Trzy rozprawy z teorii seksualnej - Zygmunt Freud

Kup ebooka

45.00 zł
35.79 zł (37,35 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przedmowa do wydania trzeciego

Obser­wu­jąc od lat dzie­się­ciu spo­sób odno­sze­nia się do tej książki, rad będę wyda­nie powyż­sze zaopa­trzyć w pewne uwagi, które mają zapo­biec nie­po­ro­zu­mie­niom oraz zbyt wygó­ro­wa­nym wyma­ga­niom. Muszę więc przede wszyst­kim zazna­czyć, że wywody moje mają za punkt wyj­ścia bez wyjątku tylko codzienne doświad­cze­nia lekar­skie, które przez rezul­taty bada­nia psy­cho­ana­li­tycz­nego zostały pogłę­bione i uzy­skały naukową donio­słość. Te trzy "roz­prawy z teo­rii sek­su­al­nej" nie zawie­rają nic ponadto, co zmu­sza nas lub też co pozwala przy­jąć psy­cho­ana­liza. Dla­tego jest wyklu­czone, by praca ta dała się roz­sze­rzyć do roz­mia­rów cał­ko­wi­tej "teo­rii sek­su­al­nej" oraz jest jasne, że pomija ona w ogóle nie­jedno ważne zagad­nie­nie z życia płcio­wego. Nie należy jed­nak sądzić, jakoby pomi­nięte roz­działy tego wiel­kiego zagad­nie­nia były auto­rowi nie­znane lub zanie­dbane przez niego jako nie­ważne.

Zależ­ność tych roz­praw od doświad­czeń psy­cho­ana­li­tycz­nych była pobudką ich napi­sa­nia, jak to oka­zuje się nie tylko z wyboru lecz rów­nież i w upo­rząd­ko­wa­niu mate­riału. Wszę­dzie trzy­mam się pew­nego stop­nio­wa­nia, wysu­wam czyn­niki prze­żyć przy­god­nych (czyn­niki akcy­den­talne), ustro­jo­wość (dys­po­zy­cjo­nalne), zosta­wiam w tyle i uwzględ­niam czyn­nik osob­ni­czego roz­woju (onto­ge­ne­tyczny) przed czyn­nikami roz­woju gatun­ko­wego (filo­ge­ne­tycz­nymi). Prze­ży­cia przy­godne odgry­wają bowiem główną rolę w psy­cho­ana­li­zie, która zała­twia się z nimi pra­wie doszczęt­nie, czyn­niki ustro­jowe wyła­niają się dopiero spoza tych prze­żyć przy­god­nych, jako coś, co przez nie zostało wywo­łane, a czego ocena wykra­cza poza dzie­dzinę psy­cho­ana­lizy.

Podobny sto­su­nek panuje w rela­cji mię­dzy onto- a filo­ge­nezą. Onto­ge­neza może być uwa­żana za powtó­rze­nie filo­ge­nezy, o ile tylko ta ostat­nia nie zostaje zmie­niona przez prze­ży­cia śwież­sze.

Filo­ge­ne­tyczny pod­kład daje się zauwa­żyć poza onto­ge­ne­tycz­nym prze­bie­giem. W zasa­dzie jed­nak ustro­jo­wość jest niczym innym jak tylko osa­dem uprzed­nich prze­żyć gatunku, do któ­rego dołą­czają się nowe prze­ży­cia osob­nika jako suma przy­god­nych czyn­ni­ków.

Oprócz abso­lut­nej zależ­no­ści od badań psy­cho­ana­li­tycz­nych cechuje moją pracę umyślna nie­za­leż­ność od badań bio­lo­gicz­nych. Sta­ran­nie prze­strze­ga­łem tego, by w docie­ka­nia nad funk­cją płciową czło­wieka, oparte na tech­nice psy­cho­ana­li­tycz­nej, nie wpro­wa­dzać wnio­sków wysnu­tych z ogól­nej bio­lo­gii sek­su­al­nej lub też z bio­lo­gii poszcze­gól­nych gatun­ków zwie­rzę­cych. Celem moim było spraw­dze­nie, co można uzy­skać dla bio­lo­gii ludz­kiego życia płcio­wego przez bada­nia psy­cho­lo­giczne; nie omiesz­ka­łem wska­zy­wać na zgod­ność i łącz­no­ści, które się przy tych moich bada­niach wyło­niły, ale też nie spro­wa­dzało mnie to z drogi, jeśli metoda psy­cho­ana­li­tyczna dopro­wa­dziła w pew­nych waż­nych miej­scach do zapa­try­wań i rezul­ta­tów, które się znacz­nie róż­nią od wysnu­tych jedy­nie z bio­lo­gicz­nego punktu widze­nia.

W trze­cim wyda­niu poczy­ni­łem liczne dodatki, zre­zy­gno­wa­łem jed­nak z zaopa­try­wa­nia ich w spe­cjalne znaki, jak to miało miej­sce w wyda­niu poprzed­nim. Praca naukowa w naszej dzie­dzi­nie zwol­niła obec­nie swoje postępy, pewne uzu­peł­nie­nia w tej roz­prawce były jed­nak nie­odzowne, skoro ma ona dosto­so­wać się do now­szej lite­ra­tury psy­cho­ana­li­tycz­nej.

Wie­deń, w paź­dzier­niku 1914

Przedmowa do wydania czwartego

Po uspo­ko­je­niu się burzy wojen­nej z zado­wo­le­niem stwier­dzić wypada, że zain­te­re­so­wa­nie się bada­niami psy­cho­ana­li­tycz­nymi nie doznało uszczerbku w wiel­kim świe­cie. Prze­cież jed­nak nie wszyst­kie działy tej nauki spo­tyka los jed­nakowy. Czy­sto psy­cho­lo­giczne odkry­cia tudzież poglądy psy­cho­ana­lizy na nie­świa­dome, na stłu­mie­nie, kon­flikt, który wie­dzie do zacho­ro­wa­nia, zyski pły­nące z cho­roby, na mecha­nizm two­rze­nia się obja­wów cho­ro­bo­wych cie­szą się wzra­sta­ją­cym uzna­niem i nawet u zasad­ni­czych prze­ciw­ni­ków znaj­dują uwzględ­nie­nie. Ta część tej nauki, która gra­ni­czy z bio­lo­gią, a któ­rej zasady zawarte są w niniej­szej roz­prawce, zawsze jesz­cze wywo­łuje opór i dopro­wa­dziła nawet nie­któ­rych, któ­rzy się dość długo inten­syw­nie psy­cho­ana­lizą zaj­mo­wali, do odsu­nię­cia się od niej i do gło­sze­nia nowych poglą­dów, które mia­łyby na powrót uszczu­plić zna­cze­nie czyn­nika płcio­wego tak dla nor­mal­nego, jak i cho­ro­bli­wego życia psy­chicz­nego.

Mimo to nie mogę zde­cy­do­wać się na twier­dze­nie, że ta część psy­cho­ana­li­tycz­nej nauki wię­cej niż każda inna odbie­gała od rze­czy­wi­stego stanu rze­czy, któ­rego pozna­nie jest naszym celem. Tak przez przy­po­mi­na­nie poczy­nio­nych tu doświad­czeń, jak i przez wciąż wzna­wiane roz­pa­try­wa­nia docho­dzę do prze­ko­na­nia, że ten dział jest owo­cem nie mniej sta­ran­nego i bez wszel­kich uprzed­nich zało­żeń poczy­nio­nego bada­nia; wyja­śnie­nie zaś roz­dź­więku w powszech­nym uzna­niu nie czyni nam chyba wiel­kich trud­no­ści. Przede wszyst­kim ci tylko bada­cze mogą potwier­dzić opi­sane tutaj początki ludz­kiego życia płcio­wego, któ­rzy mają dość cier­pli­wo­ści i bie­gło­ści tech­nicz­nej, by ana­lizę pacjen­tów dopro­wa­dzić do pierw­szych lat dzie­cięc­twa. Nie­rzadko oka­zuje się to nie­moż­liwe, mia­no­wi­cie skoro lekarz jest znie­wo­lony, by zała­twić się pozor­nie szyb­ciej z przy­pad­kiem cho­ro­bo­wym. Inni zaś upra­wia­jący psychoana­lizę, a nie leka­rze, nie mają w ogóle przy­stępu do tej dzie­dziny i nie mają moż­no­ści wyro­bie­nia sobie sądu o rze­czy, nie­za­bar­wio­nego wpły­wem ich wła­snej nie­chęci i uprze­dzeń. Gdyby ludzie umieli wycią­gnąć wła­ściwą naukę z bez­po­śred­niej obser­wa­cji dzieci, wtedy można by było zanie­chać napi­sa­nia tych trzech roz­praw.

Trzeba sobie następ­nie przy­po­mnieć, że nie­jedno w tre­ści tych roz­praw, jako że tak pod­kre­śli­łem zna­cze­nie życia płcio­wego dla wszyst­kich ludz­kich czyn­no­ści oraz że tak roz­sze­rzy­łem poję­cie sek­su­ali­zmu, było zawsze bodaj naj­sil­niej­szym moty­wem oporu prze­ciw psy­cho­ana­li­zie. Rze­czowe argu­menty zastą­piono sil­nie brzmią­cymi fra­ze­sami i posu­nięto się tak daleko, że gada się o "pan­sek­su­ali­zmie" psy­cho­ana­lizy i czyni jej się ten bez­sen­sowny zarzut, że wszystko wyja­śnia płcio­wo­ścią. Musiał­bym się temu dzi­wić, gdy­bym zdo­łał nie pamię­tać o tym jak silne jest dzia­ła­nie czyn­ni­ków uczu­cio­wych, które tak bar­dzo bała­mucą i powo­dują nie­pa­mięć. Tym się chyba tłu­ma­czy, że mimo że filo­zof Artur Scho­pen­hauer już dawno przed­sta­wił, w jak wyso­kim stop­niu czyny i zamy­sły ludz­kie okre­ślone są przez sek­su­alizm - w zwy­kłym tego słowa zna­cze­niu - i mimo że ma on prze­cież tak ogromną liczbę czy­tel­ni­ków, to jed­nak zdo­łano tak grun­tow­nie zapo­mnieć o tym jego poglą­dzie! Co się zaś tyczy owego "roz­sze­rza­nia" poję­cia sek­su­ali­zmu, które oparte jest na ana­li­zie dzieci i tzw. zacho­wań per­wer­syj­nych, to nie­chaj ci, któ­rzy spo­glą­dają na psy­cho­ana­lizę z pogardą ze swego wyż­szego sta­no­wi­ska, pozwolą sobie przy­po­mnieć, jak bar­dzo styka się ten roz­sze­rzony sek­su­alizm psy­cho­ana­lizy z Ero­sem boskiego Pla­tona (S. Nachman­sohn: Freuds Libi­do­the­orie ver­gli­chen mit der Ero­slehre Pla­tos. Intern. "Zeit­schrift für Psy­cho­ana­lyse", III. 1915.).

Wie­deń, w maju 1920 r.

a) Inwersja

Wspo­mniane osoby zacho­wują się pod roz­ma­itymi wzglę­dami zupeł­nie róż­nie:

a) Są zupeł­nie inwer­to­wane, to zna­czy ich przed­mio­tem płcio­wym może być wyłącz­nie osoba tej samej płci, pod­czas gdy prze­ciwna płeć ni­gdy nie będzie dla nich przed­mio­tem pożą­da­nia sek­su­al­nego, jest im zupeł­nie obo­jętna lub nawet wywo­łuje pew­nego rodzaju odrazę płciową. Jako męż­czyźni są oni w kon­se­kwen­cji nie­zdolni do wyko­ny­wa­nia aktu płcio­wego lub też nie odczu­wają pod­czas jego odby­wa­nia naj­mniej­szej roz­ko­szy.

b) Są inwer­to­wani obu­stron­nie (tzw. psy­cho­sek­su­alni her­ma­fro­dyci), to zna­czy ich przed­miot sek­su­alny może nale­żeć rów­nie dobrze do jed­nej, jak i do dru­giej płci; inwer­sji brak tu zatem cech wyłącz­no­ści.

c) Są przy­god­nie (okka­sio­nell) inwer­to­wani, to zna­czy z powodu pew­nych zewnętrz­nych oko­licz­no­ści, zwłasz­cza jeśli nor­malny przed­miot płciowy jest im nie­do­stępny lub jeśli ule­gną naśla­dow­nic­twu, mogą oni za przed­miot sek­su­alny obrać osobę tej samej płci i w akcie płcio­wym z nią speł­nia­nym zna­leźć wła­sne zado­wo­le­nie.

Ponadto inwer­to­wani zapa­trują się cał­kiem róż­nie na swój popęd płciowy i jego odręb­no­ści. Jedni z nich odczu­wają swą inwer­sję, podob­nie jak nor­malny swą żądzę, jako coś cał­kiem natu­ral­nego i doma­gają się ostro rów­no­upraw­nie­nia. Inni znowu bun­tują się prze­ciw swo­jej inwer­sji i odczu­wają ją jako cho­ro­bliwy przy­mus4.

Inne odmiany doty­czą znowu oko­licz­no­ści czasu. Zna­czy to, że albo wła­ści­wo­ści inwer­sji datują się u osob­nika od chwili, do któ­rej się­gają jego wspo­mnie­nia, albo też, że zauwa­żył on je dopiero w pew­nym okre­ślo­nym cza­sie przed lub po doj­rze­wa­niu płcio­wym5. Rów­nież i zna­miona inwer­sji bywają albo przez całe życie zacho­wane, albo cza­sowo zani­kają lub też two­rzą prze­szkodę na dro­dze do nor­mal­nego roz­woju; ba, mogą się nawet uwi­docz­nić dopiero w póź­niej­szym życiu po upły­wie dłu­giego okresu nor­mal­nych czyn­no­ści płcio­wych. Nie­mniej zauwa­żano też okre­sowo poja­wia­jące się waha­nie mię­dzy wybo­rem przed­miotu nor­mal­nego a inwer­syj­nego. Szcze­gól­nie zaj­mu­jące są przy­padki, w któ­rych przy­kre doświad­cze­nie z nor­mal­nym przed­mio­tem miło­ści wpły­nęło na żądzę w kie­runku inwer­sji.

Wszyst­kie te rodzaje odmian są zwy­kle od sie­bie nie­za­leżne. O krań­co­wych for­mach można na ogół powie­dzieć, że zasad­ni­czo inwer­sja ist­nieje już od bar­dzo wcze­snego wieku i nie wpra­wia ona danej osoby w żaden kon­flikt.

Wielu auto­rów waha się poj­mo­wać podane tu przy­padki jako jed­ność i raczej skłonni są oni pod­kre­ślać róż­nice niż wspólne cechy tych grup, co zresztą opiera się na ich poj­mo­wa­niu inwer­sji. Acz­kol­wiek wyod­ręb­nia­nie jest zasad­ni­czo słuszne, to jed­nak nie należy prze­oczać, że obfi­cie dadzą się tutaj odna­leźć pośred­nie ogniwa, tak że usze­re­go­wa­nie narzuci się samo przez się.

Pierw­sza ocena inwer­sji polega na poj­mo­wa­niu jej jako wro­dzo­nego znaku ner­wo­wej dege­ne­ra­cji i zga­dza się z fak­tem, że odkryli ją pier­wot­nie leka­rze bada­cze u ner­wowo cho­rych lub u osób, które takie wra­że­nie wywie­rają. Zawarte w tej oce­nie twier­dze­nia, jakoby inwer­sja była obja­wem wro­dzo­nym, tudzież obja­wem zwy­rod­nie­nia, musimy omó­wić oddziel­nie.

Zwy­rod­nie­nie i tutaj pod­lega zarzu­tom, które na ogół odno­szą się do zbyt pochop­nego zasto­so­wa­nia tego słowa. Utarło się, że każdy objaw cho­roby, któ­rego nie można pojąć jako następ­stwo urazu albo zaka­że­nia, kła­dziemy na karb zwy­rod­nie­nia. Wszak podział zwy­rod­nia­łych prze­pro­wa­dzony przez Valen­tina Magnana umoż­li­wia nawet przy naj­lep­szej spraw­no­ści funk­cji ner­wo­wych posłu­gi­wa­nie się poję­ciem zwy­rod­nie­nia. Wśród tych oko­licz­no­ści narzuca się pyta­nie, czy okre­śle­nie jakie­goś zja­wi­ska "zwy­rod­nie­niem" przy­nosi jesz­cze jakie­kol­wiek korzy­ści i czy ma jaką­kol­wiek treść. Byłoby sto­sow­niej nie mówić o zwy­rod­nie­niu:

a) tam, gdzie nie zacho­dzą wiel­kie uchy­le­nia od normy;

b) tam, gdzie spraw­ność życiowa nie ponio­sła poważ­nych uszko­dzeń6.

Że zaś w tak uję­tym sen­sie inwer­to­wani nie są zwy­rod­nia­łymi, wynika z wielu oko­licz­no­ści, a mia­no­wi­cie:

a) Spo­ty­kamy inwer­sje u osób, które nie oka­zują innych poważ­nych odchy­leń od normy;

b) Spo­ty­kamy ją u osób, któ­rych spraw­ność nie ucier­piała, a nawet, które posia­dają wysoki sto­pień roz­woju umy­sło­wego i etycz­nej kul­tury7.

c) Skoro nie ogra­ni­czymy się tylko do lekar­skich obser­wa­cji pacjen­tów i posta­ramy się objąć szer­sze pole widze­nia, napo­tkamy w dwóch kie­run­kach fakty, które zabra­niają poj­mo­wać inwer­sję jako objaw zwy­rod­nie­nia.

d) Należy poło­żyć nacisk na to, że inwer­sja była czę­stym zja­wi­skiem, ba, nawet insty­tu­cją o poważ­nych funk­cjach u daw­nych ludów sto­ją­cych na wyży­nie ich kul­tury;

e) Znaj­duje się ją rów­nież nie­zmier­nie roz­po­wszech­nioną u wielu dzi­kich i pier­wot­nych ludów, pod­czas gdy poję­cie dege­ne­ra­cji zwy­kło się sto­so­wać przy wyso­kiej kul­tu­rze (J. Bloch). Ba, nawet u cywi­li­zo­wa­nych ludów Europy kli­mat i rasa wywie­rają potężny wpływ na roz­sze­rza­nie się i poj­mo­wa­nie inwer­sji8.

Jest rze­czą łatwo zro­zu­miałą, że inwer­sję poj­mo­wano jako objaw wro­dzony tylko u pierw­szej naj­skraj­niej­szej grupy inwer­to­wa­nych, i to na pod­sta­wie ich zapew­nień, że w żad­nym okre­sie ich życia nie ujaw­nił się u nich inny kie­ru­nek popędu płcio­wego. Ale już sam fakt, że ist­nieją jesz­cze dwie inne grupy, a w szcze­gól­no­ści trze­cia, nie­ła­two da się pogo­dzić z poję­ciem wro­dzo­nego cha­rak­teru inwer­sji. Stąd skłon­ność u obroń­ców tego zapa­try­wa­nia, by grupę cał­ko­wi­cie inwer­to­wa­nych oddzie­lić zasad­ni­czo od innych, tak by nie było wspól­nego poję­cia dla wszyst­kich odmian inwer­sji. Według tego inwer­sja byłaby w sze­regu wypad­ków czymś wro­dzonym; w innych zaś wypad­kach mogłaby powstać w inny spo­sób.

Prze­ci­wień­stwo powyż­szego poglądu sta­nowi inny, że inwer­sja jest nabytą wła­ści­wo­ścią popędu płcio­wego. Opiera on się na tym, że:

1. U wielu (nawet zupeł­nie) inwer­to­wa­nych można wyka­zać, iż we wcze­snym okre­sie życia ule­gli oni epi­zo­dowi sek­su­al­nemu na tyle poważ­nemu, że ich skłon­ność homo­sek­su­alna pozo­stała jako trwałe następ­stwo tego prze­ży­cia.

2. U wielu innych dadzą się wyka­zać sprzy­ja­jące lub tamu­jące wpływy zewnętrzne, które we wcze­śniej­szym lub póź­niej­szym cza­sie spo­wo­do­wały utrwa­le­nie się inwer­sji (wyłączne obco­wa­nie z tą samą płcią, wspól­ność życia pod­czas wojny, prze­trzy­my­wa­nie w wię­zie­niu, nie­bez­pie­czeń­stwa zwią­zane z hete­ro­sek­su­al­nymi sto­sun­kami, celi­bat, nie­moc płciowa, oraz wiele innych).

3. Inwer­sję da się usu­nąć za pomocą suge­stii w hip­no­zie, co musia­łoby zdu­mie­wać, gdyby była ona czymś wro­dzo­nym.

Sto­jąc na tym sta­no­wi­sku, można w ogóle prze­czyć, jakoby ist­niała inwer­sja jako objaw wro­dzony. Nato­miast można zazna­czyć (Have­lock Ellis), że dokład­niej­sze bada­nia przy­pad­ków inwer­sji, które ucho­dzą za wro­dzone, wyka­za­łyby praw­do­po­dob­nie rów­nież jakieś prze­ży­cie z wcze­snego dzie­ciń­stwa, które wyty­czyło kie­ru­nek żądzy, tylko że to prze­ży­cie nie zacho­wało się w świa­do­mej pamięci osob­nika, lecz dopiero przez odpo­wiedni wpływ mogłoby zostać przy­po­mniane. Inwer­sję poj­muje się według tych auto­rów tylko jako czę­stą odmianę popędu płcio­wego, która może być spo­wo­do­wana przez cały sze­reg zewnętrz­nych życio­wych czyn­ni­ków.

Pozorną pew­ność w ten spo­sób naby­tego prze­świad­cze­nia pod­waża jed­nak obser­wa­cja wielu osób, które ule­gają takim samym wpły­wom płcio­wym (rów­nież we wcze­snej mło­do­ści, jako to: uwie­dze­nie, wza­jemny samo­gwałt), a jed­nak nie ule­gają one przez to inwer­sji ani przej­ściowo, ani też trwale. Wobec tego narzuca nam się przy­pusz­cze­nie, że alter­na­tywa: wro­dzony-nabyty jest albo nie­zu­pełna, albo też nie wyczer­puje wszyst­kich moż­li­wo­ści, które zacho­dzą przy inwer­sji.

Ani przez przy­ję­cie okre­śle­nia, ze inwer­sja jest wro­dzona, ani przez dru­gie, że jest ona nabyta, nie wyja­śnia się istoty inwer­sji. W pierw­szym wypadku należy sobie uświa­do­mić, co w niej jest wro­dzone, jeśli się nie chce poprze­stać na tym suro­wym obja­śnia­niu, że dana osoba przy­nosi ze sobą wro­dzone spo­je­nie swego popędu płcio­wego z pew­nym okre­ślo­nym przed­mio­tem płcio­wym. W dru­gim wypadku pytamy się, czy roz­ma­ite przy­godne wpływy wystar­czają, by wytłu­ma­czyć naby­cie cze­goś, co nie musia­łoby już tkwić w osob­niku, a czemu nie można zaprze­czyć w myśl ostat­nich naszych wywo­dów.

Do wyja­śnie­nia moż­li­wo­ści inwer­sji płcio­wej sto­so­wany bywa od cza­sów Franka Lyd­stona, Kier­nana i Che­va­liera pogląd bar­dzo sprzeczny z roz­po­wszech­nio­nym zapa­try­wa­niem, które, jak wia­domo, dzie­liło ludzi na męż­czyzn i na kobiety. Nauka bowiem zna wypadki, w któ­rych cechy płciowe są zatarte, a więc któ­rych roz­róż­nie­nie ana­to­miczne jest bar­dzo utrud­nione. Narządy płciowe takich osób łączą w sobie zna­miona męskie i żeń­skie (her­ma­fro­dy­tyzm). W rzad­kich wypad­kach stwier­dzono ist­nie­nie narzą­dów obojga płci w cał­ko­wi­tym roz­woju (praw­dziwy her­ma­fro­dy­tyzm), naj­czę­ściej znaj­dują się one obo­pól­nie w sta­nie szcząt­ko­wym9.

Naj­waż­niej­sze w tych anor­mal­no­ściach jest jed­nak to, że wbrew wszel­kiemu ocze­ki­wa­niu uła­twiają nam one zro­zu­mie­nie nor­mal­nego roz­woju. Pewien bowiem sto­pień ana­to­micz­nego her­ma­fro­dy­ty­zmu sta­nowi normę; wszak każdy nor­mal­nie roz­wi­nięty osob­nik, tak męski jak i żeń­ski, posiada ślady narzą­dów płci odmien­nej, które, jako szcząt­kowe narządy, pozba­wione są funk­cji albo też zostały prze­two­rzone do obję­cia funk­cji odmien­nych.

Z tych od dawna zna­nych fak­tów ana­to­micz­nych wyła­nia się zapa­try­wa­nie, że z zało­że­nia swego czło­wiek jest zasad­ni­czo dwu­pł­ciowy, z czego dopiero roz­wi­nęła się jed­no­pł­cio­wość ze szczu­płymi śla­dami zani­kłej płci odmien­nej.

Stąd nie­trudno jest prze­nieść to zapa­try­wa­nie w dzie­dzinę psy­chiczną i uwa­żać inwer­sję z jej odmia­nami za wyraz psy­chicz­nego her­ma­fro­dy­ty­zmu. By kwe­stię w ten spo­sób roz­strzy­gnąć, musie­li­by­śmy tylko przy inwer­sji regu­lar­nie odnaj­dy­wać oznaki psy­chicz­nego lub cie­le­snego her­ma­fro­dy­ty­zmu.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1. Kwe­stie zawarte w pierw­szej roz­pra­wie opie­rają się na zna­nych dzie­łach Richarda von Krafft-Ebinga, Molla, Paula Juliusa Möbiusa, Henry'ego Have­locka Ellisa, Alberta von Schrenck-Not­zinga, Löwenfelda, Her­manna Eulen­burga, J. Blo­cha i na pra­cach wyda­wa­nego przez tegoż ostat­niego "Jahr­buch für sexu­elle Zwi­schen­stu­fen". W tek­ście przy­ta­czam nie­jed­no­krot­nie wyjątki z odno­śnej lite­ra­tury, przy czym pra­gnę zazna­czyć, że wstrzy­muję się tam od szcze­gó­ło­wych odsy­ła­czy. Odno­śnie do badań psy­cho­ana­li­tycz­nych poglądy na inwer­sję opie­rają się na wyja­śnie­niach J. Sad­gera i na wła­snym doświad­cze­niu. [wróć]

2. Słowo w nie­miec­kim Lust - "roz­kosz" jest nie­stety wie­lo­znaczne, bo odnosi się zarówno do odczu­wa­nia potrzeby, jak i do jej zaspo­ko­je­nia. [wróć]

3. W kwe­stii tych trud­no­ści oraz usi­ło­wań uzy­ska­nia liczby inwer­to­wa­nych pole­cam pracę M. Hir­sch­felda w "Jahr­buch für sexu­elle Zwi­schen­stu­fen" 1904. (przyp. aut.). [wróć]

4. Tego rodzaju odczu­wa­nie jest warun­kiem sprzy­ja­ją­cym do pomyśl­nego lecze­nia suge­stią lub psy­cho­ana­lizą. [wróć]

5. To, co podają inwer­to­wani odno­śnie czasu wystą­pie­nia ich skłon­no­ści inwer­syj­nej jest nie­pewne, ponie­waż wyparli oni ze swej pamięci dowody hete­ro­sek­su­al­nego odczu­wa­nia. Psy­cho­ana­liza potwier­dza to przy­pusz­cze­nie w dostęp­nych jej przy­pad­kach inwer­sji, a wypeł­nia­jąc luki pamię­ciowe z cza­sów dzie­ciń­stwa, zaprze­cza temu, co podają inwer­to­wani. [wróć]

6. Z jak wielką wstrze­mięź­li­wo­ścią należy usta­lać okre­śle­nie dege­ne­ra­cji i jak szczu­płe łączy się z nią zasto­so­wa­nie prak­tyczne, można wywnio­sko­wać z wywo­dów Möbiusa ("Über Entar­tung. Grenz­fra­gen des Nerven- und Seelen­le­bens". Nr. III. 1900) "skoro ogar­niemy sze­roki zakres zwy­rod­nie­nia, na który rzu­cono tutaj kilka świa­te­łek, bez wąt­pie­nia ujrzymy, jak ubogą treść przed­sta­wia w ogól­no­ści dia­gnoza o zwy­rod­nie­niu". [wróć]

7. Rzecz­ni­kom słowa "ura­nizm" istot­nie przy­znać należy, że kilku sław­nych mężów, o któ­rych w ogóle w tym kie­runku jakie­kol­wiek wia­do­mo­ści posia­damy, było inwer­to­wa­nymi, a może nawet zupeł­nie inwer­to­wa­nymi. [wróć]

8. W poglą­dach na inwer­sję pato­lo­giczne punkty zapa­try­wa­nia zostały zastą­pione przez antro­po­lo­giczne. Ta zmiana jest zasługą J. Blo­cha (Beiträge zur Ätiologie der Psy­cho­pa­thia sexu­alis. Zwei Teile, 1902/3), który wyraź­nie pod­kre­ślił fakt inwer­sji u daw­nych kul­tu­ral­nych naro­dów. [wróć]

9. Porów­naj ostat­nie szcze­gó­łowe okre­śle­nia cie­le­snego her­ma­fro­dy­ty­zmu: Taruffi Her­ma­ph­ro­di­ti­smus und Zeugungsunfähigkeit. Deut­sche Aus­gabe v. R. Teu­scher, 1903, oraz pracę Neu­ge­bau­era w kilku tomach "Jahr­buch für sexu­elle Zwi­schen­stu­fen". [wróć]