Trojanki - Eurypides

Kup ebooka

4.50 zł
3.87 zł (4,50 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Trojanki

 

Osoby dramatu.

POSEIDON, bóg morza.

PALLAS-ATHENE, bogini.

HEKABE, niegdyś królowa Troi.

CHÓR BRANEK TROJAŃSKICH.

TALTHYBIOS, woźny Greków.

KASANDRA, córka Hekaby.

ANDROMACHE, wdowa po Hektorze.

MENELAOS, król w Mycenach.

HELENA, jego żona.

 

Rzecz dzieje się pod Troją.

 

Wielki namiot, część obozu greckiego pod Troją. W głębi gród Ilionu. Przed namiotem z brankami trojańskiemi leży Hekabe, ongi królowa Troi.

 

POSEIDON.

Poseidon, z słonych głębin egejskiego morza

Przychodzę, gdzie Nereid pląsa rzesza boża,

Rozkosznie wywijając pięknemi nóżkami.

Od kiedy bowiem Fojbos, otoczywszy z nami

Trojańską tę dzierżawę murem, według miary

Wzniesionym z ciosowego kamienia, z mej jarej

Nie uszła nigdy piersi miłość, co mnie rwała

Ku miastu frygijskiemu. Dziś ta świetność cała

W popiele, huf argejski zburzył go do znaku.

Fokijczyk bowiem Eprej z Parnasu, w rumaku,

Z Pallady polecenia zbudowanym, zbrojne

Zamknąwszy wojowniki, wysłał ich w tę wojnę

Do grodu, by mur jego w gruzy obrócili.

Orężnym on się koniem zowie od tej chwili,

Ponieważ oręż mieścił w swem drewnianem łonie.

Pustkami stoją gaje i we krwi dziś tonie

Przybytków bożych szereg. U Zeusa ołtarzy

Domowych poległ Pryam, moc skarbów się darzy,

Na Frygach łup zdobyty, okrętom Achajów,

Co, skoro wiatr pomyślny zawieje, do krajów

 

Ojczystych chcą powrócić po latach dziesięciu,

Ażeby się nacieszyć w swych dziatek objęcia

I żon swych - Helleńczycy, co napadli Troję.

Zaś ja, kiedy zwycięstwo przyniosły te boje

Atenie i argiwskiej monarchini Herze,

Opuszczam słynne Ilion, rzucam świątyń dźwierze,

Gdzie bowiem pustką leżą wyniszczone miasta.

Tam cześć, składana bogom, bynajmniej nie wzrasta

Lamenty głośne branek, któremi się dzielą

Zdobywcy, nad Skamandru wznoszą się topielą:

Te dostał Arkadyjczyk, tamte lud Tessalii,

Te znowu Ateńczyka Tezeja dostali

Synowie, te zaś inne, których między grono

Dowódców do tej pory wzdyć nie rozdzielono.

W namiocie tym o! siedzą, a zaś razem z niemi

Jest, słusznie umieszczona między wojennemi

Brankami, Tyndaryda Helena ze Sparty.

Hekabe, którą strasznie ściga los zażarty,

U drzwi namiotu leży, jeśli ją kto pragnie

Zobaczyć. Po najbliższych, którzy we krwi bagnie

Zginęli, łzy przelewa. Na Achilla grobie

Umarła, o czem jeszcze nie wie w swej żałobie,

Jej córka Polyksena, padł Pryam i dzieci.

Kasandrę zaś, dziewicę, w której szały wznieci

Apollo, zabrał gwałtem, depcąc prawa boże,

Dowódca Agamemnon na swe grzeszne łoże...

Szczęśliwe ongi miasto, żegnaj mi! Wy mury

Ciosane, już was żegnam! Jeśliby nie córy

Zeusowej wrogie ręce, bogini Pallady,

Dotychczasby tu stały te wasze posady!

 

 

Na scenie jawi się

 

ATENA.

Czy wolno najbliższego po ojcu krewniaka

I boga, co śród bogów kwitnie cześć ma taka.

Zagadnąć, zapomniawszy dawnej nieprzyjaźni?

 

POSEIDON.

I owszem, bo krwi związek, czuję najwyraźniej,

Dotychczas na mnie działa, ateńska królowo!

 

ATENA.

Powolność twoją cenię. To, co ci me słowo

Wyjawi, mnie obchodzi tak samo, jak ciebie.

 

POSEIDON.

Czy wieści mi przynosisz od władców na niebie?

Od Zeusa, czy od innych jesteś do mnie w drodze?

 

ATENA.

Dla Troi, w której teraz jesteśmy, przychodzę,

Potęgi twojej wzywam dla przymierza ze mną.

 

POSEIDON.

Czy może porzuciłaś ową zawiść ciemną

I litość masz nad grodem który legł w popiele?

 

ATENA.

Nasamprzód racz powiedzieć: Czy chcesz w mojem dziele

Brać udział? Czy do wspólnych chcesz przystąpić planów?

 

POSEIDON.

I owszem. Przedewszystkiem to jedno postanów:

Kto ciebie dziś zajmuje, Frygi czy Achaje?

 

ATENA.

Po stronie nienawistnej ongi Troi staję.

Zły powrót chcę zgotować achajskiej gromadzie.

 

POSEIDON.

Od jednej przecz ku drugiej nakłaniasz się zwadzie.

Kochając zbyt i gardząc zbyt, jak ci wypadnie?

 

ATENA.

Toć mnie i mą świątynię znieważono zdradnie!

 

POSEIDON.

Kasandrę gdy przemocą wziął Ajas z świątyni.

 

ATENA.

I za to nic mu złego żaden Grek nie czyni.

 

POSEIDON.

Twą mocą Achajowie zburzyli gród Troi.

 

ATENA.

Dlatego ich ukarzę przy pomocy twojej.

 

POSEIDON.

Jak myślisz to urządzić? Jam cię poprzeć gotów.

 

ATENA.

Szczęśliwych im odmówię do kraju powrotów.

 

POSEIDON.

Na słonych głębiach morza, czy jeszcze na lądzie?

 

ATENA.

Gdy, chcąc do domu jechać, na okręty wsiądzie

Ich wojsko, Zeus okrutne spuści deszcze na nie

I burz gwałtownych przemoc i wichury wianie.

Obiecał mi też gromów rzucić ogień krwawy,

Co zniszczy swym płomieniem Achejczyków nawy.

Ty zasię ze swej strony egejskie bałwany

Rozwichrzyj i w eubejskiej zatoce, smaganej

 

Burzami, potop hufce, by się Achajowie

Na przyszłość nauczyli uczcić, jak się zowie,

I me i innych bogów niebieskich przybytki.

 

POSEIDON.

Tak stanie się, nie trzeba długich słów, by wszytki

Wypełnił się twój zamiar. Rozburzę topiele

Egejskie i trupami wybrzeże zaścielę

Mykonu, Lemnu, Skyru, ujrzą w tej zawiei

Ofiary mego gniewu skały Kafarei

I wyspy też delijskie zwłok zobaczą mnogość.

Wróć zatem do Olimpu i piorunów srogość

Z rąk ojca otrzymawszy, czekaj, aże nagle

Argejski lud na morzu rozpuści swe żagle.

O, głupi ród śmiertelnych, który miasta niszczy,

Świątynie i grobowce zmienia w kupę zgliszczy -

Czas przyjdzie, że i on też haniebnie zaginie!

 

HEKABE (podnosząc się z ziemi).

Podnieś-że głowę ninie,

Podnieś do góry ten kark!

Niema już Troi!

Już ja nie jestem królową

Na mej trojańskiej niwie!

Przemianę losów cierpliwie

Znoś!

Nie wchodź-że z Dolą w targ!

W tej swojej

Nieszczęsnej łodzi

Płynąc po życia powodzi.

Jeżeli nie chcesz ach! zapłacić głową,

Nie żegluj przeciwko prądowi,

A jeno o to dbaj,

 

Abyś płynęła z nim razem!

Ajaj! Ajaj!

Czy jest na świecie coś,

Po czembym płakać nie miała?!

Bez dzieci, bez męża, wdowi

Prowadzę żywot, bez ziemi

Mojej ojczystej ach!

Jakże nikłemi

Są, o przodkowie.

Te wasze wszystkie dumne wspaniałości.

Wasz ród, bogactwa i chwała!

O czem zamilczeć, a nie milczeć o czem?

Po czem nie tonąć w łzach?

O, nie uroczem,

Złem jest me życie, złem!...

Twarde wezgłowie!

Bolą mnie wszystkie kości!

O, ja nieszczęsna na świecie!

Jak ci poradzić, mój grzbiecie,

Na legowisku tem?

Wszystko mnie gniecie,

Boli mnie głowa i bok -

Twarde me łoże,

Z głazów snać sporządzone!

To w tę się obracam stronę.

To w drugą!

Któż mi pomoże?

Nic, tylko skargi i łzy!

Niedola, nieszczęście co krok!

Ruina! Gruz!

Pieśni wesołe, te wymysły Muz,

Dla nieszczęśliwych zmieniają się w żal -

 

Nie pląsów-ci one sługą...

O łodzi gromado ty,

O wy okrętów przody,

Coście w tę naszą iliońską dal

Płynęły skroś słonej wody.

Skroś purpurowych fal,

Wzdłuż mnogich helleńskich przystani -

Coście, przy dźwięku

I fletni i piszczałki,

Przybywszy do brzegów Troi,

Powyrzucały swe liny,

Egipską sztuką kręcone:

Złej wy godziny

Po Menelaja przybyłyście żonę!

Zła was przygnała tu pora

Dla niej,

Tej nienawistnej pani,

Co w swej ohydzie całkiej,

Pełne sromoty,

Okryła hańbą Kastora

I toń Euroty -

Co się, tak było, nie boi

Pogrzebać ciebie, pięćdzisięciu dziatek

Ojcze Pryamie,

Co na ostatek

I mnie, Hekabę, złamie!

Biada!

Kogóż ja biedna mam tu za sąsiada

Agamemnona!...

Okrutnie ostrzyżona -

Włos padł żałoby ofiarą

Z mej głowy!

 

Z domu wywlekli mnie starą,

W jassyr, jak dziewkę, wiodą!

Po zbrojnych Trojanach wdowy

I ty, co jesteś młodą,

Oblubienico biedna,

Nieszczęsna jedna

I druga!...

Oto jest dymu smuga!

Ilion się dymi!

Płacz rozpocznijcie olbrzymi!

Ja dam początek!

Jako ten ptak, co pisklątek

Żałuje swoich, tak pocznę!

Nie hymny to będą uroczne,

Nie pieśni one radosne,

Którem-ci w moją wiosnę,

Berłem Pryma

Potrząsająca,

Bez końca

Śpiewała razem, nie sama -

Hymn, z wszystkich smutków wyzuty.

Według frygijskiej nuty

Z tanecznem śpiewałam gronem,

Bogów wielbiąca

Pokłonem!

 

PIERWSZE PÓŁCHÓRU.

Czemu tak krzyczysz, Hekabo?

Czemu zawodzisz tak w głos?

Od twego namiotu strony

Idzie ten krzyk zrozpaczony,

Aż mi się robi słabo,

 

Straszny, straszliwy jest los

Pojmanych w jassyr Trojanek!

 

HEKABE.

Argejski już sternik przy sterze,

Tłum się do wioseł bierze!

 

PIERWSZE PÓŁCHÓRU.

Biada mnie, rzeszy branek!

Czy już ojczysty rzucamy

Przystanek?

Czy nas już wloką do łodzi?

 

HEKABE.

Nie wiem, lecz mi się zdaje,

Że w nas już dzisiaj godzi

Ten cios!

 

PIERWSZE PÓŁCHÓRU.

Ojej! Ojej! Czy Achaje

Już-ci nas pędzą z namiotów?

Pójdziemy precz! bez powrotów

Od naszej trojańskiej bramy!

 

HEKABE.

Ojej! Ojej!

Jeno Kasandry mej

Nie wypuszczajcie mi z szatry!

Boże owiały ją wiatry!

Shańbili ją Argejowie!

Co ona powie?! Co powie?!

Jej słowa te opętane

Jeszcze mi większą dziś ranę

Zadadzą!

 

Ach! Cóż się stało z twą władzą.

Nieszczęsna Trojo ma Trojo?!...

I ten jest nieszczęśliwy,

Co musi rzucać twe niwy

I jeszcze żyje ach! żyje.

I ten, którego już kryje,

O ziemio, ty nasza ostojo,

Twe wnętrze!

 

*

DRUGIE PÓŁCHÓRU.

Z namiotu Agamemnona

Wybiegłam - pędzi mnie strach:

Pragnę usłyszeć twe słowo,

Czy śmierć już na mnie, królowo,

Zastęp argejski wykona?

Czy już żeglarze ach!

Do ręki porwali wiosła?

 

HEKABE.

O dziecię, uspokój-że się!

Snać i mnie trwoga rozniesie!

 

DRUGIE PÓŁCHÓRU.

Zali przysłano już posła?

Dla kogóż ja dzisiaj na sługę

Wyrosła?

Który-ż z Danaów mnie bierze?

 

HEKABE.

Rzeczą to będzie losu.

Czyje cię wezmą dźwierze,

Czyj dach!

 

DRUGIE PÓŁCHÓRU.

Ojej! Ojej! Do Argosu.

Czy między jakieś wyspiarze

Iść mi on z Troi każe,

Czy też w ftiocką zadrugę?

 

HEKABE.

Ojej! Ojej!

Do jakich mnie też kniei

W niewolę zawiodą okrutnie?

Gdzież będę, jako te trutnie.

Żyła, kobieta ja stara,

Upiór, widziadło, mara,

Cień swojej własnej postaci?

Co każą nam robić kaci?

Czy może

Stróżować będę na dworze?

Czy wpadnie komu do głowy,

Że mi piastować poleci,

By jakiejś niańce, swe dzieci?

Mnie, która-m ongi w Ilionie

Na złotym siadała tronie?

Której hołd, jako królowej,

Składano?

 

*

CHÓR.

Ajaj! Ajaj! Jakież skargi

Mają popłynąć ci z wargi,

By godnie

Tę losu opłakać zbrodnię?!

Już ja w tej mojej wiośnie

Przy mem idajskiem krośnie

Przerzucać czółenka nie będę!

 

Młoda-ci jestem, młoda,

Lat moich szkoda,

A jakież czekają mnie trudy

Między obcymi ludy!

Na cudzą dostanę się grzędę,

Greczyn do swego mnie łoża

Zawlecze -

O straszne losy człowiecze,

O straszna ty nocy nieboża!

Lub też w godzinę wrażą

Czerpać mi wodę każą

Ze świętych źródlisk Pejreny,

Jak dziewce, na którą już ceny

Niema za niskiej! Ach!

O, dostaćbyśmy się chciały

Do ziemi, pełnej chwały,

Do szczęsnej ziemi Tezeja!

A tylko niech nas zawieja

Na przekór naszej ochocie

Nie zechce nieść ku Eurocie!

Nie pragnę służyć w domu

Heleny, pełnej sromu!

Nie pragnę, Menelaju,

Ty sprawco zła mego kraju.

Pod twój się schronić dach!

 

*

I łany też Penejowe,

Skąd Olimp podnosi głowę

W błękity -

Ten kraj, w świętości spowity,

Jak mnie dochodzą wieści.

Wielkie bogactwa mieści

 

I miodem płynie i mlekiem!

Do ziemi Tezeusza -

Tamby ach! dusza

Pragnęła dostać się moja!

A potem dalsza ostoja,

Tak głoszą, ma władzę nad człekiem:

Hefaista, słynna ziemica,

Kraj Etny,

Mnogimi przymioty świetny,

Co zwraca przepiękne swe lica

W stronę fenickich wybrzeży,

Gdzieś tam daleko leży.

Głośna tej ziemi jest chwała,

Słyszała-m-ci o niej, słyszała.

O maci sycylskich gór!

Po mórz iońskich obszarze

Płynący, chwalą żeglarze

Ląd jeszcze, mówię, drugi,

Którego kwietnie smugi

Wodami zrasza lśnistemi

Kratys, ożywca tej ziemi,

Zdrój, co swojemi rosy

Jasne zczerwienia włosy,

Co, bujne krzepiąc staja,

I żywi i w siłę uzbraja

Dzielnego ludu wzór!...

 

*

Od wojsk Danaów w pędzie

Goniec ku naszej rzeszy

Zbliża się, kroczy, spieszy!

Jakież przynosi orędzie?

 

Jakież rozkazy nowe?

Cóż spadnie na naszą głowę?

Doryckie już na nas pany

Niosą niewoli kajdany!

 

Wbiega

 

TALTHYBIOS.

Hekabo, znasz mnie dobrze, boć nieraz na szaniec

Trojański przychodziłem, greckich wojsk wysłaniec.

Więc całkiem ci wiadomy Talthybios z rozkazem

Pojawia się dla ciebie i dla tych zarazem.

 

HEKABE.

Drogie Trojanki moje,

Tegom się bała i boję.

 

TALTHYBIOS.

Już los wasz rozstrzygnięty, jeśli to was trwoży.

 

HEKABE.

Ajaj!

Powiedz, posłańcze nieboży,

Jaki zamieszkam kraj?

Czy poślą mnie do Tesalii,

Czy każą biednej niewieście

W ftyockiem umierać mieście,

Czy gród Kadmowy mi dali?

 

TALTHYBIOS.

Przeróżni was panowie dostaną w udziele.

 

HEKABE.

Która któremu przypadnie?

Której z Trojanek

Szczęśliwy los się ściele?

 

TALTHYBIOS.

Nie wszystko tak odrazu! Powiem ci dokładnie.

 

HEKABE.

Najnieszczęśliwsza z branek,

Kasandra, dziecko me lube,

Z kim idzie na swoją zgubę?

 

TALTHYBIOS.

Król Agamemnon wybrał i zabrał ją sobie.

 

HEKABE.

Na niewolnicę Spartanki,

Swej żony?

Cóż ja nieszczęsna zrobię?

 

TALTHYBIOS.

Nie! Tajną miłośnicę pragnie mieć z tej branki.

 

HEKABE.

Z niej, z poświęconej

Dziewicy Feba,

Której ten bóg złotowłosy

W wielkim zaszczycie

Panieńskie przeznaczył życie?

 

TALTHYBIOS.

Miłością do wróżbitki natchnęły go losy.

 

HEKABE.

Na nieba!

Rzuć, dziecko, klucze boże,

Rzuć z skroni wieńce święte,

Kapłanki rzuć mi stroje!

 

TALTHYBIOS.

Nie honor to jest dla niej dzielić króla łoże?

 

HEKABE.

A ono dziecko moje,

Niedawno mi przez was wzięte?

 

TALTHYBIOS.

Masz w myśli Polyksenę, czy pytasz - o kogo?

 

HEKABE.

Komu przydzielił ją los?

 

TALTHYBIOS.

Na grobie Achillesa będzie służyć błogo.

 

HEKABE.

Zalim ją na to rodziła.

By miała w niej sługę mogiła?

Czy taki, powiem ci w głos,

U Greków zwyczaj i prawo?

 

TALTHYBIOS.

Za szczęście licz to córce! Tam jej nie jest krwawo!

 

HEKABE.

Mów, jakże to rozumiesz? Ona jeszcze żyje?

 

TALTHYBIOS.

Los taki, że jej ręce nie skrzywdzą niczyje.

 

HEKABE.

A biedna odzianego w spiż Hektora żona?

Mów, jaka Andromasze dola przeznaczona?

 

TALTHYBIOS.

Achilla syn ją dostał, jego dzisiaj słucha.

 

HEKABE.

A ja, ta siwa starucha,

Co to już trzeciej potrzebuje nogi.

 

Kostura,

Do kogo idę w niewolę?

 

TALTHYBIOS.

Odyssej, król Itaki, weźmie cię w swe progi.

 

HEKABE.

Ach! ach!

O moja dolo ponura!

Rozbij-że sobie

Ten ostrzyżony łeb!

Rwij paznogciami te obie

Jagody!

Jej mi, o jej!

Że tak mi jakaś straszna pomsta nieb

Każe iść w służbę pod dach

Człeka o czole

Wytartem!

Łotr to, wróg prawa,

Wszystkiemu na poprzek stawa!

Chytrych podstępów tkacz,

Fałszerz i oszust, co ludzi

Językiem dwoistym judzi,

Co sieje waśnie,

Przyjaźń w nieprzyjaźń zamienia!

Życie mi gaśnie,

Zwiędłe jak liść!...

Lej-że mi ślozy, lej,

Nowego utrapienia,

Trojańska drużyno, płacz,

Bo nic w zawody

Nie może z losem mym iść!...

 

PRZODOWNICA CHÓRU.

Twa dola jest ci znaną, pani, lecz naszemi

Któż zajmie się w Helladzie czy achajskiej ziemi?

 

TALTHYBIOS.

Co tchu mi po Kasandrę niech służba pospieszy!

Gdy oddam ją wodzowi, wraz do innej rzeszy

Niewolnic się zabiorę i, jak los zarządza,

Do rąk przynależnego zawiodę koniądza.

Ha! Cóż to? Blask pochodni bucha z szatry branek?!

Czy namiot chce podpalić ta tłuszcza Trojanek?

Co dzieje się? Zapewne, widząc, że już muszą

Odpłynąć do Argosu, chcą zakończyć z duszą.

Chcą rzucić się do ognia!... Tak! żądza wolności

Rozpiera ludzi wolnych, nie łatwo swe kości

Pod jarzmo naginają!... Otworzyć! Otworzyć.

Ażeby nie zechciano na barki me złożyć

O, tego, co snać dla was korzyścią się staje,

Lecz na czem niezbyt dobrze wyszliby Achaje.

 

HEKABE.

Nie myśli nikt podpalać, tylko opętana,

Kasandra, córka moja, biegnie, szałem gnana.

 

 

Na scenę wbiega z płonącemi pochodniami w ręku

KASANDRA.

Zapal mi, zapal pochodnię,

Daj mi ją, daj mi ją w ręce!

Ogniem świątynię poświęcę,

Ogniem poświęcę ją godnie!

Wielbię cię, sławię cię, cenię,

Hymenajosie, Hymenie.

Niebiański mój panie! Hu!...

 

Szczęśliwe jest nasze pobranie

I tyś, mój małżonku, szczęśliwy

I ja szczęśliwa nad dziwy!

Królewskie czeka mnie łoże,

Pójść się do Argos nie lenię,

O Hymenaju, Hymenie!

O ty niebiański mój boże!...

Jękami się żalisz i łzami,

Że ojciec pożegnał się z nami,

Iż żegnasz ojczyznę ty naszą,

Więc niech mi pochodni nie gaszą!

Ognie w radosnym ja szale

Weselne, o matko, rozpalę,

Światłości strumienie, płomienie

Tobie rozpalę, Hymenie!

I ty mi, blaski bogate

Na ślub ten mój ześlij, Hekate,

Niech cała goreję w twym żarze,

Jak zwyczaj dziewicom każe...

 

*

Hej! w tańce! hej! w pląsy dokoła!

Hej! dana! Hej! świeci się! dana!

Godzina dla ojca wybrana!

Nie była tak nigdy wesoła

Dla losów szczęśliwych wybrańca!

Do tańca świętego, do tańca!

Fojbosie, ty stań na czele!...

Ofiarą cię zbożną obdzielę.

Gdy wkroczę w tę bożą świątynię,

Co cała się kąpie w wawrzynie,

Serce-ć z radości otworzę,

Oddam ci wszystko me tchnienie,

 

O Hymenaju, Hymenie,

O ty, Hymenie, mój boże!

Do góry, matko, pod stropy,

Wyrzucaj-że mi twe stopy,

Niech razem z stopami mojemi

Odbije się wdzięcznie od ziemi

Ten pląs twój, tańczony radośnie!

Godowa niech pieśń mi tu rośnie,

Niech szczęsne stawi cię pienie

I mnie, szczęśliwą, Hymenie!

Frygyjek orszaku młody,

Opiewaj-że moje dziś gody

I męża, któremu za żonę

Dały mnie losy wielbione!...

 

PRZODOWNICA CHÓRU.

Nie chwycisz-że, królowo, córki opętanej?

W lot rzuci się pomiędzy argiwskie hetmany!

 

HEKABE.

Hefaiście, co pochodnię zapalasz przy ślubie

Śmiertelnych! Roznieciłeś ją tutaj ku zgubie

Nadziei moich wielkich! Przenigdy ja w świecie

Nie mogłam się spodziewać, że będziesz, me dziecię,

Swe gody obchodziła śród argejskich zbroi.

Daj światło! Źle je, widzę, dzierżysz w dłoni swojej!

Szalejesz! Niespokojnaś! Nie umiesz tej siły

Powstrzymać! Losy ciebie mi uprzytomniły!

Ta sama jesteś zawsze! Pochodnie te weźcie,

Trojanki, do namiotu i biednej niewieście

Na hymny jej godowe odpowiedzcie łzami.

 

KASANDRA.

O matko, skroń mi uwieńcz, zwycięstwo jest z nami!

I raduj się, że w związki takie z królem wchodzę!

I wypraw mnie, lub z domu wypchnij-że mnie srodze,

Gdy pójśćbym dobrowolnie nie chciała. Jeżeli

Loksyasz jest naprawdę, tak się uweseli

Król Greków. Agamemnon słynny, w godach ze mną,

Że niczem ślub nieszczęsny, zawarty z nikczemna

Heleną! Zamorduję i jego grodziszcze,

By ojca i mych braci pomścić, na gruz zniszczę!

Lecz zmilczę to, nie wspomnę również o siekierze

W mych wieszczbach, co na kark mój spadnie i dobierze

Do innych też się karków, ni o krwawym czynie,

O walce matkobójczej, co na dom ten spłynie

Przez ślub mój, ni o rodu Atreja zagładzie.

Nie! O tem mówić będę, że w swojej posadzie

Szczęśliwszy jest ten gród nasz, niż Greków plemiona.

Tak powiem, wprawdzie wieszczka, przez boga natchniona,

Na czas ten jednak wieszczej zrzeknę się podniety -

Dla jednej wszak miłości, dla jednej kobiety,

Polując na Helenę, tysiące stracili...

O, mądry to naczelnik, który jednej chwili

Dla rzeczy najwstrętniejszej oddał to, co w domu

Posiadał najmilszego: dziecko swe dla sromu

Poświęcił swemu bratu, dla tej białogłowy,

Co sama, nieporwana, zbiegła za domowy

Próg męża. Do Skamandra przybywszy wybrzeży,

Ginęli nie w obronie ojczystych rubieży,

Czy murów swych stołecznych. A kto padł w tym boju,

Już dziatwy swej nie widział, juści go po znoju

Małżonka nie okryła całunem - nie, w ziemi

Spoczywać musi cudzej! Nie lepiej się plemi

 

I w domu: Wdowy marły, a ojcowie starzy,

Straciwszy swoich synów, dla tej wojny wrażej

Snać wzrosłych, już nie mają nikogo przy sobie,

Co krwawąby ofiarę wylał na ich grobie.

O, godne takie wojsko pochwały! Milczenie

Zachowam zaś o hańbie. Nie chcę, by me pienie

Nikczemną napełniało się treścią. Trojanie

Natomiast warci sławy największej: Na szańce

Szli ginąć za ojczyznę. To pierwsze. A dalej:

Kto padł, tego druhowie na ręce zabrali,

Do domu go ponieśli i potem godziwie

Przybrawszy, na ojczystej złożyli go niwie

Do grobu. Zaś Frygowie, co nie padli w wojnie,

Codziennie przy swych dzieciach siedzieli spokojnie

I żonach - jużcić rozkosz Achajom to obca...

A teraz o Hektorze posłuchaj. Los chłopca

Twojego ci opiszę, jaki był: On życie

Utracił, jak bohater najpierwszy! Przybycie

Achajów to sprawiło, bo jeśliby oni

W swych domach pozostali, nie padłby na błoni

Skrwawionej i nazwisko miałby nie tak czczone.

I Parys, iż Zeusową córkę wziął za żonę,

Jest głośnym dziś na świecie... Prosty rozum każe

Unikać ludziom wojny, lecz gdy kto w swym żarze

Wybuchnie, śmierć zaszczytna zdobi wieńcem sławy

Ojczysty gród, zaś hańbą dlań jest skon plugawy.

Dlatego nie płacz, matko, po kraju i po mnie

Z powodu moich ślubów! Wrogów, tak ogromnie

Znienawidzonych przez nas, przezemnie i ciebie,

Ten związek mój małżeński na wieki pogrzebie.

Wybucha śmiechem.

 

PRZODOWNICA CHÓRU.

Jak głośno ty się śmiejesz z nieszczęść twego rodu!

Czy prawdę wróżysz, czas nam dostarczy dowodu.

 

TALTHYBIOS.

Gdyby nie to, że zmysły twoje przez Apolla

Okrutnie pomieszane, inaczej twa dola

Złożyłaby się dzisiaj, że z takiemi wróżby

Wysyłasz moich wodzów do domu. Ha! Cóżby

Rzec na to, iż co wielkiem nazywają ludzie

I wzniosłem, wielkość swoją zawdzięcza li złudzie,

Tak marnem jest jak marność... Patrz! syn Atreusza,

Hellenów wszech naczelnik, on, królewska dusza.

Tak zniżył się, że uległ miłości tej dziewki,

Szalonej!.. Ja, choć człowiek od chudej polewki,

Przenigdybym się takiej nie zalecał! - Ano,

Co tutaj o tych Frygach i Grekach gadano,

Tak jednych kosztem drugich wynosząc, to juści

Niech z wiatrem sobie idzie! W niepamięć to puści

Talthybios, boś niespełna rozumu... Do łodzi

Idź ze mną, piękna króla kochanko!... (Do Hekaby) A chodzi

O ciebie, pójdziesz zaraz, gdy Laertiada

Zażąda twego przyjścia... Zostać ci wypada

Służebną u niewiasty cnotliwej do skonu,

Jak mówią ci, co przyszli w bramy Ilionu.

 

KASANDRA.

Służalec wykapany! Bo jak zwać inaczej

Tych woźnych! Ród to wstrętny, plemię to pływaczy

Obleśnych, co się rządom i wielmożom łaszą

Powiadasz, że Odyssej weźmie matkę naszą

Do służby? A cóż będzie z słowem Apollona,

 

Wróżącem mi, iż życia Hekabe dokona

Tu, w miejscu? A już o tem, co się stanie dalej,

Ja dzisiaj mówić nie chcę. Niech się bóg pożali,

Ile mu grozi przygód! Sam on nie wie o tem...

Mój los i los mych Frygów wyda mi się złotem

Najszczerszem. W swój rodzinny powróci zakątek,

Po latach tych dziesięciu lat nowy dziesiątek

Przebywszy pośród turni, gdzie ludzi uśmierca

Charybdys w wód przesmyku, gdzie jest ludożerca,

Ów straszny góral Cyklop gdzie z czarów pomocą

Kiernozy stwarza Cyrce, gdzie łódź mu zdruzgocą

Bałwany słone morza, gdzie go lotos znęci

I słońca go przywabią wołowie: pocięci,

Nieżywi a wszak ryczą, niemiłe wspomnienie

Dla syna Laertesa! Że już nie wymienię

Nic nadto, żywcem zstąpi do piekieł i potem

Uszedłszy falom morskim, ujrzy dom z powrotem,

By stać się uczestnikiem mozołów tysiąca!...

Lecz o trudy Odysseja po co język mój potrąca?!

Dalej! Wiedź mnie! Chcę coprędzej ślubne dzielić z nim posłanie

W głębiach Hadu! Biednie ciebie pochowają, biedny panie!

Pogrzeb sprawią ci nie szumny w mroku nocy, a nie we dnie,

Ty, Danaów naczelniku, który mniemasz, iżeś przednie

Spełnił czyny. A zaś moje nagie zwłoki porzucone

W górskim jarze, porwie woda i zaniesie je w tę stronę,

Gdzie kochanka jest mogiła - na pożarcie dzikich zwierzy

Pójdzie wieszczka Apollona!... Precz, kapłańska ty odzieży!

Precz, ty wianku najdroższego mego boga! Gdzież te święta,

Co me serce weseliły?! Jeszczem dotąd ja nietknięta,

Więc te suknie, z ciała zdarte, szlę ci oto, pełna bólu,

Na tych skrzydłach wiatru szlę ci, o ty proroctw moich królu!

 

(Do Talthybiosa)

Gdzie jest okręt twego pana, na który dziś wsiadać muszę?

Niemniej silnie, niśli twoją, chęć i mą rozpiera duszę,

By wiatr wydał płótna żagli, które precz mnie stąd uniosą.

Tak, mnie, jedną z trzech Erynyj!... Nie płacz, matko!... Łez swych rosą

Nie zalewaj się, ojczyzno! Żegnam! Żegnam! Bracia moi

I ty, ojcze mój rodzony, dzisiaj w grobie! W swej ostoi

Rychło wy mnie zobaczycie! O zawitam w zmarłych ziemie,

Cne odniósłszy tu zwycięstwo: Niszczycieli naszych plemię,

Dom Atrydów rozburyłam i do waszych dziedzin schodzę!

Znika wraz z Talthybiosem.

 

PRZODOWNICA CHÓRU.

Widzicie, jak Hekabe, oniemiała srodze,

Na ziemię tutaj pada? Dopomódz niewieście

Sędziwej! Wy jej straże, w górę ją podnieście!

Ma ginąć tak staruszka? Któż o niej pamięta?

 

HEKABE.

Zostawcie mnie w spokoju, kochane dziewczęta!

Nie miłe mi, co miłe bywa innym razem,

Nieszczęścia tak mnie ciężkim powalają głazem

Na ziemię... O bogowie! Źli z was sprzymierzeni,

A przecież ja was wzywam. Pociechą się mieni -

I słusznie - dla człowieka wzywać bóstwa z nieba,

Gdy losy szczęśliwego poskąpią ma chleba.

Nasamprzód o słonecznych dniach najchętniej wspomnę,

Bo przy nich się dopiero wydadzą ogromne

Me klęski i współczucie obudzą. Królewna,

Za króla wyszłam zamąż, by mu, żona pewna,

Rycerskich zrodzić synów: pierwsi to, nie zera.

Pomiędzy ludem Frygów. Niema bohatera

 

Równego im! Bądź w Troi, bądź w helleńskiej ziemi,

Czy w krajach barbarzyńców, żadna się takiemi

Latoroślami nigdy nie poszczyci matka,

Jak ja. I tych widziałam, jak ulegli sile

Oręża helleńskiego, i na ich mogile

Obcięłam sobie włosy. Ojca ich, Pryama,

Dziś również opłakuję... Widziałam ja sama,

Nie ze słyszenia znam to, jeno patrząc zbliska,

Jak padł, u bóstw domowych zabity ogniska,

Gdy Ilion szturmem wzięto. Córki moje rosły

Dla związków przedostojnych, tak w damie wyniosłej

Myślałam, dziś mi, widzę, z ręki je wydarto

Dla innych! Już mi dzisiaj nadziei nie warto

Mieć żadnej, iż je kiedy zobaczę i one,

Że ujrzą, znów swą matkę! Wszystko już stracone!

Lecz szczytem klęsk wszelakich jest to, że starucha

Ma w służbę iść do Grecyi i że, co dla ducha

Najnieznośniejszem będzie, tem ją tam obarczą:

Ja, matka Hektorowa, mam tę głowę starczą

Ukorzyć i być stróżką, czy klucznicą może,

Czy może chleb wypiekać! Nie królewskie łoże,

Na gołej trzeba ziemi kłaść ten grzbiet stargany

I kości postrzępione odziewać w łachmany,

W szat strzępy, które tobie ktoś z zamożnych rzuci!

Nieszczęsna ja, nieszczęsna! Tak dla jednej chuci,

Dla jednej tak kobiety wycierpieć już tyle

I cierpieć jeszcze dalej! W jakim ty dziś pyle,

Kasandro, córko moja, wieszczko, druho boga!

Ach! na cóż ci kazała twoja dola sroga

Panieństwa się wyrzekać?! I ty, moja biedna

Gdzie jesteś Polykseno?! Latorośl ni jedna,

Ni syn, ni żadna córka, choć ich tyle-m miała,

 

Nie stanie już ta przy mnie... Więc po cóż mi cała

Ta pomoc? Po cóż grzbiet mi podnosić? Te w Troi

Pieszczone ongi stopy, którym dzisiaj stoi

Niewola napisana, skierujcie w proch ziemi!

Do skały mnie prowadźcie, tak! mnie z powiędłemi

Od płaczu jagodami! Z opoki się rzucę

I skończę!... A o jednej pomnijcie nauce:

Szczęśliwym zwać nie można nikogo przed skonem!

 

CHÓR.

Nad Ilionem

Ach!

Hymn, Muzo, daj mi nowy,

Tren pogrzebowy,

Skąpany w łzach!

Zamyślam śpiewać o Troi

I o tej mojej

Krwawej niedoli, jaka mi się dzieje,

Gdy u wrót grodu stawili Argeje

Ów czworonożny wóz,

Złotorzędnego konia,

Co po niebieskie błonia

Sięgał, dyszący gmach

Pod zbrojnych brzemieniem gróz,

Wypełniających mu brzuch...

Radosny stał się ruch,

Zawrzał trojański gród,

Na murach jął krzyczeć lud:

"Już się zakończył nasz trud,

Niechże się bramy coprędzej otworzą!

Wprowadzić rychło tę bożą,

Z drzewa ciosaną figurę

 

Przed Zeusową iliońską córę!" [Pallas-Atena]

Któż nie wybieży

Z starców, młodzieży?!

Któż nie przywita radośnie tej złudy,

Która za chwilę wyrośnie

W Śmierć!...

 

*

Wszystkie się ludy

Wraz

Ku onym wrótniom rzuciły,

By greckiej siły

Ujrzeć w ten czas

Zamknięty podstęp podły,

Tę z górskiej jodły

Ciosaną zgubę nieszczęsnej Dardanii,

I aby złożyć dziewiczej go pani,

Jako niebiański twór,

W zbożnej, radosnej ofierze.

I zarzucono na zwierzę

Istny powrozów las

I jak się bierze na sznur

Szczerniałą w podróży łódź,

Rano go ciągnie młódź

Na krwawy ciągnie tan

Do głaźnych Pallady ścian.

Pod próg, posoką zlan,

Nad zabaw miejscem i pracy ochoczej

Noc swoje mroki roztoczy:

Przy wtórze libijskich lutni

Frygijskie pieśni brzmią coraz to hutniej.

 

Taniec rozpęta

Skoczne dziewczęta,

Pieśń się wyrywa do góry,

A zasię

W domach blask świeci ponury

Snom.

 

*

Właśnie w tym czasie

Myśmy w świątyni

Wielbiły tańcem i śpiewem

Córkę Zeusową,

Bożą mieszkankę gór.

Wtem krzyk się straszny uczyni

Po zręby naszego chramu,

Po szczyt warowni Pergamu

Gród zalał swoim rozlewem!

Strach wszystkich ogarnął wielki:

Dziecko się rodzicielki

Czepia i z głową

Kryje się w fałdach jej szaty:

Z zasadzki, z dzieła Pallady,

Z tego przybytku zdrady,

Zabójczy wypada Mór:

Naokół ołtarzy brodzi

We krwi frygijskiej powodzi,

Po domach - tak pędzi chuć -

Samotną zabija młódź!

I taki ci wieniec sławy

Zdobywa na drodze tej krwawej.

Hellado, ty matko rycerzy,

Nam zasię klęskę szerzy,

Frygii gotuje żal

 

Ta jego zdradziecka stal!...

Patrz, patrz, Hekabo! Andromache jedzie

Na cudzym wozie!

W grozie

Pierś się jej wznosi wzburzona,

A przy tej piersi, u łona

Astyanaksa trzyma, płód Hektora!

Serce me krzyczy!

Gdzież cię w tej twojej

Wdowiej prowadzą biedzie?

Chyba nie skora

Siadłaś śród męża kutej w spiżu zbroi.

Pośród frygijskich zdobyczy,

Któremi, zdala od Troi,

Uwieńczy Achilla syn

Ftyockich świątnic tyn?!

 

Na scenę wchodzi

 

ANDROMACHE.

Achajskie uwożą mnie pany!

 

HEKABE.

Ajaj!

 

ANDROMACHE.

Przecz nucisz peany?

 

HEKABE.

Ojej!

 

ANDROMACHE.

Płaczesz-li klęski tej?

 

HEKABE.

Jak boli!

 

ANDROMACHE.

Płaczesz niedoli -

 

HEKABE.

Dzieci!...

 

ANDROMACHE.

Wszystko nam leci!...

 

*

HEKABE.

Tak! Szczezła już Troja! Dostatek -

 

ANDROMACHE.

O szczezł!

 

HEKABE.

Już niema mych dziatek!

 

ANDROMACHE.

Och! Och!

 

HEKABE.

Wszystko me poszło w proch!

 

ANDROMACHE.

I moje!

 

HEKABE.

Los padł na Troję -

 

ANDROMACHE.

Krwawy!

 

HEKABE.

Gruz, popiół sławy!...

 

*

ANDROMACHE.

O przybądź, mężu mój!

 

HEKABE.

W Hadzie zakończył znój -

Stamtąd ma wrócić się k'nam?

 

ANDROMACHE.

Zbawco małżonki, wróć!

 

*

HEKABE.

Achajów zgubo ty -

 

ANDROMACHE.

Sam-tu, Pryamie cny,

Dziadku mych dzieci, sam!

 

HEKABE.

I weź mnie w śmierci łódź!

 

ANDROMACHE.

O, wy wielkie tęsknice!

Dola strasznie zwycięska!

Wróg nam zburzył stolicę,

Klęskę druga pcha klęska!

Boże gonią nas gniewy,

Odkąd uszedł mogiły

Sprawca krwawej ulewy:

Śluby jego zgubiły

Nasze miasto, o biada!

Trupy leżą na pował:

Kładła wszystkich Pallada,

Gniew jej wszystkich mordował!

Sępy pożrą te ciała,

Porzucone śród pola,

Za to Troi została

Przehaniebna niewola!

 

HEKABE.

O nieszczęsne me łany,

We łzach po was ja tonę!

Gorzki los wam pisany!

I wy, progi zburzone,

Gdziem rodziła swe dziatki.

 

Już was żegnam na zawsze!

Taka dola jest matki,

Że łzy coraz to krwawsze

Cieką biednej z pod powiek!

Ach! mój bólu, o tobie

Zapomina li człowiek,

Który spoczął już w grobie!

Ach! mój bólu! Ach! ślozy!

Czyż wy kiedy wyschniecie?

Nic nie widzę, prócz grozy,

Sama jedna na świecie!

 

PRZODOWNICA CHÓRU.

Ach! jakaż w tem się ulga w dniach zniszczenia mieści,

Gdy człek się wyspowiada, wypłacze z boleści.

 

ANDROMACHE.

Ach! widzisz-li to wszystko, rodzicielko męża,

Hektora, co ich tylu, bywało, zwycięża?

 

HEKABE.

Wzdyć widzę, jak Bóg małych podnosi, a znowu

Tych, co się za wielmożów mieli, pcha do rowu.

 

ANDROMACHE.

Wraz z synem idę w jasyr! Tak, nasza wielmożność

W niewolę dziś popada!... Straszna losów zdrożność!

 

HEKABE.

O, straszna jest konieczność! Przed chwilą odemnie

I córkę mą, Kasandrę, porwali nikczemnie!

 

ANDROMACHE.

Ach! Ach! Więc się twej córce jakiś Ajas wtóry

Przydarzył? Grom niejeden jeszcze padnie z chmury!

 

HEKABE.

Bezmierne, niezliczone są nieszczęścia moje!

Grom ściga się z piorunem! I ja jeszcze stoję!

 

ANDROMACHE.

Zginęła Poliksena, na Achilla grobie

Zabita! Zmarłym w darze wydarto ją tobie!

 

HEKABE.

Więc to jest, co Talthybia rzekła mi zagadka

I jasna i niejasna! Nieszczęsna ja matka!

 

ANDROMACHE.

Na oczy-m ją widziała i zeszedłszy duchem

Z wozu, sama ją, płacząc, nakryłam rańtuchem.

 

HEKABE.

Ojej mi! Jak cię, córko ma, zamordowano!

Ojej mi! po raz drugi! Zginęłaś w swe rano!

 

ANDROMACHE.

Zginęła! Jak zginęła! Lecz choć grób ją skrywa,

Szczęśliwsza jest odemnie, com tu jeszcze żywa!

 

HEKABE.

Nie! Umrzeć, a żyć dalej, to nie znaczy jedno!

Żyjący ma nadzieję, zmarły nie! W tem sedno.

 

ANDROMACHE.

O matko rodzicielko! Racz wysłuchać słowa,

Co w sobie dla serc biednych przednią ulgę chowa.

Nie rodzić się to samo, co i umrzeć znaczy,

Atoli umrzeć lepiej, niśli żyć w rozpaczy.

Człek zmarły nie zna bólu, zaś szczęśliwi ludzie,

Popadłszy raz w nieszczęście, w niesłychanym trudzie

 

Do dawnych tęsknią czasów, gdy im było lepiej.

Więc ona leży w grobie - niech cię myśl ta krzepi -,

Jak gdyby tu przenigdy nie widziała słońca,

I żadnych nie ma cierpień, spokojna do końca.

Mnie zasię, com mierzyła do sławy i do niej

Trafiłam - mnie ze szczęściem powiodło się płoniej.

Ku czemu winny dążyć białogłowy skromne,

Ja, wszedłszy w próg Hektora, zawsze o tem pomnę.

Po pierwsze, co kobietę samo już ze siebie,

Czy winna, czy nie winna, w oczach ludzi grzebie.

Jeżeli nie pilnuje mężowskiego domu,

Ja, zrzekłszy się tej chęci, nie dałam nikomu

Powodu do przygany. Dalej, na pokoje

Niewiastek nie puszczałam, które muszą swoje

Wygadać. Nie! już z domu za nauczyciela

Rozsądek mając zdrowy, zawszem małowiela

Starczyła sama sobie. Łagodne spojrzenie

Dla męża zawsze mając, wiedząc, w jakiej cenie

Jest u nich, gdy się milczy, nigdym się przebojem

Nie pchała, przeświadoma, kiedy mam na swojem

Postawić, kiedy uledz! Takie o mnie wieści

Do wojsk achajskich doszły i są mej boleści

Przyczyną: Syn Achilla, dostawszy mnie w ręce,

Za żonę wziąć mnie pragnie... Życie więc poświęcę

Wysłudze w domu zbójców!... Jeśli o Hektorze

Najdroższym zapomniawszy, serce swe otworzę

Nowemu małżonkowi, wzdyć się sprzeniewierzę

Tamtemu; jeśli wiary dochowam mu szczerze,

To ten mnie znienawidzi, dziś mój pan na świecie!

Choć mówią, że noc jedna wystarczy kobiecie,

Ażeby ją rozbroić - tak ją mąż zwycięża!

[Ale ja gardzę taką, co straciwszy męża

 

Pierwszego, rada idzie za drugim i dzieli z nim łoże.]

Toć nawet koń nie łatwo oswoić się może,

Jeżeli go odłączą od konia, co razem

Pod jednem chodził jarzmem, pod jednym rozkazem.

A przecież zwierz nie człowiek, nie zna ani mowy

I nie ma tak rozumnej, jako ludzie, głowy -

Ot, bydlę jest i tyle!... O Hektorze luby,

Jam męża miała w tobie nad wszelkie rachuby -

I z rodu i umysłu, z męstwa i majątku

Świeciłeś nad innymi. Tobie, mój początku,

Gdyś wziął mnie z domu ojca, pierwsze-m poświęciła

Miłości mojej żary! Padłeś, a mnie siła

Mych wrogów do Hellady zaciąga na służbę!

 

(Do Hekaby)

Więc widzisz, że ja gorszą widzę dla się wróżbę,

Niż śmierć twej Polykseny, po której łzy leje

Twe oko. Jam straciła snać więcej - nadzieję,

Co żywych nie opuszcza! I choć słodką złuda,

Nie łudzę się, iż szczęście zyskać mi się uda.

 

PRZODOWNICA CHÓRU.

Jednakie mamy losy. Płacząc swojej biedy,

I moją mi niedolę przypominasz wtedy.

 

HEKABE.

Na statku nigdy noga moja nie postała -

Z obrazów wiem i z słuchu, że gdy się nawała

Pomierna gdzieś na morzu okrętom wydarzy,

Gorliwie o ratunku myśli tłum żeglarzy:

Ten zajmie się żaglami, ten robi przy sterze,

Ten wodę z dna wylewa - tak każdy się bierze

Do pracy. Lecz gdy burza rozkłębi bałwany

Nad miarę, wówczas łodzi, wichrami porwanej,

 

Zwierzają swoje losy. Toć i mnie te klęski.

Jak grom spadając na mnie w swej mocy zwycięskiej.

Zamknęły całkiem usta, tak bóg mnie zwycięża,

Śląc na mnie straszną burzę... Lecz ty zostaw męża,

Daj spokój Hektorowi! Łzy twe, córko miła,

Żywota mi nie wrócą! Mogiłą mogiła,

Ty szanuj swego władcę nowego, jeżeli

Już dały ci go losy. Niechże go obdzieli

Swym wdziękiem twoja postać urocza! W ten sposób

Sprawując się, dla drogich będziesz szczęściem osób

I syna mego syna na Troi pożytek

Wychowasz, jeśli dom nasz nie zaginie wszytek,

Gdy z płodu twego liczne potomstwo wyrośnie

I gród ten odbuduje, by zakwitł radośnie.

Lecz - myśl się bowiem jedna lubi rodzić z drugiej

Me oczy widzą oto zbliżanie się sługi

Achajów - snąć z rozkazem! I cóż on zawiera!?...

 

Wraca

 

TALTHYBIOS.

Małżonko największego Frygów bohatera!

Że chętnie ci przynoszę to, co Pelopidzi

I inni uchwalili, niech ci się nie widzi!

 

ANDROMACHE.

Co stało się? Nie dobrze twój początek wróży - -

 

TALTHYBIOS.

To dziecko - - jakżeżby się wyrazić? - - już dłużej - -

 

ANDROMACHE.

Co? Pragną nas rozdzielić? Dać je w inne ręce?

 

TALTHYBIOS.

Do rąk Achajów źdźbło to nie pójdzie dziecięce.

 

ANDROMACHE.

Więc co? Zostawić w Frygii chcą je - na nasienie?

 

TALTHYBIOS.

Sam nie wiem, jak ja tobie ten zły los wymienię!

 

ANDROMACHE.

Pochwały godny lęk to, lecz nie w szczęsnej sprawie!

 

TALTHYBIOS.

Gdy powiem: Syn twój umrze!, serce ci zakrwawię.

 

ANDROMACHE.

Największe to nieszczęście, jakie mnie dotknęło!

 

TALTHYBIOS.

Na wszechnaradzie Greków Odyssa to dzieło.

 

ANDROMACHE.

O raty! O przeraty! Dokądże to zmierza?!

 

TALTHYBIOS.

Powiedział: "Precz ze synem pierwszego rycerza!"

 

ANDROMACHE.

"Trza strącić go" - powiedział - "z wyniosłych baszt Troi!"

Tak, widno, stać się musi! Ty zmysły pozbieraj,

Gdy rozum chcesz pokazać i zbyt nie upieraj

Przy synu się nieszczęsnym, tylko znieś! Najprościej

Nie myśleć, iże silnym jest się w swej słabości!

Pomocy nie masz znikąd... Rozważyć to trzeba:

Padł gród twój i padł mąż twój, służebnego chleba

Kosztować musisz teraz, a my mamy przecie

Dość siły, aby jednej podołać kobiecie.

Więc walki nie pożądaj, abyś nienawiści

I hańby nie ściągnęła na siebie. Nie ziści

 

Nadzieja się twa dzisiaj, dlatego też radzę,

Byś klątew nie rzucała na Achajów władzę.

Bo jeśli czem to wojsko pobudzisz do gniewu,

Pogrzebu twemu dziecku odmówią i śpiewu

Nad grobem, zaś jeżeli zniesiesz swoją dolę

W milczeniu i z odwagą, pogrzebią pacholę

I ty śród Greków doznasz wielkich łask tej chwili.

 

ANDROMACHE.

O jakżeż cię, me dziecko drogie, wyróżnili!

Umierasz z ręki wrogów, a ja, rodzicielka,

Zostaję tutaj sama! [Ojca twego wielka

Zgubiła cię szlachetność, choć innym pomaga!]

Na dobre ci nie wyszła ojcowska odwaga!

O śluby me nieszczęsne! O gody, bogate

W niedolę! Ach! wkroczyłam w Hektora komnatę

Nie po to, aby syna spłodził na ofiarę

Danaom mordującym, lecz iżby bezmiarę

Azyjskich skarbów posiadł, był tej ziemi królem!

Dlaczego płaczesz, synku? Czemu z takim bólem

Wyciągasz ku mnie rączki? Czy przeczuwasz może

Swe losy, że się sukni mej czepiasz i hoże

To liczko kryjesz w fałdach, że się pod me skrzydła

Jak pisklę jakie tulisz? O dolo obrzydła!

Nie wróci Hektor z grobu, nie stanie przed tobą

Z przesławną włócznią w dłoni, by z twoją żałobą

Zakończyć! Nie pojawią się krewni rodzica

Ni hufiec naszych Frygów, by otrzeć twe lica.

W okrutnym runiesz skoku z wieżycy wysokiej,

Na grzbiet nieszczęsny runiesz i odejdziesz w mroki!

O drobne drogie brzemię w objęciach macierzy!

Pacholęcego ciałka ty zapachu świeży!

 

Daremnie w powijakach pierś cię ma karmiła,

Daremnie w tych zachodach więdła moja siła!

Jeżeli kiedy dziecko, to tej chwili właśnie

Uściskaj-że tę matkę, która w bólu gaśnie.

Do serca mi się przytul, zarzuć mi na szyję

Rączęta i pocałuj!... O Grecy! Niczyje

Tak dręczyć nie umieją wymysły, jak wasze.

Dlaczego zabijacie to niewinne ptaszę?

Nie córkąś ty Zeusową. Tyndareja siewie!

Niejeden był ci ojcem! Bo któż dzisiaj nie wie,

Że naprzód był nim Mściciel, potem Duch zazdrości

I Mord i Skon i tylu. których ziemia gości,

Przeinnych wrażych duchów!... Nigdy się nie mogą

Ośmielić moje wargi, aby ciebie, srogą

Mych Frygów zabójczynię i Greków, zwać córą

Zeusową! Szczeźnij marnie, dolę miej ponurą,

Kobieto, coś urocznem niszczyła obliczem

Tę bujną ziemię Frygów, że dzisiaj jest niczem!

Ha! bierzcie, wleczcie, rzućcie, jeżeli nie można

Inaczej, te członeczki! Wasza dłoń bezbożna

Niech zetrze je na miazgę! Snać z niebiosów woli

Giniemy i nic dziecka, choć tak serce boli,

Zratować już nie zdoła! Okryjcie mnie, proszę,

I rzućcie na dno łodzi! Wielkie mnie rozkosze

Weselne oczekują po utracie syna!

 

PRZODOWNICA CHÓRU.

O Trojo! Że tak mogła jedna ci jedyna

Kobieta wziąć tysiące! Jedne sprośne gody!

 

TALTHYBIOS.

Dalej, mój chłopcze młody!

Wyrwij się z objęć macierzy

 

I ku rodzinnej wieży,

Blankami uwieńczonej,

Wysokiej,

Skieruj swe kroki!

Niema dla ciebie obrony -

Umrzeć ci tam kazała

Greckiego wojska uchwała.

 

(Do służby)

Brać go!... Ach! takie to rzeczy

Niech wykonuje tylko ten, co w człeczej

Swej duszy

Na większą się czelność zdobywa,

Niżeli dusza ta żywa

Zdobyć się może!...

 

HEKABE.

O, syna biednego synie!

Depcący prawo boże,

Dziś mnie i matce twej

Zabiera ciebie wróg!

Cóż ja w twej sprawie

Uczynię?

Jakich się chwycę dróg?

W bolesnym szale

Piersi rozkrwawię

I głowę sobie rozwalę,

Gdyż to mi wolno jedynie!

Ojej, mój grodzie, ojej!

Ojej mojej duszy!

Wszystko się kruszy!

Czegóż, me dziecię,

Nie doznaliśmy na świecie?

 

Czegóż nam jeszcze potrzeba

Ach! tej godziny,

By nas już całkiem zdruzgotały nieba:

 

CHÓR.

Pszczół żywicielki, Salaminy

Monarcho, Telamonie,

Ty, władający na tronie

Wyspy, falami sieczonej morskiemi

W sąsiedztwie ziemi

Świętych, nadbrzeżnych wzgórz,

Tam, gdzie na rozkaz Ateny

Wystrzelił pierwszy bez ceny

Podarek nieb,

Błyszczący oliwki szczep,

Ozdoba i wieniec sławy

Szczęśliwej ateńskiej dzierżawy!

Lata minęły już,

Kiedyś, wspaniałym chcąc zajaśnieć czynem.

Przybył ach! przybył tu k'nam

Z onym Łucznikiem, nie sam,

Z potężnym synem

Alkmeny,

By w Ilionie, w naszym Ilionie

Gruz pozostawić i kurz!

 

*

Kiedy go porwał gniew o konie,

Wiódł przedni kwiat Hellady

W grodu naszego posady

I, gdzie Simois bujne fale toczy,

Okręt ochoczy,

Co przebył morza toń,

 

Zatrzymał i do wybrzeży

Wraz przywiązawszy, rycerzy

Waleczny rząd

Co tchu wysadził na ląd

I mord jął szerzyć ninie

Po Laomedonta krainie,

Celną wyjąwszy broń!

W czerwonych ogniach padł rękami Feba

Z ciosu wzniesiony pod sznur

Silny, trojański nasz mur.

Zbrojna potrzeba

Uderzy

Dwakroć w Dardanów gród i w krwi potopie

Nieszczęsną zanurzy błoń.

 

*

Więc najpiękniejszą tę straż

Koło złocistych czasz

Spełniasz daremnie, ty lube

Laomedonta chłopię! [Ganimedes]

Daremnie ty wina żar

Nalewasz Zeusowi do czar!

Bo oto skazan na zgubę

Ten, co ci życie dał,

Ojczysty gród:

Ognia go niszczy szał!

Jako ten biedny ptak,

Co swoich piskląt płacze.

Jęczy nadbrzeżny szlak

U morskich wód:

Tutaj po mężu popada

W rozpacze,

Tam synów zagłada

Serce mu ściska,

Tu starej matki los

Żałobny mu z piersi głos

Wyrywa!

Na marne poszły boiska,

Na marne kąpiele młodzi!

Przy Zeusa tronie

Radośnie płonie

Twoja źrenica żywa,

Wdzięk twoich jagód uroczy,

A tutaj Grecya godzi

W miasto Pryama,

Kraj cały we krwi broczy!

 

*

Erosie! Erosie! Ach!

Ty w Dardanowy gmach

Wkroczyłeś ongi, przed laty,

Z miłością niebian. Brama

Gdy się rozwarła, by bóg

Przekroczył królewski próg,

Wysokoś podniósł bogaty

Krewieństwem bożem dom -

Kwitł Troi łan!................................................

Projekt okładki: Juliusz Susak

 

Na okładce: Evelyn De Morgan  (1855-1919), Kasandra (1898), licencja public domain,

źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Cassandra1.jpeg

This file has been identified as being free of known restrictions under copyright law,

including all related and neighboring rights.

 

Tekst wg. edycji:

Eurypides

Trojanki

Wyd. Akademia Umiejętności

Kraków 1918

Zachowano oryginalną pisownię.

 

 

? Wydawnictwo Armoryka

 

Wydawnictwo Armoryka

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierz

http://www.armoryka.pl/

 

ISBN 978-83-7950-853-2