Tropy topografii. W kręgu literatury osadniczej i postosadniczej - Małgorzata Mikołajczak

Kup ebooka

27.00 zł
22.14 zł (12,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wprowadzenie

[...] jak tu tęsknić do ojczyzny, kiedy ci mówią, że ojcowizna twoja i groby twoich to wcale nie była twoja ojczyzna i każą ci mieszkać wśród cudzej ojcowizny i nie twoich cmentarzy. I jeszcze każą ci cicho, sza na ten temat, bo ci mogą zamknąć usta raz na zawsze, że nie szanujesz Ziemi Odzyskanej, a kochasz jak jakiś rewanżysta Kresy albo Santok czy Tarnów [...]1.

Skarga zapisana w Ocaleniu Atlantydy Zyty Oryszyn to jeden z wielu podobnych głosów, które rozlegają się we współczesnej literaturze dotyczącej powojennego zasiedlania Ziem Zachodnich i Północnych. Stanowi ona fragment wielkiego lamentu zasilającego twórczość, która po 1989 roku zrywa z ufundowaną na micie piastowskim narracją bazową, porzuca fabułę opartą na idei szczęśliwego "wrastania" w nową rzeczywistość i przemeblowuje świat przedstawiony opowieści mówiących o "Ziemiach Odzyskanych". Nie chodzi już tylko o pokazanie losu migrantów, którzy po wojnie osiedlili się na przyłączonych do Polski terenach, ale o przywrócenie ofiarom politycznych rozstrzygnięć prawa głosu i wysłuchanie historii tych, którzy w wyniku dziejowych zawirowań znaleźli się "nie na swoim miejscu". Równie ważne jest podtrzymywanie ciągłości (tłumionej przez lata) narracji, dlatego bohaterka powieści Oryszyn powierza swojej wnuczce taką oto misję:

Teraz [...] jesteś moim jedynym schronem, nie ty musisz się chować, lecz mnie przechować, mój świat i cioci Emi. Twoja pamięć to zrobi. Pamięć pokoleń to najlepszy schron przed unicestwieniem. Niedługo umrę i zostanie wtedy ze mnie i mojego świata tylko tyle, ile zapamiętasz2.

Z figurą schronu, o której tu mowa, a która stanowi także impuls mojej opowieści, łączy się wypowiedziane w tym samym miejscu przekonanie, że ślady czyjegoś życia nie giną bezpowrotnie i że ocalić je może "czyjaś młoda pamięć. Pamięć, która przekaże tę pamięć jeszcze innej młodej pamięci, a może nawet napisze książkę"3.

Książkę taką jak ta należałoby jednak rozpocząć inaczej. Mierząc się z tematem zasiedlania Ziem Zachodnich i Północnych w powojennej twórczości, trzeba najpierw dookreślić tytułowy przedmiot badań i ustalić, czym jest literatura osadnicza i postosadnicza. Świadomie sięgam po pojęcia wywodzące się z peerelowskiej publicystyki i mające nieoczywiste konotacje. Określenie "osadnik", chętnie przywoływane po 1945 roku, niewątpliwie mistyfikowało tożsamość przybyszów, którzy nie byli osadnikami w ścisłym rozumieniu tego słowa4. Niemniej na tyle silnie przyjęło się w społecznej świadomości, że funkcjonuje dziś jako synonim osoby zasiedlającej tereny przejęte przez państwo polskie po wojnie i w odróżnieniu od terminu "Ziemie Odzyskane" nie wymaga ujęcia w cudzysłów. Podobnie rzecz się ma z epitetami "osadniczy", "osadnicza", "osadnicze".

Wszystkie te nazwy zdążyły się już zadomowić w literaturoznawczej refleksji, a w ostatnich latach pojawiły się również ujęcia, które uściślają znaczenie terminu "literatura osadnicza" funkcjonującego w relacji do innych pokrewnych określeń, takich jak "proza osadnicza", "dyskurs osadniczy", "literatura ziem odzyskanych", "pojałtańskie narracje migracyjne", "narracje pojałtańskiego Okcydentu", "powieść migracyjna", "literatura migracyjna" czy "literatura polsko-niemieckiego pogranicza". Najważniejsze dotychczasowe propozycje terminologiczne zebrała i omówiła Kamila Gieba w monografii na temat powojennej twórczości lubuskiej5. W pracy tej zawarta została również definicja literatury osadniczej:

[...] jest to odmiana polskiej powojennej literatury migracyjnej z lat 1945-1989, której główny temat stanowi proces zasiedlania tzw. Ziem Odzyskanych na drodze dobrowolnych i przymusowych migracji oraz towarzyszące temu procesowi konstruowanie, rekonstruowanie i przekształcanie przestrzeni kulturowej pogranicza6.

Dwa czynniki, wskazuje Gieba, są przy tym decydujące: "doświadczeniowo-tożsamościowa narracja, będąca odpowiedzią na powojenną sytuację geopolityczną kraju", oraz dążenie do realizacji pewnego projektu genologicznego i związanego z nim programu ideologicznego, które miały wspomagać i legitymizować nowy kształt terytorialny Polski. Stąd utwory należące do literatury tego typu cechuje - wymienia badaczka - "zaangażowanie elementów mitotwórczych, waloryzacja przestrzeni i pretendowanie do miana metanarracji narodowej"7.

Powyższe rozumienie literatury osadniczej przejmuję w tej książce, rozwijając zaś przywołaną propozycję, dodam, że interesująca mnie twórczość to głównie proza fabularyzowana (powieści i opowiadania), a oprócz niej literatura faktu (reportaże i pamiętniki), liryka agitacyjna (inspirowana poezją spod znaku Rodła) i liryka opisowa. Kluczowe dla utworów osadniczych wątki ogniskują się wokół dychotomii: trwania i powrotu, obcości i swojskości, końca (związanego z utratą) i początku, a ich wspólnym mianownikiem jest przywiązanie do ziemi, traktowanej jako nowa ziemia, ziemia matka czy ziemia obiecana. Towarzyszy temu konceptualizacja miejsca jako domu gniazda, kolebki / kołyski, ale także kulturowego tygla, wieży Babel czy Dzikiego Zachodu, rajskiego ogrodu, edenu, locus amoenus, Itaki, nieznanego lądu. Z tą topiką korespondują figury strudzonego wędrowca, tułacza i pątnika, syna marnotrawnego, dziecka powracającego do matki, Odyseusza, biblijnego Adama, odkrywcy Atlantydy. Podejmując problematykę adaptacji i integracji społecznej, literatura osadnicza pokazuje proces zadomowienia, przełamywania różnic kulturowych i etnicznych, radzenia sobie z niemiecką przeszłością miejsca i budowania nowej społeczności. W jej obrębie przenikają się tendencje, które Bogusław Bakuła, charakteryzując powieść migracyjną w tekście Z Kresów na Kresy, określił jako kombatancko-repatriacyjną, romantyczno-misyjną, socjohistoryczną, przygodowo-westernową - oraz związane z nimi wątki: osadnictwa wojskowego, sąsiedzkich konfliktów, niemieckich gospodarzy, autochtonów, szabrowników, ukrywających się band czy ukrytych skarbów, by wymienić tylko niektóre. Te i inne przedstawienia tworzą mitologię "Ziem Odzyskanych", którą rządzi mit piastowski i mit arkadyjski - oba wpisują się w propagowane po wojnie wzorce adaptacji. Tym wzorcom jest podporządkowany schemat fabularny oraz świat przedstawiony, w którym centralne miejsce zajmuje figura przesiedleńca (najczęściej przybysza ze Wschodu), wchodzącego w rolę gospodarza nowej ziemi. Jego antagonistą jest ukrywający się Niemiec, żołnierz AK (zazwyczaj traktowany jako bandzior), kułak bądź szabrownik. Świat literatury osadniczej zaludniają ponadto sylwetki przedstawicieli władzy ludowej, zdemobilizowanych wojskowych oraz żołnierzy radzieckich, a obok nich postaci kobiece, wśród których na plan pierwszy wysuwają się wiejska gospodyni będąca żoną osadnika, Niemka występująca w roli gospodyni i (lub) kochanki oraz młoda Polka, często autochtonka. Tak w największym skrócie przedstawia się repertuar osadniczych tematów, wątków, motywów.

Drugi typ twórczości, któremu zamierzam się przyjrzeć, jest bardziej zróżnicowany formalnie (więcej tu fabularnych wariantów, mniej schematyzmu, "osadnicze" elementy świata przedstawionego wchodzą w nowe konfiguracje) i niewątpliwie słabiej opisany. Definiując literaturę postosadniczą, należałoby wziąć pod uwagę przede wszystkim dwie propozycje badawcze. Pierwsza, której autorką jest Inga Iwasiów, operuje pojęciem literatury "neo-post-osiedleńczej": "post", gdyż pisana jest ze świadomością wygaśnięcia ideologii bohaterskich oraz rewindykacji terytorialnych i kulturowych, "neo", gdyż wraca do tematu pochodzenia, tożsamości i pamięci"8 - wyjaśnia badaczka. Ustalenia Iwasiów dotyczą powieści, która "zwraca się ku doświadczeniu narracyjnemu, pokazuje wyrwy w opowieściach autobiograficznych, szuka wyjaśnień w ciągach nakładających się na siebie głosów"9. Propozycja druga, wypływająca od piszącej te słowa10, zakłada, że określenie "postosadnicza", mające szeroki zakres znaczeniowy, najlepiej oddaje specyfikę twórczości (nie tylko powieści), która po 1989 roku powraca do tematu powojennego zasiedlania terenów zachodnio-północnych. Skonstruowane w relacji do takich pojęć, jak "postpamięć", "postświadkowie" czy "postmigracyjność", wpisuje się przy tym we współczesne, "POSTne - jak je określił Mieczysław Dąbrowski11 - literaturoznawstwo" i rezonuje wpisanymi w przedrostek "post" konotacjami. Dlatego o twórczości postosadniczej w nawiązaniu do innych określanych w ten sposób zjawisk można by w uproszczeniu powiedzieć, że stanowi kontynuację, a równocześnie zaprzeczenie "osadniczej".

Kontynuacja wiąże się z tym, że obie wersje opowieści reprezentują narrację bazową (fundacyjną), która jest skorelowana z wytwarzaniem relacji podmiot - przestrzeń. Zależność ta, podobnie jak związek między konstruowaniem tożsamości przybyszów (także ich dzieci i wnuków) i konstruowaniem miejsca, jest konstytutywna dla interesującej mnie twórczości i stanowi główny czynnik łączący literaturę osadniczą i postosadniczą. Bo chociaż proces zasiedlania "Ziem Odzyskanych" dawno się zakończył, pytanie o więź z miejscem jest wciąż aktualne i świadczy o dynamice tożsamościowego projektu, będącej pochodną postmigracyjności.

Biorąc to pod uwagę, literaturę osadniczą i postosadniczą należałoby traktować jako dwie fazy rozwojowe tej samej narracji. Pierwsza z nich rozpoczyna się w drugiej połowie lat czterdziestych XX wieku, obejmuje lata pięćdziesiąte, sześćdziesiąte, siedemdziesiąte i wygasa w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych. Powstają wówczas takie reprezentatywne dla narracji osadniczej utwory, jak - wymieniam w kolejności alfabetycznej według nazwisk autorów - Ptasi gościniec i Babie lato (1984) Haliny Auderskiej, Rubież (1947) Natalii Bukowieckiej-Kruszony, Ziemia (1963) Jana Brzozy, Miasto nowych ludzi (1954) Janiny Dziarnowskiej, Gdy zachód był dziki: powieść sensacyjna (1946) Wojciecha Grzelika, Toast (1964) Józefa Hena, Narodziny miasteczka (1970) Jana Huszczy, Dymy wyższe nad dęby Tadeusza Jasińskiego, Opowieści wrocławskie (1955) Anny Kowalskiej, Zimowe kwiaty (1959) Kazimierza Koźniewskiego, Niespokojny Zachód (1968) Adolfa Lekkiego, Czterej z piekła (1978) Stefana Maciejewskiego, Żegnajcie, chłopcy (1969) Tadeusza Mikołajka, Kwartał bohaterów (1965) i Strofy o dzierżawie (1982) Zdzisława Morawskiego, Krajobraz z tarniną (1969) Władysława Ogrodzińskiego, Szyld pisany antykwą (1977) i Siwe skrzydła. Opowiadania (1975) Janusza Olczaka, wiele utworów Henryka Panasa - Bóg, wilki i ludzie: opowiadania mazurskie (1960), Grzesznicy (1966), Na krawędzi nocy (1976), Trud ziemi nowej (1948), Eugeniusza Paukszty Kartki z Ziemi Lubuskiej (1954), Wrastanie (1964), Znak żółwia (1965) oraz dylogia Przejaśnia się niebo (1967), a dalej - Ziemia obiecana (1965) Dionizego Sidorskiego, Tryptyk lubuski (1979) Bolesława Solińskiego, Adam (1967) Adama Srogi, Dwa tysiące z hakiem (1962) Józefa Szczypki, Wilcza jagoda (1977) Seweryny Szmaglewskiej, liczne utwory Zygmunta Trziszki, takie jak Dom nadodrzański (1968), Dopala się noc (1971), Podróże do mojej Itaki (1980), Wielkie świniobicie (1965), Żylasta ręka ojca (1967), następnie Dziedzictwo (1966) Andrzeja K. Waśkiewicza, Najtrudniejszy język świata (1988) i Parafianie (1972) Henryka Worcella, Niemaszchleba (1964) Tadeusza Zimeckiego i Liście (1967) Zbigniewa Żakiewicza. Osobno należałoby wymienić tom Odzyskane gniazda. Proza i poezja o Ziemi Lubuskiej (1963) pod redakcją Eugeniusza Paukszty i antologie: Zachodem poszły dzieje. Antologia opowiadań o Ziemiach Zachodnich, wybór W. Nawrocki, A. Wasilewski (1970), Złota dzida Bolesława. Podania, legendy i baśnie Ziemi Lubuskiej, wybór J. Koniusz (1970), Ziemia serdecznie znajoma (antologia tekstów poświęconych Warmii i Mazurom), red. I. Arctowa (1956).

Pokłosiem fazy drugiej, która rozpoczyna się około 1989 roku i trwa aż do dzisiaj, są głównie, ale nie tylko - o czym świadczy tom Wilki (2023) Marzanny Bogumiły Kielar - powieści. Jedynie część z nich - przykładem Hanemann (1995) Stefana Chwina, Wendyjska winnica. Winne miasto (2019) Zofii Mąkosy, Ocalenie Atlantydy (2012) Zyty Oryszyn, Stacyjka na wschodzie i zachodzie (2004) Marii Sidorskiej-Ryczkowskiej, Repatrianci (1988) i Płonący motyl (1989) Stanisława Srokowskiego oraz Wzgórze bzów (2023) Ireneusza Staronia - skupia się na opowieści o pierwszych powojennych latach na "Ziemiach Odzyskanych". Bardziej reprezentatywne dla tej fazy są utwory powieściowe, w których temat osadnictwa wykracza poza losy pierwszych osadników i stanowi jeden z wątków - mniej lub bardziej wyrazisty. Tu jako przykład można wskazać powieści Ciemno, prawie noc (2012) i Piaskowa góra (2011) Joanny Bator, Grünberg (2013) Krzysztofa Fedorowicza, Bambino (2008) i Ku słońcu (2010) Ingi Iwasiów, Mniejsza epopeja (2014) Marka Jurgońskiego, Niewinne miasto (2003) Czesława Markiewicza, Kronika umarłych (2010) Daniela Odii, opowiadania Geranium (2024) Katarzyny Grabias-Banaszewskiej. Warto zauważyć, że literatura postosadnicza wciąż powstaje i ma dzisiaj dobrą passę, co łączy się z popularnością tematu przesiedleń - o jego atrakcyjności świadczą między innymi takie wydane niedawno pozycje, jak Niedopolska. Nowe spojrzenie na Ziemie Odzyskane (2024) Sławomira Sochaja, Ziemie. Historie odzyskiwania i utraty (2024) Karoliny Ćwiek-Rogalskiej czy Repatraland '45. Drogi Polaków na Ziemie Odzyskane (2025) Tomasza Bonka.

Czynnikiem oddziałującym na zróżnicowanie dwóch omawianych tu typów twórczości jest w pierwszym rzędzie transformacja ustrojowa, która przynosi zmianę w podejściu do "Ziem Odzyskanych". Literatura po 1989 roku, często uprawiana w nurcie "małych ojczyzn", na nowo opowiada historię osadniczą, a "zaprzeczenie", zawierające się w przedrostku "post" wynika z rekonstrukcji projektu tożsamościowego i towarzyszących temu przemian w obrębie literackiego wzorca. Chodziłoby o odnotowane przez Iwasiów "wygaśnięcie bohaterskich rewindykacji terytorialnych"12 i porzucenie historii oficjalnej na rzecz pamięci (przeciwhistorii, mikrohistorii, historii nieocenzurowanej) oraz - co się z tym łączy - o spojrzenie z dystansu, obejmujące szerszy horyzont czasowy. Jeśli zatem literatura osadnicza pokazuje losy osadników, to postosadnicza uwzględnia też historię ich dzieci i wnuków. Podczas gdy ta pierwsza koncentruje się na procesie zasiedlania, to literatura postosadnicza przedstawia również jego rozciągnięte w czasie konsekwencje. Różnicę między nimi wyznaczają z jednej strony czynniki ideologiczne, uwarunkowane historią i polityką, z drugiej - będące w pewnym stopniu ich pochodną - kwestie formalne, takie jak konstrukcja bohatera, budowa świata przedstawionego, struktura narracji.

Wśród rozbieżności strukturalnych, które można rozpatrywać na różnych poziomach, znacząca jest odmienność schematu fabularnego: w literaturze osadniczej jest on podporządkowany idei narodzin / początku i rozwija się ku pomyślnemu zakończeniu, schematem literatury postosadniczej najczęściej rządzi upadek (śmierć, koniec) - i w tym kierunku zmierzają losy bohaterów. Tę charakterystykę można by jeszcze rozwinąć, biorąc pod uwagę inne aspekty, w tym zmianę kulturową sygnowaną przez nowe pole pojęciowe. Tu zaznaczę jedynie, że literatura pisana po 1989 roku powstaje w relacji do takich kategorii, jak postpamięć, postmigracyjnośc, inność / obcość, pogranicze, wielokulturowość, hybrydyczność, trauma, że jednym z jej impulsów rozwojowych jest rozrachunek z powojenną koncepcją "Ziem Odzyskanych" i nowa konceptualizacja miejsca, z którą łączy się dowartościowanie niemieckiego dziedzictwa oraz dopuszczenie do głosu kresowej nostalgii.

Reasumując, w nawiązaniu do przywołanej na początku definicji literatury osadniczej, postosadniczą można dookreślić jako powstającą po 1989 roku odmianę literatury postmigracyjnej, która powraca do podejmowanego w literaturze osadniczej tematu zasiedlania "Ziem Odzyskanych" w ramach dobrowolnych i przymusowych migracji, pokazując zarówno proces zagospodarowywania tych ziem, jak i jego skutki w wymiarze indywidualnym i społecznym, jak również - tu kopiuję analogiczny fragment definicji literatury osadniczej - towarzyszące temu procesowi konstruowanie, rekonstruowanie i przekształcanie przestrzeni kulturowej pogranicza.

W swoich rozważaniach chcę położyć akcent właśnie na definicyjne constans i przyjrzeć się relacji podmiot - przestrzeń, osadzając ją w perspektywie "tropów topografii"13. Mówiąc najogólniej i w największym skrócie, chodziłoby o zbadanie, jak przez symbole i tropy pojawiające się w tekstach literackich materializuje się doświadczenie miejsca oraz w jaki sposób figury te zostają podporządkowane polityce miejsca i sfunkcjonalizowane w kształtowaniu lokalnej (i regionalnej) mitologii. Ta "mitologia drugiego stopnia", tworzona początkowo z pobudek propagandowych, a zarazem w odpowiedzi na duchowe potrzeby osób przesiedlonych, w latach powojennych służyła procesowi adaptacji i integracji. Z kolei po 1989 roku - w obrębie krajobrazu inter- i transkulturowego, któremu w niniejszej książce się przyglądam - pozwalała reinterpretować osadnicze doświadczenie i na nowo układać się z miejscem. W obu wypadkach można tu mówić za Cliffordem Geertzem o zaangażowaniu metaforyki przestrzennej w społeczne praktyki i w tworzenie "ram symbolicznych nowej rzeczywistości"14.

Zdaniem Geertza, symbole ekspresywne i poznawcze "mają przynajmniej jedną wspólną cechę: stanowią zewnętrzne źródła informacji, z których można czerpać kształtujące życie człowieka wzorce - są pozaosobowymi mechanizmami, umożliwiającymi percepcję, rozumienie, ocenianie i manipulowanie światem"15. Takie przeświadczenie towarzyszy również rozważaniom zawartym w tej książce i stanowi obok krytyki mitograficznej i geopoetyki (w tym kształcie, jaki geopoetyce nadała Elżbieta Rybicka16) główną inspirację metodologiczną. Swoje rozpoznania osadzam ponadto w badaniach noworegionalnych,

zajmujących się społecznymi mechanizmami wytwarzania i doświadczania przestrzeni - tę perspektywę przywołuję, pytając o politykę miejsca17, a także o relacje centralno-peryferyjne, geografię wyobrażoną, sposoby kreowania regionalnej wspólnoty, autogeobiografię oraz o kwestie związane z krajobrazem kulturowym i pograniczem polsko-niemieckim. Pomocne w analizie "tropów topografii" okazały się również koncepcje wypracowane we współczesnych badaniach nad przestrzenią, w tym typologia miejsc autobiograficznych Małgorzaty Czermińskiej, praktyki przestrzenne Michela de Certeau, nie-miejsca Marca Augé i topofrenia Roberta Tally'ego. Z kolei w prezentowanych tu studiach nad krajobrazem kulturowym odwołuję się do ustaleń Tima Ingolda i Christophera Tilleya. Pod uwagę wzięłam również kategorie i ujęcia badawcze nieodnoszące się bezpośrednio do zjawisk spacjalnych, niemniej przydatne w badaniach literatury osadniczej i postosadniczej, takie jak wrogościnność Jacques'a Derridy, mimikra Homiego Bhabhy, rytuał przejścia Arnolda van Gennepa, liminalność Victora Turnera, fictions of memory Brigit Neumann, teoria afektu Mike Bal, koncepcja narracji reinhabitacyjnych Serenelli Iovino czy kategoria kontr-dyskursu Hanny Gosk. Szczególnie nośna poznawczo stała się ta ostatnia - wydobywając ambiwalencje osadniczej narracji oraz konflikt istniejący na styku tego, co prywatne / jednostkowe i zbiorowe / oficjalne, pozwoliła śledzić narrację subwersywną w literaturze osadniczej i zwrócić uwagę na "parametr tragiczny", który łączy tę twórczość z późniejszą. W nawiązaniu do tej propozycji posługiwać się będę kategorią kontrmitu.

Rozpoznania prezentowane w niniejszej książce są pokłosiem badań nad literaturą osadniczą i postosadniczą, głównie lubuską, prowadzonych w latach 2010-2025. Gdy piętnaście lat temu zaczynałam zajmować się tą twórczością, literatura przedmiotu była stosunkowo uboga - przez długi czas głównym opracowaniem w tym zakresie był artykuł Z Kresów na Kresy Bogusława Bakuły z 1996 roku i dopiero w drugiej dekadzie XXI wieku zaczęły się pojawiać pozycje, w tym monografie Kamili Gieby (Lubuska literatura osadnicza) i Arkadiusza Kalina (Mit ziem odzyskanych w literaturze. Postkolonialny przypadek Ziemi Lubuskiej)18, które znacząco wzbogaciły stan badań nad literaturą osadniczą. Ważne prace dotyczące interesującej mnie twórczości wyszły również spod pióra Joanny Szydłowskiej19 oraz Kingi Siewior20. Należy jednak zaznaczyć, że osobne opracowanie, poświęcone literaturze osadniczej i postosadniczej jako takiej dotąd nie powstało.

Materiał, któremu się przyglądam, to utwory ukazujące się od połowy lat czterdziestych XX wieku po współczesność autorstwa takich pisarzy, jak Joanna Bator, Jan Brzoza, Irena Dowgielewicz, Inga Iwasiów, Marek Jurgoński, Mirosław Kuleba, Czesław Markiewicz, Zofia Mąkosa, Zdzisław Morawski, Janusz Olczak, Henryk Panas, Eugeniusz Paukszta, Maria Sidorska-Ryczkowska, Henryk Worcell i inni. Najważniejszą postacią, do której wracam w różnych momentach tej książki, jest Zygmunt Trziszka, nie bez powodu nazywany "bardem osiedleńczych losów" - to w jego twórczości skupiają się modelowe cechy pisarstwa osadniczego.

W monografii omawiam zagadnienia zogniskowane wokół trzech kwestii, jakimi są: sfunkcjonalizowanie metaforyki przestrzennej w procesie adaptacji i tworzenia nowej społeczności (część pierwsza: Tropy topografii - narracje założycielskie), związki mitu arkadyjskiego z polityką miejsca (część druga: "Czarcia kraina". Oblicza mitu arkadyjskiego), sposób istnienia krajobrazu kulturowego w literaturze polsko-niemieckiego pogranicza (część trzecia: Rekonstruowanie przestrzeni: krajobraz kulturowy polsko-niemieckiego pogranicza). Porządek treściowy odzwierciedla zarazem chronologię osadniczego procesu. W części pierwszej skupiam się na zabiegach przestrzennych wykorzystywanych w powstającej po wojnie literaturze osadniczej. Badając tropy topografii konstytuujące lubuski mit założycielski, chcę wydobyć jego specyfikę i przyjrzeć się mitologii ziemi lubuskiej, odrębnej - co staram się w tej części pokazać - na tle mitologii, które były konstruowane po 1945 roku na potrzeby innych nowo utworzonych regionów. Część druga dotyczy różnych przedstawień arkadii i pokazuje, jak pisarstwo osadnicze, sięgając do wzorców utrwalonych w tradycji, wykorzystuje ich mitotwórczy potencjał. Dużo miejsca poświęcam tu mitowi antyarkadyjskiemu, który w literaturze osadniczej subwersywnie rozsadza schemat zakorzenienia / wrastania i funkcjonuje jako odmiana kontrmitu, a w literaturze postosadniczej staje się głównym regulatorem relacji podmiot - przestrzeń. W części trzeciej interesuje mnie, dokonująca się po 1989 roku, rekonstrukcja osadniczej przestrzeni. Śledzę ją, analizując przemiany (i typy) krajobrazu kulturowego, który jest tu główną kategorią pojęciową. Na przykładzie winescape ("winnego krajobrazu" charakterystycznego dla Zielonej Góry) badam narrację enograficzną, będącą wyróżnikiem najnowszej prozy zielonogórskiej. "Zielonogórski tryptyk", na który składają się trzy rozdziały dotyczące literackich obrazów Winnego Grodu, zamyka część trzecią. Otwierając zaś tę część, prezentuję koncepcje z kręgu współczesnych landscape studies, które mogą być pomocne w badaniach nad literaturą osadniczą i postosadniczą polsko-niemieckiego pogranicza.

Proponowane w książce ujęcie nie ma charakteru całościowego: nie dąży ani do syntezy, ani do wyczerpania tematu, niemniej daje rozbudowany i w miarę pełny, mam nadzieję, obraz literatury dotyczącej powojennego osadnictwa, postrzeganej przez pryzmat wyróżniających ją zjawisk przestrzennych. Badając "tropy topografii", starałam się uchwycić różne ich przejawy i aspekty - brać pod uwagę sposób obrazowania, schematy fabularne, wyróżniki narracji, cechy gatunkowe i związki z tradycją. Chcąc ukazać specyfikę tej twórczości, rozpatrywałam ją też na tle innych zjawisk literackich, takich jak na przykład narracja reinhabitacyjna, proza produkcyjna czy nurt wiejski. Zależało mi zarazem, aby badając literaturę związaną z konkretnym miejscem (miastem bądź regionem), wykraczać poza temat lokalny i regionalny. Ten zamysł najpełniej realizuje się w Aneksie, gdzie na przykładzie Piosenki o porcelanie Czesława Miłosza pokazuję, jak problematyka osadnicza (w połączeniu z tematem zachodnim) rezonuje we współczesnych tekstach literackich.

Niniejsza książka zapewne nie powstałaby, gdyby nie moja prywatna historia. O ile doświadczenie przesiedleńcze bliskich mi osób, które po 1945 roku przybyły na ziemię lubuską, znalazło wyraz w rodzinnych opowieściach, o tyle proces ich adaptacji na nowej ziemi, który od pewnego momentu stał się również moim udziałem, wciąż pozostaje nieopowiedziany - być może dlatego, że się jeszcze nie zakończył? Badając literaturę osadniczą, mogłam odkrywać różne oblicza tego procesu, a przy okazji rekonstruować pamięć czy raczej postpamięć będącą udziałem pokolenia urodzonego na "Ziemiach Odzyskanych". Dodam, że pamięć ta - "najlepszy schron przed unicestwieniem", jak ją nazwała autorka Ocalenia Atlantydy - pomaga również budować własną relację z miejscem.

1 Z. Oryszyn, Ocalenie Atlantydy, Warszawa 2012, s. 80.

2 Tamże, s. 25.

3 Tamże, s. 189.

4 Według Wielkiego słownika języka polskiego osadnik to "osoba, która przybyła na tereny mało zaludnione i tam zamieszkała", https://wsjp.pl/haslo/podglad/27439/osadnik/3940003/osoba [dostęp: 20 stycznia 2025 roku]. Dziękuję Jerzemu Madejskiemu, recenzentowi książki, który zwrócił mi uwagę na to, że kłopotliwy status tego określenia domaga się komentarza.

5 Por. K. Gieba, Jak nazywać literaturę dotyczącą przesiedleń? Przegląd stanowisk, [w:] tejże, Lubuska literatura osadnicza jako narracja założycielska regionu, "Nowy regionalizm w badaniach literackich", t. 7, Kraków 2018, s. 45-54. Określenie "literatura osadnicza" kwestionuje Kinga Siewior, proponując, by w odniesieniu do twórczości dotyczącej przesiedlenia i osiedlenia stosować termin "pojałtańskie narracje migracyjne" (K. Siewior, Wielkie poruszenie. Pojałtańskie narracje migracyjne w kulturze polskiej, Warszawa 2018, s. 61). Ciąg dalszy dyskusji nad nazewniczą terminologią można znaleźć w książce Arkadiusza Kalina, który z kolei polemizuje z Siewior i opowiada się za rozstrzygnięciami Gieby (A. Kalin, Mit ziem odzyskanych w literaturze. Postkolonialny przypadek Ziemi Lubuskiej, Gorzów Wielkopolski 2019, s. 473-474).

6 Por. K. Gieba, Próba definicji literatury osadniczej, [w:] tejże, Lubuska..., s. 55-56.

7 Tamże, s. 56.

8 I. Iwasiów Hipoteza literatury neo-post-osiedleńczej, [w:] Narracje migracyjne w literaturze polskiej XX i XXI wieku, red. H. Gosk, Kraków 2012, s. 220. Koncepcja badaczki bazuje przy tym na rozróżnieniu opowieści osiedleńczej i przesiedleńczej, zakładając, że ta druga została wyparta i "przykryta" przez opowieść osiedleńczą.

9 Tamże, s. 223-224.

10 Jej zarys zawarłam w artykule Choroba migrantów - literacka epikryza i patogeneza (na przykładzie narracji osadniczej i postosadniczej), "Teksty Drugie" 2014, nr 6, s. 18-39.

11 Por. M. Dąbrowski, POSTne literaturoznawstwo, [w:] tegoż, Literatura i konteksty. Rzeczy teoretyczne, Warszawa 2011, s. 13-42.

12 I. Iwasiów, Hipoteza literatury neo-post-osiedleńczej..., s. 202.

13 Por. M. Mikołajczak, Tropy topografii. Związki między regionalizmem i miejscem w twórczości lubuskiej, "Ruch Literacki" 2010, z. 1, s. 93-106. W artykule pod uwagę wzięto cztery tropy poetyckie: metaforę, metonimię, synekdochę oraz - traktowane łącznie - hiperbolę i litotę, przyjmując, że indeksują one najważniejsze aspekty miejsca, które dochodzą do głosu w twórczości lubuskich autorów.

14 C. Geertz, Interpretacja kultur. Wybrane eseje, przeł. M. Piechaczek, Kraków 2005, s. 248.

15 Tamże, s. 247.

16 Por. E. Rybicka, Geopoetyka. Przestrzeń i miejsce we współczesnych teoriach i praktykach literackich, Kraków 2014, s. 46.

17 Określeniem "polityka miejsca" posiłkuję się w znaczeniu, jakie nadaje mu Elżbieta Rybicka (Od poetyki przestrzeni do polityki miejsca. Zwrot topograficzny w badaniach literackich, "Teksty Drugie" 2008, nr 4, s. 21-37).

18 Por. K. Gieba, Lubuska literatura osadnicza...; A. Kalin, Mit ziem odzyskanych...

19 Por.: J. Szydłowska, Narracje pojałtańskiego Okcydentu. Literatura polska wobec pogranicza na przykładzie Warmii i Mazur (1945-1989), Olsztyn 2013; tejże, Lubuskie panopticum Janusza Olczaka, czyli wyczerpane inspiracje pojałtańskiej deterytoryzacji: "Szyld pisany antykwą", "Prace Literaturoznawcze" 2013, nr 1; tejże, Od prawdy faktu do literackiego zmyślenia: o publicystycznych kontekstach w "Trudzie ziemi nowej" Eugeniusza Paukszty, "Komunikaty Mazursko-Warmińskie" 2003, nr 4; tejże, Kostiumy, figury, dekoracje. Szkice z pogranicza, Olsztyn 2018.

20 Por. K. Siewior, Wielkie poruszenie...

"Szli na Zachód osadnicy...". Rola metaforyki przestrzennej w tworzeniu mitologii ziemi lubuskiej

Ziemia Lubuska. Ciepło, miękko brzmią te dwa słowa.

Eugeniusz Paukszta

Szli na zachód osadnicyszlakiem Wielkiej Niedźwiedzicy,karabiny i rusznicezawiesili w cieniu brzóz.

Jacek Kasprowy

Piosenka, z której pochodzą wyżej przytoczone słowa, zdobywała popularność w drugiej połowie lat siedemdziesiątych, a więc w okresie, kiedy "karabiny i rusznice", podobnie jak instytucje legitymizujące ład pojałtańskiej Europy, takie jak Ministerstwo Ziem Odzyskanych czy Towarzystwo Rozwoju Ziem Zachodnich, nie były już potrzebne i powojenny etap przesiedleńczy na ziemi lubuskiej mógł zacząć przeobrażać się w lokalną legendę. Jednakże legenda lubuska już była (kształtowała się od połowy lat pięćdziesiątych XX wieku), a jej ścieżki biegły równolegle do ścieżek historii.

Adaptowaniu zachodnich terenów od początku towarzyszyło programowanie wyobraźni i modelowanie pamięci - naprzeciw prywatnych mikrohistorii (przeciw-historii, jak nazywa je Ewa Domańska21) stanęła opowieść o "pionierskich", "romantycznych" czasach, której podwaliną był mit. "Mit twardy". To określenie, pojawiające się w powieści Romansoid (1969) Zygmunta Trziszki, wydanej na rok przed tym, nim ukazało się polskie tłumaczenie książki Mit i znak (1970) Rolanda Barthes'a, niesie znaczenie podobne do tego, jakie mitowi nadał francuski semiolog.

Na gwałt potrzebny nam był jakiś mit twardy [podkreślenie - M.M.] o Kłodzie. Gdyby dało się zauroczyć legendą o tej wsi, przemalować ją do niepoznaki na rodzimą (R 119)

- marzy narrator Trziszki. A chodzi tu przecież nie tyle (i nie tylko) o powstrzymanie procesu społecznej migracji (w powieści mowa o ucieczce ze wsi do miasta młodych ludzi), ile o ideę, która przyświecała całej prozie pisarza, a wyrastała z przekonania o sile legendy malowanej słowem. Jej celem było związać z miejscem i - posłużę się jednym z ulubionych słów Trziszki - "zauroczyć".

We wczesnych powojennych latach to nastawienie patronowało twórczości także innych piszących o ziemi lubuskiej, autorów. Mitotwórcza siła słowa sprzęgała się wówczas z wizją literatury, w ramach której przedwojenna "myśl zachodnia" znajdowała nowe, "lubuskie" wcielenie22.

Dzisiaj, gdy na Zachód drogami kroczymy,

gdy z brzegiem Bałtyku oddech polski rośnie,

nowe tętnią rytmy, nowe huczą rymy,

nowe, niespodziane rodzą się przenośnie (OG 339)

- ogłaszał w wierszu Zachód Franciszek Fenikowski. I choć "rytmy", "rymy" i "przenośnie" nowe nie były - bazowały na wcześniejszej, wielowiekowej tradycji, eksploatując głównie trzy źródła: 1) mit piastowski rozszerzony o słowiańskie i prasłowiańskie dzieje, na który nakładała się romantyczna tradycja gniazda, kolebki, korzeni, 2) Biblię i mitologię (tu produktywny był zwłaszcza motywu raju, ziemi obiecanej, arkadii, locus amoenus oraz motywy genezyjskie), 3) wyobraźnię archetypową, zakorzenioną w ludowej tradycji i eksponującą związki człowieka z naturą (topos Matki Ziemi, motyw pierwotności / początku) - to "nowa" zdawała się dynamika i intensywność procesu, który miał ostatecznie znieść, rozsadzić istniejący do niedawna polityczno-historyczny porządek, przemieszczeniem semantycznym niejako utwierdzić przesunięcie granic.

Między innymi dlatego jednym z wyróżników "literatury osadniczej" było powiązanie metaforyki fundującej lokalną geografię mityczną z typem przestrzennej aktywności podmiotu skupionej wokół kilku charakterystycznych figur. Były to między innymi figury syna (wnuka, dziedzica) (1), wracającego do domu tułacza, wędrowca (w tym syna marnotrawnego i Odyseusza) (2), archeologa uprawiającego geologię pamięci (3), wygnańca szukającego ziemi obiecanej (4), a w wersji awanturniczej - konkwistadora (argonauty, zdobywcy), wyruszającego w życiową przygodę (5), wreszcie kreatora, którego związek z miejscem objawia się w akcie creatio ex nihilio (6).

Kierunek poruszania się podmiotu zmierzającego do celu wyznaczała głównie trajektoria powrotu. Uzasadniała ona rewindykacyjną formułę "Ziemie Odzyskane" i pozwalała traktować zagospodarowywany region jako "ziemię ojców". Komplementarne wobec tego ujęcia było wyobrażenie "ziemi nowej" (to określenie rozpowszechniło się między innymi za sprawa powieści Trud ziemi nowej Paukszty), a więc takiej, którą należało zdobyć i oswoić. W tym wypadku droga podmiotu wpisywała się w formułę wyprawy w nieznane. Przykłady, którym przyjrzę się poniżej, dotyczyć będą tych dwóch konceptualizacji.

I. "WRACAMY". ZIEMIA LUBUSKA JAKO ZIEMIA OJCÓW

Tu wracamy - zrozumcie: wracamy, by zostać!

Tu rośniemy - zrozumcie: rośniemy z korzeni!

Tu nas fala krwi polskiej z powrotem wyniosła -

Tu się Polska odrodzi - nikt tego nie zmieni.

Maciej J. Kononowicz, Wracamy (OG 277)

Wyżej zacytowany manifest, pochodzący z drugiej połowy lat czterdziestych XX wieku, współbrzmi z hasłem "Byliśmy, jesteśmy, będziemy", które do dziś spotkać można na pomnikach stawianych w centrum lubuskich miast i miasteczek. Popularny po wojnie slogan propagandowy nie uwzględniał chronologii przerwy - siedmiu wieków, które dzielą pierwszy i drugi człon tego dobitnie wyrażonego continuum. Historyczną lukę wypełnić miała przestrzeń, geograficznie zakreślone "tu", któremu w ramach mitu piastowskiego przypadła rola swoistej kroniki: czasy Mieszka I i Bolesława Chrobrego oraz poprzedzające je legendarne dzieje Słowian i ich walk z naporem germańskim uobecniać się bowiem miały w krajobrazie ("teraz"), tworząc podwaliny powojennej mitologii Kresów Zachodnich23. Tak odczytuje ten krajobraz Paukszta we wstępie do książki Odzyskane gniazda:

Wśród urozmaiconego krajobrazu lesistych wzgórz i rozległych łąk, w zaciszach dawnych rzecznych pradolin, u zbiegu nurtów wodnych, nad przełazami przez trzęsawiska, na przesmykach jeziornych wyrastają dziesiątkami grodziska, pierwszy znak, że historia Ziemi Lubuskiej nigdy sielankowa nie była. Cóż dopiero, gdy w głąb tych wyniesień grodowych sięgnie łopata archeologa i odgrzebując zamierzchłą słowiańską przeszłość ziemi - wśród znalezisk zliczy setkami miecze, szyszaki, cały orężny rynsztunek. Swój i obcy. (OG 7)

Podobną lekcję historii, która mówi znakami przestrzeni, daje w wierszu Posłuchaj Bolesław Soliński:

Posłuchaj co mówią kamienie

posłuchaj co mówią cegły -

z kamienia był Światowid

słowiański, niepodległy.

Z palonej gliny zamek,

dębem obrosłe wały -

posłuchaj co wiatr mówi

kronikarz zagorzały. (OG 41)

Najlepszym kronikarzem była jednak natura - lasy i drzewa, zwłaszcza stare, które pamiętać mogły czasy dawnych Słowian. To wśród nich rozgrywały się wydarzenia, o których mówią publikowane po wojnie lubuskie baśnie i legendy.

Dla słowiańskich mieszkańców ziemi lubuskiej las był azylem i miejscem schronienia przed niemieckim wrogiem, dlatego w puszczy ukrywa się przed najeźdźcą Mścibój, syn Sulecha, a zioła rosnące w lesie nie tylko przywracają mu życie, ale także czynią zeń olbrzyma (Sulechowski olbrzym). Tytułowemu bohaterowi Złotej dzidy Bolesława i grupie jego rycerzy las daje wytchnienie. "[...] w niedostępnych kniejach, wśród bagien i trzęsawisk" ukrywają się przed Niemcami mieszkańcy Głogowa (Gród wśród głogów). Las był ponadto miejscem świętym, w którym uprawiano słowiański obrządek. W sulechowskiej puszczy mieszka Światopełk, stuletni kapłan Światowida (Sulechowski olbrzym), a w dębowym zagajniku Dobiesław, bohater legendy zatytułowanej Skąd się wzięła nazwa Lubiatów, spotyka słowiańskiego boga24. Nieprzypadkowo Wojciech Czerniawski nazwie las "pogańską świątynią"25. W tym samym miejscu poeta pisze o "igliwiu żywicznym". Żywica konotowała pierwotność zalesionego obszaru (to skojarzenie było charakterystyczne dla historycznych powieści piastowskich), ale nie tylko dlatego stała się jednym z wyróżników terenu "o barwnym zapachu żywicy", jak nazwie ziemię lubuską Zenon Czarnecki26. Jeden z bohaterów Trziszki, próbując uatrakcyjnić nowe miejsce, przekonuje:

[...] tam żywicą las pachnie, jej zapach po płucach przechodzi. Przyjedziesz, sama zobaczysz, zmęczone płuca orzeźwisz, to ją pokochasz. (Uszanka, DN 35)

Zapach lasu ma tu podwójne zadanie: uzdrawia, a zarazem działa niczym afrodyzjak, budując miłosną relację wobec miejsca. Wyobrażenie "pachnącego żywicą lasu" konotowało również obfitość dóbr naturalnych i jako takie odgrywało ważną rolę w procesie osadniczej adaptacji. Oto jak prezentuje Trziszka pierwsze spotkanie przybyszów z nową ziemią:

Tabor wjechał do starego lasu; tych drzew nie powstydziłaby się nawet bukowina. Drzewa dały zdrożonym ludziom trochę ochłody. (DSN 11)

Ważna była przy tym nie tylko uroda, ale także nienaruszalna, niezależna od uwarunkowań historii i polityki trwałość leśnej przestrzeni, bo "las jest tym miejscem gdzie nic się nie zmienia: [...] las jest więc miejscem gdzie można pozostać"27. Dlatego ci, którzy wyrwani zostali z rodzinnego domu, na przykład inżynier Kuba, bohater Trziszki, o którym mówi niżej przytoczony fragment, w trwałości lasu zakorzenić mogli swoje trwanie:

Las miał mu przywrócić wiarę w sens egzystencji i co najważniejsze - w człowieka. Był las. Tu białonogie pannice brzozy wbiegają między dostojną zieleń sosen, tu las przegląda się w jeziorach. Inżynier Kuba powiada, że nie zna piękniejszej ziemi. (Drzewo posadził, PMI 30)

Nic dziwnego, że las stał się elementem konstytutywnym lubuskiego pejzażu i niejako atrybutem lokalnej przestrzeni.

Topograficzne tropy zostały sfunkcjonalizowane w tworzeniu genealogii regionu według "instrukcji obsługi" mitu piastowskiego, którą znaleźć można w pracach powstających po wojnie. Na przykład w przedmowie do albumu Ziemia Lubuska, wydanego rok przed obchodami Tysiąclecia Polski, czytamy o germańskiej polityce podboju narodów słowiańskich, o uniezależnieniu się od zachłannych sąsiadów i słupach granicznych nad Odrą, wbijanych przez rycerzy Bolesława Chrobrego, które miały stworzyły zaporę przeciw germańskiej agresji28. Ta wizja wraz z zaczerpniętym z Kroniki Galla Anonima wyobrażeniem ziemi lubuskiej jako "klucza królestwa polskiego" przenikała do licznie wydawanych w tym okresie baśni i legend, a także do opowieści historycznych i reportaży, utrwalając stereotypy złego Niemca i dobrego Polaka, ekspansywnego, pełnego agresji narodu germańskiego i łagodnego, szlachetnego plemienia Słowian. Oddziaływała też na sposób obrazowania przestrzeni - na przykład Fenikowski porównuje brzozy ze słowiańskimi księżnymi rozpaczającymi "po zdradzieckiej uczcie margrafa Gerona" (Zachód, OG 339), a Wilhelm Szewczyk, antropomorfizując rzekę, pisze o "ogniu gwiazd niemieckich", które gaszą jej szum, i o "miastach u ramion wiszących twardych, całych w zbroi" (Pozdrowienie Odrze, OG 281). W tej perspektywie lubuskie miasta stawały się emblematami krwawych dziejów:

Od mrocznych wieków ojcowie moi

dzierżą pograniczne szlaki.

gdzie Bytów, Złotów i Babimost stoi,

tam krwi i potu są znaki (OG 189)

- oznajmiał Lech Malbor, zakreślając (w utworze Babimojskie, Międzyrzeckie, Krajna, Kaszuby) przestrzenne granice narodowej tożsamości.

W obrębie mitu piastowskiego jednym z wyrazistszych motywów partycypujących w konstytuowaniu tożsamości lokalnej był cmentarz - spoczywające na nim kości miały namacalnie potwierdzać polskość "odzyskanego" po wojnie terenu:

[...] stąpali po cmentarzyskach przodków. Byli u siebie. Orły piastowskie na wieżach, choć w gotyku, jednak po polsku ryte nagrobne napisy świadczyły, kto tą ziemią władał. [...] mimo dziejowego karczunku, mimo tępienia słowiańszczyzny, w dniach wyzwolenia nowe pędy szumiały naszą mową29

- pisał Wojciech Żukrowski w przedmowie do książki Kartki z Ziemi Lubuskiej. W tym wypadku nadrzędną ideą było dziedzictwo. Tak właśnie (Dziedzictwo) nazwany został tomik poety i krytyka literackiego Andrzeja K. Waśkiewicza. W tytułowym poemacie przestrzeń naznaczona jest obecnością wcześniejszych pokoleń, a znaki historii rozsiane w krajobrazie legitymizują prawo do tego obszaru: "nam - którzy po nich - dane to dziedzictwo" - oznajmia poeta30. Takie przesłanie patronowało powstałej w 1946 roku Pieśni o Ziemi Lubuskiej, w której czytamy o "ziemi praojców" i "Piastów słowiańskich prastarym rodzie31. Podobną retoryką i dykcją (dla uwiarygodnienia posiłkującą się archaiczną stylizacją) posłuży się także kilka lat wcześniej Lech Malbor, który w cytowanym już utworze Babimojskie, Międzyrzeckie, Krajna, Kaszuby obwieszcza: "A ojce nasi to Piasta synowie, / To lud od sochy i pola" (OG 189).

W sankcjonowanie prawa do "odzyskanego" terenu zaangażowana była obok literatury pięknej narracja historyczna i literatura faktu. Autorzy powojennych reportaży - Henryk Ankiewicz, Alicja Zatrybówna, Irena Kubicka - poszukują polskich korzeni w średniowiecznych osadach położonych na ziemi lubuskiej, Krzysztof Kąkolewski tropi ślady polskości na płytach nagrobkowych znajdujących się na zielonogórskim cmentarzu32, zaś zbiór opowiadań historycznych o ziemi lubuskiej zatytułowany Dymy wyższe nad dęby jest poprzedzony mottem, w którym wersalikami wyróżniono słowa archeologa:

Archeolog nachylił się raz jeszcze nad rozkopaną ziemią i krusząc rdzę na małym przedmiocie zawołał ze studni odkrywki w górę, ku słońcu: BYLIŚMY TU JUŻ NA POCZĄTKU UBIEGŁEGO TYSIĄCLECIA NASZEJ ERY, WCZEŚNIEJ ZANIM HUNOWIE WYOSTRZYLI PRZECIW NAM MIECZE33.

Dokumentując dziedzictwo, sięgano po romantyczne toposy: gniazda, kołyski, korzeni. Szczególnie nośny w metaforyzacji lubuskiego loci był obraz gniazda, utrwalony jako symbol domu i ojczyzny, a w tym wypadku wzmocniony symboliką orła białego, który "przyfrunął" do herbu państwowego z piastowskiego godła. Na przykład cytowany wcześniej zbiór utworów poświęconych ziemi lubuskiej opatrzony został tytułem Odzyskane gniazda. Proza i poezja o Ziemi Lubuskiej. Obok tradycyjnego ujęcia motywu spotkać przy tym można realizacje bardziej oryginalne, kontaminujące ważne w okresie peerelowskim symbole, jak w wierszu Czerniawskiego: "już strząsnęliśmy ze swych skrzydeł popiół / i gwiazdą orła kreślimy krajobraz"34.

W tym kręgu semantycznym mieścił się też motyw ziemi kolebki/kołyski. Oto fragment lekcji historii udzielanej przez dziadka wnukowi na kartach jednego z opowiadań Trziszki:

Jak do szkoły pójdziesz, to powiedzą o Popiele i Rzepisze, to się mówi, że tam była kolebka. Rozumiesz, do prawdziwej kołyski wracasz, a te cośmy tam zostawili, to już spróchniała, nie ma czego żałować. (Uszanka, DN 35)

W innym miejscu ta sama myśl skwitowana zostaje słowami: "Po mojemu jest tak: tu się kiedyś Polska urodziła, choć my rodziliśmy się gdzie indziej" (Dom pod białą skarpą, DD 48).

Motyw ziemi kolebki dawał się też odnosić do sfery prywatnej, asymilować w osobistej historii podmiotu. Na przykład Szewczyk w wierszu zatytułowanym Pozdrowienie Odrze (OG 281) pisze o kolebce syna. Epitet przeniesiony (mowa tu bowiem o "syna pierwszej wolnej kołysce") konotuje początek, który stał się jednym ze słów kluczy literatury osadniczej i odzwierciedlał pragnienie rozpoczynania od nowa (życia, pracy). "Ciągle w rozmowie powtarzały się te słowa: pierwszy siew, pierwszy zbiór, pierwszy chleb z własnej mąki" - notuje w Podróżach do mojej Itaki Trziszka (Tryptyk lubuski, PMI 21). Do początku nawiązywały tytuły antologii lubuskich reportaży (Dzień pierwszy, dzień drugi; Dni następne; Nauka chodzenia), a jego wyobrażenie odnoszone było do narodzin człowieka: osadnicy, którzy przybyli na "Ziemie Odzyskane", "poczuli w sobie radość nowo narodzonych" (Plecami do wielkiej wody, WŚ 5), "poczęty w tobie / do ciebie wracam" - pisał w Tryptyku lubuskim Bolesław Soliński, i do świata przyrody ("rośnięcia z korzeni", odradzania się po zimie, "wrastania"), do mitycznego wzorca cyklicznych powtórzeń ("Powracamy jak woda, powietrze i ogień, / Powracamy jak zieleń, śnieg, słońce i deszcze" Maciej J. Kononowicz, Wracamy, OG 277) i do momentu powstawania świata, w wersji zarówno naukowej, jak i mitologicznej. Początek wiązał się również z wysiłkiem podmiotu, który dzięki ciężkiej pracy stwarza nową ziemię (o takim wysiłku, zapowiadającym socrealistyczny kult pracy, pisze Paukszta w Trudzie ziemi nowej), a projektowany na sposób obrazowania przestrzeni konotował istnienie pierwotnej pustki i chaosu. "[...] wydaje się, że ziemi tej bardzo blisko do czasów, kiedy powstawał świat; znacznie bliżej jej tam niż innym ziemiom"- pisał Trziszka (Podróże do mojej Itaki, PMI 7).

W wymiarze wspólnotowym motyw początku sięgał poza historię, czynił regionalną przestrzeń kroniką dziejów ziemi, także tych, których nie utrwaliły świadectwa człowieka. Na przykład Czerniawski pisze o "człowieku kamienia" i "szkielecie praptaka zastygłym w bursztynie", a w poemacie Ziemia odwołuje się do momentu powstawania świata: mowa tam o ziemi "zrodzonej w twórczym niepokoju słońca" i dolinie "wysłanej czułym wapnem mitologii"35. Czarnecki zaś tak oto kreśli lubuską panoramę:

Wyrasta ponad brzegi horyzontu

piersiami moren

o barwnym zapachu żywicy36.

Obok przedstawień pierwotnego krajobrazu pojawiały się wyobrażenia początku nawiązujące do Biblii oraz mitologii. Wśród tych pierwszych produktywny był zwłaszcza motyw wieży Babel, obrazujący etniczny tygiel kulturowy na ziemi lubuskiej (modelową realizację tego motywu znajdujemy w opowiadaniach i reportażach Trziszki37) oraz - równie popularny - motyw rajskiego ogrodu, Edenu, przenikający się z obrazem arkadii.

Tu jest początek i nim weszliśmy

w tęczowe schody Midas grał z Dionizosem

w kości. Ogród mi potem złotem otworzył...

- napisze Czesław M. Czyż w tomiku o znaczącym tytule Okolica do zapamiętania38. Przywołany w powyższym fragmencie motyw ziemi ogrodu pojawia się także w reportażach mówiących o ziemi lubuskiej39.

Z mitologii wywodził się też motyw odysei, będący jednym z bardziej popularnych w literaturze lubuskiej wariantów exodusu. "Każdy z nas jest Odysem, / Co wraca do swej Itaki"40 - twierdził Leopold Staff i choć pisarze lubuscy nie mogli nawet marzyć - tak jak autor Pierwszej przechadzki - o "zamieszkaniu "znowu" we "własnym domu", stąpaniu "znowu" po "własnych schodach", po wątek Odyseusza sięgali nader często. W szaty Odysa ubrany zostaje bohater reportażu o góralach czadeckich, zatytułowanego Góralska Odyseja41, mityczną postać spotkać można także w wierszach lubuskich poetów (Waśkiewicza, Koniusza, Czyża). Najsilniej jednak motyw odysei uobecniony zostaje w reportażach Podróże do mojej Itaki Trziszki. Rolę tytułowej Itaki odgrywają tu okolice położone nad Notecią:

Moje podróże dokądkolwiek zawsze zaprowadzą mnie do mojej Itaki [...] nasza Itaka jest też naszą siłą. Żyjemy sprawami pierwszej większej ojcowizny. Tu poznaliśmy miarkę, według której obliczamy stan świata. (Podróże do mojej Itaki, PMI 10)

Należy jednak zastrzec, że w tym wariancie mitu nie chodzi (tylko) o ideę powrotu, wszak Odyseusz Staffa też nie powraca do domu, a zresztą nie ma wcale takiego zamiaru:

O to chodzi jedynie,

By naprzód wciąż iść śmiało,

Bo zawsze się dochodzi

Gdzie indziej, niż się chciało42.

I właśnie to "gdzie indziej" dookreśla Itakę, o której mówi proza Trziszki. Mitologiczny motyw ma podkreślić odwagę tych, którzy wyruszyli w nieznane, i nadać czasom, ale i miejscu (nowej Itace), charakter wyjątkowy. Niebezpodstawnie powojenne lata na Ziemiach Zachodnich i Północnych nazywano wówczas, nawiązując do podboju Ameryki i zdobywania Dzikiego Zachodu, okresem pionierskim. W tym sensie przybysze zaludniający ziemie na zachodzie Polski powtarzali los amerykańskich osadników i równocześnie - w nawiązaniu do pierwotnej matrycy kulturowej - mitologicznych herosów. "I chociaż wiele jest patosu w porównaniu z herosami greckimi, to przecież należy się z tym zgodzić, że były to czasy heroiczne, mimo że tak bardzo zwyczajne" (Tryptyk lubuski, PMI 23) - twierdzi Trziszka, który transponuje nie tylko historie Odyseusza, ale także mitologiczną opowieść o zdobywcach złotego runa na współczesność. Historię osadników zasiedlających okolice Głogowa i ich "drogę po miedź" podsumowuje słowami: "Powtórzyła się historia z mitu greckiego o zdobywcach skarbu - złotego runa strzeżonego przez króla Kolchidy Ajetesa" (Tryptyk lubuski, PMI 19). Mit ten konotuje już jednak inne wyobrażenie ziemi lubuskiej - jako ziemi nowej, nieodkrytej i nieznanej.

II. "PRZEMALUJMY JĄ DO NIEPOZNAKI". ZIEMIA LUBUSKA - NOWA I ZNAJOMA

O ile idea powrotu i związana z nią wizja ziemi lubuskiej jako ziemi ojców czerpała z metaforyki bazującej na historii, o tyle wyobrażenie "ziemi nowej" kreowano, opierając się na takich zakorzenionych w kulturze europejskiej toposach, jak arkadia, raj, ziemia obiecana i locus amoenus. W tym wypadku głównym celem mitotwórczych działań było wyidealizowanie obrazu nowo zasiedlanych obszarów przez: (1) upodobnienie (do miejsc, z których przybyli osadnicy), (2) estetyzację oraz (3) sakralizację przestrzeni.

(1) "Ziemio, tyś inna - choć jesteś tą samą" (Nowa Sól, OG 334) - pisał o Nowej Soli Henryk Szylkin, a spójnik "choć" zaświadczał, że ani brak w Odrze "łokajskich ajerów", ani "pozostawienie rodziny w Wilnie" nie stanowiło przeszkody, by nową ziemię traktować jak swoją. Tą samą, choć inną. Inną, choć tą samą. Celem literackich zabiegów stało się zniesienie kontradykcji zawartej w tych sformułowaniach. Na przykład Czerniawski, który dzieciństwo spędził w Grzybowie koło Kołobrzegu, projektuje nadmorskie krajobrazy na obraz Szprotawy, dokąd przyjechał w 1945 roku. W wierszu zatytułowanym Moje miasto43 czytamy:

to miasto - kamień wygładzony solą -

jest moim morzem o sercu z bursztynu

Na wydmach miasta bursztynowe ptaki

wieczorem tańczą w suchej mgle neonów

W innym miejscu, posługując się mechanizmem metafory konfrontacyjnej, poeta powie o swoim dzieciństwie: "twoje bursztyny słoneczne tak bardzo // to fresk rzucony na tynk mego czasu"44.

Metafora malarska trafnie tematyzuje dokonujący się na kartach lubuskiej literatury proces konstruowania, "przemalowywania" literackiej przestrzeni ("przemalujmy ją do niepoznaki na rodzimą", R 119). Zazwyczaj jednak nie był to fresk, ale raczej landszaft, sentymentalny obrazek, z którego wyłaniała się "ziemia znajoma". Nie tylko w opowiadaniu o tym właśnie tytule (Ziemia znajoma), ale także w wielu innych Trziszka eksponuje kompensacyjną funkcję lubuskich krajobrazów, zwracając uwagę na podobne ukształtowanie terenu czy typ roślinności. Utożsamienie znajduje wyraz w metaforach eksponujących zaimek dzierżawczy (na przykład "moje nadnoteckie oczerety", "swoja Wierchowyna"), a dotyczy to również aneksji symboli (na przykład "moja gorzowska Itaka"). Tworzy przy tym u podstaw lokalnego mitu założycielskiego mit inny - oparty na wyimaginowanym planie zasiedlania na zasadzie analogii krajobrazów: aktualnego i opuszczonego. Tertium comparationis wyznaczał krajobraz: typ roślinności, ukształtowanie terenu. Funkcją opisów było odnajdywanie w nowym krajobrazie elementów znanego. Takiej dominancie podlegają opisy Cigac (nazwa nawiązuje do podzielonogórskiej miejscowości Cigacice) w opowiadaniu Plecami do wielkiej wody Trziszki, w którym na elemencie podobieństwa oparta została motywacja działań bohaterów. Mieszkańcy Polesia trafili na ziemię "co im ta ziemia w smaku przypominała poleszuckie błota...", a sprowadzający ich w to miejsce były żołnierz I Armii Wojska Polskiego Sewczuk, jeden z pierwszych przybyłych do Cigac Poleszuków, już w drodze do Berlina upatrzył sobie bliską sercu, bo podobną do rodzinnej, okolicę:

Zaraz za ta rzeką spostrzegł wysmukla sośninę, tak bardzo podobną do poleszuckiej. I już wtedy powiedział sobie, że to będzie jego wieś. (Plecami do wielkiej wody, WŚ 8)

Na tej samej zasadzie osadnicy wywodzący się ze wschodnich górzystych terenów nie chcieli się osiedlać na równinnej ziemi lubuskiej i trafili w Sudety:

Zaniosło Hucułów pod Śnieżkę, każdy znajdzie tu dla siebie spłacheć wierzchowiny, może i w świerkowej puszczy zamieszkuje Lisna - piękna dziewica leśna [...]. I chyba przez to mówią, że pod Śnieżką znalazła huculska dusza swoją wierchowinę - "Werchowyno, maty moja". (Plecami do wielkiej wody, WŚ 36)

Rodzimość nowej ziemi sankcjonuje obecność bóstw opiekuńczych, o literackim jednak rodowodzie, takich jak Lisna czy wspomniany w innym miejscu Święty Martyn. O jej swojskości zaświadczają zaś zmysły. Poleszucy, pisze Trziszka, "poczuli się swojsko w torfowym zapachu" (Jedna rodzina, WŚ 117), "ta ziemia w smaku przypomniała [im] poleszuckie błota cieknące, lepkie - mieszaniną iłu, torfu i mułu" (Plecami do wielkiej wody, WŚ 6). Także wybór miejsca motywowany jest argumentem odwołującym się do zmysłów: "Seczuk wybrał rodakom Poleszukom wieś, która zachwyci ich oko. [...] Wiedział, że ta wieś może zasmakować jego ludziom" (Plecami do wielkiej wody, WŚ 8).

Nowe miejsce jest więc nie tylko oglądane, ale także smakowane, wąchane, wchłaniane wszystkimi zmysłami. W ten sposób rodzi się sensualistyczna, cielesna więź z ziemią - dającą i hojną, upersonifikowaną jako ziemia matka i ziemia kochanka. Tym kreacjom poświęcony będzie rozdział (Nie)gościnna ziemia. Kobiece postaciowanie miejsca, tu jedynie zasygnalizuję, że spośród żeńskich ról przypisywanych ziemi lubuskiej najczęściej eksploatowano motyw ziemi kochanki, oczekującej "chłopskiego kochania" (TZN 484). Dlatego już pierwsze spotkanie osadników z nowym miejscem zapowiada miłosną relację i obiecuje odpoczynek strudzonym przybyszom - w opowiadaniu Dom pod białą skarpą (DD 52) obraz ziemi bezwstydnie leżącej brzuchem do góry konotuje beztroskie próżnowanie, które będzie rekompensować trud wędrówki.

(2) Rangę nowego miejsca podnieść miała topika sakralizująca, sięgająca po pogańskie i - znacznie częściej - chrześcijańskie wyobrażenia kultowe. Na przykład Czerniawski nazywa las, o czym była już mowa, "pogańską świątynią", dla Zdzisława Morawskiego schody usytuowane w centrum Gorzowa są "miasta największym ołtarzem"45, Szewczyk zaś zwraca się do rzeki, parafrazując słowa modlitwy: "Orędowniczko nasza na brzegu szczecińskim", "Wiarą miast jak kolumnami wsparty / strumieniu" (Pozdrowienie Odrze, OG 281).

Sakralizacja lubuskiego krajobrazu najpełniej dokonała się jednak w ludowym nurcie prozy Trziszki, podejmującym pogańskie wyobrażenie bóstwa ziemi, które żąda od człowieka okrutnej ofiary. W opowiadaniu Plecami do wielkiej wody ofiarą jest życie syna głównego bohatera. Gdy ten ginie, rozerwany przez minę, Seczuk podpala okoliczne łąki. W ten sposób dokonuje się "tajemnicze katharsis nowej ziemi" (Plecami do wielkiej wody, WŚ 29), a bohater wadzi się z nią niczym z groźnym bogiem:

Chyba wiedział, że ziemia jest niezniszczalna, może święta, na pewno święta swoją trwałością, wiecznością. Zobaczył ją wtedy w płomieniach, podpaloną własnymi rękami, i na chwilę wydało mu się, że potrafi ją ukarać, zniweczyć jej wieczność. W tym momencie podmokła gleba przechodziła swoje wyzwolenie od ohydztwa wojny, zwalczała jednym płomiennym oddechem przebrzydłą plenność rozjuszonych chwastów, tamtej chwili ogień i ziemia zwarły się w zmaganiu z chwastami zasianymi przez Boga i ludzi. (Plecami do wielkiej wody, WŚ 30)

W prozie autora Dobrej nowiny religijność ludowa sprzęga się z wyobrażeniami zaczerpniętymi z chrześcijaństwa, głównie z Biblii. Na obraz ziemi wybawicielki ("ta ziemia nas wszystkich karmi, odziewa, żywi, ona jest dla nas wszystkim" [Ziemia znajoma, WŚ 54] - mówi jeden z bohaterów) nakłada się wyobrażenie "ziemi prawdziwej", "szczęśliwej", czyli ziemi obiecanej, jak w tym samym miejscu nazywa ją Trziszka. I choć określenie to ma nacechowanie ambiwalentne, gdyż pisarz - odnotowując zderzenie oczekiwań i realiów - pokazuje rozczarowanie tych, którzy "nie zaznali tu obiecanego szczęścia" (Wschodzący dzień, ŻRO 175), to zdaje się jednym z głównych składników mitu fundacyjnego, który konstruowany jest na kartach jego opowiadań. Wyobrażeniu ziemi obiecanej towarzyszy rozbudowana topika biblijna, w jej ramach powracają figury wędrowca, tułacza, pątnika. Jak się zdaje, biblijny exodus stał się podstawowym wzorcem dla opowieści o przesiedleniu, konstruowanej jako parafraza (a w cytacie zamieszczonym poniżej jako parodia) Księgi Wyjścia:

Dwaj pątnicy piszący swoim marszem nową Księgę Wejścia szli objuczeni zwykłymi plecakami [...] a jeść trzeba nawet wówczas, gdy idzie się do ziemi odzyskanej. nawet gdy szlak tej wędrówki zostanie ujęty w nową księgę ludzkiego zwycięstwa nad śmiercią. Tu manna nikomu nie osładzał życia. [...] Taka już konkwistadorska dola. Opłacić wejście okrwawionymi stopami. Na szczęście w Skąpem jedno zabudowanie - jak wyspa ocalenia - było już zamieszkane prze Polaków. Przez trzy dni gospodyni kurowała ich manną, a gospodarz gorzałką. (Drzewo posadził, PMI 31)

(3) Ziemia lubuska, bogata w lasy i jeziora, a dodatkowo w "poniemieckie" dobra, bardziej może niż inne zachodnie tereny predestynowana była do przyjęcia roli powojennej arkadii, "krainy mlekiem i bimbrem płynącej", jak - powtarzając popularne w powojennych czasach określenie - nazywa ją Trziszka (Ziemia znajoma, DD 75). Przy czym topos arkadyjski zazwyczaj realizował się w wyższym stylistycznie rejestrze. W poemacie opisowym Solińskiego wpisywał się na przykład w formułę pochwalnego hymnu. Afirmacji krajobrazu służyła tu metaforyka odwołującą się do artefaktów kultury wysokiej i jej atrybutów. Ujęcie przestrzeni odtwarzało wzorzec kulturowy. O ziemi lubuskiej poeta napisze, że jest

[...] jak sonet Petrarki

ścian potoczysty poemat

okien wieczorny heksametr

i wieża co jak oda46.

Podobny zabieg spotkać można w poetyckich pochwałach miasta, które wyszły spod pióra Ireny Dowgielewicz i Zdzisława Morawskiego (przyglądam się im w rozdziale "Budujemy nowy dom" - udomowienie i konwencja).

Także deklaracja wyboru miejsca motywowana była estetycznie. Oto główny bohater opowiadania Plecami do wielkiej wody "wybrał rodakom Poleszukom wieś, która zachwyci ich oko" (Plecami do wielkiej wody, WŚ 8) - potwierdzeniem są zawarte w tym opowiadaniu opisy zachwycającej nadrzecznej przyrody. Technika opisu nosi tu wpływy obrazowania impresjonistycznego, a pojawiające się ujęcia krajobrazów zdają się ekfrazą młodopolskich malarskich przedstawień polskiej złotej jesieni:

Akurat nad Cigacami szła miodowa jesień, zaraz od rzeki pas mokradeł przechodził w plażowy piasek, na nim gnieździła się sośnica, tylko gdzieniegdzie przetykana jesienno-miodnymi liśćmi brzeziny, klonów. Wśród lesistych skrzydeł jakby tokowiska rozciągały się bodliwe zagony kartoflisk. O tej porze nad Prypecią płoną ogniska, krowy chodzą samopas, dzieciarnia przysmala się przy ogniskach. (Plecami do wielkiej wody, WŚ 7)

Nieprzypadkowo w Podróżach do mojej Itaki (PMI 7) znaleźć można wyznanie:

Moje noteckie oczerety zauroczyły mnie tak dokumentnie, że z książki na książkę próbuję uchwycić jakiś zgoła nieludzki urok tej krainy.

Malownicze opisy ziemi lubuskiej zasilały także prace zbiorowe i publikacje albumowe służące promocji regionu. Oto przykładowe podpisy pod fotografiami w albumie zatytułowanym Ziemia Lubuska: "Piękny to kraj. Miał rację zacny dziejopis Długosz, gdy oczy za nim wypłakiwał", "Jak malownicze cacko, na pół realna wizja, wygląda z góry Nowe Miasteczko, potwierdzające świadectwo o urodzie lubuskich miasteczek"47. Autor tych komentarzy, Paukszta, wypracował wiele tego typu formuł estetycznych, sfunkcjonalizowanych w opisie regionu i kreujących wyobrażenie pięknej, przyjemnej przestrzeni. "Ziemia Lubuska. Ciepło, miękko brzmią te dwa słowa" - pisał we wstępie do książki Odzyskane gniazda, a egzemplifikacją tej tezy są wymienione w dalszej części: "poszum wiatru napływającego z lasów bukowych", "ciemnoniebieskie tafle łagowskich jezior", "napita zielenią melancholia rozlewisk odrzańskich", "harmonia ciągów świerkowych, modrzewiowych, dębowych i sosnowych" (OG 7)48.

***

"Czym byłaby Ziemia Lubuska, gdyby jej zabrać tę ciszę, lasy i jeziora?"49 - pyta Zbigniew Ryndak w książce Góry i doliny, a pytanie to dotyczy tożsamości regionu fundowanej na krajobrazie uchwytnym w perspektywie "tu i teraz". Brak historycznej ciągłości i wcześniejszej tradycji sprawiał, że ziemia lubuska niczym czysta karta wymagała stworzenia od podstaw legendy miejsca - i legenda taka rodziła się między innymi na fundamencie mitotwórczej i kompensacyjnej funkcji literackiej przestrzeni. Mówiąc najkrócej, należało przemienić: ziemię nieznaną w znajomą, nową w starą, obcą w bliską, cudzą w swojską.

Na zakończenie warto zapytać, czy mitologia, zrodzona na potrzeby historycznej chwili, przetrwała i czy zarysowane wyżej wzorce oddziałują na współczesną literaturę regionu? To pytanie wymaga przyjrzenia się nieuwzględnionym tutaj utworom, pisanym po 1975 roku. Niemniej już wstępny rekonesans przynosi negatywną odpowiedź. Mit piastowski wyczerpał się w latach siedemdziesiątych i mało kto sięga dziś po wywodzące się zeń przestrzenne motywy. Niektóre scharakteryzowane tu wyobrażenia spacjalne, na przykład cmentarz, ewoluowały - w nowszej literaturze pojawiają się nie piastowskie, ale poniemieckie groby. Inne, na przykład obraz ziemi obiecanej, zanikły, ich miejsce zajął obraz utraconego kresowego raju. Pisarze, którzy urodzili się już na ziemi lubuskiej, opisują Laski Odrzańskie, Wilkanowo, Zawadę, Droniki, uciekając od wielkiej mitologii regionu w małą mitologię swoich prywatnych ojczyzn. Nie zdezaktualizowała się jedynie metaforyka arkadyjska ("cisza, lasy i jeziora"), która dziś - w pozaliterackim kanale komunikacyjnym i w ramach nowej "polityki miejsca" - służy promocji regionu.

21 Por. E. Domańska, Historie niekonwencjonalne. Refleksja o przeszłości w nowej humanistyce, Poznań 2006, s. 13.

22 O związkach mitu "Ziem Odzyskanych" z przedwojenną ideą nacjonalistyczną i "myślą zachodnią" pisze Arkadiusz Kalin (Mit ziem odzyskanych. Problematyka mitu politycznego w dyskursie nacjonalistycznym, [w:] tegoż, Mit ziem odzyskanych..., s. 151-300).

23 Halina Tumolska, która w książce zatytułowanej Mitologia Kresów Zachodnich w pamiętnikarstwie i beletrystyce polskiej (1945-2000). Szkice do dziejów kultury pogranicza (Toruń 2007) omawia historyczno-polityczne uwarunkowania mitu piastowskiego, zwraca uwagę, że "wyobraźnia zbiorowa w swoich mitach powstających nie bez udziału utworów literackich i dzieł kronikarskich, powracała często do początków, do prehistorii: do narodzin państwa i narodu, ale także do mitów i podań bajecznych, o charakterze genotypicznym, nawiązujących do czasów prasłowiańszczyzny, poprzedzających powstanie państwa polskiego" (s. 41). Na temat mitu piastowskiego por. także: A. Kalin, Mit ziem odzyskanych...

24 Wymienione przykłady zaczerpnięto z ZDB.

25 Por. W.E. Czerniawski, Las, [w:] tegoż, Za las, Zielona Góra 1965, s. 7.

26 Tenże, Panorama lubuska, [w:] Poszukując słowa, red. Z. Bieńkowski, Poznań 1968, s. 23.

27 Tenże, Las, [w:] tegoż, Za las..., s. 7.

28 Por. W. Sauter, [przedmowa do:] Ziemia Lubuska, Poznań 1965, s. 6-7.

29 W. Żukrowski, Przedmowa, [do:] E. Paukszta, Kartki z Ziemi Lubuskiej, wstęp i oprac. W. Żukrowski, Warszawa 1954, s. 4.

30 Por. A. K. Waśkiewicz, Dziedzictwo, Warszawa 1966, s. 43.

31 Por. P. Kłuciński, Pieśń o Ziemi Lubuskiej [za: H. Ankiewicz, Przechadzki zielonogórskie, Zielona Góra 1977, s. 119].

32 Por. H. Ankiewicz, Mały poczet wielkich ludzi, [w:] Dzień pierwszy, dzień drugi... Antologia reportaży o Ziemi Lubuskiej, red. J. Kołodziej, Zielona Góra 1974, s. 23-37); A. Zatrybówna, Powrót i początek, [w:] tamże, s. 9-21; I. Kubicka, Zaledwie ziarnko piasku dźwignąć, [w:] Dni następne. Reportaże o Ziemi Lubuskiej, red. J. Kołodziej, J. Koniusz, Zielona Góra 1975, s. 9-21; K. Kąkolewski, Kamienne kartki, [w:] Dzień pierwszy..., s. 39-46.

33 T. Jasiński, Dymy wyższe nad dęby. Opowiadania z dziejów Ziemi Lubuskiej, Zielona Góra 1964, s. 7.

34 W.E. Czerniawski, Ziemia, [w:] tegoż, Za las..., s. 9.

35 Por. tamże, s. 9. Dwa wcześniejsze cytaty pochodzą z utworów znajdujących się w tym samym tomiku ("człowiek kamienia...", s. 6; "szkielet praptaka...", s. 10).

36 Z. Czarnecki, Panorama..., s. 23.

37 Por. Podróże do mojej Itaki (PMI 9), Mój ociec lekarzem butów (DSN 100), Wschodzący dzień (ŻRO 99).

38 Cz.M. Czyż, "Tu jest początek...", [w:] tegoż, Okolica do zapamiętania, Zielona Góra 1965, s. 12.

39 Por. na przykład: H. Doboszowa, Polska świebodzińska, [w:] Dzień pierwszy..., s. 215.

40 L. Staff, Odys, [w:] tegoż, Byłem raz sobie, wybór E. Borkowska, Warszawa 2004, s. 22.

41 Por. D. Piekarska, Góralska odyseja, [w:] Nauka chodzenia. Reportaże z Nadodrza, wybór J. Koniusz, Zielona Góra 1984, s. 37-45.

42 L. Staff, Odys...

43 W.E. Czerniawski, Moje miasto, [w:] tegoż, Za las..., s. 14.

44 Tenże, Dzieciństwo, [w:] tamże, s. 15.

45 Z. Morawski, Wzgórze miasta, [w:] tegoż, Strofy o dzierżawie, Gorzów Wielkopolski 1982, s. 21.

46 B. Soliński, Tryptyk lubuski, Poznań 1979.

47 Ziemia Lubuska, przedmowa W. Sauter, Poznań 1965, s. 108. Cytat wcześniejszy znajduje się na stronie 166.

48 Warto zauważyć, że podobne obrazowanie pojawia się pół wieku później w odniesieniu do innego regionu zasiedlanego przez Polaków po wojnie, co świadczy między innymi o trwałości pewnych klisz poznawczych. W eseju Bezimienny krajobraz Olga Tokarczuk pisze o Dolnym Śląsku: "Tę ciepłą, pięknie położoną krainę w środkowej Europie od południa zamykają góry niczym falbanka u barwnej spódnicy, na północy - lasy i jeziora aż po wstążkę Odry" (O. Tokarczuk, Bezimienny krajobraz, [w:] Nieswojość, red. i fot. A. Pankiewicz, M. Przybyłko, Wrocław 2019, s. 173).

49 Z. Ryndak, Góry i doliny, Warszawa 1966, s. 55.

Spis treści

Wprowadzenie

I. TROPY TOPOGRAFII - NARRACJE ZAŁOŻYCIELSKIE

"Szli na Zachód osadnicy...". Rola metaforyki przestrzennej w tworzeniu mitologii ziemi lubuskiej

"Osobliwy manuskrypt". Uszanka Zygmunta Trziszki jako pierwszy rozdział "osadniczej epopei"

"Trud ziemi" - literatura osadnicza odmianą nurtu wiejskiego?

(Nie)gościnna ziemia. Kobiece postaciowanie miejsca

"Budujemy nowy dom" - udomowienie i konwencja

"Schody donikąd". O przemianach w percepcji regionalnej przestrzeni

II. "CZARCIA KRAINA". OBLICZA MITU ARKADYJSKIEGO

Geografia wyobrażona w służbie powojennej polityki miejsca. Przypadek arkadii lubuskiej

Nie-miejsce pod arkadyjskim szyldem

"Czarcia kraina". O lubuskim kontrmicie tożsamościowym

Czarna legenda miejsca: choroba migrantów

"Kraj lat dziecinnych" na ziemi lubuskiej (o Szyldzie pisanym antykwą Janusza Olczaka i Mniejszej epopei Marka Jurgońskiego)

III. REKONSTRUKCJA: KRAJOBRAZ KULTUROWYPOLSKO-NIEMIECKIEGO POGRANICZA

Kilka uwag na temat kategorii pogranicza

Krajobraz kulturowy polsko-niemieckiego pogranicza w literackich badaniach regionalistycznych

"Oswajanie" i "nieswojość": krajobraz do opowiedzenia

Jak czytać regionalny krajobraz? Propozycja na kanwie poezji lubuskiej

Winescape: lokalne narracje reinhabitacyjne (przypadek Zielonej Góry)

Zielonogórska narracja enograficzna: projektowanie wspólnoty

Topofrenia - wina - enoengram. Zielona Góra jako miejsce "schowane, zasłonięte"

ANEKS

Piosenka o porcelanie i "temat zachodni". Na marginesie geopoetyki Czesława Miłosza

Nota bibliograficzna

Bibliografia podmiotowa

Bibliografia przedmiotowa (wybór)

Wykaz skrótów stosowanych w książce

Indeks osób