Trzylecie. Broszury emigracyjne 1941-1942 - Stanisław Cat-Mackiewicz

Kup ebooka

25.00 zł
17.50 zł (17,20 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

? Copyright by Author's inheritors and Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków 2014

? Copyright for Cat-Mackiewicz znany i nieznany by Jan Sadkiewicz and Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków 2014

ISBN 978-83-242-2007-6

Opracowano na podstawie wydania:

Październik 1941. Fakty i dokumenty, Londyn 1941; Listopad 1941. Fakty i dokumenty, Londyn 1941; Grudzień 1941. Fakty i dokumenty, Londyn 1941; Styczeń 1942. Fakty i dokumenty, Londyn 1942; Cała prawda, Londyn 1942; Lwów i Wilno, Londyn 1942; Czarnym atramentem, Londyn 1942; Cel najbliższy, Londyn 1942; Timeo Danaos et dona ferentes, Londyn 1942; Trzylecie, Londyn 1942.

TAiWPN Universitas dziękuje Dyrekcji Biblioteki Jagiellońskiej w Krakowie za udostępnienie skanów oryginalnych broszur stanowiących podstawę niniejszej edycji. W książce zachowano styl Autora, uwspółcześniając jedynie pisownię i ortografię. Wyróżnienia w tekście są oryginalne. Przypisy oraz uwagi w nawiasach kwadratowych pochodzą od redakcji niniejszego wydania.

Opracowanie redakcyjne Jan Sadkiewicz

Projekt okładki i stron tytułowych Ewa Gray

Październik 1941 Fakty i dokumenty

Traktat polsko-sowiecki z 30 lipca 1941 roku

Założenia ogólne

Wydawnictwo, które rozpoczynam, ma na celu powtarzanie dokumentów, ustalanie faktów i wypowiadanie o nich niezależnego sądu, nieprzepuszczanego przez miechy i trąby hymnów pochwalnych i zachwytów na rozkaz. Układ polsko-sowiecki z 30 lipca uważam za błąd, za narodową i państwową klęskę. Z polityką wypływającą z tego układu chciałbym przystąpić do walki.

Poniżej czytelnik znajdzie zestawienie znanych mu faktów. Wynika z nich jasno, że 1) układ polsko-sowiecki zawarty w dniu 30 lipca 1941 roku nie ziścił tego, co nam obiecał premier Sikorski w swojej mowie. Żądania w stosunku do Sowietów, które w tej mowie wypowiedział, nie zostały uwzględnione. 2) Że układ został potępiony przez wielu Polaków, niezależnie myślących, przez ministrów, którzy się podali do dymisji, przez całe stronnictwa, jak np. Stronnictwo Narodowe. 3) Żeśmy przystąpili do rokowań o układ niezgrabnie, w najgorszej dla nas koniunkturze, w nieodpowiedniej chwili. 4) Że oswobodzenie jeńców polskich na terenie Rosji sowieckiej - wydarzenie samo w sobie nader szczęśliwe - mogło być osiągnięte bez układu z naszej strony, jako wynik po prostu tego faktu, że Hitler napadł na Sowiety, że Sowiety znalazły się w sytuacji sojusznika Anglii i że nie mogły dalej więzić obywateli sojusznika swojego sojusznika. 5) Że armia polska w Rosji, rzecz pożądana, szczęśliwa, dobra - temu nie mam zamiaru zaprzeczać - mogła być tak samo uzyskana drogą zupełnie innego układu, niż ten, który został podpisany. 6) Że Sowiety zobowiązały się wobec nas tylko w stosunku do "hitlerowskich" Niemiec, a nie Niemiec w ogóle.

Był niegdyś chytry i wrogi nam minister, nazywał się Stresemann. Osiągał on wielkie korzyści na terenie międzynarodowym dla swojego państwa i zamawiał na siebie samego krytyki, potępienia i ataki w prasie niemieckiej. Pokazywał to kontrahentom i powiadał: "Patrzcie, jak mnie wymyślają za to, że wam ustąpiłem. Czyż mogę ustępować jeszcze więcej?". U nas obecnie jest wręcz odwrotnie. Nasz rząd robi ustępstwo na terenie międzynarodowym i zamyka usta krytykom, łamie pióra niezależnym dziennikarzom, a natomiast sam wydaje sterty pism, w których sam o sobie drukuje dytyramby i hymny pochwalne, słowa chronicznego triumfu.

Kilka dat ogólnie znanych

W dniu 18 marca 1921 został w Rydze podpisany pakt pokoju Rzeczypospolitej Polskiej z Sowietami, ustalający granice pomiędzy dwoma państwami. W art. 3 tego traktatu Rosja i Ukraina zrzekły się wszystkich swoich pretensji i praw na zachód od linii granicznej, Polska zaś zrzekła się wszelkich pretensji i praw na wschód od tej linii.

Polska zrzekła się części dziedzictwa Jagiellonów, Rosja części zaborów cesarzowej Katarzyny II.

W latach po traktacie ryskim Rosja stale zasilała swymi pieniędzmi agitację wśród polskiej, żydowskiej, ukraińskiej i białoruskiej ludności Rzeczypospolitej, zdążającą bądź do przekształcenia Polski na czerwoną Polskę i członkinię Sowieckiego Związku Republik Socjalistycznych, bądź do oderwania od Polski jej ziem wschodnich. Ale jednocześnie z tą agitacją państwo sowieckie podpisało z naszym państwem szereg umów, w których obie strony zobowiązały się do utrzymywania stosunków pokojowych. W dniu 9 lutego 1929 roku podpisaliśmy z Sowietami protokół wprowadzający pakt Kellogga. W dniu 25 lipca 1932 - pakt o nieagresji. W dniu 3 lipca 1933 - pakt zawierający definicję napastnika. W tym pakcie, o ironio! na skutek inicjatywy ze strony sowieckiej zostało postanowione, że nie wolno wprowadzać wojsk na cudze terytorium pod żadnym pozorem i że pozorem tym nie mogą być braki administracji ani zamieszki, wywołane przez strajki, rewolucje ani wojny. W dniu 5 maja 1934 roku przedłużyliśmy nasz pakt o nieagresji z Rosją do roku 1945. Te wszystkie pakty, podpisy i zobowiązania nie uchroniły nas jednak od tego, że w tragicznym dniu 17 września 1939 roku Sowiety wkroczyły zbrojnie na nasze terytorium, czym uniemożliwiły nam dalsze prowadzenie wojny z Niemcami. W tym dniu Sowiety działały jako sojusznik Niemiec, z którym zawarły w dniach 22 września i 28 września 1939 roku umowy, dzieląc terytorium Rzeczypospolitej pomiędzy sobą1.

W dalszym ciągu Sowiety, tak samo jak Hitler, złamały prawo międzynarodowe, włączając przed zakończeniem wojny terytorium polskie do swego państwa. Sowiety wcieliły nasze terytorium do swoich republik i przeprowadziły nawet na naszym terytorium "wybory" do swego parlamentu. Oczywiście były to wybory w cudzysłowie, wybory na modłę sowiecką. Niewielu Polaków zgodziło się brać udział w tej komedii. Jednak znaleźli się tacy zdrajcy, o ileż gorsi od targowiczan, którzy te mandaty do parlamentu obcego państwa z polskiego terytorium przyjęli. Wśród tych ludzi znalazła się też pisarka polska, Wanda Wasilewska, była redaktorka "Promyka"2.

W październiku 1939 roku zostało Wilno oddane przez Sowiety Litwinom, ale w czerwcu 1940 roku, po klęsce Francji, państwa nadbałtyckie, a w ich liczbie Litwa, zostały przez Sowiety zajęte i znowu przyłączone do państwa sowieckiego.

Dyktator czerwonej Rosji, Stalin, od sześciu lat przed wybuchem wojny prowadził politykę mającą na celu wywołanie wojny państw europejskich pomiędzy sobą. Od chwili wybuchu wojny polityka jego zdążała do przedłużenia tej wojny. Rachuby go jednak zawiodły i w dniu 22 czerwca 1941 roku został napadnięty przez Hitlera.

Tutaj się zaczyna historia polsko-sowieckiego paktu z 30 lipca 1941 roku.

Sojusznik naszego sojusznika

Z chwilą wybuchu wojny z Niemcami Sowiety stały się siłą faktu sojusznikiem Wielkiej Brytanii. Czy mogły wobec tego więzić tysiące i setki tysięcy naszych obywateli, utrzymywać nadal naszych oficerów i żołnierzy w obozach jeńców, zaludniać swe pustynie naszymi kobietami i dziećmi, powywożonymi z Polski? Nasza prasa oficjalna, zamiast trąbić ciągle twierdzenie, że nie możemy być w wojnie z Rosją, ponieważ jest ona sojusznikiem Wielkiej Brytanii, powinna była pamiętać, że to Rosja, jako sojusznik Wielkiej Brytanii, nie może być z nami w wojnie i że Rosja, jako napastnik, pierwsza powinna się zwrócić o rokowania pokojowe.

Tak czy inaczej, zwolnienie naszych jeńców, wypuszczenie Polaków z więzień musiało się stać nie tylko naturalnym żądaniem Anglii, ale i koniecznością dla rządu sowieckiego.

Czy jednak należało od razu po wybuchu wojny przystąpić do rokowań z władzą sowiecką i do jakich rokowań? Od chwili 17 września 1939 roku byliśmy z Sowietami w stanie wojny - wojnę zakańcza się normalnie traktatem pokojowym, do traktatu pokojowego usiłuje każda dyplomacja przystępować albo w najlepszej dla siebie koniunkturze, albo w razie klęski, by uratować to, co się uratować daje.

Otóż nasza wojna z Sowietami, rozpoczęta de iure i de facto w dniu 17 września 1939 roku, nie zakończyła się oczywiście zwycięstwem Polski nad Sowietami, ale także nie można powiedzieć, by zakończyła się w dniu 22 czerwca 1941 roku zwycięstwem Sowietów nad nami. Wręcz przeciwnie: od daty powyższej zaczyna się pochód wojsk niemieckich, który usunął wojska i władze sowieckie z polskiego terytorium.

Z kolei należy się zapytać, czy czerwiec 1941 roku był chwilą najdogodniejszą dla zawierania paktu z Rosją sowiecką. Sądzę, że na to należy odpowiedzieć wyrazem: nie. Sądzę, że im później byśmy ten traktat zawarli, tym lepsze moglibyśmy uzyskać warunki.

Anglicy, ten wspaniały naród, jedyny może naród na świecie umiejący tak doskonale rządzić i tak dalece narodową prowadzić politykę, Anglicy, ten naród, na polityce którego powinniśmy się zawsze wzorować, przyjęli oczywiście z otwartymi ramionami nowego sojusznika. Każdy nowy sojusznik Anglii w tej wojnie, ze względów aż nadto zrozumiałych, rozumnych i uzasadnionych, witany jest przez nich serdecznie i staje się natychmiast popularny. Była popularną Grecja, gdy zaczęła wojnę, była nią Jugosławia, teraz stały się Sowiety. Czy może być coś naturalniejszego z punktu widzenia angielskich interesów? Przecież Anglicy nie mieli ani Szkocji, ani Walii pod okupacją sowiecką.

Należało sobie więc zdać sprawę, że w czerwcu 1941 roku siadamy do rokowań nie tylko z państwem od nas silniejszym, nie tylko z państwem, które posiada jeszcze ogromną armię, podczas gdy my straciliśmy naszą armię na polach Polski, a później we Francji, i dziś mamy stosunkowo bardzo nieliczne oddziały, ale także z państwem, które jako sojusznik, nie tylko "nowy", ale i "niespodziewany", jest czymś dla Anglii w rodzaju solenizanta, czyli siadamy do rokowań z Sowietami w jak najgorszej dla nas koniunkturze.

Mimo tego jednak nie słyszałem głosów protestu wśród społeczeństwa polskiego, gdy p. premier Sikorski wygłosił w dniu 23 czerwca przez radio mowę, wypowiadając pokojową ofertę w stosunku do Sowietów. Ale przecież w tej mowie p. premier Sikorski w imieniu Polski bardzo twardo i bardzo godnie wypowiadał swe warunki. Gdybyśmy te warunki spotkali później w tekście umowy, nie byłoby wśród nas żadnego na ten temat oburzenia.

Niestety rokowania z Sowietami odbiegają od formuł wypowiedzianych przez premiera Sikorskiego w jego mowie z 23 czerwca i protesty, których z początku nie było, których nie było i potem przeciwko samej zasadzie umowy z Sowietami, zaczynają się budzić i powstawać.

Protesty te wypowiadają: a) członkowie rządu, b) polskie stronnictwa polityczne, w Londynie reprezentowane.

W dniu 25 lipca ustąpili z rządu ministrowie: spraw zagranicznych Zaleski, minister bez teki gen. Kazimierz Sosnkowski, minister sprawiedliwości Marian Seyda, a to na skutek niezgodności poglądów z premierem w sprawie projektowanej umowy polsko-sowieckiej.

Minister Sosnkowski, konstytucyjny następca obecnego prezydenta Rzeczypospolitej3, wytłumaczył powody swego ustąpienia w liście do "Daily Telegraph" z dnia 7 sierpnia, który brzmi, jak następuje:

Szanowny Panie. - W związku z artykułem pióra Pańskiego korespondenta dyplomatycznego pod tytułem Dwóch więcej Polaków złożyło dymisję - konflikt z powodu Rosji w wydaniu z dnia 2 sierpnia mam nadzieję, że pozwoli mi Pan poprawić pewne nieścisłości.

Nigdy nie byłem i nie jestem przedstawicielem arystokracji, a w rządzie zajmowałem stanowisko zastępcy prezesa Rady Ministrów i powierzona mi była ważna funkcja.

W młodości mojej walczyłem o wolność mojego kraju w szeregach Polskiej Partii Socjalistycznej w najbardziej trudnych warunkach konspiracji. Od chwili wybuchu wojny służyłem mojemu krajowi jako żołnierz, niezwiązany z żadną partią polityczną, a poglądy moje pozostały prawdziwie demokratyczne.

Chociaż nie jestem wielbicielem komunizmu, jednak w pełni doceniam konieczność zespolenia wszystkich dostępnych sił w walce przeciwko głównemu nieprzyjacielowi i przyczyna mojej rezygnacji wynikła z zupełnie odmiennych rozważań.

Mogę tylko powiedzieć, że chociaż szczerze pragnąłem porozumienia rosyjsko-polskiego, głosowałem przeciwko zawarciu układu w formie, w jakiej on został nam zaproponowany, nie z powodu uprzedzeń jakichkolwiek w stosunku do politycznego czy społecznego systemu Rosji, ale ponieważ uważałem, że układ ten zapoznaje pewne zasadnicze prawa mojego kraju, którego sprawa - wedle oświadczenia prezydenta Roosevelta - jest natchnieniem ludzkości.

Prawdopodobnie będzie Pan mógł uznać moje stanowisko, jeśli powiem, że zostałem głęboko wstrząśnięty, gdy następnego dnia po zawarciu paktu przeczytałem artykuł w jednym z kierowniczych pism brytyjskich, który występuje z poglądem, że "przewodnictwo w Europie Wschodniej może przypaść tylko Niemcom albo Rosji", i zaleca twórcom przyszłego pokoju dzieło kongresu wiedeńskiego z roku 1815, który potwierdził rozbiory mojego kraju, jako wzór bardziej godny uwagi aniżeli traktat wersalski z roku 1919, który uznał niepodległość Polski.

Znamienne jest także ustąpienie ministra Zaleskiego, wielkiego przeciwnika polityki Becka, człowieka otoczonego prawdziwym szacunkiem korpusu dyplomatycznego całej Europy, wreszcie polityka bardzo ostrożnego i powściągliwego, któremu dotychczas zarzucano raczej ustępliwość niż porywczość lub maksymalizm żądań. Już choćby to ostatnie świadczy najgorzej o treści podpisanego układu.

Pan Marian Seyda, członek Stronnictwa Narodowego, był zawsze zwolennikiem porozumienia z Rosją, jak to sam zawsze w oficjalnych enuncjacjach podkreślał. A jednak nie mógł dać swojej zgody na takie porozumienie, jakie zostało zawarte.

Prasa rządowa polska w Londynie o ustąpieniu tych ministrów doniosła opinii publicznej z dużym ociąganiem.

Stronnictwo Narodowe złożyło dnia 28 lipca premierowi Sikorskiemu memoriał, nastrojony negatywnie wobec formuł, w które ubrany miał być pakt polsko-sowiecki.

W PPS w tymże czasie doszło do głosowania na "Komitecie Zagranicznym". Należy tu wyjaśnić, że ze wszystkich stronnictw polskich jedynie Stronnictwo Narodowe jest reprezentowane na uchodźstwie przez swojego prezesa i przez prezesa swej Rady Naczelnej. Inne stronnictwa są tu reprezentowane jedynie fragmentarycznie. Członkowie CKW PPS (Centralnego Komitetu Wykonawczego Polskiej Partii Socjalistycznej) i członkowie Rady Nadzorczej tej partii oraz prezes sądu partyjnego połączyli się w ciało, które nazwali Komitetem Zagranicznym. Na Komitecie doszło w dniu 28 lipca do głosowania, przy czym czterech jego członków: Adamczyk, Lieberman, Grosfeld i Stańczyk, głosowało za układem, trzech członków: Ciołkosz, Ciołkoszowa i Tomaszewski - przeciw.

Stronnictwo Ludowe i Stronnictwo Pracy ustosunkowało się pozytywnie do układu.

W dniu 30 lipca 1941 o godzinie czwartej minut trzydzieści doszło do podpisania umowy polsko-sowieckiej.

Nie można tego nazwać ustępstwem wobec Polski

Punkt 1 art. 1 tej umowy brzmi, jak następuje:

Rząd ZSRR uznaje, że traktaty sowiecko-niemieckie z 1939 roku dotyczące zmian terytorialnych w Polsce utraciły swą moc.

Zauważmy, że ten właśnie punkt stał się powodem do błędnych, naszym polskim zdaniem, a tak bardzo nas krzywdzących interpretacji ze strony prasy sowieckiej i części angielskiej, o czym będziemy pisać później.

Na razie stwierdzimy tylko, że unieważnienie traktatów polsko-sowieckich nastąpiło nie w dniu 30 lipca, lecz w dniu, w którym Hitler napadł na Rosję, siłą samego faktu napaści i wojny sowiecko-niemieckiej.

Brak bilateralności

Punkt 2 art. 1 brzmi:

Rząd polski oświadcza, że Polska nie jest związana z jakimkolwiek trzecim państwem żadnym układem zwróconym przeciwko ZSRR.

W tej formie uderza brak bilateralności. Nie można zrozumieć, dlaczego Polska ma oświadczać, że nie posiada układów przeciwko Sowietom, o których wszyscy dokładnie wiedzą jedno, a mianowicie, że ich nie ma, a natomiast nie mają tego jednocześnie oświadczyć Sowiety, które takie układy zawierały, jak chociażby układ z Litwą, zabierający nam Wilno.

To odstępstwo od zasady bilateralności, przestrzeganej tak skrupulatnie, z taką, graniczącą czasami ze śmiesznością, pedanterią we wszystkich aktach dyplomatycznych zawieranych pomiędzy dwoma państwami suwerennymi, jest czymś więcej niż niechlujstwem formy. Mieści ono w sobie niebezpieczeństwa może dalekie, może mgliste, może tylko potencjalne na razie, które jednak uszły uwagi tych, którzy ze strony Polski ten układ podpisywali. Żyjemy w czasach przełomowych. Czasy parcelacji państw minęły, nadchodzą czasy komasacji państw. Wojna wysunęła możliwości federacji państw leżących między Niemcami a Rosją i zagrożonych niebezpieczeństwem ze strony Niemiec i niebezpieczeństwem ze strony Rosji. Ale nie trzeba zapominać, że jest inna koncepcja, reprezentująca wielkie dla Polski niebezpieczeństwo, polegająca na odtworzeniu idei pansłowiańskich i zlaniu "wszystkich strumieni słowiańskich", jak to wieszczył kiedyś Puszkin, w "morzu rosyjskim", uczynienia z Rosji jedynej wielkiej strażnicy antyniemieckiej na wschodzie Europy. Wiemy, że tej koncepcji byli bliscy zawsze Czesi, którzy są pod tym względem w szczęśliwszym od nas położeniu, bo nie mają z Rosją terytoriów spornych, bo są od Rosji oddzieleni bardzo bezpiecznie murem zwartej polskiej masy etnograficznej. W tych warunkach artykuł powyższy nabrzmiewa niebezpieczeństwem koncepcji, która by przyłączała wszystkie inne państwa wschodniej Europy do czerwonej Rosji w charakterze państw hołdowniczych czy jedynowiernych, jak to jest obecnie z zewnętrzną Mongolią w stosunku do Związku Sowieckiego. W tak drażliwej sytuacji, w jakiej się znajdujemy, nie pora jest na łamanie ustalonych zwyczajów przy formułowaniu aktów dyplomatycznych, nie pora na zaniedbywanie bilateralnej zasady przy podpisywaniu zobowiązań.

Armia polska w Rosji, "hitlerowskim Niemcom"

Następne artykuły umowy brzmią:

Art. 2

Stosunki dyplomatyczne między obu rządami będą przywrócone z chwilą podpisania niniejszego układu i sprawa wymiany ambasadorów natychmiast załatwiona.

Art. 3

Oba rządy zobowiązują się wzajemnie do udzielania sobie wszelkiego rodzaju pomocy i poparcia w obecnej wojnie przeciw hitlerowskim Niemcom.

Art. 4

Rząd ZSRR oświadcza swą zgodę na tworzenie na terytorium ZSRR armii polskiej, której dowódca będzie mianowany przez rząd polski w porozumieniu z rządem ZSRR. Armia polska na terytorium ZSRR podlegać będzie w sprawach operacyjnych Naczelnemu Dowództwu ZSRR, w którym armia polska będzie reprezentowana. Wszystkie szczegóły dotyczące dowództwa, organizacji i użycia tej siły zbrojnej będą ustalone dalszym układem.

Oceniając układ z całym obiektywizmem, muszę stwierdzić, że istnienie armii polskiej w Sowietach, prócz wielu stron ujemnych, posiada też poważne strony dodatnie. W wojnach koalicyjnych największe odnosi korzyści nie ten, kto pierwszy strzela i pierwszy pada, lecz ten, kto ostatni ma karabin w garści. Mieć broń w swym ręku podczas wojny, oto jest zasada, która przyświecała podczas tamtej wojny Piłsudskiemu i która wtedy dała dobre rezultaty. Wobec tego stworzenie armii polskiej jest plusem nie tylko z punktu widzenia dużej ilości Polaków w Rosji, którzy oczywiście będą bardzo szczęśliwi, mogąc zamienić kazamaty więzienne na namioty wojskowe, lecz także w interesie Polski, jakkolwiek - powtarzam - posiada to też swoje strony ujemne, z których nie ostatnią jest owo podporządkowanie naszej armii naczelnemu dowództwu sowieckiemu pod względem operacyjnym. Przecież armia angielska nie była podporządkowana dowództwu francuskiemu we Francji przez pierwsze trzy lata tamtej wojny.

W art. 3 mowa jest, że oba rządy będą sobie pomagać przeciw "hitlerowskim" Niemcom. Wynika z tego, że obowiązek Rosji pomagania Polsce ustaje, gdyby Niemcy zmieniły formę rządów i stały się cesarskie, republikańskie lub... bolszewickie. A przecież bomby rzucane na Niemcy mają między innymi na celu wywołanie rewolucji w Niemczech.

Amnestia

Do układu dodany został protokół następujący4:

Z chwilą przywrócenia stosunków dyplomatycznych rząd sowiecki udziela amnestii wszystkim obywatelom polskim, którzy są obecnie pozbawieni swobody na terytorium ZSRR bądź jako jeńcy wojenni, bądź na innych odpowiednich podstawach.

Wyraz "amnestia" użyty w tym dokumencie został powszechnie uznany za gafę pierwszej wielkości. Nawet zdecydowany obrońca traktatu p. St. Sz., piszący w wydawanej przez Sztab Naczelnego Wodza "Polsce Walczącej", nie mógł, jako znany prawnik, dać swego rozgrzeszenia za użycie tak nieodpowiedniego w tym miejscu terminu. Oczywiście, że musieliśmy wymagać od rządu Sowietów uwolnienia tych wszystkich, którzy w interesie Polski występowali przeciwko okupacyjnym władzom sowieckim i byli przez te władze aresztowani, sądzeni i skazani. Ale nawet w stosunku do tej pierwszej kategorii wyraz "amnestia" byłby nieodpowiedni. Natomiast wręcz nieprzyzwoitością jest zastosowanie wyrazu "amnestia" do uwolnienia jeńców wojennych. Wyraz "amnestia" w stosunku do jeńców wojennych w traktatach pokojowych był używany tylko wtedy, gdy chodziło o takich jeńców wojennych, którzy już w niewoli dopuścili się jakiegoś przestępstwa przeciwko prawom lub przepisom regulaminowym tego państwa, które ich więziło, i zostali za to ukarani. Jeniec, który próbował uciekać, został złapany i za karę osadzony w więzieniu, otrzymywał zwykle amnestię w chwili zawierania pokoju. Ale w żadnym wypadku "amnestia" nie mogła być i nie była stosowana do tych jeńców wojennych, których jedynym przestępstwem było to, że zostali przez swoją własną ojczyznę zmobilizowani, wcieleni do szeregów i że dostali się do niewoli w charakterze oficerów i żołnierzy. Tam, gdzie się mówi "amnestia", tam musi być jakieś - rzeczywiste czy urojone, istotne czy formalne - przestępstwo, a jakież przestępstwo może być w tym, że ktoś był w mundurze i walczył na rozkaz swoich władz przełożonych z wkraczającymi wojskami nieprzyjaciela? Dlaczegóż zamiast wyrazów "rząd sowiecki udziela amnestii wszystkim obywatelom polskim" nie napisano zwyczajnie: "rząd sowiecki oswabadza wszystkich obywateli polskich"?

Tyle co do formuły protokołu dodatkowego, a teraz co do jego treści.

Jestem wilnianinem, znajomym, przyjacielem, krewnym i bliskim krewnym wielu ludzi, którzy zostali przez władze sowieckie zesłani, aresztowani, deportowani. Nie można mnie podejrzewać, że nie cieszę się jako człowiek, przyjaciel, krewny z ich uwolnienia, z uratowania im życia. Każdy człowiek ma prawo do ratowania życia i szczęścia swoich bliskich. Ale mimo tego nasuwają mi się następujące uwagi:

Czyżby rząd sowiecki z chwilą, w której został sojusznikiem Anglii, mógł nadal więzić Polaków, obywateli państwa sojuszniczego Anglii? Wiemy, że rząd sowiecki zwolnił ze swoich więzień 50 rabinów, obywateli litewskich, jakkolwiek nie wszedł dotychczas w żadne stosunki z reprezentacją narodową litewską i jakkolwiek Litwa nie jest sojusznikiem Anglii. Po prostu nowa wojna nakazuje Sowietom zmienić niektóre ich metody. Cóż z tego byłoby zresztą bardziej naturalne od tego, aby Anglia, posyłająca do Sowietów broń, ubrania i pieniądze, zażądała od nich zwolnienia obywateli polskich i polskich jeńców wojennych. Wobec tego zwolnienie Polaków z więzień i niewoli w Sowietach, samo przez się będące wydarzeniem nader szczęśliwym, nie tyle może jest skutkiem zawarcia w dniu 30 lipca polsko-sowieckiego układu, ile w ogóle skutkiem tego, że Rosja, napadnięta przez Hitlera, musiała stanąć w rzędzie państw wojujących z Niemcami.

Ale prócz tego należy poruszyć jeszcze rzecz inną, najbardziej zasadniczej natury.

Rząd polski powinien dbać o Polaków, ale winien przede wszystkim dbać o Polskę. Marszałkowi Pétainowi można zarzucić, że zanadto dba o Francuzów, że nie chce, aby byli na wojnie kaleczeni, zabijani, ale natomiast nie dba o Francję. Nie ma takiego Polaka, który by się zgodził na oddanie Sowietom Wilna i Lwowa, czy nawet zakwestionowanie przynależenia Wilna i Lwowa do Polski, za cenę otworzenia drzwi więźniom i jeńcom polskim, tak samo jak nie ma Polaka, który by się zgodził na zakwestionowanie polskości Poznania, Krakowa i Warszawy za wypuszczenie jeńców i więźniów Polaków z niemieckich obozów koncentracyjnych. Nie można więc z wypuszczenia Polaków robić celu całej naszej polityki wobec Sowietów. Celem naszym jest niewątpliwie odzyskanie integralności terytorialnej tak samo na wschodzie, jak i na zachodzie.

Nota angielska

Do angielskiego słowa przywiązujemy wielkie znaczenie, ponieważ Anglicy słowa dotrzymują. Dlatego otuchą i radością napełniła nas nota, którą wręczył minister Eden naszemu premierowi natychmiast po podpisaniu układu. Nota brzmiała:

W związku z podpisaniem w dniu dzisiejszym układu polsko-sowieckiego pragnę skorzystać ze sposobności, by zawiadomić Pana, że, zgodnie z postanowieniami układu o pomocy wojennej między Wielką Brytanią a Polską z dnia 25 sierpnia 1939 roku, Rząd Jego Królewskiej Mości w Zjednoczonym Królestwie nie powziął w stosunku do ZSRR żadnych zobowiązań, które by dotyczyły stosunków między tym państwem a Polską. Pragnę również zapewnić Pana, że Rząd Jego Królewskiej Mości nie uznaje żadnych zmian terytorialnych dokonanych w Polsce od sierpnia 1939 roku.

Ale tego samego dnia wieczorem miała miejsce w Izbie Gmin następująca wymiana zdań:

Kapitan McEwen zapytał, czy ma rację, przypuszczając, że w wyniku tego układu rząd brytyjski nie przedsiębierze żadnej gwarancji granic w Europie Wschodniej.

Minister Eden: Tak, proszę pana. Wymiana not, które odczytałem Izbie, nie pociąga za sobą żadnej gwarancji granic.

Pan Mander zapytał w sprawie gwarancji granic, czy istniejąca gwarancja wobec Polski przedsięwzięta przed wojną jeszcze obowiązuje.

Minister Eden: Nie ma, jak powiedziałem, żadnej gwarancji granic.

O co tu chodzi?

"Gwarancja zaciągnięta wobec Polski jeszcze przed wojną", którą miał na myśli p. Mander, to właśnie układ polsko-angielski z dnia 25 sierpnia 1939 roku, podpisany przez wicehrabiego Halifaxa z angielskiej, a hrabiego Raczyńskiego z naszej strony. Układ ten był zawarty dwa dni po zawarciu niemiecko-sowieckiego paktu o nieagresji, czyli w chwili, w której można było już przewidywać, że Sowiety pójdą za Niemcami, tak jak to się stało w pierwszej fazie obecnej wojny. Układ Halifax-Raczyński postanawia, że Anglia i Polska będą się nawzajem bronić przed napastnikiem i że żaden układ, zawarty w przyszłości, nie może osłabić tego zobowiązania.

W tych warunkach na specjalną uwagę zasługuje oświetlenie tygodnika angielskiego "Truth", w którym czytamy:

Istotna wartość tego układu polega dla Wielkiej Brytanii na tym, że pozwala nam on z czystym sumieniem umyć ręce w sprawie zagadnienia polsko-rosyjskiego. Przyrzekliśmy odbudować Polskę i bez podpisania układu bylibyśmy zobowiązani po pobiciu Niemiec oderwać pozostałe prowincje polskie od naszego sprzymierzeńca rosyjskiego. Obecnie, skoro Rosja i Polska doszły do porozumienia, miłosiernie oszczędzono nam tego obowiązku. Bez znaczenia jest fakt, że rząd polski, który podpisał ten układ, nie może ani porozumieć się z tymi, w których imieniu, jak twierdzi, przemawia, ani też nie ma żadnej władzy nad nimi. Nie ma żadnych danych, że sami Polacy, poza warstwami rządzącymi, pragną ponownie oderwać się od większej jednostki gospodarczej. Nasze pierwotne przyrzeczenie zostało udzielone Beckowi oraz Śmigłemu-Rydzowi, i stało się zadość wymaganiom honoru, skoro Sikorski i Raczkiewicz zwalniają nas z niego. Słusznie też można odczuwać ulgę wobec usunięcia niebezpieczeństwa, które groziło wciągnięciem nas w jeszcze dalszą interwencję na kontynencie.

Dwie interpretacje

Najgorszą konsekwencją umowy polsko-sowieckiej z dnia 30 lipca jest dwojakość jej interpretacji. Inaczej rozumiemy ten układ my, Polacy, a inaczej Sowiety, a jeszcze inaczej prasa angielska, przynajmniej niektóre jej organy.

Po stronie polskiej wszyscy zgodnie uważamy i uważać musimy, że skoro Sowiety oświadczyły, że nie uznają swych umów z Niemcami o podziale Polski, to tym samym uznają stan terytorialny sprzed 1 września 1939 roku. Toteż zgadzamy się najzupełniej z p. prezesem Mikołajczykiem, gdy powiada w swej mowie radiowej w dniu 1 sierpnia:

Rosja sowiecka dobrowolnie oświadczyła, że, podpisując umowę, uznaje niepodległe państwo polskie i uznaje publicznie swój podpis pod niemiecko-sowieckim rozbiorem Polski za unieważniony. Jest to więc powrót do stanu sprzed września 1939 roku i chyba tylko wrogowie Polski mogliby inaczej komentować ten punkt układu, który zdecydował się podpisać rząd Polski ze Związkiem Sowieckich Republik Rad.

Nie tylko zgadzamy się z p. Mikołajczykiem, ale idziemy dalej. Uważamy, że gdybyśmy na chwilę przypuścili, że układ polsko-sowiecki oddaje Rosji nasze ziemie wschodnie, tobyśmy stracili prawo żądania od naszych żołnierzy poświęceń wojskowych. Mamy prawo żądać od naszych żołnierzy poświęcenia życia, aby ziemie polskie odzyskać dla Polski, ale nie mamy prawa żądać od nich poświęceń życia, aby te ziemie odzyskać dla... Rosji.

Ale niestety nie wszyscy Rosjanie i nie wszyscy Anglicy podzielają interpretację p. Mikołajczyka.

Przede wszystkim "Izwiestia", oficjalny, najoficjalniejszy organ sowieckiego rządu, wystąpiły w dniu 3 sierpnia, a więc w trzy dni po podpisaniu z nami umowy, z przedziwnym artykułem, w którym pisząc po rosyjsku, pisały stale o naszym premierze per "pan" Sikorskij. Każdy, kto zna obyczaje bolszewickie, wie, że wyraz "pan" w ustach bolszewika lub piórem sowieckiego dziennikarza ma charakter obelżywy, jest wyzwiskiem, którym obrzuca propaganda sowiecka naszą armię, nasze państwo i nasz naród. Pisało się tam stale: "pany i oficerjo" lub "pany i biełobandyty". "Dziennik Polski", organ naszego rządu w Londynie, zamieścił ten artykuł "Izwiestii" w tłumaczeniu polskim, dopuszczając się jednak tej małej nielojalności wobec czytelnika, że gładko przetłumaczył sobie owo bolszewicko-rosyjskie "pan" Sikorskij na polskie... p. Sikorski, co stanowi tłumaczenie... zbyt dosłowne, albo raczej całkiem fałszywe, gdyż w tłumaczeniu rosyjskiego "pan" na polskie "pan" zatraca się dźwięk obelżywy, który bolszewicy wiążą z tym wyrazem. W tym artykule "Izwiestia" oświadczyły, że traktat rosyjski nie jest wieczny, że ziemie wschodnie Polski są zamieszkane przez Ukraińców i Białorusinów i wiele innych takich rzeczy, których się zazwyczaj nie pisze w oficjalnych organach ministerstw spraw zagranicznych w dwa dni po podpisaniu pokojowego traktatu.

Niestety jeszcze dalej poszły niektóre gazety angielskie w swej błędnej i krzywdzącej dla nas interpretacji polsko-sowieckiego układu z dnia 30 lipca. Tutaj jednak ograniczymy się w odpowiedzi do słów kardynała Hinsleya, który pięknie oświadczył: "Sprawdzianem szczerości, z którą walczymy o sprawiedliwość, jest nasza troska o zmartwychwstanie Polski". Anglicy powinni pamiętać, że ziemie wschodnie były przez Sowiety zajęte tylko i wyłącznie na skutek naszych działań wojennych przeciwko Niemcom. A więc tak samo jak Kraków, Warszawę i Poznań, tak samo Wilno i Lwów straciliśmy w wojnie z Niemcami. Nie było tu jakichś dwu dramatów, był jeden dramat - nasza wspólna z Anglią wojna przeciwko Niemcom.

Rada Narodowa stara i nowa

W dniu 3 września ukazał się dekret prezydenta mianujący nowych ministrów na miejsce tych, którzy opuścili rząd w imię protestu przeciwko podpisaniu nieszczęsnej polsko-sowieckiej umowy. Zostali mianowani: p. Mikołajczyk ministrem spraw wewnętrznych, które skupia w sobie zagadnienia... policji i kultury (dziwne połączenie w rządzie demokratycznym; nie wiem, do którego z tych działów pan Mikołajczyk będzie miał większe zamiłowanie, a do którego większe zdolności), p. Popiel ministrem bez teki i p. Lieberman ministrem sprawiedliwości. Pikanteria ostatniej nominacji polega na ogólnie znanym fakcie, że p. Lieberman tak nienawidzi Konstytucji 23 kwietnia, że woła nawet na zebraniach publicznych: "Nie ma konstytucji!". Wszystkie państwa rozbitki zgromadzone w Londynie szanują swe konstytucje, przestrzegają skrupulatnie konstytucyjnych przepisów; na czas trwania wojny republikanie norwescy godzą się z konstytucją monarchiczną, rojaliści francuscy z konstytucją republikańską, a u nas p. Lieberman woła: "nie ma konstytucji" i potem zostaje "stróżem praw". Jeśli uważa, że nie ma prawa zasadniczego, fundamentalnego, to zaiste niewiele będzie miał do stróżowania.

Jednocześnie nastąpiło rozwiązanie Rady Narodowej. Przeciwko samemu rozwiązaniu nie myślę występować, poważne zastrzeżenia budzi tylko chwila, w której ta Rada została rozwiązana. Rada miała kompetencje "beiratu"5, miała opiniować dekrety ustaw, gdy tego rząd zechce, ale uważano, że Rada jest namiastką parlamentu. Otóż rozwiązanie Rady w chwili rekonstrukcji rządu przekreśliło jej charakter parlamentarny, podkreśliło jej charakter beiratowy. Jak się okazało, rząd do administrowania tymi resztkami resztek pieniędzy, które nam pozostały, parlamentu nie potrzebuje, swoje kryzysy bez parlamentu załatwia. Kiedyś było "cuius regio, eius religio", teraz jest "jaki rząd, taka Rada".

Rada nie została zwołana po podpisaniu układu z 30 lipca. Według moich, może mylnych obliczeń w Radzie przeciwnicy tego układu stanowili większość jednego głosu.

Rada poprzednia składała się:

a) Z przedstawicieli czterech opozycyjnych wobec "reżimu sanacyjnego" stronnictw: narodowców - pp. Bieleckiego i Folkierskiego, oraz przedstawicielki narodowej organizacji kobiet p. Zaleskiej, socjalistów - pp. Adamczyka, Ciołkosza i Liebermana, ludowców - pp. Banaczyka, dr. Jaworskiego i Mikołajczyka, Stronnictwa Pracy - p. Korfantowej i p. Kwiatkowskiego.

b) Z członków dwóch innych stronnictw, których powołano nie jako przedstawicieli tych stronnictw, lecz ad personam i istotnie ad personam traktowano. Myślę tu o członku ONR p. Jóźwiaku i o konserwatyście, to jest o sobie.

c) Z osób powołanych jak się zdaje po to, aby oswobodzić rząd od zbytniego krępowania się stronnictwami. Osoby te - należy im to przyznać z całym szacunkiem - przeważnie te nadzieje zawiodły, przeciwnie, starały się coś robić, czegoś się domagać. Byli to: p. Filipowicz, były ambasador w Waszyngtonie, ks. dr Gawlina, biskup polowy wojsk polskich, p. Nowakowski, znakomity dziennikarz, oraz gen. Żeligowski.

d) Z przedstawicieli ludności polskiej poza granicami państwa polskiego: pp. Bożka, Szymanowskiego i Szczerbińskiego.

e) Z przedstawiciela mniejszości żydowskiej pana Schwarzbarta. Należy tu zaznaczyć, że mniejszość żydowska została specjalnie uprzywilejowana. Inne mniejszości Rzeczypospolitej, nie mniej od Żydów liczne, jak np. Ukraińcy, nie miały w Radzie swoich przedstawicieli. Ale nie miało to wielkiego znaczenia, bo sama Rada miała znaczenie minimalne. Zobaczcie, jak się z niej nabija p. Nowakowski w swym wspaniałym felietonie w numerze 39 "Wiadomości Polskich"6.

Kto wejdzie do nowego beiratu?

Mówi się o podziale przyszłej Rady na cztery stronnictwa z wykluczeniem outsiderów, no i oczywiście wszelkich piłsudczyków (chociaż zdaje się, że piłsudczycy stanowią jeszcze pokaźną liczbę i na emigracji, i co ważniejsze - także w... kraju), i o uzupełnieniu jej osobami zachwyconymi układem polsko-sowieckim. Mówi się więc o p. Stanisławie Grabskim, przed czternastu laty usuniętym ze Stronnictwa Narodowego. Tutaj stara ciocia historia, która wszystko pamięta, robi nieprzyjemny grymas na twarzy. Panu Grabskiemu zarzucano, że w czasie tamtej wielkiej wojny oddawał Lwów hrabiemu Bobrińskiemu, rosyjskiemu dygnitarzowi.

Rząd niewątpliwie chciałby mieć w przyszłej Radzie endeków, ale "dobrych" endeków, to znaczy potulnych, miłych endeków, nierobiących kłopotów, klaszczących w obie dłonie, gdy głos zabiera sam pan premier. W tym jednak jest ambaras, że prezes endeków jest człowiekiem źle wychowanym, mającym nawet powiedzieć rzekomo, że nie da sobie mianować członków własnego stronnictwa, człowiekiem niezależnym i niezłomnym. Ze wszystkich stronnictw jedynie Stronnictwo Narodowe posiada na londyńskim gruncie swego prezesa i prezesa swej Rady Naczelnej. Zdaje się, że ze wszystkich stronnictw posiada najwięcej adherentów na gruncie emigracji. O wiele więcej narodowcy są potrzebni przyszłej Radzie, niż przyszła Rada narodowcom.

Sytuacja trochę podobna jest wśród socjalistów. Pan Adam Ciołkosz jest członkiem Centralnego Komitetu Wykonawczego PPS. Pan Lieberman od 1934 roku nie był już wybierany do tego grona. Pan Ciołkosz, jak to uznają mniej więcej wszyscy, prócz oczywiście zainteresowanych, ma o wiele większe wpływy wśród socjalistów w kraju aniżeli p. Lieberman. Ale p. Ciołkosz jest przeciwnikiem układu i dawnym przyjacielem obecnego premiera. Kiedyś ze złym uśmiechem powiedział stary wiedeński Adler o naszym Daszyńskim: "A der kaiserlich-konigliches Hof und Burg sozialist"7. Ironia austriackiego socjalisty była złośliwa i niesłuszna, ale pojęcie socjalista rządowy się przyjęło. Tak samo jak rząd chce mieć w przyszłej Radzie "swoich" endeków, tak samo chce mieć "swoich" socjalistów. Chciałby mieć endeków bez Bieleckiego, socjalistów bez Ciołkosza.

Ludowcy! Ktoś powiedział, że ten cały nasz podział "Jedności Narodowej" na cztery rzekome stronnictwa, to wszystko jest jedną wielką fikcją. Życie nie da się zamrozić, zatrzymać, spetryfikować, umieścić pod kloszem. Stronnictwa mają reprezentować kraj, a ileż w kraju zaszło zmian w poglądach, uczuciach, doktrynach. To uczucie fikcji, gdy chodzi o stronnictwo reprezentujące w Londynie uczucia pozostawionego kraju, ten londyński kościół ocalony i triumfujący wobec tamtego kościoła cierpiącego - potęguje się specjalnie, gdy myślimy o Stronnictwie Ludowym. Składa się ono z kilku autentycznych członków Stronnictwa Ludowego oraz podobno z kilkunastu urzędników, którzy teraz poczuli się kmiotkami, jakkolwiek chyba nigdy wcześniej nic podobnego do głowy im nie przychodziło. Poza tym przyzna mi chyba czytelnik, że o ile każdy Polak znał i słyszał w kraju nazwisko Witosa, a prawie każdy nazwiska śp. Rataja i śp. Thugutta, o tyle 90% przybyłych z kraju do Anglii żołnierzy, lotników i marynarzy nigdy w kraju nie słyszało ani o p. Kocie, ani o p. Mikołajczyku. Narodowcy, socjaliści to są stronnictwa oparte na swojej własnej filozofii politycznej, narodowcy i socjaliści to nie tylko zgrupowania polityczne, to także szkoły myślenia politycznego, to stronnictwa historyczne. Tak samo zresztą ONR był wybuchem dynamicznym opartym na ideowej szkole myślenia Romana Dmowskiego, nie mówiąc już o najstarszej szkole myślenia politycznego w Polsce, o konserwatystach. Nic podobnego ludowcy nie reprezentują. W Polsce nigdy nie mieli nawet własnego dziennika, nigdy jakiegoś miesięcznika. Ich prasa to różne "Piasty" lub wydawnictwa podobne, była prasą pierwszej potrzeby partyjnej, nigdy nie była czytywana przez inteligencję, żadnego wpływu na formowanie się głębszych poglądów politycznych nie miała. Narodowcy, socjaliści to są stronnictwa istniejące od kilkudziesięciu lat. A ludowcy? Ileż przeszli przemian, ileż razy się tworzyli, konsolidowali i znów rozłazili, nazywali, zmieniali nazwę, godzili, kłócili, zależnie od wpływu takiego czy innego organizatora. Ileż tego było: stojałowszczycy i stapińszczycy, Zaranie i Piast i Wyzwolenie i Stronnictwo Chłopskie i okoniowcy i Odrodzenie. Bez końca. Niedosyt myśli politycznej równoważył przesyt walk personalnych. Przed wojną skonsolidowali się, ale niuanse pozostały. Tutaj w Londynie reprezentowany jest tylko jeden niuans. Graliński był innego, to go brutalnie zlikwidowano.

Stronnictwo Pracy. To sojusz części chadecji z prawicą enpeeru8. Nie tyle partia, ile partyjka. Na czele tego stronnictwa stoi zręczny i inteligentny polityk p. Popiel, ale przecież śmieszny jest ten parytet "Stronnictwa Pracy" z istotnie poważnymi liczbowo stronnictwami, jak narodowcy lub socjaliści.

Obawiam się, że Rada Narodowa, powołana przez rząd w obecnych warunkach, nie będzie mogła reprezentować ani kraju, ani emigracji.

Byłaby na to rada. W kraju zorganizować wyborów nie można, ale na emigracji - dlaczegóż by nie. W czasie wielkiej wojny Anglicy mieli wybory podczas wojny i urny wyborcze jeździły na front, lokowały się w okopach9. Jeśli się obecnie wygłasza mowy polemiczno-polityczne przed frontem żołnierzy, co stanowi zwyczaj całkiem nowy, moim zdaniem wybitnie niewłaściwy, to dlaczegóż by nie dać naszym oficerom prawa głosowania, które im przyznaje nawet ta Konstytucja 23 kwietnia, tak okrzyczana za swoją rzekomo niedemokratyczność. Anglików na pewno ani nie zdziwi, ani nie urazi, że urządzamy w swoim gronie wybory. Lotnikom, marynarzom i w ogóle żołnierzom, którzy dziś jeszcze mają sposobność brać udział w akcji bojowej, rzucać swe życie na szalę poświęceń, przyznałbym prawo wyborcze dziesięciokrotnie większe od zwykłego emigranta, czy też od oficera i żołnierza, który w akcji bojowej obecnie udziału nie bierze. Uważam, że ten, kto życie wystawia co dzień na sztych, jak lotnik, ma większe dziś prawo do zabierania głosu w sprawach polskich i że trzeba to chociażby symbolicznie uznać. Rada obrana przez emigrację nie mogłaby oczywiście reprezentować kraju, ale reprezentowałaby przynajmniej emigrację, a zresztą działalność Rady Narodowej, z tytułu prawa bardzo ograniczona, będąca cieniem cienia jakiejś roboty prawodawczej, dotyczyła przecież i tak głównie spraw emigracyjnych. Jedyną realniejszą pracą Rady Narodowej było opiniowanie budżetu, czyli wypowiadanie swych skromnych poglądów na to, jak mają być użyte te resztki resztek pieniędzy polskich. Nie rozumiem, dlaczego by w tych sprawach nie miał się wypowiadać ogół obywateli polskich, a nie tylko rząd i jego kontynuacja w postaci mianowanej Rady. Gdy się tak ciągle ma na języku wyrazy "wolność" i "demokracja", należy coś zrobić, aby się do form demokratycznych zbliżyć, zwłaszcza wtedy, gdy nie są one ani straszne, ani szkodliwe.

Dlaczegóż by nie?

Poniżej projektuję szkic ordynacji wyborczej do Rady Narodowej, uzupełniając w ten sposób swoją myśl, że Rada Narodowa powinna być nie powoływana przez rząd, lecz wybierana przez uchodźstwo, przy tym ci, którzy walczą, powinni mieć dziesięciokrotnie większe prawo głosu od innych.

Art. 1. Rada Narodowa RP składa się z 20 członków i jest obieralna.

Art. 2. Wybory są tajne, bezpośrednie i stosunkowe. Czynne prawo wyborcze służy wszystkim oficerom i żołnierzom polskiej armii, lotnictwa i marynarki, oraz wszystkim pełnoletnim obywatelom polskim przybyłym do Wielkiej Brytanii w dniu 1 października 1939 roku lub później.

Art. 3. Bierne prawo wyborcze posiada każdy obywatel mający czynne prawo wyboru.

Art. 4. Oficerom i żołnierzom biorącym udział w akcji bojowej przeciw nieprzyjacielowi w czasie ostatnich trzech miesięcy przed rozpisaniem wyborów przysługuje prawo 10 głosów.

Art. 5. Cała Wielka Brytania stanowi jeden okręg wyborczy.

Art. 6. Powołuje się Główną Komisję Wyborczą.

W skład Głównej Komisji Wyborczej wchodzi 10 sędziów Rzeczypospolitej Polskiej, z tym, że przede wszystkim wchodzą w jej skład członkowie Sądu Najwyższego, potem najstarsi wiekiem członkowie sądów apelacyjnych, potem najstarsi wiekiem członkowie sądów okręgowych, potem innych sądów. W tym celu od chwili ogłoszenia dekretu niniejszego sędziowie zamieszkali w Wielkiej Brytanii winni się zgłosić piśmiennie do ministra sprawiedliwości z podaniem swego urzędu i wieku. W tydzień po ogłoszeniu dekretu niniejszego minister sprawiedliwości na podstawie tych zgłoszeń ustala skład Głównej Komisji Wyborczej.

Art. 7. Główna Komisja Wyborcza wybiera w głosowaniu tajnym spośród siebie głównego komisarza wyborczego.

Art. 8. Główna Komisja Wyborcza w porozumieniu z Rządem i Sztabem Naczelnego Wodza ustali podział Wielkiej Brytanii na obwody wyborcze, ogłasza go i ustala kalendarz wyborczy.

Art. 9. Listy wyborcze należy zgłaszać do Głównej Komisji Wyborczej. Każda lista wyborcza winna zawierać 20 lub mniej kandydatów na członków Rady Narodowej i dowolną ilość zastępców. Winna być podpisana przez co najmniej 50 obywateli polskich. Główny komisarz wyborczy ustali numerację tych list.

Art. 10. Obwodowe komisje wyborcze składają się z prezesa i dwóch członków, mianowanych przez Główną Komisję Wyborczą i mężów zaufania wszystkich list wyborczych, o ile takowi są mianowani.

Art. 11. Każdy obywatel polski mający prawo wyborcze w myśl niniejszego dekretu i chcący wziąć udział w głosowaniu winien się stawić do Komisji Obwodowej, która jest najbliższa miejscu jego zamieszkania, z paszportem polskim i kartą rejestracyjną angielską. Wojskowi stawiają się z dokumentami wystawionymi przez swe oddziały w myśl instrukcji, którą wyda Sztab Naczelnego Wodza. Po zbadaniu jego tożsamości przez Komisję stawia się pieczątkę, na paszporcie lub dokumentach wojskowych, stwierdzającą, że dany obywatel skorzystał z prawa wyborczego, i daje się mu kopertę, do której wyborca wkłada tajnie kartkę z numerem listy, na którą głosuje. Obywatele korzystający z uprawnień 10 głosów otrzymują koperty innego koloru, ale wolno im oddać swe głosy tylko na jedną z list wyborczych, pod karą nieważności głosu.

Art. 12. Głosowanie trwa od dziewiątej rano do szóstej wieczór. Po jego zakończeniu Komisja Wyborcza przystąpi do obliczenia głosów i rezultaty telegraficznie zakomunikuje Głównej Komisji Wyborczej.

Art. 13. Po podsumowaniu głosów oddanych w całej Wielkiej Brytanii Główna Komisja Wyborcza przydzieli mandaty listom poszczególnym na podstawie metody de Hondta.

Art. 14. Członkowie komisji wyborczych otrzymują diety za czas swego urzędowania. Wysokość ich ustali Rząd w porozumieniu z Główną Komisją Wyborczą.

Odwaga cywilna a swoboda prasy

Polacy są narodem odważnym, lubią poświęcać i siebie, i swój naród, swoje państwo. Ale Polak chętniej pójdzie na gilotynę za swoje przekonania polityczne, niż zgodzi się na chodzenie w wytartych portkach i bez możliwości zaproszenia przyjaciół na "reprezentacyjne śniadanie". Chińczyk nie bał się śmierci, ale bał się ucięcia głowy toporem, Polak boi się być zdeklasowany. Tymczasem wszyscy Polacy w Wielkiej Brytanii są tak czy inaczej na utrzymaniu rządu. Oczywiście są wyjątki, na przykład nasi lotnicy - to dzisiaj ludzie całkowicie niezależni, bo są niezastąpieni, ale minister, radca narodowy, urzędnik, woźny - ten w każdej chwili może być wylany. Jakże mało ludzi zdało sobie sprawę, że najłatwiej obronią swą godność ludzką przed stałą zależnością finansową od rządu, gdy pójdą do fabryk na robotników fizycznych. Strach przed wyszmelcowanym10 ubraniem, przed deklasacją społeczną jest u nas zbyt wielki.

Mówiło się w kraju, że obywatele polscy są uzależnieni od rządu. Ależ to była dziecinna zabawka w porównaniu z tym, co dzieje się na emigracji. Tutaj każdy jest tak finansowo uzależniony od rządu, jak małoletnie dziecko od porywczego, kapryśnego ojca. Jeśli tatuś jest w dobrym humorze, to da na kino, jeśli go zęby bolą - to nie zapłaci nawet za mleko.

Aż mnie dziwi, że rząd, uzależniwszy od siebie każdą polską duszę w tym kraju, wciąż się jeszcze boi i stosuje metody, które ośmieszają jego "demokratyczność".

Mam na myśli sprawy prasowe.

W związku ze sprawą "Jestem Polakiem" rząd wydał komunikat w dniu 22 listopada zeszłego roku, że "ze względu na jedność narodową (...) wychodzić powinno na obczyźnie tylko jedno pismo polityczne, a mianowicie "Dziennik Polski"".

Na tak "demokratyczne" stanowisko odpowiedziałem listem otwartym do pana premiera, wskazując, że monopol rządu na prasę polityczną stanowi cechę wyłącznie ustrojów totalistycznych. Nikt dotychczas nie wpadł na ten koncept poza Stalinem, Mussolinim i Hitlerem. Nawet półtotalistyczna Hiszpania nie ma monopolu rządowego na prasę polityczną.

Pisząc ten list, nie występowałem bynajmniej w obronie "Jestem Polakiem". Gdyby tu chodziło o "Robotnika", broniłbym tak samo "Robotnika". Moja walka z rządem Składkowskiego o wolność prasy była swego czasu dość głośna i nie chciałem, aby mi ktoś zarzucił, że nie mając własnej gazety, biorę mniej do serca sprawę swobody prasy.

Zasada ogłoszona w komunikacie rządu z dnia 22 listopada nie została jednak wcielona w życie. "Dziennik Polski" nie był jedynym pismem politycznym na obczyźnie. Prócz "Dziennika" wychodziły także subsydiowane przez rząd "Wiadomości Polskie", zamieszczające stale artykuły polityczne, zaczęła wychodzić również subsydiowana przez rząd "Myśl Polska", pismo o wyraźnie politycznym charakterze, wychodził, aczkolwiek rzadko, "Robotnik", żydowska "Przyszłość" i wreszcie "Zwrot". Oczywiście były to wszystko pisma polityczne.

Poza tymi pismami wojsko wydaje szereg wydawnictw.

Ale wystarczyło, aby "Wiadomości" i "Myśl" wypowiedziały zdanie przeciwne polityce rządowej, jak się to stało z powodu paktu z Sowietami, aby rząd cofnął subsydium. Dopiero wtedy się okazało, że subsydia, których wydawanie motywowane było względami kulturalnymi, w istocie uwarunkowane były popieraniem rządu przez subsydiowane pismo.

Krótko mówiąc: szkoła charakterów.

Ciągle się mówi o tym, że pisma muszą ulegać ścisłej cenzurze rządowej, aby nie szkodzić interesom Polski, tymczasem właśnie w "Dzienniku Polskim", oficjalnym organie rządu, znajdujemy artykuły najszkodliwsze dla racji stanu państwa polskiego, jak o tym w innym miejscu pisać będziemy.

Niedostatek papieru, spowodowany stanem wojny, wpłynął na to, że Polacy otrzymali od Anglików ograniczone kwantum papieru na swoje potrzeby. Rząd miał tym papierem administrować, przydzielać go wydawnictwom i periodykom, ale rząd zarezerwował go w całości na własne wydawnictwa, względnie na pisma wyraźnie i ultrarządowe, jak odebrany p. Ciołkoszowi "Robotnik" lub frontomorżowy "Zwrot", a niezależnym dziennikarzom, gdy się zgłaszają o licencje na papier, powiada się, że papieru nie ma.

Organy wydawane przez rząd, jak "Dziennik Polski", są dziwnie niepowściągliwe w chwaleniu rządu. Ponieważ "Dziennik" jest jedną z agend rządu, jak to oficjalnie ogłoszono, chwalenie rządu przez "Dziennik" równa się chwaleniu samego siebie, czyli samochwalstwu. Czyż to naprawdę stanowi właściwą metodę podnoszenia autorytetu rządu? Jeszcze w szkole słyszałem maksymę: "Samochwała w kącie stała". Instytucja prasy ma wtedy znaczenie, i to wielkie, ogromne znaczenie, gdy jest instytucją niezależną. Wtedy i tylko wtedy ma wagę sąd, ocena, opinia prasy.

Gdzież jest ten cenzor?

Nawet zwolennicy umowy polsko-sowieckiej z dnia 30 lipca są zgorszeni tym słodkawym tonem, z którym się u nas zaczęło mówić o Sowietach w wypowiedziach radiowych i w oficjalnym "Dzienniku Polskim". Oto przed chwilą wzrok mój padł na artykulik "Dziennika", w którym autor z niesłychanym rozczuleniem opisuje, jak to polskiego gen. Andersa oswobodził z więzienia Beria, szef gepistów11, jak to Anders po dwudziestu miesiącach więzienia poszedł do pięciopokojowego mieszkania, gdzie go czekała "uważająca służba" (sic), "garderoba, bielizna" - szczebiocze autor felietoniku w zachwycie. Nie wiem, na co mianowicie "uważała" służba przysługująca gen. Andersowi, a o ile chodzi o garderobę i bieliznę, to znów takiego nadmiaru jej w Sowietach nigdy nie było. Współpracownik "Dziennika" porównuje Andersa do Kościuszki, a Berię do cesarza Pawła I. No... dużo by się dało powiedzieć o tych porównaniach, ale obawiam się, że tego rodzaju nastrojowymi opisami nie zachęci nas "Dziennik" do paktu 30 lipca. Bądź co bądź, potrafimy odróżnić szefa gepistów od ptaszka pojawiającego się w promieniach słoneczka. Całość felietoniku o Andersie i Berii przypomina mi rzewną nowelę Sienkiewicza: Lux in tenebris lucet, w której chory młody człowiek w gorączce widzi śliczną zjawę, swoją ukochaną Tolę, zjawiającą się w puklach jasnych włosów. Otóż Beria to jednak nie Tola z puklami jasnych włosów.

Zresztą można o tym wszystkim powiedzieć, że to jest rzecz gustu. Już p. Nowakowski protestował przeciwko temu, że "Dziennik" nazywa najazd i wszystkie jego konsekwencje "zejściem na manowce". Jesteśmy chyba u skraju godności narodowej, gdy używamy takich wyrażeń.

W tymże "Dzienniku" p. Eugeniusz Hinterhoff napisał szereg artykułów, wyłuszczając swój pogląd na politykę Stalina i Becka. Nie będę z tym poglądem polemizować, zaznaczę tylko, że uważam go za arcypowierzchowny, arcyfałszywy, arcypłytki i arcynaiwniutki. Nie będę polemizował dlatego, że właśnie skończyłem pracę nad książką, którą nazwałem: O jedenastej - powiada aktor - sztuka jest skończona, w której przepracowałem politykę Becka od 2 listopada 1933 roku12 do 17 września 1939 roku, i w polemice z p. Hinterhoffem odsyłam go do tej książki. Oczywiście p. Hinterhoff będzie mógł moją pracę po koleżeńsku określić takimi samymi wyrazami, jakich ja użyłem w stosunku do jego artykułów. To mu wolno. Ale są rzeczy, których mu nie wolno. Oto mam w tej książce hiperkrytyczny stosunek do polityki Becka, ale gdy oświetlam konflikty tez Becka i tez Hitlera, gdy chodzi o walkę tez polskich z tezami niemieckimi, to oczywiście, że biorę stronę tezy polskiej. Nie chcę się tym chwalić - uważam to za rzecz naturalną. A oto p. Hinterhoff w najbardziej dla nas drażliwych konfliktach sowiecko-polskich bierze stronę Sowietów i wypowiada to w piśmie poświęconym propagandzie interesów Polski. Mało tego. Broni polityki Sowietów wtedy, gdy ich nic i nikt obronić nie jest w stanie.

Polityka Stalina była oczywiście zupełnie inna, niż to sobie p. Hinterhoff naiwniutko wyobraża. Stalin dążył do tego, aby państwa demokratyczne zniszczyły państwa faszystowskie, a państwa faszystowskie zniszczyły państwa demokratyczne, a wcale nie do obrony demokracji i wolności, jak się p. Hinterhoffowi zdaje. Ale oto p. Hinterhoff pisze, a organ rządu polskiego drukuje:

Woroszyłow postawił w formie kategorycznej żądanie dania wojskom sowieckim baz do działania w rejonie Wilna, jako podstawy do działania na Prusy Wschodnie, oraz w Małopolsce Wschodniej - żądania te zostały przez ambasadorów Mocarstw zakomunikowane 16 sierpnia Beckowi, który je odrzucił.

Rozmowy wojskowe komplikują się z powodu sprzeciwu państw bałtyckich, a przede wszystkim Polski, na propozycje sowieckie uzyskania baz na ich terytoriach.

Z całego tonu p. Hinterhoffa i z całości jego artykułu wynika, że potępia on naszą politykę za odrzucenie żądania Sowietów co do urządzenia przed wojną sowieckiej bazy wojskowej w Wilnie. Pan Hinterhoff zapomina, że na takie samo żądanie Sowietów urządzenia baz na ziemi fińskiej Finowie odpowiedzieli wojną o niepodległość i wówczas cały świat demokratyczny był z Finami; zapomina, że gdy Pétain zgodził się na żądania Japończyków co do baz w Indochinach, to cały świat zareagował na to pogardą dla Pétaina. Co tu zresztą dużo mówić. Jakim prawem drukuje polski organ propagandowy zdanie, że powinniśmy byli Sowietom Wilno oddać na bazę? Chyba wiemy, co to jest sowiecka baza.

W dalszym ciągu pan Hinterhoff pisze:

Jak podaje Max Werner w Battle for the World13, sprzeciwy Polski zostały przełamane i dnia 23 sierpnia szef francuskiej misji wojskowej generał Faury telegraficznie zawiadomił Paryż o zgodzie rządu polskiego na wszystkie warunki współpracy z Sowietami - zgoda na wszczęcie rokowań została wyrażona przez Becka w nocy z 21 na 22 sierpnia, gdy dowiedział się o wyjeździe Ribbentropa do Moskwy14 - było, niestety, już za późno, gdyż tego samego dnia Ribbentrop podpisał w Moskwie pakt, który niewątpliwie kilka miesięcy wcześniej mógł podpisać lord Halifax...

Co to wszystko znaczy? Przecież to jest po prostu przenoszenie winy za pakt sowiecko-niemiecki z 23 sierpnia z Sowietów na Polskę. Nie mówię już o tym, że takie stawianie sprawy jest z gruntu fałszywe, ale dlaczego głoszeniem tego rodzaju poglądów ma się zajmować organ polskiej propagandy?

W artykułach p. Hinterhoffa co krok spotykamy podobne skandaliczne rozejście się z naszymi interesami. Pan Hinterhoff potrafi napisać:

2) wejście wojsk sowieckich w końcowej fazie wojny, kiedy opór gros armii polskiej, pomimo jej bohaterskiego oporu, został już prawie całkowicie złamany, nie wpłynęło w konsekwencji na przebieg kampanii.

To oczywiście nieprawda. Wojska polskie miały się bić na Pokuciu i nad granicą rumuńską i opór ten byłby o wiele skuteczniejszy niż opór Warszawy. Wkroczenie wojsk sowieckich położyło kres temu oporowi, który wtedy był jeszcze bardziej potrzebny Anglii i Francji niż nam.

Pan Hinterhoff zakańcza swe nieprawdopodobne artykuły po prostu uniewinnieniem wkroczenia wojsk sowieckich do Polski.

W związku z wejściem wojsk sowieckich do Polski spotkałem się jedynie u jednego polskiego publicysty ze zdaniem, które nabiera obecnie w świetle działań wojennych pełnego znaczenia - mianowicie u p. Pragiera w artykule Orientacje w "Wiadomościach Polskich" nr 25: "Zajęcie przez bolszewików Polski było wielką operacją defensywy strategicznej" oraz "zapobieżeniem niepożądanemu zbliżeniu się wojsk niemieckich do wrażliwych terenów ukraińskich". Poglądom p. Pragiera nie można odmówić słuszności.

Rozumiem, że tego typu artykuły mogłyby się ukazać na łamach "Izwiestii" lub "Prawdy". Na szpaltach tamtych gazet byłoby to zrozumiałe. Ale cóż one robią na szpaltach gazety polskiej? I gdzież jest ten cenzor, który w "interesie państwa" poucza polskich publicystów niezależnych, co mają pisać, a co nie. Medice, cura te ipsum15.

Metody w dyskusji

Organy wydawane przez rząd i reprezentujące rząd zazwyczaj unikały leksykonu pism rewolwerowych16 lub ulotek partyjnych. Nasz prasowy organ rządowy, który miał być notabene "jedynym pismem politycznym na obczyźnie", nie uznaje tych tradycji. Oto jest jego odpowiedź polskiej prasie amerykańskiej występującej przeciw traktatowi:

Plamy tego kłamstwa, dogodnego dla wrogów Polski, nie zmyje z siebie nigdy pismo, które służyło zamachowo-dyktatorskim rządom pomajowym w Polsce.

Wtórował mu w oszczerczych wymysłach i napaściach drugi dziennik tej samej barwy, a mianowicie "Dziennik Polski" w Detroit.

Obóz polityczny klęski narodowej, obciążony najstraszliwszą w dziejach Polski odpowiedzialnością, którego pyszałkowatość pokrywała zgniliznę, brnie dalej w polityce przeciw Polsce z zawiści i beznadziejnej rachuby na odgrywanie się kłamstwem i obłudą, tak jak kłamstwem i obłudą rządził ku swej wygodzie i dostatkowi, a ku zgubie Kraju.

Soczystość tego stylu wywołuje u nas chęć do zadania następujących spokojnych pytań:

- Dlaczego to na tych, którzy byli niegdyś "sanatorami", ba! dygnitarzami w sanacji, ale dziś popierają rząd obecny i pakt z Sowietami, nie ciąży odpowiedzialność za sanację, a wszyscy ci, którym się pakt nie podoba, są natychmiast uznani za "sanatorów"? Czy przywódca endeckiej opozycji p. Bielecki i były więzień brzeski p. Ciołkosz to także sanatorzy?

Jeszcze inna metoda polega na sugerowaniu, że każdy, kto krytykuje pakt z Sowietami, jest ukrytym germanofilem. Ba! Wódz najbardziej antyniemieckiego stronnictwa w Polsce p. Bielecki oskarżony został o rozmowy z falangistami w Madrycie. Co prawda oskarżenie to zamieścił "Evening Standard", pismo angielskie, ale zgódźmy się, że chyba "Evening Standard" nie wysyłał własnych angielskich korespondentów do Madrytu w sprawie p. Bieleckiego. Tę niedorzeczną plotkę musiał pismu angielskiemu zakomunikować ktoś... nie całkiem angielski.

Jak gdyby troska o ziemie wschodnie, jak gdyby brak ufności do polityki Sowietów, jak gdyby niechęć do sowieckiego totalizmu musiały koniecznie rodzić się w germanofilizmie.

Są to metody walki obrzydliwe.

Bierna i czynna rola w polityce

Karta Atlantyku a traktat polsko-sowiecki

Rząd polski w niektórych kwestiach polityki międzynarodowej musi się ograniczać do roli biernej, w innych może być czynny.

W sprawie Karty Atlantyku rola naszego rządu musi być bierna, toteż była bierna, w traktacie polsko-sowieckim mogła być czynna, niestety była bierna.

Rozpatrzymy każdą z tych kwestii z osobna.

I

Datę epokową w stosunkach francusko-niemieckich stanowi niewątpliwie traktat westfalski, podpisany w 1648 roku, pośmiertne dzieło wielkiego Richelieu. Ten traktat utrzymywał podział Niemiec na 343 państwa i państewka niezależne. Jedność Niemiec była rozbita, siła polityczna Niemiec sparaliżowana.

Od traktatu westfalskiego dzieli nas wiele czasu, w którym różne wypadki i różni ludzie scalali Niemcy w jedną polityczną całość. Pod tym względem największe wobec Niemiec zasługi posiadają trzej ludzie: 1) Bismarck, 2) Wilson, 3) Hitler.

Wybitny rojalistyczny pisarz francuski Bainville chciał po francuskim zwycięstwie w wojnie światowej nr I powrócić choćby częściowo do tradycji traktatu westfalskiego. Chciał rozbić Niemcy na szereg niezależnych organizmów politycznych, chciał utrzymać zdolną do życia Austrię.

Żądania Bainville'a spełnione nie zostały, lecz znalazły swój refleks i w oficjalnej polityce francuskiej, i w polityce prawicy francuskiej. Francja dążyła zaraz po tamtej wojnie do usamodzielnienia przynajmniej Nadrenii, do strategicznych gwarancji. Prawica francuska długo uprawiała tę politykę, aż na kilka lat przed wojną uznała, że cele te są nieosiągalne. Wtedy przerzuciła się do drugiej ostateczności, do szukania ugody z Hitlerem. Geneza Pétaina i polityki rządu w Vichy tkwi w niespełnionych żądaniach Francji ubezwładnienia Niemiec.

Tym poglądom prawicy francuskiej przeciwstawić należy idealistyczny punkt widzenia Wilsona, zapewne części opinii amerykańskiej i części angielskiej na Niemcy i sprawę niemiecką. Wyraźmy ten idealistyczny punkt widzenia lapidarnie i trywialnie. Będzie on wtedy brzmiał: Niemcy to wcale porządni ludzie, tylko ich Kajzer to świnia.

W 1919 roku Francja chciała gwarancji bezpieczeństwa w postaci terytorialnego przekształcenia Rzeszy, natomiast "idealistyczny" punkt widzenia Wilsona kontentował się usunięciem Kajzera Wilhelma i rozbrojeniem Niemiec, za którym - nie zapominajmy - miało nastąpić rozbrojenie innych państw europejskich.

Po wybuchu wojny w 1939 roku we Francji prawie powszechnie uważano, że idealistyczny punkt widzenia zawiódł, że gdy Niemcom zabrakło Cesarza, znaleźli sobie Wodza. Jednak ten idealistyczny punkt widzenia ma widać głębokie korzenie w opinii anglosaskiej, skoro nawraca do niego Karta atlantycka Roosevelt-Churchill z połowy sierpnia 1941 roku.

Karta ta podejmuje wszystkie ideały, które niegdyś przyświecały Wilsonowi, mianowicie samostanowienie narodów, rozbrojenie i powszechny oraz wieczny pokój, wreszcie swobody handlowe i wolność mórz.

Cele te są piękne, tylko my, Polacy, źleśmy wyszli na eksperymentowaniu nad nimi w okresie między dwoma wojnami. Rozumieliśmy, że ta wojna w pierwszej linii jest wojną obronną, celem odparcia agresji Niemiec i przywrócenia Europy do tego stanu granic, jakie istniały przed Hitlerem. W tym też sensie wyjaśnił to izbie angielskiej premier Churchill w dniu 5 września 1940 roku. Mówił wtedy premier z okazji sprawy rumuńskiej:

Izba bez wątpienia zaobserwowała, że Rumunia w poważny sposób została terytorialnie okrojona.

Osobiście stałem zawsze na stanowisku, że południowa część Dobrudży powinna być oddana Bułgarii, i nigdy nie byłem zadowolony ze sposobu, w jaki Węgry zostały potraktowane podczas ostatniej wojny.

Co do nas, to w żadnym momencie od wybuchu tej wojny nie przyjęliśmy zasady, żeby nie mogło być zmienione nic w strukturze terytorialnej różnych krajów.

Z drugiej strony nie zamierzamy uznać zmian terytorialnych, które nastąpią w ciągu wojny, chyba że to ma miejsce za wolną zgodą i dobrą wolą stron zainteresowanych.

Do pewnego stopnia ta deklaracja Churchilla miała charakter rewizjonistyczny. Uznawał on pretensje węgierskie. Ale z drugiej strony stwierdzał zasadę, że zmiany terytorialne muszą nastąpić za zgodą państw zainteresowanych.

Kartę atlantycką redagował podobno Sumner Welles. Churchill zgodził się na nią ze względu na konieczność pogodzenia celów polityki angielskiej z amerykańskimi. Ameryka ma tu więcej do mówienia, ponieważ... nie jest jeszcze w wojnie. Możliwość narzucenia swojej woli w polityce stoi w stosunku odwrotnym do poświęceń.

Deklaracja atlantycka brzmi:

Prezydent Stanów Zjednoczonych oraz premier Churchill, reprezentujący rząd J. K. Mości w Zjednoczonym Królestwie, na wspólnym spotkaniu uznali za właściwe podać do wiadomości kilka wspólnych zasad polityki państwowej swoich krajów, na których opierają swoje nadzieje lepszej przyszłości dla świata.

1) Państwa ich nie poszukują zwiększenia terytorialnego lub jakiegokolwiek innego.

2) Nie życzą sobie być świadkami zmian terytorialnych, które nie byłyby zgodne ze swobodnie wyrażoną wolą zainteresowanych narodów.

3) Szanują prawo wszystkich narodów do wyboru formy rządów, pod którymi chcą żyć, i życzą sobie, aby suwerenne prawa i samorząd przywrócone zostały tym narodom, którym siłą je odebrano.

4) Będą starali się w pełnym poszanowaniu istniejących zobowiązań popierać możliwość korzystania przez wszystkie państwa, wielkie i małe, zwycięskie i zwyciężone, z dostępu na równych prawach do handlu i surowców świata, które są potrzebne dla ich gospodarczego dobrobytu.

5) Dążą do jak najpełniejszej współpracy wszystkich narodów w dziedzinie gospodarczej w celu zapewnienia wszystkim lepszego poziomu pracy, postępu gospodarczego i bezpieczeństwa społecznego.

6) Po ostatecznym zniszczeniu tyranii hitlerowskiej mają nadzieję ustalić pokój, który zapewni wszystkim narodom środki bezpiecznego życia w ich własnych granicach i który zawierać będzie zapewnienie wszystkim ludziom we wszystkich krajach korzystania z życia wolnego od obaw i niedostatku.

7) Taki pokój powinien zapewnić wszystkim ludziom możliwość poruszania się po morzach i oceanach bez żadnej przeszkody.

8) Wierzą w to, że wszystkie narody świata z pobudek rzeczowych i duchowych muszą zarzucić użycie siły. Ponieważ żaden przyszły pokój nie będzie mógł być utrzymany, jeżeli zbrojenia na lądzie, na morzu i w powietrzu będą nadal użyte przez narody, które grożą albo będą groziły agresją poza swoimi granicami, wierzą, że zanim stworzy się szerszy i trwalszy system powszechnego bezpieczeństwa, rozbrojenie takich narodów jest koniecznością. Będą wtedy popierali te wysiłki i zachęcali do wszelkich praktycznych środków, które ułatwią ludom miłującym pokój zmniejszenie miażdżącego ciężaru zbrojeń.

Sens deklaracji zbliża się do idealistycznego hasła z Wielkiej Wojny: "Walczymy z Niemcami Kajzera". Deklaracja obiecuje Niemcom nienaruszalność terytorialną. Powiada im: nic, co jest wasze, nie będzie wam odebrane. Bez woli ludności żadne terytorium nie zmieni swej przynależności państwowej. Państwa nasze nie szukają zdobyczy. Dążą do pokoju, swobody pracy, swobody mórz. Walczymy tylko z tyranią Hitlera.

Polityka jest sztuką rozróżniania hierarchii zdarzeń. Dla Anglii rzeczą najważniejszą jest wiązanie Ameryki z wojną przeciw Niemcom. Nad brakami deklaracji atlantyckiej góruje ten wzgląd, że stanowi ona nowy krok Ameryki ku wojnie - i to jest dla Anglii decydujące.

Deklaracja atlantycka powiada o tyranii hitlerowskiej, z którą Anglia walczy, a Ameryka na tę walkę spogląda i do niej zachęca. Ale to wiemy, że o tej tyranii oba kraje, Ameryka i Anglia, mają te same pojęcia, gdyż w obu tych krajach panuje jednakowy wstręt do form totalistycznych.

Inaczej jest nieco, jeśli chodzi o anglo-sowiecką umowę z 12 lipca 1941 roku. Tutaj jest także mowa, że oba państwa będą sobie pomagać w walce z Niemcami "hitlerowskimi". Tutaj użycie tego określenia może stać się z czasem powodem do bałamuctw - kiedy bowiem Niemcy przestaną być hitlerowskimi? Niewątpliwie nie w chwili śmierci fizycznej Adolfa Hitlera. Można sobie doskonale wyobrazić stan, przy którym Niemcy w pojęciu sowieckim przestały już być hitlerowskimi, a w pojęciu Anglii i Ameryki jeszcze nimi są.

Nasz rząd posiada, jak widzimy to z prasy rządowej i z deklaracji wniesionych na konferencję międzysojuszniczą, szereg zastrzeżeń w stosunku do Karty atlantyckiej. Ale te zastrzeżenia wywołują w stosunku do naszego rządu zarzut niekonsekwencji. Co się bowiem zarzuca deklaracji atlantyckiej? - że postanawia walczyć nie z Niemcami, ale z tyranią Hitlera. Ale przecież nasz rząd, jeszcze przed deklaracją atlantycką, podpisał układ z Sowietami, gdzie także mówi o Niemczech "hitlerowskich".

W prasie rządowej na temat deklaracji atlantyckiej p. redaktor Karczewski napisał szereg zręcznych i dyplomatycznych artykułów, ubranych w formę interpretacji tego układu.

Na konferencję międzysojuszniczą wniosła Polska dwie deklaracje. Jedną własną, drugą wespół z Czechami. Ta druga deklaracja jest jednym z niewielu objawów współpracy politycznej polsko-czechosłowackiej.

Deklaracja polska brzmi:

Rząd Polski z głębokim zadowoleniem powitał fakt ścisłej solidarności dwóch wielkich demokracji, jaka umożliwia Prezydentowi Stanów Zjednoczonych i Premierowi Wielkiej Brytanii publiczne ogłoszenie wspólnego Brytyjsko-Atlantyckiego planu celów wojny i pokoju. Symboliczne znaczenie tej manifestacji solidarności jest nie mniejsze niż polityczna waga jej postanowień. Rząd Polski wita deklarację Roosevelt-Churchill z tym uczuciem solidarności, jakie winno łączyć wszystkie narody walczące o wolność świata. Naród polski, podobnie jak i inne narody kontynentu europejskiego, będzie uważał tę deklarację i zawarty w niej symbol brytyjsko-amerykańskiej solidarności za gwarancję zwycięstwa Sprzymierzeńców i uwolnienia Europy spod niemieckiego jarzma.

Rząd Polski ponadto jest głęboko przekonany, że zasady tej deklaracji będą w przyszłości zastosowane z poczuciem sprawiedliwości i że wystąpienia poszczególnych narodów nie zostaną zapomniane przez Wielką Brytanię lub jej sprzymierzeńców, gdy nadejdzie dzień obrachunku, jak zapowiedział Minister Eden w przemówieniu swoim w Izbie Gmin 6 sierpnia.

Naród polski, który stale odrzucał i odrzuca wszelkie niemieckie propozycje współpracy z reżimem nazistowskim i który jako pierwszy oparł się potężnej mocy wojskowej Niemiec za straszliwą cenę olbrzymich ofiar z ogromnej ilości ludzi, z osiągnięć kulturalnych wielu pokoleń i ze strat materialnych, co pociągnęło za sobą cofnięcie się kraju w jego rozwoju w porównaniu z innymi państwami kontynentu europejskiego, ma niezaprzeczalne prawo do oczekiwania słusznego wynagrodzenia za zło, które zostało mu uczynione.

Rząd Polski ufa, że żaden z nielegalnych czynów, jakich dopuścili się Niemcy na terytorium Polski, nie będzie uznany przez zwycięskie demokracje, co ostatecznie wykaże narodowi niemieckiemu, że agresja nie popłaca. Szczególnie ludność Polski zachodniej, która tak bezlitośnie została wyrzucona ze swych siedzib, musi otrzymać możliwość natychmiastowego powrotu do ziemi swoich przodków, a przybysze niemieccy osiedleni w polskich domostwach muszą być odesłani z powrotem do Rzeszy.

Rząd Polski posiada głęboką wiarę w poczucie sprawiedliwości tak Wielkiej Brytanii, jak i Stanów Zjednoczonych, i dlatego jest przekonany, że Polska - pierwszy kraj, który oparł się najazdowi niemieckiemu, rzucając na szalę walki całość swych ziem - nie może wyjść z tej wojny z terytorium o zmniejszonej sile i znaczeniu. Przyszłe granice Polski muszą zapewnić bezpieczeństwo kraju jako część składową bezpieczeństwa Europy; muszą one zapewniać Polsce jej życiową konieczność szerokiego dostępu do morza, należycie chronionego przed obcą ingerencją, jak również rozwój ekonomiczny w rozmiarach proporcjonalnych w stosunku do liczebności jej ludności. Polski "Wolny Dostęp do Morza", zastrzeżony w 13 punkcie Deklaracji 14 punktów Prezydenta Wilsona, jako gwarancja niepodległości naszego kraju, musi tym razem stać się rzeczywiście wolnym i bezpiecznym.

Deklaracja Roosevelt-Churchill, tak jak ją rozumie rząd polski, stawia bezpieczeństwo przed nową wojną i osiągnięcie gospodarczego dobrobytu na pierwszym planie zasadniczych haseł nowego porządku demokratycznego. Hasła te są również hasłami Polski. Premier Wielkiej Brytanii dał nam w swym przemówieniu radiowym w dniu 24 sierpnia wymowne zapewnienie, że Wielka Brytania i Stany Zjednoczone nie zechcą powtórzyć błędu 1918 roku przez dawanie wiary, że ta wojna jest już na pewno wojną ostatnią. Z tego wynika, że zabezpieczenie przed agresją i wybuchem trzeciej wojny światowej pozostanie naczelnym zagadnieniem okresu powojennego. Środki zapobiegawcze przeciwko nowej wojnie winny być różnorodne, tak jak i różnorodne były przyczyny wybuchu obu poprzednich wojen. Punkt 8 wspólnej deklaracji, dotyczący rozbrojenia państw winnych agresji, przedstawia poważną gwarancję. Nie może ono jednak pozostawać gwarancją jedyną. Dowodzi tego doświadczenie ostatnich lat dwudziestu. Znalezienie innych dodatkowych, skutecznych gwarancji będzie rzeczą konieczną.

Zarówno rozwiązanie problemu bezpieczeństwa europejskiego, jak i wysiłek zapewnienia Europie dobrobytu jest nie do pomyślenia bez ścisłej współpracy kontynentu europejskiego z Imperium Brytyjskim i Stanami Zjednoczonymi. Państwa kontynentalne dopatrywać się będą w deklaracji Roosevelt-Churchill nowego dowodu, że demokracje są zdecydowane utrzymać swoje zainteresowanie kontynentem europejskim po osiągnięciu zwycięstwa nad Niemcami.

W duchu uwag wypowiedzianych powyżej przyjmuję rezolucję zaproponowaną przez Rząd Brytyjski.

W deklaracji tej rażą mnie pewne zwroty redakcyjne, zwłaszcza w zdaniu: "Polska nie może wyjść z tej wojny z terytorium o zmniejszonej sile i znaczeniu". Po co ta "siła", po co to "znaczenie", czemu nie powiedzieć o integralności naszego terytorium, o całości naszych granic? Nie chodzi nam przecież, abyśmy mieli "tyle samo" terytorium, ale przede wszystkim o to, abyśmy mieli "to samo" terytorium, abyśmy nic na tej wojnie nie stracili. Postulat rozszerzenia naszych granic na kraje zamieszkane przez Polaków jest słuszny i zgodny z prawem samostanowienia, ale naszym pierwszym postulatem powinno być odzyskanie całości granic sprzed września 1939 roku. Dlatego bym nigdy nie używał wyrazów "przyszłe granice" bez towarzystwa najwyraźniejszego stwierdzenia, że nic w naszym dotychczasowym statucie terytorialnym na naszą niekorzyść zmienione być nie może. Bo "przyszłe" granice czy "nowe" granice zawsze są wystawione na niebezpieczeństwo interpretacyjne. Granice Księstwa Warszawskiego były także "nowymi" granicami Polski, ale przecież "nowymi" w pojęciu pomniejszenia Polski.

Zresztą ani przez chwilę nie zarzucam deklaracji polskiej jakichkolwiek intencji do zmieniania statutu terytorialnego na niekorzyść Polski. Wiem, że nie ma takiego Polaka, który by te intencje posiadał. Uwagi powyższe mają wyłącznie charakter uwag nad redagowaniem tego rodzaju dokumentów.

Wspólna polsko-czechosłowacka deklaracja brzmi:

Rządy Polski i Czechosłowacki, ożywione duchem solidarności, która podyktowała im deklarację wspólną z 11 listopada 1940 roku o konieczności stworzenia po wojnie związku federacyjnego między obu krajami, składają Konferencji Aliantów deklarację wspólną tej treści:

"Rządy Republiki Polskiej i Republiki Czechosłowackiej oświadczają, że są zdecydowane dopomagać w duchu ścisłej i przyjaznej współpracy w realizowaniu głównych celów Deklaracji Roosevelt-Churchill, jakimi są bezpieczeństwo przed trzecią wojną i dobrobyt gospodarczy świata. Mając zaś na uwadze własne doświadczenie Narodów Polskiego i Czechosłowackiego, które tyle wycierpiały skutkiem nigdy nienasyconej ekspansywności niemieckiej, oba Rządy są zdania, że zabezpieczenia przed trzecią wojną niemiecką należy szukać nie tylko w zupełnym prewencyjnym zniszczeniu środków, jakich Niemcy mogliby użyć w przyszłości dla umożliwienia realizacji swych agresywnych planów, lecz także w daniu konkretnych gwarancji politycznych i materialnych oraz należytej pomocy gospodarczej dla odbudowy zniszczonych gospodarstw tym narodom, które stały się i znowu stać się mogą przedmiotem pierwszych agresywnych aktów ze strony Niemiec.

Oba Rządy są przeświadczone, że wykonanie Deklaracji Roosevelt-Churchill w duchu sprawiedliwości, która nie pozwala na jednakowe traktowanie winnych wywołania wojen światowych i ofiar tych wojen, położy podwaliny pod nowy ład w Europie, oparty na "permanent system of general security" i dobrobycie. Jeżeli ten cel zostanie osiągnięty, to narody kontynentalne przekonają się, że ich cierpienia w latach 1914-1918 i w obecnej wojnie nie były ani bezowocne, ani bezcelowe".

W tym dokumencie razi mnie znów równia, którą się głosi pomiędzy cierpieniami Polski a Czechosłowacji. Amicus Plato sed magis amica veritas17. Przy całym naszym współczuciu do Czech nie możemy i nie powinniśmy stawiać znaku równania ani pomiędzy poświęceniem czeskim a poświęceniem polskim, ani pomiędzy cierpieniami obu krajów. Czechy zostały zdławione, zgniecione pod względem politycznym, Polska - zarówno pod względem politycznym, jak gospodarczym i kulturalnym. Czesi nie mieli działań wojennych na swoim terytorium, bo się nie bronili, Polska została zdruzgotana gospodarczo, zamknięto nam szkoły, zabroniono wydawać książki i gazety. W Czechach wszystkie gazety czeskie wychodzą, w Polsce nie ma ani jednego pisma na całym terytorium. Czesi pierwsi nie powinni pretendować do tej równi. Oczywiście, że prześladowania są daleko większe w Polsce niż w Czechach.

Po wypowiedzeniu tych uwag powróćmy jednak do naszej tezy. Postawa naszego rządu wobec deklaracji atlantyckiej jest bierna i musi być bierna. Układ polsko-angielski z 25 sierpnia 1939 roku przewiduje, że oba państwa wyrzekają się odrębnego pokoju z nieprzyjacielem, ale ten układ nie zabrania odrębnego formułowania programów pokoju. Oczywiście, że dziś Anglia, a nie Polska kieruje wojną i że ma całkowitą swobodę formułowania zasad pokoju, na co nie mają większego wpływu śniadania naszych mężów stanu z Anglikami, ogłaszane czasami w formie triumfalnych komunikatów, jak gdyby te zwycięstwa nad kuchnią angielską były zwycięstwami na placu boju.

II

Nie znaczy to jednak, aby polityka polska we wszystkich sprawach była skazana na rolę bierną. W sprawie deklaracji układanej przez Roosevelta i Churchilla musiała być bierna, w traktacie polsko-sowieckim - odwrotnie.

Nawet najmniejsze państwo i małe siły mogą dzięki koniunkturze odgrywać dużą rolę. Przykładem jest nota angielska do Finlandii z 23 września br. W tej nocie Anglia powiada, że będzie zmuszona traktować Finlandię jako członka osi, o ile to państwo nie zaprzestanie wojny z sojusznikiem Anglii, Rosją, i o ile nie wycofa swoich wojsk z rosyjskiego na fińskie terytorium. Ale nota jednocześnie oświadcza, że za fińskie terytorium uważa te wszystkie ziemie, które należały do Finlandii w 1939 roku, czyli że Anglia wyraźnie stwierdza, że nie uznaje pokojowego traktatu fińsko-sowieckiego z 1940 roku, który był następstwem agresji sowieckiej na Finlandię.

Z tego widzimy, że wojująca wspólnie z Niemcami Finlandia za wyrzeczenie się tych Niemiec otrzymałaby od Anglii to samo, co otrzymała Polska wojująca od początku przeciwko Niemcom, mianowicie uznanie, że zmiany wymuszone podczas tej wojny są nieważne. Bo ja wiem zresztą, czy nie otrzymałaby więcej, czy gdyby Finlandia skorzystała z oferty angielskiej i zgodziła się opuścić Niemcy, to czyby miała miejsce w parlamencie angielskim taka scena, jaka boleśnie zapisała się w naszej pamięci w dniu 30 lipca.

- Czy to ma znaczenie gwarancji?

- Nie, to nie ma znaczenia gwarancji.

Sądzę, że Finlandia mogłaby dziś doskonale otrzymać od Anglii gwarancję swych granic łącznie z ziemią zabraną im przez Sowiety w 1940 roku za obietnicę porzucenia Niemiec.

Już choćby przykład powyższy wskazuje, jak dalece silne było nasze stanowisko po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej. O ile nie mieliśmy żadnego wpływu na treść deklaracji Roosevelt-Churchill, o tyle mieliśmy całkowity wpływ na treść traktatu polsko-sowieckiego.

Rządowi angielskiemu zależało na tym traktacie. Powiedział niegdyś stary Talleyrand: "Ach! Monsieur de Chateaubriand, il se croit sourd quand il n'entend pas parler de lui"18. Dlatego że nie było o nas mowy w pierwszej mowie Churchilla po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej, nie trzeba od razu myśleć, że trzeba się światu przypomnieć. Anglicy musieli doprowadzić do traktatu polsko-sowieckiego ze względów zupełnie jasnych, banalnych, oczywistych. Nie mogli mieć przecież dwóch sojuszników wojujących między sobą. Poza tym coraz bardziej się potwierdza, że zawarcie układu polsko-sowieckiego było dla Anglii konieczne ze względu na stan opinii amerykańskiej, wrogo wobec Sowietów nastrojonej, gdzie przykład katolickiej i religijnej Polski godzącej się z Sowietami w celu walki przeciw Niemcom dawał właściwą miarę prześladowczej polityce Niemiec.

Rokowania z Sowietami po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej - oto pierwsza od 17 września 1939 roku, a kto wie, czy nie ostatnia okazja, w której dyplomacja polska mogła poruszać się swobodnie.

Otóż nie tylko żeśmy nie wykorzystali tej swobody, ale zawarliśmy układ co najmniej niedoskonały, ale cóż się potem stało? Oto przemówienia ministrów i prasa rządowa zrobiły z tego układu kwestię polityki wewnętrznej i z tego tytułu zaczęły go nieludzko wychwalać.

Bywa, że się zawiera układ dobry, a nawet doskonały i jednocześnie twierdzi, że układ jest zły, że przeciwnik powinien był się zgodzić na lepsze dla nas warunki. U nas stało się odwrotnie. Układ jest klęskowy, a nasza prasa rządowa trąbi i trąbi, że jest doskonały, zbawienny, cudowny, czyniąc z elementarnej przyzwoitości, z zaprzestania zbrodni, to jest z wypuszczenia naszych obywateli przez Sowiety, jakieś nadzwyczajne dla Polski ustępstwo, jakiś dar Sowietów dla Polski. W upojeniu się układem nie ma granic, nie ma hamulców, nie ma, powiedziałbym, przytomności.

Nie tylko zawarcie układu w jego treści z dnia 30 lipca, ale ciągłe jego reklamowanie jako naszego triumfu sprzeciwia się polskiej racji stanu.

Dokument ostatni

Chcę tę broszurę zakończyć jednym jeszcze dokumentem. Musiałem go... skraść. Nie pytałem p. Balińskiego, czy mi pozwoli przedrukować swój wiersz z pierwszego numeru "Wiadomości Polskich", wydanego po polsko-sowieckim pakcie umownym, a jednak go zamieszczam. Ma on wartość dokumentu. Mam do swego kraju uczucie niespełnionego obowiązku wobec istoty najbardziej kochanej, do tego kraju od luster jezior brasławskich, poprzez wielkie brzozy traktów oszmiańskich, poprzez Nowogródek, poprzez wieżyce Nieświeża, poprzez moje olchy nad moją rzeką, aż do lila horyzontów tajemniczego Polesia. Kraj ukochany, najdroższy, biedny, opuszczony. Przez zaciśnięte zęby rozpaczy o nim teraz mówię i myślę.

Znękanie uspokaja muzyka słodka. Jak każdy narkotyk, muzyka taka działa tylko chwilowo, dorywczo - działanie jej wnet przejdzie i tylko zwiększone jeszcze cierpienia powrócą. Taką muzyką prześliczną jest ten wiersz Balińskiego. Są w życiu wrażenia nieuchwytne, delikatne, które decydują o pociągach, przywiązaniach człowieka. Takimi wrażeniami są zapachy. Zapach lasu, gdy się o zmierzchu na słonkę czeka. Zapach spoconych włosów dziecka. Zapach dymu od pieczenia chleba, gdy się zimą, wieczorem po śniegu kładzie. Zapachy są wrażeniami subtelnymi, przeważnie się o nich nie myśli, nie mówi, nie dyskontuje w rozpamiętywaniach, a jakże one kształcą przywiązanie człowieka. Ale są inne wrażenia, jeszcze delikatniejsze, subtelniejsze od zapachów. Czy zauważyliście, jak działa światło zapalone za oknami w czasie przemian oświetlenia zewnętrznego, wieczorem i rano? Gdy się wjeżdża, jeszcze po ciemku, w długą wieś białoruską i pierwsze okienka chat, za którymi pali się komin, łuczywo lub mała lampka naftowa, świecą się jak latarnie w nocy, a potem ciągle blask ich się robi mniej jaskrawy, coraz, w miarę szarości ranka, blednie, z początku powoli, potem prędzej i oto przejechałeś wieś, w ostatnim okienku światło zszarzało zupełnie i żegna cię już czymś, co minęło.

A wieczorem. Oto stoisz wśród drzew lub na gazonie przed oknami dworu i oto jakaś panienka zapaliła świece przy fortepianie. Jakże subtelnie się zmienia wrażenie tego światła niemal co minutę, zależnie od czernienia zmierzchu. Światło jest niby to samo, a jakże urasta i starzeje. Oto wieczór jest jeszcze jasny, światło jest z początku jak mała dziewczynka, nieśmiałe, bezindywidualne, bladawo-różowiutkie. I oto zmierzch się posuwa naprzód, jak ptak skrzydłami, i oto bezszelestnie, jak nietoperz, zmienia się fizjonomia światła za oknami. Robi się poważniejsze, smutniejsze, chce coś powiedzieć, ale nie ma czasu, bo oto już błyszczy taflą zdecydowaną, która cię pociąga ku domowi, jak oczy kobiety dojrzałej. A pamiętasz, jak szumią wieczorem liście, gdy wiatr się zrywa, albo jak tony fortepianu rozchodzą się po coraz ciemniejszym, coraz czarniejszym ogrodzie czy parku. To tak, jak ten wiersz Balińskiego właśnie.

Po cóż cała ta liryka, to wspominanie kraju? Jest w niej coś bardzo przykrego, jak wyciąganie rąk do czegoś, czego dotknąć już nie można, jak wybałuszanie gałek ocznych w przód przez ślepca.

Stanisław BalińskiO Ziemi Nowogródzkiej

Wspomnijmy Nowogródek

W ciemny wieczór wojenny, co nad Anglią płynie, Gadam dzieciom o Kraju przy sennym kominie. O tem, że "Gdańsk i Gdynia - to są Polski płuca; Że Śląsk ze swego wnętrza skarb węgla wyrzuca; A Sandomierskie - ciche, senne okolice - Najbujniejszą na świecie wydają pszenicę; Że Borysław - to nafta, co podziemnie śpiewa,A Polesie - to chmurne, tajemnicze drzewa; Że Wilno, miłe miasto, i Kraków - w historii Otworzyły nam karty najpiękniejszej glorii, I że wśród tych pomników bogactwa i sławy Uderza serce Polski; ulica Warszawy!"

Mówię dzieciom o Kraju. Za oknem noc wzdycha, Noc pełna mgieł angielskich i polskiego smutku, Nagle ktoś mi przerywa i tak mówi z cicha: "Zapomniałeś powiedzieć nam o Nowogródku".

Las wpływa...

I cisza. Dzieci patrzą i milczą dokoła A tu nagle wiatr powiał, firanką kołysze, A tu nagle las wpłynął... a w lesie ktoś woła, I ktoś mu odpowiada, gdzieś dalej i ciszej Stary trakt Napoljona już płynie przez wzgórza, Tu cerkiewka wyrosła, a tam dzika róża Na horyzoncie baszta zamku LitaworaWschodzi, jak krwawy księżyc, wśród fiołków wieczoraJakiś koń idzie sennie szlakiem koleiny, Tam wyrasta zaścianek, tu grusza wyrosła; A dalej - jakaś łąka, za łąką - olszyny, Za olszyną: staw cichy - noc - zgubione wiosła.

Przychodzi poeta...

Słuchajcie, Nowogródzka ziemia jest samotna! Nie rodzi się tu bujnie pszenica stokrotna, Nie błyszczą tu huculskie, podhalańskie hafty, Nie ma portów wspaniałych, węgla, ani nafty...Jest to ziemia marząca, cicha i bezradna, Ekonomicznie - biedna, przemysłowo - żadna. Ale jeden ma sekret; o, to nie herezja - Sekret, co w niej, jak zioła po nocach dojrzewa, I szumi, i zawodzi, i gra. To poezja: Wzdycha po białorusku i po polsku śpiewa.

Mickiewicz nam tę ziemię odkrył. Potem rzucił. Ale nie mógł żyć bez niej i z powrotem wrócił, I na zawsze tam został... Zbyt ciężka rozłąka. A teraz po jej ścieżkach nocami się błąka Wśród księżycowych sosen; a o wczesnych rankach Przysiada się, jak pielgrzym, na bielonych gankach. I szepcąc jakąś zwrotkę starą a młodzieńczą, Patrzy, jak mgły różowe wierzchołki drzew wieńczą.

Noc pod cerkiewką

Widziałem go raz nocą zimową i śnieżną, Wspartego o pień sosny - w poszarpanej szubie, Owianego, miesiącem i ciszą bezbrzeżną, Pod cerkiewką, gdzie kiedyś wyszeptał: "To lubię". Widziałem go naprawdę, możecie mi wierzyć; Z Wołkowicz powracałem wtedy do Sienieżyc, Mróz był silny, więc idąc w palce sobie chucham, A tu patrzę - on stoi; i czuwa; i słucha.

Myślicie, że podobny do pomników wzniosłych? Że daleki, że dumny, że Król-Duch wyniosły?Przeciwnie. - Stał pokorny, jak nad wspomnień brzegiem,Pokorny - a więc wielki; rzewny - a więc ludzki; Zapatrzony w bieg dziejów, jak w trakt nowogródzki, Co płynął przez tę ziemię zasypaną śniegiem.

Tak oświetlony Litwy gwiazdami srebrnemi, Wyglądał jak nie władca, lecz jak stróż tej ziemi.

A tu mróz coraz większy. Patrzę: - on się skulił, Kołnierz podniósł i szubą szczelnie się otulił, Rzucił uroczym wzgórzom spojrzenie najsłodsze, Kij podróżny wziął w rękę i powoli odszedł. Dotąd go widzę wzdłuż sosen szeregu, Jak oddala się, blednie i ginie gdzieś w śniegu, A na śniegu błyszczącym poświatą ballady Zostają po nim kroków odchodzących ślady.

I to jest cały sekret tej ziemi...

I to jest cały sekret tej ziemi rodzinnej, Przez swe ubóstwo cichej, a przez niego słynnej, I to jest cały sekret tej ziemi dalekiej, Owianej mgłą zieloną najzieleńszej rzeki, Jaką jest szmaragdowy Niemen, który tędy Przepływa, zamykając kraj kręgiem legendy.

Mogą ją wrogie armie tratować i palić, Mogą dzieci jej wywieźć, domostwa obalić, Mogą rozkazem piekieł zmieniać ją w pustynię - Lecz tej siły nie złamią, ta siła nie zginie Przygniatana stokrotnie, po stokroć dojrzewa, Szumi po białorusku i po polsku śpiewa.

I to jest cały sekret twój, ziemio wieczorna, Ziemio słodka, bo cicha; mądra, bo pokorna. Jesteś natchnieniem naszem, o ziemio domowa, Uczymy się na pamięć czarów twego słowa, Gdyby cię nam zabrano podstępem czy siłą,

Zabranoby na zawsze smak pokory: miłość.

Prośba

Już późno. Czas się rozejść na spoczynek, dzieci, Już zegar na dziesiątą wybił kwadrans trzeci; Że jesteście zmęczone, z waszych oczu wnoszę, Strząśnijcie więc zadumę z młodego oblicza, A zanim spać pójdziecie - o jedno was proszę - Zmówcie pacierz za biedną ziemię Mickiewicza.

Przypisy

1 Ustalenia dotyczące linii demarkacyjnej podjęto 21 września, 28 września podpisano niemiecko-sowiecki układ o granicach i przyjaźni.

2 Wasilewska była redaktorką pism dla dzieci: "Płomyk" i "Płomyczek". Oskarżano ją o przemycanie w nich treści komunistycznych.

3 Tj. Władysława Raczkiewicza.

4 Do układu dołączony był również protokół tajny, przekazujący rozpatrywanie różnych roszczeń prywatnych i publicznych dalszym rokowaniom między obu rządami. Sam układ zawierał jeszcze art. 5, dotyczący zasad jego wejścia w życie.

5 Tj. komitetu doradczego.

6 Z. Nowakowski, W poszukiwaniu alibi. Fragmenty mowy przygodnej na pożegnalnej herbatce, wydanej dla b. członków b. Rady Narodowej przez b. wiceprzewodniczącego, prof. Władysława Folkierskiego, "Wiadomości Polskie, Polityczne i Literackie", nr 39 (81) z 28 września 1941.

7 Pol.: cesarsko-królewski dworski i zamkowy socjalista.

8 Narodowa Partia Robotnicza - centrowe ugrupowanie robotnicze działające w latach 1920-1937, powstałe z połączenia NZR i Narodowego Stronnictwa Robotników. Po 1926 w opozycji, w 1929 weszła do Centrolewu, w 1937 połączyła się z częścią ChD w SP.

9 W rzeczywistości wybory przewidziane na 1915 nie odbyły się z powodu wojny; kolejne wybory w Wielkiej Brytanii miały miejsce dopiero w grudniu 1918.

10 Wyszmelcowany - zabrudzony lub zniszczony.

11 Tj. szef sowieckiej policji politycznej.

12 Powinno być: od 2 listopada 1932 (w tym dniu Józef Beck został ministrem spraw zagranicznych).

13 M. Werner, Battle for the World: the strategy and diplomacy of the Second World War, London 1941.

14 Ani wiadomość o zapowiedzianej wizycie Ribbentropa w Moskwie, która dotarła do Warszawy 22 sierpnia wieczorem, ani sam pakt sowiecko-niemiecki nie wpłynęły na zmianę stanowiska polskiej dyplomacji wobec kwestii współpracy z ZSRR, a szczególnie zagadnienia przemarszu Armii Czerwonej przez terytorium RP. 23 sierpnia rząd polski wyraził jedynie zgodę na zakomunikowanie Moskwie przez mocarstwa zachodnie, że w razie wojny nie wyklucza współpracy na warunkach do ustalenia.

15 Pol.: lekarzu, ulecz samego siebie.

16 Tj. brukowych, sensacyjnych.

17 Pol.: przyjacielem Plato, lecz większą przyjaciółką prawda.

18 Pol.: Ach, pan Chateaubriand uważa się za głuchego, gdy mowa nie o nim.

Od wydawcy

W latach 1941-1946 Mackiewicz opublikował ponad 40 broszur. Po kilkuletniej przerwie (przypadającej na okres, w którym redagował tygodnik "Lwów i Wilno") ukazało się jeszcze kilka; ostatnia w roku 1956, na miesiąc przed powrotem Mackiewicza do kraju.

Na potrzeby niniejszej edycji zostały one podzielone na pięć tomów. Pierwszy z nich, Trzylecie, obejmuje broszury wydane w latach 1941-1942, drugi, Albo-albo, te wydane w 1943, Nie! - broszury z 1944, Lady Makbet myje ręce - broszury z lat 1945-1946, wreszcie broszury z lat 1951-1956 opublikowane zostaną w tomie Od małego Bergu do wielkiego Bergu.

Ze względów kompozycyjnych zdecydowano o wprowadzeniu dwóch wyjątków od zasad tego podziału. Zamykająca okres "oczekiwania" na wkroczenie Armii Czerwonej na teren Rzeczypospolitej broszura 4 stycznia 1944 roku została przesunięta do tomu Albo-albo, natomiast otwierającą nowy okres dziejów politycznych emigracji (po dymisji Stanisława Mikołajczyka i powołaniu gabinetu Tomasza Arciszewskiego) broszurę Nowy rząd z grudnia 1944 zamieszczamy jako pierwszą w tomie Lady Makbet myje ręce.

Z różnych przyczyn trzy broszury nie zostaną opublikowane w ramach Pism wybranych Cata-Mackiewicza. Przede wszystkim zabraknie skonfiskowanej w całości przez rząd brytyjski w 1942 roku Sprawy Arleta, w której Mackiewicz poruszał między innymi kwestię polskich oficerów zaginionych w ZSRR. Zawartość tej broszury sam autor omawia w artykule Cenzura angielska a Katyń1.

Poza tym Mackiewicz w latach 1945-1946 wydał trzy broszury w języku angielskim, spośród których jedna, Nuremberg and After - znajdzie się w tomie Lady Makbet myje ręce. Pozostałe dwie: Britain and Poland in October 1945 (Londyn 1945) oraz Lies, Trials, Atomic Bomb (wydana wspólnie z Frederickiem A. Voigtem i Stanisławem Strońskim, Bombay 1946), zawierają tłumaczenia tekstów zamieszczanych uprzednio w broszurach Lady Makbet myje ręce oraz List filozoficzny, w związku z czym zrezygnowano z ich powtarzania.

Przypisy

1 S. Mackiewicz, Cenzura angielska a Katyń, "Dziennik Związkowy" (Detroit) 1952, nr 292.

Indeks nazwisk

Stanisław Mackiewicz był przeciwnikiem pozostawiania cudzoziemskich imion w oryginalnym brzmieniu, stąd w jego pismach spotkamy Arystydesa Brianda (nie Aristide'a), Piotra Lavala (nie Pierre'a) itd. Jako że zasada oryginalnego zapisu upowszechniła się, zastosowano ją w poniższym indeksie, ale w samym tekście książki pozostawiono zapis zgodny z wolą autora. Poprawiono w nim jednak zapis kilkunastu imion lub nazwisk, m.in.: Ejdziatowicz na Eydziatowicz, Hinxley na Hinsley, Szwarcbart na Schwarzbart.

Adamczyk Alojzy (1899-1959), działacz PPS, członek Rady Narodowej RP na uchodźstwie

Adler Victor (1852-1918), austriacki działacz socjalistyczny, współzałożyciel (1888-1889), teoretyk i jeden z przywódców Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej Austrii, jeden z czołowych działaczy II Międzynarodówki

Aleksy Mikołajewicz Romanow (1904-1918), wielki książę rosyjski, syn Mikołaja II, zamordowany wraz z rodzicami i siostrami przez bolszewików

Anders Władysław (1892-1970), generał, polityk, dowódca Armii Polskiej w ZSRR (1941-1942), Armii Polskiej na Wschodzie (1942-1943), II Korpusu Polskiego (1943-1946), naczelny wódz i generalny inspektor sił zbrojnych na uchodźstwie (1946-1954), członek Rady Trzech (od 1954)

Aosty książę zob. d'Aosta Amadeusz Umberto

Arciszewski Tomasz (1877-1955), polityk, działacz socjalistyczny, od 1896 w PPS, członek OB PPS, minister pracy i opieki społecznej (1918), poczt i telegrafów (1918-1919), współorganizator Centrolewu (1930), przewodniczący PPS-WRN (1939-1944), członek RJN (1944), premier rządu RP na uchodźstwie (1944-1947), od 1954 członek Rady Trzech

Attlee Clement Richard (1883-1967), polityk brytyjski, przywódca Partii Pracy (1935-1955), premier Wielkiej Brytanii (1945-1951), uczestnik konferencji w Poczdamie (1945)

Aubac Stefan (właśc. S. Auerbach, 1886-1951), dziennikarz polski i francuski, w Londynie pracował m.in. jako ekspert dla Ministerstwa Informacji i Dokumentacji

August II Mocny (1670-1733), elektor saski (jako Fryderyk August I), król polski (1697-1706 i od 1709) z dynastii Wettinów, ojciec Augusta III

Azańa y Díaz Manuel (1880-1940), hiszpański polityk i literat, republikanin i antyklerykał, premier Hiszpanii (1931-1933), przywódca Lewicy Republikańskiej (od 1934), współtwórca Frontu Ludowego (1935-1936), prezydent (1936-1939), w 1939 emigrował do Francji

Bainville Jacques (1879-1936), historyk i publicysta francuski, członek Akademii Francuskiej, współzałożyciel Action Française, jeden z ideowych mentorów Cata-Mackiewicza

Baliński Stanisław (1899-1984), poeta, bliski grupie poetyckiej Skamander, od 1940 w Wielkiej Brytanii

Banaczyk Władysław (1902-1980), działacz ruchu ludowego, wiceprezes Rady Narodowej RP na uchodźstwie (1940-1943), minister spraw wewnętrznych rządu RP na uchodźstwie (1943-1944), członek Rady Naczelnej PSL, potem ZSL, poseł do KRN i na sejm (1945-1952)

Barthou Jean Louis (1862-1934), polityk francuski, premier (1913) i minister spraw zagranicznych (1934) Francji, inicjator stworzenia tzw. paktu wschodniego (1934), zamordowany w Marsylii podczas zamachu chorwackich nacjonalistów na króla Jugosławii Aleksandra

Bauer-Czarnomski Franciszek (1887 -1955), publicysta, przeciwnik Cata, autor fikcyjnego wywiadu Sam na sam, czyli rozmowa z Mackiewiczem o Mackiewiczu (Londyn 1941)

Beck Józef (1894-1944), pułkownik, polityk, wicepremier (1930), minister spraw zagranicznych RP (1932-1939), jeden z najważniejszych polityków obozu rządzącego po 1926

Bełch Stanisław (1904-1989), kapelan WP we Francji i Anglii, wydawca "Jestem Polakiem"

Beneš Eduard (1884-1948), polityk czeski, prezydent Czechosłowacji (1935-1938, na uchodźstwie 1940-1945, znowu w kraju 1945-1948), premier (1921-1922), minister spraw zagranicznych (1918-1935)

Beria Ławrientij (1899-1953), polityk sowiecki, Gruzin, ludowy komisarz (1938-1945) i minister spraw wewnętrznych ZSRR (1953), członek Biura Politycznego KC KPZR (od 1946), współodpowiedzialny za masowe represje, w walce o władzę po śmierci Stalina obalony przez N. Chruszczowa i stracony

Bielecki Tadeusz (1901-1982), polityk, publicysta, jeden z przywódców ND, od 1939 prezes ZG SN, od 1939 na emigracji, przeciwnik polityki gen. Sikorskiego, do 1982 prezes SN

Bismarck Otto von (1815-1898), niemiecki polityk, premier i minister spraw zagranicznych Prus (1862-1890), spiritus movens zjednoczenia Niemiec, pierwszy kanclerz II Rzeszy (1871-1890)

Bobriński Gieorgij (1863-1928), rosyjski generał-gubernator zajętych terenów Galicji Wschodniej i Bukowiny (1914-1915)

Bocheński Adolf Maria (1909-1944), publicysta, działacz i pisarz polityczny, współpracownik, "Buntu Młodych", "Polityki" i wileńskiego "Słowa", w czasie II wojny światowej w II Korpusie Polskim, poległ we Włoszech

Bogomołow Aleksander (1900-1969), dyplomata sowiecki, ambasador w Paryżu (1940-1941), następnie ambasador przy rządach państw sojuszniczych w Londynie, w tym przy rządzie polskim

Bolesław I Chrobry (ok. 967-1025), król polski

Bonaparte Lucjan (1775-1840), książę Canino, jako prezydent Rady Pięciuset ułatwił Napoleonowi zamach 18 brumaire'a, minister spraw wewnętrznych Francji (1799-1800)

Boulanger Georges Ernest (1837-1891), francuski generał i polityk, minister wojny (1886-1887), oskarżony o dążenie do dyktatury (1889), zbiegł do Belgii, gdzie popełnił samobójstwo

Bożek Arka (Arkadiusz, 1899-1954), działacz polityczny, uczestnik powstań śląskich (1919-1921) i akcji plebiscytowej, działacz ZPwN, w okresie II wojny światowej członek Rady Narodowej RP na uchodźstwie

Briand Aristide (1862-1932), polityk francuski, wielokrotny premier i minister różnych resortów, współtwórca traktatu w Locarno (1925) oraz paktu Brianda-Kellogga (1928), laureat Pokojowej Nagrody Nobla (1926)

Broniewski Władysław (1897-1962), poeta, żołnierz Legionów, związany z lewicą

Brzeszczyński Stefan (1893-1982), oficer armii rosyjskiej, generał WP, attaché wojskowy w ZSRR (1939), w 1940 walczył we Francji, gdzie dostał się do niewoli niemieckiej, po wojnie osiedlił się w Londynie

Bülow Bernhard von (1849-1929), polityk niemiecki, kanclerz Rzeszy i premier Prus (1900-1909)

Car Stanisław (1882-1938), polityk, prawnik, minister sprawiedliwości (1928-1929, 1930), jeden z przywódców BBWR, współtwórca Konstytucji kwietniowej (1935), marszałek sejmu (1935-1938)

Cezar Gajusz Juliusz (100-44 przed Chr.), wódz i polityk rzymski

Chamberlain Neville (1869-1940), polityk brytyjski, kanclerz skarbu (1923-1924, 1931-1937), premier Wielkiej Brytanii (1937-1940), autor ugodowej polityki wobec Hitlera, współtwórca układu w Monachium (1938), autor gwarancji niepodległości i sojuszu z Polską (1939)

Chateaubriand François-René de (1768-1848), francuski pisarz i polityk

Chełmikowski Marian (1900-?), ekonomista, dziennikarz, działacz SN, od 1940 w Wielkiej Brytanii, członek Rady Narodowej RP na uchodźstwie

Chlodwig I (Klodwig I, ok. 466-511), król Franków z dynastii Merowingów

Churchill Winston (1874-1965), polityk brytyjski, premier Wielkiej Brytanii (1940-1945, 1951-1955), wielokrotny minister różnych resortów

Ciechanowski Jan Maria (1887-1973), ekonomista, dyplomata, poseł RP w Waszyngtonie (1925-1929), sekretarz generalny MSZ w Angers i w Londynie (1939-1940), ambasador RP w Waszyngtonie (1941-1945)

Ciołkosz Adam (1901-1978), działacz socjalistyczny, historyk, mąż Lidii Ciołkoszowej, poseł na sejm (1928-1930), od 1931 członek władz PPS, skazany w procesie brzeskim (1932), od 1939 na emigracji, członek Rady Narodowej RP na uchodźstwie, przewodniczący PPS w Wielkiej Brytanii (1947-1957)

Ciołkoszowa Lidia (1902-2002), działaczka socjalistyczna, historyczka, żona Adama Ciołkosza, od 1979 przewodnicząca PPS na Obczyźnie

Cripps Stafford (Richard Stafford, 1889-1952), polityk brytyjski, ambasador Wielkiej Brytanii w ZSRR (1940-1942), kanclerz skarbu (1947-1950)

Cromwell Oliver (1599-1658), angielski wódz i mąż stanu, od 1653 lord protektor Anglii, Szkocji i Irlandii

Cyncynat (Lucius Quinctius Cincinnatus, ok. 520-po 429 przed Chr.), wódz rzymski, w 458 przed Chr. jako dyktator pokonał Ekwów, po czym natychmiast złożył władzę i wrócił do pracy na roli, uważany przez starożytnych za wzór rzymskich cnót obywatelskich

Czapiński Kazimierz (1882-1941), działacz socjalistyczny, członek CKW PPS (1921-1939), poseł na sejm (1919-1935), zginął w obozie Auschwitz

d'Aosta Amadeusz Umberto (Amadeusz II, 1898-1942), książę, syn Emanuela Filiberta, włoski generał i polityk, od 1937 wicekról Etiopii, w 1941 skapitulował przed wojskami brytyjskimi

Daladier Édouard (1884-1970), francuski polityk, kilkukrotny minister różnych resortów, premier Francji (1933, 1934, 1938-1940)

Daszyński Ignacy (1866-1936), działacz socjalistyczny, polityk, założyciel (1892) i przywódca PPSD, od 1914 wiceprzewodniczący NKN, premier i minister spraw zagranicznych Tymczasowego Rządu Ludowego Republiki Polskiej w Lublinie (1918), wicepremier tzw. Rządu Obrony Narodowej (1920-1921), przewodniczący Rady Naczelnej i członek CKW PPS, marszałek sejmu (1928-1930)

Dąb-Biernacki Stefan (1890-1959), generał, uczestnik I wojny światowej, wojny polsko-bolszewickiej i kampanii 1939, później na emigracji

Demidowicz-Demidecki Aleksander (1900-1981), polityk, członek Komitetu Głównego SN (1935-1939), wiceminister spraw wewnętrznych w rządzie RP na uchodźstwie (1943-1944)

Denain Victor (1880-1952), francuski generał i polityk

Dill John (1881-1944), brytyjski marszałek polny, szef brytyjskiego Sztabu Generalnego (1940-1941), przedstawiciel brytyjski w Waszyngtonie (1941-1944)

Długoszowski-Wieniawa Bolesław (1881-1942), generał, legionista, lekarz, adiutant J. Piłsudskiego, ambasador RP w Rzymie (1938-1940), popełnił samobójstwo

Dmowski Roman (1864-1939), polityk i dyplomata, jeden z najważniejszych twórców polskiej myśli politycznej, współtwórca Ligi Narodowej (1893), współtwórca i przywódca ND, współtwórca i prezes KNP w Paryżu (1917-1919), delegat Polski na konferencji pokojowej w Wersalu (1919), minister spraw zagranicznych (1923), założyciel Obozu Wielkiej Polski (1926)

Dollfuss Engelbert (1892-1934), polityk austriacki, kanclerz Austrii (1932-1934), zamordowany w czasie nieudanego puczu nazistów austriackich

Dreyfus Alfred (1859-1935), oficer francuski, niesłusznie oskarżony i skazany za zdradę państwa (1894), później zrehabilitowany (1906)

Duch Bolesław (1896-1980), generał, żołnierz Legionów, uczestnik wojny polsko-bolszewickiej i II wojny światowej

Dymsza Adolf (właśc. Adolf Bagiński, 1900-1975), aktor

Eden Anthony (1897-1977), polityk i dyplomata brytyjski, minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii (1935-1938, 1940-1945, 1951-1955), premier (1955-1957)

Estreicher Karol (1906-1984), historyk sztuki, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, dyrektor Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego

Eydziatowicz Krzysztof (1897-1961), żołnierz Legionów, po 1939 na uchodźstwie, pracował m.in. w Polskim Radiu w Londynie

Falkenhayn Erich von (1861-1922), generał niemiecki, minister wojny (1913-1914), szef Sztabu Generalnego (1914-1916), autor planu ofensywy pod Verdun

Falter Alfred (1880-1954), działacz gospodarczy, członek władz Lewiatana, przedstawiciel wielkiego kapitału górnośląskiego, członek rządu RP na uchodźstwie (1939-1940)

Faury Louis (1874-1947), generał francuski, wykładowca, historyk wojskowości, pisarz, szef francuskiej misji wojskowej w Polsce (1939)

Filipowicz Tytus (1873-1953), polityk, dyplomata, publicysta, członek Rady Narodowej RP na uchodźstwie (1939-1941, 1949-1953)

Folkierski Władysław (1890-1961), polityk, romanista, działacz SN (członek władz) i OWP, od 1940 w Wielkiej Brytanii, członek Rady Narodowej RP na uchodźstwie, minister prac kongresowych w rządzie Arciszewskiego (1944-1947)

Ford Henry (1863-1947), przemysłowiec amerykański, założyciel koncernu samochodowego Ford Motor Company (1892), twórca metody organizacji pracy i zarządzania zwanej fordyzmem

Fryderyk II Żelazny (1413-1471), margrabia brandenburski (1440 -1471) z dynastii Hohenzollernów

Furdyna Marcin, publicysta I

Gaulle Charles de (1890-1970), polityk i generał francuski, uczestnik I wojny światowej, po klęsce w 1940 założyciel Komitetu Wolnej Francji, szef rządu tymczasowego (1944-1946), premier (1958 -1959) i prezydent Francji (1959 -1969)

Gawlina Józef (1892-1964), duchowny katolicki, od 1933 biskup polowy WP, po 1939 opiekun wychodźstwa polskiego, członek Rady Narodowej RP na uchodźstwie

Gayda Virginio (1885-1944), dziennikarz włoski

Gluziński Tadeusz (pseud. Henryk Rolicki, 1888-1940), działacz polityczny, prawnik, publicysta, członek SN, współtwórca ONR (1934)

Goebbels Joseph (1897-1945), jeden z głównych funkcjonariuszy III Rzeszy, minister propagandy i informacji (1933-1945), popełnił samobójstwo w oblężonym Berlinie

Górka Olgierd (1887-1955), historyk, publicysta, profesor Uniwersytetu Lwowskiego i Uniwersytetu Warszawskiego

Grabski Stanisław (1871-1949), polityk, ekonomista, profesor Uniwersytetów Lwowskiego i Warszawskiego, współzałożyciel PPS (1892), później działacz i ideolog ND, minister wyznań religijnych i oświecenia publicznego (1923, 1925-1926), prezes Rady Narodowej RP na uchodźstwie (1942 -1945), wiceprezydent KRN (1945-1947)

Graliński Zygmunt (1897-1940), działacz ruchu ludowego, członek władz PSL "Wyzwolenie" i SL, wiceminister spraw zagranicznych rządu RP na uchodźstwie (1939-1940)

Grąbczewski Bronisław (1855-1926), podróżnik, topograf, etnograf, badacz Azji, generał w służbie rosyjskiej, badał Pamir, Kaszgarię, Karakorum, Tybet i Daleki Wschód

Grey Edward (1862-1933), polityk brytyjski, członek Partii Liberalnej, minister spraw zagranicznych (1905-1916)

Grosfeld Ludwik (1889-1955), adwokat i działacz socjalistyczny, minister skarbu rządu RP na uchodźstwie (1943-1944), po wojnie w Warszawie m.in. prezes Izby Handlu Zagranicznego i minister żeglugi i handlu zagranicznego

Grottger Artur (1837-1867), rysownik i malarz

Grydzewski Mieczysław (1894-1970), dziennikarz, publicysta, przed 1939 redaktor naczelny "Pro Arte et Studio", "Skamandra" i "Wiadomości Literackich", od 1940 w Londynie, współredaktor "Wiadomości Polskich, Politycznych i Literackich", redaktor naczelny "Wiadomości" (1946-1966)

Haakon VII (do 1905 książę Karol, 1872-1957), król Norwegii (od 1905) z dynastii Glücksburgów, syn Fryderyka VIII duńskiego, w 1905 wybrany na tron norweski po rozwiązaniu unii szwedzko-norweskiej, w latach 1940-1945 na wychodźstwie w Wielkiej Brytanii

Habsburgowie (właśc. dynastia habsbursko-lotaryńska), dynastia niemiecka zapoczątkowana przez Marię Teresę z dynastii Habsburgów i jej męża Franciszka I lotaryńskiego, dynastia cesarzy rzymsko-niemieckich (1745 -1806), cesarzy Austrii (1804-1867) i w Austro-Węgier (1867-1918)

Hácha Emil (1872-1945), polityk czeski, po układzie monachijskim prezydent Czechosłowacji (1938-1939), prezydent Protektoratu Czech i Moraw (1939-1945), po klęsce Niemiec aresztowany, zmarł w więzieniu

Halifax Edward (1881-1959), polityk brytyjski, wicekról Indii (1925-1931), minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii (1938-1940), ambasador w Waszyngtonie (1941-1946)

Haller Józef (1873-1960), polityk, generał, dowódca II Brygady Legionów Polskich i II Korpusu Polskiego w Rosji, dowódca Armii Polskiej we Francji (1918-1919), członek Rady Obrony Państwa (1920), współzałożyciel Frontu Morges (1936) i SP (1937), członek rządu polskiego na uchodźstwie (1940-1943)

Handelsman Marceli (pseud. Józef Krzemień, Maciej Romański, Maciej Targowski, 1882-1945), historyk, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, w czasie II wojny światowej w BIP KG ZWZ-AK, zginął w niemieckim obozie koncentracyjnym

Heine Heinrich (właśc. Harry Chaim Heine, 1797-1856), poeta niemiecki

Hemar Marian (właśc. M. Hescheles, 1901-1972), pisarz, satyryk

Hertz Aleksander (1895-1983), socjolog, od 1940 w USA, prekursor socjologii teatru

Hertz Benedykt (1872-1952), pisarz i publicysta

Hertz Jan Adolf (1878-1943), dramaturg, poeta

Hindenburg Paul von (1847-1934), niemiecki feldmarszałek i polityk, zwycięzca spod Tannenbergu (1914), szef Sztabu Generalnego (1916-1918), prezydent Republiki Weimarskiej (1925-1934)

Hinsley Arthur (1865-1943), angielski duchowny katolicki, kardynał, arcybiskup Westminster (od 1935)

Hinterhoff Eugeniusz (1895-po 1967), oficer, pisarz wojskowy, dziennikarz, od 1939 na emigracji, współpracownik paryskiej "Kultury"

Hitler Adolf (1889-1945), przywódca niemieckiego ruchu narodowosocjalistycznego, kanclerz (od 1933) i wódz (Führer) Rzeszy (od 1934)

Homer (VIII w. przed Chr.?), poeta grecki

Jadwiga (1408-1431), córka Władysława II Jagiełły i Anny Cylejskiej

Jagiellonowie, dynastia wywodząca się od Władysława Jagiełły, króla polskiego i wielkiego księcia litewskiego

Jarossy (Járosy) Fryderyk (1890-1960), konferansjer i reżyser pochodzenia węgierskiego

Jaruzelski Jerzy, historyk

Jaworski Jan (1900-1981), dr medycyny, działacz ruchu ludowego, członek Rady Narodowej RP na uchodźstwie

Jerzy VI (do 1936 książę Albert Fryderyk Artur Jerzy, 1895-1952), król Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej (od 1936) oraz cesarz Indii (1936-1947) z dynastii Windsorów, wstąpił na tron po abdykacji brata, Edwarda VIII

Jędrzejewicz Janusz (1885-1951), działacz polityczny, pułkownik, jeden z przywódców obozu piłsudczykowskiego, minister wyznań religijnych i oświecenia publicznego (1931-1934), premier RP (1933-1934)

Jóźwiak Stanisław (1892-1964), przemysłowiec i polityk, poseł na sejm (1938-1939) z ramienia OZN, członek Rady Narodowej RP na uchodźstwie

Kaczyński Zygmunt (1894-1953), działacz polityczny, publicysta, ksiądz, członek ChD, współzałożyciel Frontu Morges i SP, minister wyznań religijnych i oświecenia publicznego w rządzie Mikołajczyka (1943-1944), od 1945 w kraju, zmarł w więzieniu

Kaden-Bandrowski Juliusz (1885-1944), pisarz, oficer Legionów, adiutant J. Piłsudskiego

Karbowska Jadwiga (pseud. Eddy, 1914-1999), z domu Dziewulska, dziennikarka, przed 1939 recenzentka teatralna wileńskiego "Słowa", towarzyszyła Catowi na emigracji

Karczewski Marceli, redaktor londyńskiego "Dziennika Polskiego" (1940-1943)

Karol II (1893-1953), król Rumunii (1930-1940) z dynastii Hohenzollern-Sigmaringen, syn Ferdynanda I, nawiązał współpracę z Niemcami i Włochami, w 1940 na żądanie I. Antonescu abdykował i emigrował

Kasprzycki Tadeusz (1891-1978), generał, oficer I Brygady Legionów Polskich (1914), członek POW, minister spraw wojskowych (1935-1939)

Katarzyna II (właśc. Zofia Anhalt-Zerbst, 1729-1796), cesarzowa rosyjska (od 1762), żona i następczyni (po przeprowadzeniu zamachu stanu) Piotra III, współtwórczyni rozbiorów Polski

Kellogg Frank (1856-1937), polityk amerykański, sekretarz stanu (1925-1929), współautor paktu Brianda-Kellogga (1928), laureat Pokojowej Nagrody Nobla (1929)

Kiełpiński Tadeusz (1897-1944), dr filozofii, dziennikarz, oficer WP, członek Rady Narodowej RP na uchodźstwie

Kiersnowski Tadeusz (1896-1971), prawnik, zesłany do łagrów sowieckich (1940), po uwolnieniu od 1942 m.in. członek Rady Narodowej RP na uchodźstwie oraz wielu polskich organizacji społeczno-kulturalnych

Kipling Joseph Rudyard (1865-1936), angielski pisarz i poeta, laureat Literackiej Nagrody Nobla (1907); z jego opowiadania o kocie, który chodził własnymi ścieżkami, Mackiewicz zaczerpnął swój pseudonim

Kisielewski Józef (1905-1966), pisarz, polityk, redaktor prasy emigracyjnej, od 1939 w Wielkiej Brytanii

Klodwig I zob. Chlodwig I

Koc Adam (1891-1969), polityk, pułkownik, oficer Legionów Polskich, działacz BBWR, redaktor naczelny "Gazety Polskiej" (1929 -1930), organizator i szef OZN (1936-1937), minister skarbu oraz przemysłu i handlu w rządzie W. Sikorskiego (1939)

Komarnicki Wacław (1891-1954), działacz polityczny, prawnik, działacz SN, minister sprawiedliwości w rządzie polskim na uchodźstwie (1942-1944)

Korfantowa Elżbieta (1882-1966), żona Wojciecha Korfantego, działaczka SP, członkini Rady Narodowej RP na uchodźstwie

Korfanty Wojciech (1873-1939), polityk, działacz narodowy na Śląsku, jeden z przywódców powstań śląskich (1919-1921), komisarz plebiscytowy, związany z ChD, wicepremier (1923), więziony w twierdzy brzeskiej (1930), współtwórca Frontu Morges

Kościuszko Tadeusz (1746-1817), generał polski, naczelnik powstania (1794)

Kot Stanisław (1885-1975), polityk, historyk kultury i wychowania, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, od 1933 w SL, ambasador rządu RP na uchodźstwie w ZSRR (1941-1942), minister stanu na Bliskim Wschodzie (1942-1943), minister informacji (1943-1944), powrócił do kraju (1945), ambasador w Rzymie (1945-1947), od 1947 na emigracji

Kożusznik Bogusław (1910-1996), lekarz, działacz polityczny i społeczny ze Śląska Cieszyńskiego, członek Rady Narodowej RP na uchodźstwie

Kucharzewski Jan (1876-1952), historyk i polityk polski, premier Królestwa Polskiego (1917-1918)

Kukiel Marian (1885-1973), historyk, generał, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, od 1930 dyrektor Muzeum i Biblioteki Czartoryskich w Krakowie, członek rządu RP na uchodźstwie (1942-1949)

Kulerski Witold Zygmunt (1911-1997), działacz polityczny, sekretarz Prezydium Rady Narodowej na uchodźstwie, członek władz SL i PSL

Kurcyusz Jerzy (1907-1988), prawnik, członek SN (do 1934), jeden z przywódców ONR-ABC, ochotnik podczas kampanii wrześniowej, wysłannik ONR do Francji (1940), koordynator łączności między rządem emigracyjnym a krajem, w 1947 wrócił do Polski, doradca działaczy "Solidarności", obrońca działaczy opozycji

Kwapiński Jan (właśc. Piotr Chałupka, 1885-1964), działacz socjalistyczny, od 1901 w PPS, od 1906 w PPS-Frakcji Rewolucyjnej, członek Rady Naczelnej PPS (1919-1939), poseł na sejm (1922 -1930), więziony przez NKWD (1940-1941), od 1941 w Wielkiej Brytanii, wicepremier rządu RP na uchodźstwie (1943-1944)

Kwaśniewski Mikołaj (1871-1941?), działacz społeczny i polityczny, lekarz, wojewoda tarnopolski (1927-1928) i krakowski (1928-1935), prezes Rady Naczelnej SD, zginął w obozie Auschwitz

Kwiatkowski Michał (1883-1966), dziennikarz i polityk, działacz polonijny, członek Rady Narodowej RP na uchodźstwie

Lenin Włodzimierz (właśc. W. Uljanow, 1870-1924), przywódca rosyjskiego ruchu komunistycznego i rewolucji październikowej, współtwórca ZSRR

Leopold III (1901-1983), król Belgów (1934-1951) z dynastii Koburgów, syn Alberta I, w 1940 kapitulował przed wojskami niemieckimi, zmuszony do abdykacji na rzecz syna, Baldwina I

Lieberman Herman (1870-1941), działacz socjalistyczny, adwokat, członek PPSD (od 1893), poseł do austriackiej Rady Państwa, członek Rady Naczelnej PPS (1920-1939), skazany w procesie brzeskim (1932), wiceprezes Rady Narodowej RP na uchodźstwie (od 1939)

Ligocki Edward (1887-1966), pisarz, w latach 1907-1919 i 1926-1945 poza krajem

Lipski Józef (1894-1958), polityk i dyplomata, ambasador RP w Berlinie (1934-1939), po wybuchu II wojny światowej wstąpił do wojska jako ochotnik, członek sztabu naczelnego wodza (1940-1946), po wojnie przedstawiciel rządu emigracyjnego w USA

Litwinow Maksim (właśc. Meir Wallach, 1876-1951), dyplomata sowiecki, ludowy komisarz spraw zagranicznych (1930-1939), ambasador ZSRR w Waszyngtonie (1941-1943)

Lubomirski Zdzisław (1865-1943), książę, polityk, działacz społeczny, prawnik, prezes Centralnego Komitetu Obywatelskiego (1915-1916), prezydent Warszawy (1916-1917), członek Rady Regencyjnej (1917-1918), senator (1928-1935)

Luksemburg Róża (Rozalia, 1870-1919), działaczka komunistyczna, teoretyk ekonomii politycznej, współzałożycielka SDKPiL (1893) i KP Niemiec (1918), uczestniczka rewolucji w Niemczech

Ładoś Aleksander (1891-1963), dyplomata, publicysta, członek PSL "Piast" i SL, poseł RP w Rydze (1923-1926), minister bez teki w pierwszym gabinecie W. Sikorskiego (1939), od 1960 w kraju

Łącki Wincenty (1898-1964), prawnik, urzędnik, działacz społeczny, członek Rady Narodowej RP na uchodźstwie

Łepkowski Stanisław (1892-1961), prawnik, dyplomata, poseł RP w Budapeszcie (1931-1936), szef Kancelarii Cywilnej Prezydenta RP (1936-1939)

Łoziński Zygmunt (1870-1932), biskup miński (1917-1925), piński (1925-1932), więziony przez bolszewików (1920-1921)

Łukasiewicz Juliusz (1892-1951), dyplomata, poseł RP w Rydze (1926-1929), w Wiedniu (1929-1931), w Moskwie (1933-1936, od 1934 ambasador), ambasador w Paryżu (1936-1939)

MacArthur Douglas (1880-1964), generał amerykański, dowódca wojsk na Filipinach (od 1941), naczelny dowódca wojsk alianckich na południowo-zachodnim Pacyfiku (od 1942), dowódca sił amerykańskich na całym Pacyfiku (od 1945), dowódca sił okupacyjnych w Japonii (1945-1951), dowódca wojsk ONZ w wojnie w Korei (1950-1951)

Mackiewicz Stanisław (pseud. Cat, 1896-1966) I-XIII

Majski Iwan (właśc. Jan Lachowiecki, 1884-1975), dyplomata sowiecki, ambasador ZSRR w Wielkiej Brytanii (1932-1943)

Makuszyński Kornel (1884-1953), pisarz, członek PAL

Maliniak Julian (1889-1972), dziennikarz, tłumacz, ekonomista, działacz ruchu socjalistycznego, delegat Ambasady Polskiej w ZSRR (1941-1942), po wojnie wrócił do kraju

Mander Geoffrey (1882-1962), brytyjski przemysłowiec i polityk, członek parlamentu (1929-1945)

Manstein Erich von (właśc. E. von Lewinski, 1887-1973), feldmarszałek niemiecki, uczestnik I i II wojny światowej, w 1949 skazany jako współodpowiedzialny za zbrodnie wojenne Wehrmachtu, w 1953 zwolniony

Mastek Mieczysław (1893-1942), działacz socjalistyczny, członek Rady Naczelnej PPS (1931-1939), skazany w procesie brzeskim (1932), członek Rady Narodowej RP na uchodźstwie

Matejko Jan (1838-1893), malarz

Matuszewski Ignacy (1891-1946), polityk, publicysta, dyplomata, pułkownik, szef Oddziału II SG (1920-1923), minister skarbu (1929-1931), redaktor naczelny "Gazety Polskiej" (1932-1936), kierował ewakuacją złota Banku Polskiego do Francji (1939)

McEwen John (1894-1962), brytyjski oficer i polityk, członek parlamentu (1931-1945)

Metaksas Joanis (Ioannis Metaxas, 1871-1941), grecki generał i polityk, rojalista, premier (od 1936), sprawował rządy dyktatorskie, w 1940 odrzucił ultimatum włoskie i przystąpił do wojny światowej po stronie aliantów

Meysztowicz Aleksander (1864-1943), polityk konserwatywny, członek rosyjskiej Rady Państwa (1909-1917), prezes Tymczasowej Komisji Rządzącej Litwy Środkowej (1921-1922), minister sprawiedliwości (1926-1928)

Michał Aleksandrowicz Romanow (1878-1918), wielki książę rosyjski, brat Mikołaja II, zamordowany przez bolszewików

Michałowicz Mieczysław Jan (1876-1965), pediatra, działacz polityczny, założyciel (1939) i prezes SD

Mikiciński Samson (1895-1941), rosyjski Żyd, konsul honorowy Chile w Warszawie, awanturnik i aferzysta, współpracownik wywiadu niemieckiego, kurier polskich władz emigracyjnych do kraju, skąd wywoził kosztowności, dzieła sztuki oraz żony czołowych polskich polityków, zlikwidowany przez oficerów II Oddziału

Mikołaj I Romanow (1796-1855), cesarz rosyjski (od 1825)

Mikołaj II Romanow (1868-1918), ostatni cesarz Rosji (1894-1917), zamordowany przez bolszewików

Mikołajczyk Stanisław (1901-1966), polityk, działacz ruchu ludowego, członek władz SL, wicepremier (1940-1943), premier rządu RP na uchodźstwie (1943-1945), po powrocie do kraju prezes PSL (1945-1947), wicepremier i minister reform rolnych TRJN, od 1947 ponownie na uchodźstwie

Milukow Pawieł (1859-1943), polityk i historyk rosyjski, przywódca partii kadetów, minister spraw zagranicznych w Rządzie Tymczasowym (1917)

Modelski Izydor (1888-1962), generał, od 1939 w PSZ na Zachodzie, w 1945 wrócił do kraju

Moltke Hans Adolf von (1884-1943), dyplomata niemiecki, poseł (1931-1934) i ambasador Rzeszy w Warszawie (1934-1939)

Moltke Helmuth von (młodszy, 1848 -1916), generał niemiecki, bratanek Helmutha starszego, szef niemieckiego Sztabu Generalnego (1906-1914), odwołany po klęsce nad Marną

Mołotow Wiaczesław (właśc. W.M. Skriabin, 1890-1986), rosyjski działacz komunistyczny i polityk, członek Biura Politycznego KC WKP(b) i KPZR (1926-1957), przewodniczący Rady Komisarzy Ludowych ZSRR (1930-1941), ludowy komisarz (od 1946 minister) spraw zagranicznych (1939-1949, 1953-1956)

Moraczewski Jędrzej (1870-1944), polityk socjalistyczny, członek PPSD (od 1894), żołnierz Legionów Polskich i POW (1914-1917), premier RP i minister kolei (1918-1919), minister robót publicznych (1925-1926, 1926-1929)

Morbitzer Adam Stanisław (1899-1965), pułkownik WP, szef Biura Propagandy w Londynie, kompozytor

Mościcki Ignacy (1867-1946), uczony i polityk polski, profesor chemik, prezydent RP (1926-1939)

Mussolini Benito (1883-1945), przywódca włoskiego ruchu faszystowskiego, premier Włoch (1922 -1943)

Napoleon I Bonaparte (1769-1821), pierwszy konsul Republiki Francuskiej (1799-1804), cesarz Francuzów (1804-1815)

Niedziałkowski Mieczysław (1893-1940), polityk i działacz socjalistyczny, członek Rady Naczelnej i wiceprzewodniczący CKW PPS (1919-1939), poseł na sejm (1919-1935), współautor Konstytucji marcowej, zamordowany przez Niemców

Niemczyk Aleksandra (1924-2011), córka Stanisława Mackiewicza

Nienaski Krzysztof zob. Zbyszewski Wacław Alfred

Nietzsche Friedrich Wilhelm (1844-1900), filozof niemiecki

Norman, szeryf Glasgow w

Nowakowski Zygmunt (1891-1963), aktor, pisarz, publicysta, felietonista, autor sztuk scenicznych, członek Rady Narodowej RP na uchodźstwie, redaktor naczelny "Wiadomości Polskich, Politycznych i Literackich" (1940-1944)

Olechnowicz Franciszek (1883-1944), białoruski publicysta, działacz kulturalny i narodowy

Ossoliński Jerzy (1595-1650), kanclerz wielki koronny (od 1643), bliski współpracownik Władysława IV i Jana Kazimierza

Otto Habsburg-Lotaryński (1912-2011), syn ostatniego cesarza Austro-Węgier Karola I, głowa Domu Habsbursko-Lotaryńskiego (1922-2007)

Paderewski Ignacy Jan (1860-1941), pianista, kompozytor, polityk, działacz społeczny, premier i minister spraw zagranicznych (1919), jako przedstawiciel Polski podpisał wersalski traktat pokojowy, jeden z inicjatorów Frontu Morges (1936), od 1940 przewodniczący Rady Narodowej we Francji, a następnie w Londynie

Paweł I Romanow (1754-1801), cesarz rosyjski (od 1796), zamordowany w wyniku spisku pałacowego

Pétain Philippe (1856-1951), marszałek Francji, polityk, bohater I wojny światowej, szef zależnego od Niemiec państwa Vichy (1940-1944)

Pietrkiewicz (Peterkiewicz) Jerzy (1916-2007), pisarz, historyk literatury, od 1939 w Wielkiej Brytanii, profesor literatury polskiej w School of Slavonic and East European Studies w Londynie (1950-1979)

Piłsudski Jan (1876-1950), brat Marszałka, sędzia Sądu Apelacyjnego, minister skarbu (1931-1932), poseł na sejm (1928-1932), więziony w ZSRR (1939-1941)

Piłsudski Józef (1867-1935), działacz niepodległościowy, współtwórca Legionów Polskich, marszałek Polski (od 1920), Naczelnik Państwa (1919-1922), po przeprowadzeniu zamachu stanu premier (1926-1928, 1930), minister spraw wojskowych i generalny inspektor sił zbrojnych (1926-1935)

Piłsudski Kazimierz (1871-1941), brat Marszałka, w II RP urzędnik NIK, więziony w ZSRR (1939-1941)

Poincaré Raymond (1860-1934), francuski polityk, prezydent Francji (1913-1920), premier (1912-1913, 1922-1924, 1926-1929); w styczniu 1923, wobec niewywiązywania się Niemiec ze zobowiązań wynikających z traktatu wersalskiego, zarządził okupację Zagłębia Ruhry przez wojska francuskie

Poniatowski Juliusz (1886-1975), działacz ruchu ludowego, ekonomista, współpracownik J. Piłsudskiego, wiceprezes ZG PSL "Wyzwolenie" (1918, 1926-1927), minister rolnictwa (1918, 1934-1939), wicemarszałek sejmu (1922-1927)

Popiel Karol (1887-1977), polityk, działacz ruchu chrześcijańsko-demokratycznego, współzałożyciel i jeden z przywódców NPR oraz SP, więziony w twierdzy brzeskiej, w czasie II wojny światowej w rządzie RP na uchodźstwie

Potocki Andrzej (1861-1908), ziemianin galicyjski, konserwatywny polityk, działacz gospodarczy, poseł do galicyjskiego Sejmu Krajowego i do austriackiej Rady Państwa, marszałek krajowy (1901-1903), od 1903 austriacki namiestnik Galicji, zamordowany przez ukraińskiego nacjonalistę

Potocki Artur (1899-1941), syn Andrzeja, polityk, działacz społeczny, uczestnik wojny polsko-bolszewickiej

Potocki Jerzy (1889-1961), żołnierz i dyplomata, ambasador RP w Ankarze (1933-1936) i Waszyngtonie (1936-1940)

Potocki Stanisław Szczęsny (1752-1805), wojewoda ruski (1782-1788), członek Rady Nieustającej (1782-1786), generał artylerii koronnej (1788-1792), związany z Rosją, współtwórca i marszałek konfederacji targowickiej

Poznański Czesław (1885-1957), publicysta, dziennikarz, po 1939 na emigracji, korespondent PAT w Paryżu, współpracownik "Wiadomości", "Robotnika", "Polski Walczącej"

Pragier Adam (1886-1976), działacz socjalistyczny, ekonomista, członek Rady Naczelnej PPS (1921-1937), minister informacji i dokumentacji rządu RP na uchodźstwie (1944-1947)

Prystor Aleksander (1874-1941), polityk, pułkownik, członek OB PPS i PPS-Frakcji Rewolucyjnej, po 1926 m.in. minister, premier, marszałek senatu, aresztowany przez NKWD po wrześniu 1939, zmarł w ZSRR

Przewalski Nikołaj (1839-1888), rosyjski oficer, podróżnik i geograf, generał, jeden z najwybitniejszych badaczy Azji Środkowej

Puacz Edward (1905-1985), ekonomista, księgarz, wydawca, publicysta, działający na emigracji

Puszkin Aleksander (1799-1837), poeta rosyjski

Quisling Vidkun (1887-1945), polityk norweski, założyciel i przywódca faszystowskiej partii Jedność Narodowa, współpracował z niemieckim okupantem (1940 -1945), premier marionetkowego rządu norweskiego (1942-1945), po wojnie stracony za zdradę

Raczkiewicz Władysław (1885-1947), polityk, prezes Naczpolu (1917), minister spraw wewnętrznych (1921, 1925-1926, 1935-1936), marszałek senatu (1930-1935), prezydent RP na uchodźstwie (od 1939)

Raczkowski Piotr, szef Zagranicznej Agentury Ochrany w Paryżu (1885-1902)

Raczyński Edward (1891-1993), polityk i dyplomata, ambasador RP w Londynie (1934-1945), minister spraw zagranicznych (1941-1943), prezydent RP na uchodźstwie (1979-1986)

Radoński Karol (1883-1951), biskup włocławski (1929-1951), w czasie II wojny światowej na emigracji, członek Rady Narodowej RP na uchodźstwie

Radziwiłł Karol Stanisław (1734-1790), książę, zwany Panie Kochanku, wojewoda wileński (1762-1764 i od 1768), przeciwnik Familii i króla Stanisława Augusta, związany z ambasadorem rosyjskim Repninem, marszałek konfederacji radomskiej (1767), marszałek konfederacji barskiej (1768-1772) na Litwie

Rajchman Henryk (do 1917 Reichman, pseud. Floyar, 1893-1951), major, działacz polityczny, legionista, minister przemysłu i handlu (1934-1935)

Rataj Maciej (1884-1940), polityk, działacz ruchu ludowego, marszałek sejmu (1922-1928), prezes SL (1935-1938), zamordowany przez Niemców

Retinger Józef Hieronim (1888-1960), polityk, doradca polityczny Władysława Sikorskiego (1939 -1943), działacz na rzecz współpracy i integracji europejskiej

Ribbentrop Joachim von (1893-1946), niemiecki dyplomata, ambasador w Londynie (1936-1938), minister spraw zagranicznych III Rzeszy (1938-1945), skazany na śmierć w procesie norymberskim i powieszony

Richelieu Armand-Jean du Plesis de (1585-1642), kardynał i polityk francuski, pierwszy minister Francji (od 1624)

Robespierre Maximilien de (1758-1794), polityk francuski, adwokat, przywódca jakobinów, po obaleniu żyrondystów od 1793 faktycznie kierował rewolucją i państwem, w 1794 obalony przez spisek thermidorian, ścięty

Rochefort-Luçay Henri (1831-1913), dziennikarz i polityk francuski, zwalczał rząd II Cesarstwa, członek Rządu Obrony Narodowej (1870)

Röhm Ernst (1887-1934), oficer niemiecki, działacz NSDAP, dowódca SA (1930-1934), aresztowany przez hitlerowców w czasie "nocy długich noży" (1934), po dwóch dniach zamordowany

Roja, oficer polski więziony w ZSRR, w 1941 rozstrzelany (?)

Romer Adam (1892-1965), publicysta, polityk, dyrektor Biura Prezydium Rady Ministrów (1939-1944)

Rommel Erwin (1891-1944), feldmarszałek niemiecki, dowódca w Afryce Północnej (1941-1943), w północnych Włoszech i we Francji (1943-1944), podejrzany o kontakty ze spiskowcami na życie Hitlera, zmuszony do samobójstwa

Roosevelt Franklin Delano (1882-1945), amerykański polityk, prawnik, demokrata, prezydent z ramienia Partii Demokratycznej (1933-1945, wybrany czterokrotnie)

Rostworowski Karol Hubert (1877-1938), ojciec Emanuela, Jana i Marka, dramatopisarz

Rybiński Lucjan (1891-?), inżynier, działacz ruchu narodowego, członek Rady Narodowej RP na uchodźstwie

Rydz-Śmigły Edward (1886-1941), wojskowy i polityk, marszałek Polski (1936), generalny inspektor sił zbrojnych (1935-1939), naczelny wódz w wojnie obronnej 1939

Rzymowski Wincenty (1883-1950), działacz polityczny, współzałożyciel SD, kierownik resortu kultury i sztuki PKWN (1944), minister spraw zagranicznych (1945 -1947), przewodniczący CK SD (1944-1949)

Salazar António de Oliveira (1889-1970), portugalski polityk i ekonomista, premier i faktyczny dyktator Portugalii (1932-1968)

Sapieha Eustachy (1881-1963), polityk i dyplomata, poseł RP w Londynie (1919-1920), minister spraw zagranicznych (1920-1921)

Schlieffen Alfred von (1833-1913), pruski feldmarszałek i teoretyk wojskowości, szef Sztabu Generalnego (1891-1905), autor planu wojny na dwa fronty z Francją i Rosją

Schorr Mojżesz (1874-1941), semitysta i asyrolog, profesor Uniwersytetów Lwowskiego i Warszawskiego, członek PAU

Schuschnigg Kurt (1897-1977), polityk austriacki, kanclerz Austrii (1934-1938), przeciwnik Anschlussu

Schwarzbart Izaak Ignacy (1888-1961), adwokat, działacz ruchu syjonistycznego, poseł na sejm (1938-1939), członek Rady Narodowej RP na uchodźstwie

Seget, dziennikarz, przedstawiciel "Ameryka Echo"

Seyda Marian (1879-1967), działacz polityczny, publicysta, członek KNP w Paryżu, minister spraw zagranicznych (1923), członek władz SN (1928-1936), członek rządu RP na uchodźstwie (1939-1941, 1942-1944)

Shaw George Bernard (1856-1950), dramatopisarz irlandzki

Siczyński Mirosław (1887-1979), członek Ukraińskiej Partii Socjal-Demokratycznej, zabójca namiestnika Galicji Andrzeja Potockiego (1908)

Sienkiewicz Henryk (1846-1916), pisarz

Sikorski Władysław (1881-1943), wojskowy i polityk, szef departamentu wojskowego NKN (1914 -1917), premier (1922-1923), minister spraw wojskowych (1923-1925), premier i naczelny wódz (1939-1943)

Skarga Piotr (właśc. P. Powęski, 1536-1612), pisarz, jezuita, kaznodzieja nadworny Zygmunta III Wazy, czołowy przedstawiciel kontrreformacji w Polsce, rektor Akademii Wileńskiej (1578-1584)

Składkowski Felicjan Sławoj (1885-1962), lekarz, generał, polityk, minister spraw wewnętrznych (1926-1929, 1930-1931), premier RP (1936-1939)

Skrzyński Aleksander (1882-1931), polityk, premier II RP (1925-1926), minister spraw zagranicznych (1922-1923, 1924-1926)

Sławek Walery (1879-1939), działacz niepodległościowy i polityk, żołnierz Legionów, bliski współpracownik J. Piłsudskiego, premier RP (1930, 1930-1931, 1935), popełnił samobójstwo

Sławoj zob. Składkowski Felicjan Sławoj

Słonimski Antoni (1895-1976), poeta z grupy Skamandra, komediopisarz, felietonista "Wiadomości Literackich"

Słowacki Juliusz (1809-1849), poeta

Smogorzewski Kazimierz (1896-1992), dziennikarz, publicysta, korespondent prasy polskiej w Paryżu (1919-1925), w Berlinie (1933-1939), jego artykuły ukazywały się m.in. w redagowanym przez Cata wileńskim "Słowie", po 1939 na emigracji

Sojka Edward (1905-1979), polityk SN, wiceminister w rządzie Arciszewskiego, szef Wydziału Krajowego Rady Politycznej, uczestnik współpracy z wywiadem amerykańskim (tzw. afera Bergu)

Solski Wacław (właśc. W. Pański, 1897-1990), pisarz, od 1915 w Rosji, działacz partii bolszewickiej, w 1928 opuścił ZSRR, od 1945 w USA

Sommerstein Emil (1883-1957), żydowski działacz polityczny, adwokat, poseł na sejm RP (1922-1927, 1930-1939), więziony w ZSRR (1939-1944), członek ZPP i PKWN, założyciel Centralnego Komitetu Żydów Polskich (prezes 1944-1946), od 1946 w USA

Sopicki Stanisław (1903-1976), dziennikarz, działacz SP, minister odbudowy administracji publicznej w rządzie Arciszewskiego

Sosnkowski Kazimierz (1885-1969), polityk, generał, jeden z przywódców OB PPS, żołnierz Legionów (1914-1917), współpracownik J. Piłsudskiego, minister spraw wojskowych (1920-1924), uczestnik kampanii 1939, komendant główny ZWZ z siedzibą w Paryżu (1939-1940), następca prezydenta RP (1939-1941), naczelny wódz (1943-1944)

Stalin Józef (właśc. Iosif Dżugaszwili, 1879-1953), działacz rewolucyjny, sekretarz generalny RKP(b) (od 1922), dyktator ZSRR

Stańczyk Jan (1886-1953), działacz socjalistyczny, członek Rady Naczelnej PPS (1919-1939, 1945-1948), minister pracy i opieki społecznej w rządzie RP na uchodźstwie i TRJN (1939-1946)

Stpiczyński Wojciech (1896-1936), polityk, publicysta, w czasie I wojny światowej członek POW, redaktor naczelny "Głosu Prawdy" (1923-1929) i "Kuriera Porannego" (1932-1936), doradca Rydza-Śmigłego

Strasburger Henryk (1887-1951), polityk, prawnik, generalny komisarz RP w Gdańsku (1924-1932), w rządzie RP na uchodźstwie (1939-1944, m.in. minister skarbu)

Stresemann Gustav (1878-1929), niemiecki polityk i ekonomista, kanclerz (1923) i minister spraw zagranicznych (1923-1929) Republiki Weimarskiej, laureat Pokojowej Nagrody Nobla (1926)

Stroński Stanisław (1882-1955), polityk, filolog, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego i KUL, od 1905 członek Ligi Narodowej, członek KNP w Paryżu (1918-1919) i SN (od 1928), redaktor "Rzeczypospolitej", "Warszawianki", działacz Frontu Morges, minister informacji (1939-1943) i wicepremier (od 1940) w rządzie RP na uchodźstwie

Studnicki (Gizbert-Studnicki) Władysław (1867-1953), polityk, ekonomista, publicysta, jeden z ideowych mentorów Cata-Mackiewicza, współtwórca Aktu 5 listopada 1916, czołowy przedstawiciel orientacji niemieckiej w II RP, po 1945 na emigracji

Sukiennicki Wiktor (1901-1983), prawnik, sowietolog, teoretyk prawa, historyk

Szapiro Jerzy (1895-?), dziennikarz, działacz PPS, pierwszy redaktor naczelny "Dziennika Polskiego" (1940)

Szczerbiński Józef, działacz socjalistyczny, w okresie II wojny światowej członek Rady Narodowej RP na uchodźstwie

Szczyrek Jan (1882-1947), dziennikarz i działacz socjalistyczny, więziony przez NKWD (1940-1941), po uwolnieniu w 1941 wyjechał z ZSRR, członek Komitetu Zagranicznego PPS (1941-1945)

Szerer Mieczysław (1884-1981), prawnik, w okresie II wojny światowej członek Rady Narodowej RP na uchodźstwie, sędzia Sądu Najwyższego (1945-1962)

Szymanowski Józef (?-1942), górnik, działacz polonijny, członek Rady Narodowej RP na uchodźstwie

Talleyrand-Périgord Charles-Maurice de (1754-1838), francuski dyplomata i polityk, minister spraw zagranicznych w okresie dyrektoriatu, konsulatu i cesarstwa (1797-1807), reprezentant Francji na kongresie wiedeńskim (1815)

Tennenbaum Henryk (1881-1946), ekonomista, wykładowca Wyższej Szkoły Handlowej (od 1933 SGH), redaktor naczelny "Przeglądu Gospodarczego"

Thackeray William Makepeace (1811-1863), pisarz angielski

Thugutt Mieczysław (1902-1979), polityk, działacz ludowy

Tomaszewski Tadeusz (1881-1950), adwokat, działacz PPS, prezes NIK (1939-1949), premier rządu RP na uchodźstwie (1949-1950)

Trąmpczyński Wojciech (1860-1953), polityk, prawnik, czołowy działacz ND, jeden z przywódców ZLN, następnie SN, w 1938 zbliżył się do Frontu Morges, marszałek sejmu (1919-1922) i senatu (1922-1927)

Trocki Lew (właśc. L. Bronstein, 1879-1940), jeden z przywódców rewolucji bolszewickiej, przeciwnik Stalina, wydalony z ZSRR (1929), zamordowany w Meksyku przez agenta sowieckiego

Ullman Tadeusz, inżynier, pracownik emigracyjnego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych

Voigt Frederick Augustus (1892-1957), dziennikarz brytyjski pochodzenia niemieckiego

Wańkowicz Melchior (1892-1974), pisarz i publicysta, na emigracji (1939-1958), autor m.in. relacji o walkach II Korpusu Polskiego we Włoszech (Bitwa o Monte Cassino), powieści, wspomnień

Wasilewska Wanda (1905-1964), córka Leona, działaczka socjalistyczna i komunistyczna, pisarka, członek Rady Naczelnej PPS (1934-1937), członek WKP(b) (od 1941), przewodnicząca ZPP (1943-1946), wiceprzewodnicząca PKWN (1944)

Weizmann Chaim (1874-1952), polityk izraelski, długoletni przewodniczący Światowej Organizacji Syjonistycznej, pierwszy prezydent Izraela (od 1948)

Welles Sumner (1892-1961), dyplomata amerykański, podsekretarz stanu (1937-1943), osobisty wysłannik prezydenta Roosevelta do Europy (1940)

Werner Max (właśc. Aleksander Schifrin, 1901-1951), dziennikarz rosyjski, od 1923 na emigracji, zajmował się strategią, dyplomacją, geopolityką

Węgrzynek Maksymilian (1892-1944), wydawca, działacz społeczny, od 1914 w USA, wydawca "Nowego Świata" (od 1925), wiceprezes Fundacji Kościuszkowskiej, założyciel i pierwszy prezes Komitetu Narodowego Amerykanów Polskiego Pochodzenia (1942), współinicjator utworzenia Instytutu Józefa Piłsudskiego, wiceprezes Kongresu Polonii Amerykańskiej (1944)

Wilhelm II Hohenzollern (1859-1941), cesarz niemiecki i król Prus (od 1888), abdykował (1918), zmarł na emigracji w Holandii

Wilhelmina (1880-1962), królowa Holandii (1890-1948) z dynastii Oranje-Nassau, córka Wilhelma III, w 1940 emigrowała (wraz z rządem) do Londynu i proklamowała dalszą walkę z agresją niemiecką, w 1948 abdykowała na rzecz córki, Juliany

Wilk Franciszek (1914-1990), działacz ludowy i dziennikarz, więzień łagrów (1940-1942), sekretarz osobisty S. Kota, członek emigracyjnej Rady Narodowej RP, po wyjeździe Mikołajczyka jeden z liderów PSL na uchodźstwie

Wilson Thomas Woodrow (1856-1924), prezydent USA (1913-1921), inicjator założenia Ligi Narodów, laureat Pokojowej Nagrody Nobla (1919)

Winiarski Bohdan (1884-1969), prawnik, polityk ruchu narodowego, poseł na sejm (1928-1935), szef biura utworzonej przez rząd na uchodźstwie komisji zajmującej się przypadkami łamania praw człowieka przez rządy sanacji (1940), prezes Banku Polskiego (1941-1946), sędzia Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze (1946-1967)

Witos Wincenty (1875-1945), polityk, przywódca PSL "Piast" i SL, premier RP (1920-1921, 1923, 1926)

Witte Siergiej (1849-1915), polityk rosyjski, minister finansów (1892-1903), pierwszy premier Rosji (1905-1906), organizator budowy kolei transsyberyjskiej

Władysław II Jagiełło (1351 lub 1361-1434), wielki książę litewski (od 1377), król polski (od 1386)

Wojciechowski Stanisław (1869-1953), polityk, współtwórca PPS, prezydent RP (1922-1926)

Woronow Siergiej (1866-1951), francuski lekarz rosyjskiego pochodzenia, znany z poszukiwań recepty na długowieczność

Woroszyłow Klimient (1881-1969), marszałek sowiecki, szef resortu obrony (1925-1940), członek Biura Politycznego KC WKP(b) (1926-1960), członek Państwowego Komitetu Obrony i Kwatery Głównej (1941-1945), współorganizator stalinowskich czystek, przewodniczący Prezydium Rady Najwyższej ZSRR (1953-1960)

Wyld Henry Cecil (1870-1945), angielski leksykograf i filolog

Wyspiański Stanisław (1869-1907), malarz, dramatopisarz, poeta

Wyszynski Andriej (1883-1954), sowiecki prawnik i dyplomata, prokurator generalny ZSRR (1933-1939), oskarżyciel w procesach pokazowych, wiceprzewodniczący Rady Komisarzy Ludowych (1939-1944), minister spraw zagranicznych (1949-1953)

Wyszyński Kazimierz Marian (1890 -1935), działacz polityczny i społeczny, od 1909 członek "Zetu", żołnierz Legionów (1915-1917), adiutant J. Piłsudskiego (1919-1922), pracownik Ministerstwa Spraw Zagranicznych (od 1920)

Yolles Piotr Paweł (1892-1958), polski dziennikarz, działacz polonijny, wieloletni wydawca nowojorskiego "Nowego Świata"

Zaleska Zofia (1895-1974), polityk, członkini Rady Narodowej RP na uchodźstwie

Zaleski August (1883-1972), polityk i dyplomata, minister spraw zagranicznych (1926-1932, 1939-1941), prezydent RP na uchodźstwie (1947-1972)

Zaremba Władysław (1902-1972), działacz ruchu ludowego, członek Rady Narodowej RP na uchodźstwie

Zbyszewski Wacław Alfred (pseud. Krzysztof Nienaski, 1903-1985), brat Karola, dziennikarz, publicysta, przed 1939 współpracownik "Czasu" i wileńskiego "Słowa", po 1939 na emigracji

Zygelbojm Szmul (1895-1943), działacz Bundu, członek Rady Narodowej RP na uchodźstwie, popełnił samobójstwo, by zaprotestować przeciw obojętności polityków i społeczeństw zachodnich wobec Holokaustu

Żeligowski Lucjan (1865-1947), generał, przywódca tzw. "buntu Żeligowskiego" przyłączającego Wileńszczyznę do Polski (1920), minister spraw wojskowych (1925-1926), członek Rady Narodowej RP w Londynie