Rozdział 1
POCZĄTEK PRZYJAŹNI
Adam napełnił płuca świeżym powietrzem. Pachniało tu lepiej niż w Oslo. Było też cicho. Jedyne, co słyszał, to szelest liści poruszanych przez wiatr. Trollheim wydawało się spokojnym miejscem.
Wakacje dobiegły końca i Adam czekał z matką na przystanku autobusowym na skraju lasu. Pomyślał o telefonie sprzed tygodnia i zadrżał. Może kolega chciał go tylko nastraszyć? Jak to możliwe, że tyle dzieci, najwięcej w Norwegii, po prostu rozpłynęło się w powietrzu? Co to mogło być? Co się z nimi stało?
Mama oczywiście go wyśmiała.
- To bzdury - powiedziała. - Nie można ufać internetowi. Trollheim to spokojne miejsce.
Adam bardzo chciał jej wierzyć. Nie wyglądała na szczególnie zdenerwowaną, kiedy opierała się o słup, z papierosem w ustach. Zamyślona, przez smugi dymu wpatrywała się w korony drzew. Nie przepadała za świeżym powietrzem.
Adam natomiast był bardzo zdenerwowany. Nowa szkoła, nowa klasa i brak przyjaciół.
Westchnął. A co, jeśli nikt nie będzie chciał się z nim zaprzyjaźnić?
Teraz czekał właśnie na jednego z kolegów z nowej klasy. Podobno mieszka w pobliżu, więc mieli razem pójść do szkoły.
Mama zaaranżowała to przez telefon, stwierdziła, że to dobry pomysł - lepiej się poznać. Ale co, jeśli chłopak, którego miał spotkać, był prawdziwym chuliganem? Paskudnym łobuzem, który go pobije i zostawi w kałuży z ustami pełnymi połamanych zębów i ołówkiem wsadzonym w tyłek?
- Gdzie oni są? - Mama westchnęła, spoglądając na zegarek. - Mój autobus będzie tu lada chwila!
- Chyba ich widzę - powiedział Adam.
Wysoka kobieta w spódnicy i swetrze podeszła do nich, machając z podekscytowaniem.
- Halo! - krzyknęła. - To właśnie Tobiasz!
Obok niej szedł mały, gruby chłopiec w dużych, okrągłych okularach. Wydawał się nieśmiały, wpatrywał się w ziemię. W ogóle nie wyglądał na łobuza.
Adam poczuł dłoń mamy na plecach.
- Przywitaj się z kolegą! - wyszeptała.
Wyciągnął rękę i uśmiechnął się.
- Cześć! Nazywam się Adam. Miło cię poznać!
Drugi chłopiec chwycił wyciągniętą dłoń i delikatnie ją uścisnął.
- Jestem Tobiasz.
Nadal wydawał się nieśmiały, ale może był tylko zawstydzony?
I co to za napis na jego swetrze? "Mam..."
Adam nie mógł powstrzymać uśmiechu. Tobiasz miał dobry powód, by wstydzić się tego swetra. Na tle zielonej włóczki wyróżniał się napis: "Mam najlepszą mamę na świecie!", wydziergany dużymi czerwonymi literami.
Żeby chodzić do szkoły w czymś takim, Tobiasz musiał być albo naprawdę odważny, albo głupi jak but. Równie dobrze mógł umieścić sobie na piersi naszywkę z napisem "Prześladujcie mnie!".
Mama Tobiasza miała na sobie identyczny sweter z napisem: "Mam najlepszego syna na świecie!".
Może to jakaś rodzinna tradycja? A może wszyscy w Trollheimie byli trochę dziwni i nosili takie swetry do szkoły? Adam wyróżniałby się wtedy w swojej ciemnoniebieskiej bluzie z kapturem i niebieskich, dziurawych dżinsach.
Nie widział chyba w życiu kogoś mniej podobnego do siebie niż Tobiasz.
Adam był wysoki i szczupły, a tamten - niski i z tak dużym brzuchem, że gdyby się potknął i upadł do przodu, zacząłby się turlać.
Adam miał ciemne, krótko przystrzyżone włosy, podczas gdy włosy drugiego chłopaka tworzyły gąszcz blond loków.
Skóra Adama była złotobrązowa, a Tobiasz pozostawał całkiem blady, tak że pewnie nie mógł wystawić stopy na zewnątrz podczas wakacji.
Byli jak dzień i noc.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki