Trupi oddech - Patrycja Balcerzak

Kup ebooka

39.90 zł
31.92 zł (31,17 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Pro­log

Za­sady tego świata są pro­ste: lu­dzie żyją w nim dzięki wiecz­nemu od­da­niu i skła­da­nej nam czci. Bło­go­sła­wieni są ci wy­brańcy, któ­rzy po­świę­cają swą eg­zy­sten­cję, wzno­sząc mo­dli­twy, skła­da­jąc dary i sła­wiąc na­sze imiona. Gdyby nie ich ofiara, my, loa, du­chy i bó­stwa, dawno po­ka­ra­li­by­śmy grzesz­ni­ków, czy­niąc ich ży­wot od­bi­ciem ich wła­snego, nie­koń­czą­cego się pie­kła.

Ni­gdy nie mie­li­ście praw­dzi­wej wła­dzy nad swoim lo­sem. To, co na­pę­dza wa­sze ży­cie, to nie­speł­nione pra­gnie­nia i ulotne ma­rze­nia od­da­la­jące się z każ­dym mi­ja­ją­cym dniem.

Ży­je­cie w świe­cie ża­ło­ści i pu­stych uśmie­chów, ob­da­ro­wu­je­cie się na­wza­jem kłam­stwami. Je­ste­ście marni, słabi i nie­wdzięczni wo­bec nas. Dla­tego mu­simy pil­no­wać po­rządku, zsy­ła­jąc nie­szczę­ścia i przy­wo­łu­jąc ka­ta­kli­zmy, aby­ście wy, lu­dzie, na­uczyli się po­kory. A jed­nak ci naj­wier­niejsi mogą li­czyć na na­grodę - cząstkę na­szej nie­zwy­kłej mocy lub dni pełne szczę­ścia w za­mian za wieczną służbę.

Ho­un­gani ma­wiają, że na­sza praw­dziwa na­tura po­zo­staje nie­zgłę­biona. Nie­które loa was ko­chają, jak Agwe, opie­kun mo­rza pro­wa­dzący za­gu­bio­nych ma­ry­na­rzy z po­wro­tem do domu lub Azaka Me­deh, czu­wa­jący nad plo­nami i dba­jący o to, aby wa­sze uprawy były ob­fite. Inne są psot­ni­kami, czer­pią­cymi przy­jem­ność z wa­szych nie­po­wo­dzeń. To Ti Ma­lice za­wsze naj­gło­śniej się śmieje, gdy gu­bi­cie swoje rze­czy lub po­ty­ka­cie się o wła­sne nogi. Są też ta­kie loa, z któ­rymi nie chce­cie mieć do czy­nie­nia i od­pra­wia­cie ry­tu­ały, aby nie na­wie­dziły was w wa­szym ży­ciu - bo­icie się, że pew­nej nocy od­wie­dzi was po­kryty ra­nami So­us­son-Pan­nan i przy­nie­sie do wa­szego do­mo­stwa nie­ule­czalne cho­roby i ból. Ist­nieją także te, które two­rzą i łą­czą za­równo świat wi­dzialny, jak i nie­wi­dzialny, opie­ku­jąc się bó­stwami oraz ludźmi.

Ist­nieją byty tak po­tężne, że na­wet naj­śmielsi śmier­tel­nicy drżą na samą myśl o nich. To przed nimi inne loa od­czu­wają strach i są zo­bo­wią­zane, by się im pod­po­rząd­ko­wać - to bó­stwa zdolne wła­dać ży­ciem i śmier­cią: mój czci­godny Ba­ron Sa­medi, naj­uko­chań­sza Ma­man Bri­gitte, naj­wyż­szy Dam­bal­lah, stwo­rzy­ciel wszech­świata Bon­dye i wszech­po­tężna Erzu­lie Freda.

Wśród nas są też naj­gorsi wy­rzut­ko­wie, o któ­rych sami pra­gniemy za­po­mnieć, nie przy­wo­łu­jąc ich imion, al­bo­wiem są nisz­czy­cie­lami obu świa­tów, szwen­da­jący się cza­sami po­śród śmier­tel­ni­ków, a nie­kiedy pod bra­mami do Gu­inee.

Naj­waż­niej­sze jest jed­nak to, aby­śmy żyli w har­mo­nii. Sta­rają się to osią­gnąć nasi ludzcy wy­słan­nicy, ho­un­gani, po­przez od­pra­wia­nie żar­li­wych mo­dłów i ry­tu­ałów. Ci ob­da­rzeni mocą ka­płani po­tra­fią na­wią­zać z nami więź, przy­wo­łać nas do wa­szego świata, a cza­sami po­zwa­lają się opę­tać i po­łą­czyć z nami du­szami, by­śmy mo­gli spoj­rzeć na to, co stwo­rzy­li­śmy, oczami śmier­tel­ni­ków. Każdy z loa ma jed­nak swoje ka­prysy, dla­tego tak bar­dzo sza­nuję ho­un­ga­nów - za­wsze wie­rzą w na­szą nie­omyl­ność i są go­towi do po­świę­ceń, choć wie­dzą, że nie­które bó­stwa nie zo­sta­wiają przy ży­ciu tych, któ­rzy je wzy­wają.

Wie­rzę w was, lu­dzi, bo do­póki wa­sze mo­dli­twy i ofiary trwają, wa­sze ży­cie może być bez­pieczne i pełne do­broci. Przy­rze­kam jed­nak na wszyst­kie du­sze nie­szczę­śni­ków, któ­rym otwo­rzy­łem bramy ży­cia po­za­gro­bo­wego, że gdy tylko roz­bu­dzi­cie gniew loa, wasz świat po­grąży się w wiecz­nym cha­osie.

- List do lu­dzi z me­mu­aru Ghede, wy­słan­nika i syna Ba­rona Sa­medi