Rozdział 1
KŁOPOTY W LESIE
Adam szedł z Tobiaszem i Tarą w głąb ogromnego lasu wokół Trollheimu, rozglądając się nerwowo. W pewnym momencie z oddali usłyszeli przeraźliwe wycie. Czy to wilk?
- Zimno tu. - Tara tupnęła w zamarzniętą ziemię. Spojrzała między drzewa i ułożyła strzałę na cięciwie magicznego łuku.
- Im głębiej w las, tym robi się zimniej. - Z ust Adama wydobył się mały obłoczek pary. Chłopiec szedł jednak dalej, rąbiąc mieczem kłopotliwe gałęzie. Tara i Tobiasz podążali tuż za nim.
Kiedy wychodzili ze szkoły, był ciepły październikowy wieczór, nie widzieli jeszcze ani odrobiny śniegu, ale tutaj, głęboko w lesie, przeszywał ich mróz, a na ziemi... Adam się zatrzymał.
- Ten koleś ze szkoły nie kłamał. Od tego miejsca ziemia pokryta jest szronem i śniegiem.
- Więc może mówił też prawdę o śladach - zauważył Tobiasz, stawiając kolejne kroki po trzeszczącym śniegu. - Nie mogą być daleko.
Zapadł wieczór i słońce dawno zaszło. Ciemniejące niebo zaczęło zamykać się wokół nich. Księżyc w pełni tylko od czasu do czasu wyglądał zza chmur. Wilk zawył ponownie, jeszcze bliżej.
Tobiasz podniósł trzymaną w rękach laskę i wyszeptał:
- Stafr lýsa.
Kula na szczycie drewnianej tyczki błysnęła kilka razy i wreszcie zalśniła jasno niczym potężna lampa.
- Kolejna sztuczka, której nauczyłem się z Dziennika Fredrika Grana. - Uśmiechnął się. - To znaczy coś w stylu: "Lasko, zaświeć".
Trzymał w powietrzu magiczną pochodnię. Ognista kula na jej końcu, jasna jak małe słońce, rzucała światło na przestrzeń w promieniu kilku metrów. Wydzielała również ciepło. Szron nagromadzony na rękojeści stopił się i spłynął po dłoni Tobiasza.
Tara podeszła do niego, trzęsąc się z zimna.
- Ciepło! - wykrzyknęła z radością.
- To nie było łatwe - powiedział chłopak. - Magia działa tylko wtedy, gdy kula na górze jest z prawdziwego złota. Znalazłem trochę cennych ozdób w opuszczonym domu, przetopiłem je i umieściłem w kamiennej formie. Wystarczyło na jedną laskę.
- Jak udało ci się stopić złoto? - dociekał Adam. - To trudne.
- Złoto topi się w temperaturze tysiąca sześćdziesięciu czterech stopni Celsjusza, piec do wypalania ceramiki w szkole świetnie sobie z tym poradził.
- Ktoś ci pozwolił skorzystać z pieca? - zapytała Tara.
- A ktoś tego zabronił? - rzucił Tobiasz z uśmiechem i dziewczyna się rozpromieniła.
- W ciągu ostatnich kilku miesięcy stałeś się o wiele odważniejszy. Podoba mi się to.
Twarz chłopca poczerwieniała.
- Posłuchałem tylko rady Adama.
- Co? - zdziwił się Adam. - Jakiej rady?
- Nauczycieli łatwiej jest prosić o wybaczenie niż o pozwolenie.
- Ha, ha! Szybko się uczysz.
Przeszli jeszcze kawałek, nagle Tobiasz wbił laskę w śnieg, zdjął plecak i przykucnął. Grzebał ręką w torbie, aż znalazł stary pamiętnik. Tara zatrzymała się tuż obok.
- Co o tym myślisz? - zapytała, gdy kolega porównywał dostrzeżone w śniegu odciski ze szkicami w książce.
- Tak jak się obawialiśmy... Małe trolle. Mniej więcej tej samej wielkości co my. Co najmniej trzy, towarzyszy im wilk.
- Już trzeci raz znajdujemy ślady małych trolli w lesie - powiedział Adam. - Trzeci raz, odkąd zostaliśmy strażnikami. Najwyraźniej nie zamierzają się poddać.
- Loki nie spocznie, dopóki nie otworzy bramy - tłumaczyła Tara - i nie przeprowadzi swojej armii z Helheimu.
- Potrzebowałby do tego klucza - stwierdził Tobiasz, kładąc dłoń na białym, magicznym kluczu, który nosił na szyi. Główka miała kształt czaszki z łańcuszkiem przewleczonym przez oczodół. - A potem będą musieli nas pokonać - dodał z westchnieniem.
- Nie pamiętam, kiedy ostatnio spadło tyle śniegu w październiku. - Adam spoglądał z niepokojem na gęste zaspy i zamarznięte drzewa. - Przynajmniej w Oslo, gdzie mieszkałem do tej pory.
- W Trollheimie nie jest to aż tak niezwykłe. Ale nie widziałem jeszcze, by śnieg spadł tylko w jednym miejscu, w środku Lasu Trolli. Może któreś z przejść prowadzących do Helheimu znajduje się właśnie w tej gęstwinie? Czytałem, że tam jest strasznie zimno, chłód mógł przeniknąć do naszego świata wraz z małymi trollami.
- Ciii! Co to było? - zapytała nagle Tara.
W krzakach przed sobą usłyszeli szelest. Śnieg osypał się z gałęzi. Czy to wina wiatru? Adam, ścisnąwszy mocniej miecz i tarczę, wyjrzał spomiędzy liści. Tara pochyliła łuk obok niego.
- Może to tylko jakieś zwierzę? - zasugerowała.
Tuż za nimi trzasnął patyk, a drzewko po lewej zostało brutalnie odepchnięte na bok. Trzy pary trollowych oczu spoglądały na dzieci nienawistnie z różnych stron.
- Jesteśmy otoczeni - krzyknął Adam. - To pułapka!
Wielki wilk wyskoczył spomiędzy krzewów i rzucił się w jego stronę. Chłopak zdołał podnieść tarczę w ostatniej chwili, dokładnie w momencie, w którym ostre zęby miały dosięgnąć jego gardła. Ciężkie ciało zwierzęcia uderzyło w metal z taką siłą, że Adam stracił równowagę i upadł na śnieg. Strzała Tary wbiła się w pień tuż przed pyskiem wilka, który zatrzymał się i warknął.
Adam przeniósł na nią wzrok i dostrzegł trolla skradającego się w krzakach za plecami dziewczyny.
- Tara. Za tobą!
Dziewczyna odwróciła się gwałtownie.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki