Rozdział I
I
W ostatnich miesiącach roku 1978 telewizja brytyjska wyemitowała
wieloodcinkowy serial pt. "Edward i pani Simpson". Przez wiele tygodni
autorzy filmu przedstawiali na ekranach telewizorów losy byłego króla
angielskiego Edwarda VIII i Amerykanki pani Wallis Simpson, które przed
wybuchem drugiej wojny światowej budziły zainteresowanie opinii
publicznej w Wielkiej Brytanii i stanowiły jeden z największych skandali
z życia arystokracji.
Romantyczna historia miłości brytyjskiego monarchy i jego późniejsza
abdykacja - mimo upływu lat - jest wciąż żywa, szczególnie w pamięci
starszego pokolenia.
Edward VIII, urodzony 23 kwietnia 1894 roku, syn Jerzego V z dynastii
Windsor, panował w Wielkiej Brytanii stosunkowo krótko, bo zaledwie od
stycznia do grudnia 1936 roku. Już po wstąpieniu na tron postanowił
poślubić dwukrotnie rozwiedzioną Amerykankę, panią Wallis Simpson, co
wobec gwałtownego sprzeciwu wpływowych czynników dworskich, kościelnych
i rządowych doprowadziło do jego abdykacji.
Gwoli sprawiedliwości trzeba przyznać, że twórcy serialu telewizyjnego,
przewidując powodzenie filmu, zadbali o jego realizację z podziwu godną
starannością i dokładnością. Aktorzy odtwarzający główne role zostali
znakomicie dobrani - uderza niezwykłe podobieństwo do historycznych
postaci. Rolę króla Edwarda powierzono angielskiemu aktorowi, Edwardowi
Foxowi, znanemu i polskim widzom z głównej roli w głośnym filmie "Dzień
Szakala", wyświetlanym przed laty także i na naszych ekranach; panią
Simpson zagrała Cynthia Harris, młoda amerykańska aktorka, wybijająca
się spośród wielu kandydatek do tej roli dużym scenicznym talentem i -
co ważne - niebanalną urodą.
W tej telewizyjnej historii króla, który z miłości "stracił głowę", a w konsekwencji i koronę, tak autorzy scenariusza, jak i reżyser postarali
się o stosunkowo wierne odtworzenie klimatu panującego na ówczesnym
dworze angielskim, bacząc przy tym o zachowanie odpowiedniej ostrożności
i umiaru, bowiem niektóre osoby przewijające się na ekranie, bohaterowie
historycznych już wydarzeń, jeszcze wtedy żyły.
Jak łatwo można było przewidzieć, serial wywołał spore zainteresowanie,
ale i... dyskusję nad rolą pani Simpson u boku Edwarda. Znaczna część
telewidzów bardzo krytycznie oceniła piękną rozwódkę, nie zwracając
żadnej uwagi na to, że była pani Simpson, a obecnie księżna Windsoru,
nadal żyje i liczy sobie sporo ponad osiemdziesiąt lat. Wśród
krytykujących znaleźli się i tacy, którzy do dnia dzisiejszego nie mogą
jej wybaczyć, że stała się dla Edwarda femme fatale, że od pierwszych
dni łączącego ich związku konsekwentnie zmierzała do celu, jakim był
mariaż z brytyjskim monarchą. To ona odsunęła od Edwarda wszystkie
kobiety, które mogłyby zagrozić jej uprzywilejowanej w królewskim sercu
pozycji, to ona sprawiła, że król starał się spełniać wszystkie jej
kaprysy, zaspokajać niepohamowaną ambicję i nie protestował przeciwko
kosztownym wydatkom.
Niemal cała angielska prasa, recenzująca widowisko, uznała spektakl za
wysoce autentyczny, mimo iż realizatorzy serialu ukazali mogące dziwić u monarchy cechy osobowości Edwarda. Król jawi się bowiem w nim jako
człowiek o dużym braku odpowiedzialności, jako osobnik w wielu ważnych
sprawach nieliczący się z opinią innych. Na domiar wszystkiego w kilku
epizodach przedstawiono go jako niezrównoważonego wesołka - na przykład
w scenach, kiedy to bawi towarzystwo nie najlepszą grą na mandolinie
albo staniem na głowie.
Zdecydowana większość piszących na temat przyczyn abdykacji króla
Edwarda - są wśród nich także i zawodowi historycy - wybija na pierwszy
plan uczuciowy aspekt tego "królewskiego romansu stuleci". Zgodnie z tą
tezą angielski monarcha nie mógł po prostu żyć bez pani Simpson i wolał
raczej zrzec się korony, niż utracić ukochaną przez siebie kobietę.
Czyżby więc jedynie wielka miłość zadecydowała o kryzysie brytyjskiej
monarchii w roku 1936?
Wątpliwości, jakie się nasuwają w trakcie rozważania tej kwestii, nie
zostały do dzisiaj rozstrzygnięte jednoznacznie. Można by przypuszczać,
że nieco światła na tę sprawę rzucą opublikowane listy Edwarda i pani
Simpson z okresu ich narzeczeństwa. Niestety tych, którzy żywili tego
rodzaju nadzieję, spotkał zawód. Wydane jednocześnie w Paryżu i Londynie, z cichej inspiracji i za oficjalnie wyrażoną zgodą księżny,
przekonać miały Brytyjczyków o głębokim uczuciu łączącym tę parę. Ale
czy można przyjmować je bezkrytycznie?
Jak więc było naprawdę? Jakie były rzeczywiste kulisy królewskiej
abdykacji?
Edward VIII w czasie swego krótkiego panowania niejednokrotnie
publicznie dawał wyraz swym proniemieckim sympatiom. Niektórzy historycy
twierdzą, że przyczyn jego abdykacji nie można rozpatrywać w kategoriach
klasycznej love story. Romans króla Edwarda VIII z amerykańską
rozwódką, a później ten mezalians, który przed wybuchem drugiej wojny
światowej tak bardzo zbulwersował purytańską brytyjską opinię publiczną,
stał się prawdopodobnie jedynie dogodnym pretekstem do wywarcia nacisku
na Edwarda, by zrzekł się korony królewskiej.
Amerykańscy historycy James i Suzanne Pool w swej pracy pt. "Kto
finansował Hitlera", opublikowanej w Nowym Jorku, wręcz twierdzą, ze
późniejszy książę Windsoru abdykował ze względów czysto politycznych.
Piszą oni, że małżeństwo Edwarda z panią Simpson stało się jedynie
pretekstem do jego ustąpienia. Że prawdziwą przyczyną abdykacji były
pronazistowskie sympatie króla. W książce, która wnet stała się
bestsellerem na amerykańskim rynku wydawniczym, cytują słowa ówczesnego
brytyjskiego ministra spraw zagranicznych, sir Anthony'ego Edena, który
powiedział, że "Jeżeli król będzie nadal wyrażał swoje opinie na tematy
polityki międzynarodowej, znajdziemy wówczas sposoby, aby zmusić go do
abdykacji".
W tym czasie, w roku 1936, nikt jeszcze nie przewidział, że książę
Windsoru - były król Edward VIII - stanie się bohaterem jeszcze jednego
skandalu na skalę międzynarodową. Że w niespełna cztery lata później
uwikłany zostanie w aferę misternie zmontowaną przez niemiecką tajną
służbę i że właśnie proniemieckie sympatie księcia odegrają tu rolę
decydującą.
Rozdział II
II
Wydarzenia pierwszej połowy roku 1940 mogły nastrajać optymistycznie
wszystkich zwolenników Hitlera. Kilka miesięcy przedtem zakończona
została wojna w Polsce. Później błyskawicznie opanowano Danię i Norwegię, zajęto Belgię i Holandię. Miażdżącymi ciosami powalona została
Francja. Były to sukcesy ogromne, wprost niewiarygodne. Niemieccy
żołdacy wkroczyli do Paryża! W Compi?gne, gdzie w listopadzie 1918 roku
podpisana została kapitulacja Niemiec, w tym samym Compi?gne, które
przez okres przeszło dwudziestu lat było dla Niemców symbolem klęski,
Hitler 22 czerwca 1940 roku przyjmował kapitulację upokorzonych
Francuzów. A kilka zaledwie tygodni wcześniej, na plażach Dunkierki
rozegrał się ostatni etap bitwy flandryjskiej. Rozbite zostały oddziały
brytyjskie walczące na polach Francji.
Rok 1940 był więc rokiem błyskawicznych zwycięstw. W całych Niemczech
tłumy wiwatowały na cześć niezwyciężonego wodza. Roztoczona przed
narodem wizja stworzenia potężnej Tysiącletniej Rzeszy przybierała
realne kształty. "Niesłychanie szybki i wspaniały przebieg kampanii
przeciwko mocarstwom zachodnim - pisze H. Greiner w swej książce "Za
kulisami OKW" - napełnił naród niemiecki entuzjazmem i dumą, a świat
zdumieniem i trwogą". Od tej chwili wszyscy w Niemczech wiedzieli: Adolf
Hitler jest genialny. W sztabach zaczęto opracowywać nowe plany, tym
razem sięgające opanowania Wysp Brytyjskich i zbrojnej napaści na
Związek Radziecki. Wysuwana była również koncepcja zagarnięcia
Gibraltaru przy czynnym udziale Hiszpanii, która od początku wojny
zajmowała pozycję kraju neutralnego. Z tym właśnie państwem, kierowanym
przez faszystowską ekipę z generałem Franco na czele, Hitler wiązał
szczególne nadzieje, a bieg wydarzeń początkowo nawet mu sprzyjał.
Przypadek sprawił, że kroiła się okazja zgoła nieprawdopodobna...
Było to w lipcu 1940 roku. Walter Schellenberg, kierownik Wydziału IV E,
zajmującego się w ramach ówczesnej struktury Głównego Urzędu
Bezpieczeństwa Rzeszy kontrwywiadem, przeglądał właśnie poranną pocztę,
kiedy jeden ze stojących na biurku telefonów rozległ się donośnym
terkotem. Telefonował minister spraw zagranicznych III Rzeszy, Joachim
von Ribbentrop.
- Niech mi pan powie, mój drogi, czy mógłby pan do mnie natychmiast
przyjechać?
- Czy to coś pilnego, panie ministrze?
- Tak! Bardzo mi zależy na tym, aby spotkanie nasze odbyło się jak
najprędzej.
Ribbentrop był jednym z czołowych działaczy III Rzeszy. Z zawodu
handlowiec, przez kilka lat przed dojściem Hitlera do władzy sprawował
przedstawicielstwo koncernu winnego. W roku 1930 wstąpił do NSDAP i ułatwił Hitlerowi nawiązanie kontaktów ze światem wielkich finansistów i przedsiębiorców. W roku 1935 zawarł układ morski z Wielką Brytanią,
umożliwiający odrodzenie, wbrew traktatowi wersalskiemu, niemieckiej
marynarki wojennej. W rok później walnie przyczynił się do powstania
paktu antykominternowskiego. Jako ambasador, w latach 1936-38 usiłował
skłonić rząd brytyjski do zaaprobowania planów niemieckiej ekspansji na
Wschód. Mianowany ministrem spraw zagranicznych staje się jednym z głównych wykonawców niemieckiej polityki podbojów. Odegrał znaczącą rolę
w doprowadzeniu do Anschlussu Austrii, rozbioru Czechosłowacji, agresji
na Polskę oraz w całokształcie przygotowań do drugiej wojny światowej.
Ten niemiecki dyplomata stał się rzecznikiem masowej eksterminacji
ludności terenów okupowanych w Związku Radzieckim. W roku 1946, sądzony
przez Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze, został skazany na
karę śmierci i następnie stracony.
Walter Schellenberg w roku 1933, roku objęcia władzy przez Hitlera,
liczył sobie zaledwie dwadzieścia trzy lata i był absolwentem wydziału
prawa na uniwersytecie w Bonn. Wyrosły w atmosferze szowinistycznej
studenckiej organizacji, szybko dostrzega możliwości, jakie może mu
stworzyć ruch narodowosocjalistyczny. Wstępuje do NSDAP i SS. Obdarzony
błyskotliwą inteligencją, w krótkim czasie, bo zaledwie po kilku latach,
obejmuje szefostwo Urzędu VI Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy i otrzymuje szlify generała SS. W parze z jego niepozorną i nierzucającą
się w oczy sylwetką szła nieprzeciętna inicjatywa w licznych
przedsięwzięciach szpiegowsko-dywersyjnych, najgłośniejszych w okresie
drugiej wojny światowej. Schellenberg potrafił nadać działalności
wywiadowczej szeroki rozmach, unikając przy tym metod szablonowych i schematyzmu. Powojenne koleje życia Waltera Schellenberga także ułożyły
się pomyślnie. Dla niego oczywiście. Ten generał SS, inicjator
najbardziej awanturniczych przedsięwzięć, uniknął stryczka i przeżył
swoich szefów: Kaltenbrunnera i Himmlera. W maju 1945 roku znalazł
schronienie w Szwecji. Później, przewieziony potajemnie do Londynu, stał
się cennym źródłem informacji dla Intelligence Service. Dopiero w roku
1949 stanął przed sądem. Amerykański trybunał wojskowy w Norymberdze
skazał go na sześć lat więzienia. Sześć lat! Tylko. Anglicy jednak
uzyskują dla niego wcześniejsze zwolnienie. Wkrótce potem przenosi się
do Włoch i zamieszkuje w willi nad Lago Maggiore. Zmarł w 1953 roku, do
końca życia korzystając z finansowego wsparcia Anglików.
Ribbentrop przyjął swego gościa z obliczem nacechowanym powagą i po paru
mało znaczących pytaniach skierował rozmowę na właściwy temat -
interesowały go powiązania Schellenberga z Hiszpanią i Portugalią. W czasie rozmowy wypytywał głównie o kontakty Schellenberga z policją obu
tych krajów.
W pewnym momencie zmienił jednak temat.
- Czy przypomina sobie pan księcia Windsoru? - padło niespodziewane
pytanie.
Schellenberg nie odpowiedział. Czekał w napięciu, kiedy Ribbentrop
wyjaśni, do czego zmierza.
Minister spraw zagranicznych Rzeszy widać nie liczył na natychmiastową
odpowiedź, a być może było to pytanie czysto retoryczne, bo po chwili
milczącej zadumy zaczął wygłaszać sądy na temat wspomnianego przed
chwilą człowieka. Otóż jego zdaniem, wśród wszystkich wybitnych Anglików
książę Windsoru był najbardziej sprawiedliwym i najuczciwszym
człowiekiem. Nie podobało się to przedstawicielom najwyższych warstw w Londynie i jego małżeństwo stało się pożądaną okazją, aby doprowadzić do
upadku tego szczerego i prawdziwego przyjaciela Niemiec.
- Führer i ja - kontynuował Ribbentrop - przejrzeliśmy natychmiast, co
się w rzeczywistości kryje za tymi intrygami, i od tego czasu
współczujemy księciu i jednocześnie darzymy go jeszcze większym
szacunkiem. Od momentu swej abdykacji - dodał żywo Ribbentrop - książę
jest niezwykle pilnie strzeżony przez agentów Security
Service1. Każdy jego krok i wszelkie poczynania znajdują się
pod kontrolą wywiadowców. Wiemy, że czuje się on jak więzień i wciąż
podejmuje próby uwolnienia się od tych więzów, jak dotąd jednak,
bezskuteczne.
Schellenberg nadal milczał. Zaczynał powoli rozumieć, jaki jest cel jego
wizyty u ministra spraw zagranicznych.
- Mamy informacje, że książę rozważa możliwość uwolnienia się od tego
szarpiącego nerwy brzemienia. - Ribbentrop spojrzał badawczo na swego
gościa, ale nie dostrzegłszy żadnej reakcji z jego strony, ciągnął
dalej: - Doniesiono nam również, że jest nadal przychylnie ustosunkowany
do Niemiec. Miał nawet w małym gronie powiedzieć, że chce osiąść na
stałe w Hiszpanii i nawiązać ponownie przyjazne stosunki z III Rzeszą.
Ribbentrop wyraźnie się ożywił.
- Führer sądzi, że moglibyśmy złożyć księciu pewną propozycję. Rozważa
nawet możliwość wyrażenia gotowości wyznaczenia mu z góry na dwadzieścia
lat apanaży w wysokości do pięćdziesięciu milionów franków
szwajcarskich. Oczywiście tylko wówczas - dodał szybko minister - jeżeli
zgodzi się on na to, aby jakimś gestem, wódz ma na myśli odpowiednio
zredagowane oświadczenie, odciąć się oficjalnie od intryg brytyjskiego
dworu królewskiego. Mógłby wówczas wybrać sobie na miejsce zamieszkania
jakiś neutralny kraj, na przykład Szwajcarię. Musiałby być to w każdym
razie kraj, na który Hitler mógłby wywierać polityczny bądź gospodarczy
nacisk. Gdyby książę się wahał, byłoby celowe pomóc mu nieco w podjęciu
decyzji. W razie koniecznej potrzeby nawet przy użyciu siły. Rzecz
jasna, jemu i jego żonie nie powinno się przy tym nic złego przytrafić.
Pan mnie rozumie, Schellenberg?
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki