi drodzy, moja malutka redakcjo (Pan mówi to z czułością). Daję wam więcej radości, więcej pewności mojej stałej obecności przy was i więcej pokoju. [...] We wszystkim, co robicie, jestem z wami.
">26 stycznia 1999 roku
-?Witajcie, dzieci! - zaczyna rozmowę Pan.
-?Piszemy dalej. Ale przedtem podziękujcie Mi za moje starania...
Dziękujemy i oddajemy Panu różne osoby i sprawy. Gdy milkniemy, Pan pyta:
-?Co jeszcze Mi oddajecie?
Anna odpowiada:
-?Siebie, bo bardzo potrzeba mi pomocy.
Anna prosi jeszcze o pomoc dla różnych osób. Gdy wymienia młodego człowieka, który po wystąpieniu z seminarium nie może sobie znaleźć miejsca w życiu, Pan mówi:
-?Minął się ze swoim powołaniem i dlatego jest mu źle. Ale Ja go nadal równie gorąco kocham.
A teraz, dzieci, zaczniemy pisać rozdział... który?
-?Czterdziesty ósmy - odpowiadamy razem.
Gdy kończymy zapisywać ten rozdział, Pan mówi:
-?Przyjmijcie, moi drodzy, błogosławieństwo moje. Przygarniam was do serca - razem z Grażyną (która ma urodziny). Kocham was. Czy naprawdę potrzeba wam jeszcze czegoś więcej...?
-?Zdrowia, tak. Aby służyć [...]. Ale dobrze mi z Tobą i jestem szczęśliwa...
-?Błogosławię was w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.
28 stycznia 1999 roku
Rozmawiamy o poczuciu humoru. Wymieniamy sztuki (Szekspira) i filmy, które lubimy bądź cenimy; mówimy też o dowcipach rubasznych, grubiańskich, których zdecydowanie nie lubimy. Zastanawiamy się nad różnicami w upodobaniach poszczególnych osób: skąd się biorą, jak się kształtują. Kończymy rozmowę, bo mamy niewiele czasu na ewentualne zapisanie kolejnego rozdziału. Zastanawiamy się nawet, czy nie straciliśmy go zbyt dużo, rozmawiając na ten dość błahy temat.
Pan odpowiada:
-?Ja z przyjemnością obserwuję, jak wy czujecie się dobrze w mojej obecności. Zauważ, Anno, że Ja nigdy nie usiłuję tłumić indywidualnych cech waszych osobowości, bo tak bardzo szanuję każdego z was. Aprobuję każdego takim, jakim jest, z jego upodobaniami. Każdemu z was dałem tak wiele możliwości wyboru i zależy Mi na tym, abyście z tych możliwości korzystali. W moim świecie nie ma dwóch identycznych bytów, a wy w życiu na ziemi poprzez dokonywane wybory (przyjmowanie jednych wartości, a odrzucanie innych) kształtujecie się, wypracowując powoli pełnię swojej osobowości.
Zaczynamy rozmowę. Krótka wymiana zdań przeradza się w dłuższe opowiadanie Anny. Kończąc je, Anna zauważa:
-?Pan powinien ukrócić to moje gadanie.
Pan odpowiada pytaniem:
-?Czy naprawdę powinienem...?
Anna zdaje sobie sprawę z tego, że jeśli Pan zacząłby nas ganić za nasze uchybienia, to nigdy już nie odważyłaby się spontanicznie zwracać do Niego z obawy przed Jego niezadowoleniem, i woła:
-?Nie, Panie! Całe szczęście, że jesteś taki, jaki jesteś.
-?To teraz przystąpimy do pisania rozdziału 49.
Gdy kończymy, Pan mówi:
-?Przyjmijcie błogosławieństwo moje...
Zaczynamy prosić za różne osoby.
-?Rozciągam je na wszystkich, za których prosiliście...
30 stycznia 1999 roku
-?Oddajemy Ci, Panie, męża Kamili i prosimy, abyś go objął swoją opieką - mówi Anna.
Pan uśmiecha się:
-?Ja sobie z nim poradzę.
-?Moja córeczko, zapewniam cię, że jesteś normalna, a tylko bardzo wrażliwa. Dlatego łatwo cię zranić. Pragnę, abyś zaufała Mi i oparła się o Mnie całym swym ciężarem. Ja mam dość sił, aby cię nosić na ręku, nawet przez całe życie. Dlatego proszę cię, potraktuj swój wyjazd na rekolekcje jako przygotowanie do modlitwy o wylanie Ducha Świętego. Pragnę objąć cię swoją miłością, stać się twoim prawdziwym lekarzem, najbliższym przyjacielem i towarzyszem w twojej codzienności. Przy Mnie nie obawiaj się niczego, odrzucaj zatem wszelkie myśli deprymujące, przygnębiające, które cię niszczą.
Kamila pyta:
-?Jaka przeszkoda jest we mnie największa? Czy mogę coś zmienić, naprawić?
-?Największą przeszkodą jest brak jedności i porozumienia pomiędzy wami. Radziłbym ci tak: Po pierwsze, nawiąż jedność ze Mną. Miej stałą świadomość mojej obecności i pomocy, bo naprawdę - uwierz Mi, dziecko - żaden człowiek nie jest w stanie kochać cię tak, jak Ja cię kocham. Do tej jedności włączaj w myślach swojego męża, prosząc o pomoc dla niego. Pamiętaj, że Ja kocham go bezgranicznie, tak samo jak ciebie, twoją córkę, twoją rodzinę i wszystkich innych ludzi na świecie. Nie ma człowieka, o którego bym nie zabiegał. Tylko jedni ufają Mi i polegają na Mnie, a drudzy całą swą wolą bronią się przede Mną. Wtedy potrzebuję interwencji ludzi im bliskich, aby pośredniczyli, prosząc Mnie (w ich imieniu) o ich zwrócenie się ku Mnie - o nawrócenie.
Od tej chwili niczym się już nie trap, nic złego nie przewiduj, niczym z góry się nie martw. Wszystkie twoje sprawy biorę na siebie. Jakże inaczej może postąpić prawdziwy przyjaciel - Ten, który wszystko może, ale liczy się z waszą wolą?
Przyjmij, córeczko, błogosławieństwo Boga, który cię kocha - aż do ofiary śmierci. Przytulam cię do serca. Daję ci pokój mój. Niech spocznie na tobie i towarzyszy ci na rekolekcjach. ?
Pamiętaj, że wyjedziemy i cały czas będziemy razem - ty i Ja.
Kamila wspomina swą zmarłą kilkanaście lat temu babcię z wdzięcznością za jej miłość i zastanawia się, czy obecnie babcia też ją wspiera.
-?Moje dzieci - mówi Pan - czy możecie wyobrazić sobie niebo, w którym nie istnieje miłość pomiędzy jego mieszkańcami a wami? Na pewno jest ona nieporównanie większa i prawdziwsza od istniejącej na ziemi. Wszyscy wasi bliscy zabiegają o was i błagają o pomoc - taką, która pozwoli wam dołączyć do nich. Babcia daje ci swoje błogosławieństwo i zachęca cię do walki o Boże prawa ziemi.
2 lutego 1999 roku, Ofiarowanie Pańskie
Zapraszamy Matkę Bożą w dniu Jej święta. Odmawiamy też razem z Nią modlitwę, której nas nauczyła: "Ojcze, oddajemy Tobie wspólnie z Maryją...". Przez dłuższy czas przedkładamy Jej różne sprawy i prośby, a także podziękowania. W końcu dopuszczamy Matkę Bożą do głosu.
-?Witajcie, moje dzieci! Ja zawsze pragnę rozmawiać z wami, jeśli wy tego chcecie. Słuchałam, kiedy wy wyliczaliście potrzeby innych ludzi, i od razu oddawałam je Panu jako nasze wspólne prośby. Bo przecież zaczęliście od tych słów, które wam podyktowałam ("wspólnie z Maryją"). W waszym kraju prawie nie ma ludzi, którzy by nie potrzebowali wstawiennictwa. Ja nieustannie proszę za was i za wszystkich Polaków rozsianych po świecie. Bo przecież oni wyszli z tego samego pnia, z tych samych tradycji. Kształtowały ich te same wartości, oparte na prawach Bożych, przyjętych i uznanych przez wasz naród za własne.
Moje dzieci, jakże blisko już jest czas "globalnych przemian" (Maryja celowo używa tego współczesnego wyrażenia, stosowanego często w środkach przekazu) - czas, w którym runą z piedestałów bożki osadzone tam przez pychę ludzką. Ale to dopiero początek...
Nie będę was straszyła grozą, ponieważ ochraniać was będę - ale po to, abyście jak najszybciej wracali do Jezusa i jednocześnie wstawiali się za resztą świata.
Bóg pragnie, żebyście ukazali się reszcie narodów w postaci miłosiernego samarytanina - samarytanina współpracującego z Nim samym. Módlcie się stale i proście zawczasu o godną śmierć tych, którzy ginąć będą, i o nawrócenie dla jak największej liczby ludzi na ziemi.
Cieszę się, że w tym niebezpiecznym okresie będę mogła być nie tylko Matką waszą, lecz i Przewodniczką. Bo Bóg powierzył mi tę misję i moje kierownictwo, wstawiennictwo i pomoc staną się waszym najmocniejszym oparciem i ratunkiem. Pomogę każdemu, kto zapragnie powrotu w ramiona Ojca i będzie prosił mnie o pośrednictwo. Pan daje mi na nadchodzące czasy tę wielką łaskę, że mogę być pośredniczką pomiędzy Nim a ludzkością.
Wy, moje dzieci, chciejcie wspomagać swoją Królową w tym dziele. Dlatego spodziewam się, że ucichną wszelkie "potępieńcze swary" (Pan Tadeusz Adama Mickiewicza, Epilog), a zrodzi się prawdziwa braterska miłość - miłość niepamiętliwa, współczująca, z wyrozumiałością traktująca zbłąkanych i grzesznych. Trwając w takiej postawie, będziecie zdolni przyjąć całe morze łask, które Pan zamierza wylać na cały wasz naród.
Zachęcam was, abyście już starali się o taką postawę. Dlatego radzę wam: stale, z wytrwałością oddawajcie miłosierdziu Boga każdego, o kim mówicie lub myślicie źle. Ja stoję u wrót miłosierdzia Pana i natychmiast dołączam się do waszych próśb, tak jak matka towarzyszy modlitwie dzieci.
Teraz powiedzcie mi, co was najbardziej gnębi, o co przede wszystkim prosicie, na czym wam najbardziej zależy.
-?Mnie gnębi to - mówi Grażyna - że Polska jest ciągle takim targowiskiem, w którym gubi się dobro, gubi się budowanie ładu społecznego opartego na Bożych prawach. Co gorsza, również ci, którzy zdają się mieć jakąś formację, gubią się w tym chaosie i stają się bezradni. Na przykład, ile razy mówi się o sprawach wychowania, to spotyka się z reakcją w postaci zniechęcenia. Ludzie zdają się uciekać przed sobą. Piękne ideały, prawdziwe wartości są odrzucane. Ludzie uciekają chyba przed własnym sumieniem.
-?Mnie przeraża to - mówi Grzegorz - że tyle ludzi tak bezkrytycznie odrzuca Boga lub spycha Go na margines swego życia, jednocześnie zachłystując się tym, co lansuje świat, "Europa", postęp itp.
Matka Boża tłumaczy:
-?To są właśnie ci, gdzie ziarno słowa Bożego padło na skałę. A co do targowiska, to burza rozpędzi wszystkich handlarzy.
-?Przeraża mnie narastająca fala agresji i przemocy wśród młodych ludzi - mówi Grażyna.
Matka Boża zauważa:
-?Gdybyście czytali Konecznego, zobaczylibyście, że jest to naturalny skutek prób cywilizowania według metod innej cywilizacji tych, którzy mieli własną, tak jak wy - łacińską. Koneczny przewidywał, że takie próby spotykać się będą albo z oporem zbrojnym, albo z destrukcją i rozpadem społeczeństwa.
-?Zależy nam - mówi Anna - na powszechnym powrocie do dawnych wartości: "Święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja...".
-?Potrzebujemy, żeby wyłaniali się ludzie będący wzorcami i spośród nich ci, którzy mogą być przywódcami - dodaje Grzegorz.
-?Dzieci, Ja takich ludzi mam. Ujawnią się wtedy, kiedy ucichnie zgiełk kłócących się polityków. A ucichnie wtedy, kiedy najważniejszą dla nich sprawą stanie się bezpieczne przeżycie. Nikt - oprócz ludzi naprawdę odważnych i odpowiedzialnych - nie zechce ryzykować życia wobec takiej sytuacji międzynarodowej, jaka zaistnieje. Ja znam swoich i dopomogę im, lecz wtedy, kiedy okoliczności doprowadzą was do zrozumienia konieczności konsolidowania się całego narodu przede wszystkim dla obrony granic.
Nie lękajcie się i nic nie przewidujcie z góry. Przecież to ja jestem waszą Królową i odpowiadam za was przed Bogiem.
Teraz przyjmijcie błogosławieństwo Pana dawane wam przez moje ręce. Błogosławię was, dzieci, w waszej służbie, w waszych rodzinach, wśród ludzi, którym służycie. Daję wam więcej sił fizycznych i więcej nadziei. Przecież Boga nikt nie zwycięży. Więc trzymajcie się Go jak dzieci ojca i starajcie się pełnić Jego wolę. Niech Duch Święty oświeca was i prowadzi. ?
Pełni radości i wdzięczności odmawiamy Chwała Ojcu, prosząc, by Maryja włączyła naszą modlitwę w swoją. Zwracamy się też do Boga w imieniu innych ludzi: przepraszamy Go wraz z tymi, którzy nie przepraszają Go za swoje grzechy, i mówimy, że Go kochamy wraz z tymi, którzy Go nie kochają.
Matka Boża mówi:
-?Dzieci, kocham was. Tulę do serca i proszę, bądźcie pełni nadziei. Ufajcie miłości Jezusa do was. Pocieszajcie i podtrzymujcie innych, i proście, aby nikt nie odebrał wam waszego zaufania do Pana. Jeżeli On wam ufa, jakżeż wy moglibyście Go zawieść!
3 lutego 1999 roku
Grzegorz był na pogrzebie swojej krewnej, która zmarła w podeszłym wieku (98 lat). Starość i choroby (ostatnie trzy lata spędziła w łóżku), a także samotność po śmierci bliskich znosiła pogodnie.
-?Witajcie, moi drodzy! Grzegorzu, nie obawiaj się o los twojej ciotecznej babki. Jakżeż bym mógł nie przyjąć jej. Była tak stęskniona i tak cierpliwie czekała, kiedy ją zawołam. To wystarczyło, abym przyszedł po nią i zaprowadził ją do domu Ojca, gdzie tyle osób oczekiwało jej.
-?Dziękujemy Ci, Panie, za to... Chwała Ci, Panie!
-?Teraz przystąpimy do pisania 50. rozdziału.
4 lutego 1999 roku
Podczas korekty tekstu z poprzedniego dnia stwierdzenie, że tak wielu ludzi jest poranionych, Anna komentuje, mówiąc, że ludzie nie byliby tacy poranieni, gdyby przebywali blisko Pana, tak jak apostołowie, i chodzili Jego śladami.
Pan zauważa wówczas:
-?Moi kochani, przecież tutaj Ja jestem z wami...
Po skończeniu korekty, gdy wyrażamy gotowość zapisania kolejnego rozdziału, Pan mówi:
-?Witajcie! Jeżeli wy jesteście gotowi do pisania, to Ja tym bardziej do przedstawiania wam moich myśli.
Po krótkiej uwadze Anny na temat swojej niepożyteczności Pan zauważa:
-?Wiedz, że to, co teraz piszemy, będzie pokarmem dla wielu pokoleń.
Po zakończeniu pisania prosimy o błogosławieństwo, prosząc o rozciągnięcie go także na inne, wymieniane przez nas osoby.
Pan mówi:
-?Przygarniam was do serca, dzieci, i obejmuję błogosławieństwem moim całą waszą Ojczyznę i tych, których wojna rozproszyła po świecie, tych, którzy tęsknią do powrotu. Czy nie widzicie, jak bardzo was kocham? Przecież to u was właśnie i przez wasze ręce przechodzi moje wezwanie do ratowania świata.
Kocham was i błogosławię. Błogosławię również twojego gościa, Grzegorzu, (Rosjanina) aby poczuł się dobrze w polskim domu, który zawsze był taki gościnny. Daję wam pokój mój i radość, którą powinniście mieć, rozumiejąc, że wykonujecie w tej chwili wolę moją. Miejcie tego stałą świadomość.
Błogosławię was w imię Boga w Trójcy Świętej Jedynego, Boga nieskończonej miłości i miłosierdzia. ?
6 lutego 1999 roku
W modlitwie biorą udział sąsiedzi Anny. Pan zaczyna rozmowę:
-?Witajcie, dzieci! Powiedzcie, z czym przychodzicie.
Beata pyta:
-?Jak mogę pomóc mojej mamusi? Co mam robić?
-?Córeczko - odpowiada Pan - już ci to ułatwiłem: wszystko, co ci się wydarzyło (chodzi o złamanie ręki w drodze do szpitala i wynikającą stąd niesprawność i niemożność posługiwania matce), razem z bólem oddaj Mi od razu w intencji dopomożenia twej matce. Nie zapominaj jednak, że Ja kocham ją tak samo bezgranicznie jak was oboje i miliardy innych osób. Teraz dałem ci to cierpienie, abyś miała co ofiarować, a zapewniam cię, że to, co przeszłaś - wypadek i niesprawność - oddane Mi i przyjęte przeze Mnie znaczą w moich oczach więcej niż twoje posługi przy mamie (bo one dotyczyłyby tylko jej ciała).
To są ostatnie dni twojej matki. Raczej będę chciał je skrócić niż wydłużyć (żeby mniej cierpiała).
Pamiętaj, córko, że Mnie bardziej chodzi o dobro twojej matki niż tobie, bo powołałem ją do istnienia nie po to, aby ją unieszczęśliwić na wieczność. Dlatego wszystko, co jej dotyczy, dzieje się przed moimi oczyma (czuwam nad nią). Tylko ty współpracuj ze Mną, myśląc o niej z miłością i współczuciem. Proś też o wstawiennictwo naszą najdoskonalszą Matkę, bo Maryja żadnej prośbie nie odmawia.
Jeżeli poprosisz Mnie jako córka, przebaczając swojej matce jej charakter i stosunek do ciebie, Ja będę mógł zaoszczędzić jej wiele cierpień w moim świecie. I myśl o niej z miłością.
Teraz pragnąłbym dać wam swoje błogosławieństwo.
-?Z tego poprzedniego przesłania Matki Bożej sprzed trzech lat, w którym nałożyła na mnie obowiązek okazywania miłości mojej matce, nie wywiązałam się. Co mam z tym począć?
-?Bo nie jesteś doskonała, córeczko - odpowiada Pan. - Ja ci to wybaczam i twoja matka wybaczy ci to z radością.
Przyjmijcie moje błogosławieństwo, które rozciągam na wasze rodziny. Przyjmijcie moje dary: więcej spokoju, więcej radości, a przede wszystkim zrozumienia, że moje działania mają na celu zawsze wasze dobro - a to dotyczy teraz twojej matki i ciebie. Obejmuję was swoim miłosierdziem.
10 lutego 1999 roku
Poprawiamy pomyłkę w numeracji rozdziałów (rozdziały 48-52 otrzymują numery 49-53). Pan przystępuje do przekazywania treści nowego rozdziału.
Ostatnie Jego słowa brzmią:
-?Każdego z was wzywam do zawarcia przyjaźni ze Mną, teraz i w wieczności.
Potem Pan mówi:
-?I to jest wszystko.
-?Dziękujemy Ci, Chryste - mówi Anna, patrząc na obraz oblicza Chrystusa.
-?I Ja wam dziękuję, dzieci.
Spontanicznie odmawiamy "Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi...".
Gdy kończymy, Pan mówi:
-?I to właśnie umieśćcie na końcu.
Zaczynamy rozmawiać o przedmowie, którą trzeba by napisać. Dochodzimy szybko do wniosku, że jest to właściwe zadanie dla ojca Jana ze względu na przeniknięcie tej książki kwestią służby Kościoła wobec świata i znajomość przez ojca tematyki: "Kościół a świat współczesny". Pytamy Pana, czy dobrze odczytujemy Jego zamiary. Pan odpowiada z uśmiechem:
-?Nie możecie się mylić, bo czytamy to razem.
17 lutego 1999 roku, Środa Popielcowa
Po Mszy Świętej omawiamy uwagi ojca Jana do rozdziałów 47-54. Anna mówi między innymi, że treść ostatnich rozdziałów zmieniła jej stosunek do Kościoła, rozbudzając większą miłość, zrozumienie i szacunek dla obecności żyjącego w nim Jezusa. Porównanie Pana, że dogmaty Kościoła rzuca jak koła ratunkowe, które ratują nas przed utonięciem w ciemnych i mętnych ideach naszego wieku, uradowało nas. Z uczuciem radości z zakończenia najważniejszego etapu pracy nad książką zwracamy się do Pana, oddając Mu nasz czas.
Pan mówi:
-?Witajcie, dzieci! Cieszę się wraz z wami. Skończyliśmy pracę, którą rzucam wam właśnie jak koło ratunkowe, ukazując wam kierunek moich starań dla nowego wieku. Dlatego mówię "koło ratunkowe", że pragnę wyzwolić was z egoizmu, zapraszając każdego, kto tego zapragnie, do przyjaźni ze Mną - służącym światu i ratującym go od samozagłady. Kto pójdzie za Mną, temu udzielę swoich sił, a przede wszystkim podzielę się z nim swoją miłością do całej rodziny ludzkiej.
Jeżeli zechcecie zauważać biedy ludzkie i zapragniecie im zaradzić, staniecie się wolni, bogaci i szczęśliwi, bo ubogaceni wdzięcznością ludzką i szczęśliwi szczęściem tych, którym dopomogliście lub których uratowaliście. Uwolnicie się też od ciężaru dźwigania waszych bogactw i usilnej, a niepotrzebnej walki o zdobywanie dalszych - walki o tak niegodne i marne krótkotrwałe dobra świata.
Pragnęlibyście wiedzieć, jaki chciałbym dać tytuł. Chciałbym jak najprostszy...
Anna mówi, że tytuł powinien wyrażać myśl: "Dzieci, zapraszam was do przyjaźni ze Mną", ale powinien być krótszy.
Podany tytuł nie wydaje się nam dobry z tego względu, że na książce będzie figurować imię Anny, więc ktoś mógłby traktować te słowa jako wypowiedziane w jej imieniu, a nie Boga. Przez dłuższy czas proponujemy i analizujemy inne sformułowania, jak "Zaproszenie do przyjaźni z Bogiem" i "Bóg zaprasza (nas) do przyjaźni", a także nasz tytuł roboczy: "O przyjaźni z Chrystusem", i w końcu dochodzimy do wniosku, że w miarę dobrym krótkim tytułem jest "Bóg zaprasza do przyjaźni".
W końcu pytamy:
-?Co Ty o tym sądzisz, Panie?
-?Sami widzicie, jak trudno jest wyrazić pełnię treści duchowej w języku pisanym. Dlatego niech pozostanie tak, jak to sformułowaliście.
Moi drodzy przyjaciele. Chyba mogę już tak was nazywać. Nie sądzę, abyście chcieli kiedykolwiek Mnie porzucić...
Dzisiaj jesteście wszyscy bardzo zmęczeni, dlatego nie będę was dłużej zatrzymywał. Dziękuję ci, Janie, za korektę i liczę na przedmowę. Nie bój się, bo ci pomogę. Bądź co bądź to moja książka.
Zaczynamy rozmawiać między sobą. Gdy Anna wyraża pragnienie, żeby książka jak najszybciej została wydana, Pan mówi:
-?Ja też bym tego bardzo chciał i będę o to zabiegał.
-?Panie, liczymy na Ciebie.
-?Moja redakcjo kochana, przyjm moje specjalne błogosławieństwo, bo naprawdę nie szczędziliście ani sił, ani czasu, aby książka jak najszybciej powstała. Ogarniam was swoją miłością, daję wam więcej sił i zdrowia, a także radości. Moja radość jest ponad nieszczęściami świata. Pragnę, aby promieniowała z was.
Obejmuję swoją troską, miłością i pomocą tych wszystkich, o których się troszczycie, za których prosicie i... będziecie prosili. Chcę, aby w naszym mieszkaniu, Anno, panowała stale atmosfera pokoju i radości, bo pragnę wspomagać tych, którzy tu przychodzą. A ciebie będę wspierał wedle twoich starań o to, aby nie poddawać się emocjom. Pamiętaj, że Ja jestem tu po to, aby służyć. Jest to nasza wspólna praca.
Pan zwraca się do ojca Jana i Grzegorza:
-?Zapraszajcie Mnie do współpracy w codziennym życiu częściej, niż robiliście to do tej pory (ze zrozumienia: dla Pana jest to radość, a nie kłopot czy utrudzenie).
Przyjmijcie błogosławieństwo Boga kochającego, pełnego miłosierdzia w całej Jego świętości i mocy. ?
22 lutego 1999 roku
Modlimy się za niewierzącą znajomą Kamili chorą na raka. Kamila prosi Pana, żeby dał poznać tej chorej swoją miłość, a dla siebie prosi o umocnienie wiary i ufności. Dodajemy prośby za inne osoby. Gdy Kamila pyta, czy można coś zrobić oprócz zdania się na Pana, Pan odpowiada:
-?Przekaż twojej koleżance (przyjaciółce chorej, również niewierzącej), że codziennie modlisz się za nią. I rób to.
Wymieniamy dalsze osoby, za które prosimy. Prośby nasze zaczynamy kierować do Matki Bożej.
Gdy Anna uzasadnia nasze prośby w słowach:
-?Prosimy Cię, Maryjo... Bo po to zostałaś ustanowiona naszą Matką, żeby wstawiać się za nami u Ojca.
Matka Boża odpowiada:
-?Moje kochane dzieci. Dlatego oddano mi was wszystkich (całą ludzkość) w opiekę, abyście mieli do kogo uciekać się, komu wyżalić się, kogo prosić o pomoc lub ratunek. Takie właśnie jest zadanie matki względem małych dzieci, a przecież wszyscy jesteście jak małe dzieci.
-?Tak - potwierdza Anna. - Widzimy to po reakcjach własnych i innych ludzi.
-?Będę prosiła za was - i już to czynię - ale dodajcie jeszcze: "Niech się we wszystkim spełnia wola Boga Najwyższego".
-?Niech się we wszystkim spełnia wola Boga Najwyższego, Ojca naszego i Pana - mówimy wspólnie.
Matka Boża dodaje z uśmiechem:
-?Może dodajcie jeszcze: "Ojcze, oddajemy Ci z zaufaniem życie nasze i naszych bliskich. Prosimy, aby w nas spełniała się wola Twoja".
-?Ojcze, oddajemy Ci z zaufaniem życie nasze i naszych bliskich. Prosimy, aby w nas spełniała się wola Twoja - powtarzamy razem.
Matka Boża mówi:
-?A ja proszę za was: "Ojcze nasz, dozwól, aby w każdym z tych trojga moich dzieci ujawniła się Twoja miłość i aby stali się pomocą w Twoich planach".
Przejęci słowami Matki Bożej zaczynamy rozmawiać o znaczeniu Jej prośby dla nas.
-?Maryjo, jeżeli Ty prosisz, to może tak się stanie, bo gdybym sama liczyła tylko na własne siły, to byłby cud - mówi Anna. - Ale mimo to, że znam swoją słabość, chciałabym, aby miłość Boga do nas, ludzi, przepływała przeze mnie - dodaje po chwili.
-?My też - mówią Kamila i Grzegorz.
-?Gdybyście wiedzieli, dzieci, jak mało osób prosi o ten największy z darów Bożych.
-?Prosimy o to. I dziękujemy z góry - odpowiada Anna.
-?A co innego jest warte pragnienia niż to, żeby być narzędziem miłości Boga? - odpowiada pytaniem Kamila.
-?Kamilo, moja córeczko! Słusznie powiedziałaś. Tylko to ma znaczenie. Ale to, co dla człowieka jest niewykonalne, Bóg może sprawić w każdym z was. Przecież miłość to On, a miłość jest udzielaniem się Boga, który z radością używa tych swoich dzieci, które Go o to proszą.
Proszę was, nie wątpcie, że Bóg spełni to, co postanowił. Do was należy jedynie nieczynienie Mu przeszkód w sobie.
Zaczynamy rozmawiać o tym, czym takie przeszkody mogą być. Mówimy też o rozważanym przyjeździe na wakacje grupki dzieci z Białorusi, o powstających w tym trudnościach i powierzamy Matce Bożej całą sprawę, a przede wszystkim same dzieci i ludzi, którzy mogą pomóc.
Tulę was do serca, dzieci, i przekazuję wam błogosławieństwo Boga w pełni blasku, majestatu i miłosierdzia Trójcy Świętej. ?
25 lutego 1999 roku
-?Panie, martwię się o Zdzisławę, o siostrę Marylkę... - Anna wymienia jeszcze kilka osób. - A może mógłbyś powiedzieć, Panie, jak mogłabym im pomóc?
-?Witajcie, dzieci! - mówi Pan.
Anna powierza jeszcze inne osoby, i po chwili zastanowienia dodaje:
-?A może w tych prośbach jest też nasz egoizm, bo powierzając sprawy Tobie, sami pozbywamy się niepokoju.
Grzegorz odpowiada Annie ze śmiechem, traktując jej pytanie trochę jak przekorny żart:
-?Jeżeli już, to nie egoizm, lecz raczej wygodnictwo - i to oparte na zaufaniu do Boga, bo inaczej nasze prośby nie miałyby sensu.
Pan dodaje z uśmiechem:
-?Dobrze, Grzegorzu, odczytujesz moje myśli.
Po czym mówi dalej poważnie:
-?Pamiętajcie, że Ja każdą waszą prośbę kierowaną troską o drugiego człowieka przyjmuję i traktuję bardzo poważnie. Nigdy nie zapomnę o waszych prośbach za te osoby. Napełnia Mnie radością wasze zaufanie. Obejmuję wtedy swoją opieką zarówno was, jak i tych, za których prosicie.
-?To może być interesowne z naszej strony... - wyraża wątpliwość Anna.
-?Nie. Za każdym razem pogłębia się więź przyjaźni pomiędzy Mną a wami. A w ten związek wciągacie każdego, za kogo prosicie i kogo Mnie oddajecie.
-?W takim razie, Panie, oddajemy Ci całą małą niebieską kulę, którą zamieszkują Twoje dzieci, bardzo jeszcze niedojrzałe. Ludzie są nie tyle źli, ile głupi, a ich złe postępowanie jest często rezultatem złego przykładu dawanego przez chrześcijan.
-?Moi drodzy, ludzkość jest nie tylko niedojrzała. Jest też, niestety, posłuszna pragnieniom Szatana poprzez uleganie jego pokusom. A ulega tak łatwo dlatego, że nie zna lub, co gorsza, odrzuciła prawa moje, a w ich miejsce ustawiła swoją własną hierarchię wartości, obejmującą wyłącznie dobra materialne, z egoizmem indywidualnym i zbiorowym jako najwyższym prawem człowieka, który odrzucił Boga i - przekonany o swej bezkarności - uzurpuje sobie moje prawa. Będąc bowiem stworzeniem, chce uważać się za Boga i pana tej "małej planety".
A teraz, Anno, odpowiem ci na twoje niepokoje. Wszystkie znajome nam osoby oddawaj Mi w opiekę i proś Archanioła Michała, aby strzegł was wszystkich przed pokusami nieprzyjaciela. Spróbuj codziennie odmawiać modlitwę do niego (egzorcyzm).
Atakowani jesteście wszyscy, każdy wedle swoich słabych stron. Ponadto, jak sama mówiłaś, Szatan usiłuje posługiwać się waszymi zaletami dla swoich celów [...].
Anna zaczyna mówić z podziwem o Świętym Bernardzie z Clairvaux, który skutecznie zachęcił do wstąpienia do zakonu całą swoją rodzinę. Na koniec mówi z uśmiechem, że to był upadek rodu (to znaczy kres).
Pan odpowiada na to:
-?Ale cały ród trwa u Mnie.
Zaczynamy rozmawiać o osobie, która mówiła Annie, że uważa jej mieszkanie za sanktuarium i sądzi, że nie powinni tu przychodzić grzesznicy. Zastanawiając się, jak ją przekonać, mówimy, że zgodnie z jej przeświadczeniem należałoby tym bardziej zakazać wstępu do kościołów, skoro Pan jest tam obecny w tabernakulum i podczas Mszy Świętej na ołtarzu, a przecież Pan tam czeka na grzeszników i nie brzydzi się nimi, lecz pragnie okazać im miłosierdzie. Na gorzką uwagę Anny, że księża powinni tam stale siedzieć w konfesjonałach, Pan odpowiada:
-?Ja też tak myślę.
-?Co mam jej powiedzieć, co by ją uspokoiło?
-?Powiedz jej, że Ja życzę sobie, abyś miała koło siebie życzliwe ci osoby [...]. Mnie niczyja obecność nie może obrazić, natomiast martwią Mnie i bolą brak życzliwości i podziały, jakie między sobą tworzycie. Pragnę, abyście byli dla siebie przyjaciółmi, nieśli sobie pomoc, traktowali się z wyrozumiałością i usprawiedliwiali nawzajem. Po tym poznają, żeście uczniami moimi. Wystrzegajcie się więc kwasu podejrzliwości i niechęci, bo taka postawa może zniszczyć każdą grupę charyzmatyczną - a przecież nazywacie ją wspólnotą. Niech każdy z was stara się być dla innych tak wyrozumiały, kochający, niepamiętliwy, serdeczny i współczujący, jak Ja jestem względem was.
Nie dajcie się, dzieci, wodzić na pokuszenie. Jeśli podsuwane wam będą myśli pełne podejrzliwości, wzbudzające niechęć i nieżyczliwość, natychmiast módlcie się o łaskę moją dla tej osoby, którą oskarża nieprzyjaciel wobec was. To on pragnie rozbicia jedności, zasiania nieufności i podejrzliwości wzajemnej wśród was [...].
Mariannie powtórz ode Mnie, że ją kocham, kochałem zawsze i że to się nigdy nie zmieni. Cokolwiek zrobi dla innych, może w tym liczyć na moją pomoc.
Teraz przyjmijcie moje błogosławieństwo. Przygarniam was do serca. Cieszę się wami i cały czas podtrzymuję wasze siły. Widzicie to u innych, a nie zauważacie u siebie?
Daję wam błogosławieństwo moje, a w nim wiele spokoju, radości i sił, bo wiem, jak słabi jesteście, a i to, że staracie się zrobić możliwie dużo dla Mnie. Jakże Ja was kocham, dzieci.
Błogosławieństwo moje rozciągam na wszystkich, którymi niepokoiliście się. ?
10 marca 1999 roku
Spotykamy się we czworo. Po dłuższej rozmowie na temat przygotowanej przez ojca Jana pierwszej wersji przedmowy do książki Bóg zaprasza do przyjaźni i proponowaniu zmian układu i uzupełnień treści prosimy Pana, by zwrócił nam uwagę na błędy i usterki.
Pan mówi:
-?Witajcie, dzieci!
-?Witamy Cię, Panie!
-?Teraz jest lepiej, bo zaczynacie od mojej inicjatywy, a kończycie na istotnej z pozycji wydawnictwa sprawie połączenia książki z Ćwiczeniami duchowymi Ignacego Loyoli.
Wydaje Mi się, że wasz lęk przed nadchodzącą serią tragicznych wydarzeń będzie wzrastał i sprzyjał wydaniu tej książki, którą możecie nazwać wyciągnięciem mojej pomocnej dłoni. Im szybciej zdacie sobie sprawę z jej niezbędności, tym lepiej przygotowani będziecie na wypełnienie moich zamierzeń względem waszego kraju.
Pracujcie spokojnie, bo już jesteście na dobrej drodze.
Kochani, bardzo zmęczyliście się, starając się jak najlepiej objaśnić moje zamierzenie. Teraz przytulam was do serca i dodaję wam więcej sił.
Przyjmijcie błogosławieństwo Boga Najwyższego w nieogarnionej pełni Jego miłości do was. Miłością tą obejmujemy wszystkich, o których dzisiaj myśleliście i mówiliście. ?
11 marca 1999 roku
-?Wiemy, Panie, że byłeś tu i słuchałeś wszystkiego, o czym mówiliśmy. A teraz prosimy o Twoją opinię.
-?Witajcie, dzieci! Cieszę się wami i chcę, abyście zapamiętali sobie, że wszystko, co czynicie, mówicie, planujecie dla dobra waszych bliźnich - i to bezinteresownie - wszystko to jest miłe mojemu sercu i otrzyma moje wsparcie w trakcie realizacji. W waszych planach proście nie tylko o mój współudział, bo to jest oczywiste, skoro właśnie Ja pobudzam was do czynienia miłosierdzia, lecz także proście o to, abym was spotykał z ludźmi myślącymi podobnie, abym pomagał wam w tworzeniu grup rozumiejących się ludzi. Może lepiej nazwać je wspólnotami tworzonymi dla zaspokojenia potrzeb społecznych w najbliższym wam otoczeniu, a także dla uzupełnienia dostrzeganych luk w zorganizowanych formach niesienia wzajemnej pomocy.
Tu odwołuję się do żyjących w świecie dzieci mojego Kościoła. Wy właśnie stykacie się najbliżej z krzywdą i niesprawiedliwością, z nieszczęściem, samotnością i bólem. A Ja wciąż poszerzam wasze serca. Chciałbym, tak bardzo chciałbym, abyśmy mogli kochać wspólnie wszystko to, co potrzebuje miłości i bez niej usycha lub wypacza się.
Czy sądzicie, że czynię to, nie mając żadnych planów? Nie jest tak. Daję wam moje światło i jeżeli je przyjmiecie, na pewno dam wam odpowiednią pomoc i wsparcie. Wiecie już, że Ja lubię działać skromnie, cicho, bez reklamy i rozgłosu. Jednakże w waszej służbie potrzebne Mi są: wasza miłość do ludzi i zaufanie do Mnie. Mówcie Mi o swoich planach i projektach. Powierzajcie Mi tych, którym pragniecie pomóc, i oddawajcie Mi siebie z pełnym przekonaniem, że użyję was w mojej służbie i nigdy nie zawiodę.
Pamiętajcie, dzieci, że wasza chwała w moim domu polega na podobieństwie do Mnie. Im więcej dacie, im mniej zatrzymacie dla siebie z wszystkich darów, którymi was obdarzam, tym bardziej zbliżycie się do Mnie. A moim największym pragnieniem jest, abyśmy stali się jednym. Chciałbym, dzieci, być Ojcem każdej wspólnoty i przyjacielem najbliższym każdego, kto pragnie Mi służyć.
Oddajemy Panu ludzi nam bliskich i tych, o których szczególnie się troszczymy, o których wcześniej rozmawialiśmy.
-?Moi kochani, błogosławieństwem moim obejmuję wszystkich, których Mi oddajecie, a zwłaszcza tych, którzy sami się nie modlą. Przyjmijcie błogosławieństwo Boga Najwyższego w pełni świętości, chwały, miłości i miłosierdzia Trójcy Świętej. ?
13 marca 1999 roku
Gdy kończymy pracę nad korektą przedmowy, Anna mówi z radością:
-?Zrozumiałam, dlaczego sami "męczymy się" z tym tekstem. Pan daje nam, jako swym przyjaciołom, którzy Go rozumieją, większy udział w przygotowaniu książki.
Z radością i wdzięcznością odmawiamy:
-?Ojcze, oddajemy Tobie wspólnie z Maryją w imieniu całego narodu naszą dobrą wolę służenia Tobie w Twoich planach odrodzenia świata. Kochamy Ciebie i pragniemy być Ci wierni.
-?Dziękujemy za "już" i prosimy o "jeszcze" - dodaje żartobliwie Grzegorz.
Pan odpowiada:
-?A Ja was mocno przytulam do serca, bo pragnę, aby moja miłość przenikała was, moi kochani przyjaciele i powiernicy. Przyjmijcie błogosławieństwo Boga w świętości i chwale Trójcy Świętej. Niech spocznie na was i pozostanie, a miłość moja niech się w was zakorzenia. ?
14 marca 1999 roku
Po rozmowie z siostrą Marylką i naniesieniu poprawek do przedmowy zwracamy się do Pana. Prosimy Go o pomoc w związku z problemami niepokojącymi siostrę Marylkę, prosimy za umierającego ojca siostry Eweliny i za nią samą, prosimy za kapłanów, o których mówiła siostra Marylka. Przez dłuższy czas prosimy za różne inne osoby i grupy i oddajemy je Panu. W pewnej chwili Pan mówi:
-?Moi kochani, powiedzieliście Mi wiele z tego, co was dręczy, i oddaliście Mi mnóstwo osób. A teraz proszę, oddajcie Mi samych siebie.
-?Z radością - odpowiada Grzegorz.
-?Całkowicie, Panie, z duszą, ciałem, planami, marzeniami i niestety także ze wszystkimi wadami oddajemy się Tobie do dyspozycji - odpowiada Anna, dodając po chwili prośby za innych:
-?Oddajemy Ci też tych, o których wiemy, że tego pragną.
Wymieniamy kilkanaście osób i - widząc, że niewiele znamy osób, które możemy tu wymienić - prosimy, żeby Pan dodał ich więcej.
-?Polecamy Ci też tych, którzy Ciebie szukają...
Wymieniamy prośby za różne osoby, które chcą służyć, i za te, w których może obudzić się chęć pomagania innym. Oddajemy duchowieństwo, episkopat, seminaria, zakony, w końcu całą Polskę.
-?A w ogóle to kochamy Cię, Panie, i ufamy Tobie. Pragnęlibyśmy oddać całą ludzkość pod Twoje skrzydła.
-?W tej prośbie łączymy się z Matką naszą, Maryją.
-?Bardzo dziękuję wam, dzieci, za zaufanie. Wy już wiecie, że nic strasznego (w sprawach duchowych, jak na przykład zdecydowane odstępstwo) wydarzyć się nie może temu, kto znajdzie się pod moją opieką.
Moi kochani, skończyliśmy książkę, ale nie współpracę. Teraz będziecie mieli nieco więcej czasu i z nadejściem wiosny więcej sił. Czy nie czujecie, że przyjaźń między nami zacieśnia się? Coraz lepiej Mnie rozumiecie i coraz bardziej polegacie na Mnie. Pragnąłbym, abyście każdego, kto ma trudności duchowe, oddawali Mnie. To tak jak list polecający - tłumaczy Pan z uśmiechem. - Oddawajcie tak również grupy ludzkie. Na przykład ty, Grzegorzu, ludzi z uczelni (pracowników i studentów), a ty, Anno, oddawaj Mi tych, których słyszysz w radiu lub w telewizji, o których ci mówią... Chciałbym, abyście "protegowali" swoich bliskich, zachęcając do przyjaźni ze Mną.
Dzieci, teraz już czas do domu. Ogarniam was moją miłością i obiecuję, że ona nigdy nie ustanie. Jesteście oboje pod moją specjalną opieką, specjalną ze względu na wasze zadanie.
Przyjmijcie błogosławieństwo Boga Ojca i Syna, i Ducha Świętego. ? Niech spocznie na was, doda wam sił i napełni nadzieją. Moje plany dla waszego narodu nie zmienią się, a moc Boża uzupełni waszą słabość. Pozostańcie, dzieci, w pokoju.
18 marca 1999 roku
Skończywszy korektę przedmowy napisanej przez ojca Jana, zwracamy się do Pana:
-?Witamy Cię, Panie!
-?I Ja was witam, dzieci.
Annę niepokoi sprawa, z którą zwróciły się do niej siostry z pewnego zgromadzenia, pragnąc dowiedzieć się, co stało się z zaginioną siostrą z ich zgromadzenia. Postawa sióstr sugerowała, że traktują Annę (i w rezultacie Pana) jak wróżkę. Chciały, żeby Anna zapytała Pana "tylko", czy siostra żyje, czy nie (tak czy nie). Przekazały jej zdjęcie zaginionej siostry, a teraz domagały się jego zwrotu, gdy Anna nie dawała im oczekiwanej odpowiedzi. Annę martwił brak zawierzenia ze strony sióstr, ale nie była całkiem pewna, czy powinna im odmówić.
Pan nawiązuje do tej sprawy:
-?Anno, wiem, jak martwi cię sprawa zaginionej siostry zakonnej. Oddaj fotografię i powiedz, że Ja od osób, które oddają Mi życie, wymagam zawierzenia w każdych okolicznościach. Jeżeli nie potrafią się na to zdobyć, niech wystąpią ze zgromadzeń i niech nie żyją nadal w zakłamaniu. Jeśli wierzą Mi i wiedzą, że kocham bezgranicznie każdego człowieka, powinny swoją siostrę oddawać mojemu miłosierdziu i ciągle ten akt ponawiać, skoro uważają się za wspólnotę, a sprawa dotyczy jednej z nich. Nie jest ich rolą dopytywanie się o jej los, a tylko zawierzenie jej mojemu miłosierdziu, cokolwiek by się okazało. Zachęcam je do gorliwej i stałej modlitwy wstawienniczej za nią.
Zmieniamy temat rozmowy. Po chwili Anna zwraca się z pytaniem:
-?Ale powiedz, Panie, czy taka przedmowa może być.
-?Jakżeż by nie! Przecież pisali ją moi przyjaciele.
-?Jaki Pan jest uprzejmy! - mówi Anna.
Pan dodaje z uśmiechem:
-?Cała wasza uprzejmość płynie ode Mnie.
-?A co, Panie, z moją niedelikatnością i innymi podobnymi cechami?
-?To wszystko są niedostatki. Nie jesteś przecież doskonała.
Annę uspokaja ta uwaga Pana. Zauważa z humorem, że gdyby uznała się za doskonałą, to byłby koniec.
Po chwili Pan mówi:
-?Moi drodzy, moi kochani. Cieszę się zawsze, kiedy mogę z wami rozmawiać. Każdy z was o coś się troszczy. Ty, Anno, o uchodźców z ośrodka w Nadarzynie. Powierz Mi tę sprawę, ale proś Grzegorza, aby to poruszył, gdzie może. Ty, Grzesiu, jesteś zatroskany o Akcję Katolicką. Oddawaj Mi waszą grupę i proś, abym budził w nich pragnienie służby. Módlcie się razem do Ducha Świętego, powierzając Mu siebie do dyspozycji.
Jakie ty masz kłopoty, Janie?
-?Ciągle przypominałeś mi, Panie, o tekstach społecznych do opracowania. Teraz odsuwam wszystko, żeby służyć Twoim sprawom.
-?Czy zauważyłeś, jak ci pomagam?
Widzisz, jeśli wy oddajecie Mi siebie do dyspozycji chętnie, z radością i gorliwie, wtedy Ja wspomagam was, dodaję wam sił i mocy waszym słowom, gdyż znam słabość natury ludzkiej, i stale umacniam was w sobie.
Duch Święty, dzieci, coraz silniej udziela się wam. Wiele osób jeszcze o tym nie wie, że już zostały ogarnięte Jego mocą, tak jak Kamila (ostatnio modlono się nad nią o wylanie Ducha Świętego).
Zaczynamy rozmawiać o sprawach siostry Marylki. Oddajemy Panu osoby, których postępowanie nas niepokoi.
-?Zawsze tak powinniście robić. Kiedy martwicie się o czyjeś zachowanie, zawsze oddawajcie go Mnie.
-?I siebie też oddajemy. Bo i my też potrzebujemy Twego miłosierdzia.
Pan prosi nas:
-?Pozostańcie przez chwilę w milczeniu.
Po dłuższej chwili Pan mówi:
-?Proszę teraz Ducha Świętego, aby zechciał pomóc wam: uzupełnić wasze braki, oczyścić was i obdarzyć swoją mocą. Zwracajcie się do Niego zawsze, kiedy się czujecie bezradni lub nie wiecie, jak postąpić, co wybrać. On, dzieci, pragnie służyć wam swoją Osobą i bogactwem swoich darów.
-?Duchu Święty, oddajemy Tobie siebie samych. Oddajemy Tobie teksty społeczne i potencjalnych współpracowników, o których prosimy.
Wymieniamy jeszcze kilka próśb. Potem zaczynamy dziękować za działanie Pana, za Jego plany...
Pan mówi:
-?Dzieci, obejmuję was swoją miłością, nasycam nią. Zdejmuję z was wszelkie ciężary i niepokoje. Wszyscy troje jesteście w moich dłoniach.
-?I wcale nie chcemy się z nich wyrywać - zauważa Grzegorz.
-?Czynimy to jednak ze słabości. Ale dobrze nam w Twoich dłoniach, Panie. Jesteśmy w nich spokojni, bezpieczni - dodaje Anna.
-?Tak, dzieci. Czujecie się bezpiecznie. Wszystko dzieje się w swoim czasie, a Ja dla każdego z moich dzieł wyznaczam czas najlepszy. To samo dotyczy nawrócenia każdego człowieka. Módlcie się za potrzebujących i oddawajcie ich mojemu miłosierdziu, a Ja wybiorę dla każdego z nich czas najlepszy, może to być nawet ostatni moment ich życia, bo wtedy żal bywa najdoskonalszy i on ratuje człowieka.
Ja przyjmuję wasze prośby z radością, więc bądźcie rozrzutni w waszych pragnieniach zbawiania ludzi i spokojni w waszym stanie zawierzenia.
Przyjmijcie miłość, moc i miłosierdzie, którymi pragnie was obdarzyć Bóg w Trójcy Jedyny, niezmienny, nieskończony. Przyjmijcie błogosławieństwo Jego. ?
19 marca 1999 roku
Anna ucieszyła się z odnalezienia tekstu krótkiej rozmowy z Panem zapisanej w 1996 roku na karcie książki. Rozmowa miała miejsce 28 lutego 1996 roku. Anna martwiła się, że tak mało może zrobić, i zarzucała sobie, że jest gnuśna i ospała. Zupełnie nie brała pod uwagę swojej choroby i tego, że właściwie był to okres rekonwalescencji.
Pan powiedział wówczas:
-?Dziecko, nie wymagaj od siebie więcej, niż Ja chcę otrzymać od ciebie.
Spotykamy się dzisiaj ze względu na uroczystość Świętego Józefa. Dziękujemy Świętemu Józefowi za to, co dla nas robi, a także długo prosimy go i powierzamy mu różne osoby i sprawy (między innymi wychowanie młodzieży męskiej, opiekę nad Kościołem w Polsce). Odpowiada nam Matka Boża:
-?Moje kochane dzieci. Pozwólcie, że ja wam odpowiem w imieniu Józefa i swoim, bo tak jak wam to mówiłam, zawsze jesteśmy razem. Cieszę się, że dzisiaj zwracacie się do Józefa. On ma ręce pełne łask, ale bez waszej prośby nie narzuci się wam. Jest tak delikatny. Jeśli jednak prosicie go o pomoc i oddajecie mu tylu ludzi i tyle spraw z mojego królestwa, on z radością przyjmuje je i obiecuje pomoc.
Józef wie, że ja tak bardzo troszczę się o was i martwię waszym zagubieniem i biernością, a zwłaszcza waszą obojętnością w stosunku do Jezusa. Wspólnie prosimy za naród wasz, a Jezus z radością spełnia nasze prośby.
Obiecujemy wam dzisiaj, że pomoc nasza będzie coraz bardziej widoczna, bo wypełniamy wolę Najwyższego. On nie rezygnuje z was, lecz wobec waszej słabości i osamotnienia w świecie życzy sobie, abyśmy - cała wspólnota polska w niebie pod moim przywództwem - podtrzymywali was i służyli pomocą, radą, umocnieniem. Dlatego z radością skłaniamy ucha ku waszym prośbom. Znamy wasze potrzeby. Pragnijcie wy nawiązywać z nami silną, codzienną więź przyjaźni. Oddawajcie też, kogo tylko możecie, miłosierdziu Boga, bo my działamy w Jego miłosierdziu.
Zachęceni słowami Matki Bożej prosimy Ją i Świętego Józefa o pomoc dla konkretnych osób i całych grup (ruchów religijnych w Kościele i ich przywódców, ludzi dobrej woli poszukujących swego miejsca służby, czytelników i innych).
-?Dzieci, przyjmijcie błogosławieństwo Boga Najwyższego, dane wam przez ręce moje i Józefa - bo my teraz wspólnie prosimy za wami. Niech miłość Pana i Jego spojrzenie spocznie na was, a Jego świętość odnajdzie w was swoje odbicie. Błogosławimy wam w imię Boga: Ojca i Syna, i Ducha Świętego. ?
Oddajemy jeszcze naszych bliskich oraz obecnych i przyszłych współpracowników. Matka Boża dodaje po chwili:
-?Idźcie, dzieci, w pokoju.
23 marca 1999 roku
Zdzisława opowiada o swoich planach włączenia do spotkań Odnowy w Duchu Świętym tematyki dotyczącej historii Polski. Wywiązuje się rozmowa na temat wychowania patriotycznego. Potem zwracamy się do Pana. Nie chcemy dzisiaj przedstawiać Mu próśb ani zadawać pytań, bądź w inny sposób kierować rozmowy na konkretny temat, lecz po prostu pobyć z Nim.
-?Witamy Cię, Panie!
-?Witajcie, moi kochani! Cieszę się, że chcecie pobyć ze Mną (Pan mówi to z uśmiechem). Słuchałem waszej rozmowy na temat patriotyzmu. Duch Święty coraz bardziej udziela się wam. On pragnie przywrócić wam wasze własne wartości, które zagubiliście; a wśród wielu zostały one wyszydzone i przedstawiane były jako przeżytki niegodne "epoki postępu". Jeżeli wstydzicie się pięknych cech wytworzonych w ciągu wieków przez wspólnotę polską, wprędce zaczniecie się wstydzić własnych rodziców, pochodzenia i narodowości.
Szlachetność człowieka mierzy się jego znajomością i szacunkiem dla prawdziwych wartości, dzięki którym on sam ma szacunek dla siebie i dla swoich współbraci. Przez wiele wieków wasi przodkowie walczyli o zdobycie i utrwalenie tych wartości, poświęcali dla nich całe życie i ginęli w ich obronie, tak wydawały się im niezbędne dla możliwie dobrego przeżywania życia. Im zawdzięczacie kilka wieków życia w wolności - wolności nader pełnej i powszechnej jak na owe czasy.
Nie możecie odłączać znajomości historii własnego narodu od znajomości jego tradycji, kultury i religii, dobrowolnie wybranej i szanowanej przez wieki. Ktoś, kogo znajomość przeszłości i dziedzictwa przodków nic nie obchodzi, nie może siebie uważać za pełnoprawnego obywatela swojego kraju.
Duch Święty pragnie wam przywrócić szacunek do siebie samych i szacunek dla prawa stanowionego w waszej historii wedle praw Bożych, i wynikające stąd uprawnienia i obowiązki obywatelskie, które powinniście rozumieć jako służbę społeczną wykonywaną dla dobra tak własnego, jak i całego społeczeństwa. Nie odrodzicie się tylko religijnie. Musicie odradzać się jako naród wierzący i pragnący przywrócić utrwaloną przez wieki hierarchię wartości, w której pomieszczą się wszelkie potrzebne wam dobra duchowe.
Pamiętajcie, że najważniejsze z praw moich brzmi: "Będziesz miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego, z całej duszy swojej i ze wszystkich sił swoich, a bliźniego swego jak siebie samego". Waszym zadaniem, które Ja wam zlecam, jest wprowadzenie praw moich w życie społeczne. Możecie to nazwać społecznie praktykowaną miłością bliźniego.
Czy to jest jasne dla was, dzieci?
-?Jasne i piękne. I niezbędne nam do życia - odpowiadamy.
-?Powiedziałem wam to ze względu na Zdzisławę i inne osoby, które chcę, aby wiedziały, że jest życzeniem moim, aby stawały się obywatelami świadomymi swej odpowiedzialności za przyszłość narodu.
Na pytanie Zdzisławy, jaki kierunek służby powinna wybrać, Pan odpowiada:
-?Córko, przecież Ja wam pozostawiam całkowitą wolność wyboru, abyście, służąc wraz ze Mną bliźnim waszym, robili to z radością.
Przyjmijcie moje błogosławieństwo, dzieci. Przygarniam was do serca i obdarzam miłością, abyście mogli ją rozdawać potrzebującym. Obejmuję moją miłością również waszych bliskich. Niech nikt nie będzie jej pozbawiony. Dzielcie się miłością moją, dzieci. Przyjmijcie błogosławieństwo Boga w Trójcy Świętej Jedynego. ?