4
Vranov nad Topl'ou marzec 1942
- Co ty robisz, Livi? Zabierz te świece z parapetu, proszę.
Chaja wyciera ubrudzone mąką dłonie o fartuch. Dlaczego Livi ciągle przesiaduje przed oknem? Minęły dwa dni, odkąd gwardziści Hlinki oznajmili kobiecie, że musi oddać najmłodszą córkę. Została im ostatnia noc razem, pod jednym dachem. Chaja zamyka oczy i strofuje się w duchu. Dlaczego znowu zbeształa Livi? Dlaczego te ostatnie kilka dni spędziła w milczeniu, zatopiona we własnych myślach, skoro powinna była poświęcić cenne godziny na rozmowy z córką i okazywanie jej miłości?
- Nie, mamo, muszę je zapalić. Oświetlam Cibi drogę do domu.
- Ale wiesz, że nie wolno nam...
- Nie obchodzi mnie to! Co nam niby jeszcze zrobią, wywiozą mnie? Jutro i tak mnie to czeka! Jeśli to ma być moja ostatnia noc we własnym domu na długi czas, to chcę mieć świece w oknie.
W trakcie tej wymiany zdań Cibi, niezauważona przez matkę i siostrę, zbliża się do rodzinnego domu, a po chwili staje na progu.
- Kiciu, gdzie jesteś? - rozlega się jej głos.
Livi piszczy z radości i biegnie wprost w ramiona Cibi. Chaja nie może powstrzymać łez.
- Czyżbym słyszał delikatne stąpanie mojej najstarszej wnuczki? - mówi Icchak z charakterystycznym dla siebie ciepłem i humorem.
Chaja i Icchak łączą się z Cibi i Livi w mocnym uścisku.
- Mamo, czułam zapach twoich przysmaków na drugim końcu ulicy. Za długo żywiłam się tym, co sama ugotowałam, umieram z głodu.
- A jednak ciągle jakoś żyjesz - żartuje Icchak.
Livi opowiada siostrze o pobycie Magdy w szpitalu i uspokaja ją, na potwierdzenie przytaczając zapewnienia doktora Kisely'ego. Kiedy kończy, Chaja skinieniem głowy daje sygnał Icchakowi.
- Livi - mówi dziadek. - Chodź, pomożesz mi przynieść trochę opału z podwórka. Zapowiada się zimna noc, lepiej, żeby w kuchni było ciepło.
- Ojej, muszę? Cibi dopiero co wróciła do domu i chcę posłuchać o jej przygodach - jęczy Livi.
- Jeszcze zdążysz. A teraz chodź, pomóż staruszkowi.
Kiedy tylko wychodzą, Cibi spogląda uważnie na matkę.
- No dobrze, co się dzieje?
- Chodź ze mną - odpowiada Chaja i prowadzi ją do sypialni, po czym zamyka drzwi.
- Zaczynam się niepokoić, mamo. Powiedz, co się stało.
Matka bierze głęboki oddech.
- Twoja siostra jedzie do pracy u Niemców, ludzie z Gwardii Hlinki po nią przyszli. - Chaja zmusza się, by spojrzeć Cibi w oczy. - Jutro ma się stawić w synagodze. Nie wiem, gdzie ją zabiorą, ale mamy nadzieję, że nie na długo i że... że... - Kobieta urywa i siada ciężko na łóżku, a Cibi stoi w bezruchu, ze wzrokiem utkwionym w przestrzeń.
- Nie mogą tego zrobić! To jeszcze dziecko, co ona niby ma robić dla Niemców? - mówi dziewczyna, bardziej do siebie niż do Chai. - A wujek Ivan nie mógłby nam pomóc?
- Nikt nie może nam pomóc, Cibi - szlocha Chaja, chowając twarz w dłonie. - Ja... Nie mogłam ich powstrzymać. Nie mogłam...
Cibi siada obok matki i odsuwa ręce od jej twarzy.
- Mamo, obiecałam, że zaopiekuję się siostrami. Pamiętasz?
Wokół oświetlonego świecami stołu rodzina Mellerów je kolację - wszyscy zastanawiają się w duchu, kiedy znów będzie im dane zasiąść razem do posiłku. Modlą się za Magdę, za zmarłego ojca i zmarłą żonę Icchaka, babcię dziewczynek. Próbują cieszyć się sobą jak zawsze, ale to, co ich czeka, nie daje im spokoju.
Gdy talerze są już puste, Chaja ujmuje dłoń Livi. Cibi wyciąga jedną rękę do stojącego obok niej Icchaka, a drugą do matki. Najmłodsza Mellerówna zamyka palce na dłoni dziadka, nie spuszczając oczu z Cibi siedzącej po drugiej stronie stołu. Krąg rodzinny trzyma się mocno. Cibi wytrzymuje spojrzenie Livi. Chaja nie podnosi wzroku, pozwala łzom spływać swobodnie po twarzy. Dopiero gdy nie może już opanować szlochu, dziewczynki spoglądają na matkę. Icchak puszcza ręce wnuczek i przytula córkę.
- Posprzątam - mówi cicho Livi, podnosząc się z krzesła.
Ledwie jednak dotknie talerza, Cibi wyjmuje go z jej dłoni.
- Zostaw to, kiciu, ja się tym zajmę, a ty kładź się już do łóżka.
Chaja i Icchak nie oponują, więc Livi po cichu wychodzi z kuchni. Cibi odkłada talerz z powrotem na stół.
- Pojadę z nią - szepcze. - To jeszcze dziecko, nie zostawię jej samej.
- Co ty opowiadasz? - Icchak marszczy brwi.
- Jutro pójdę razem z Livi. Zaopiekuję się nią, a potem przywiozę wam ją z powrotem do domu. Dopóki żyję, nie spotka jej żadna krzywda.
- Na tej liście jest tylko ona, ciebie mogą nie wpuścić. - Głos Chai łamie się od płaczu.
- Nie dadzą rady mnie powstrzymać, mamo, przecież wiesz. Na Cibi nie ma mocnych. Opiekujcie się Magdą do naszego powrotu. - Cibi podnosi podbródek. Decyzja została podjęta. Płomień świecy rzuca czerwone refleksy na jej włosy i odbija się w jej ogromnych zielonych oczach.
- Nie możemy cię o to prosić - mówi cicho Icchak, zerkając w stronę sypialni.
- Nie ma potrzeby, sama tak postanowiłam. Po prostu trzeba teraz spakować dwie torby.
Chaja wstaje z krzesła i obejmuje pierworodną córkę.
- Dziękuję, dziękuję - szepcze w jej gęste włosy.
- Coś mnie ominęło? - Livi staje na progu, po czym wchodzi do środka. Atmosfera w pokoju jest gęsta od napięcia. Icchak kładzie jej dłonie na ramionach i delikatnie sadza na powrót na krześle.
- Wiesz co, kiciu? Jutro pójdę z tobą! Co ty na to? - Cibi puszcza oko do siostry. - Chyba nie sądziłaś, że puszczę cię samą i przegapię taką okazję, prawda?
- Jak to? Przecież ciebie nie ma na tej liście. - Livi spogląda na siostrę równie zdezorientowanym wzrokiem co przed chwilą Icchak. Cała brawura nagle ją opuszcza. Czuje, jak słowa więzną jej w gardle, pociąga nosem i walczy ze łzami.
- Zostaw to mnie, dobrze? Ty pamiętaj tylko o jednym: od tej chwili jesteśmy w tym razem, ty i ja. Kto inny cię przypilnuje, kiedy będziesz niegrzeczna?
Livi patrzy na matkę i dziadka.
- To wy jej kazaliście?
- Nie, nie, kiciu, nikt mnie o to nie prosił, sama zdecydowałam. Pamiętasz obietnicę, jaką złożyłyśmy ojcu? Że zawsze będziemy trzymać się razem? Magda jest chora i nic na to się nie poradzi, ale my dotrzymamy słowa, a potem, zanim się obejrzymy, wrócimy razem do domu.
- Mamo?
Chaja ujmuje twarz Livi w dłonie.
- Twoja siostra jedzie z tobą, Livi. Rozumiesz? Nie będziesz sama.
- Gdyby tylko Menachem żył, wiedziałby, co robić, jak uchronić córki - mówi Icchak, a w jego głosie pobrzmiewa rozpacz.
Chaja, Cibi i Livi patrzą na starego człowieka, który zaczyna płakać. Widzą, że gnębi go poczucie winy, bo nie może ich obronić. Wszystkie trzy obejmują go mocno.
- Dziadku, jesteś jedynym ojcem, jakiego pamiętam, chroniłeś mnie przez całe życie i wiem, że będziesz czuwał nad Cibi i nade mną, nawet gdy będziesz daleko. Nie płacz, proszę, musisz tu zostać, żeby opiekować się mamą i Magdą - przekonuje Livi.
- Zrobiłeś wszystko, co w twojej mocy, ojcze, Menachem niczego więcej nie zdołałby dokonać - dodaje Chaja. - Odkąd jego zabrakło, to ty nas chronisz i zapewniasz nam bezpieczeństwo.
Po raz pierwszy w życiu Cibi nie ma nic do powiedzenia. Ociera łzy z policzków Icchaka, gestem wyrażając to, czego nie potrafi wypowiedzieć słowami.
Livi wodzi wzrokiem od jednego członka rodziny do kolejnego, po czym spogląda na stół.
- Chyba czas posprzątać?
Icchak natychmiast zaczyna układać naczynia.
- Ja to zrobię. Wy, dziewczynki, kładźcie się już, odpocznijcie trochę.
Cibi idzie do sypialni, ale się nie rozbiera.
- Wszystko w porządku? - Chaja pyta ze swojego łóżka. Livi leży wtulona w matkę.
- Znajdzie się tam miejsce dla mnie? Mogę dzisiaj spać z wami?
Chaja odsuwa kołdrę. Cibi się przebiera, a potem we trzy kładą się na ostatnią wspólną noc. Cibi patrzy na puste łóżko Magdy. Może sobie tylko wyobrazić, jak bardzo będzie zła, kiedy odkryje, że ją zostawiły. Myśli o obietnicy złożonej ojcu, że będą trzymać się razem, ale jaki mają wybór?
Kiedy córki już śpią, Chaja wstaje, kuląc nieco ramiona, bo w izbie panuje chłód. Ciężkie zasłony nie były dziś zaciągnięte i światło księżyca pada na twarze jej córek.
Na łóżkach leżą stosy ubrań: sukienek, swetrów, grubych rajstop i bielizny. Chaja podnosi jedną sztukę odzieży po drugiej, ogląda je, przypomina sobie, kiedy zostały uszyte albo kupione, a następnie wkłada do jednej z dwóch małych walizek. Uznała, że najlepsze ubrania powinny zostać w domu, będą tu czekały na powrót dziewczynek. Niemniej starannie dobiera to, co pakuje, wie, jakie rzeczy najchętniej zakładają jej córki. Cibi lubi spódnice i bluzki w jednym kolorze - Magda wiecznie się przez to dąsa, bo marzy o kwiecistych sukienkach i kolorowych chustkach, tymczasem musi nosić ubrania po siostrze. Livi też woli sukienki, ale z praktycznego powodu: zakłada się je szybciej niż bluzki i spódnice - co za strata czasu. Livi pakuje trzy sukienki, a do tego chustki do włosów.
Icchak wchodzi do pokoju, w rękach trzyma puszki sardynek, a pod pachą niesie ciasto, to samo, które Chaja upiekła na kolację szabatową, w której nie wezmą udziału ani Cibi, ani Livi. Odsuwa na bok ubrania i kładzie jedzenie na łóżku.
- Dziadku, może zabierzesz Livi na dwór? Jestem pewna, że chętnie pójdzie z tobą na spacer. A my z mamą dokończymy pakowanie - mówi Cibi.
- Może wam pomogę? - pyta Livi.
- Nie trzeba, kiciu. Idź z dziadkiem.
Livi zauważa przygnębienie matki i nie protestuje.
- Dla mnie nie pakujcie tego ciasta, wiecie, że za nim nie przepadam. Zjecie je z dziadkiem - mówi Livi.
Cibi jest zdruzgotana, że opuszcza hachszarę, nie mówiąc nikomu, dokąd się wybiera. Będą oczekiwać jej z powrotem w obozie w niedzielę. Myśli o Josim, o jego uśmiechniętych oczach... Jak długo jej nie będzie? Palestyna musi na razie poczekać, ale pewnego dnia wyjedzie, razem z siostrami, a nawet z matką i dziadkiem.
- Mamo, za dużo tego wszystkiego! I potrzebujemy cieplejszych ubrań, płaszczy, jakichś swetrów, na wypadek gdyby w nocy było zimno. Schowaj te sukienki.
Chaja uśmiecha się, mimo ściśniętego bólem serca.
- Jesteś taka mądra, moja Cibi. Wiem, że znajdziesz sposób, by ochronić siostrę. - Kobieta wzdycha, po czym przypomina sobie coś, co chciała powiedzieć córce. - Proszę, tam, na miejscu, rób, co ci każą. Tutaj całe życie pyskujesz i zawsze uchodziło ci to na sucho, ale teraz nadszedł czas, żebyś nauczyła się trzymać język za zębami.
- Nie wiem, o czym mówisz - odpowiada Cibi, a w jej głosie pobrzmiewa tłumione rozbawienie.
- Dobrze wiesz, o co cię proszę. Pomyśl, zanim się odezwiesz, to jedyne, co chcę ci powiedzieć.
- A zadowoli cię obietnica, że postaram się zrobić wszystko, co w mojej mocy?
- Tak. A teraz skończmy pakować te walizki. Musimy wcisnąć trochę jedzenia.
- Przecież nas tam nakarmią! - woła Cibi. - Będziemy też potrzebować czegoś do czytania, zaraz coś wybiorę. - Idzie do salonu, żeby przejrzeć książki na półkach.
- Przynieś trochę suszonej lipy; zrobicie sobie napar na zimno, jeśli nie będzie gorącej wody - woła Chaja. - Jeśli któraś z was źle się poczuje, to was postawi na nogi.
Teraz, gdy została sama w sypialni, Chaja bierze do ręki poszczególne części garderoby, chowa twarz w każdej z nich i wdycha znajomy zapach córek. Powtarza sobie, że musi być silna: jej dziewczynki są dzielne i zrobią wszystko, czego zażądają od nich Niemcy, a potem wrócą do domu. Magda zrozumie, dlaczego musiała zostać. Wojna się skończy, a życie wróci do normy. Może nawet znowu będą świętować Chanukę.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki