Prolog
Zasady tego świata są proste: ludzie żyją w nim dzięki wiecznemu oddaniu i składanej nam czci. Błogosławieni są ci wybrańcy, którzy poświęcają swą egzystencję, wznosząc modlitwy, składając dary i sławiąc nasze imiona. Gdyby nie ich ofiara, my, loa, duchy i bóstwa, dawno pokaralibyśmy grzeszników, czyniąc ich żywot odbiciem ich własnego, niekończącego się piekła.
Nigdy nie mieliście prawdziwej władzy nad swoim losem. To, co napędza wasze życie, to niespełnione pragnienia i ulotne marzenia oddalające się z każdym mijającym dniem.
Żyjecie w świecie żałości i pustych uśmiechów, obdarowujecie się nawzajem kłamstwami. Jesteście marni, słabi i niewdzięczni wobec nas. Dlatego musimy pilnować porządku, zsyłając nieszczęścia i przywołując kataklizmy, abyście wy, ludzie, nauczyli się pokory. A jednak ci najwierniejsi mogą liczyć na nagrodę - cząstkę naszej niezwykłej mocy lub dni pełne szczęścia w zamian za wieczną służbę.
Houngani mawiają, że nasza prawdziwa natura pozostaje niezgłębiona. Niektóre loa was kochają, jak Agwe, opiekun morza prowadzący zagubionych marynarzy z powrotem do domu lub Azaka Medeh, czuwający nad plonami i dbający o to, aby wasze uprawy były obfite. Inne są psotnikami, czerpiącymi przyjemność z waszych niepowodzeń. To Ti Malice zawsze najgłośniej się śmieje, gdy gubicie swoje rzeczy lub potykacie się o własne nogi. Są też takie loa, z którymi nie chcecie mieć do czynienia i odprawiacie rytuały, aby nie nawiedziły was w waszym życiu - boicie się, że pewnej nocy odwiedzi was pokryty ranami Sousson-Pannan i przyniesie do waszego domostwa nieuleczalne choroby i ból. Istnieją także te, które tworzą i łączą zarówno świat widzialny, jak i niewidzialny, opiekując się bóstwami oraz ludźmi.
Istnieją byty tak potężne, że nawet najśmielsi śmiertelnicy drżą na samą myśl o nich. To przed nimi inne loa odczuwają strach i są zobowiązane, by się im podporządkować - to bóstwa zdolne władać życiem i śmiercią: mój czcigodny Baron Samedi, najukochańsza Maman Brigitte, najwyższy Damballah, stworzyciel wszechświata Bondye i wszechpotężna Erzulie Freda.
Wśród nas są też najgorsi wyrzutkowie, o których sami pragniemy zapomnieć, nie przywołując ich imion, albowiem są niszczycielami obu światów, szwendający się czasami pośród śmiertelników, a niekiedy pod bramami do Guinee.
Najważniejsze jest jednak to, abyśmy żyli w harmonii. Starają się to osiągnąć nasi ludzcy wysłannicy, houngani, poprzez odprawianie żarliwych modłów i rytuałów. Ci obdarzeni mocą kapłani potrafią nawiązać z nami więź, przywołać nas do waszego świata, a czasami pozwalają się opętać i połączyć z nami duszami, byśmy mogli spojrzeć na to, co stworzyliśmy, oczami śmiertelników. Każdy z loa ma jednak swoje kaprysy, dlatego tak bardzo szanuję hounganów - zawsze wierzą w naszą nieomylność i są gotowi do poświęceń, choć wiedzą, że niektóre bóstwa nie zostawiają przy życiu tych, którzy je wzywają.
Wierzę w was, ludzi, bo dopóki wasze modlitwy i ofiary trwają, wasze życie może być bezpieczne i pełne dobroci. Przyrzekam jednak na wszystkie dusze nieszczęśników, którym otworzyłem bramy życia pozagrobowego, że gdy tylko rozbudzicie gniew loa, wasz świat pogrąży się w wiecznym chaosie.
- List do ludzi z memuaru Ghede, wysłannika i syna Barona Samedi