Trzecia potęga świata?. Czy Indie staną się światowym supermocarstwem - Adam Burakowski


Reflow text when sidebars are open.
??????? ???? - Satjamewa Dźajate - "Prawda sama zwycięża". Ta sanskrycka sentencja, wzięta ze starożytnej Mundaka Upaniszady, znajduje się u podstawy godła narodowego Indii. Powyżej widnieje lew Aśoki, najwybitniejszego cesarza dynastii Maurjów, zjednoczyciela prawie wszystkich ziem, na których rozwijała się cywilizacja indyjska. Władza i prawda - takie jest przesłanie godła państwowego.
Podobnie jak Europa, Indie są dumne ze swojej starożytnej historii i przeżywają ją wciąż na nowo. Tak jak na naszym kontynencie, również w Indiach podstawowe tradycje i pojęcia wywodzą się sprzed tysięcy lat. Nawiązania do dawnych tekstów i mitologii pojawiają się wszędzie, a sposób patrzenia Indusów na świat jest mocno ukształtowany przez starożytną filozofię. Dla nas oczywiste jest na przykład, że żyjemy w XXI wieku, chociaż nie każdy by pewnie wiedział, od jakiego wydarzenia liczymy te ponad dwa tysiące lat. Dla nich równie oczywista jest - nieistniejąca w kulturze europejskiej - koncepcja dharmy, czyli odpowiedniego dla każdego stylu życia, którego kultywowanie jest wysoko cenioną cnotą.
Było kilka indyjskich starożytności. Pierwsza to cywilizacja doliny Indusu. Obejmowała ona tereny dzisiejszego południowego Pakistanu oraz stanu Gudźarat w Indiach. Jej najbardziej znane ośrodki to Mohendżo Daro i Harappa - duże ówcześnie miasta (albo raczej największe odkryte do tej pory). Cywilizacja ta miała swój początek ok. 7 tys. lat p.n.e., a rozkwit przeżywała mniej więcej w latach 2600-1300 p.n.e. Była to cywilizacja epoki brązu, zaawansowana technicznie i posiadająca własne pismo, niestety nieodczytane do tej pory. Nie jest też jasne, jakim językiem mówili mieszkańcy. Trudno ocenić, czy późniejsze cywilizacje indyjskie były kontynuacją tej, czy też rozwijały się niezależnie, a może nawet byli to właśnie ci najeźdźcy, którzy spowodowali jej upadek. Dysputy te trwają do dziś i czekają na ostateczne wyjaśnienie.
Kolejna, bez porównania ważniejsza cywilizacja to ta, która dała podstawy obecnym Indiom. Nazywana jest wedyjską, od pierwszych zabytków piśmiennictwa - Wed, czyli tekstów religijnych i filozoficznych. Trwała mniej więcej od XIII do VI w. p.n.e. Rozpościerała się na całym obszarze Niziny Hindustańskiej, czyli rozlewiska Indusu, Gangesu i Brahmaputry. Pozostawiła po sobie kultywowaną do dziś tradycję i ogromną spuściznę literacką, spisaną przede wszystkim w sanskrycie, czyli "uporządkowanym" (nazwa oznacza właśnie to) języku literackim. Bogactwo tego języka w warstwie metafizycznej można porównać ze starożytną greką i łaciną razem wziętymi. Bardzo wielu pojęć nie da się przetłumaczyć, funkcjonują one zatem w oryginale - jak brahman, moksza czy sadhana. We współczesnym Delhi wiele nazw ulic pochodzi z sanskrytu, co ma pokazać trwałość tradycji i siłę cywilizacji indyjskiej. Również w tamtym okresie ukształtował się istniejący do dziś podział społeczeństwa na grupy społeczne, nazwane później przez portugalskich kolonizatorów kastami.
Cywilizację wedyjską stworzyli Ariowie, którzy przybyli najprawdopodobniej z Azji Centralnej. Wokół kwestii przybycia Ariów toczy się ożywiona debata publiczna, mająca również istotny aspekt polityczny. Mieszkańcy południa Indii nie są bowiem etnicznie i językowo Indoeuropejczykami; istnieje kilka koncepcji ich pochodzenia oraz relacji wobec narodu, który stworzył Wedy.
Okres wedyjski w pewnym sensie był odwrotnością cywilizacji Doliny Indusu - z niej pozostały nam tylko ruiny miast i wykopaliska archeologiczne, ale prawie żadnych źródeł pisanych, natomiast twórcy Wed nie pozostawili po sobie zbyt wiele zabytków kultury materialnej, lecz ich spuścizna literacka należy do największych i najważniejszych na świecie.
Mniej więcej ok. VI w. p.n.e. Ariowie zaczęli tworzyć większe ośrodki miejskie i wiejskie, co było początkiem nowej epoki. Z tamtych czasów pochodzą dwa wielkie eposy sanskryckie: Mahabharata i Ramajana, oraz dwie religie: dżinizm i buddyzm. Główną postacią pierwszej z nich był Wardhamana Mahawira, postulujący (w ogromnym uproszczeniu) wyrzeczenie się przemocy, czystość i radykalną ascezę, drugiej zaś - Siddharta Gautama, zwany Buddą po tym, jak doznał przebudzenia i rozpoczął działalność religijną. Koncentrował się (również w ogromnym uproszczeniu) na potrzebie unikania cierpienia i niezadawania go innym oraz na drodze oświecenia i dążeniu do nirwany. Obie religie rozprzestrzeniły się po subkontynencie indyjskim, a buddyzm granice te przekroczył, zdobywając wyznawców na terenie całej Azji.
Ważnym wydarzeniem był pierwszy większy kontakt Indii z cywilizacją europejską. W 326 r. p.n.e. Aleksander Wielki najechał Indie i w bitwie nad rzeką Hydaspes (obecnie Dźhelam w Pakistanie) pokonał lokalnego władcę Porosa, a następnie ruszył dalej na wschód, lecz doszło do buntu w jego armii - żołnierze orientowali się, że są daleko od domu, i chcieli wracać. Aleksander musiał ugiąć się przed tym żądaniem. Na zachodnich obrzeżach cywilizacji indyjskiej powstało jednak kilka państw hellenistycznych, które w następnych wiekach dokonały pewnej ekspansji na wschód i wchodziły w interakcje oraz wymianę kulturową z sąsiadami. Do dziś w hindi na Grecję mówi się "Yunan" - od starożytnych Jonów, zaś w Indiach po Aleksandrze Wielkim pozostał mit niezwyciężonego wojownika o imieniu Sikandar. "Do beer andar main hun Sikandar": "Wypiję dwa piwa i jestem Aleksandrem Wielkim" - głosi popularne powiedzenie.
W tamtym okresie powstały pierwsze duże organizmy państwowe, z których najważniejsze było imperium Maurjów, zjednoczone przez Ćandraguptę. Ważną postacią na jego dworze był Ćanakja Kautilja, autor najbardziej znanego starożytnego indyjskiego traktatu o polityce - Arthaśastra. Do dziś jest on czczony jako wybitny myśliciel; dość powiedzieć, że prestiżowa dzielnica dyplomatyczna w Delhi nazywa się Chanakyapuri, a jedna z ulic w tej dzielnicy - Kautilya Marg, został więc uhonorowany dwukrotnie.
Imperium Maurjów osiągnęło szczyt potęgi za czasów wspomnianego już Aśoki (III w. p.n.e.), który zaprowadził w nim buddyzm jako religię państwową. Wiele prestiżowych budynków czy instytucji nawiązuje do niego, przykładowo Hotel Ashoka w Delhi, którego budowa była oczkiem w głowie premiera Jawaharlala Nehru. Wzmiankowany na początku rozdziału lew Aśoki pochodzi z kolumn, które imperator ustawiał w różnych miejscach swego państwa. Jego następcy nie byli jednak aż tak zręcznymi politykami i powoli następował schyłek imperium, aż w pierwszej połowie II w. n.e. organizm państwowy rozpadł się na kilka części, a potem uległ dezintegracji.
Upadek imperium nie wpłynął negatywnie na rozwój Indii, wręcz przeciwnie - od tego momentu mówimy o klasycznym okresie ich historii. Kolejne państwa powstawały, rosły, a potem znikały, lecz społeczeństwo przeżywało okres prosperity, materialnej i kulturowej. Na południu trwała epoka nazwana Sangam, czas rozkwitu literatury tamilskiej. Największym państwem tej epoki było imperium Guptów, obejmujące północną część subkontynentu, istniejące mniej więcej w okresie III-VI w. n.e. Z tamtych czasów pochodzi wiele znanych zabytków (jak Adźanta) oraz dzieł klasycznej literatury, w tym utwory poetyckie Kalidasy i znany traktat Kamasutra.
Zmierzch Guptów spowodował dalsze rozdrobnienie polityczne subkontynentu. W kolejnych stuleciach następowało osłabienie dżinizmu i buddyzmu oraz odrodzenie hinduizmu i pojawienie się islamu. Jednocześnie dochodziło do coraz częstszych najazdów z terenów Azji Centralnej i Afganistanu. Do XIII w. dżinizm stał się w Indiach religią marginalną, natomiast buddyzm znikł prawie zupełnie. Kolejnym ważnym państwem było imperium Ćolów, którego centrum znajdowało się na południu Indii, ale które podbiło również tereny zamorskie, w tym Sri Lankę, i dotarło aż do obecnej Malezji. Z okresu dynastii Ćolów pochodzą słynne tamilskie świątynie, z Sri Ranganathaswamy w miejscowości Tiruchirappalli w obecnym Tamilnadu na czele. Państwo to istniało do XII w., a następnie uległo rozkładowi.
Pierwszym naprawdę silnym organizmem muzułmańskim w Indiach było irańsko-afgańskie państwo Ghurydów, które podbiło znaczne tereny na północy pod koniec XII wieku. Niedługo później zostało ono jednak pokonane przez dynastię, która w 1206 r. założyła Sułtanat Delhijski. Państwo to narzucało islam, dobrowolnie i pod przymusem, co spowodowało radykalne zmiany w strukturze religijnej zachodnich i północnych Indii, trwające w zasadzie do dnia dzisiejszego - pamiętajmy, że Pakistan i Bangladesz należy również traktować jako obszar cywilizacji indyjskiej. Oprócz islamizacji Sułtanat Delhijski pozostawił po sobie wspaniałe zabytki w swojej stolicy: jest to cała dzielnica Mehrauli z górującym nad nią Qutub Minarem, enklawa Hauz Khas, zabytki w ogrodach Lodi oraz kompleks Nizamuddin. W końcówce istnienia Sułtanat Delhijski przeniósł swoją stolicę do Agry, co spowodowało wzrost znaczenia tego ośrodka. W tym samym czasie kolejne ziemie indyjskie były podbijane przez mniejsze lub większe państwa muzułmańskie i stopniowo prawie cały subkontynent znalazł się pod wpływem islamu, choć warto dodać, że głównie politycznie - poza niektórymi regionami wiara władców nie była podzielana przez większość społeczeństwa.
W XIV w. na południu subkontynentu powstało silne państwo Widźajanagaru, które przeciwstawiało się muzułmańskim najeźdźcom i promowało hinduizm. Jego stolica jest obecnie jednym z najciekawszych miejsc turystycznych w Indiach. W Hampi w stanie Karnataka można zwiedzać imponujące pozostałości po tym imperium. Z biegiem czasu nacisk państw muzułmańskich był jednak coraz silniejszy i ostatecznie państwo Widźajanagaru zostało pokonane przez sojusz południowoindyjskich sułtanatów w bitwie pod Talikotą w 1565 r., po czym uległo marginalizacji, choć w jakiejś formie istniało jeszcze przez prawie sto lat. Skuteczny opór najeźdźcom muzułmańskim, a potem europejskim, stawiały też państwa funkcjonujące na terenie obecnego Radżastanu, zachowując tradycje hinduistyczne nieprzerwanie aż po dziś dzień.
W 1498 r. do Indii przybyli Portugalczycy pod wodzą Vasco da Gamy. Pierwsza wyprawa nie przyniosła wielu sukcesów, jednakże w krótkim czasie Portugalczykom udało się założyć kolonie w Koći (obecnie w stanie Kerala), a następnie w Goa, Daman i Diu. Najważniejsza była Goa, gdzie Portugalczykom udało się schrystianizować większość populacji i osiąść trwale na ok. 450 lat. Lizbona nie wiązała jednak z ekspansją w Indiach takich nadziei, jak z Ameryką Południową, i indyjskie kolonie Portugalii nie rozrosły się; zajmowały się głównie handlem, łącząc interior Indii z Europą. Pod koniec XVII w. posiadłości w Kerali padły łupem Holendrów, a ponad sto lat później - Brytyjczyków.
Na początku XVI w. przyszła największa inwazja muzułmanów w historii Indii. W 1526 r. Babur, dowodzący silną grupą najeźdźców z Azji Centralnej, pokonał Sułtanat Delhijski w bitwie pod Panipatem i ustanowił państwo, które przeszło do historii pod nazwą imperium Wielkich Mogołów. Zdominowało ono subkontynent na mniej więcej dwieście lat, a jego spuścizna kulturowa jest widoczna do dziś. Zdobywali oni coraz większe tereny, na wschodzie, w Bengalu i na południu, choć poszczególne prowincje wykazywały tendencje do niezależności i w końcu oddzieliły się od władzy centralnej.
Wielcy władcy z dynastii Mogołów to, oprócz Babura - założyciela, Akbar, Dżahangir, Szahdżahan i Aurangzeb. Pierwszy z nich rządził przez pół wieku i rozszerzył państwo na prawie cały subkontynent. Stolicę przeniósł czasowo do specjalnie w tym celu wybudowanego miasta Fatehpur Sikri, lecz później opuścił ją i wrócił do Agry - do dziś jest to jeden z najciekawszych zabytków w Indiach. Akbar był estetą, filozofem i dbał o poezję, dlatego też kazał umieścić tam słynną inskrypcję po persku (był to język administracyjny Wielkich Mogołów): "Świat to most, przejdź przez niego, lecz nie buduj domu. Ten, kto ma nadzieję na jeden dzień, ma nadzieję na wieczność, ale świat trwa tylko godzinę. Spędź ją na modlitwie, gdyż reszta jest ukryta". Oprócz tego promował synkretyzm religijny, uważał, że nie ma zbyt wielu sprzeczności między hinduizmem a islamem, jako władca uczestniczył w świętach obu religii. Ten prąd myślowy był w państwie Wielkich Mogołów nieustannie obecny, jednak stopniowo słabł, aż w końcu uległ bardziej radykalnym poglądom.
Kolejny władca, Dżahangir, nie odziedziczył talentów po swoim ojcu, jednak konstrukcja imperium zbudowana przez Akbara okazała się trwała. Z rządów Dżahangira warto zapamiętać rok 1614, kiedy ustanowiono na jego dworze ambasadora Wielkiej Brytanii - wydarzenie to nie miało w tamtym okresie większego znaczenia, lecz było drugim, po portugalskim, początkiem rozprzestrzeniania się wpływów europejskich na subkontynencie. W historii zapisał się natomiast syn Dżahangira - Szahdżahan. Na jego panowanie przypadło apogeum potęgi Wielkich Mogołów, a on sam wzniósł najbardziej znany zabytek Indii - mauzoleum Tadź Mahal (to drugie słowo poprawnie wymawia się "mehel") oraz całe miasto w Delhi - Szahdżahanabad, znane obecnie jako Stare Delhi - gdzie przeniesiono stolicę. Wybudowano też słynny Czerwony Fort, który górował nad miastem, strzegł go i był siedzibą władz. Bogactwo państwa Wielkich Mogołów było wręcz legendarne, a główną arterię Szahdżahanabadu - Ćandni Ćauk (Ulica Blasku Księżyca) - porównywano do wybudowanych w podobnym okresie Pól Elizejskich w Paryżu. Nic dziwnego, że takie bogactwo przyciągało śmiałków marzących o jego zbrojnym przejęciu.
W 1658 r. Szahdżahan zachorował i przekazał władzę swemu najstarszemu synowi o imieniu Dara Śikoh, jednak jego młodsi pretendenci nie uznali tej decyzji i rozpoczęła się wojna o sukcesję, którą w końcu wygrał Aurangzeb, mordując swego brata i zamykając ojca w areszcie domowym. Dara Śikoh był, podobnie jak Akbar, zwolennikiem synkretyzmu i napisał na ten temat traktat filozoficzny pt. Połączenie dwóch oceanów. Zwycięski Aurangzeb znał się na intrygach pałacowych i sztuce wojennej. Z biegiem czasu coraz bardziej radykalizował się religijnie, co wpływało na ogólną atmosferę w imperium, choć nie przeszkadzało w rozwoju gospodarczym - ocenia się, że za jego czasów państwo Wielkich Mogołów produkowało ok. 25% światowego PKB, wyprzedzając nie tylko Europę, ale także Chiny. Ważnymi miastami Mogołów były również Lakhnau na północy oraz Hajdarabad na południu. W ostatnich dziesięcioleciach swojego panowania Aurangzeb zajmował się głównie toczeniem wojen na południu subkontynentu. Jego śmierć w 1707 r. spowodowała rozpad imperium na wiele części i zmierzch epoki.
Tymczasem na południu powstał ważny organizm państwowy - imperium Marathów. Największy rozkwit przeżywał za panowania Śiwadźi I (ok. 1645-1680), który prowadząc zręczną politykę, stawiał czoła Wielkim Mogołom, a także rozmaitym księstwom muzułmańskim. W swej polityce, pomimo zaprowadzonej tolerancji, popierał hinduizm i w takiej tradycji rządził. Po niezliczonych wojnach i pokojach w 1674 r. w forcie Raigad koronował się jako Ćhatrapati, czyli zwierzchni władca. Pozostawił po sobie legendę dobrego władcy, stawiającego czoła najeźdźcom i broniącego religii przodków. Jest wyjątkowo czczony, szczególnie na terenie Maharasztry. W jej stolicy, Mumbaju, główne lotnisko nosi imię Śiwadźi Ćhatrapati, podobnie jak dworzec kolejowy i wiele prestiżowych instytucji. Potomkowie rodziny Ćhatrapati odegrali też pozytywną rolę w historii Polski - w miejscowości Kolhapur w czasie II wojny światowej powstał obóz dla uchodźców z sowieckich gułagów (o czym niżej). Śiwadźi pozostawił po sobie silne państwo, które jeszcze prawie półtora wieku temu nadawało ton życiu politycznemu południa Indii, aż wreszcie po trzech wojnach uległo Brytyjczykom w 1819 roku.
XVIII wiek w Indiach to okres dalszego rozkładu imperium Wielkich Mogołów oraz narastającej anarchii. Co ciekawe, chronologia tego państwa jest bardzo zbliżona do chronologii dawnej Polski - I Rzeczypospolitej, która przeżywała swój złoty okres w tym samym czasie. Daty istnienia imperium indyjskiego w najwyższej formie to 1526 (bitwa pod Panipatem) - 1707 (śmierć Aurangzeba). W 1526 r. do Korony włączono ostatecznie Mazowsze. W 1707 r. w Polsce ledwo skończyła się wojna domowa między zwolennikami Augusta II Mocnego i Stanisława Leszczyńskiego, a nadal trwała wojna północna - nasza ojczyzna była już w stanie zaawansowanego rozkładu. Największe zabytki epoki mogolskiej można porównać do polskich. Fatehpur Sikri i Ćar Minar w Hajdarabadzie zbudowano wtedy, kiedy wzniesiono Zamość i rozpoczęto rozbudowę Zamku Królewskiego w Warszawie. Szahdżahanabad i Tadź Mahal wtedy, kiedy ustawiono Kolumnę Zygmunta. Współczesny Mogołom Śiwadźi koronował się w roku, w którym na króla Polski został wybrany Jan III Sobieski.
Wielcy Mogołowie pozostawili po sobie charakterystyczny styl w architekturze, malarstwie i częściowo w ubiorze i muzyce. Dominował on jeszcze długo po upadku dynastii, a poza tym mocno kształtował wizerunek Indii za granicą. Tadź Mahal jest pierwszym i często jedynym skojarzeniem z kulturą Indii. Ten stereotyp powielany jest też przez światowe media oraz firmy - przykładowo LOT reklamuje swój rejs do Delhi wizerunkiem tego właśnie obiektu. Jest to częściowe zafałszowanie rzeczywistości; tradycję Wielkich Mogołów przejęły raczej niepodległe Pakistan i Bangladesz, a nie Indie. Z problemem tym realnie zmierzył się dopiero nacjonalistyczny rząd Narendry Modiego, który na dużą skalę zaczął - z powodzeniem - lansować stylistykę nawiązującą do starożytności, do okresu Sangam, do Ćolów i do Śiwadźiego.
XVIII wiek przebiegał do pewnego stopnia podobnie w Polsce i w Indiach - rozpoczął się w momencie, gdy dawne struktury jeszcze trwały, przez następne kilkadziesiąt lat narastała anarchia, a zakończył się - i u nas, i u nich - zwycięstwami najeźdźczych imperiów. Oczywiście w tamtym czasie świat nie był na tyle zglobalizowany, żeby upadek Polski miał wpływ na upadek Wielkich Mogołów i na odwrót, lecz w obu przypadkach tradycyjne formy rządów uległy rozkładowi, a na ich miejsce wkroczyły struktury oparte na nowoczesnej technice zbrojeniowej.
Upadek państwa, podobnie jak w I Rzeczypospolitej, przyciągał rozbójników żądnych grabieży. Największym z nich był irański władca Nadir Szach, który w 1739 r. najechał słabo bronione Delhi, wymordował kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców, ukradł niewyobrażalne wręcz ilości skarbów, w tym słynny Pawi Tron ustanowiony przez Szahdżahana oraz legendarny diament Koh-i-Noor, a następnie nasycony wrócił do domu. Sukces Nadira Szacha zachęcał innych śmiałków, szczególnie z Afganistanu, skąd wyprowadzano kolejne rajdy grabieżców, największy w 1757 r. pod wodzą Ahmeda Szaha Durraniego, który niemiłosiernie złupił Delhi i dokonał rzezi cywilów.
"Sultanat-e-Shah Alam az Dilli ta Palam" - "Sułtanat Szaha Alama rozpościera się od Delhi do Palam", w taki zabawny sposób podsumowali kurczenie się władzy Mogołów poeci epoki. Chodzi o obszar od Starego Delhi do Palam, czyli miejsca znajdującego się niedaleko obecnego głównego lotniska stolicy. Szah Alam II, bo o nim mowa, rządził przez większość drugiej połowy XVIII wieku. Był to okres rozkwitu kultury Wielkich Mogołów w fazie, którą można by porównać do europejskiego rokoko, co najlepiej widać po architekturze stołecznego grobowca Safdardźanga. Poezja w języku urdu wkraczała w swoją złotą epokę, choć jej najwięksi twórcy mieli dopiero nadejść.
W korowodzie najazdów, grabieży i przemierzania subkontynentu przez rozmaite armie szybko rosła potęga mocarstw europejskich. Do wyścigu o schedę po Wielkich Mogołach ruszyli Holendrzy, Francuzi i Anglicy. Ci ostatni zastosowali najnowocześniejszy w tamtych czasach model organizacji - spółkę akcyjną. W 1600 r. założono w ten sposób Kompanię Wschodnioindyjską (East India Company), której głównym celem istnienia było przynoszenie dochodów akcjonariuszom. Dopóki władza w Delhi była silna, Kompania zadowalała się handlem oraz zakładaniem faktorii - w 1639 r. Madras (obecnie Ćennaj), w 1661 r. Bombaj (na bazie istniejącej już osady; obecna nazwa Mumbaj), a w 1690 r. Kalkutę - posiadała prywatną armię, opartą na korpusie europejskim i zatrudniającą indyjskich najemników.
W połowie XVIII w. Kompania została zaatakowana przez coraz bardziej agresywnych Francuzów, którzy rozbudowywali swoją kolonię w Pondicherry (obecnie Puduććeri). W czasie tej wojny swój talent wykazał młody brytyjski urzędnik Robert Clive, który dowodząc coraz większymi oddziałami, zadawał wrogowi ogromne straty. Obdarzony czymś, co później nazwano "ciemną charyzmą", Clive zdobył ogromną popularność wśród brytyjskich kolonistów. W 1756 r. bengalski władca mogolski Siradź ud Daula zdobył Kalkutę, co stało się kolejną szansą dla Clive'a, który dzięki przewadze w uzbrojeniu odbił miasto, a następnie przeszedł do kontrataku. W 1757 r. rozbił bengalską armię w słynnej bitwie pod Palasi. Udało mu się to dzięki przewadze w uzbrojeniu (Brytyjczycy strzelali ze wzgórza, nie pozwalając nawet zbliżyć się oddziałom indyjskim) oraz przekupieniu kilku czołowych dowódców, którzy schwytali Siradźa ud Daulę, a kilka dni później zgładzili go. W rezultacie Brytyjczycy uzyskali władzę nad całą prowincją, potwierdzoną po bitwie pod Baksar w 1764 r. przez wspomnianego już Szaha Alama II z Delhi, który nadal pozostawał de iure zwierzchnikiem całego państwa Wielkich Mogołów, pomimo iż jego realna władza, jak pamiętamy, sięgała tylko do terenów obecnego lotniska.
Kompania jako spółka akcyjna zainteresowana była wyłącznie zyskiem, dlatego też przystąpiono do grabieży przewyższającej dokonania Nadira Szacha i Durraniego w Delhi. Bengal był wówczas najbogatszym regionem w całych Indiach. W przeciwieństwie do swoich kolegów z Afganistanu Brytyjczycy nie byli zainteresowani jednorazową akcją, lecz zbudowali system wysysający zasoby w sposób trwały. Już w latach 1769-1770 doszło do klęski głodu, podczas której zmarło, według różnych szacunków, od miliona do nawet dziesięciu milionów osób. Jakie precjoza osobiście wywiózł Clive, można do dziś oglądać w muzeum w zamku Powis w Walii. Skala grabieży wywołała skandal nawet w samej Wielkiej Brytanii. W 1774 r. Clive popełnił samobójstwo, lecz zbudowane przez niego indyjskie imperium dalej się rozrastało.
Przez następne dziesięciolecia Brytyjczycy prowadzili ekspansję na południu: pokonali Sułtanat Majsuru (obecnie Mysuru w stanie Karnataka) i jego legendarnego przywódcę sułtana Tipu oraz rozbili wspomniane wyżej imperium Marathów, a także na północy i zachodzie: szli z Bengalu w kierunku zachodnim, podbijając Lakhnau, Allahabad, Agrę, a następnie Delhi, w 1803 roku. W kolejnych latach zajęto Assam i Sindh.
Tymczasem na zachodzie Indii powstało silne państwo skonsolidowane wokół religii sikhijskiej, której podstawy stworzył działający w XV w. Guru Nanak. Sikhowie wyznają jednego Boga, zaś ich świętą księgą jest Guru Granth Sahib. Religia ta rozwijała się głównie w Pendżabie i to właśnie język pendżabski jest do dziś używany w nabożeństwach. Sikhowie do dziś stanowią ważną i wpływową grupę wyznaniową, również poza granicami kraju. Część indyjskiej estetyki "eksportowej" pochodzi z Pendżabu lub jest związana z sikhizmem. Ich główne miejsce kultu - Złotą Świątynię w Amritsarze - kojarzy chyba każdy. Muzyka pendżabska - bhangra - znana jest na całym świecie. W przeciwieństwie do hinduizmu sikhowie akceptują konwertytów i dzięki temu ich religia rozprzestrzenia się na wszystkich kontynentach, również poza podstawową grupą etniczną.
Imperium Sikhów powstało pod koniec XVIII wieku. Skonsolidował je Randźit Singh, a jego stolicą zostało Lahaur. Singh czuł narastającą presję Kompanii, wobec czego prowadził ambiwalentną politykę, próbując zachować państwo i swoją władzę. Podbój imperium Sikhów nastąpił dopiero po jego śmierci. W latach 1845-1849 Kompania stoczyła dwie wojny z Sikhami, doprowadzając w końcu do rozbicia państwa i przejęcia jego terytoriów. W ten sposób w ciągu mniej więcej jednego wieku Brytyjczycy opanowali większość subkontynentu.
Jak już wiemy, głównym celem działania Kompanii Wschodnioindyjskiej była maksymalizacja zysku dla udziałowców; z tego rozliczani byli kolejni gubernatorzy. Dlatego też prowadzili oni bardzo elastyczną politykę względem lokalnych struktur, stosując różne rozwiązania w poszczególnych regionach. Oprócz usuwania zwierzchnich władców, ustanawiania swoich marionetek i budowy osiedli wojskowych, w których mieszkali, Brytyjczycy nie przeprowadzali rewolucji. Wzmocniono ustalony jeszcze przez Wielkich Mogołów system pobierania podatków zwany zamindari, który był obsługiwany przez wielkich posiadaczy ziemskich (w urdu zamin to ziemia). W przeciwieństwie do innych Europejczyków nie ingerowali też w życie religijne i przez dłuższy czas nie nawracali na chrześcijaństwo. Dopiero w 1813 r. zniesiono zakaz prowadzenia działalności misyjnej przez kościoły, które zaczęły propagować swoją wiarę i zdobywać nowych wyznawców, jednak na skalę nieporównywalną z wcześniejszymi dokonaniami Portugalczyków.
System drenażu ekonomicznego Indii powodował pauperyzację dotychczasowych elit (oprócz zamindarów) i marginalizację rodów cieszących się dużym znaczeniem w epoce Mogołów. Szczególnie dotykało to muzułmanów z północy Indii, ale inne grupy też czuły coraz większe zaniepokojenie. Atmosferę zaogniło włączenie w 1856 r. Królestwa Awadh (północne Indie, stolica Lucknow, obecnie Lakhnau) do terytoriów zarządzanych bezpośrednio przez Kompanię. Na początku 1857 r. sytuacja stawała się coraz bardziej napięta, ale Brytyjczycy zlekceważyli ostrzeżenia. Bezpośrednim powodem buntu było wprowadzenie przez armię Kompanii (składającą się w zdecydowanej większości z indyjskich najemników zwanych sipajami od perskiego słowa sepahi, czyli żołnierz) karabinu, którego mechanika oparta była na tłuszczach pochodzenia zwierzęcego.
Pierwszy bunt wybuchł w Kalkucie, lecz rebelia na dużą skalę rozpoczęła się w kwietniu 1857 r. w Meerut (obecnie w stanie Uttar Pradeś), a następnie błyskawicznie rozprzestrzeniła się po północnych Indiach. Wszędzie dochodziło do buntów sipajów i prób, udanych lub nie, wymordowania Europejczyków, najczęściej zarówno żołnierzy, jak i cywilów. Ataki te wyglądały na skoordynowane, lecz Brytyjczycy w pierwszej fazie powstania wydawali się zupełnie zaskoczeni. Powstańcy szybko zdobyli Delhi i udali się do rezydującego tam Bahadura Szaha II (którego władza od czasów Szaha Alama II skurczyła się wielokrotnie) i nakłonili go, aby ogłosił się imperatorem Indii i formalnie stanął na czele powstania. Do walczących dołączali ochotnicy z różnych części kraju, nie tylko związanych z Wielkimi Mogołami. Jedną z najbardziej wojowniczych przywódczyń była Lakszmi Bai z Dźhansi (obecnie południowy Uttar Pradeś), której państwo stawiało długo czoła wojskom Kompanii.
Brytyjczycy po serii klęsk dokonali reorganizacji, w czym ogromnie pomogły im nowoczesne wynalazki: telegraf i kolej. Dzięki nim byli w stanie szybko zorientować się w sytuacji i zebrać odpowiednie wojska. Na jesieni 1857 r. przystąpili do kontrofensywy i we wrześniu po krótkotrwałym oblężeniu zdobyli Delhi i pojmali Bahadura Szaha. Potem dokonali planowego niszczenia wielu budynków stolicy, co opisywał w swej twórczości m.in. współczesny wydarzeniom najwybitniejszy poeta języka urdu - Mirza Ghalib. "Co zostało z Delhi? Nie ma już miasta, są tylko koszary..." - pisał. Następnie rozprawili się z pozostałymi ośrodkami buntu, zdjęli trwające pół roku oblężenie Lakhnau i na końcu pokonali Lakszmi Bai. W listopadzie 1858 r. powstanie zostało zdławione, a potem nastąpiła fala represji wobec buntowników. Warto tu dodać, że wiele wpływowych kręgów indyjskich nie poparło powstania, a niektórzy lokalni maharadżowie udzielali wręcz pomocy Brytyjczykom, obawiając się restytucji władzy Wielkich Mogołów bardziej niż rządów Europejczyków.
Londyn nie był zadowolony z przebiegu wydarzeń. Uznano, że Kompania nie potrafi zarządzać Indiami, i przekazano zajęte przez nią tereny pod bezpośredni zarząd państwa, ustanawiając tym samym formalną kolonię w Indiach. Jednocześnie postarano się o nowe formy komunikacji ze społeczeństwem, a szczególnie z jego elitami. W 1858 r. ustanowiono Indyjską Służbę Cywilną (Indian Civil Service) do zarządzania całym terytorium. Wielka Brytania bezpośrednio władała mniej więcej jego połową, na pozostałej części istniały tzw. państwa książęce (princely states), gdzie rządzili lokalni maharadżowie (oraz ich muzułmańscy odpowiednicy - nawabowie i nizamowie), de facto zależni od Londynu. Rządy brytyjskie w Indiach zaczęły być nazywane "British Radź" (radź - władza). W 1861 r. ustanowiono Order Gwiazdy Indii, najwyższe odznaczenie państwowe nadawane za zasługi w Indiach. Jego motto brzmiało: "Prowadzi Nas Światło Niebios" (Heaven's Light Our Guide) i to zawołanie stało się motywem przewodnim władz kolonialnych, znalazło się też na fladze Indii Brytyjskich.
Wielka Brytania kontynuowała drenaż Indii, a wprowadzony przez kolonizatorów system ekonomiczny umacniał zacofanie i opóźniał rozwój. Z nowoczesnych wynalazków budowano jedynie kolej, aby było łatwiej wywozić towary. Przemysł indyjski prawie nie istniał aż do uzyskania niepodległości - Indusi mieli zaopatrywać się w towary brytyjskie. Na wsi utrzymywano zacofanie rolnictwa i blokowano wszelkie zmiany. Imperium brytyjskie wprowadziło zasadę wolnego handlu pomiędzy wszystkimi jego częściami, wobec czego produkcja, głównie rolna, musiała się dostosowywać do koniunktur światowych. Już w 1859 r. doprowadziło to do kryzysu uprawy indygo i do krótkotrwałego buntu na tym tle w Bengalu. W późniejszym okresie dochodziło do klęsk głodu ogromnych rozmiarów, z czego największa miała miejsce w latach 1876-1878 w południowych Indiach; zmarło wówczas od 5 do 10 milionów ludzi. To właśnie polityka rolna kolonizatorów była przedmiotem największej krytyki ze strony rodzącego się ruchu narodowego, a potem stała się kamieniem węgielnym niepodległych Indii i wyznaczała kierunki ich polityki, w zasadzie aż do dnia dzisiejszego.
Brytyjczycy wykorzystywali kolonię również na inne sposoby. Promowali język angielski i kulturę europejską, spychając Indusów do defensywy w tym zakresie. Oferowali kształcenie w języku angielskim, w tym prestiżowe studia w Wielkiej Brytanii - za ogromne pieniądze - na które stać było tylko najbogatszych. W ten sposób przez ponad wiek rządów wykształcili wiele pokoleń elity mocno oderwanej kulturowo od swego narodu, podążającej za modami europejskimi. To zjawisko będzie kolejnym wyznacznikiem definiującym niepodległe Indie.
To z czasów późnego kolonializmu bierze się większość negatywnych stereotypów na temat Indii, pokutujących również w Polsce. Brytyjczycy musieli jakoś uzasadnić, choćby przed samymi sobą, że władza w Indiach im się po prostu należy. Z drugiej strony masakry na cywilach z czasów Wielkiego Powstania (czy jak do dziś mówią Brytyjczycy - buntu sipajów) spowodowały ograniczenie zaufania Brytyjczyków do Indusów i potrzebę odgrodzenia się od nich również mentalnie. Dlatego też powstało naprawdę wiele dzieł, które tworzyły wizerunek Indii jako kraju "egzotycznego", pełnego słoni, małp i fakirów leżących na gwoździach, z drugiej strony pełnego "orientalnych" intryg, a jeszcze z trzeciej strony biednego, głodującego i żebrzącego. Brytyjczycy najpierw okradli Indie, a potem wyśmiewali się z ich ubóstwa - świadomość, że tak właśnie było, stała się kolejnym z fundamentów niepodległych Indii.
Warto jednak pamiętać, że Brytyjczycy nie byliby w stanie rządzić tak ogromnym terytorium bez współpracy z indyjskimi elitami. Nie chodzi tu tylko o lokalnych władców, przedsiębiorców, kupców czy żołnierzy. Również intelektualiści, przynajmniej do pewnego momentu, współpracowali z władzami brytyjskimi, widząc w nich siłę, która przynajmniej częściowo działa na rzecz rozwoju społecznego - oferując edukację na wysokim poziomie, eliminację takich zjawisk jak sati (palenie wdów na stosach pogrzebowych mężów), a także budując sieć kolei i telegrafu. Elity stopniowo przejmowały język angielski, widząc w nim użyteczne narzędzie do komunikacji ze światem, a także do unifikacji subkontynentu. Bilans rządów kolonialnych, jakkolwiek zdecydowanie negatywny, nie może być pełny, jeżeli nie weźmiemy pod uwagę tych aspektów.
To dzieje się nagle i niespodziewanie. Pewnego dnia dowiadujesz się, że coś indyjskiego jest znane i ważne. Okazuje się, że istotna dla ciebie firma pochodzi z Indii, że ktoś, kogo zdanie cenisz, współpracuje z Indiami w jakichś ważnych tematach. To może wyglądać jak w filmie Wielki Gatsby z Leonardem DiCaprio. Wszystko jest tak, jak miało być, znana każdemu akcja toczy się tak, jak ma się toczyć, a tu nagle pojawia się Amitabh Bachchan - największy gwiazdor indyjskiego kina. Koneserzy błyskawicznie wyłapują takie smaczki. Ale kto to jest Bachchan? I co tu robi? Idąc po nitce do kłębka, trafiamy na wypowiedzi Leonardo, który chciał w ten sposób złożyć hołd podziwianej przez siebie legendzie kinematografii. A potem okazuje się, że bardzo ceni on kino indyjskie.
Premierem Wielkiej Brytanii został Rishi Sunak, polityk pochodzenia indyjskiego. Obchodził indyjskie święta w swojej rezydencji. Dla niektórych, szczególnie tych uważających Zachód za jedyny punkt odniesienia, był to szok. "Jak to?" Unia Europejska uznała wynegocjowanie układu o wolnym handlu z Indiami za ogromny sukces. "To matka wszystkich umów", mówiła Ursula von der Leyen. Okazało się, że wobec pogarszającej się sytuacji światowej Europa szuka partnera właśnie w Indiach. Donald Trump naciska na Indie, żeby zaprzestały kupować rosyjską ropę.
Coraz częściej można też trafić na wytwory indyjskiej gospodarki. Indyjskie firmy IT dostarczają usługi do coraz większej liczby klientów. Infosys, Tata Consultancy Services, Wipro, HCL Tech, Tech Mahindra - każdy z tej branży (a także wiele osób spoza niej) zna te marki. Wiele z dostępnych u nas lekarstw produkowanych jest w Indiach. Zachodnie firmy odzieżowe szyją tam swoje produkty, dodając lub nie naszywkę "Made in India". Indyjskie samochody - marki Tata Motors - dotarły do nas już prawie dwadzieścia lat temu, ale nie był to sukces. Nadejdzie jednak dzień, kiedy pojawią się u nas realnie.
Indyjska gospodarka przeszła naprawdę długą drogę od czasów, kiedy w Europie można było kupić stamtąd głównie "egzotyczne" produkty i rzemiosło artystyczne. Pamiętamy "India shopy", z charakterystyczną wonią kadzidła, pełne kuriozów, bibelotów i suwenirów, a przede wszystkim ubrań. Część z nich istnieje do dziś, lecz doszła nowa kategoria: sklepy oferujące produkty żywnościowe, przyprawy, a także niedostępne u nas smaki (jak oranżada "Limca"). Zmieniła się też klientela: obecnie są to przede wszystkim indyjscy ekspaci albo Polacy, którzy sami byli ekspatami w Indiach i pozostał im pewien sentyment. To jednak tylko drobny procent kontaktów handlowych - na pierwszy plan już dawno wysunęły się duże korporacje oferujące produkty na światowym poziomie. Podobnie jak w przypadku firm chińskich, dla niektórych odbiorców mylące mogą być brzmiące "angielsko" nazwy wielu indyjskich przedsiębiorstw.
Indie trafiają do nas niespodziewanie, ale jak już trafią, to pozostają. Produkty z tego kraju powoli zdobywają rynek i przechodzą podobną drogę, jak kiedyś japońskie, a potem chińskie - najpierw kojarzą się z tandetą i słabą jakością, potem z dobrym stosunkiem jakości do ceny, a następnie z rozwiniętymi technologiami. Mała dygresja: w Europie Środkowo-Wschodniej nie pamiętamy, że Japonia też przeszła tę drogę, gdyż wówczas byliśmy częścią sowieckiego "obozu postępu" i produkty japońskie do nas nie docierały. Natomiast temat ten jest ciekawie opisany w pierwszej części kultowego filmu Powrót do przyszłości - warto spojrzeć.
Niestety w Polsce nadal możemy spotkać się z myśleniem, że Indie nie są istotne, że to kraj "zaklinaczy węży", pełen egzotyki, daleki i niedostępny, a tym samym - nieciekawy ani politycznie, ani biznesowo. Jest to myślenie błędne, oparte na stereotypach sprzed dziesięcioleci, a może nawet stuleci. To tak, jakby myśleć o Amerykanach jak o poganiaczach bydła albo o Szwajcarach jak o góralach z ciupagami. Możemy tak myśleć, nikt nam tego nie zabroni. Sam fakt, że to nieprawda, pewnie jest zbyt słabym argumentem, żeby to myślenie zmienić.
Ale istnieje dużo silniejszy argument - to nam się zupełnie nie opłaca. Podzielając te błędne opinie, sami izolujemy się przed jedną z największych gospodarek świata, zamykamy się przed szansami, jakie dałaby nam współpraca z Indiami, tracimy kolejne okazje. A inni ich nie tracą. Przykładowo: na rynku indyjskim operuje ok. 2 tys. niemieckich firm, ok. 800 włoskich i ok. 250 hiszpańskich.
PKB Indii od ponad trzydziestu lat wzrasta w tempie 6-7% rocznie. Ludnościowo jest to już największy kraj na świecie, i do tego jest to kraj młody. Mediana wieku to 29,2 roku. Ten sam wskaźnik w Polsce wynosi 43. Indyjskie giganty - Tata i Reliance - przebijają się na kolejnych rynkach, a członkowie indyjskiej diaspory obejmują najwyższe urzędy w najważniejszych państwach i zostają prezesami największych międzynarodowych koncernów.
W ciągu ostatnich kilku lat wzrosła też waga Indii w stosunkach międzynarodowych. Delhi odwiedzają światowi przywódcy, premier Indii Narendra Modi wizytuje kolejne kraje i podpisuje istotne umowy. Głos Indii brzmi coraz donośniej na światowej scenie, a wszyscy chcieliby mieć je po swojej stronie. Indie to też jeden z liderów Globalnego Południa, czyli większości globu, zarówno pod względem geograficznym, jak i (zwłaszcza) ludnościowym. Nawet w tak ważnych dla nas tematach jak rosyjska agresja na Ukrainę stanowisko Indii jest uwzględniane przez wszystkie zainteresowane strony.
Udawanie, że Indie nie istnieją, podobne zresztą do ignorowania znaczenia Chin, jest poważnym błędem percepcji, uniemożliwiającym zrozumienie wielu zjawisk i powodującym wyciąganie niepoprawnych wniosków. W 2013 r., kiedy Chiny inaugurowały Inicjatywę Pasa i Szlaku, wiele osób w Polsce nagle zachłysnęło się tym krajem, co było odwrotną stroną wcześniejszego, pobłażliwego stosunku do tego "państwa środka". Najpierw ich nie doceniamy, a kiedy nagle chcą z nami współpracować - przeceniamy. Jak skończyła się polska przygoda z "Pasem i Szlakiem", wiemy. W sumie nie tak najgorzej, bo nic na tym nie straciliśmy, oprócz czasu i złudzeń. Potem jednak przyszła refleksja i obecnie stosunki z Chinami rozwijają się poprawnie, tak jak powinny. W Polsce zwiększyła się też wiedza o Chinach.
Z Indiami może być podobnie. W 2027 r. prawdopodobnie zostanie ratyfikowane porozumienie Unii Europejskiej o wolnym handlu z tym państwem. Powstanie więc jakiś nacisk z Brukseli na zacieśnienie kontaktów z Nowym Delhi. Polska też może dołączyć, co byłoby pewnie wskazane, ważne jest jednak, by znać proporcje. Nasza wymiana handlowa z Indiami to obecnie ok. 6 mld dol. - mało i dużo. Jeżeli dzięki porozumieniu wzrośnie do 10 mld dol., to byłby sukces. Z Chinami, dla porównania, jest to ok. 60 mld dol. - dziesięć razy więcej.
Czy Indie to trzecia potęga świata? W chwili obecnej pewnie jeszcze nie, ale niebawem - raczej tak. Dwa pierwsze miejsca w tej rywalizacji są już zajęte przez Stany Zjednoczone i Chiny, ale o miejsce trzecie trwa walka. Wszystko wskazuje na to, że wygrają ją Indie. I choćby z tego powodu warto poświęcić im trochę uwagi. Albo trochę dhjan - czyli skupienia, używając tego starożytnego indyjskiego słowa, które przez pośrednictwo japońskie, a potem angielskie przeszło do nas jako zen.
O tym właśnie jest niniejsza książka. Jak wyglądają współczesne Indie, skąd przychodzą i dokąd idą. Jak działa administracja państwowa. Jak działają indyjskie firmy. Jakie są ich mocne i słabe strony. Czego możemy się po nich spodziewać. Jak z nimi rozmawiać, żeby nas zrozumieli. I co możemy zyskać na współpracy z nimi.
Jest to wynik mojej obserwacji Indii przez prawie 30 lat. To dużo i mało. Nikt nie pozna całego tak dużego kraju, to jest po prostu niemożliwe. Według najbardziej rozpowszechnionej w hinduizmie teorii dusza może przejść przez 8,4 mln wcieleń. Być może tyle właśnie by starczyło, aby naprawdę poznać i zrozumieć Indie. Jeden ze starożytnych tekstów, Kena Upaniszada, mówi tak: ????????? ???????? ????????????????? - Awidźnatam widźanatam, widźnatam awidźanatam - "Niepoznane są dla tych, którzy myślą, że poznali. Poznane są dla tych, którzy myślą, że nie poznali". Takie są właśnie Indie. Nie da się ich poznać. Zaskakują mnie każdego dnia. W ciągu 30 lat można jednak spróbować dostrzec zarysy pewnych tendencji i uprościć je w taki sposób, żeby powstała z tego książka licząca ponad 300 stron. To jest raczej zaproszenie do dalszego zgłębiania tematu niż doskonały opis.