"Szli na Zachód osadnicy...". Rola metaforyki przestrzennej w tworzeniu mitologii ziemi lubuskiej
Ziemia Lubuska. Ciepło, miękko brzmią te dwa słowa.
Eugeniusz Paukszta
Szli na zachód osadnicyszlakiem Wielkiej Niedźwiedzicy,karabiny i rusznicezawiesili w cieniu brzóz.
Jacek Kasprowy
Piosenka, z której pochodzą wyżej przytoczone słowa, zdobywała popularność w drugiej połowie lat siedemdziesiątych, a więc w okresie, kiedy "karabiny i rusznice", podobnie jak instytucje legitymizujące ład pojałtańskiej Europy, takie jak Ministerstwo Ziem Odzyskanych czy Towarzystwo Rozwoju Ziem Zachodnich, nie były już potrzebne i powojenny etap przesiedleńczy na ziemi lubuskiej mógł zacząć przeobrażać się w lokalną legendę. Jednakże legenda lubuska już była (kształtowała się od połowy lat pięćdziesiątych XX wieku), a jej ścieżki biegły równolegle do ścieżek historii.
Adaptowaniu zachodnich terenów od początku towarzyszyło programowanie wyobraźni i modelowanie pamięci - naprzeciw prywatnych mikrohistorii (przeciw-historii, jak nazywa je Ewa Domańska21) stanęła opowieść o "pionierskich", "romantycznych" czasach, której podwaliną był mit. "Mit twardy". To określenie, pojawiające się w powieści Romansoid (1969) Zygmunta Trziszki, wydanej na rok przed tym, nim ukazało się polskie tłumaczenie książki Mit i znak (1970) Rolanda Barthes'a, niesie znaczenie podobne do tego, jakie mitowi nadał francuski semiolog.
Na gwałt potrzebny nam był jakiś mit twardy [podkreślenie - M.M.] o Kłodzie. Gdyby dało się zauroczyć legendą o tej wsi, przemalować ją do niepoznaki na rodzimą (R 119)
- marzy narrator Trziszki. A chodzi tu przecież nie tyle (i nie tylko) o powstrzymanie procesu społecznej migracji (w powieści mowa o ucieczce ze wsi do miasta młodych ludzi), ile o ideę, która przyświecała całej prozie pisarza, a wyrastała z przekonania o sile legendy malowanej słowem. Jej celem było związać z miejscem i - posłużę się jednym z ulubionych słów Trziszki - "zauroczyć".
We wczesnych powojennych latach to nastawienie patronowało twórczości także innych piszących o ziemi lubuskiej, autorów. Mitotwórcza siła słowa sprzęgała się wówczas z wizją literatury, w ramach której przedwojenna "myśl zachodnia" znajdowała nowe, "lubuskie" wcielenie22.
Dzisiaj, gdy na Zachód drogami kroczymy,
gdy z brzegiem Bałtyku oddech polski rośnie,
nowe tętnią rytmy, nowe huczą rymy,
nowe, niespodziane rodzą się przenośnie (OG 339)
- ogłaszał w wierszu Zachód Franciszek Fenikowski. I choć "rytmy", "rymy" i "przenośnie" nowe nie były - bazowały na wcześniejszej, wielowiekowej tradycji, eksploatując głównie trzy źródła: 1) mit piastowski rozszerzony o słowiańskie i prasłowiańskie dzieje, na który nakładała się romantyczna tradycja gniazda, kolebki, korzeni, 2) Biblię i mitologię (tu produktywny był zwłaszcza motywu raju, ziemi obiecanej, arkadii, locus amoenus oraz motywy genezyjskie), 3) wyobraźnię archetypową, zakorzenioną w ludowej tradycji i eksponującą związki człowieka z naturą (topos Matki Ziemi, motyw pierwotności / początku) - to "nowa" zdawała się dynamika i intensywność procesu, który miał ostatecznie znieść, rozsadzić istniejący do niedawna polityczno-historyczny porządek, przemieszczeniem semantycznym niejako utwierdzić przesunięcie granic.
Między innymi dlatego jednym z wyróżników "literatury osadniczej" było powiązanie metaforyki fundującej lokalną geografię mityczną z typem przestrzennej aktywności podmiotu skupionej wokół kilku charakterystycznych figur. Były to między innymi figury syna (wnuka, dziedzica) (1), wracającego do domu tułacza, wędrowca (w tym syna marnotrawnego i Odyseusza) (2), archeologa uprawiającego geologię pamięci (3), wygnańca szukającego ziemi obiecanej (4), a w wersji awanturniczej - konkwistadora (argonauty, zdobywcy), wyruszającego w życiową przygodę (5), wreszcie kreatora, którego związek z miejscem objawia się w akcie creatio ex nihilio (6).
Kierunek poruszania się podmiotu zmierzającego do celu wyznaczała głównie trajektoria powrotu. Uzasadniała ona rewindykacyjną formułę "Ziemie Odzyskane" i pozwalała traktować zagospodarowywany region jako "ziemię ojców". Komplementarne wobec tego ujęcia było wyobrażenie "ziemi nowej" (to określenie rozpowszechniło się między innymi za sprawa powieści Trud ziemi nowej Paukszty), a więc takiej, którą należało zdobyć i oswoić. W tym wypadku droga podmiotu wpisywała się w formułę wyprawy w nieznane. Przykłady, którym przyjrzę się poniżej, dotyczyć będą tych dwóch konceptualizacji.
I. "WRACAMY". ZIEMIA LUBUSKA JAKO ZIEMIA OJCÓW
Tu wracamy - zrozumcie: wracamy, by zostać!
Tu rośniemy - zrozumcie: rośniemy z korzeni!
Tu nas fala krwi polskiej z powrotem wyniosła -
Tu się Polska odrodzi - nikt tego nie zmieni.
Maciej J. Kononowicz, Wracamy (OG 277)
Wyżej zacytowany manifest, pochodzący z drugiej połowy lat czterdziestych XX wieku, współbrzmi z hasłem "Byliśmy, jesteśmy, będziemy", które do dziś spotkać można na pomnikach stawianych w centrum lubuskich miast i miasteczek. Popularny po wojnie slogan propagandowy nie uwzględniał chronologii przerwy - siedmiu wieków, które dzielą pierwszy i drugi człon tego dobitnie wyrażonego continuum. Historyczną lukę wypełnić miała przestrzeń, geograficznie zakreślone "tu", któremu w ramach mitu piastowskiego przypadła rola swoistej kroniki: czasy Mieszka I i Bolesława Chrobrego oraz poprzedzające je legendarne dzieje Słowian i ich walk z naporem germańskim uobecniać się bowiem miały w krajobrazie ("teraz"), tworząc podwaliny powojennej mitologii Kresów Zachodnich23. Tak odczytuje ten krajobraz Paukszta we wstępie do książki Odzyskane gniazda:
Wśród urozmaiconego krajobrazu lesistych wzgórz i rozległych łąk, w zaciszach dawnych rzecznych pradolin, u zbiegu nurtów wodnych, nad przełazami przez trzęsawiska, na przesmykach jeziornych wyrastają dziesiątkami grodziska, pierwszy znak, że historia Ziemi Lubuskiej nigdy sielankowa nie była. Cóż dopiero, gdy w głąb tych wyniesień grodowych sięgnie łopata archeologa i odgrzebując zamierzchłą słowiańską przeszłość ziemi - wśród znalezisk zliczy setkami miecze, szyszaki, cały orężny rynsztunek. Swój i obcy. (OG 7)
Podobną lekcję historii, która mówi znakami przestrzeni, daje w wierszu Posłuchaj Bolesław Soliński:
Posłuchaj co mówią kamienie
posłuchaj co mówią cegły -
z kamienia był Światowid
słowiański, niepodległy.
Z palonej gliny zamek,
dębem obrosłe wały -
posłuchaj co wiatr mówi
kronikarz zagorzały. (OG 41)
Najlepszym kronikarzem była jednak natura - lasy i drzewa, zwłaszcza stare, które pamiętać mogły czasy dawnych Słowian. To wśród nich rozgrywały się wydarzenia, o których mówią publikowane po wojnie lubuskie baśnie i legendy.
Dla słowiańskich mieszkańców ziemi lubuskiej las był azylem i miejscem schronienia przed niemieckim wrogiem, dlatego w puszczy ukrywa się przed najeźdźcą Mścibój, syn Sulecha, a zioła rosnące w lesie nie tylko przywracają mu życie, ale także czynią zeń olbrzyma (Sulechowski olbrzym). Tytułowemu bohaterowi Złotej dzidy Bolesława i grupie jego rycerzy las daje wytchnienie. "[...] w niedostępnych kniejach, wśród bagien i trzęsawisk" ukrywają się przed Niemcami mieszkańcy Głogowa (Gród wśród głogów). Las był ponadto miejscem świętym, w którym uprawiano słowiański obrządek. W sulechowskiej puszczy mieszka Światopełk, stuletni kapłan Światowida (Sulechowski olbrzym), a w dębowym zagajniku Dobiesław, bohater legendy zatytułowanej Skąd się wzięła nazwa Lubiatów, spotyka słowiańskiego boga24. Nieprzypadkowo Wojciech Czerniawski nazwie las "pogańską świątynią"25. W tym samym miejscu poeta pisze o "igliwiu żywicznym". Żywica konotowała pierwotność zalesionego obszaru (to skojarzenie było charakterystyczne dla historycznych powieści piastowskich), ale nie tylko dlatego stała się jednym z wyróżników terenu "o barwnym zapachu żywicy", jak nazwie ziemię lubuską Zenon Czarnecki26. Jeden z bohaterów Trziszki, próbując uatrakcyjnić nowe miejsce, przekonuje:
[...] tam żywicą las pachnie, jej zapach po płucach przechodzi. Przyjedziesz, sama zobaczysz, zmęczone płuca orzeźwisz, to ją pokochasz. (Uszanka, DN 35)
Zapach lasu ma tu podwójne zadanie: uzdrawia, a zarazem działa niczym afrodyzjak, budując miłosną relację wobec miejsca. Wyobrażenie "pachnącego żywicą lasu" konotowało również obfitość dóbr naturalnych i jako takie odgrywało ważną rolę w procesie osadniczej adaptacji. Oto jak prezentuje Trziszka pierwsze spotkanie przybyszów z nową ziemią:
Tabor wjechał do starego lasu; tych drzew nie powstydziłaby się nawet bukowina. Drzewa dały zdrożonym ludziom trochę ochłody. (DSN 11)
Ważna była przy tym nie tylko uroda, ale także nienaruszalna, niezależna od uwarunkowań historii i polityki trwałość leśnej przestrzeni, bo "las jest tym miejscem gdzie nic się nie zmienia: [...] las jest więc miejscem gdzie można pozostać"27. Dlatego ci, którzy wyrwani zostali z rodzinnego domu, na przykład inżynier Kuba, bohater Trziszki, o którym mówi niżej przytoczony fragment, w trwałości lasu zakorzenić mogli swoje trwanie:
Las miał mu przywrócić wiarę w sens egzystencji i co najważniejsze - w człowieka. Był las. Tu białonogie pannice brzozy wbiegają między dostojną zieleń sosen, tu las przegląda się w jeziorach. Inżynier Kuba powiada, że nie zna piękniejszej ziemi. (Drzewo posadził, PMI 30)
Nic dziwnego, że las stał się elementem konstytutywnym lubuskiego pejzażu i niejako atrybutem lokalnej przestrzeni.
Topograficzne tropy zostały sfunkcjonalizowane w tworzeniu genealogii regionu według "instrukcji obsługi" mitu piastowskiego, którą znaleźć można w pracach powstających po wojnie. Na przykład w przedmowie do albumu Ziemia Lubuska, wydanego rok przed obchodami Tysiąclecia Polski, czytamy o germańskiej polityce podboju narodów słowiańskich, o uniezależnieniu się od zachłannych sąsiadów i słupach granicznych nad Odrą, wbijanych przez rycerzy Bolesława Chrobrego, które miały stworzyły zaporę przeciw germańskiej agresji28. Ta wizja wraz z zaczerpniętym z Kroniki Galla Anonima wyobrażeniem ziemi lubuskiej jako "klucza królestwa polskiego" przenikała do licznie wydawanych w tym okresie baśni i legend, a także do opowieści historycznych i reportaży, utrwalając stereotypy złego Niemca i dobrego Polaka, ekspansywnego, pełnego agresji narodu germańskiego i łagodnego, szlachetnego plemienia Słowian. Oddziaływała też na sposób obrazowania przestrzeni - na przykład Fenikowski porównuje brzozy ze słowiańskimi księżnymi rozpaczającymi "po zdradzieckiej uczcie margrafa Gerona" (Zachód, OG 339), a Wilhelm Szewczyk, antropomorfizując rzekę, pisze o "ogniu gwiazd niemieckich", które gaszą jej szum, i o "miastach u ramion wiszących twardych, całych w zbroi" (Pozdrowienie Odrze, OG 281). W tej perspektywie lubuskie miasta stawały się emblematami krwawych dziejów:
Od mrocznych wieków ojcowie moi
dzierżą pograniczne szlaki.
gdzie Bytów, Złotów i Babimost stoi,
tam krwi i potu są znaki (OG 189)
- oznajmiał Lech Malbor, zakreślając (w utworze Babimojskie, Międzyrzeckie, Krajna, Kaszuby) przestrzenne granice narodowej tożsamości.
W obrębie mitu piastowskiego jednym z wyrazistszych motywów partycypujących w konstytuowaniu tożsamości lokalnej był cmentarz - spoczywające na nim kości miały namacalnie potwierdzać polskość "odzyskanego" po wojnie terenu:
[...] stąpali po cmentarzyskach przodków. Byli u siebie. Orły piastowskie na wieżach, choć w gotyku, jednak po polsku ryte nagrobne napisy świadczyły, kto tą ziemią władał. [...] mimo dziejowego karczunku, mimo tępienia słowiańszczyzny, w dniach wyzwolenia nowe pędy szumiały naszą mową29
- pisał Wojciech Żukrowski w przedmowie do książki Kartki z Ziemi Lubuskiej. W tym wypadku nadrzędną ideą było dziedzictwo. Tak właśnie (Dziedzictwo) nazwany został tomik poety i krytyka literackiego Andrzeja K. Waśkiewicza. W tytułowym poemacie przestrzeń naznaczona jest obecnością wcześniejszych pokoleń, a znaki historii rozsiane w krajobrazie legitymizują prawo do tego obszaru: "nam - którzy po nich - dane to dziedzictwo" - oznajmia poeta30. Takie przesłanie patronowało powstałej w 1946 roku Pieśni o Ziemi Lubuskiej, w której czytamy o "ziemi praojców" i "Piastów słowiańskich prastarym rodzie31. Podobną retoryką i dykcją (dla uwiarygodnienia posiłkującą się archaiczną stylizacją) posłuży się także kilka lat wcześniej Lech Malbor, który w cytowanym już utworze Babimojskie, Międzyrzeckie, Krajna, Kaszuby obwieszcza: "A ojce nasi to Piasta synowie, / To lud od sochy i pola" (OG 189).
W sankcjonowanie prawa do "odzyskanego" terenu zaangażowana była obok literatury pięknej narracja historyczna i literatura faktu. Autorzy powojennych reportaży - Henryk Ankiewicz, Alicja Zatrybówna, Irena Kubicka - poszukują polskich korzeni w średniowiecznych osadach położonych na ziemi lubuskiej, Krzysztof Kąkolewski tropi ślady polskości na płytach nagrobkowych znajdujących się na zielonogórskim cmentarzu32, zaś zbiór opowiadań historycznych o ziemi lubuskiej zatytułowany Dymy wyższe nad dęby jest poprzedzony mottem, w którym wersalikami wyróżniono słowa archeologa:
Archeolog nachylił się raz jeszcze nad rozkopaną ziemią i krusząc rdzę na małym przedmiocie zawołał ze studni odkrywki w górę, ku słońcu: BYLIŚMY TU JUŻ NA POCZĄTKU UBIEGŁEGO TYSIĄCLECIA NASZEJ ERY, WCZEŚNIEJ ZANIM HUNOWIE WYOSTRZYLI PRZECIW NAM MIECZE33.
Dokumentując dziedzictwo, sięgano po romantyczne toposy: gniazda, kołyski, korzeni. Szczególnie nośny w metaforyzacji lubuskiego loci był obraz gniazda, utrwalony jako symbol domu i ojczyzny, a w tym wypadku wzmocniony symboliką orła białego, który "przyfrunął" do herbu państwowego z piastowskiego godła. Na przykład cytowany wcześniej zbiór utworów poświęconych ziemi lubuskiej opatrzony został tytułem Odzyskane gniazda. Proza i poezja o Ziemi Lubuskiej. Obok tradycyjnego ujęcia motywu spotkać przy tym można realizacje bardziej oryginalne, kontaminujące ważne w okresie peerelowskim symbole, jak w wierszu Czerniawskiego: "już strząsnęliśmy ze swych skrzydeł popiół / i gwiazdą orła kreślimy krajobraz"34.
W tym kręgu semantycznym mieścił się też motyw ziemi kolebki/kołyski. Oto fragment lekcji historii udzielanej przez dziadka wnukowi na kartach jednego z opowiadań Trziszki:
Jak do szkoły pójdziesz, to powiedzą o Popiele i Rzepisze, to się mówi, że tam była kolebka. Rozumiesz, do prawdziwej kołyski wracasz, a te cośmy tam zostawili, to już spróchniała, nie ma czego żałować. (Uszanka, DN 35)
W innym miejscu ta sama myśl skwitowana zostaje słowami: "Po mojemu jest tak: tu się kiedyś Polska urodziła, choć my rodziliśmy się gdzie indziej" (Dom pod białą skarpą, DD 48).
Motyw ziemi kolebki dawał się też odnosić do sfery prywatnej, asymilować w osobistej historii podmiotu. Na przykład Szewczyk w wierszu zatytułowanym Pozdrowienie Odrze (OG 281) pisze o kolebce syna. Epitet przeniesiony (mowa tu bowiem o "syna pierwszej wolnej kołysce") konotuje początek, który stał się jednym ze słów kluczy literatury osadniczej i odzwierciedlał pragnienie rozpoczynania od nowa (życia, pracy). "Ciągle w rozmowie powtarzały się te słowa: pierwszy siew, pierwszy zbiór, pierwszy chleb z własnej mąki" - notuje w Podróżach do mojej Itaki Trziszka (Tryptyk lubuski, PMI 21). Do początku nawiązywały tytuły antologii lubuskich reportaży (Dzień pierwszy, dzień drugi; Dni następne; Nauka chodzenia), a jego wyobrażenie odnoszone było do narodzin człowieka: osadnicy, którzy przybyli na "Ziemie Odzyskane", "poczuli w sobie radość nowo narodzonych" (Plecami do wielkiej wody, WŚ 5), "poczęty w tobie / do ciebie wracam" - pisał w Tryptyku lubuskim Bolesław Soliński, i do świata przyrody ("rośnięcia z korzeni", odradzania się po zimie, "wrastania"), do mitycznego wzorca cyklicznych powtórzeń ("Powracamy jak woda, powietrze i ogień, / Powracamy jak zieleń, śnieg, słońce i deszcze" Maciej J. Kononowicz, Wracamy, OG 277) i do momentu powstawania świata, w wersji zarówno naukowej, jak i mitologicznej. Początek wiązał się również z wysiłkiem podmiotu, który dzięki ciężkiej pracy stwarza nową ziemię (o takim wysiłku, zapowiadającym socrealistyczny kult pracy, pisze Paukszta w Trudzie ziemi nowej), a projektowany na sposób obrazowania przestrzeni konotował istnienie pierwotnej pustki i chaosu. "[...] wydaje się, że ziemi tej bardzo blisko do czasów, kiedy powstawał świat; znacznie bliżej jej tam niż innym ziemiom"- pisał Trziszka (Podróże do mojej Itaki, PMI 7).
W wymiarze wspólnotowym motyw początku sięgał poza historię, czynił regionalną przestrzeń kroniką dziejów ziemi, także tych, których nie utrwaliły świadectwa człowieka. Na przykład Czerniawski pisze o "człowieku kamienia" i "szkielecie praptaka zastygłym w bursztynie", a w poemacie Ziemia odwołuje się do momentu powstawania świata: mowa tam o ziemi "zrodzonej w twórczym niepokoju słońca" i dolinie "wysłanej czułym wapnem mitologii"35. Czarnecki zaś tak oto kreśli lubuską panoramę:
Wyrasta ponad brzegi horyzontu
piersiami moren
o barwnym zapachu żywicy36.
Obok przedstawień pierwotnego krajobrazu pojawiały się wyobrażenia początku nawiązujące do Biblii oraz mitologii. Wśród tych pierwszych produktywny był zwłaszcza motyw wieży Babel, obrazujący etniczny tygiel kulturowy na ziemi lubuskiej (modelową realizację tego motywu znajdujemy w opowiadaniach i reportażach Trziszki37) oraz - równie popularny - motyw rajskiego ogrodu, Edenu, przenikający się z obrazem arkadii.
Tu jest początek i nim weszliśmy
w tęczowe schody Midas grał z Dionizosem
w kości. Ogród mi potem złotem otworzył...
- napisze Czesław M. Czyż w tomiku o znaczącym tytule Okolica do zapamiętania38. Przywołany w powyższym fragmencie motyw ziemi ogrodu pojawia się także w reportażach mówiących o ziemi lubuskiej39.
Z mitologii wywodził się też motyw odysei, będący jednym z bardziej popularnych w literaturze lubuskiej wariantów exodusu. "Każdy z nas jest Odysem, / Co wraca do swej Itaki"40 - twierdził Leopold Staff i choć pisarze lubuscy nie mogli nawet marzyć - tak jak autor Pierwszej przechadzki - o "zamieszkaniu "znowu" we "własnym domu", stąpaniu "znowu" po "własnych schodach", po wątek Odyseusza sięgali nader często. W szaty Odysa ubrany zostaje bohater reportażu o góralach czadeckich, zatytułowanego Góralska Odyseja41, mityczną postać spotkać można także w wierszach lubuskich poetów (Waśkiewicza, Koniusza, Czyża). Najsilniej jednak motyw odysei uobecniony zostaje w reportażach Podróże do mojej Itaki Trziszki. Rolę tytułowej Itaki odgrywają tu okolice położone nad Notecią:
Moje podróże dokądkolwiek zawsze zaprowadzą mnie do mojej Itaki [...] nasza Itaka jest też naszą siłą. Żyjemy sprawami pierwszej większej ojcowizny. Tu poznaliśmy miarkę, według której obliczamy stan świata. (Podróże do mojej Itaki, PMI 10)
Należy jednak zastrzec, że w tym wariancie mitu nie chodzi (tylko) o ideę powrotu, wszak Odyseusz Staffa też nie powraca do domu, a zresztą nie ma wcale takiego zamiaru:
O to chodzi jedynie,
By naprzód wciąż iść śmiało,
Bo zawsze się dochodzi
Gdzie indziej, niż się chciało42.
I właśnie to "gdzie indziej" dookreśla Itakę, o której mówi proza Trziszki. Mitologiczny motyw ma podkreślić odwagę tych, którzy wyruszyli w nieznane, i nadać czasom, ale i miejscu (nowej Itace), charakter wyjątkowy. Niebezpodstawnie powojenne lata na Ziemiach Zachodnich i Północnych nazywano wówczas, nawiązując do podboju Ameryki i zdobywania Dzikiego Zachodu, okresem pionierskim. W tym sensie przybysze zaludniający ziemie na zachodzie Polski powtarzali los amerykańskich osadników i równocześnie - w nawiązaniu do pierwotnej matrycy kulturowej - mitologicznych herosów. "I chociaż wiele jest patosu w porównaniu z herosami greckimi, to przecież należy się z tym zgodzić, że były to czasy heroiczne, mimo że tak bardzo zwyczajne" (Tryptyk lubuski, PMI 23) - twierdzi Trziszka, który transponuje nie tylko historie Odyseusza, ale także mitologiczną opowieść o zdobywcach złotego runa na współczesność. Historię osadników zasiedlających okolice Głogowa i ich "drogę po miedź" podsumowuje słowami: "Powtórzyła się historia z mitu greckiego o zdobywcach skarbu - złotego runa strzeżonego przez króla Kolchidy Ajetesa" (Tryptyk lubuski, PMI 19). Mit ten konotuje już jednak inne wyobrażenie ziemi lubuskiej - jako ziemi nowej, nieodkrytej i nieznanej.
II. "PRZEMALUJMY JĄ DO NIEPOZNAKI". ZIEMIA LUBUSKA - NOWA I ZNAJOMA
O ile idea powrotu i związana z nią wizja ziemi lubuskiej jako ziemi ojców czerpała z metaforyki bazującej na historii, o tyle wyobrażenie "ziemi nowej" kreowano, opierając się na takich zakorzenionych w kulturze europejskiej toposach, jak arkadia, raj, ziemia obiecana i locus amoenus. W tym wypadku głównym celem mitotwórczych działań było wyidealizowanie obrazu nowo zasiedlanych obszarów przez: (1) upodobnienie (do miejsc, z których przybyli osadnicy), (2) estetyzację oraz (3) sakralizację przestrzeni.
(1) "Ziemio, tyś inna - choć jesteś tą samą" (Nowa Sól, OG 334) - pisał o Nowej Soli Henryk Szylkin, a spójnik "choć" zaświadczał, że ani brak w Odrze "łokajskich ajerów", ani "pozostawienie rodziny w Wilnie" nie stanowiło przeszkody, by nową ziemię traktować jak swoją. Tą samą, choć inną. Inną, choć tą samą. Celem literackich zabiegów stało się zniesienie kontradykcji zawartej w tych sformułowaniach. Na przykład Czerniawski, który dzieciństwo spędził w Grzybowie koło Kołobrzegu, projektuje nadmorskie krajobrazy na obraz Szprotawy, dokąd przyjechał w 1945 roku. W wierszu zatytułowanym Moje miasto43 czytamy:
to miasto - kamień wygładzony solą -
jest moim morzem o sercu z bursztynu
Na wydmach miasta bursztynowe ptaki
wieczorem tańczą w suchej mgle neonów
W innym miejscu, posługując się mechanizmem metafory konfrontacyjnej, poeta powie o swoim dzieciństwie: "twoje bursztyny słoneczne tak bardzo // to fresk rzucony na tynk mego czasu"44.
Metafora malarska trafnie tematyzuje dokonujący się na kartach lubuskiej literatury proces konstruowania, "przemalowywania" literackiej przestrzeni ("przemalujmy ją do niepoznaki na rodzimą", R 119). Zazwyczaj jednak nie był to fresk, ale raczej landszaft, sentymentalny obrazek, z którego wyłaniała się "ziemia znajoma". Nie tylko w opowiadaniu o tym właśnie tytule (Ziemia znajoma), ale także w wielu innych Trziszka eksponuje kompensacyjną funkcję lubuskich krajobrazów, zwracając uwagę na podobne ukształtowanie terenu czy typ roślinności. Utożsamienie znajduje wyraz w metaforach eksponujących zaimek dzierżawczy (na przykład "moje nadnoteckie oczerety", "swoja Wierchowyna"), a dotyczy to również aneksji symboli (na przykład "moja gorzowska Itaka"). Tworzy przy tym u podstaw lokalnego mitu założycielskiego mit inny - oparty na wyimaginowanym planie zasiedlania na zasadzie analogii krajobrazów: aktualnego i opuszczonego. Tertium comparationis wyznaczał krajobraz: typ roślinności, ukształtowanie terenu. Funkcją opisów było odnajdywanie w nowym krajobrazie elementów znanego. Takiej dominancie podlegają opisy Cigac (nazwa nawiązuje do podzielonogórskiej miejscowości Cigacice) w opowiadaniu Plecami do wielkiej wody Trziszki, w którym na elemencie podobieństwa oparta została motywacja działań bohaterów. Mieszkańcy Polesia trafili na ziemię "co im ta ziemia w smaku przypominała poleszuckie błota...", a sprowadzający ich w to miejsce były żołnierz I Armii Wojska Polskiego Sewczuk, jeden z pierwszych przybyłych do Cigac Poleszuków, już w drodze do Berlina upatrzył sobie bliską sercu, bo podobną do rodzinnej, okolicę:
Zaraz za ta rzeką spostrzegł wysmukla sośninę, tak bardzo podobną do poleszuckiej. I już wtedy powiedział sobie, że to będzie jego wieś. (Plecami do wielkiej wody, WŚ 8)
Na tej samej zasadzie osadnicy wywodzący się ze wschodnich górzystych terenów nie chcieli się osiedlać na równinnej ziemi lubuskiej i trafili w Sudety:
Zaniosło Hucułów pod Śnieżkę, każdy znajdzie tu dla siebie spłacheć wierzchowiny, może i w świerkowej puszczy zamieszkuje Lisna - piękna dziewica leśna [...]. I chyba przez to mówią, że pod Śnieżką znalazła huculska dusza swoją wierchowinę - "Werchowyno, maty moja". (Plecami do wielkiej wody, WŚ 36)
Rodzimość nowej ziemi sankcjonuje obecność bóstw opiekuńczych, o literackim jednak rodowodzie, takich jak Lisna czy wspomniany w innym miejscu Święty Martyn. O jej swojskości zaświadczają zaś zmysły. Poleszucy, pisze Trziszka, "poczuli się swojsko w torfowym zapachu" (Jedna rodzina, WŚ 117), "ta ziemia w smaku przypomniała [im] poleszuckie błota cieknące, lepkie - mieszaniną iłu, torfu i mułu" (Plecami do wielkiej wody, WŚ 6). Także wybór miejsca motywowany jest argumentem odwołującym się do zmysłów: "Seczuk wybrał rodakom Poleszukom wieś, która zachwyci ich oko. [...] Wiedział, że ta wieś może zasmakować jego ludziom" (Plecami do wielkiej wody, WŚ 8).
Nowe miejsce jest więc nie tylko oglądane, ale także smakowane, wąchane, wchłaniane wszystkimi zmysłami. W ten sposób rodzi się sensualistyczna, cielesna więź z ziemią - dającą i hojną, upersonifikowaną jako ziemia matka i ziemia kochanka. Tym kreacjom poświęcony będzie rozdział (Nie)gościnna ziemia. Kobiece postaciowanie miejsca, tu jedynie zasygnalizuję, że spośród żeńskich ról przypisywanych ziemi lubuskiej najczęściej eksploatowano motyw ziemi kochanki, oczekującej "chłopskiego kochania" (TZN 484). Dlatego już pierwsze spotkanie osadników z nowym miejscem zapowiada miłosną relację i obiecuje odpoczynek strudzonym przybyszom - w opowiadaniu Dom pod białą skarpą (DD 52) obraz ziemi bezwstydnie leżącej brzuchem do góry konotuje beztroskie próżnowanie, które będzie rekompensować trud wędrówki.
(2) Rangę nowego miejsca podnieść miała topika sakralizująca, sięgająca po pogańskie i - znacznie częściej - chrześcijańskie wyobrażenia kultowe. Na przykład Czerniawski nazywa las, o czym była już mowa, "pogańską świątynią", dla Zdzisława Morawskiego schody usytuowane w centrum Gorzowa są "miasta największym ołtarzem"45, Szewczyk zaś zwraca się do rzeki, parafrazując słowa modlitwy: "Orędowniczko nasza na brzegu szczecińskim", "Wiarą miast jak kolumnami wsparty / strumieniu" (Pozdrowienie Odrze, OG 281).
Sakralizacja lubuskiego krajobrazu najpełniej dokonała się jednak w ludowym nurcie prozy Trziszki, podejmującym pogańskie wyobrażenie bóstwa ziemi, które żąda od człowieka okrutnej ofiary. W opowiadaniu Plecami do wielkiej wody ofiarą jest życie syna głównego bohatera. Gdy ten ginie, rozerwany przez minę, Seczuk podpala okoliczne łąki. W ten sposób dokonuje się "tajemnicze katharsis nowej ziemi" (Plecami do wielkiej wody, WŚ 29), a bohater wadzi się z nią niczym z groźnym bogiem:
Chyba wiedział, że ziemia jest niezniszczalna, może święta, na pewno święta swoją trwałością, wiecznością. Zobaczył ją wtedy w płomieniach, podpaloną własnymi rękami, i na chwilę wydało mu się, że potrafi ją ukarać, zniweczyć jej wieczność. W tym momencie podmokła gleba przechodziła swoje wyzwolenie od ohydztwa wojny, zwalczała jednym płomiennym oddechem przebrzydłą plenność rozjuszonych chwastów, tamtej chwili ogień i ziemia zwarły się w zmaganiu z chwastami zasianymi przez Boga i ludzi. (Plecami do wielkiej wody, WŚ 30)
W prozie autora Dobrej nowiny religijność ludowa sprzęga się z wyobrażeniami zaczerpniętymi z chrześcijaństwa, głównie z Biblii. Na obraz ziemi wybawicielki ("ta ziemia nas wszystkich karmi, odziewa, żywi, ona jest dla nas wszystkim" [Ziemia znajoma, WŚ 54] - mówi jeden z bohaterów) nakłada się wyobrażenie "ziemi prawdziwej", "szczęśliwej", czyli ziemi obiecanej, jak w tym samym miejscu nazywa ją Trziszka. I choć określenie to ma nacechowanie ambiwalentne, gdyż pisarz - odnotowując zderzenie oczekiwań i realiów - pokazuje rozczarowanie tych, którzy "nie zaznali tu obiecanego szczęścia" (Wschodzący dzień, ŻRO 175), to zdaje się jednym z głównych składników mitu fundacyjnego, który konstruowany jest na kartach jego opowiadań. Wyobrażeniu ziemi obiecanej towarzyszy rozbudowana topika biblijna, w jej ramach powracają figury wędrowca, tułacza, pątnika. Jak się zdaje, biblijny exodus stał się podstawowym wzorcem dla opowieści o przesiedleniu, konstruowanej jako parafraza (a w cytacie zamieszczonym poniżej jako parodia) Księgi Wyjścia:
Dwaj pątnicy piszący swoim marszem nową Księgę Wejścia szli objuczeni zwykłymi plecakami [...] a jeść trzeba nawet wówczas, gdy idzie się do ziemi odzyskanej. nawet gdy szlak tej wędrówki zostanie ujęty w nową księgę ludzkiego zwycięstwa nad śmiercią. Tu manna nikomu nie osładzał życia. [...] Taka już konkwistadorska dola. Opłacić wejście okrwawionymi stopami. Na szczęście w Skąpem jedno zabudowanie - jak wyspa ocalenia - było już zamieszkane prze Polaków. Przez trzy dni gospodyni kurowała ich manną, a gospodarz gorzałką. (Drzewo posadził, PMI 31)
(3) Ziemia lubuska, bogata w lasy i jeziora, a dodatkowo w "poniemieckie" dobra, bardziej może niż inne zachodnie tereny predestynowana była do przyjęcia roli powojennej arkadii, "krainy mlekiem i bimbrem płynącej", jak - powtarzając popularne w powojennych czasach określenie - nazywa ją Trziszka (Ziemia znajoma, DD 75). Przy czym topos arkadyjski zazwyczaj realizował się w wyższym stylistycznie rejestrze. W poemacie opisowym Solińskiego wpisywał się na przykład w formułę pochwalnego hymnu. Afirmacji krajobrazu służyła tu metaforyka odwołującą się do artefaktów kultury wysokiej i jej atrybutów. Ujęcie przestrzeni odtwarzało wzorzec kulturowy. O ziemi lubuskiej poeta napisze, że jest
[...] jak sonet Petrarki
ścian potoczysty poemat
okien wieczorny heksametr
i wieża co jak oda46.
Podobny zabieg spotkać można w poetyckich pochwałach miasta, które wyszły spod pióra Ireny Dowgielewicz i Zdzisława Morawskiego (przyglądam się im w rozdziale "Budujemy nowy dom" - udomowienie i konwencja).
Także deklaracja wyboru miejsca motywowana była estetycznie. Oto główny bohater opowiadania Plecami do wielkiej wody "wybrał rodakom Poleszukom wieś, która zachwyci ich oko" (Plecami do wielkiej wody, WŚ 8) - potwierdzeniem są zawarte w tym opowiadaniu opisy zachwycającej nadrzecznej przyrody. Technika opisu nosi tu wpływy obrazowania impresjonistycznego, a pojawiające się ujęcia krajobrazów zdają się ekfrazą młodopolskich malarskich przedstawień polskiej złotej jesieni:
Akurat nad Cigacami szła miodowa jesień, zaraz od rzeki pas mokradeł przechodził w plażowy piasek, na nim gnieździła się sośnica, tylko gdzieniegdzie przetykana jesienno-miodnymi liśćmi brzeziny, klonów. Wśród lesistych skrzydeł jakby tokowiska rozciągały się bodliwe zagony kartoflisk. O tej porze nad Prypecią płoną ogniska, krowy chodzą samopas, dzieciarnia przysmala się przy ogniskach. (Plecami do wielkiej wody, WŚ 7)
Nieprzypadkowo w Podróżach do mojej Itaki (PMI 7) znaleźć można wyznanie:
Moje noteckie oczerety zauroczyły mnie tak dokumentnie, że z książki na książkę próbuję uchwycić jakiś zgoła nieludzki urok tej krainy.
Malownicze opisy ziemi lubuskiej zasilały także prace zbiorowe i publikacje albumowe służące promocji regionu. Oto przykładowe podpisy pod fotografiami w albumie zatytułowanym Ziemia Lubuska: "Piękny to kraj. Miał rację zacny dziejopis Długosz, gdy oczy za nim wypłakiwał", "Jak malownicze cacko, na pół realna wizja, wygląda z góry Nowe Miasteczko, potwierdzające świadectwo o urodzie lubuskich miasteczek"47. Autor tych komentarzy, Paukszta, wypracował wiele tego typu formuł estetycznych, sfunkcjonalizowanych w opisie regionu i kreujących wyobrażenie pięknej, przyjemnej przestrzeni. "Ziemia Lubuska. Ciepło, miękko brzmią te dwa słowa" - pisał we wstępie do książki Odzyskane gniazda, a egzemplifikacją tej tezy są wymienione w dalszej części: "poszum wiatru napływającego z lasów bukowych", "ciemnoniebieskie tafle łagowskich jezior", "napita zielenią melancholia rozlewisk odrzańskich", "harmonia ciągów świerkowych, modrzewiowych, dębowych i sosnowych" (OG 7)48.
***
"Czym byłaby Ziemia Lubuska, gdyby jej zabrać tę ciszę, lasy i jeziora?"49 - pyta Zbigniew Ryndak w książce Góry i doliny, a pytanie to dotyczy tożsamości regionu fundowanej na krajobrazie uchwytnym w perspektywie "tu i teraz". Brak historycznej ciągłości i wcześniejszej tradycji sprawiał, że ziemia lubuska niczym czysta karta wymagała stworzenia od podstaw legendy miejsca - i legenda taka rodziła się między innymi na fundamencie mitotwórczej i kompensacyjnej funkcji literackiej przestrzeni. Mówiąc najkrócej, należało przemienić: ziemię nieznaną w znajomą, nową w starą, obcą w bliską, cudzą w swojską.
Na zakończenie warto zapytać, czy mitologia, zrodzona na potrzeby historycznej chwili, przetrwała i czy zarysowane wyżej wzorce oddziałują na współczesną literaturę regionu? To pytanie wymaga przyjrzenia się nieuwzględnionym tutaj utworom, pisanym po 1975 roku. Niemniej już wstępny rekonesans przynosi negatywną odpowiedź. Mit piastowski wyczerpał się w latach siedemdziesiątych i mało kto sięga dziś po wywodzące się zeń przestrzenne motywy. Niektóre scharakteryzowane tu wyobrażenia spacjalne, na przykład cmentarz, ewoluowały - w nowszej literaturze pojawiają się nie piastowskie, ale poniemieckie groby. Inne, na przykład obraz ziemi obiecanej, zanikły, ich miejsce zajął obraz utraconego kresowego raju. Pisarze, którzy urodzili się już na ziemi lubuskiej, opisują Laski Odrzańskie, Wilkanowo, Zawadę, Droniki, uciekając od wielkiej mitologii regionu w małą mitologię swoich prywatnych ojczyzn. Nie zdezaktualizowała się jedynie metaforyka arkadyjska ("cisza, lasy i jeziora"), która dziś - w pozaliterackim kanale komunikacyjnym i w ramach nowej "polityki miejsca" - służy promocji regionu.
21 Por. E. Domańska, Historie niekonwencjonalne. Refleksja o przeszłości w nowej humanistyce, Poznań 2006, s. 13.
22 O związkach mitu "Ziem Odzyskanych" z przedwojenną ideą nacjonalistyczną i "myślą zachodnią" pisze Arkadiusz Kalin (Mit ziem odzyskanych. Problematyka mitu politycznego w dyskursie nacjonalistycznym, [w:] tegoż, Mit ziem odzyskanych..., s. 151-300).
23 Halina Tumolska, która w książce zatytułowanej Mitologia Kresów Zachodnich w pamiętnikarstwie i beletrystyce polskiej (1945-2000). Szkice do dziejów kultury pogranicza (Toruń 2007) omawia historyczno-polityczne uwarunkowania mitu piastowskiego, zwraca uwagę, że "wyobraźnia zbiorowa w swoich mitach powstających nie bez udziału utworów literackich i dzieł kronikarskich, powracała często do początków, do prehistorii: do narodzin państwa i narodu, ale także do mitów i podań bajecznych, o charakterze genotypicznym, nawiązujących do czasów prasłowiańszczyzny, poprzedzających powstanie państwa polskiego" (s. 41). Na temat mitu piastowskiego por. także: A. Kalin, Mit ziem odzyskanych...
24 Wymienione przykłady zaczerpnięto z ZDB.
25 Por. W.E. Czerniawski, Las, [w:] tegoż, Za las, Zielona Góra 1965, s. 7.
26 Tenże, Panorama lubuska, [w:] Poszukując słowa, red. Z. Bieńkowski, Poznań 1968, s. 23.
27 Tenże, Las, [w:] tegoż, Za las..., s. 7.
28 Por. W. Sauter, [przedmowa do:] Ziemia Lubuska, Poznań 1965, s. 6-7.
29 W. Żukrowski, Przedmowa, [do:] E. Paukszta, Kartki z Ziemi Lubuskiej, wstęp i oprac. W. Żukrowski, Warszawa 1954, s. 4.
30 Por. A. K. Waśkiewicz, Dziedzictwo, Warszawa 1966, s. 43.
31 Por. P. Kłuciński, Pieśń o Ziemi Lubuskiej [za: H. Ankiewicz, Przechadzki zielonogórskie, Zielona Góra 1977, s. 119].
32 Por. H. Ankiewicz, Mały poczet wielkich ludzi, [w:] Dzień pierwszy, dzień drugi... Antologia reportaży o Ziemi Lubuskiej, red. J. Kołodziej, Zielona Góra 1974, s. 23-37); A. Zatrybówna, Powrót i początek, [w:] tamże, s. 9-21; I. Kubicka, Zaledwie ziarnko piasku dźwignąć, [w:] Dni następne. Reportaże o Ziemi Lubuskiej, red. J. Kołodziej, J. Koniusz, Zielona Góra 1975, s. 9-21; K. Kąkolewski, Kamienne kartki, [w:] Dzień pierwszy..., s. 39-46.
33 T. Jasiński, Dymy wyższe nad dęby. Opowiadania z dziejów Ziemi Lubuskiej, Zielona Góra 1964, s. 7.
34 W.E. Czerniawski, Ziemia, [w:] tegoż, Za las..., s. 9.
35 Por. tamże, s. 9. Dwa wcześniejsze cytaty pochodzą z utworów znajdujących się w tym samym tomiku ("człowiek kamienia...", s. 6; "szkielet praptaka...", s. 10).
36 Z. Czarnecki, Panorama..., s. 23.
37 Por. Podróże do mojej Itaki (PMI 9), Mój ociec lekarzem butów (DSN 100), Wschodzący dzień (ŻRO 99).
38 Cz.M. Czyż, "Tu jest początek...", [w:] tegoż, Okolica do zapamiętania, Zielona Góra 1965, s. 12.
39 Por. na przykład: H. Doboszowa, Polska świebodzińska, [w:] Dzień pierwszy..., s. 215.
40 L. Staff, Odys, [w:] tegoż, Byłem raz sobie, wybór E. Borkowska, Warszawa 2004, s. 22.
41 Por. D. Piekarska, Góralska odyseja, [w:] Nauka chodzenia. Reportaże z Nadodrza, wybór J. Koniusz, Zielona Góra 1984, s. 37-45.
43 W.E. Czerniawski, Moje miasto, [w:] tegoż, Za las..., s. 14.
44 Tenże, Dzieciństwo, [w:] tamże, s. 15.
45 Z. Morawski, Wzgórze miasta, [w:] tegoż, Strofy o dzierżawie, Gorzów Wielkopolski 1982, s. 21.
46 B. Soliński, Tryptyk lubuski, Poznań 1979.
47 Ziemia Lubuska, przedmowa W. Sauter, Poznań 1965, s. 108. Cytat wcześniejszy znajduje się na stronie 166.
48 Warto zauważyć, że podobne obrazowanie pojawia się pół wieku później w odniesieniu do innego regionu zasiedlanego przez Polaków po wojnie, co świadczy między innymi o trwałości pewnych klisz poznawczych. W eseju Bezimienny krajobraz Olga Tokarczuk pisze o Dolnym Śląsku: "Tę ciepłą, pięknie położoną krainę w środkowej Europie od południa zamykają góry niczym falbanka u barwnej spódnicy, na północy - lasy i jeziora aż po wstążkę Odry" (O. Tokarczuk, Bezimienny krajobraz, [w:] Nieswojość, red. i fot. A. Pankiewicz, M. Przybyłko, Wrocław 2019, s. 173).
49 Z. Ryndak, Góry i doliny, Warszawa 1966, s. 55.