Trollheim. Tajemnica opuszczonego domu - Arne Lindmo

Kup ebooka

35.90 zł
29.07 zł (21,54 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Roz­dział 1

PO­CZĄ­TEK PRZY­JAŹNI

Adam na­peł­nił płuca świe­żym po­wie­trzem. Pach­niało tu le­piej niż w Oslo. Było też ci­cho. Je­dyne, co sły­szał, to sze­lest li­ści po­ru­sza­nych przez wiatr. Trol­l­heim wy­da­wało się spo­koj­nym miej­scem.

Wa­ka­cje do­bie­gły końca i Adam cze­kał z matką na przy­stanku au­to­bu­so­wym na skraju lasu. Po­my­ślał o te­le­fo­nie sprzed ty­go­dnia i za­drżał. Może ko­lega chciał go tylko na­stra­szyć? Jak to moż­liwe, że tyle dzieci, naj­wię­cej w Nor­we­gii, po pro­stu roz­pły­nęło się w po­wie­trzu? Co to mo­gło być? Co się z nimi stało?

Mama oczy­wi­ście go wy­śmiała.

- To bzdury - po­wie­działa. - Nie można ufać in­ter­ne­towi. Trol­l­heim to spo­kojne miej­sce.

Adam bar­dzo chciał jej wie­rzyć. Nie wy­glą­dała na szcze­gól­nie zde­ner­wo­waną, kiedy opie­rała się o słup, z pa­pie­ro­sem w ustach. Za­my­ślona, przez smugi dymu wpa­try­wała się w ko­rony drzew. Nie prze­pa­dała za świe­żym po­wie­trzem.

Adam na­to­miast był bar­dzo zde­ner­wo­wany. Nowa szkoła, nowa klasa i brak przy­ja­ciół.

Wes­tchnął. A co, je­śli nikt nie bę­dzie chciał się z nim za­przy­jaź­nić?

Te­raz cze­kał wła­śnie na jed­nego z ko­le­gów z no­wej klasy. Po­dobno mieszka w po­bliżu, więc mieli ra­zem pójść do szkoły.

Mama za­aran­żo­wała to przez te­le­fon, stwier­dziła, że to do­bry po­mysł - le­piej się po­znać. Ale co, je­śli chło­pak, któ­rego miał spo­tkać, był praw­dzi­wym chu­li­ga­nem? Pa­skud­nym ło­bu­zem, który go po­bije i zo­stawi w ka­łuży z ustami peł­nymi po­ła­ma­nych zę­bów i ołów­kiem wsa­dzo­nym w ty­łek?

- Gdzie oni są? - Mama wes­tchnęła, spo­glą­da­jąc na ze­ga­rek. - Mój au­to­bus bę­dzie tu lada chwila!

- Chyba ich wi­dzę - po­wie­dział Adam.

Wy­soka ko­bieta w spód­nicy i swe­trze po­de­szła do nich, ma­cha­jąc z pod­eks­cy­to­wa­niem.

- Halo! - krzyk­nęła. - To wła­śnie To­biasz!

Obok niej szedł mały, gruby chło­piec w du­żych, okrą­głych oku­la­rach. Wy­da­wał się nie­śmiały, wpa­try­wał się w zie­mię. W ogóle nie wy­glą­dał na ło­buza.

Adam po­czuł dłoń mamy na ple­cach.

- Przy­wi­taj się z ko­legą! - wy­szep­tała.

Wy­cią­gnął rękę i uśmiech­nął się.

- Cześć! Na­zy­wam się Adam. Miło cię po­znać!

Drugi chło­piec chwy­cił wy­cią­gniętą dłoń i de­li­kat­nie ją uści­snął.

- Je­stem To­biasz.

Na­dal wy­da­wał się nie­śmiały, ale może był tylko za­wsty­dzony?

I co to za na­pis na jego swe­trze? "Mam..."

Adam nie mógł po­wstrzy­mać uśmie­chu. To­biasz miał do­bry po­wód, by wsty­dzić się tego swe­tra. Na tle zie­lo­nej włóczki wy­róż­niał się na­pis: "Mam naj­lep­szą mamę na świe­cie!", wy­dzier­gany du­żymi czer­wo­nymi li­te­rami.

Żeby cho­dzić do szkoły w czymś ta­kim, To­biasz mu­siał być albo na­prawdę od­ważny, albo głupi jak but. Rów­nie do­brze mógł umie­ścić so­bie na piersi na­szywkę z na­pi­sem "Prze­śla­duj­cie mnie!".

Mama To­bia­sza miała na so­bie iden­tyczny swe­ter z na­pi­sem: "Mam naj­lep­szego syna na świe­cie!".

Może to ja­kaś ro­dzinna tra­dy­cja? A może wszy­scy w Trol­l­he­imie byli tro­chę dziwni i no­sili ta­kie swe­try do szkoły? Adam wy­róż­niałby się wtedy w swo­jej ciem­no­nie­bie­skiej blu­zie z kap­tu­rem i nie­bie­skich, dziu­ra­wych dżin­sach.

Nie wi­dział chyba w ży­ciu ko­goś mniej po­dob­nego do sie­bie niż To­biasz.

Adam był wy­soki i szczu­pły, a tam­ten - ni­ski i z tak du­żym brzu­chem, że gdyby się po­tknął i upadł do przodu, za­cząłby się tur­lać.

Adam miał ciemne, krótko przy­strzy­żone włosy, pod­czas gdy włosy dru­giego chło­paka two­rzyły gąszcz blond lo­ków.

Skóra Adama była zło­to­brą­zowa, a To­biasz po­zo­sta­wał cał­kiem blady, tak że pew­nie nie mógł wy­sta­wić stopy na ze­wnątrz pod­czas wa­ka­cji.

Byli jak dzień i noc.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki