Twarzą w twarz z kapitalizmem - Philip Kotler

Reflow text when sidebars are open.
Budowanie efektywnego kapitalizmu
Różnica pomiędzy tym, co robimy, a tym, co moglibyśmy robić, pozwoliłaby rozwiązać większość problemów świata.
- Mahatma Gandhi
Jest mnóstwo książek na temat kapitalizmu. Autorzy większości z nich bronią tego ustroju, niektórzy go krytykują, a wielu po prostu próbuje go objaśniać. Dlaczego ktokolwiek miałby pisać kolejną książkę na ten temat?
Mam pięć powodów, aby to zrobić.
Po pierwsze, sam chcę lepiej go zrozumieć. Moi krewni, przyjaciele i znajomi na całym świecie żyją w gospodarce rynkowej opartej na systemie kapitalistycznym. Często mi mówią, że chcieliby lepiej zrozumieć, o co chodzi w tym ustroju.
Po drugie, uważam, że kapitalizm jest lepszy niż inne systemy. Jednocześnie ma on według mnie czternaście poważnych wad. Chcę przyjrzeć się im z bliska i zbadać ich konsekwencje.
Po trzecie, pragnę przeanalizować i zaproponować rozwiązania pozwalające usunąć tych czternaście wad, o których wspomniałem, i sprawić, że kapitalizm będzie dawał lepsze wyniki i przynosił więcej korzyści większej liczbie osób.
Po czwarte, wielu czytelników chce krótszej książki o kapitalizmie, aby zagłębić się w temat. Książka Thomasa Piketty'ego Kapitał w XXI wieku (wyd. pol. Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2015) rozeszła się w ponad 200 tysiącach egzemplarzy, ale większość czytelników przeczytała tylko pierwsze rozdziały i zrezygnowała z lektury dalszych ponad 500 stron tekstu. W erze nieustannego zabiegania potrzebujemy bardziej zwięzłych opisów systemów społecznych i ekonomicznych mających głęboki wpływ na nasze życie. Piketty skupił się tylko na nierówności dochodów, która stanowi zaledwie jedną z czternastu wad kapitalizmu wymagających uwagi.
Po piąte, wierzę, że jestem odpowiednio przygotowany do formułowania oryginalnych spostrzeżeń na temat działania kapitalizmu. Jestem klasycznie wykształconym ekonomistą i uczniem trzech wybitnych noblistów o przeciwstawnych poglądach, a mianowicie profesora Miltona Friedmana z Uniwersytetu Chicago (rzecznika kapitalizmu wolnorynkowego) oraz profesorów Paula Samuelsona i Roberta Solowa z Massachusetts Institute of Technology (keynesistów). Moim celem było stosowanie teorii mikro- i makroekonomicznej w analizie procesów decyzyjnych przedsiębiorstw realizowanych w celu zwiększania udziału w rynkach w warunkach dużej konkurencyjności. Mam wrażenie, że ekonomiści zaniedbywali rolę i siłę marketingu w kształtowaniu rynków i wpływaniu na ich zachowania. Marketing jest jedną z podstawowych koncepcji w społeczeństwie kapitalistycznym. Jako ekonomista rynkowy o orientacji behawioralnej skupiam się na funkcjonowaniu pięciu najważniejszych graczy w gospodarce rynkowej: przedsiębiorstw biznesowych, organizacji typu non profit, instytucji finansowych, gospodarstw domowych i rządu. Kapitalizm, zarządzanie i marketing muszą zostać powiązane ze sobą w ramach przejrzystego schematu umożliwiającego zrozumienie wydarzeń zachodzących na rynku i ich wpływu na otoczenie. Mam nadzieję, że uda mi się osiągnąć ten cel w niniejszej książce.
W mediach mówi się od jakiegoś czasu o różnych pomysłach na ulepszenie kapitalizmu, takich jak kapitalizm z ludzką twarzą, kapitalizm inkluzywny, ludzki kapitalizm, kapitalizm humanistyczny, zdrowy kapitalizm i neokapitalizm. Autorzy tych koncepcji pragną poprawić wizerunek i funkcjonowanie systemu kapitalistycznego. Z licznych badań opinii publicznej wynika, że ludzie pragną zakończenia "kowbojskiego kapitalizmu" - w którym wszystko jest dopuszczalne w pogoni za zyskiem. Chcą uchronić kapitalizm przed nim samym, w miarę jak staje się on źródłem rozczarowania i wykluczenia coraz większej liczby obywateli.
W 2014 roku w Harvard Business School przeprowadzono ankietę wśród studentów, uzyskując następujący wynik: "Stany Zjednoczone są konkurencyjne w takim stopniu, że działające tutaj firmy powinny osiągać dwa cele: podbijać globalne rynki i podnosić poziom życia przeciętnych Amerykanów. Gospodarka amerykańska osiąga ten pierwszy cel, ale nie radzi sobie z drugim". Ostatnio profesor Uniwersytetu Harvarda Michael Porter powiedział: "To bardzo ważna chwila dla naszego narodu. Przywódcy biznesu i politycy potrzebują strategii umożliwiającej wprowadzenie kraju na drogę ogólnego dobrobytu". Profesor Jan Rivkin dodał: "Firmy mogą uciec za granicę przed słabościami amerykańskiego otoczenia biznesowego, ale pracownicy nie"[1].
Kapitalizm wciąż się zmienia. Dziś żyjemy w erze kapitalizmu zglobalizowanego. Choć sytuacja poprawiła się od początku XX wieku, kiedy to skrajnie trudne i niebezpieczne warunki pracy były normą, w wielu miejscach na świecie nadal istnieją fabryki wyzyskujące do granic możliwości ludzi wędrujących za pracą i wykonujących ją w zamian za głodowe stawki. Kapitalizm staje się coraz lepszy, ale droga do pokonania jest jeszcze długa.
Ludzie chętnie myślą, że kapitalizm to wielkie ponadnarodowe korporacje i organizacje finansowe. Niektórzy nazywają ten ustrój kapitalizmem korporacyjnym. Nie powinniśmy jednak zapominać o tym, że zdecydowaną większość podmiotów gospodarczych w krajach wysoko rozwiniętych stanowią firmy jednoosobowe i rodzinne oraz niewielkie przedsiębiorstwa zatrudniające 5-10 osób. (W mniej rozwiniętych gospodarkach odpowiadają nawet za 90 procent obrotu gospodarczego). Należy mieć nadzieję, że będą potrafiły przyjąć nowoczesne praktyki biznesowe, zwiększyć dzięki nim swoją produktywność i wydajność oraz nadal się rozwijać.
W większości krajów cała gospodarka lub jej część jest oparta na koncepcji kapitalizmu. Gospodarka rynkowa składa się z pięciu odrębnych sektorów rynku: (1) przedsiębiorstw, (2) organizacji typu non profit, (3) instytucji finansowych, (4) państwa i (5) gospodarstw domowych. Różne kraje przyjmują odmienne podejście do każdego z tych sektorów. W Chinach nie ma wolnego rynku finansowego, ale istnieje rynek przedsiębiorstw prywatnych. W Stanach Zjednoczonych istnieje rozwinięty sektor państwowy, podczas gdy w Irlandii jest on bardzo mały. W Stanach Zjednoczonych bardzo duży jest rynek kredytów dla gospodarstw domowych, którego wiele krajów w ogóle nie ma. W Stanach Zjednoczonych - w przeciwieństwie do większości krajów - jest też ogromny sektor organizacji typu non profit.
Niektóre kraje wolą określać swoją gospodarkę rynkową mianem socjalistycznej, a nie kapitalistycznej. Na przykład Indie nazywają tak swój system gospodarczy. Chiny także określają w ten sposób swoją gospodarkę, choć w rzeczywistości mamy tam do czynienia z gospodarką rynkową o specyficznym, chińskim charakterze. Szwedzi mówili kiedyś, że w ich kraju istnieje gospodarka mieszana, teraz nazywają ją gospodarką dobrobytu.
Termin "gospodarka dobrobytu" sugeruje, że gospodarka rynkowa stara się zrównoważyć działalność przedsiębiorstw prywatnych celami społecznymi. Najlepszym przykładem są kraje skandynawskie. Wymagają one od przedsiębiorstw wypłacania godziwych wynagrodzeń oraz zapewniania pracownikom dobrych warunków pracy. Wydają dużo pieniędzy na zapewnienie wszystkim obywatelom odpowiedniej edukacji i opieki zdrowotnej. Prawo gwarantuje długie urlopy wypoczynkowe oraz urlopy macierzyńskie dla pracujących kobiet. Firmy nie mogą zwalniać pracowników bez powodu i muszą wypłacać odprawy zwalnianym osobom. Skandynawska gospodarka rynkowa bywa nazywana świadomym kapitalizmem lub kapitalizmem z ludzką twarzą.
Brytyjska Partia Pracy także koncentruje się na "powszechnym dobrobycie". Jej nowy przywódca, Ed Miliband[2], zarekomendował podczas konwencji partii we wrześniu 2014 roku następujące kroki: zwiększenie płacy minimalnej i przywrócenie 50-procentowego progu podatkowego dla najlepiej zarabiających, a także "wprowadzenie nowego "podatku od rezydencji"; zamrożenie cen energii elektrycznej; nałożenie specjalnych podatków na fundusze hedgingowe i firmy tytoniowe; dodatkowe opodatkowanie premii wypłacanych bankierom; kolejne zwiększenie opłaty wnoszonej przez banki w zależności od wartości ich bilansu"[3]. To daje wyobrażenie o charakterze reform, które krytycy wolnego rynku chcieliby przeprowadzić, żeby poprawić warunki życia przeciętnego robotnika.
Kraje socjalistyczne posuwają się jeszcze dalej w kontrolowaniu gospodarki. Przywódcy Kuby, Wenezueli, Boliwii i Ekwadoru faworyzują przedsiębiorstwa państwowe i wypowiadają się w duchu antykapitalistycznym. Odrzucają zysk jako motyw działalności i twierdzą, że państwo może efektywnie prowadzić działalność gospodarczą. Rządy tych krajów skupiają się na podnoszeniu standardu życia osób najbiedniejszych. Wkładają dużo wysiłku w rozwijanie dobrych systemów edukacji i opieki zdrowotnej. Zbyt często jednak tracą poparcie rodzimych i zagranicznych właścicieli kapitału inwestycyjnego. To z kolei ogranicza ich zdolność do zwiększania produktu krajowego brutto, co wiąże się z niebezpieczeństwem, że antykapitalistyczne stanowisko rządów tych państw stanie się przyczyną ubożenia obywateli. Rządy krajów socjalistycznych preferują import z krajów wyznających taką samą ideologię, przez co ich obywatele mają niezbyt wielki wybór towarów. Krytycy wskazują, że w krajach socjalistycznych istnieje mniejsza konkurencja, wolność jest ograniczona, a konsumenci mają mniejszy wybór niż w krajach kapitalistycznych.
Obywatele każdego kraju mogą wybierać pomiędzy trzema rodzajami systemu ekonomicznego. Jednym ze skrajnych jest kapitalizm pozbawiony jakiejkolwiek regulacji. Drugą skrajnością jest ortodoksyjny socjalizm. Pośrodku jest "kapitalizm z ludzką twarzą". Ja sam, drogi Czytelniku, wybieram opcję środkową.
W różnych krajach obywatele mają różne możliwości zakładania i prowadzenia własnych firm. Poziom trudności związanych z otwieraniem przedsiębiorstw, rozwijaniem ich i radzeniem sobie z uregulowaniami prawnymi zależy od kraju. Wiele państw nie wykorzystuje pełnego potencjału kapitalizmu w podnoszeniu jakości życia obywateli, ponieważ narzuca zbyt restrykcyjne regulacje i przepisy, nie mówiąc już o powszechnej korupcji i przestępczości, która nęka niektóre z nich. Najwyraźniej aby kapitalizm mógł robić swoje cuda, podatki i obciążenia muszą być umiarkowane.
Kapitalizm panuje dziś niepodzielnie. Niemniej przez ponad 70 lat (od 1917 do 1989 roku) był w stanie wojny z innym systemem: komunizmem. Dziewiątego listopada 1989 roku doszło do upadku muru berlińskiego. To wydarzenie zapoczątkowało symbolicznie rozpad Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich (ZSRR). Gospodarka radziecka była w całości państwowa i kontrolowana przez rząd. Podstawą funkcjonowania gospodarki były plany pięcioletnie, w których określano, ile jedzenia, stali, dóbr konsumpcyjnych i kapitałowych, autostrad, sieci energetycznych, oczyszczalni ścieków i wszelkich innych obiektów mających jakąkolwiek wartość materialną zostanie wytworzonych. Była to gospodarka nakazowo-rozdzielcza.
Związek Radziecki miał być rajem dla robotników. Zamiast tego obywatele kraju stali w długich kolejkach i byli narażeni na częste niedobory podstawowych artykułów spożywczych, takich jak chleb, mięso czy ziemniaki. Radzieckie pralki, radioodbiorniki i telewizory były niskiej jakości, brakowało innowacyjności, a produktywność pracy była żałośnie niska. Sowieccy robotnicy podsumowywali swoją sytuację żartem: "My udajemy, że pracujemy, oni udają, że nam płacą".
Co więcej, komunizm miał wiele cech systemu despotycznego. Praktycznie nie istniała wolność wypowiedzi, nie było niezależnych gazet, a dysydentów osadzano w więzieniach. Największa państwowa gazeta w ZSRR nosiła tytuł "Prawda" - był to zarazem ironiczny żart i obelga dla narodu. Liczba osób, które zostały zamordowane w okresie rządów Józefa Stalina - dyktatora panującego w ZSRR od 1922 roku aż do śmierci w 1953 roku - jest szacowana przez niektórych historyków na 20-60 milionów[4].
Sowiecki komunizm w końcu upadł, a Związek Radziecki rozpadł się na kilkanaście niezależnych krajów, zostawiając Rosję własnemu losowi. Każde z nowych państw musiało wypracować jakąś formę ustroju ekonomicznego, większość z nich bazowała na komunistycznej przeszłości.
Korzenie współczesnego systemu gospodarczego Chin także sięgają reżimu komunistycznego. Chińska Republika Ludowa powstała w 1949 roku za sprawą przewodniczącego partii komunistycznej Mao Zedonga. Okresem najbardziej nasilonego terroru była rewolucja kulturalna, która zaczęła się w 1966 roku i trwała 10 lat, aż do śmierci Mao w 1976 roku. Reformy ekonomiczne przeprowadzono dwa lata później. Dziś Chiny należą do najszybciej rozwijających się dużych gospodarek na świecie. W październiku 2014 roku były największą gospodarką oraz największym importerem i eksporterem na świecie. Tak naprawdę Chiny stały się fabryką świata. W najkrótszym w historii czasie z biedy wydobyło się więcej Chińczyków niż kiedykolwiek wcześniej. Władze chińskie oficjalnie informują, że aż 350 milionów obywateli kraju jest milionerami, co oznacza, że pod względem liczebności Chiny mają większą klasę średnią niż Stany Zjednoczone. Jak na ironię, Chiny wciąż uważają się za państwo komunistyczne, choć ten cud gospodarczy zawdzięczają systemowi, który można by nazwać "autorytarnym kapitalizmem".
Powszechnie się uważa, że dziś praktycznie we wszystkich krajach istnieje gospodarka rynkowa o charakterze kapitalistycznym. Przedstawiciele podejścia leseferystycznego, tacy jak Milton Friedman i Allan Meltzer, powiedzieliby: "Kapitalizm wygrał. Odniósł sukces w podnoszeniu poziomu życia ludzi. Stał się źródłem większej wolności i wzrostu niż jakikolwiek inny system"[5]. Trzeba jednak zrozumieć, że istnieje wiele różnych krajowych odmian kapitalistycznej teorii i praktyki.
Kapitalizm zakłada istnienie konstytucyjnego systemu prawnego opartego na trzech fundamentach: własności prywatnej, swobodzie zawierania umów i rządach prawa. Obywatele mają prawo posiadać własność prywatną oraz możliwość swobodnego zawierania umów dotyczących korzystania z produktów, usług i własności. Umowy te są honorowane i realizowane pod rządami prawa. Warto zauważyć, że wszystkie kraje - nawet rządzone przez tyranów - mają jakieś systemy prawne. Niemniej w wielu przypadkach system ten jest obciążony ogromną liczbą przywilejów, interesów politycznych, korupcji i nieefektywności.
W kapitalizmie zakłada się istnienie konstytucyjnej władzy legislacyjnej, wykonawczej i sądowniczej, mającej moc tworzenia i egzekwowania prawa. Rząd może stosować prawo, posiłkując się przy tym możliwością karania obywateli.
Kapitalizm opiera się też na idei, że niektórzy członkowie społeczeństwa mogą posiadać kapitał w formie pieniędzy, nieruchomości, maszyn i towarów. Ci właściciele kapitału mogą zakładać własne przedsiębiorstwa i zaciągać pożyczki w banku albo od innych osób, wierzących w powodzenie ich przedsięwzięcia. Niektóre spośród nowych firm będą się rozwijały i tworzyły nowe miejsca pracy. Pozostałe upadną. Podstawowa koncepcja jest jednak taka, że każdy może założyć i prowadzić własne przedsiębiorstwo. Właściciele firm mogą promować swoje produkty i szukać klientów. Jeżeli przyciągną wystarczająco dużą liczbę osób, które będą zadowolone z ich produktów i polecą je innym, znajdą się na prostej drodze do rozwoju i zysków.
Kiedy założyciele firm napotykają stosunkowo niewiele ograniczeń w działalności, taki ustrój nazywamy kapitalizmem wolnorynkowym. Jest on systemem w dużej mierze samoregulującym się, pozbawionym przesadnych regulacji i dopłat państwowych. Przedsiębiorstwa odnoszą w nim sukces, kiedy potrafią przyciągnąć, utrzymać i rozwijać bazę klientów. Inaczej mówiąc, to klienci decydują o tym, które firmy odniosą sukces. Wiele zależy od poznania klientów przez firmę, ciągłego monitorowania ich zmieniających się potrzeb i oczekiwań, a także od ciągłego generowania nowej wartości dla nabywców.
Kiedy firmy rosną, zwykle doświadczają korzyści skali: jednostkowy koszt produktu spada, ponieważ koszty stałe są dzielone na coraz więcej wyprodukowanych jednostek. Mając niższe koszty niż mniejsi konkurenci oraz silniejszą markę, takie firmy mogą zwiększać udział w rynku. Często robią to, wykupując mniejsze firmy, prowadzące działalność w małej skali. Przedsiębiorstwa mogą też rozwijać się, wykorzystując korzyści płynące z zakresu działalności, czyli zwiększając liczbę produktów i ich kategorii w swojej ofercie. Jeśli producent konfekcjonowanych towarów konsumpcyjnych sprzedaje swoje wyroby do sieci supermarketów, odniesie dużą korzyść, jeżeli zaproponuje tej samej sieci szereg innych produktów. Wykorzysta w ten sposób zakres swojej działalności, ponieważ koszty transakcyjne związane ze współpracą z daną siecią rozłożą się na większą liczbę produktów. Dlatego firma Procter & Gamble, która zaopatruje supermarkety w ponad 100 różnych produktów, ma wyraźną przewagę nad przedsiębiorstwami dostarczającymi tylko jeden produkt.
Połączenie korzyści skali z korzyściami wynikającymi z zakresu działalności doprowadziło do narodzin ogromnych firm międzynarodowych. Dwieście największych korporacji przemysłowych - ponadnarodowych gigantów takich jak Wal-Mart, Royal Dutch Shell, Toyota i Samsung Electronics - generuje 28 procent światowego produktu krajowego brutto (PKB)[6]. Niektóre branże mają charakter oligopoli, w których kilka dużych przedsiębiorstw kontroluje zdecydowaną większość rynku na daną kategorię produktu. Jest zatem ograniczona liczba producentów dużych samolotów pasażerskich - Boeing i Airbus (w rzeczywistości mamy tu do czynienia z duopolem) - oraz ograniczona liczba dużych linii lotniczych w kraju - w Stanach Zjednoczonych prym wiodą United Airlines, American Airlines i Delta Airlines. W Stanach Zjednoczonych nadal jest bardzo dużo małych firm (o przychodach w przedziale 0-10 milionów dolarów lub zatrudniających mniej niż 50 osób) i około 197 tysięcy średnich firm (przychody w przedziale od 10 milionów do 1 miliarda dolarów), ale jest też wiele oligopoli generujących duży odsetek przychodów na rynkach zagranicznych, odpowiadających być może nawet za 50 procent amerykańskiego PKB.
Gospodarka amerykańska w coraz większym stopniu jest sterowana przez "widzialną rękę", która zastępuje "niewidzialną rękę rynku" opisaną przez Adama Smitha. W dużych sektorach gospodarki karty rozdaje kilku najpotężniejszych graczy. Pytanie tylko, czy ta widzialna ręka steruje gospodarką w imię "oświeconego egoizmu" w rozumieniu Smitha, czy zwykłego egoizmu. (Kwestia sprawiedliwości społecznej zostanie omówiona w dalszej części książki).
W naszej gospodarce rynkowej firmy znają swoich konkurentów. Jeżeli nie są liderami w swojej branży, starają się naśladować lidera albo konkurować z nim, dążąc do wypracowania większego zysku i wzrostu. Działalność odbywa się dziś w warunkach hiperkonkurencyjności. W czasie recesji wiele przedsiębiorstw upada, a ich aktywa zostają wykupione przez rywali zdolnych do przetrwania. Intensywna konkurencja sprzyja utrzymywaniu cen na niskim poziomie (wyłączając przypadki zmowy cenowej), przy jednoczesnym zwiększaniu jakości i innowacyjności produktów - są to trzy bardzo pożądane cechy gospodarki kapitalistycznej. Pojawienie się zagranicznych konkurentów powoduje dalsze obniżanie kosztów i sprawia, że krajowe podmioty muszą bez przerwy obserwować otoczenie, żeby uchronić się przed zdominowaniem przez rywali i utratą krajowych klientów.
W najlepszym przypadku siłę napędową kapitalizmu stanowią: indywidualizm, ambicja, duch konkurencyjności, współpraca i dobre systemy zarządzania.
Kapitalizm jest systemem, w którym przedsiębiorstwa poszukują uśpionych lub niezaspokojonych potrzeb, które mogą zaspokoić i dobrze na tym zarobić. Zysk jest nagrodą za kreowanie zadowolonych klientów. Firmy odnoszące sukcesy mogą wypłacać zarobione pieniądze właścicielom i inwestorom, płacić więcej innym grupom interesu albo reinwestować zysk w celu wywołania dalszego wzrostu.
Najważniejsze pytanie dotyczące kapitalizmu brzmi: "W jakim stopniu powinien on być wolny od rządowych regulacji i wydatków?". Na jednym krańcu spektrum możliwych postaw znajdują się ci, którzy utrzymują, że rząd powinien w jak najmniejszym stopniu ingerować w gospodarkę i regulować ją (taką filozofię określa się mianem leseferyzmu). Przedstawicielami takiego podejścia byli Friedrich Hayek i Milton Friedman, których prace miały duży wpływ na politykę Ronalda Reagana i Margaret Thatcher, polegającą na forsowaniu neoliberalizmu w kształcie zgodnym z klasyczną teorią ekonomii: charakteryzującego się minimalnym zaangażowaniem państwa, niskimi podatkami, deregulacją, wolnym handlem, otwartymi rynkami i prywatyzacją.
Na drugim krańcu spektrum znajdują się zwolennicy państwa dobrobytu, według których rząd powinien aktywnie regulować gospodarkę, dbać o dobrobyt społeczeństwa i podejmować interwencje w razie kryzysów gospodarczych. Biorąc pod uwagę rolę rządu, kraje kapitalistyczne różnią się między sobą, prezentując całą gamę postaw mieszczących się pomiędzy tymi skrajnościami.
Kapitalizm był wielokrotnie krytykowany przez wielu wpływowych myślicieli. Słynny brytyjski ekonomista John Maynard Keynes zastanawiał się, czy kapitalizm w ogóle może być źródłem korzyści dla ogółu społeczeństwa. Powiedział: "Kapitalizm opiera się na zdumiewającym przekonaniu, że najbardziej nikczemni z ludzi działający z najbardziej nikczemnych pobudek w jakiś sposób będą pracowali dla dobra ogółu". Jednocześnie wybitny brytyjski przywódca Winston Churchill uważał kapitalizm za system lepszy od socjalizmu. W jego ocenie: "Naturalną wadą kapitalizmu jest nierówny podział bogactwa. Naturalną zaletą socjalizmu jest sprawiedliwy podział biedy".
Zwolennicy kapitalizmu często zachowują się tak, jakby był on kryształowym pałacem, który ludzie powinni podziwiać, ale w rzeczywistości ustrój ten ma wiele wad. Pomimo jego osiągnięć w podnoszeniu standardu życia ludzi na całym świecie, krytycy wskazują bardzo konkretne problemy, takie jak niskie płace w sektorze przedsiębiorstw, niepozwalające na pokrycie kosztów życia; zaniedbywanie środowiska naturalnego oraz nadmierne wynagradzanie nielicznych osób kosztem większości pracowników.
Inni krytycy biorą na celownik leseferyzm i kapitalizm kumoterski. Jerry Mander, autor książki The Capitalism Papers: Fatal Flaws of an Obsolete System (Counterpoint, 2013) uważa, że kapitalizm niszczy nasze środowisko, społeczeństwo, dobrobyt i wartości humanistyczne. Z kolei Naomi Klein w książce Doktryna szoku: jak współczesny kapitalizm wykorzystuje klęski żywiołowe i kryzysy społeczne (wyd. pol. Muza, 2008) postrzega leseferyzm lub kapitalizm kowbojski jako siłę, która niszczy klasę średnią; czyni bogatych bogatszymi, a biednych biedniejszymi; ogranicza wzrost gospodarczy; eliminuje związki zawodowe; napędza prywatyzację, deregulację i cięcia w wydatkach socjalnych; przyznaje specjalne przywileje wielkim korporacjom ponadnarodowym. Według Klein kapitalizm przyjmuje postać ustroju niestabilnego, narażonego na częste zapaści występujące naprzemiennie z okresami gwałtownego wzrostu. W jej ujęciu kapitalizm jest kontrolowany przez kompleks rządowo-biznesowo-finansowo-militarny, którego celem jest pozbawianie pracowników i ludzi biednych pomocy.
Analizując pojawienie się kapitalizmu w różnych krajach, takich jak Chile, Argentyna, Rosja, Polska i inne, Klein dokumentuje szkody wyrządzane przez prywatyzację. Ponieważ władze samorządowe i państwowe cierpią na brak gotówki, sprzedają możliwość realizacji zadań publicznych firmom prywatnym. W wielu amerykańskich miastach prywatne podmioty zajmują się usuwaniem nieczystości, uzdatnianiem wody i pobieraniem opłat parkingowych. Prywatyzowane są szkoły i szpitale. Klein opisuje, jak prywatyzacja doprowadza do wzrostu cen żywności, wykładniczego wzrostu liczby osób pozbawionych środków do życia oraz ograniczania praw człowieka. Twierdzi, że prywatyzacji często towarzyszy zmniejszanie zatrudnienia albo obniżanie wynagrodzeń, zastępujące inne działania na rzecz zwiększania efektywności działalności. Wszystkie te zjawiska określa wspólnym mianem "katastrofalnego kapitalizmu". Zarówno ona, jak i inni krytycy podkreślają, że Stany Zjednoczone mają najwyższy na świecie wskaźnik rozwodów, bardzo wysoki wskaźnik śmiertelności wśród matek i niemowląt, niezwykle wysoki wskaźnik ubóstwa wśród dzieci, najwyższy wskaźnik otyłości wśród dorosłych, najwyższy na świecie wskaźnik prizonizacji oraz drugi co do wysokości wskaźnik zabójstw.
Karol Marks przedstawił w swoim dziele Kapitał bezlitosną krytykę kapitalizmu. Twierdził, że kapitaliści wykorzystują klasę robotniczą i pozbawiają ją własności. Robotników uważał za niewolników płacy, niemających żadnych szans na poprawę swojego losu. Według Marksa gospodarka kapitalistyczna opierała się na istnieniu dwóch klas społecznych: posiadaczy własności oraz pozbawionych jej proletariuszy. Ludzie posiadający własność prywatną zatrudniali tych, którzy nic nie mieli, płacąc im najmniej jak się da i utrzymując ich w stanie faktycznego niewolnictwa, zmuszając do długiej pracy nawet przez siedem dni w tygodniu. Armia rezerwowa bezrobotnych gwarantowała nieustanną presję na obniżanie płac. Antykapitalistyczna retoryka prac Karola Marksa i Fryderyka Engelsa jest obecna do dzisiaj w sposobie myślenia niektórych krytyków.
We współczesnym kapitalizmie sytuacja znacznie się poprawiła. Wystarczy pomyśleć, jak nowoczesne metody zarządzania przedsiębiorstwem doprowadziły do wzrostu efektywności i produktywności. Wystarczy wziąć pod uwagę mnóstwo technologii, które napędzany innowacjami kapitalizm stworzył po to, by ludziom żyło się lepiej. Wystarczy uwzględnić rozwój prawa regulującego lub korygującego przypadki nadużyć popełnianych przez konsumentów i przedsiębiorstwa.
W książce noszącej intrygujący tytuł How Much Have Global Problems Cost the World?[7] (Ile kosztują globalne problemy?) przeanalizowano i oszacowano rzeczywiste koszty występowania takich problemów, jak zanieczyszczenie powietrza, konflikty zbrojne, zmiany klimatu, degradacja ekosystemów i zmniejszenie bioróżnorodności, wady systemu edukacji, nierówność płci, choroby cywilizacyjne, niedożywienie, bariery handlowe i zanieczyszczenie wody. Trudno obwiniać o to wszystko kapitalizm. Choć dokonane w tej książce szacunki można kwestionować, jej autorzy trafnie zauważają, że wymienione problemy generują bardzo wysokie koszty, niemal zawsze przewyższające koszty zapobiegania im lub ich rozwiązywania.
Poniżej znajduje się lista czternastu wad kapitalizmu, które uważam za najpoważniejsze i które według mnie należy usunąć w jak największym stopniu. Moim zdaniem kapitalizm:
Nie proponuje żadnego rozwiązania problemu trwałej biedy albo jest ono nieskuteczne. Jest przyczyną rosnącej nierówności dochodów i bogactwa. Nie jest w stanie zapewnić godziwej płacy miliardom robotników. Może nie zapewnić wystarczającej liczby miejsc pracy w warunkach postępującej automatyzacji produkcji. Nie obciąża przedsiębiorstw pełnymi kosztami społecznymi prowadzenia działalności. Przy braku odpowiednich regulacji bezwzględnie wykorzystuje środowisko i zasoby naturalne. Powoduje występowanie cykli gospodarczych i przyczynia się do wzrostu niestabilności ekonomicznej. Faworyzuje indywidualizm i egoizm kosztem społeczności i dobra wspólnego. Zachęca konsumentów do zadłużania się i prowadzi do rozwoju gospodarki opartej na finansach, a nie na produkcji. Umożliwia wspólnotę interesów świata polityki i biznesu kosztem interesu ekonomicznego większości obywateli. Przedkłada krótkookresowy zysk nad długookresowe inwestowanie. Powinien zostać poddany regulacji w zakresie jakości i bezpieczeństwa produktów, rzetelności reklam i zwalczania zachowań sprzecznych z zasadami konkurencji. W odniesieniu do rozwoju skupia się głównie na wzroście PKB. Powinien wprowadzić do równania rynkowego wartości społeczne i szczęście.Moim celem jest zbadanie każdej z tych czternastu wad oraz kryjących się za nimi sił i przyczyn, a następnie zaproponowanie możliwych rozwiązań. Należy mieć nadzieję, że kapitalizm może sobie lepiej radzić ze zwalczaniem biedy. Należy mieć nadzieję, że kapitalizm może się przyczynić do zahamowania wzrostu nierówności dochodów. Należy mieć nadzieję, że kapitalizm może z większą troską i dbałością podchodzić do środowiska naturalnego. I tak dalej.
W niniejszej książce będzie mowa o tym, w jaki sposób kapitalizm rozwija się w Stanach Zjednoczonych i w wielu innych krajach świata. W miarę jak coraz więcej państw będzie osiągało coraz wyższy poziom rozwoju ekonomicznego, ich problemy będą coraz bardziej przypominały te, z którymi mamy do czynienia w Ameryce. To ważne, aby obywatele wszystkich krajów zadawali sobie takie same pytania i brali pod lupę wady kapitalizmu funkcjonującego w ich ojczyźnie. Jaką rolę odgrywa ten ustrój? W jaki sposób forma kapitalizmu w danym kraju łączy się z formą demokracji? Jakie są największe wady kapitalizmu w wydaniu krajowym? Jakie dostępne narzędzia i rozwiązania mogą poprawić funkcjonowanie kapitalizmu w danym kraju?
Wybitny kompozytor Igor Strawiński powiedział kiedyś, że nie ma problemów nierozwiązywalnych. Jeżeli człowiek lub grupa ludzi pragnie czegoś wystarczająco mocno, to samo istnienie problemu gwarantuje istnienie jakiegoś rozwiązania. Dzięki uporowi ludzi udało się znieść niewolnictwo, przyznać kobietom prawo do głosowania i do podejmowania decyzji dotyczących własnego ciała, doprowadzić do równouprawnienia osób homoseksualnych i tak dalej. Victor Hugo wyraził to bardzo trafnie: "Istnieje jedna siła potężniejsza niż wszystkie armie świata, a jest nią idea, której czas nadszedł".
Nie poszukuję alternatywy dla kapitalizmu. Pamiętajmy o słowach Winstona Churchilla, wypowiedzianych w obronie demokracji: "Demokracja jest najgorszą formą rządów, jeśli nie liczyć wszystkich innych, których próbowano od czasu do czasu"[8]. Zgadzam się z tezą, że kapitalizm może być najgorszym sposobem organizacji gospodarki, jeśli nie liczyć wszystkich innych, których próbowano bez powodzenia.
Jednocześnie prawdą jest, że kapitalizm ukształtowany na Zachodzie ugina się pod ciężarem wielu problemów. Zachód powoli traci siłę i wpływy na świecie, przytłoczony zbyt powolnym wzrostem gospodarczym, wysokim bezrobociem, ogromnym deficytem budżetowym, gigantycznym długiem publicznym, niskim wskaźnikiem oszczędności, zanikającą etyką pracy oraz rozbuchaną przestępczością i konsumpcją narkotyków.
W przeciwieństwie do wielu osób nie uważam, że dalszy upadek Zachodu jest nieuchronny. Pozostaję optymistą co do możliwości dalszego zwiększania poziomu życia ludzi przez większość krajów świata. Wiele przedsiębiorstw i innych organizacji próbuje budować silniejszy kapitalizm, służący lepiej konsumentom, pracownikom i obywatelom oraz dbający o środowisko zamiast je niszczyć lub zaniedbywać.
Jako przykład można podać ruch działający na rzecz zreformowania kapitalizmu, noszący nazwę Conscious Capitalism (Świadomy Kapitalizm, www.consciouscapitalism.com), zrzeszający dyrektorów generalnych takich firm jak Whole Foods, Panera Bread, The Container Company i wielu innych. Opiera się on na czterech założeniach:
Przedsiębiorstwa powinny kierować się w działalności wyższym celem, zamiast wyłącznie dążyć do zysku. Zamiast dbać wyłącznie o korzyści inwestorów, przedsiębiorstwa powinny troszczyć się o wspólny dobrobyt wszystkich grup interesu. Przywódcy przedsiębiorstw muszą realizować zobowiązania społeczne swoich organizacji. Kultura firmy powinna opierać się na takich wartościach jak zaufanie, autentyczność, dbałość, przejrzystość, prawość, uczenie się i uprawomocnienie.Inny ruch nosi nazwę New Economy Movement (Ruch Nowej Gospodarki). Jego celem jest doprowadzenie do sytuacji, w której większa część przedsiębiorstw i kapitału znajdzie się w rękach 99 procent ludzi, a nie tylko uprzywilejowanego 1 procenta. Proponuje inny model niż kapitalizm korporacyjny: model przedsiębiorstwa stanowiącego własność pracowników i zarządzanego przez nich. Jeden z liderów tego ruchu, Gar Alperovitz, tak pisze o zasięgu organizacji działających w modelu spółdzielczym:
Ponad 130 milionów Amerykanów należy w rzeczywistości do jakiejś organizacji o charakterze spółdzielczym - przede wszystkim do najbardziej rozpowszechnionej: kasy pożyczkowej. Jest też około 2 tysięcy przedsiębiorstw komunalnych, spośród których wiele wiedzie prym w ochronie środowiska. [...] Ponad 10 milionów Amerykanów pracuje obecnie w około 11 tysiącach firm należących do pracowników[9].
Takie ruchy jak New Economy i Conscious Capitalism pracują nad stworzeniem nowych modeli kapitalizmu, których celem będzie zwiększenie zakresu posiadania i uczestnictwa obywateli w zarządzaniu przedsiębiorstwem oraz korzyści odnoszonych przez wszystkie grupy interesu. Organizacje te poszukują bardziej oświeconego i konstruktywnego modelu kapitalizmu.
Przejdźmy teraz do rozważań na temat czternastu wad kapitalizmu. Każda z nich zostanie opisana w osobnym rozdziale, wraz z możliwymi proponowanymi rozwiązaniami.
Trwała bieda
Z pewnością nie może kwitnąć i być szczęśliwym społeczeństwo, którego większość członków żyje w biedzie i nędzy.
- Adam Smith, Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów
Bieda jest jednym z najbardziej nieustępliwych i wstydliwych problemów, z jakimi zmaga się ludzkość. Dziś około 5 miliardów osób spośród 7 miliardów mieszkańców naszej planety to ludzie biedni lub żyjący w skrajnej nędzy. Nie mają oni energii ani czasu, żeby się uczyć. Są podatni na choroby, ponieważ nie mają dostępu do opieki zdrowotnej lub jest ona bardzo ograniczona. Często mają więcej dzieci niż są w stanie wyżywić, przez co rodzi się klasa biedoty i kultura biedy. Beznadziejne warunki życia popychają nędzarzy w stronę przestępczości, narkotyków i udziału w konfliktach zbrojnych. To oznacza, że koszty biedy są znacznie większe niż te, które ponoszą sami biedacy. Nędza zatruwa całą ludzkość.
Aż do XIX wieku na biedę nie zwracano szczególnej uwagi. Była uważana za coś nieuchronnego. Rządzący i filantropi niewiele mogli na nią zaradzić. Rewolucja przemysłowa spowodowała nasilenie problemu, przyciągając do miast rzesze poszukującej pracy biedoty wiejskiej, która zaludniła dzielnice nędzy i przytułki dla ubogich. Dziś najgorszymi slumsami na świecie są: Dharavi w Bombaju, Orangi w Pakistanie, Kibera w Nairobi i Favelas w Rio de Janeiro.
Ciężka dola biednych stała się bardziej widoczna w XIX wieku, po opublikowaniu w 1838 roku powieści Karola Dickensa Oliver Twist. W utworze tym przedstawiony został fabularyzowany obraz warunków życia nędzarzy i mechanizmu wyzyskiwania tych ludzi. Na przełomie wieków uważni i troskliwi badacze, tacy jak Beatrice i Sidney Webb z Wielkiej Brytanii, zaczęli szacować liczbę ubogich i pisać o ich niedoli.
Idea tworzenia programów walki z biedą narodziła się już w XIX wieku i żyje do dziś. Obecnie jedna szósta populacji świata zarabia mniej niż dolara dziennie. (Kolejne 2 miliardy ludzi z populacji liczącej 7 miliardów zarabiają mniej niż 2 dolary dziennie). W połowie lat 60. XX wieku prezydent Stanów Zjednoczonych Lyndon Johnson wypowiedział "bezwzględną wojnę" biedzie. Doprowadził do uchwalenia przepisów mających się przyczynić do zmniejszenia poziomu ubóstwa w Ameryce. Na ich podstawie stworzono socjalny program opieki medycznej dla osób o niskich dochodach Medicaid, wprowadzono ubezpieczenie od bezrobocia, powołano inicjatywę Head Start[10] i wiele innych programów. W 1975 roku wprowadzono ulgę podatkową dla najbiedniejszych, umożliwiając im odzyskanie części zapłaconych podatków od wynagrodzeń. Dzięki tej uldze rodziny mające jedno dziecko mogły odzyskać średnio 3 tysiące dolarów, a rodziny mające co najmniej troje dzieci nawet 6 tysięcy dolarów.
W końcu w 2000 roku Organizacja Narodów Zjednoczonych opracowała wielostronny plan zmniejszenia biedy na świecie. Wyznaczono tak zwane "milenijne cele rozwojowe", czyli osiem celów ogólnych oraz 18 związanych z nimi celów szczegółowych, których realizacja miała się przyczynić do znacznego ograniczenia biedy do 2015 roku. Pierwszym celem szczegółowym było zmniejszenie o połowę w latach 1990-2015 liczby ludzi zarabiających mniej niż dolara dziennie. Wśród pozostałych celów znalazły się: upowszechnienie szkolnictwa podstawowego; promowanie równości płci; zmniejszenie śmiertelności wśród dzieci; poprawa stanu zdrowia matek; zwalczanie HIV/AIDS, malarii i innych chorób; zapewnienie równowagi środowiska naturalnego oraz nawiązanie globalnej współpracy na rzecz powszechnego rozwoju. Cele te były bardzo ambitne i prawdopodobnie nie zostaną osiągnięte, biorąc pod uwagę kryzys finansowy w 2008 roku, rosnące ceny żywności i energii oraz nieustanne konflikty zbrojne na całym świecie. Światowi przywódcy proszą obecnie ONZ o podjęcie odważniejszych działań w celu zwalczania biedy, głodu i chorób oraz wyznaczenie w 2015 roku kolejnego zestawu celów[1].
Specjaliści formułują różne teorie na temat przyczyn biedy i proponują różne środki zaradcze. Ekspertów można podzielić na takich, którzy uważają, że istnieje jedna podstawowa przyczyna biedy, oraz na takich, według których jest ona skutkiem działania wielu różnych czynników.
Najprostsza teoria głosi, że biedni sami są sobie winni. Wielu z nich nie chciało się uczyć, wcześnie rzuciło szkołę, podejmowało się prac niewymagających większych umiejętności, wydawało dużą część pieniędzy na alkohol, narkotyki i hazard, wcześnie wstąpiło w związki małżeńskie i miało więcej dzieci, niż było w stanie utrzymać. Ich dzieci odziedziczyły po nich obojętność wobec nauki i rozwijania umiejętności. Często dochodziło do rozpadu małżeństwa. Ci, którzy tracili pracę, nie byli skłonni podejmować się niskopłatnych zajęć, wybierając życie na zasiłku i korzystanie z darmowej opieki medycznej, dopłat mieszkaniowych, pomocy żywnościowej i rent dla niepełnosprawnych. Rozwiązaniem może być znalezienie sposobu na zmianę postaw i zachowań biednych ludzi albo pozostawienie ich własnemu losowi. Istnieje jednak wiele dowodów na to, że większość biednych chciałaby wydostać się z nędzy, gdyby mogła znaleźć zatrudnienie i przyzwoite mieszkanie.
Druga teoria głosi, że bieda jest skutkiem posiadania zbyt dużej liczby potomstwa przez ludzi ubogich. Każde kolejne dziecko sprawia, że rodzina biednieje jeszcze bardziej. W dalszym toku argumentacji stwierdza się, że ziemia może utrzymać tylko ograniczoną liczbę ludności, a ilość żywności i zasobów z trudem wystarczy na zapewnienie godziwych warunków życia 7 miliardom ludzi, nie mówiąc już o 9 miliardach, który to poziom populacja naszej planety ma osiągnąć w 2050 roku[12]. W ciągu ostatnich 40 lat erozja gleby doprowadziła do utraty produktywności aż 30 procent ziem uprawnych na świecie. Rolnictwo odpowiada obecnie za 70 procent zużycia słodkiej wody. Upały i susze będące wynikiem ocieplenia klimatu powodują spadek plonów o 2 procent co 10 lat. Problem polega więc na tym, jak produkować coraz więcej żywności przy malejącym areale ziem uprawnych i kurczących się zasobach wody.
Zgodnie z tą teorią przyczyną nieustępliwości biedy jest przeludnienie. To współczesna wersja osiemnastowiecznej prognozy Thomasa Malthusa, zgodnie z którą tempo wzrostu populacji prędzej czy później przekroczy tempo wzrostu podaży żywności, co doprowadzi do powszechnego głodu, wybuchu wojen i dalszego pogłębiania się nędzy[13]. Pogląd ten został uwspółcześniony w opublikowanym w 1972 roku raporcie Granice wzrostu, napisanym przez Donellę H. Meadows i Dennisa L. Meadowsa (wspólnie z J?rgenem Randersem i Williamem W. Behrensem III)[14]. Ci autorzy zasugerowali, że biedę można by poskromić, gdyby biedne rodziny ograniczyły liczbę potomstwa - dobrowolnie lub pod przymusem. Chiny zastosowały to drugie rozwiązanie, zabraniając posiadania więcej niż jednego dziecka. Choć dzisiaj polityka jednego dziecka zawiera szereg wyjątków, szacuje się, że w latach 1979-2009 w Chinach uniknięto dzięki niej narodzin około 200 milionów dzieci. Z pewnością był to jeden z czynników mających wpływ na znaczny spadek liczby chińskich rodzin żyjących w nędzy.
Trzecia teoria głosi, że bieda utrzymuje się, ponieważ ludzie biedni nie posiadają żadnej wymiennej własności ani kapitału, mogących stanowić zabezpieczenie pożyczki. Brakuje im aktywów, które mogliby zaoferować w wymianie gospodarczej. Teorię tę sformułował bardzo szanowany, choć kontrowersyjny ekonomista peruwiański Hernando de Soto w książce Tajemnica kapitału: dlaczego kapitalizm triumfuje na Zachodzie, a zawodzi gdzie indziej (wyd. pol. Fijorr Publishing, Warszawa-Chicago 2002). De Soto przekonuje, że prawdziwym źródłem bogactwa są nieruchomości oraz istnienie starannie zdefiniowanego i społecznie akceptowanego prawa własności. Nieruchomości stanowią klasę aktywów, dzięki którym można uzyskać pożyczkę lub kredyt hipoteczny, wykupić ubezpieczenie albo nabyć akcje i inne rzeczy, co sprawia, że kapitalizm jest tak skutecznym narzędziem kreowania wzrostu gospodarczego i dobrobytu. Niemniej, jak mówi de Soto, kapitalizm nie działa w biednych społecznościach i krajach, ponieważ instytucje finansowe nie uznają aktywów należących do ludzi biednych.
Biedni mają dużo aktywów (ziemię, domy, firmy), ale zwykle znajdują się one w sferze pozaprawnej, nieformalnej. System prawny nie jest przystosowany do takiej rzeczywistości. Koszty wprowadzenia tych aktywów do obrotu prawnego (uzyskania prawidłowego tytułu własności domu, zarejestrowania firmy itd.) są tak zaporowe - chodzi tu zarówno o czas, jak i pieniądze - że aktywa biednych stanowią tak zwany "martwy kapitał". Biedni nie mogą wykorzystać swoich aktywów jako zabezpieczenia kredytu w celu pozyskania normalnych kapitalistycznych narzędzi awansu materialnego. Ponieważ ich aktywa nie są uznawane, ludzie ci tworzą pozaprawny styl życia w swoich nieformalnych kręgach społecznych. Według de Soto jedynym rozwiązaniem jest zreformowanie systemu prawnego w taki sposób, aby umożliwiał monetyzację aktywów biednych ludzi i ożywienie ich "martwego kapitału".
Kolejna teoria winą za istnienie biedy obarcza elity rządzące. Wychodzi od rozróżnienia pomiędzy wzrostem gospodarczym a rozwojem gospodarczym. Możliwe jest uzyskanie wzrostu gospodarczego bez rozwoju gospodarczego. Wzrost jest bowiem koniecznym, ale niewystarczającym warunkiem rozwoju. Wzrost gospodarczy oznacza po prostu, że tort (czyli PKB) stał się większy, ale nie mówi nic o sposobie podziału.
Rozwój gospodarczy różni się od wzrostu tym, że podczas analizowania go bierze się pod uwagę, czy wzrósł standard życia przeciętnego człowieka i czy człowiek ten uzyskał większą wolność wyboru. Miernikiem rozwoju gospodarczego jest wskaźnik rozwoju społecznego (ang. human development index, HDI). HDI uwzględnia poziom analfabetyzmu w społeczeństwie, równość płci i oczekiwaną długość życia, które to czynniki mają wpływ na produktywność i mogą się przyczyniać do wzrostu gospodarczego. Występowanie rozwoju gospodarczego implikuje wzrost realnych dochodów większości gospodarstw domowych. Rozwój gospodarczy umożliwia ludziom podwyższenie standardu życia i pracy, zapewniając im zatrudnienie i odpowiednie warunki mieszkaniowe. Sprzyja poprawianiu doli obecnego pokolenia bez ograniczania możliwości zaspokojenia potrzeb przez przyszłe generacje. Tymczasem wzrost gospodarczy nie rozwiązuje kwestii wyczerpywania się zasobów naturalnych, zanieczyszczenia ani globalnego ocieplenia klimatu.
Różnicę między wzrostem gospodarczym a rozwojem gospodarczym bardzo dobrze widać w Angoli, gdzie tempo wzrostu PKB wynosiło 20 procent, a mimo to kraj pogrążał się w coraz większej biedzie. Zdecydowana większość rosnącego PKB trafiała do kieszeni rządzących oraz ich krewnych i znajomych. Córka prezydenta Angoli była miliarderką, choć nie zrobiła nic dla zwiększenia zamożności swojego kraju. Dla porównania: Bill Gates stworzył Microsoft i stał się dzięki temu multimiliarderem, jednocześnie przyczyniając się do rozwoju gospodarki Stanów Zjednoczonych i tworząc liczne miejsca pracy.
Były dyktator Egiptu Hosni Mubarak zgromadził fortunę, której wartość szacowano na 42 miliardy dolarów. Wielu ministrów krajów afrykańskich także jest miliarderami. Skąd się biorą ich fortuny? Zdecydowana większość ich majątku to pieniądze przekazywane ich krajom w ramach pomocy zagranicznej służącej wspieraniu rozwoju ekonomicznego, trafiające zamiast tego do kieszeni rządzących.
Większość krajów afrykańskich twierdzi, że głęboka i trwała bieda Afryki jest pokłosiem imperialistycznej polityki kolonialnej Zachodu. To niewiele więcej niż wymówka, za pomocą której afrykańscy dyktatorzy utrzymują się przy władzy. Prawdziwą przyczyną afrykańskiej biedy jest złe gospodarowanie i rządzenie po odzyskaniu niepodległości, a nie kolonializm. Kraje afrykańskie popełniły dwa błędy po odzyskaniu niepodległości. Po pierwsze, utworzyły systemy jednopartyjne z dożywotnią prezydenturą. To spowodowało, że większość bogactwa popłynęła do kieszeni prezydentów oraz ich licznych krewnych i znajomych, podczas gdy pozostała część społeczeństwa została pozbawiona udziału w rządzeniu i korzyściach płynących ze wzrostu gospodarczego.
Po drugie, w większości krajów afrykańskich przyjęto nie kapitalistyczny, lecz socjalistyczny system gospodarczy, z dużą liczbą przedsiębiorstw państwowych, zajmujących się świadczeniem usług komunalnych, produkcją stali, ropy i innych podstawowych produktów, a także działalnością handlową, eksportową i importową. Dla kontrastu, Korea Południowa po drugiej wojnie światowej była równie biedna jak wiele krajów afrykańskich, ale przyjęła system kapitalistyczny i dzisiaj jest bogatym krajem, którego obywatele dużo zarabiają i są aktywnymi uczestnikami życia publicznego.
Dlaczego kontynent afrykański jest nękany wojnami domowymi? Ponieważ większością krajów rządzą dyktatorzy, których rodziny spijają całą śmietankę wzrostu gospodarczego. Niektóre grupy wykluczone z udziału w decydowaniu o kształcie państwa buntują się i proklamują powstanie własnych republik. Dopóki nie zapanuje tam demokracja i wolność prasy, niepokoje i przemoc będą na porządku dziennym. Jedynym rozwiązaniem jest otwarcie systemu politycznego. Co więcej, kraje afrykańskie muszą wrócić do idei wolnej przedsiębiorczości - polegającej na tym, że ludzie (zwłaszcza kobiety) mogą swobodnie sprzedawać i kupować na rynku swoje wyroby - i zastąpić nią gospodarkę opartą na przedsiębiorstwach państwowych.
Większość ekspertów nie ogranicza się do tych ogólnych, jednoaspektowych teorii, lecz uznaje, że bieda jest wynikiem współdziałania wielu wzajemnie powiązanych czynników, które należy eliminować za pomocą zintegrowanych rozwiązań. Warto zwrócić uwagę na książkę Paula Colliera The Bottom Billion[15]. Według autora miliard najbiedniejszych ludzi na świecie żyje w "uwięzionych krajach". Wskazuje cztery czynniki decydujące o tym, że dany kraj zostaje "uwięziony":
Wojna domowa. Bardzo duża część najbiedniejszego miliarda ludzi żyła lub żyje w krajach ogarniętych wojną domową. Konflikty wynikają zaś z tego, że w krajach tych jest wielu bezrobotnych, niewykształconych młodych mężczyzn, a ponadto występuje nierównowaga etniczna. "Przekleństwo zasobów naturalnych". Niemal jedna trzecia krajów, o których mowa, żyje z eksportu surowców naturalnych. Kraje te na ogół nie posiadają umiejętności niezbędnych do zwiększania wartości tych surowców. Ich rządy są zwykle skorumpowane i nie mają mandatu demokratycznego. Kraje śródlądowe. Prawie jedna trzecia biednych krajów to kraje śródlądowe, upośledzone gospodarczo. Duża ich część jest otoczona przez wrogów. Złe rządy. Trzy czwarte biednych krajów są rządzone przez dyktatorów albo skorumpowanych polityków.Każda z wymienionych przyczyn biedy wymaga konkretnego rozwiązania. Collier opowiada się za legalnymi interwencjami militarnymi w rejonach ogarniętych wojnami domowymi. Kraje posiadające duże ilości zasobów naturalnych nie powinny eksportować nieprzetworzonych surowców po cenach rynkowych, lecz zdobywać umiejętności pozwalające zwiększać ich wartość. Jeżeli chodzi o kraje śródlądowe, muszą one współpracować z sąsiadami mającymi dostęp do morza i wspólnie z nimi budować drogi umożliwiające im transportowanie towarów do i z portów. Problemem najtrudniejszym do rozwiązania jest złe rządzenie. W ciągu wielu lat swojej działalności Robert Mugabe wdeptał Zimbabwe w ziemię, a reszta świata patrzyła na to bezradnie.
Najważniejsza rekomendacja Colliera dotycząca zwalczania biedy brzmi: "zawęzić zakres i poszerzyć gamę instrumentów". Zawężenie zakresu miałoby polegać na skupieniu się wyłącznie na miliardzie najbiedniejszych ludzi na świecie (70 procent z nich żyje w Afryce), zamieszkujących kraje znajdujące się w najgorszej sytuacji. Poszerzenie gamy instrumentów miałoby zaś polegać na przeniesieniu akcentu z samego dostarczania pomocy na oferowanie różnorodnych narzędzi politycznych: skuteczniejszych metod dostarczania pomocy, okazjonalnych interwencji wojskowych, międzynarodowych standardów prawnych i mądrej polityki handlowej.
A co z pomocą zagraniczną jako częściowym rozwiązaniem problemów biednych? Jest dwóch ekspertów, których poglądy w kwestii efektywności takiej pomocy są całkowicie przeciwstawne. Według Jeffreya Sachsa, autora książki Koniec z nędzą, Zachód powinien być hojniejszy i przekazywać znacznie większą pomoc dla krajów najbiedniejszych[16]. Z kolei William Easterly w Brzemieniu białego człowieka przytacza mocne argumenty przeciwko pomocy zagranicznej[17]. Uznaje Sachsa za zwolennika planowania odgórnego, którego nie zraża wielokrotnie obserwowana nieskuteczność tego typu pomocy. Niektórzy specjaliści szacują, że wskutek wysokich kosztów administracyjnych i korupcji do ludzi cierpiących nędzę trafia zaledwie 15 procent pomocy zagranicznej z bogatych krajów. Agencje zajmujące się jej przekazywaniem, działające według modelu odgórnego planowania, nie potrafią zapewnić precyzyjnych informacji na temat lokalnego zapotrzebowania na leki i żywność. Pomoc zagraniczna sprzyja też tworzeniu relacji zależności, która utrudnia biednym krajom znajdowanie własnych rozwiązań.
Pomoc zagraniczna jest krzywdząca dla krajowych przedsiębiorstw prywatnych, które mogłyby produkować i sprzedawać te same rzeczy, które są w ramach tej pomocy dostarczane. Easterly uważa działania rozbudowanej biurokracji odpowiedzialnej za koordynowanie pomocy zagranicznej oraz jej ogromne wydatki i interwencje za w dużej mierze chybione. Jednocześnie pochwala niektóre przedsięwzięcia podejmowane przez duże agencje pomocy zagranicznej, zwłaszcza ukierunkowane na zaspokajanie konkretnych potrzeb - takie jak wiercenie i utrzymywanie lokalnych studni, budowanie i konserwacja lokalnych dróg i systemów kanalizacyjnych albo rozprowadzanie żywności w miejscach, gdzie jest ona najbardziej potrzebna.
Najpoważniejszy problem związany z odgórnym planowaniem polega na tym, że duże agencje na poziomie międzynarodowym i krajowym muszą decydować o podziale środków między różne narzędzia zwalczania biedy. Podejmują decyzje, wyznaczając priorytety odzwierciedlające ogólne warunki panujące w kraju. Niemniej priorytety te mogą się zmieniać w zależności od wioski czy miasta. To znaczy, że niektóre społeczności otrzymują dużo środków na realizację przedsięwzięć, które nie są dla nich ważne, a inne dostają mniej, niż potrzebują.
W związku z powyższym pożądane byłoby wprowadzenie planowania oddolnego, angażującego wszystkie społeczności do rozwijania własnych, zgodnych z lokalnymi potrzebami propozycji i programów, które następnie byłyby przekazywane na wyższe szczeble. Programy te muszą spełniać pewne kryteria, takie jak długookresowe spojrzenie na czynniki decydujące o rozwoju społeczności, oraz mieć logiczne uzasadnienie. Istnieje potrzeba, by "góra zetknęła się z dolinami". W książce The Fortune at the Bottom of the Pyramid nieżyjący już C.K. Prahalad w bardzo wymowny sposób opisał, jak lokalna innowacyjność i pomoc finansowa dla biednych mogą zachęcić ludzi dotkniętych nędzą do działania i pomóc im w samodzielnym wydostawaniu się z opłakanego położenia[18].
(...)