Cześć, kochana Osobna Osobo.
Zobacz, znowu tu jesteśmy.
Czekałem na nasze ponowne spotkanie.
A może spotykamy się po raz pierwszy?
Niezależnie od wariantu - bardzo się cieszę, że jesteś.
Zapraszam Cię do wspólnych poszukiwań NADZIEI.
Wierzę, że w duecie będzie nam raźniej się potykać i podnosić.
Pójdziemy śladami przypuszczeń, poczuć, oceanów dygresji, rozważań, wahań, popływamy w międzysłowiu i międzyczasie, a jak nam przyjdzie ochota, to będziemy głośno czuli na wyspach TROSZKÓW, zastanowień i kwestionowania oraz na ulgonośnych szlakach.
Głęboko wierzę, że doprowadzą nas do Przyludzia Wystarczającej Nadziei.
Czyli miejsca, gdzie niezależnie od życiowej rozsypki, w której sobie czasami wszyscy pomieszkujemy, towarzyszy nam pewność, że
Nie rozsypaliśmy się w pojedynkę, tylko w pojedynku o jaśniejsze jutro.
Wtedy TROSZKĘ lepsze życie brzmi jak adres, pod którym chce się mieszkać, bo pachnie bezpieczeństwem.
Krainy geograficzne, jakie zdecydowanie ominiemy, to moreny moralizatorskie, szczyty pouczeń i pojezierza pełne porad. W to nie umiem i raduje to moje serce zmęczone popularnymi porodami porad i słów wydmuszek. Jeżeli głośno czujesz w tym temacie podobnie do mnie, to cudnie. Za chwilkę, przyodziani w rym międzyludzki, ruszaMY.
Pozwól, że zanim opowiem Ci, czym są Troszki, które trzymasz teraz w rękach albo w uszach gościsz, najpierw naprędce zdradzę Ci, czym nie są na pewno.
Nie są poradnikiem, bo tak nieporadnym człowiekiem z krwi i kości, i wątpliwości, szukającym nadziei między wierszami i między słowami jak teraz nie byłem nigdy. Nie posiadałem, nie posiadam i nie będę posiadał paszportu do jedynej słusznej racji oraz życia instrukcji, i to z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że nie wierzę, iż takowy istnieje, a po drugie dlatego, że od pierwszego do ostatniego dnia swojego życia pozostanę raczej poszukiwaczem.
Po dwóch latach od mojego literackiego debiutu Lowizm, czyli na szlaku po ulgę wracam szukać nadziei ukrytej w TROSZKACH.
Każde słowo jest za ciasne, żeby oddać to, jak bardzo jestem wdzięczny za przyjęcie tamtej książki przez ogromną drużynę wrażliwców i współposzukiwaczy.
To, że została bestsellerem w dwa miesiące od premiery, cieszy mnie ogromnie i ta wieść zajmuje zaszczytne drugie miejsce w hierarchii wzruszeń w moim sercu.
Co więc jest numerem jeden? Tysiące wiadomości, które dostałem w rewanżu po przeczytaniu i poczuciu Lowizmu. Spełniło się moje wielkie marzenie.
Lokowana w międzysłowiu ULGA doleciała do wielu oczu i serc mieszkających po drugiej stronie papieru...
Okazało się, że wystarczy w naszych historiach pozmieniać iksy i igreki, a jesteśmy do siebie bardzo podobni w swoich tęsknotach, radościach, lękostrachach i stracholękach, a nasze przeżycia mają mnóstwo wspólnych mianowników.
Czy książkę, którą właśnie trzymasz w rękach, piszę sam?
Otóż nie, towarzyszy mi niechciany ghostwriter w formie chóru greckiego w głowie, czyli dobrze nam znany bejsbolista - krytyk wewnętrzny, który śpiewa mi w trakcie pisania rzewną piosnkę z refrenem: "Ta druga książka, pisana w trudnym momencie twojego życia, jest tak bardzo gorsza od pierwszej, że tym razem wszyscy się zorientują, iż... (i tutaj jego kreatywność rozpuszcza warkocze i podsuwa różne moje niedoskonałości)".
Ale wiesz co? Może to jest właśnie ta kartkówka z Lowizmu, w którego jednym z rozdziałów rozmawialiśmy o tej bezwzględnej figurze?
Jak więc zaliczyć tę kartkówkę? Uznać, że krytyk jest, kiedyś pewnie bywał potrzebny, teraz bardzo przeszkadza, ale jedno pozostaje pewne - nie ma dostępu do wiedzy absolutnej, jego rolą jest siać zamęt z wątpliwości tkany i nie dopuścić do tego, żebym ruszył z miejsca.
A ja, tak się składa, mam w dupie jego starania i ruszam, choć na razie na kredyt, i Ciebie, najmilsza Osobna Osobo, zapraszam z całego serca do wybrania się w tę podróż ze mną.
Mam nadzieję, że znajduję Cię w dobrej komitywie ze sobą, w odżywczym romansie z radością i w stałym związku z życiem, jakiego potrzebujesz i które endżojujesz.
Ale jeśli scenariusz pobytu w kultowym Tu i Teraz pisze Ci się aktualnie na niebiesko, mollowo, czyli w trudach i chujowo, to śpieszę donieść, że przynoszę Ci oto pierwszy centymetr ulgi i kapeńkę nadziei, nie jesteś bowiem, Osobo najmilejsza, sama na ławce rezerwowych - siedzimy na niej razem.
Porozmawiamy sobie o tym miejscu w głębszych tkankach tego utworu literackiego.
Ale być może rodzi się w Tobie pytanie, dlaczego i ja się na tej ławce znalazłem.
Odpowiedź wstępna, z okazji wstępu do książki, brzmi tak:
Życie w 2025 roku zaprosiło mnie do programu Taniec z utratami i pożegnaniami.
Popisową choreografią był układ takich obrotów spraw, że na niejednym parkiecie pogubiłem kroki i upadałem koncertowo. Niezebrane myśli się rozsypywały, zanim zdążyłem je jakoś sensownie ułożyć, nieprzeżyte emocje przyszły się upomnieć o swoje, a niedokończone rozmowy dzwoniły mi w uszach głośniej niż huk zamykanych drzwi do departamentu przyszłości.
Brzmi to enigmatycznie, ale jest prostsze i bardziej prozaiczne, niż się wydaje.
Wszak życie, choć z różnym i niekonsekwentnym zaangażowaniem, obdarza nas podobnymi zakrętami i niewygodnymi przystankami.
Czego więc się spodziewać po podróży, do której chcę Cię zaprosić tym razem?
Niezmiennie tego, że każdy z rozdziałów pisały życie i wielka potrzeba znalezienia choćby niewielkiej kroplówki z nadziei i posypki z sensu.
Zapraszam Cię do wspólnego przeżywania magicznych, lub mniej, zwrotów akcji i poszukiwań siebie w nowych kontekstach i okolicznościach.
Jeśli tak jak ja czujesz, że oto życie serwuje Ci właśnie kartkówkę z samozaopiekowania, żeby sprawdzić, czy umiesz w zdanie:
nie bierz się w garść, weź się w ramiona
to wiedz, że na tej lekcji siedzę obok Ciebie, jesteśmy w tym razem.
Ta książka miała się pojawić przynajmniej rok wcześniej, ale wtedy brakowało mi słów, by opisać cokolwiek. Musiała więc zaczekać na swój czas i oto jest.
Czy teraz jest mi jakoś szczególnie jaśniej? Raczej nie. No może uncyjkę.
Ale zapytałem wspaniałą Lowizmową Drużynę, czy moment, kiedy pokonany siedzę na ławce rezerwowych, jest dobry na kolejną literacką podróż, czy może jednak powinienem zaczekać na lepszy, jaśniejszy czas.
Zapanowała niemal jednogłośność, żebym pisał teraz - bo jak się okazuje, ławka rezerwowych nie jest opustoszałym miejscem i razem będzie nam na niej raźniej, kiedy szukając nadziei, zaczniemy odbudowywać rezerwy.
To co? RuszaMY?
PS Wszelkie podobieństwa do prawdziwych osób są przypadkowe,
ale przypadki chodzą po ludziach.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki