Trzynaście rozdziałów magii - Oliwia Seliga

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (17,16 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

4. Moc

Zaprowadziła mnie do jednego z pomieszczeń i kazała usiąść na stołku przy kuchennej wysepce. Szafki były proste, niemal nowoczesne, ciosane z ciemnego, hebanowego drewna. Blaty utworzono z jasnego marmuru, co rozświetlało pomieszczenie. Na wierzchu nie stały żadne niepotrzebne rzeczy, każda musiała mieć swoje miejsce w którejś z szafek. Moją uwagę przykuły ususzone zioła wiszące na jednej ze ścian. Zatraciłam się w rozpoznawaniu ich i przypominaniu sobie zdecydowanej większości nazw, tak bardzo, że nie zauważyłam, kiedy Jaśmina podsunęła bliżej mnie kubek z parującym napojem.

- Wypij, wzmocni cię. To sama natura. Widzisz? - aby udowodnić swoje słowa wzięła łyk naparu. - Do smaku się przyzwyczaisz, no już, nie krzyw się tak. Później nauczę cię jak taki zrobić, przyda ci się po wizjach. Musisz nosić go przy sobie.

- Wizjach? Czy to co przed chwilą widziałam to było naprawdę? - spytałam popijając napar, którego smak sprawił, że miałam ochotę splunąć nim daleko, ale mina dziewczyny spowodowała, że zmieniłam zdanie i szybko połknęłam płyn.

- Ależ oczywiście! Wiedziałam, że masz niezwykły dar. Czy to była pierwsza wizja? - uśmiechnęła się zachęcając mnie do głębszej rozmowy.

- Nie jestem pewna - zaczęłam się zastanawiać. - Jak teraz o tym myślę to chyba już od dzieciństwa miałam dziwne odczucia, kiedy patrzyłam na obrazy, albo byłam w różnych miejscach, ale nigdy nie było to nic aż tak wyraźnego, jak dzisiaj. - Wzięłam głęboki łyk napoju, żeby jak najszybciej skończyć tę męczarnię smakową. - Wiesz, zaraz jak znalazłam się w barze miałam coś podobnego.

- Opowiedz - zachęciła mnie do wyjawienia tego, co przeżyłam w łazience. Słuchała uważnie nie przerywając mojego opowiadania, a ja widziałam, jak z każdym moim słowem jej oczy coraz bardziej błyszczą. - Niesamowite - skomentowała, kiedy skończyłam mówić. Przez chwilę głęboko nad czymś rozmyślała, zaraz jednak znów się odezwała. - Musisz wiedzieć, że Aleksander zjawił się tu już dawno temu. Jego pierwotnym celem również było jakieś miasto nad morzem, właściwie to chciał się zaciągnąć do załogi, by pracować na statku. Próbowałby w ten sposób wymazać wspomnienie przeszłości. Jednak po drodze dowiedział się, że jest wolna posada barmana. Nie miał nic do stracenia, ani nikogo, do kogo mógłby wrócić, więc za ostatnie pieniądze kupił bar i postanowił się tutaj osiedlić. - Przerwała na chwilę i spojrzała przez okno gdzieś w las. - Niestety los chciał, że jego złamane serce zaczęła leczyć jedna z mieszkanek, która miała męża. Aleksander i Diana nie mogli walczyć z przeznaczeniem, które połączyło ich ze sobą. A kiedy kochali się w łazience do baru wpadł wściekły mąż. Znalazł ich razem i kiedy chciał podbiec do Diany, padł na ziemię łapiąc się za gardło. Aleksander jeszcze nie potrafił wtedy panować nad swoim darem. Nawet nie wiedział, że go ma.

- O jakim darze mówisz? - spytałam zastanawiając się nad siłą barmana. Jak do tej pory nie widziałam w nim zagrożenia. Oczywiście, na początku obawiałam się go, zwłaszcza, że wyglądał naprawdę potężnie, ale do tej pory nie dał mi żadnego powodu do obaw. Pomijając udzielenie mi pomocy przy tuszowaniu śladów morderstwa.

- Aleksander ma niezwykłą siłę. Myślę, że jeszcze będziesz miała okazję się o tym przekonać.

- Musisz być taka tajemnicza? - spytałam poirytowana. - Nie możesz powiedzieć czegoś wprost?

- Jesteś słodka jak się złościsz, ale skoro tak bardzo chcesz wiedzieć, jaki dar ma Aleksander to najpierw poznaj i zapanuj nad swoim. Przypomnij sobie jak zabiłaś tego człowieka. - Jej głos z przyjaznego stał się niemal nauczycielski i bardzo stanowczy.

- Przecież byłaś tam, widziałaś jak złapałam świecznik stojący na stole i... - zaczęłam tłumaczyć broniąc się tym samym przed powrotem w nieprzyjemne wspomnienia.

- Wcale nie, przypomnij sobie, przecież potrafisz.

Fala negatywnych emocji uderzyła we mnie. Znalazłam się w dusznym barze, znów poczułam jak obce ręce mnie łapią. Rozejrzałam się poszukując czegoś do obrony. Świecznik stał na najbardziej oddalonym stole ode mnie. Zapragnęłam mieć go w swoich rękach i już go trzymałam, a później wbiłam go w głowę mężczyzny.

- Przecież to niemożliwe - szepnęłam -Takie rzeczy się nie dzieją.

Czym innym było morderstwo, a czym innym przenoszenie rzeczy za pomocą umysłu. Chwyciłam się mocniej blatu i spróbowałam opanować zawroty głowy. Może jednak faktycznie z tą wodą jest coś nie tak. Może nie powinnam pić tej dziwnej herbatki. Nie powinnam była komukolwiek ufać nawet w najmniejszym stopniu. Ciekawe jak mam się teraz z tego wszystkiego wykręcić?

- Nie walcz z tym. Dobrze wiesz, że to prawda - położyła rękę na mojej - Spokojnie, nie przejmuj się jego śmiercią. Na początku zawsze jest szok, ale poradzisz sobie z tym. Jestem tu, żeby ci pomóc. - W ułamku sekundy uczucie przygnębienia i szoku odpłynęły daleko ode mnie. - Chodź, odetchniemy świeżym powietrzem.

Kiwnęłam głową nie mogąc wykrztusić z siebie żadnego słowa. Jaśmina pomogła mi wstać i chociaż czułam, że siły powoli mi wracają, wciąż mnie podtrzymywała. Wyszłyśmy kuchennymi drzwiami wprost do ogrodu. Jego okrąg usiany był różnego rodzaju ziołami i kwiatami, przeplatanymi zawiłymi ścieżkami. W samym środku stała biała, metalowa ławka, na której usiadłyśmy. Świeże powietrze odrobinę mnie ocuciło. Ogród w środku lasu, niezwykłe. Tak samo, jak wszystko, co spotyka mnie od dwóch dni.

- Sama o to wszystko dbasz? - spytałam po chwili milczenia.

- Tak, o każdy nawet najmniejszy kwiat. Relaksuje mnie to, odpręża.

- Wiem o czym mówisz. Kiedyś pomagałam babci w ogrodzie - poczułam nieprzyjemne ukłucie żalu na to wspomnienie.

- Dlaczego mówisz tak, jakbyś już nigdy miała tego nie zrobić? - Jaśmina wydawała się czytać moje emocje jak otwartą książkę.

- Zmarła jakiś czas temu - odwróciłam wzrok bojąc się łez, które mogły pojawić się w każdej chwili. Czasem wystarczyło wspomnienie jej uśmiechu, który dodawał otuchy. Myśl, że nigdy więcej już go nie zobaczę była tak bolesna, że niemal czułam, jak coś wwierca się w moje serce i je rani.

- Przykro mi - szepnęła dziewczyna kładąc dłoń na mojej, co niemal od razu dodało mi otuchy. - Byłaś z nią blisko?

- Byłyśmy przyjaciółkami. Mogłam powiedzieć jej o wszystkim, a ona nigdy mnie nie oceniała. Zawsze potrafiła podnieść mnie na duchu. Miała te swoje babcine mądrości niemal na każdą okazję - uśmiechnęłam się widząc oczami wyobraźni jak szybko przeczesuje palcami krótko ścięte włosy, bo uważała, że z długimi jest za dużo zachodu. - Tęsknię za nią.

- To widać - szepnęła dziewczyna.

- Mogę mówić na ciebie Mina? - zmieniłam temat nie chcąc błądzić myślami po przyjemnych, ale bolesnych wspomnieniach. Chyba najgorszy był ten rodzaj bólu po stracie ukochanej osoby. Kiedy masz wspaniałe obrazy z przeszłości, cudowne wydarzenia, ale one tak bardzo bolą, że mimo wszystko nie chcesz do nich wracać.

- Pewnie - uśmiechnęła się. - Jeśli ja będę mogła mówić tobie Lila.

Kiwnęłam głową na znak, że się zgadzam. Przez długą chwilę rozglądałam się po ogrodzie i zachwycałam jego pięknem. Cisza i spokój przepełniały mnie całą, kiedy mogłam obserwować naturę. Kilka motyli kołysało się niepewnie na jednym z krzewów bujnie rosnących, a wokół innego pszczoły wesoło bzyczały zbierając nektar z kwiatów. Istny raj dla zmęczonego umysłu i ciała. Chłonęłam przyrodę całą sobą, pozwalając delikatnym podmuchom wiatru muskać moją twarz. Zawsze uważałam, że natura jest ideałem piękna. Nie ma nic wspanialszego od kręgu życia, który nas otacza i opiekuje się nami.

Niespodziewanie na kolana wskoczył mi kocur, który był cały czarny, a urodą przypominał syjamskie mruczki. Wyszczerzyłam zęby w uśmiechu i zaczęłam drapać zwierzaka za uchem. Od dziecka uwielbiałam te zwierzęta. Miały charakterki, chodziły swoją drogą i nie słuchały się nikogo. Dodatkowo posiadały niezwykły dar tresowania ludzi. Człowiek zrobi wszystko, by uzyskać aprobatę kotów.

- Lubi cię, zazwyczaj Lucyfer do nikogo obcego nie podchodzi - stwierdziła Jaśmina.

- Lucyfer? - zdziwiłam się - Nietypowe imię dla kota.

- On cały jest nietypowy, ale podejrzewam, że wkrótce będziesz miała okazję tego sama doświadczyć - uśmiechnęła się tajemniczo.

- Nie wiem czy mam się bać, czy cieszyć - zażartowałam. - Od dawna tu mieszkasz? - spytałam zaciekawiona.

- Ten dom należy do mojej rodziny już od kilku pokoleń. Ja dostałam go po mamie i teraz mieszkam w nim sama - kot spojrzał na Minę złotymi oczami, zupełnie tak, jakby doskonale zrozumiał co powiedziała i miauknął przeciągle zaznaczając, że dziewczyna nie mieszka sama - Oczywiście jest też Lucyfer - uśmiechnęła się i pogłaskała zwierzaka po łebku.

- A ogród też jest od pokoleń czy to twój pomysł?

- Każdy w naszej rodzinie zajmował się roślinami. Zgłębialiśmy tajniki wiedzy o naturze i szukaliśmy coraz to nowszych metod wykorzystywania przyrody. Tworzyliśmy wszelkiego rodzaju przepisy na potrawy oraz leki. Miałaś już okazję doświadczyć tego na własnej skórze - uśmiechnęła się widząc rosnące w moich oczach zainteresowanie tematem. - Wszystko było spisywane i przekazywane z pokolenia na pokolenie, a kiedy byłam w odpowiednim wieku moja mama przekazała tę wiedzę mnie. Zwykli ludzie nazwaliby mnie po prostu zielarką. Choć tak naprawdę zajmuję się magią związaną z naturą.

- Magią? - zdziwiłam się - Myślałam, że magia jest tylko w bajkach.

- Och, nadal próbujesz się przed tym bronić - uśmiechnęła się ciepło do mnie. - To naturalne, zwłaszcza, kiedy za długo żyje się w normalnym świecie. Chociaż tak naprawdę co oznacza normalny świat? Czy jest to szarość, kiedy każdego dnia wstajesz, zakładasz garnitur i idziesz do biura brać udział w wyścigu szczurów? Aż zapominasz po co w ogóle się tak męczysz. W końcu umierasz niczego nie doświadczając, nie poznając prawdziwego i realnego świata przepełnionego właśnie magią i energią, którą można wykorzystać - zamilkła na chwilę. - Wiem, że czujesz się teraz zagubiona. W końcu po raz pierwszy doświadczasz magicznych zjawisk tak otwarcie. Postanowiłam być twoją opiekunką i przewodniczką. Pragnę wprowadzić cię w ten fantastyczny świat - spojrzała na mnie czekając na odpowiedź. Jednak ja długo trawiłam w sobie te słowa. Wiedziałam, że ma rację co do świata i kierujących nim praw.

Mimo wszystko nie potrafiłam tego przetrawić. Magia, jakże dziwne słowo wyjęte z książkowych baśni. W głębi duszy wiedziałam, że Mina ma rację, ale mój umysł próbował wszystko wyprzeć i ukierunkować myślenie na jakiś racjonalny tok.

A przecież sama widziałam, jak maść szybko zadziałała zasklepiając ranę i od razu tworząc bliznę. Może to jest właśnie odpowiedź na wszystkie moje pytania dotyczące życia i jakiegoś konkretnego celu.

- Zawsze czułam, że nie pasuję do zwykłych ludzi - westchnęłam i odwróciłam głowę kierując wzrok wprost na lawendę, która dawała tak intensywny zapach, że niemal czułam się tak, jakbym miała ją zaraz przed sobą - Cały czas tkwiło we mnie wrażenie, że nie pasuję do takiego życia, jakie wiedzie większość ludzi. Chciałam czegoś innego, nie godziłam się na wiele rzeczy, dlatego szybko traciłam pracę i tak zwanych przyjaciół. Nikt nie lubi osób szczerych, żyjących swoim życiem, idących własną drogą i mających sztukę oraz piękno ponad wiedzę i naukę. - przerwałam na chwilę i skupiłam się na powstrzymaniu łez - Tylko babcia mnie rozumiała. Kiedyś poprosiła mnie, bym nie przejmowała się niczym, tylko żyła po swojemu i była szczęśliwa.

- Wiem, jak bardzo ci jej brakuje ci jej. - Jaśmina położyła dłoń na mojej. - To czuć nie tylko w twoich słowach.

- A w czym jeszcze? - spytałam ocierając wierzchem dłoni mokre już oczy.

- Po prostu w tobie, wyczuwam to.

- Umiesz wyczuć emocje? - spytałam zaciekawiona - Tylko moje czy innych też? W jaki sposób?