Tu many - Arkadiusz Szałajko

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (17,16 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Pomów z

Pomów błagam ze środkiem

Choć go nie ma

Mimo to boli

Nie może istnieć

Ból tak wielki...

Dlatego go nie ma

A jest

Bo boli

Zaprzeczam

To raczej nie koi

Nie przytulaj mnie

Pomów

Z pomów

Milczę, bo boli

Chociaż nie może

Brak nie boli

Zazwyczaj...

Absurd i trzy kropki

Brak słów

I bezsens gromki

Nie pomaga

Nie jesteś ze mną

Całkiem

Coś jeszcze się kotłuje

Z tym pomów

To przytul

Mnie zostaw

Temu pomóż

Choć nie istnieje

Powodzenia, weź się rozchmurz - szydzę

Boli, kotłuje się

A nie może

Sen z oczu spędza

Samotnym czyni

Drwi, kpi, szydzi

Samotnia, pustelnia

Może Tobie coś powie - szydzę

Nie mówi?

Nie powie

Ale boli

Bo lubi boleć

To, co niejawne

A jest

Mimo że nie jest

Mnie zostaw

To zaspokój

Z nieegzystencją

egzystującą pomów

Proszę, prosi

Przytul ją, próbę ponów

Cierpienia młodego humanisty

AntyM. Nikt. Nic.

Czasem ktoś, ale to nic

D. Kogo? Czego?

No właśnie kogo

Gdzieś zabrać?

Skoro nikt nie chce

O i czego?

O siet!

Względnie - o zgrozo!

Dlaczego?!

C. Komu? Czemu?

Się mogę przydać

A wsm to po co...

AntyB. 1.Nikogo. 2.Nic.

ad.1.

Nie ma

ad.2.

Po prostu nihil

N. 1. Z kim? 2. Z czym?

ad.1.

Się cieszyć i smucić

ad.2.

Może z psem

Ze schroniska

Na spacer

Ms. O kim? O czym?

Co za pytania?!

Sam

Siedzę

O niczym

Nie myślę

Tylko leżę

W. Wołam o... pomoc!

Monolog z czasem

Z czasem dojść do tego musiało

Choć szans mi on nie daje

W nierównych zawodach

Na co dzień występuję

Nigdy biegaczem nie byłem

I tu się męczę

Choć bez potu

Choć czasem

Nawet

Nie zaczynam

Jedenkamień

Gdy brnąłem

Przez potok

Myśli

Powiedział mi:

czas jest względny...

To prawda

on nie istnieje

W swym istnieniu

Mimo to

Jest bezwzględny

Nie daje wytchnienia

Ucieka

Leci

Płynie bez przerwy

Z przerwami, które

Do odkrycia

czasie!

Czasem udaje mi się

ciebie ujarzmić

ty jednak

Nie dajesz za wygraną

Pociągasz za sznurki

Zatrzymujesz mnie

A sam biegniesz

Nie masz litości

Gonitwa bezsensowną

Się zdaje

Czasem więc stopuję

Wtedy ty głupiejesz

Ja bitwę wygrywam

Lecz na wojnę

Wciąż jeszcze

Jestem za słaby

Nie pozwolę ci prowadzić

Poznałem twoje przerwy

Nie wiem czy wygram

Ale, gdy sekret

twój zrozumiałem

Wyrównam szanse

Zmierzę się z tobą

I razem w końcu

Biec będziemy

Na równi