Rozdział I
Basia, wstań wreszcie. Zjedz coś, śniadanie gotowe...
Mama siedziała na brzegu łóżka i głaskała mnie po czole. Nie miałam ochoty otwierać oczu ani nawet myśleć o jedzeniu. Odwróciłam się do ściany i udawałam, że śpię, dopóki nie wyszła z pokoju, ciężko wzdychając.
Mijał kolejny miesiąc od mojego powrotu z Turcji. Wróciłam jak stałam, większość moich rzeczy wciąż była w domu męża. Trudno mi było nawet sobie wyobrazić, że miałabym po nie pojechać. Niech już lepiej tam zostaną, niech zrobi z nimi, co chce, bylebym nigdy więcej nie musiała oglądać twarzy tego człowieka.
Ruzgar. Na samo wspomnienie tego imienia do oczu napływały mi łzy. Ból i zawiedzione nadzieje - oto co mi zostało po płomiennym romansie i ślubie jak z bajki. Od samego początku mnie zdradzał i oszukiwał, a gdy tylko nabierałam wątpliwości i zbliżałam się do odkrycia prawdy, odwracał kota ogonem, wprawiając mnie w poczucie winy i zarzucając brak zaufania. Teraz na świecie pewnie jest już dziecko, które spłodził z inną kobietą, podczas gdy byliśmy małżeństwem. Przeszył mnie ból. Straciłam przecież ciążę, w którą zaszłam niemal natychmiast po ślubie. Nie będę patrzeć, jak rośnie moje dziecko, nie usłyszę jego radosnego śmiechu, nie pocałuję ciepłych rumianych policzków...
- A może tak jest lepiej, Madzia? - powiedziałam do przyjaciółki jeszcze w Turcji, po wyjściu ze szpitala. - Jak miałabym wychowywać dziecko człowieka, który tak mnie zawiódł? Jak miałabym żyć, patrząc mu w oczy i widząc w nich Ruzgara?
- Nie mów tak. Byłabyś wspaniałą mamą, ale najwyraźniej Allah chciał inaczej...
- Daj mi spokój z Allahem! - rzuciłam ze złością. - Ostatnie, czego mi teraz trzeba, to słuchanie o Bogu, który najwyraźniej zakpił sobie ze mnie, z moich marzeń i planów.
- Przepraszam, nie chciałam ci zrobić przykrości. Po prostu się martwię. Chciałabym umieć cię pocieszyć, a nic nie mogę zrobić... - Przyjaciółka spuściła wzrok.
- Zrobiłaś już dość. Wspieracie mnie, załatwiliście prawnika... Teraz sama muszę się jakoś pozbierać.
- Nie jesteś sama. Masz nas, masz rodziców, no i masz Demira. Zobacz, przez cały ten czas on nie przestał cię kochać!
Myśl o Demirze sprawiła, że poczułam ciepło rozchodzące się po całym ciele. Ten cudowny mężczyzna przełknął gorzką pigułkę mojej odmowy, gdy mi się oświadczył. Przezwyciężył męską dumę, jakże ważną dla Turka, i ponownie pojawił się w moim życiu właśnie wtedy, gdy najbardziej go potrzebowałam. Gdy po poronieniu leżałam załamana w szpitalu, przez wiele godzin siedział przy mnie i trzymając mnie za rękę, ocierał łzy, których nie potrafiłam powstrzymać. "Już cię nie opuszczę. Nie pozwolę cię skrzywdzić", powtarzał swoim mocnym niskim głosem, a ja, mimo całej rozpaczy, poczułam się bezpiecznie. Jaka szkoda, że teraz jest tak daleko!
W końcu postanowiłam wstać. Usiadłam w pościeli i sięgnęłam po telefon, który dokładnie w tym momencie delikatnie zawibrował. "Miłego dnia, Najdroższa", brzmiała wiadomość od Demira. Wysyłał mi je kilka razy dziennie, co wieczór też staraliśmy się rozmawiać, choć nie było to takie proste. Po pierwsze: znów mieszkałam u rodziców, po drugie: wciąż byłam mężatką. W takich okolicznościach trudno wytłumaczyć się z wirtualnych randek. Nie chciałam słuchać kazań mamy, która z pewnością odradzałaby mi wchodzenie w nowy związek, ani oglądać min taty, który przewracałby oczami na wieść, że ponownie oddałam serce Turkowi. Demira trochę to drażniło.
- Jesteś dorosła, nie musisz się ukrywać - przekonywał, gdy w końcu udało nam się swobodnie porozmawiać.
- Nie rozumiesz... - wzdychałam, obiecując, że po rozwodzie wszystko się zmieni.
No właśnie - rozwód. Sprawa była przesądzona. Gdy tylko trochę doszłam do siebie, poprosiłam Magdę i Murata, by znaleźli mi prawnika, który złoży w moim imieniu papiery rozwodowe. Zamierzałam to zrobić w Turcji, bo słyszałam, że takie sprawy w tureckich sądach rozpatrywane są sprawnie, ja zaś pragnęłam jak najszybciej zostawić przeszłość za sobą. Niestety, jak na złość, choć mijały miesiące, moja sytuacja nie uległa zmianie. Pierwszy prawnik zrezygnował, gdy dowiedział się, kim jest mój mąż. Kolejną wyznaczoną rozprawę przesunięto o dwa miesiące bez podania przyczyny.
- Obawiam się, że jego rodzina maczała w tym palce - powiedziała Magda, gdy przesłałam jej zdjęcie listu, w którym sąd podał nową datę rozprawy. - Pewnie się boją, że będziesz chciała go oskubać. Masz mocne dowody i możesz naprawdę sporo ugrać.
Faktycznie, nowa prawniczka szczegółowo wyjaśniła mi zapisy tureckiego prawa rozwodowego. Doradzała wystąpienie o alimenty i sowite zadośćuczynienie za to, co zrobił Ruzgar. Kochanki, zdrady, dziecko z inną kobietą, narażenie mnie na stres, w wyniku którego straciłam ciążę - wszystko to sprawiało, że w sądzie uzyskałabym sporo pieniędzy. Początkowo przystałam na sugestie prawnika, z czasem jednak straciłam przekonanie, czy takie działanie w ogóle ma sens. Macki rodziny mojego męża sięgały najwidoczniej naprawdę daleko, skoro wciąż nie odbyła się nawet pierwsza rozprawa. Prawników pewnie też miał dobrych. Ja z kolei, szukając w sieci informacji o rozwodach w Turcji, coraz częściej trafiałam na wpisy dziewczyn, które opowiadały o skorumpowanych sędziach. Z czasem zyskałam niemal pewność, że nie inaczej jest w moim przypadku. Rodzina Ruzgara i on sam mieli nieograniczone możliwości pociągania za sznurki - czy to w sądach, czy w urzędach. Choć wina leżała po jego stronie, a ja miałam na to dowody, nie darują mi skandalu, który wywołało nasze rozstanie i fakt, że nie milczałam, gdy dowiedziałam się o jego zdradach. Wiele tureckich kobiet po prostu przyjmuje do wiadomości, że ich mężowie robią, co chcą, wychodzą, dokąd i z kim mają ochotę, i zdradzają je, gdy tylko przyjdzie im chęć. Niektóre znoszą to w imię posiadania dzieci i wygodnego życia, wybaczając niewierność albo udając, że o niej nie wiedzą. Ruzgar i cała jego rodzina sądzili najwyraźniej, że ze mną będzie tak samo. Przeliczyli się, myśląc, że karta kredytowa męża zmieni moją naturę, a szpilki od Prady i złoto pozwolą mi przymknąć oczy na to, co zamierzał wyprawiać, niezbyt nawet się z tym kryjąc. Nic dziwnego, że przedłużali ten rozwód w nieskończoność - musieli naprawdę się bać, że sąd przychyli się do moich żądań. Może teraz szukali na mnie jakichś haków? Gdy prawniczka kolejny raz poinformowała mnie mailowo, że zaplanowana rozprawa się nie odbędzie, skapitulowałam.
- Nie chcę już ich pieniędzy i nie będę o nie walczyć. Proszę się jakoś z nimi dogadać. Może przystaną na rozwód za obopólną zgodą? Jest mi wszystko jedno, chcę tylko zamknąć ten rozdział.
- Jest pani pewna? Przecież te pieniądze po prostu się pani należą! - perorowała, gdy zdzwoniłyśmy się na WhatsAppie. Była młodą i rzutką Turczynką, która skutecznie rozwiodła już niejedną parę, wyrywając dla swoich klientek sowite odszkodowania, zwłaszcza że - jak mi powiedziała - tamtejsze prawo cywilne naprawdę chroni kobiety. Te, które chcą się rozwieść, mogą na ogół liczyć na alimenty wypłacane przez męża bez względu na to, czy rozwód nastąpił z jego winy, czy za porozumieniem stron. Były mąż płaci do czasu, gdy kobieta powtórnie wyjdzie za mąż. Jeśli to nie nastąpi, alimenty są wypłacane dożywotnio. Zaszokowało mnie jednak co innego. Prawo przewidywało sytuację, w której jako żona pieniędzy mogę żądać też od kochanek męża! W końcu wybitnie przyczyniły się one do rozpadu naszego małżeństwa. Prawniczka najwyraźniej nie mogła uwierzyć, że chcę z tego wszystkiego zrezygnować.
- Tak, jestem pewna. Brzydzę się moim mężem i jego pieniędzmi. Jeśli to przyspieszy sprawę rozwodową, bez żalu z nich zrezygnuję.
- Dobrze, przedstawię mu propozycję rozwodu bez orzekania o winie i dam pani znać, co odpowie.
Poczułam nieopisaną ulgę. Żaden majątek nie był w stanie zrekompensować mi utraconej wiary w tamtą miłość ani tego, jak potraktował mnie Ruzgar. Czy odszkodowanie mogłoby załatać tę potężną wyrwę w sercu, które zostało ciśnięte w błoto zdrady i podeptane bezczelnym przekonaniem mojego męża, że ma prawo mnie ranić? Co miałabym sobie kupić za te pieniądze?
Gdy powiedziałam Demirowi o swojej decyzji, nie potrafił ukryć frustracji. Nie mówił o tym wcześniej, ale znał Ruzgara jak nikt inny i domyślał się, że mój mąż zrobi wszystko, by nie płacić za swoje błędy. Gdybym upierała się przy początkowych żądaniach, jeszcze długo czekałabym na rozwód.
- Dobrze zrobiłaś, kochanie. Zobaczysz, teraz wszystko się ułoży. A po rozwodzie przyjedziesz i zaczniemy nowe życie.
Na te słowa zbladłam. Wciąż jeszcze nie ułożyłam sobie tego wszystkiego w głowie. Demir najwidoczniej nie dopuszczał do siebie myśli o przeprowadzce do Polski, ja z kolei nie bardzo wyobrażałam sobie swój powrót do Turcji. Co prawda podłapałam trochę języka, a nawet po powrocie do Polski ponownie zapisałam się na kurs, ale zrobiłam to tylko po to, by nie zapomnieć tego, czego już się nauczyłam. Tylko jak to powiedzieć Demirowi? Nie powiedziałam więc nic, tylko uśmiechnęłam się i ciepło pożegnałam. Umówiliśmy się na rozmowę wieczorem.