Trzecia Wojna Światowa - Ret Solo

Kup ebooka

21.27 zł
17.65 zł (18,08 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1: Rozpoczęcie

Był ciepły słoneczny poranek. Andrzej właśnie otwierał zimne piwo prosto z lodówki. Włączył telewizor i, skacząc z kanału na kanał, zatrzymał się na pewnym programie ''EGZORCYZMY.PL"". Wpatrywał się w twarz egzorcysty i powiedział:

- Jezu, co się wyprawia na tym świecie, że istnieją kanały o Egzorcyzmach. Jeszcze na Netfelixie. O tej godzinie leciało zawsze ""Dlaczego Ty, a nie Ja"". Jebane Netfelixowe gnoje, skasować jedyny serial, który oglądałem.- Po chwili Andrzej zauważył coś dziwnego w twarzy Egzorcysty.- Aaa... On ma wąsa jak Hitler! Zara, a kto tam z tyłu stoi? Nie, to nie może być prawda, to Diablo 3 Cytryny.

Nagle w telewizorze Andrzeja pojawił się Diablo.

- A kogo tu mamy, czy to Andrzej Browiec? - powiedział Diablo.- A kto by inny od razu po przebudzeniu, pierwsze co zrobił, to otwierał zimne piwo z lodóweczki? Więc nie na darmo nazywasz się Browiec.

- Hej wiesz która jest godzina? Piętnasta, więc skąd możesz wiedzieć, że dopiero wstałem? - zapytał Andrzej z wielkim wkurwem w oczach.

- A o której niby wstałeś? Jak chcesz wiedzieć, to wstałem dokładnie pięć godzin temu, aaa nie, sory, pięć minut temu. Więc się nie pomyliłem, hee... Ja i H-junior prowadzimy własny program telewizyjny. A, i dla twojej wiadomości, zdjęli ""Dlaczego Ty, a nie Ja"". A wiesz czemu?

- No powiedz, czemu.

- Bo jedyni ludzie, którzy go oglądali, to takie pijaki jak ty.

Biedny Andrzej wiedział że jest zwykłym pijakiem i ze smutkiem powiedział:

- Kurwa, Diablo ma rację, jestem zwykłym pijakiem.

Nagle Andrzej przypomniał sobie, że, do jasnej cholery, nie zatwierdził tego programu, a mógł nie zatwierdzić, bo do chuja pana był prezydentem miasta stołecznego Gostingen.

Nagle do drzwi Andrzeja zapukał Romuś i Essuś- Dwaj nierozłączni wrogowie.

- Siema Andrzej, nie miałeś dziś iść na zebranie wokół Pieronki? - rzekł Esuś.

- Miałeś iść ochrzcić Zdechlaki. -dodał Romuś.-Wszystkie Karyny, a szczególnie Okaryna, nie przepuszczą okazji na darmowe Zdechlaki dla pierwszych stu klientów Pieronki.

- Ja pierdole, całkiem zapomniałem o tym chrzcie. Kurde, ej wyglądam na trzeźwego?

- Tak, żadna Karyna nie zauważy.- dodawał otuchy Romuś.

- Ale co obchodzą mnie jakieś, kurwa, Karyny. Tam będzie pan Lenny Face, w odwiedzinach w naszym pięknym mieście Gostingen, a ja schlany.

- Nie załamuj się, wypiłeś dopiero jedno piwo, jednym się nie upijesz. Znaczy, nie wiem jak to działa, nigdy nie piłem piwa, tylko czystą wódkę i paliłem skręta.- rzekli obaj młodzieńcy.

Andrzej wykurwił z domu. Miał w dupie to, że pił alkohol i wsiadł za kierownicę swojego luksusowego malucha. Odpalając silnik, powiedział:

- To najbardziej męski samochód na świecie.- Miał w zwyczaju mówić to za każdym razem, obracając kluczyk w stacyjce swojego auta.- No to jedziem tam.

Jedzie jedzie jedzie... Jechał tak szybko jak mógł, ale wiecie, jak to jest z maluchami. A samochód Andrzeja miał popsuty silnik, więc najszybciej to mógł jechać 30 na godzinę.

- Cholera spóźnię się i Karyny mnie rozszarpią.

Nagle Andrzej zauważył małego chłopca. Widać było, że łapał stopa. Andrzej, chociaż się spieszył, miał w zwyczaju podwozić wszystkich łapiących stopa, nawet kiedy chcieli jechać w innym kierunku niż on. Podjechał koło chłopca i powiedział:

- Hej, łapiesz stopa? Jeżeli tak, to szybko wsiadaj, bo trochę się spieszę.- Chłopak wsiadł i odpowiedział:

- To dobrze się składa, bo też się spieszę. Jadę do Pieronki. Na chrzciny Zdechlaków.

- No to zajebiście, bo ja też tam jadę, tyle że ja będę chrzcić te zdechlaki.

-Aaaaaa...Pan jest prezydentem miasta stołecznego Gostingen.

- A ty nie tutejszy?

- Nie, przyjechałem z kolegą, ale mi nie starczyło kasy na bilet, więc łapałem stopa.

- No to skoro nie jesteś stąd, to skąd przyjechałeś?

- Ja mieszkam w Białymstoku. Ale chodziłem do szkoły w Wielkiej Brytanii, stad ten Brytyjski akcent.

- Ooo... No to fajnie. A tak w ogóle, jestem Andrzej Browiec.

- Ja jestem Bakróla. Niestety, nie mam nazwiska. Wychował mnie jakiś pan, który mnie znalazł na skrzynce pełnej ziemniaków i nazwał mnie Bakróla.

- A jak nazywa się ten, co cię przygarnął?

- Nazywa się Marek. Jest miły.

- I tak po prostu bez jakichkolwiek pieniędzy, puścił cię do Gostingen?. Miasta, które nigdy nie śpi?

Po kilkunastu minutach drogi, Andrzej i Bakróla dojechali do Pieronki. Prezydent zauważył pana Lenny Face'a, armię Karyn i kilka innych klientów Piery. Andrzej chciał powiedzieć coś do Bakróli, ale chłopiec był już daleko.

"Bakróla najwidoczniej poszedł do swojego kolegi, o którym mi opowiadał. Przyszedł czas na chrzest Zdechlaków." Andrzej wszedł na schody, podszedł do mikrofonu i zaczął przemawiać:

- Moi drodzy rodacy, zebraliśmy się tu dziś, by ochrzcić Pieronkowe Zdechlaki. Więc niech miasto stołeczne Gostingen powita nasz najdroższy, ukochany przez rodziców i dzieci oczywiście, wyczekiwany od tylu lat Gang Zdechlaków.

Prezydent ochrzcił Zdechlaki i oddał je w ręce Pieronki. I wtedy się zaczęło.

Rozdział 4: Co do cholery

Brak internetu spowodował u ludzi silną depresję. Ludzie zachowywali się jak by byli zombi. W telewizji ciągle mówili o ofiarach samobójstw, sprawiły to że Andrzej sam chciał się zabić. Planował to przeczekać ale nie było mu łatwo przez telewizor i że tyle ludzi odebrało sobie życie przez internet. A dokładnie jego brak. Andrzej o dziwo wstał jako pierwszy. Nie mógł spać, zmartwiony przez to co się dzieje z jego kraję przygnębiło go tak że nie chciało mu się nawet iść do sklepu po piwo. Jedyne co zrobił to usiadł w fotelu i włączył telewizor. Jednak nie włączył wiadomości, jak zwykle, tylko włączył kabaret, by choć na chwilę zapomnieć o dramatycznych wydarzeniach w kraju. Andrzej rozmyślać jak naprawić Polskę przecież był prezydentem miasta stołecznego Gostingrn musiał coś zrobić. Ale nie miał pojęcia co

.- Już wstałeś, myślałam że dziś nie wyjdziesz z łóżka.- Ret popijała kawę ze swojego ulubionego kubka.

- Czemu myślałaś że dziś nie wstanę? -powiedział Andrzej zmęczony życiem.

- No bo kiedy są problemy zawsze przesypiasz cały dzień. Andrzej nie miał ochoty rozmawiać i poszedł do kuchni zrobić sobie śniadanie.

- Jesteś prezydentem, możesz temu za pobiec, kasz włączyć internet. A tak w ogóle, to czemu wyłączyli ten internet? Powinieneś mieć kontrolę nad takimi sprawami jak brak internetu w całym kraju. Przecież musieli mieć ważny powód. Bo nic nie może się dziać bez powodu. -Ret miała specjalną zdolność, potrafiła swoją gadką rozwiązać wielki problem. Co zawsze intrygowało Andrzeja, ponieważ on potrafił tylko ludzi karać. Ale nie potrafił tego co Ret. Nagle oświeciło Andrzeja. Mógł pójść do tych od internetu by kazać im włączyć internet ale do tego potrzebował Ret. Andrzej wyjaśnił jej swój plan i oboje poszli do tych od internetu.

- Kurde zamknięte. -powiedział Ret szarpiąc drzwi.

- Co? To nie możliwe. No kurwa zamknięte, masz rację.- Andrzej nie mógł tego pojąć.

- Tu zawsze było otwarte to siedziba internetowa, jest czynna całą dobę.

Andrzej i Ret nie wiedzieli że w środku siedzi ktoś kto był odpowiedzialny za brak internetu. Andrzej był zły że siedziba internetowa była zamknięta, powinni przecież tam być i naprawiać usterkę. Andrzej stracił nadzieje na leprze jutro. I słusznie bo jutro będzie jeszcze gorsze. Andrzej przypomniał sobie jednak co mówiła Ret ""Nadzieja to najsilniejsza broń". Ret zawsze to powtarzała w ciężkich chwilach i chyba tylko dzięki niej Andrzej jest nadal prezydentem miasta stołecznego Gostingen. Andrzej zawsze się poddawał zbyt szybko (zdaniem Ret) i nigdy nie umiał rozwiązać większego problemu. Ret i Andrzej jechali do domu, zobaczyli jak coś biegnie po ulicach miasta. Były to wielkie, kolorowe, wkurzone kucyki. Te kucyki jechały na rowerach i wszystkie koczowały przy domu Andrzeja.

- Ty jesteś tym co dowodzi miastem? -spytał kucyk na największym rowerze.

- Tak jestem prezydent miasta stołecznego Gostyń, Andrzej Browiec. A kto pyta można wiedzieć?

- Jestem wodzem kucyków nazywam się, Bladus a to mój lód. Przyjechałyśmy zakazać wam produkowania i używania kleju.

- A czemu nam tego zakazujecie?

- Bo klej jest robiony z naszych braci i sióstr więc nie pozwalamy byście mordowali i przerabiali na klej naszej rodziny. Jeżeli nas nie posłuchacie zabijemy was wszystkich naszymi niewidzialnymi pistoletami. Bladus groził Andrzejowi, jednak on nie wziął tego na poważnie i całkowicie to zignorował mówiąc :

- Hej, jeżeli macie problem to do producenta kleju a nie do mnie. I mam w dupie wasze groźby.

- Zobaczysz jeszcze będziecie nas błagać o litość. -Kucyki odjechały na swoich rowerkach, Andrzej zaczął się śmiać.

- Ha ha ha ha..,!!!! I co to miało być "" Zastrzelimy was niewidzialnymi pistoletami"". - Andrzej przedrzeźniał kucyki.

- No wreszcie jesteście! -powiedział Marek.

- I co, włączą internet? - dodał Qayba.

- Korporacja "FAKING" była zamknięta.- odparł Andrzej. -Przed domem zatrzymały nas kucyki na rowerach, groziły nam. Że mamy nie sprzedawać kleju w Gostingen.

- Co? - zapytał Bakróla był wystraszony. -Przyjechały kucyki na rowerach? Widziałem kiedyś w telewizji reportaż o nich. Pojawiają się w miastach, zakazują produkcji i sprzedaży kleju a kiedy się ich nie posłucha to niszczą niszczą wszystko na swoje drodze.

Bakróla był wyraźnie przestraszony przybyciem kucyków do miasta. Skoro Bakróla mówił że te kucyki zagrażają miastu to by trzeba coś z nimi zrobić.

- Musimy się dowiedzieć kto stoi za tą masakrą na świecie. -powiedział Andrzej. -Czy ktoś ma jakieś pomysły kto mógł się do tego przyczynić.

- To na pewno sprawka Chin! -wykrzyczał Marek, wstając z miejsca.

- To pewnie Diablo i Junior, oni zrobią wszystko by uprzykrzyć ci życie. -powiedziała Ret.

- Może to sprawka kucyków, one bardzo broją. -dodał Bakróla słodkim głosikiem niewinnego chłopca.

- Nie! To wina całego świata. Wszyscy tu zawinili. -powiedział Qayba patrząc przez okno.

Andrzej zastanawiał się nad tym co powiedział Qayba, bo on jak zwykle miał rację. Nagle do domu Andrzeja wparowali Romuś i Essuś, w rękach mieli siatki z piwem i chlebem. Byli bardzo zasapani wyglądali jak by ich coś goniło.

- Zaczął gonić nas właściciel sklepu do którego zawsze idziemy. Wybiegł na nas z siekierą i wołać do nas że mamy wypierdalać.- tłumaczyli się Romuś i Essuś.

- Czemu was gonił? -pytał Andrzej.- Bo od trzech miesięcy mamy u niego niespłacony rachunek, o kwocie w wysokości 598 złotych i 50 groszy więc nas gonić byśmy się tam już nie pokazywali.

- Co?! Jak to zalegacie z opłatami? Zawsze daje wam na zakupy, skoro nie wydawaliście tych pieniędzy na zakupy to na co?

- Nie. My wydawaliśmy to na zakupy ale, raz przypadkiem zniszczyliśmy towary, dlatego nas wywalił.

- To ja wam spłacicie ten dług.

- Dobrze, ale teraz nie wyjdziemy on tam na nas czeka.

- Jak to na was czeka?

- No normalnie pod drzwiami.

Andrzej wyjrzał przez okno, no i faktycznie stał tam wkurwiony właściciel sklepu. Andrzej wyszedł by pogadać z właścicielem.

- Dzień dobry, panie Stefanie. Czy mogę w czymś pomóc?

- Tak! Daj mi tych wandali chce ich zabić! -powiedział wściekły właściciel sklepu.

- Bardzo proszę. Oto kwota za zniszczony towar.

- Nie chce tego od pana tylko od tych gamoni.

- Jak pan nie przyjmie tych pieniędzy to zamknę pana sklep na zawsze.- Stefan po krótkim namyśle zgodził się.

- No dobrze. Ale mają zakaz przychodzenia do mojego sklepu. Romuś i Essuś byli smutni ponieważ to był jedyny sklep w okolicy. Oprócz oczywiście Pieronki. Ale dla Romuśa i Essuśa w Pieronce jest za drogo. To zwykłe kłamstwo że" NISKIE CENY". A właśnie drogo w chuj. Andrzej uważała że to niesprawiedliwe ze strony właściciela, Romuś i Essuś byli stałymi bywalcami, zapłacili za spowodowane szkody, i przeprosili. Andrzej pomyślał o wybudowaniu nowego sklepu, by pan Stefan zbankrutował za przykrość spowodowaną zakazem do sklepu. Przecież sklep to miejsce publiczne, każdy może tam wejść. Andrzej wiedział że na głowie ma jeszcze kilka innych spraw ale radość społeczności jest najważniejsza. Andrzej przypomniał sobie że kiedyś zwyzywał pewnego faceta który chciał postawić tu sklep. Gdzieś miał jeszcze jego numer, więc zadzwonił.

- Halo! Czy dodzwoniłem się do pana Darka? Chce z nim porozmawiać na bardzo ważny temat.

- Tak, to ja. A o co chodzi? odpowiedział.

- Proszę by pan niezwłocznie tu przyjechał. Tu czyli pod mój dom. Po kilkunastu minutach podjechał czarny samochód z którego wysiadł pan Dariusz. Andrzej zaprosił go do domu i podał mu kawę. Oboje usiedli i rozmawiali.

- Po dłuższym namyśle zdecydowałem że może pan postawić tu sklep. Pozwolę ci na to o ile zawsze będziesz wpuszczał tych dwóch. Andrzej wskazał za Romuś i Essuśa.

- Dobrze. Ale wcześniej kiedy chciałem zbudować tu sklep to wyzwał mnie pan od... - przerwał mu Andrzej.

- Niech pan nie powtarza tego co o panu powiedziałem. Nie przy dzieciach. Wiem co powiedziałem i bardzo za to przepraszam. Andrzej próbował się wytłumaczyć. Wszyscy główkowali jednak co takiego powiedział Andrzej do Dariusza że nie pozwolił tego powtórzyć, albo jak cytuję "Nie przy dzieciach". Andrzej pozwolił na budowę tego sklepu tylko po to by pan Stefan całkiem zbankrutował, cieszył się że będzie nowy sklep, a nawet nie wiecie jak z tego powodu cieszył się Romuś i Essuś. Marek, Qayba i Bakróla poszli spać, a Andrzej, Romuś i Essuś jak zwykle balowali do rana. I tak upływała noc by jutro mógł nastać kolejny dzień wojny.

Rozdział 5: Z anime za pan brat

Andrzej obudził się skacowany, kiedy otworzył swoje nieprzytomne oczy, ujrzał Romuś i Essuś jeszcze spali, on zaś wstał i poszedł robić sobie poranną kawę. Pił (aromatyczną) kawę, przeszedł koło kalendarza i zobaczył że, dzisiejsza data jest zaznaczona czerwonym pisakiem. A jeżeli coś jest zaznaczone na czerwono to musi być ważne. Podszedł bliżej by zobaczyć co takiego dzisiaj jest. Andrzej zrobił wielkie oczy kiedy zobaczył że dziś jest...

- Animefull 2018!!!!! Tego roczny festiwal miał się odbyć w mieście stołecznym Gostingen. -Andrzej całkiem o tym zapomniał, nie zajął się niczym, wyobrażał sobie jak wściekli będą sponsorzy a zwłaszcza fani. Wiedział że będzie z nim źle, ciągle zastanawiał się co ma zrobić.

- Sponsorzy pomyślą że wydałem te pieniądze na własne zachcianki.

- Atak nie jest? spytał Qayba ale Andrzej go nie zauważył.

- No wydałem te pieniądze ale na ważne rzeczy. Chwila kto to powiedział? - Andrzej był zdezorientowany.

- Ja. Nie zauważyłeś że stoję tu od kilkunastu minut? -Andrzej nie miał ochoty odpowiedzieć Qaybie, więc po prostu się od wrócił i dalej myślał w samotności.

- No cóż. Nie mam wyjścia, muszę się przyznać. Czyli, wziąć na klatę to co zrobiłem i powiedzieć że nie zorganizowałem festiwalu na czas.

- A nie da się tego festiwalu przełożyć? zapytał Bakróla popijając kakałko i najwidoczniej podsłuchując Andrzeja.

- NIE! Nie mogę tego przełożyć bo miałem trzy miesiące na zorganizowanie tego festiwalu.

- Pomogę panu jakoś ich udobruchać. Bo przecież nie mogą odmówić takiemu słodziutkiemu i uroczemu dziecku jak ja. -Bakróla pocieszał Andrzeja.

"Chłopiec ma rację dzięki niemu na pewno mam szanse jeszcze pożyć". -pomyślał Andrzej, cieszył się że Bakróla chciał mu pomóc. Andrzej, Bakróla, Qayba, Marek i Ret poszli do miejsca gdzie miał się odbyć festiwal anime. Tam zastali wkurwionych sponsorów i żądnych krwi fanów.

- Gdzie jest festiwal na który dałem pieniądze?! -krzyczał jeden sponsor (producent Gej bera).

- No gdzie on jest, bo jesteśmy gotowi do przedstawienia. Wystawimy jako przedstawienie Najsruto. -mówiła grupka fanów.

- Bardzo mi przykro ale nie zdążyłem uszykować wszystkiego w terminie. Więc festiwalu nie będzie. -wyjaśniał zdenerwowany Andrzej.

- Co czyli przyjechałem z Bezzia i zmarnowałem paliwo na darmo?!

- Proszę państwa pan Andrzej był bardzo zabiegany i nie muógł dotrzymać terminu. Proszę go nie winić za to, ma już dość problemów. -wyjaśniał Bakróla tak słodkim głosikiem że aż podniecił kilka dziewczynek.

- A co tak bardzo wam zależy na tym festiwalu, to festiwal jak każdy inny. -powiedział Qayba marszcząc brwi.

- To najlepszy festiwal na świecie jest za darmo i można tu nabyć super gadżety z ulubionych anime. -powiedział jeden z fanów.

- To całkiem bez sensu, równie dobrze możesz kupić gadżety przez internet. A tak w ogóle anime jest do dupy.

- Coś ty powiedział ty pieprznięty dzieciaku?

- Jak ty kurwa mnie nazwałeś?

- A co głuchy jesteś.

- Właśnie nie więc na twoim miejscu bym spierdalał tam skąd przyszedłem.

- Dosyć nie będziesz obrażał anime! Wyzywam cie na pojedynek.

- Chcesz się bić? Ha ha ha. Chyba nie wiesz z kim zadzierasz. Jestem Qayba!

- Nie chce się z tobą bić. Wyzywam cię na grę karcianą dla dzieci.

- Co? Na grę karcianą dla dzieci?

- Tak właśnie. Przyjmujesz wyzwanie?

- Nie mam zamiaru z tobą grać, przecież nie jesteś nawet w połowie tak dobry jak ja.

- Co? - Andrzej nie wiedział o co chodzi.- Bakróla, czy Qayba potrafi grać w tą dziwną grę?

- No oczywiście że potrafi, Qayba jest w tym najlepszy.

- Na prawdę?

- Tak. Qayba gra już od małego, był mistrzem nie tylko w Białymstoku ale i na całym świecie. Brał udział w wielu turniejach i wszystkie wygrywał.

- Skoro jest taki dobry do dlaczego już nie gra.

- Nie ma już na to tak dużo czasu jak kiedyś. Grał zanim się poznaliśmy.

- Czekaj, czekaj... Przecież ty jesteś Qayba światowy gracz- chłopak który wyzwał Qaybę na pojedynek wystraszył się że przegra.

- Tak. Jestem Qayba. A ty co, opadły ci chęci? Czy po prostu się boisz?

- Nie. Nie jestem godny gry z króle, byłem twoim fanem ale zniknąłeś.

- Ale teraz powróciłem. Posłuchajcie mnie, ci którzy śledzili potyczki najlepszych graczy w karty pewnie mnie znają. Dawno nie grałem ale czas nie robi żadnej różnicy, nadal jestem nie pokonany i nie muszę tego nikomu udowadniać. Chce powiedzieć tylko jedno, wasz król gier powrócił! -Qayba, podniósł ręce do góry. Po czym rozbrzmiał głośny aplauz i fani krzyczeli:

- "KRÓL KRÓL. TO KRÓL GIER".

Andrzej zrobił wielkie oczy kiedy zobaczył że wszyscy skandują na widok Qayby. Bakróla podbiegł do niego i mocno go przytulił. Marek był wyraźnie dumny z Qayby.

- No Qayba, mimo upływu lat twoi fani nadal cię pamiętają.

- Jaki ładny obrazek. -powiedziała Ret.

- Tak ładny, to chyba możemy już wracać do domu?

- Ani kroku dalej panie Andrzeju. -wkurwiony sponsor zatrzymał Andrzeja. -Chyba pan o czymś zapomniał.

- Ale o czym?

- Przecież musisz jeszcze zorganizować festiwal.

- Co? Te świry dostały co chciały. Po co robić jeszcze jakiś festiwal?

- Co pan w ogóle zrobił z pieniędzmi które panu przekazaliśmy?

- Chwila muszę pomyśleć? A no tak! Za te pieniądze buduje nowy sklep spożywczy.

- Że co pan zrobił?

- Ale na sklep poszła tylko część, reszta jest w moim domu w sejfie.

- Dajemy panu dwa dni na zorganizowanie festiwalu, jeżeli pan się nie wywiąże osobiście dopilnuje żeby usunęli się z posady prezydenta. No to do widzenia spotkamy się za dwa dni.

- Ojojoj. Ale się porobiło. Mam dwa dni na zorganizowanie festiwalu albo stracę posadę. A jeżeli jeszcze wymażą to miasto z map, co wtedy z nami będzie?

- Wiesz że to miasto nadal tu będzie, tak?

- Ale ludzie nie będą wiedzieć o istnieniu tego miejsca. Ktoś będzie chciał tu przyjechać na wakacje ale nie znajdzie nas na mapie. I nowy sklep będzie nie potrzebny.

- Nadal będziemy na mapie Google w internecie. A już praktycznie nikt nie korzysta z map papierowych.- Andrzej mimo tego że Ret go pocieszała był załamany przez całą drogę. A kiedy Andrzej jest załamany to nie może prowadzić samochodu więc prowadził Marek.

- Głowa do góry. To tylko festiwal dla dzieci i dorosłych zachowujących się jak dzieci, wystarczy postawić scenę kilka budek z jedzeniem i to tyle. Takim dziwakom nic więcej nie potrzeba.- pocieszał się Andrzej.

- A kto niby będzie obsługiwał te butki? O tym nie pomyślałeś.- zapytała Ret.

- Nad tym się pomyśli później.- przez całą drogę Andrzej próbował coś wymyślić.

"Teraz uwaga zadam wam pytanie w jaki sposób Andrzej, Ret, Marek, Qayba i Bakróla zmieścili się w dwu osobowym samochodzie? To będzie zagadka do was, a teraz wracamy do fabuły."

Andrzej siedział na fotelu i dalej myślał co zrobić w sprawie festiwalu, dosiadł się do niego Bakróla.

- Niech pan się nie martwi na pewno razem coś wymyślimy.

- Ale co ja mam jeszcze wymyślić dzięki tobie jeszcze mnie nie zabili. Mam dwa dni na zaplanowanie i uszykowanie tego festiwalu a ja nic nie mam gotowe.

- Ja mogę się czymś zająć. Jestem gotowy do pomocy.

- Mój przyjaciel Leszek załatwi Food Tracka i to razem z wyposażeniem, pracownikiem. -Ret zaoferowała swoją pomoc.

- Ja załatwię scenę, światła i inne takie pierdoł.

- Ja pomogę załatwić ci resztę. -dodał Qayba.

- My ogarniemy alkohol! -wykrzyczeli radośnie się Romuś i Essuś.

- Ale wy wiecie że na takiej imprezie nie ma alkoholu.

- Co to za impreza bez alkoholu?

Andrzej cieszył się że wszyscy są tak chętni do pomocy. Każdy robił to co obiecał. Andrzej i Qayba planowali gdzie co będzie ustawione, załatwili bilety i inne takie rzeczy. Ret zadzwoniła do Leszka który miał zająć się Foot Traka. Bakróla zajął się butki z gadżetami, nie wiadomo jak to zrobił ale ważne że zrobił. Marek przywiózł scenę, nagłośnienie, światła, załatwił nawet DJ. A tak dokładnie, kogoś kto będzie puszczał muzyczkę z różnych anime. Z tym akurat się nie musiał wysilać, to on będzie puszczać muzykę z laptopa. Wszystko było załatwione, jedyne co było trzeba jeszcze zrobić to, to wszystko ustawić na rynku. Ale tym zajmom się jutro. Wszystko miał oczywiście uświetnić król gier który był na miejscu. Andrzej odzyskał optymizm, byli jednak zmęczeni cały dniem więc poszli spać. I tak upływała noc by jutro mógł nastać kolejny dzień wojny.

Rozdział 6: Musieli znowu wszystko zjebać

Andrzej wstał dziś w dobrym humorze. Dzień był po prostu piękny ptaszki ćwierkają, słoneczko świeci wszystko zapowiadało się na dobry i spokojny dzień. Kiedy nasi bohaterowie zjedli śniadanie pojechali na rynek by ustawić wszystko na festiwal.

- Możemy brać się do roboty. -powiedział Andrzej z entuzjazmem.

- Chyba o czymś zapomnieliśmy. -stwierdziła Ret.

- Ale o czym?

- O tym że nie ma kto tego wszystkiego zbudować. Do ustawienia sceny potrzebni są fachowcy.

- Może my ustawić scenę sami. Co to za problem. -wtrącił się Marek.

Po chwili na miejscu byli już sprzedawcy z butkach. Foot Trak dotarł troszkę później. Marek i Ret zajęli się ustawianiem sceny wszystko nadzorował Andrzej. Qayba i Bakróla rozstawiali butki, a Romuś i Essuś gadali z Leszkiem. Wszystko wskazywało na to że festiwal będzie gotowy jeszcze przed czasem. Aż tu nagle...

- To ma być festiwal anime. Już przedstawienie w przedszkolu jest bardziej profesjonalne.- skrytykował Diablo 3 cytryny wychodząc z cienia nie podejrzanego autobusu. -Junior i ja lepiej byśmy zrobili ten festiwal.

- Przykro mi ale nie jesteście tu mile widziani. Więc wynocha! -Andrzej wymachiwał śrubokrętem.

- Dla każdego mieszkańca miasta jesteś taki niemiły? -Diablo podszedł do sceny i ją krytykował.

- To ma być scena, przecież jak jakiś grubas na nią wejdzie to od razu się zawali.

Diablo z całej siły uderzył w scenę czym spowodował zawalenie się jej i upadek z dużej wysokości Marka i Ret.

- Ups! Mówiłem że to tandeta jest.

- Właśnie a te butki. Wystarczy chuchnąć i już się rozlatują-. powiedział Junior bardzo szorstkim głosem i walnął w budkę skarpetą pełną twardego masła.

- Oj tak mi przykro. Trzeba było się bardziej postarać nad butkami z gadżetami. -Bakróla na widok rozwalonej butki rozpłakał się.

- Coś ty zrobił jebany, łysy, dzieciaku z wąsem. Przez ciebie Bakróla jest smutny i płacze. Qayba szarpał Juniora, był tak wkurwiony że rzucił Juniorem o ziemię.

- Qayba, uspokój się masz przecież kuratora. Nie możesz nikogo zabić pamiętasz? -Qayba trochę się uspokoił. Bakróla podbiegł do niego i go przytulił.

- Jeszcze raz mu coś zrobisz to sępy będą jadły twoje zwłoki z na grzanego asfaltu.

Qayba zagroził Juniorowi ale on nic sobie z tego nie robił.

- Normalnie zajebiście. Zniszczyli nam scenę i butki. stwierdził zrezygnowany Andrzej.

- Mam wstrząśnienie mózgu, chyba. -Ret trzymając się za głowę wygrzebując się z pod zawalonej sceny.

- Złamali mi kręgosłup i zniszczyli włosy.

- Wszystko zniszczone. Nie zdążymy odbudować tego na czas. Jutro ma być wszystko gotowe. A my nic nie mamy.

Diablo i Junior poszli do niepodejrzanego autobusu z uśmiechem na ustach.

- Na pewno zdążymy wszystko naprawić na czas. -dodawała otuchy Ret. -Będzie najwyżej o jedną budkę mniej. A scenę można zrobić z byle jakich desek.

- Wszystko się ułoży. Ale nie podaruje im za zniszczenie fryzury! wykrzyczał Marek.

Leszek w ciężarówce miał dosyć twarde deski z których można było zrobić scenę. Zabrali się do pracy. Budowa sceny okazała się trudniejsza nisz się spodziewali. Wszyscy byli wykończeni ciężką fizyczną praca, minęło dopiero pół dnia a im już chciało się spać. Jedyną rzecz którą do tej pory zrobili to ustawienie jednej ściany sceny. Musieli zrobić jeszcze trzy takie ściany i górę. Dodać nagłośnienie i ustawić światła. Budowanie tej sceny było czymś najtrudniejszym na świecie. Ciągle coś było nie tak. A to przedłużacz był za krótki. Na Marka wylało się wiadro różowej farby. Ret i Qaybe przygniotła jedne ze ścian. Bakróla upuścił głośnik na twarde kamienie. A Andrzej wbił sobie gwóźdź w nogę. Jednym słowem "masakra", ale w końcu się im udało. Andrzej mimo krwotoku z nogi był szczęśliwy że ukończyli budowę sceny. Wszyscy byli zmęczeni i głodni. Andrzej wysłał Romusia i Essuśa po coś do jedzenia. Marek próbował zmyć różową farbę z włosów. Bakróla zasnął w samochodzie, Qayba po prostu sobie siedział, Ret grała na telefonie, A Andrzej z dumą patrzył na wspólnie wykonaną prace. Wszyscy czekali aż Romuś i Essuś wrócą z jedzeniem, dość długo ich nie było w końcu przyszli. Kiedy się najedli mogli wrócić do domu. Od rynku do domu Andrzeja była ponad godzina drogi samochodem, ale maluchem to dwie godziny. Andrzej zadzwonił po ochronę żeby przyszli pilnować by nikt nie zniszczył sceny i reszty atrakcji. Kiedy chcieli wrócić do domu okazało się że samochodu nie ma. Andrzej kiedy zobaczył że niema jego luksusowego malucha zaczął krzyczeć.

- Aaaaaa!!!!!!!!! Gdzie jest mój samochód.

Na miejscu samochodu był jedynie liścik w kopercie:

Andrzeju postanowiliśmy razem z Juniorem że umyjemy twój samochód. Więc nie zdziw się że już nigdy go nie zobaczysz. I tak go nie szanowałeś. Może kiedyś go spotkasz na złomowisku. Życzymy żebyś zdechł. Z pozdrowieniami Diablo 3 cytryny i Junior.

- Wiedziałem że kiedyś zabiorom mi mój samochód. Ale musieli go ukraść akurat jak jesteśmy tak daleko od domu. -Andrzej był wściekły.

- Czyli musimy iść pieszo do domu. -z pytał Marek.

- Tak.

Nie mieli już siły nawet stać a co dopiero chodzić. Byli tak strasznie zmęczeni że wglądali jak zombi. Andrzej poszedł na przodzie bo już nie raz musiał wracać do domu na piechotę. Ret szła za Andrzejem. Qayba wziął Bakróle na plecy a on od razu zasnął. Marek praktycznie nieprzytomny wlókł się za nimi.

- Nie możemy wezwać taksówki? z pytał od niechcenia Marek.

- Nie. Nie zmieścilibyśmy się wszyscy w Gostingenskie taksówce, są dwu osobowe. Więc musimy iść dalej.

Andrzej wiedział że chodzenie pieszo po Gostingenie jest nie bezpieczne. Mogą cię zaczepić czuby, hipisy, meneli i innych takich.

- Nie dam rady dale iść. Zostawcie mnie tu na pastwę losu.

- Marek, przestań jest już dziewiętnasta wieczorem, nie zostawimy cię na środku ulicy. -Ret nawet jak byłą zmęczona i nie miała chęci do życia myślała o przyjaciołach.

- No to mnie zanieś bo ja nie mam siły iść dalej.

- Marek!

- Co?

- Eech... Ret nie chętnie wzięła Marka i prowadziła go do domu. Kiedy szli po chodniku do Qayby i Bakróly pod biegły trzy dziewczyny.

- Oooo... Jaki słodziutki chłopczyk. To twój brat?

- Eeee...

- Jest taki uroczy jak śpi.

- Taki mały, słodziutki, uroczy i milutki.

Qayba był zdziwiony reakcją trzech dziewczyn.

- Wybaczcie, ale trochę nam się śpieszy. Więc... Żegnam.

- Ale ty masz takiego słodkiego braciszka.

- Qayba co się dzieje. -zapytał zaspany Bakróla

- Ooooo... Jaki ma słodziutki głosik.

- Qayba kto to jest?

- Qayba, a co się tu dzieje? -zapytał Andrzej ze sztucznym uśmiechem.

- Qayba na podrywanie i dziewczyny będzie czas później teraz choć. -Marek szarpał Qaybe za rękę.

- Ja ich wcale nie podrywałem, same się doczepił.

- Panie Marku daleko jeszcze do domu? -Bakróla przecierał zmęczone oczy.

- Już nie daleko. Ale dla pewności spytam się Andrzeja.

- Andrzej daleko jeszcze do twojego domu.

- Eeee... Nie, jeszcze piętnaście minut drogi.

Wydawało się że nic gorszego nie może się im przydarzyć ale niestety się pomylili. Zaczęło pasać, nikt nie wziął parasola.

- No normalnie kurwa pięknie leje w chuj. -Andrzej był wściekły.

- Mam całe mokre spodnie.

- Wiesz Marek, nie musimy tego wiedzieć.

Nasi bohaterowie byli załamani, załamaniem się pogody. Byli już prawie na miejscu aż nagle wielka ciężarówka pełna brokatu wpadła w poślizg i cały brokat wysypał się na Andrzeja, Marka, Ret, Qaybe, Bakróle, Romusia i Essuśa. Byli cali od brokatu, ale mieli to w dupie i dalej wracali do domu. Ale jakby tego było mało w domu Andrzeja ulotnił się jakiś gaz i nie mogli tam wejść. Kiedy się o tym dowiedzieli nie mieli już siły i poprosili żeby strażacy przynieśli im z domu koce. Mieli dosyć i na zimnej, brudnej i mokrej ziem położyli koce i za snęli. I tak upływała noc by jutro mógł nastać kolejny dzień wojny.

Rozdział 7: Festiwal już gotowy

- Nie. To nie był sen, naprawdę spałem przed domem. -Andrzej chciał jeszcze trochę pospać ale nie mógł. Ponieważ słyszał głos Qayby.

- Nie macie innych zajęć, niż zatruwanie mi życia!?

- Ale ty masz takiego słodkiego braciszka, chcemy popatrzeć jak śpi.- Wynoście się stąd bo inaczej pogadamy inaczej.

- Qayba! -krzyknął Andrzej. -Nie wolno bić dziewczyn.

- Właśnie że wolno jak nie ma innego wyjścia.

- Proszę daj nam popatrzeć na niego jeszcze kilka minut. Andrzej pociągnął Qaybę za rękę by z nim porozmawiać.

- Dlaczego im po prostu nie powiesz że Bakróla to nie twój brat.

- Ale to jest mój brat, znaczy ja traktuje go jak swojego brata. Nie przeszkadza mi że tak mówią, wkurza mnie to że się do nas przyczepiły.

- Dobra ja z nimi porozmawiam. Andrzej i Qayba kiedy się odwrócili nie mogli uwierzyć co się właśnie stało.

- Zwiały.- I zabrały Bakróle!

Andrzej i Qayba rozglądali się we wszystkie strony.

- Tam, złapię te suki!

- Ha ha ha. Super, teraz nasz szef da nam to co zechcemy.

- Kiedy przyniesiemy mu naszą zdobycz będziemy miały co tylko zapragniemy.

- Dziewczyny, ten chłopak nas goni. Aaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!

- Dalej dziewczyny biegniemy.

Dziewczyny próbowały być szyprze niż Qayba, ale nie pozwoli by coś się stało Bakróli i biegł jak wiatr. Andrzej biegł zanim ale dużo wolniej.

- Oddajcie mi Bakróle wy pierdolone szmaty!!!! -krzyczał Qayba nawet trochę nie zwalniając. Andrzej z nie dowierzaniem patrzył na Qaybę.

- Jak ty szybko biegasz, Jezu. -powiedział zadyszany Andrzej.

- Musimy go uratować.

- Powiadomię policję oni go znajdą.

- Policja nic nie da. Sam go znajdę.

- Nie nie będziesz go szukał. Musisz być na festynie.

- Chrzanie festyn, Bakróla jest najważniejszy. Znajdę go choć bym miał przejechać całą Polskę.

- Ja muszę zająć się festynem.

- Dam sobie radę sam, do tej pory dawałem.

Qayba poszedł szukać Bakróle, Andrzej przez całą drogę do domu zastanawiał się czy dobrze zrobił puszczając Qaybę samego. Przecież Gostingen to miasto które nigdy nie śpi.

- No, jesteś wreszcie. Gdzie jest Qayba i Bakróla? -Marek trochę się zaniepokoił nieobecnością chłopców.

- Bakróle porwały te trzy dziewczyny które wczoraj zaczepiły nas jak szliśmy do domu. A Qayba poszedł go szukać. -Andrzej nerwowo tłumaczył przebieg wydarzeń.

- Co? Porwali Bakróle. I w ogóle jak mogłeś puścić Qaybe samego. Nie mówię że Qayba by se nie poradził ale kiedy ktoś go wkurzy nikt go nie powstrzyma to może wyrządzić komuś niemałą krzywdę.

W tym samym czasie dziewczyny przyprowadziły Bakróle do ich szefa.

- Szefie, przyniosłyśmy ci tego chłopca. -powiedziała Andżelika.

- Świetnie dziewczyny. Tak jak wam obiecałem możecie poprosić o dowolną rzecz. Więc co chcecie?

- Chcemy jego.

- Co, jak to jego?

- Normalnie, chcemy tego małego na własność.

- Obiecałem wam wszystko co zechcecie. No dobra dostaniecie go. Weście sobie tego małego, najważniejsze żeby te chłopak cierpiał z powodu utraty kogoś bliskiego.

Qayba szukał Bakróli.

"Kiedy tylko znajdę te trzy kurwy tak je zleje że pożałują że się urodziły. Jak Bakróil spadnie choć jeden włos z głowy obiecuję że będą zbierać zęby i kości z chodnika oraz będą czekać w kolejce po przeszczep organów. Nie pozwolę żeby coś mu się stało, muszę go odszukać. Tylko nie wiem gdzie mam go szukać. Biedny Bakróla pewnie się boi jest z trzema licealistkami, on jest na to jeszcze za młody".

Kiedy Qayba zamartwiał się, dziewczyny które porwały Bakróle bawiły się nim., w takim sensie jak małe dziewczynki lalkami albo kotkami czyli przebierały go, piły z nim herbatę z brokatu, takie typowe zabawy małych dziewczynek. Bakróla był wystraszony jeszcze nigdy nie brał udziału w takiej zabawie. Nie lubił jak inni go przebierają, dotykają i każą pić niedobrą herbatkę z brokatu.

W tym samym czasie na festiwalu anime: