Prolog
Silje wrzuciła grzyba do wiadra i otarła pot z czoła.
Ile już takich wiader dziś napełniła? Czy wystarczy, żeby dostać dodatkową porcję jedzenia? Tym razem chyba tak... A przynajmniej uda się uniknąć kary. W Helheimie nauczyła się jednego: robić to, co każą.
Zbieranie jedzenia było ciężką pracą, w dodatku ogromna kula na suficie świeciła i grzała tak mocno, że Silje czuła się, jakby pracowała w polu pod prawdziwym, palącym słońcem.
Ale tu nie świeciło prawdziwe słońce, a ona nie znajdowała się na polu, tylko głęboko, głęboko pod ziemią, w gigantycznej jaskini. Schwytana przez istotę, którą na początku wzięła za samego diabła. Może zresztą nim był, chociaż wszyscy nazywali go tu jednym imieniem: Loki, władca podziemnego świata.
Już nie płakała. Zdołała się przyzwyczaić. To było jej nowe życie - odkąd ją porwano. Powiodła wzrokiem wokół siebie, po domach z wyschniętej gliny i kamienia, aż zatrzymała się - jak zawsze - na wieży Lokiego.
- Zbieraj dalej - szepnęła starsza kobieta obok. - Bo inaczej przyjdą i posmakujesz bicza!
To była ?sta. Silje ją lubiła. Zawsze uprzejma i pomocna. Troll uwięził ją tu, gdy miała zaledwie osiem lat. Teraz wyglądała na sześćdziesiąt. Trudno to sobie wyobrazić - całe życie spędzone tutaj...
Wszyscy niewolnicy opowiadali tę samą historię: uprowadzeni w wieku sześciu, czasem ośmiu lat. Silje była wyjątkiem - miała już dwanaście.
Dlaczego porywano tylko dzieci? Czy dlatego, że łatwiej je złapać? Łatwiej złamać? A może dlatego, że dłużej wytrzymywały, zanim dopadła je choroba albo śmierć? Raz zapytała o to trolla, ale w odpowiedzi dostała tylko policzek i wrzeszczący nakaz:
- Zamknąć dziób!
?sta mówiła, że już nie pamięta powierzchni. Nie pamiętała też swoich rodziców. To było... smutne. I strasznie niesprawiedliwe.
- Za późno - mruknęła nagle ?sta, zbierając grzyby jeszcze szybciej.
Silje podniosła głowę i zamarła. W jej stronę zmierzał ogromny troll. Trzymał w ręku bicz, a na pysku krzywił mu się paskudny uśmiech.
- Leniwa dziewucha! Bat na takie! - ryknął.
Troll uniósł rękę, gotowy do uderzenia. Silje zacisnęła powieki i zęby, czekając na ból. Jednak... nic nie poczuła. Otworzyła oczy. Troll wpatrywał się z przerażeniem w coś za jej plecami. Silje odwróciła się i dreszcz przeszedł ją po całym ciele.
Z tunelu w ścianie jaskini wypełzło stado gigantycznych pająków.
- Arachne! - wrzasnął troll. - Straż! Arachne atakować!
Pająki były wielkie jak psy, a niektóre nawet jak niedźwiedzie! Na końcu stada sunął stwór, jakiego Silje jeszcze nigdy nie widziała. Górna połowa jego ciała wyglądała jak u kobiety, a dolna - jak u pająka: osiem włochatych odnóży, odwłok i cała reszta!
Małe i duże trolle nadbiegały ze wszystkich stron. Jedne strzelały z łuków, inne ciskały w stronę bestii włócznie. Ale wszystkie padły w końcu na ziemię, powalone przez długie włochate odnóża i przyklejone do ziemi obrzydliwą kleistą pajęczyną.
Nici lśniły w świetle sztucznego słońca.
Silje stała jak sparaliżowana. Nie mogła poruszyć nawet palcem. Wokół niej toczyła się bitwa jak z filmu. Doświadczyła już wcześniej ataków, nigdy jednak takiego. Zwykle pająki ograniczały się do porwania pojedynczego trolla albo niewolnika, z którym od razu znikały w tunelach. Szybkie, małe wypady - jakby polowały na jedzenie. Ale tym razem... to była inwazja. Wojna!
A ona tkwiła w samym środku pola walki.
Troll złapał batem jedną z nóg kobiety-pająka. Przyciągnął ją bliżej siebie i uniósł topór. Wtedy włochate odnóże wystrzeliło w górę i przebiło trolla na wylot!
Silje zadrżała, gdy dostrzegła, że każda z ośmiu nóg kończyła się pazurem ostrym jak brzytwa.
Pajęczyca podniosła trolla w powietrze i z impetem cisnęła nim o ziemię. Z rany na piersi stwora sączył się purpurowy płyn. Trucizna! To musiała być Arachne - królowa pająków. Silje słyszała o niej okropne historie... a teraz zbliżała się w zawrotnym tempie.
?sta odwróciła się do dziewczyny i krzyknęła:
- Uciekaj!
To były jej ostatnie słowa. Włochate odnóże przeszyło jej plecy, pazur wystrzelił z brzucha. Oczy ?sty zgasły...
Silje wciąż nie mogła się ruszyć, strach ściskał ją jak imadło. A nawet gdyby mogła - dokąd miałaby uciekać? Wszędzie dookoła szalała bitwa.
Arachne zsunęła martwe ciało ?sty na ziemię i podpełzła bliżej Silje. Ich spojrzenia się spotkały. Dziewczynka czuła, że tonie w lodowatych, hipnotyzujących błękitnych źrenicach królowej. Czy teraz przyszła kolej na nią?
Jedno z włochatych odnóży uniosło się, ostry pazur na jego końcu zalśnił świeżą trucizną...
Rozdział 1Złe wieści
Adam ziewnął i zamieszał w rondlu. Owsianka była już prawie gotowa. Miło będzie zjeść śniadanie.
Jego wzrok znów padł na karton mleka stojący na kuchennym blacie. Widniały na nim dwa portrety - paszportowe zdjęcia Silje i Franka.
"Zaginieni" - głosił napis. "Milion koron nagrody za informacje, które doprowadzą do ich odnalezienia".
Milion... To by było coś. Mama chyba zemdlałaby z radości. A Adam wiedział, gdzie są te dzieciaki.
Jeszcze dwa miesiące temu chodzili do tej samej klasy, zanim pochłonął ich lustrzany portal. Silje i Frank trafili prosto do Helheimu - królestwa śmierci. Królestwa Lokiego...
Tylko co on niby mógł z tym zrobić? Razem z Tarą i Tobiaszem przysięgli sobie, że przejście do podziemi pozostanie tajemnicą. Misja ratunkowa i tak wydawała się niemożliwa, a z pewnością śmiertelnie niebezpieczna... Co by było, gdyby Loki i jego armia przedarli się na powierzchnię? Adam pamiętał, co mówił Tobiasz: Ragnarok. Koniec świata.
Cóż, Frank, ten chuligan, musiał się tam odnaleźć całkiem nieźle. Po wypiciu krwi starożytnych przemienił się w wampira. I to nie w pięknego, jak Zira, tylko w ohydnego potwora. Pewnie służył teraz Lokiemu.
Ale Silje...
Nie powinni jej tak po prostu zostawić tam na dole. Prawda? Przecież dała mu nawet walentynkę. Wciąż trzymał ją pod poduszką i czasami czytał przed snem. Nawiedzały go wtedy straszliwe koszmary o tym, co się mogło stać z Silje.
Adam potrząsnął głową, próbując odgonić mroczne myśli.
- Mamo! - krzyknął, wyłączając kuchenkę. - Wstawaj! Śniadanie gotowe!
Podzielił owsiankę na dwie miski i zaniósł do salonu. Stół był już nakryty, postawił na nim jeszcze tylko kubek kawy dla mamy.
Powoli usiadła na kanapie, wciąż w znoszonej białej koszulce i szarych dresach z wczoraj - wieczorami zwykła zasypiać przed telewizorem. Teraz przetarła oczy i ziewnęła.
- Dziękuję, aniołku - mruknęła po polsku, sięgając po gorący kubek. Wzięła mały łyk i złapała za pilota.
Na ekranie pojawiła się czołówka porannych wiadomości. Adam opadł na kanapę obok mamy i nalał sobie szklankę mleka.
- Dzień dobry! - przywitała się pogodnie prezenterka. - Na początek aktualności z Trollheimu. Dwójka dzieci, które zniknęły bez śladu dwa miesiące temu, wciąż nie została odnaleziona. Policja otrzymała właśnie pomoc w śledztwie od...
- O rany! - wyrwało się mamie Adama i natychmiast zerwała się z miejsca. - Naprawdę już tak późno? Dziś mam sprzątanie w liceum! Autobus zaraz odjeżdża!
Dopiła kawę jednym haustem, zaklęła po polsku, po czym wybiegła do przedpokoju i trzasnęła drzwiami łazienki.
Adam śledził z napięciem wiadomości w telewizji i jadł owsiankę. Kto mógł pomóc policji?
- Jestem tu z detektywem Fredriksenem z Trollheimu. Czy to prawda, że macie nowe informacje dla opinii publicznej? - spytał reporter, podtykając mikrofon pod nos niskiego, szarookiego mężczyzny w eleganckim ciemnym garniturze i czerwonym krawacie. Mężczyzna przesunął palcem po cienkim pasku wąsów i zrobił minę, jakby był kimś bardzo ważnym.
- Zgadza się - odpowiedział. - W nadziei na pomoc od mieszkańców ujawniamy, że zaginiona dziewczynka prowadziła pamięt...
Z przedpokoju dobiegł charakterystyczny hałas. Mama najwyraźniej skończyła się myć i teraz szarpała się z szafą.
Adam podkręcił głośność. Czy on powiedział "pamiętnik"?
- Do zobaczenia! - zawołała mama i zatrzasnęła drzwi wejściowe.
- Na razie... - odparł automatycznie Adam, wsypując łyżeczką kakao do mleka. Wypił łapczywie.
- ...w pamiętniku Silje jest wpis o tym, że uważała jedno z dzieci uczęszczających do Szkoły Podstawowej w Trollheimie za wampira! - oznajmił detektyw.
Adam aż podskoczył, a kakao trysnęło mu z ust i nosa.
- Co?! Skoro wiedzą o Zirze, to dlaczego...?
- Wampira! - zawołał reporter przesadnie dramatycznym tonem. - Naprawdę?
- Oczywiście to kompletne bzdury - kontynuował detektyw. - Ale też ważny trop! Dziecko, być może rówieśnik zaginionych, wierzy, że jest wampirem. Z zapisków w pamiętniku wynika, że to coś więcej niż zwykła gra czy zabawa. Nie, mamy tu do czynienia z osobą szaloną, chorą, o psychice złoczyńcy. Kimś tak bardzo dręczonym przez urojenia, że nosi kły w szkole! Sztuczne, rzecz jasna. Mam ważną wiadomość dla wszystkich mieszkańców Trollheimu. - Spojrzał prosto w kamerę i uniósł palec wskazujący: - Jeśli widzisz jakieś podejrzane zachowania... Jeśli masz sąsiada, kolegę albo kogoś z rodziny, kto interesuje się wampirami... Jeśli twoje dziecko bawi się w Drakulę w swoim pokoju... chcemy o tym wiedzieć!
Adam upuścił łyżkę do miski i zerwał się z kanapy.